Gość: Cyfra
IP: *.g.pppool.de
22.02.05, 08:42
Janusz Filipiak: - Nie chcemy uczestniczyć w produkcji drutu
Prof. Janusz Filipiak (fot. Crac)
Prezes Cracovii Janusz Filipiak mówił nie tak dawno, że bez tak zwanej G-4
(nieformalny związek, zrzeszający najbogatsze kluby polskiej ekstraklasy) nie
byłoby ligi, ale też G-4 nie istniałoby bez niej. Pojawia się jednak pytanie,
czy Cracovia rezygnując z udziału w tej grupie nie wychodzi poza nawias
pewnej koterii, która rodzi się wokół ligi.
- Rozgrywki się jeszcze nie zaczęły, a tu można odnieść wrażenie, że gramy
przy stolikach, a nie na boisku - mówi Janusz Filipiak. – Jak się zacznie
runda, to wszyscy o tym zapomnimy. Nie sądzę, by te rozmowy znajdowały
odzwierciedlenie w wynikach meczów ligowych.
- To nie jest kwestia wpływu na wyniki, tylko na kształt ligi. Nie tworzy się
grupa trzymająca władzę?
- Gdybyśmy mieli przekonanie, że te rozmowy cokolwiek dadzą, to byśmy w nich
uczestniczyli. Natomiast my żyjemy w przekonaniu, że one niewiele wnoszą.
Powody są dwa: po pierwsze ilość pieniędzy do podziału z kontraktu z Ideą
jest niewielka. Jest parę groszy, każdy ciągnie w swoją stronę i w efekcie
mogą wyprodukować co najwyżej drut, jak w tym dowcipie o poznaniaku i
krakowianinie. Druga sprawa to fakt, że jest zastany pewien układ sił. PZPN,
okręgowe związki odgrywają wiodącą rolę i nie sądzę, by G-4 mogło ten układ
naruszyć. Natomiast tematem do dyskusji jest Liga Polska, gdzie PZPN nie
powinien mieć większości, bo po co wówczas taką strukturę powoływać. Co do
praw telewizyjnych, sponsoringu - nie widzimy, by ktoś przyszedł z wielką
kasą do polskiego futbolu.
- Namawiano Pana do stworzenia G-5?
- Cały czas są podejmowane próby, żeby powiększyć zakres tej, w cudzysłowie,
organizacji.
Ja jeszcze raz powtarzam: niech każdy z tych panów, którzy uczestniczą w tych
spotkaniach, zbuduje dobrą drużynę, a potem zagra i wygra z przeciwnikami z
Europy. Bo w futbolu chodzi o dobry wynik i stworzenie silnego zespołu.
- Ale istotny jest też chyba przejrzysty układ organizacyjny.
- Ależ on jest przejrzysty. Chyba, że uznamy, iż wszystko co się dzieje na
boiskach to „fałszywka". Aczkolwiek w to akurat nie wierzę.
- Mówiąc „układ organizacyjny" mamy na myśli zrezygnowanie z półśrodków.
Czyli jeżeli PZPN zrzeka się na rzecz Ligi Polskiej prawa do prowadzenia
rozgrywek, to tak powinno być do końca.
- Nie chcę w to wnikać. Może jestem tutaj wyjątkiem, ale nam przede wszystkim
zależy na zbudowaniu mocnej drużyny, na silnych organizacyjnych podstawach i
wygrywanie na boisku. Może to jest mnimalistyczny punkt widzenia, ale nasz
własny. Zdecydowanie naszym celem jest gra na poziomie europejskim. Być może
jest to podejście nieodpowiedzialne społecznie, ale udział w rozmowach G-4 w
realizacji tego celu nam nie pomoże.
- Zatem porozmawiajmy o budowaniu mocnej drużyny. Powiedział Pan kiedyś tak,
mając na myśli inwestowanie w zespół: „Forsowałem awans do II ligi i do
ekstraklasy, ale nie będę w tym roku forsował awansu do Pucharu UEFA". Szansa
sprawia, że coś się zmieniło? Uruchomione zostaną jakieś dodatkowe środki?
- Pytanie jest złożone. Pierwsza część odpowiedzi jest taka, że ja nie mogę
formalnie nałożyć na zespół zadania awansu do pucharów, z którego rozliczani
będą trenerzy i zawodnicy. To byłoby nie w porządku. Miło mi natomiast, że
drużyna sama sobie postawiła taki cel, chcą tego kibice i zrodziła się wiara,
że jest to możliwe. Co się tyczy zaś forsowania tego celu, środki, które są
potrzebne na wymagania polskiej ligi - mamy. Na pewno nie możemy sobie
pozwolić na kupienie graczy za dwa-trzy miliony euro. Stać nas na ściąganie
krajowych zawodników; mamy Moskałę, Pawlusińskiego i teraz w klubie trwają
dyskusje i nie bardzo wiadomo, kogo jeszcze ściągnąć.
- Myśląc o przyszłości staracie się pozyskać strategicznych sponsorów? Takich
jak Era w Wiśle?
- My w odróżnieniu do Tele-Foniki nigdy miejsca reklamowego na piersi nie
oddamy, bo to byłaby paranoja. Robimy to w celu bardzo dużej promocji firmy.
ComArch jest obecny w 20 krajach świata i tak jak w Polsce zyskaliśmy
dźwignię marketingową, dzięki Cracovii chcemy mieć ją jeszcze w Europie. Poza
tym nie wiem jaki miałby być wymiar tego „poważnego sponsora". Może jakby
przyniósł 20 milionów euro... Ale żeby pojawił się taki inwestor trzeba
osiągać sukcesy w Europie. Jedynie Abramowicz jest fenomenem, który prowadzi
rozdawnictwo i jego celem jest wypromowanie własnej osoby.
- Ale żeby zaistnieć w Europie trzeba inwestować.
- I my inwestujemy. W ciągu ostatnich dwóch lat włożyliśmy w Cracovię 16
milionów złotych. Klub ma do dyspozycji znaczące środki na warunki w Polsce.
Obecny budżet Cracovii, to 12 mln zł, a jest szansa, by za rok wynosił on 18
mln.
- Mówimy o warunkach europejskich...
- To musi być współmierne. ComArch musi być trochę więcej obecny na rynku
europejskim, a Cracovia musi trochę więcej tam grać. Forsowanie tego na siłę
nie jest możliwe, bo nikt nie pozostawi 10 milionów euro do dyspozycji klubu.
Potrzebny jest czas, budowa drużyny. To się u nas dzieje.
- Czy obecny budżet, kadra, wystarczą w przyszłości do walki o mistrzostwo
Polski?
- Powiedzcie mi, kogo mamy kupić? My cały czas szukamy, ale nie ma w Polsce
piłkarzy dużej klasy. Próbujemy poszukać czegoś za granicą. Ale chciałbym
zaznaczyć, że obecna drużyna ma w sobie jeszcze spory potencjał, jest na
drodze rozwoju.
- Biorąc pod uwagę ambicje trzeba się liczyć z powiększeniem budżetu, bo
piłkarze będą coraz więcej zarabiać.
- Spokojnie. Mam z nimi umowę, że jeżeli zajmą miejsce gwarantujące udział w
pucharach, to automatycznie suma premii za cały sezon jest mnożona razy
półtora. Jeżeli się zakwalifikują do pucharów, to ta kwota przekroczy półtora
miliona złotych. Jeżeli zagramy w UEFA i uzyskamy kwoty z transmisji, to
jedna trzecia tych zysków od razu idzie do kieszeni piłkarzy.
- Mówiliśmy o transferach, o tym że trudno kupić dobrego piłkarza w Polsce. A
czy ktoś próbował wyciągnąć kogoś z Cracovii?
- Zaprzeczam. Informacje o sprzedaży Gizy były plotką, albo marzeniem
jakiegoś menedżera.
- Za pół roku zapewne się to zmieni. Piłkarze promują się w lidze, w kadrze.
- Zaczekajmy jak zagrają wiosną.
- Ale wartość drużyny wzrasta, powołania do reprezentacji robią swoje. W
końcu rynek się obudzi, pojawią się propozycje transferów.
- Chciałbym mieć takie problemy. Piłkarze mają jasno postawioną sprawę:
grajcie, wypromujcie się i jeżeli będziecie mieli superpropozycje nikt na
siłę was nie będzie zatrzymywał. Na razie jednak mają jeszcze czas, wiedzą,
że Cracovia gwarantuje im ustawiczny rozwój. Cierpliwość się opłaci.
- W zespole jest kilku weteranów, którzy nie będą grali do końca świata.
Zabezpieczacie się jakoś przed tym, że niektórzy zbliżają się do kresu
kariery?
- Nie skończą jej z dnia na dzień, poza tym proszę mi wierzyć, że ci bardziej
doświadczeni gracze jeszcze trochę pograją. Taki Piotrek Bania ma w sobie
ogromne rezerwy. Ale owszem, szukamy pewnych rozwiązań. Niedawno
prowadziliśmy rozmowy z Uszalewskim i jego menedżerami. To środkowy obrońca,
kapitan reprezentacji U-21. Padały poważne kwoty, ale w jednym z meczów kadry
zerwał więzadła krzyżowe i ma osiem miesięcy z głowy. Jest jeszcze kwestia
pozyskania Chmiesta, choć on też ma jakieś kłopoty zdrowotne. Poza tym cały
czas testujemy i szukamy zagranicznych graczy.
- Wśród nich pojawiają się ciekawi zawodnicy. Był Czech Petr Basista, który
trafił do mistrza Słowacji, był Boliwijczyk Juaregui, którego bardzo chwalił
trener. Może czasem warto zainwestować?
- Cóż, nie wszystkie plany udaje nam się zrealizować. Boliwijczyk kosztował
pół miliona euro, a my jeszcze nie jesteśmy na etapie płacenia takich sum.
Rozmawiali: Przemysław Franczak, Janusz Kozioł – Gazeta Krakowska
Dodał: Crac