Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Rutkowski, Wujec: Drogi Michaelu!

    IP: *.retsat1.com.pl / 10.0.6.* 13.04.03, 22:13
    Micheal Nie ODCHODZ !!!!!
    Czyje statystyki bede sprawdzal kazdego poranka?
    T-Mac jest super,Allen tez ,Kobe - hmmmmm buc dobrze gra -trzeba
    przyznac , ale .........
    Oni sa dobrzy i swieca gdy Ty biegasz kolo nich bez Ciebie beda
    to nastepne sezony jak te po Twoim 2 odejsciu - suche ,
    beznadziejne i malobarwne .....

    I HOPE U"LL BE RIGHT BACK next season !!
    Obserwuj wątek
      • Gość: sir_chuck Re: Rutkowski, Wujec: Drogi Michaelu! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 13.04.03, 22:40
        Moim idolem byl i zawsze pozostanie Charles Barkley nie tylko
        dlatego jak gral i bawil sie gra, jak humorystycznie swoim
        zachowaniem porywal publicznosc i profesjonalizm w komentowaniu
        meczow NBA (patrz przykladowo zlota mysl), lecz takze dlatego,
        iz jest jednym z najwiekszych przyjaciol Michaela! Do kolekcji
        zabraklo mu jedynie zlotego pierscienia, bo to zawodnik
        wszechczasow na swojej pozycji przy parametrach jakimi
        obdarzyla go natura!!! Chuck jestes i byles wielki!
      • Gość: kane Micheeeeeeeeel Joooooooooooooooooooooooooooordan!!!! IP: 80.48.253.* 13.04.03, 22:53
        Najlepszym koszykarzem jest
        • Gość: Hejira Dziad IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.03, 00:36
          Gość portalu: kane napisał(a):

          > Najlepszym koszykarzem jest
          Mala popraweczka - byl - byl najlepszym koszykarzem i to jakis
          czas temu - potem byl wybitnym baseball'ista no i zawsze
          doskonalym golfista. Czekam na kolejny kaprys pana gwiazdy
          ktoremy kaski nigdy nie bylo za wiele - moze pojedzie do Iraku
          i tam bedzie gral w kosza z motywacja w oczach - albo tez
          zdziadzieje i zardzewieje - bo daleko mu nie jest za biurkiem -
          tego mu wlasnie zycze - jemu i jego kolegom ktorzy pozbawili
          oszukanczo i bezprawnie tytulu Phoenix! A Paxon niech zgnije od
          srodka na nieznana tropikalna zaraze!! Z partyjnym
          pozdrowieniem H.
          • Gość: javier Re: Dziad IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.04.03, 00:42
            Fani Phoenix zawsze razem! Nadejdzie jeszcze czas nasze druzyny!
            • Gość: franek Re: Dziad IP: 212.191.200.* 14.04.03, 06:44
              Tak, ale zobaczą to dopiero wasze wnuki, fani Phoenix.
            • Gość: as Re: Dziad IP: *.interecho.com / 192.168.3.* 14.04.03, 08:00
              Gość portalu: javier napisał(a):

              > Fani Phoenix zawsze razem! Nadejdzie jeszcze czas nasze
              druzyny!
              Szczegolnie jak wciaz w waszej druzynie bedzie sie paletal ten
              slabeusz Penny H. Zeby tylko znowu sie lalus nie polamal.
              • javier Re: Dziad 14.04.03, 14:59
                Jak widac z tego co napisales twoja wiedza o NBA jest
                mala zeby nie powiedziec zadna! Przypomne ci iz opluwany
                przez ciebie Penny mial w meczu 9 kwietnia przeciwko
                Dallas Mavericks, a wiec jednej z najlepszych druzyn NBA,
                triple-double! A caly mecz zostal wygrany przez Phoenix...
          • Gość: sir_chuck Re: Dziad IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.04.03, 08:53
            > i jego kolegom ktorzy pozbawili
            > oszukanczo i bezprawnie tytulu Phoenix! A Paxon niech zgnije
            od
            > srodka na nieznana tropikalna zaraze!!

            FAKT. Na sekundy przed koncem meczu Grant ewidentnie sfaulowal
            KJ'a przy jego penetracji pod kosz, ale nikt tego nie
            odgwizdal! Wygrali tytul, ale ja caly czas pamietam jak w IV
            kwarcie Bulls nie zdobyli przez 6 minut nawet punktu dzieki
            wysmienitej grze obronnej Suns! Charles Barkley zawsze moim
            bogiem.
            • Gość: LB Re: IP: 217.11.142.* 14.04.03, 09:47
              Gość portalu: sir_chuck napisał(a):

              > > i jego kolegom ktorzy pozbawili
              > > oszukanczo i bezprawnie tytulu Phoenix! A Paxon niech zgnije
              > od
              > > srodka na nieznana tropikalna zaraze!!
              >
              > FAKT. Na sekundy przed koncem meczu Grant ewidentnie sfaulowal
              > KJ'a przy jego penetracji pod kosz, ale nikt tego nie
              > odgwizdal!


              Dawno nie czytałem takiej BZDURY...
              Albo nie widziałeś tej akcji, albo po prostu KŁAMIESZ!

              Blok Granta na KJ był czysty, nie było nawet odrobiny wątpliwości.
              Podręcznikowa czapa.

              A swoją drogą to niezwykle sympatyczne (z perspektywy kibica Bulls i Jordana)
              móc czytać teraz te wszystkie pretensje, żale i frustracje kibiców drużyn,
              którym Bulls zamknęli drogę do mistrzostwa.
              To tylko świadczy o jego wielkości.

              Pzdr,
              LB
              • Gość: sir_chuck Re: IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.04.03, 13:49
                > Dawno nie czytałem takiej BZDURY...
                > Albo nie widziałeś tej akcji, albo po prostu KŁAMIESZ!
                >
                > Blok Granta na KJ był czysty, nie było nawet odrobiny wątpliwości.
                > Podręcznikowa czapa.

                Ciekawe dlaczego Grant w takim razie tak szybciutko schowal sie aby nie bylo
                go widac i zanim uslyszal gwizdek konczacy mecz mial mine jakby go mieli za
                chwile zabic?

                Mecz ogladalem co najmniej kilkanascie razy - zreszta nie tylko ten, bo mam
                wszystkie (znam go na pamiec, bo robilem sobie w trakcie kazdego ogladania
                odrebne statsy). Brak kompetencji w ocenie meczu mi takze nie grozi, bo
                wyraznie bylo widac, kto w tych finalach byl w lepszej formie i kto powinien
                dostac tytul za caloksztalt sezonu, ale los chcial, aby beznadziejnie grajace
                poza Michaelem i Scottim Chicago wygralo :(((.
                • Gość: LB Re: IP: 217.11.142.* 14.04.03, 16:55
                  Gość portalu: sir_chuck napisał(a):

                  >
                  > Ciekawe dlaczego Grant w takim razie tak szybciutko schowal sie aby nie bylo
                  > go widac i zanim uslyszal gwizdek konczacy mecz mial mine jakby go mieli za
                  > chwile zabic?


                  Ciekawe gdzie się schował? Pod parkiet?
                  Co Ty za głupoty wypisujesz? Zauważ, że nikt z Suns nawet nie protestował!!
                  Tylko KJ próbował na początku wymusić decyzję na sędziach, ale widząc brak
                  reakcji z ich strony odpuścił sobie.

                  >
                  > Mecz ogladalem co najmniej kilkanascie razy - zreszta nie tylko ten, bo mam
                  > wszystkie (znam go na pamiec, bo robilem sobie w trakcie kazdego ogladania
                  > odrebne statsy). Brak kompetencji w ocenie meczu mi takze nie grozi, bo
                  > wyraznie bylo widac, kto w tych finalach byl w lepszej formie i kto powinien
                  > dostac tytul za caloksztalt sezonu, ale los chcial, aby beznadziejnie grajace
                  > poza Michaelem i Scottim Chicago wygralo :(((.


                  Jasne - rozżalony fan Suns, który twierdzi, że przegrany był mimo wszystko
                  lepszy niż "beznadziejny" zwycięzca jest z pewnością "obiektywny".
                  :))))))))))))))) Dawno się tak nie śmiałem...

                  Wyraźnie to było widać (spójrz na jak najbardziej wyraźne wyniki meczów), że
                  Chicago opędziło Suns 4:2. Z tego wynika, że było w lepszej formie.

                  Niestety, tytułu NBA nie dostaje się za sezon zasadniczy, ale za wygranie
                  ostatniego meczu finałów w czerwcu. A ten wygrało Chicago.

                  To nie los, tylko umiejętności, przesądziły o zwycięstwie Bulls. Suns nie mięli
                  nikogo kto mógłby choćby odrobinę przeszkodzić Jordanowi, a Bulls potrafili
                  ograniczyć Barkleya.

                  LB
                  • Gość: sir_chuck Re: IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.04.03, 20:45
                    > Ciekawe gdzie się schował? Pod parkiet?
                    > Co Ty za głupoty wypisujesz? Zauważ, że nikt z Suns nawet nie
                    protestował!!
                    > Tylko KJ próbował na początku wymusić decyzję na sędziach,
                    ale widząc brak
                    > reakcji z ich strony odpuścił sobie.

                    Moim zdaniem Grant tracil po palcach KJ'a. I tyle. Gdybym mial
                    okazje pokazalbym Ci to na zwolnieniu.

                    > Jasne - rozżalony fan Suns, który twierdzi, że przegrany był
                    mimo wszystko
                    > lepszy niż "beznadziejny" zwycięzca jest z
                    pewnością "obiektywny".
                    > :))))))))))))))) Dawno się tak nie śmiałem...

                    Nie jestem rozzalony tylko oczekuje szacunku dla tego zesolu z
                    1993.

                    > Wyraźnie to było widać (spójrz na jak najbardziej wyraźne
                    wyniki meczów), że
                    > Chicago opędziło Suns 4:2. Z tego wynika, że było w lepszej
                    formie.

                    Moze przypomniec Ci te wyniki? Bo ja uwazam, ze wyraznie to
                    wygrywali Lakers przez ostatnie 3 lata.

                    > Niestety, tytułu NBA nie dostaje się za sezon zasadniczy, ale
                    za wygranie
                    > ostatniego meczu finałów w czerwcu. A ten wygrało Chicago.

                    Zgoda, ale przypomnij sobie ten ostatni mecz. Mecz numer II i
                    III. Tam byly te "wyrazne" wyniki? Bo jedyne zwyciestwo wyrazne
                    Bulls bylo w meczu I. Reszta na styku od pierwszej do ostatniej
                    minuty.

                    > To nie los, tylko umiejętności, przesądziły o zwycięstwie
                    Bulls. Suns nie mięli
                    >
                    > nikogo kto mógłby choćby odrobinę przeszkodzić Jordanowi, a
                    Bulls potrafili
                    > ograniczyć Barkleya.

                    Ograniczyc Barkley'a? Ciekawe kto. Poczytaj moze statsy z
                    finalow, a nie z calych playoff (jak czynisz dla kazdego
                    przypadku) to wtedy pogadamy na argumenty, bo ja mam osobiste
                    statsy z meczow, minuta po minucie w kazdej kwarcie jak kto
                    gral, ile rzucal, podawal, zbieral, itd. itp. To wymaga
                    obejrzenia kazdego meczu z innej perspektywy (i ja to kiedys
                    roobilem), teraz juz jestem leniwy i nie chce mi sie sledzic
                    np. na nba.com minuta po minucie w kazdej kwarcie i kiedy w
                    jakim momencie ktory zawodnik co zrobil (kiedys takich
                    mozliwosci nie bylo i trzeba bylo analizowac samemu, bo nikt
                    tego nie udostepnial on-line jak teraz).
          • Gość: M.J. Re: SAM JESTEŚ DZIAD IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.04.03, 12:03
            Gość portalu: Hejira napisał(a):

            > Gość portalu: kane napisał(a):
            >
            > > Najlepszym koszykarzem jest
            > Mala popraweczka - byl - byl najlepszym koszykarzem i to
            jakis
            > czas temu - potem byl wybitnym baseball'ista no i zawsze
            > doskonalym golfista. Czekam na kolejny kaprys pana gwiazdy
            > ktoremy kaski nigdy nie bylo za wiele - moze pojedzie do
            Iraku
            > i tam bedzie gral w kosza z motywacja w oczach - albo tez
            > zdziadzieje i zardzewieje - bo daleko mu nie jest za
            biurkiem -
            > tego mu wlasnie zycze - jemu i jego kolegom ktorzy pozbawili
            > oszukanczo i bezprawnie tytulu Phoenix! A Paxon niech zgnije
            od
            > srodka na nieznana tropikalna zaraze!! Z partyjnym
            > pozdrowieniem H.
            PIERDOL SIĘ DUPKU I WARA OD M.J.
          • Gość: maciekk Re: Dziad IP: *.idea.pl 12.02.04, 21:47
            chciałem ci odpisać cos sensownego, ale stwierdziłem że takiemu pustakowi i tak
            nic nie przemówi do rozsądku...
            szkoda klawiatury

            P.S. Phoenix może w tym roku powalcza o mistrzostwo, nieźle im idzie
        • Gość: Ula z Canady Re: Micheeeeeeeeel Joooooooooooooooooooooooooooor IP: *.proxy.aol.com 04.02.04, 01:45
          Najlepszym i najfajniejszym koszykarzem zawsze usmiechniety zawsze
          wesoly.ILoveYou Michelxxxoooxxx
      • Gość: javier Re: Rutkowski, Wujec: Drogi Michaelu! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.04.03, 00:39
        Coz moge powiedziec... Nienawidzilem Jordana odkad pamietam,
        gdy wszyscy w Polsce nosili koszulke z numerem 23 ja na ten
        numer plułem! az do mojej smierci bede pamietal jak zakichana
        druzyna Chicago Bulls pokrzyzowala plany na mistrzostwo
        druzynie lepszej, dzialo sie to w roku 1992 a druzyna ta bylo
        Phoenix Suns (Johnie Paxonie - abys mial problemy z prostata na
        starosc). Ale nawet nie za to go tak nienawidzilem. Czy
        czlowiek z ambicja tyle razy odchodzi i wraca do NBA? Pewnie ze
        nie!!! Najpierw "niby" trauma po smierci ojca, pozniej MJ byl
        fajtlapa w baseballu wiec wrocil a i pieniadze z reklam nie
        byly takie jak w NBA... Potem znow rozstanie i znow powrot...
        Wstydz sie Michaelu Jordanie ty łapserdaku, szmondaku
        zakichany! Idz grac w golfa botylko to ci wychodzi...
        • caminero Re: Rutkowski, Wujec: Drogi Michaelu! 14.04.03, 00:45
          Jordan to taka szczotka do zebow i juz!
          • Gość: el jugador Re: Rutkowski, Wujec: Drogi Michaelu! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.04.03, 00:51
            Calkowicie sie zgadzam z caminero! Wracaj opieprzac sie za
            biurko - zafajdany menadzer z ciebie byl tak jak i gracz...
        • Gość: Franek Re: Rutkowski, Wujec: Drogi Michaelu! IP: 212.191.200.* 14.04.03, 06:48
          Czy fani Phoenix, którzy tak narzekają na Mike'a i Chicago, mogą
          mi wytłumaczyć dlaczego ta ich najwspanialsza drużyna, nawet pod
          nieobecność MJ, nie dotarła już nigdy do finałów. Dlaczego
          wielki Barkley nigdy nie zdobył swojego pierścienia, skoro był
          taki wspaniały. No tak to pewnie będzie zawsze wina MJ-a.
          Kiepski z niego przyjaciel.
          • Gość: sir_chuck Re: Rutkowski, Wujec: Drogi Michaelu! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.04.03, 09:09
            > Czy fani Phoenix, którzy tak narzekają na Mike'a i Chicago,
            mogą
            > mi wytłumaczyć dlaczego ta ich najwspanialsza drużyna, nawet
            pod
            > nieobecność MJ, nie dotarła już nigdy do finałów. Dlaczego
            > wielki Barkley nigdy nie zdobył swojego pierścienia, skoro
            był
            > taki wspaniały

            OCZYWISCIE:

            1992 rok - pechowy VI mecz finalowy, cale niemal playoffy grali
            bez drugiego niskiego skrzydlowego - Ceballosa, ktory w tamtym
            czasie byl jednym z najlepszych w lidze. Poza tym wiele meczow
            w kolejnych rundach playoff (Lakres, Spurs, Sonicks). Chicago
            mialo o niebo krutsze i latwiejsze pojedynki.

            1993 rok - strata Dumasa, kontuzje KJ niemal caly sezon, brak
            centra, Barkley gral z obciazeniami, brak drugiego
            rozgrywajacego.

            1994 rok - Houston z Hakeem'em stanelo im na drodze. Phoenix
            nigdy nie mialo centra z prawdziwego zdarzenia. Manning,
            Tisdaley, Williams i reszta silnych graczy nie miala z nim
            szans w pojedynkach.

            1995 rok - Znowu Houston i Elie pozbawili ich sznasy na gre w
            finale (VII mecz - rzut za 3 punkty na sekunde przed koncem z
            rogu boiska). Wtedy Houston mialo Drexlera i dluga lawke, byli
            na fali. Wygrali tytul.

            1996 rok - od momentu oddania Barkley'a do Houston juz nigdy
            nawet nie zblizyli sie do poziomu jaki prezentowali w latach 92-
            96. Poza tym moim zdaniem blad zwolnienia trenera. Zawsze bede
            mial szacunek dla Westhoola.
            • Gość: GAIGER Re: Rutkowski, Wujec: Drogi Michaelu! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.04.03, 09:58
              Ja tam nigdy też za Jordanem nie przepadałem, nie cierpiałem i
              jego i całych zafajdanych Chicago Bulls , choc trzeba przyznać
              że zawsze dażyłem go dużą dozą szacunku (toche pomieszanego z
              dozą nienawiści :-). Moimi ulubionymi druzynami byli właśnie
              Phoenix i Utah, obie poległy po wspaniałych meczach w finałach,
              no cóż talentu Bozia Joranowi nie poskąpiła, choc to nie powód
              żeby go wszyscy musieli kochac i uwielbiać. Ja tam cenię sobie
              wyżej Magica Johnsona , był to moim zdaniem gracz bardziej
              kompletny a to co wyprawiał z piłką jest jedyne w swoim
              rodzaju ! Nie wiem czy koszykarsko nie można by było równiez
              wyżej zakfalifikować Wilta Chamberlaina i Oscara Robertsona,
              choć to były inne czasy i inna koszykówka. Michel jednak jest
              bezsprzecznie żywa legendą i tego mu nikt nie odbierze, nawet mu
              o dziwo po cichu kibicowałem jak zaczął garć w Wizards, taki
              zawodnik wymaga szacunku , nawet jesli zawse był wrogiem, trochę
              szkoda że juz odchodzi, na ale ma niby pojawić się zapowiadany
              przez fachowców zastępca - Le Bron James , zobaczymy co z tego
              będzie i czy sprosta wyzwaniu !

              p>S> pozdr. wszystkich fanów Phoenix, Sir Charles był wielki i
              tez załuje że nie ma pierścienia ale nie można mieszac z błotem
              jego największego rywala (i przyjaciela zarazem), mozna MJ nie
              lubic ale trzeba umiec docenic jego wielkość !
            • Gość: LB Re: Suns IP: 217.11.142.* 14.04.03, 10:40
              Nie, no generalnie Suns byli najlepsi w lidze, tylko zawsze ktoś okazywał się
              od nich lepszy.
              Zawsze lubiłem ten sposób argumentowania: "co prawda dostaliśmy w dupę, ale i
              tak jesteśmy najlepsi". :))


              Gość portalu: sir_chuck napisał(a):
              >
              >
              > 1992 rok - pechowy VI mecz finalowy, cale niemal playoffy grali
              > bez drugiego niskiego skrzydlowego - Ceballosa, ktory w tamtym
              > czasie byl jednym z najlepszych w lidze. Poza tym wiele meczow
              > w kolejnych rundach playoff (Lakres, Spurs, Sonicks). Chicago
              > mialo o niebo krutsze i latwiejsze pojedynki.


              Polemizowałbym, czy Ceballos był wtedy jednym z najlepszych w lidze niskich
              skrzydłowych. Jego średnie z sezonu 1991/1992 to: 7.2 ptk (skuteczność 48,2%);
              2.4 zb. oraz 0.8 as. na mecz!!!!!!!
              Jeśli to są wg. Ciebie statystyki jednego z najlepszych zawodników NBA, no to
              ja Cię bardzo przepraszam, ale zaczynam rozumieć dlaczego zajebisci Phoenix
              Suns nie zdobyli nigdy tytułu mistrzowskiego.

              Dla porównania statysytki niejakiego Scottiego Pippena, niskiego skrzydłowego z
              Chicago Bulls z sezonu 1991/1992: 21.0 ptk (skuteczność 50.6%); 7.7 zb.; 7.0
              as. na mecz. Widać różnicę?

              Chicago miało krótsze i łatwiejsze pojedynki, bo było najlepszym zespołem i w
              play-offs pierwszy mecz przegrało dopiero (choć nie jestem tego pewien) w
              finale z Lakers.

              >
              > 1993 rok - strata Dumasa, kontuzje KJ niemal caly sezon, brak
              > centra, Barkley gral z obciazeniami, brak drugiego
              > rozgrywajacego.


              Richard Dumas grał zajebiście w meczach finałowych z Bulls. Właściwie tylko on
              i oczywiście Barkley stanęli na wysokości zadania i byli równorzędnymi
              przeciwnikami dla Bulls. Niestety, co się potem stało z Dumasem, to wiadomo.

              Jeśli chodzi o Ceballosa, to sezon: 1992/1993 był dla niego lepszy: 12.8 ptk;
              5.5 zb oraz 1.0 as., ale niestety "zniknał" w finałach gdzie Paul Westphaul
              (tak się pisze jego nazwisko "fanie Suns") stawiał na Dumasa.

              Odnośnie Barkleya, to sezon 1992/1993 był dla niego najlepszy w karierze, więc
              nie wiem o jakich obciążeniach mówisz (MVP sezonu 1992/1993).
              KJ miał kontuzję (przyjmuję, że masz rację, bo nie pamiętam), ale jak dla mnie
              był to gracz zbyt egoistyczny, żeby poprowadzić Suns do zwycięstwa. Nie
              pamiętam dokładnie składu Suns z tego okresu, ale na pewno byli jeszcze: Danny
              Ainge oraz Frank Johnson (a może jeszcze ktoś), którzy radzili sobie całkiem
              nieźle. Zresztą Suns mięli wtedy najepszy bilans w całej lidze (w sezonie
              zasadniczym), więc może KJ nie był wcale taki super, a jego zmiennicy wcale nie
              tacy słabi. Nie wiem zatem czemu piszesz, że nie było zmienników i próbujesz
              coś (nie za bardzo wiem nawet co) wytłumaczyć kontuzją KJ?

              Owszem, center Suns Mark West (i Olivier Miller) byli słabi. Ale czy na pewno
              słabsi niż Bill Cartwright z Chicago?

              >
              > 1994 rok - Houston z Hakeem'em stanelo im na drodze. Phoenix
              > nigdy nie mialo centra z prawdziwego zdarzenia. Manning,
              > Tisdaley, Williams i reszta silnych graczy nie miala z nim
              > szans w pojedynkach.
              >
              > 1995 rok - Znowu Houston i Elie pozbawili ich sznasy na gre w
              > finale (VII mecz - rzut za 3 punkty na sekunde przed koncem z
              > rogu boiska). Wtedy Houston mialo Drexlera i dluga lawke, byli
              > na fali. Wygrali tytul.
              >
              > 1996 rok - od momentu oddania Barkley'a do Houston juz nigdy
              > nawet nie zblizyli sie do poziomu jaki prezentowali w latach 92-
              > 96. Poza tym moim zdaniem blad zwolnienia trenera. Zawsze bede
              > mial szacunek dla Westhoola.


              A reszta Twojego wywodu, to tłumaczenie, dlaczego Rockets byli lepsi (albo
              Hakeem, albo szczęśliwy rzut). Prawda jest taka, że po prostu Suns byli
              słabiutcy. I tyle.

              Masz rację co do trenera. Nie wiem czemu go wywalili.

              Pzdr,
              LB

              • Gość: sir_chuck Re: Suns IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.04.03, 14:11
                > Polemizowałbym, czy Ceballos był wtedy jednym z najlepszych w lidze niskich
                > skrzydłowych. Jego średnie z sezonu 1991/1992 to: 7.2 ptk (skuteczność
                48,2%);
                > 2.4 zb. oraz 0.8 as. na mecz!!!!!!!

                Od zwyciestwa w konkursie wsadow byl w szczytowej formie. Statystyki takie
                mial dlatego, ze punkty zdobywali glownie Barkley, KJ i Majerle. Do tego z
                fawki Ainge i Dumas wiec nie mial zbyt wiele szans na dluzsza gre. Poza tym w
                finalach bardzo brakowalo jego akcji od linii, penetracji, zbiorek. Gdyby nie
                to Pippen wogole by sobie nie pogral przy takiej parze Dumas-Ceballos, bez
                wzgledu na to ktory bylby na boisku. A chyba nie musze mowic, ze poza
                Michaelem on mial duzy wklad w zwyciestwa, choc i tak o niebo gozej spisywal
                sie naprzeciw Dumasowi ...

                > Richard Dumas grał zajebiście w meczach finałowych z Bulls. Właściwie tylko
                on
                > i oczywiście Barkley stanęli na wysokości zadania i byli równorzędnymi
                > przeciwnikami dla Bulls.

                Majerle (dlugo rekord finaow w ilosci rzutow za 3, Ainge z lawki zawsze
                pare "trojek", zajebiscie jak na pierwszy rok w NBA gral wtedy Miller - sporo
                uczyl sie od Barkley'a, duzo rywalizowal z nim na treningach, wiele sie od
                niego nauczyl, ale swoja szanse kompletnie zaprzepascil z latami).

                > Jeśli chodzi o Ceballosa, to sezon: 1992/1993 był dla niego lepszy: 12.8
                ptk;
                > 5.5 zb oraz 1.0 as., ale niestety "zniknał" w finałach gdzie Paul Westphaul
                > (tak się pisze jego nazwisko "fanie Suns") stawiał na Dumasa.

                Ceballos nie "zniknal" tylko nie gral z powodu kontuzji kolana (wiezadla)
                panie kolego. Leczyl je bardzo dlugo i juz nie wrocil do formy z lat 1991-
                1992. Przejezyczenia kazdemu sie zdazaja, a mnie nie chce sie czytac czy moze
                Ty ich nie popelniles.

                > Odnośnie Barkleya, to sezon 1992/1993 był dla niego najlepszy w karierze,
                więc
                > nie wiem o jakich obciążeniach mówisz (MVP sezonu 1992/1993).

                Plecy!!! Przeciez juz wtedy mial problemy, a musial sam ciagnac gre pod
                koszami.

                > KJ miał kontuzję (przyjmuję, że masz rację, bo nie pamiętam), ale jak dla
                mnie
                > był to gracz zbyt egoistyczny, żeby poprowadzić Suns do zwycięstwa.

                Prawie 20 pkt. i 10 asyst w sezonie poprzednim. Wiele meczow duble-duble. Malo?
                Brakowalo w kazdym meczu jego gry.

                > Ainge oraz Frank Johnson (a może jeszcze ktoś), którzy radzili sobie całkiem
                > nieźle. Zresztą Suns mięli wtedy najepszy bilans w całej lidze (w sezonie
                > zasadniczym), więc może KJ nie był wcale taki super, a jego zmiennicy wcale
                nie tacy słabi. Nie wiem zatem czemu piszesz, że nie było zmienników i
                próbujesz
                > coś (nie za bardzo wiem nawet co) wytłumaczyć kontuzją KJ?

                Frank Johnson to zenada i zawodniczo i trenersko! Nie wiem dlaczego teraz
                wogole jest trenerem??? Przez niego Suns maja teraz taki sklad pod koszem jak
                dzis (wciaz brak klasowego centra, kilka wynalazkow co sie ciagle nie
                sprawdzaja). Zdecydowanie wolalem od niego pozniej Elliota Perry.

                > Owszem, center Suns Mark West (i Olivier Miller) byli słabi. Ale czy na
                pewno
                > słabsi niż Bill Cartwright z Chicago?

                Tak bylo jeszcze trzech wysokich graczy (Grant, King, Williams). Oni wszyscy
                przeciwko Barkleyowi, chyba mozna sie zmeczuc grajac caly czas naprzeciwko
                wyzszych i nieraz silniejszych?

                > > 1994 rok - Houston z Hakeem'em stanelo im na drodze. Phoenix
                > > nigdy nie mialo centra z prawdziwego zdarzenia. Manning,
                > > Tisdaley, Williams i reszta silnych graczy nie miala z nim
                > > szans w pojedynkach.
                > >
                > > 1995 rok - Znowu Houston i Elie pozbawili ich sznasy na gre w
                > > finale (VII mecz - rzut za 3 punkty na sekunde przed koncem z
                > > rogu boiska). Wtedy Houston mialo Drexlera i dluga lawke, byli
                > > na fali. Wygrali tytul.
                > >
                > > 1996 rok - od momentu oddania Barkley'a do Houston juz nigdy
                > > nawet nie zblizyli sie do poziomu jaki prezentowali w latach 92-
                > > 96. Poza tym moim zdaniem blad zwolnienia trenera. Zawsze bede
                > > mial szacunek dla Westhoola.
                >
                > A reszta Twojego wywodu, to tłumaczenie, dlaczego Rockets byli lepsi (albo
                > Hakeem, albo szczęśliwy rzut). Prawda jest taka, że po prostu Suns byli
                > słabiutcy. I tyle.

                To Twoje zdanie. Uwazam, ze zespol w latach 92/93 zasluzyl na tytul. Kolejne
                lata byly gorsze, ale pieknosc i ofensywa ich gry nie zmianiala sie, dlatego
                ogladalo sie Suns najpzyjemniej z kazdego zespolu w tamtych latach, tylko
                Tobie wstyd to przyznac. Krotko podaj choc jeden team, ktroy mial srednia w
                kazdym meczu minimum ponad 105 pkt.?
                • Gość: LB Re: Suns IP: 217.11.142.* 14.04.03, 14:52
                  Gość portalu: sir_chuck napisał(a):


                  > Od zwyciestwa w konkursie wsadow byl w szczytowej formie. Statystyki takie
                  > mial dlatego, ze punkty zdobywali glownie Barkley, KJ i Majerle. Do tego z
                  > fawki Ainge i Dumas wiec nie mial zbyt wiele szans na dluzsza gre. Poza tym w
                  > finalach bardzo brakowalo jego akcji od linii, penetracji, zbiorek. Gdyby nie
                  > to Pippen wogole by sobie nie pogral przy takiej parze Dumas-Ceballos, bez
                  > wzgledu na to ktory bylby na boisku. A chyba nie musze mowic, ze poza
                  > Michaelem on mial duzy wklad w zwyciestwa, choc i tak o niebo gozej spisywal
                  > sie naprzeciw Dumasowi ...
                  >

                  No to w takim razie musisz się zdecydować. Albo uzasadniasz niepowodzenie Suns
                  brakiem Ceballosa (jak to czynisz w pierwszym poście), co oznaczałoby, że był
                  on wartościowym zawodnikiem tej drużyny, albo piszesz, że nie miał szans na
                  dłuższą grę i mało rzucał (ten post), co oznacza że jednak takim zawodnikiem
                  nie był. Jak zawodniki jest dobry i przydatny drużnynie to dużo gra i dużo
                  rzuca, prawda?

                  Co do Pippena, to nie mięli oni najmniejszych szans żeby go zatrzymać. Zresztą
                  spójrz na statystyki Pippena. Byli od niego gorsi pod każdym względem: i w
                  ataku, że o obronie nie wspomnę.

                  >
                  > Majerle (dlugo rekord finaow w ilosci rzutow za 3, Ainge z lawki zawsze
                  > pare "trojek", zajebiscie jak na pierwszy rok w NBA gral wtedy Miller - sporo
                  > uczyl sie od Barkley'a, duzo rywalizowal z nim na treningach, wiele sie od
                  > niego nauczyl, ale swoja szanse kompletnie zaprzepascil z latami).
                  >

                  Tu masz rację, ale tylko co do Majerle. Rzeczywiście, mówiąc o zawodnikach,
                  którzy byli wartościowymi przeciwnikami Bulls, o nim zapomniałem. Mea culpa.
                  Ainge był przyzwoity, ale to było za mało na Bulls.


                  > Ceballos nie "zniknal" tylko nie gral z powodu kontuzji kolana (wiezadla)
                  > panie kolego. Leczyl je bardzo dlugo i juz nie wrocil do formy z lat 1991-
                  > 1992. Przejezyczenia kazdemu sie zdazaja, a mnie nie chce sie czytac czy moze
                  > Ty ich nie popelniles.


                  Rzeczywiście masz rację co do kontuzji Ceballosa. Co do przejęzyczeń, to nie
                  chciałem Cię urazić. Sorry.


                  > Frank Johnson to zenada i zawodniczo i trenersko! Nie wiem dlaczego teraz
                  > wogole jest trenerem??? Przez niego Suns maja teraz taki sklad pod koszem jak
                  > dzis (wciaz brak klasowego centra, kilka wynalazkow co sie ciagle nie
                  > sprawdzaja). Zdecydowanie wolalem od niego pozniej Elliota Perry.


                  No ale napisałeś, że 1993 r. to dla Suns "strata Dumasa (o jaką stratę Ci
                  chodzi?), kontuzja KJ, brak centra i obciążenia pleców Barkleya".
                  Tymczasem był to dla Suns super sezon. Najlepszy bilans, MVP dla Barkleya, mimo
                  bolących pleców, kontuzji KJ i braku centra. Nie były to więc rzeczy, które
                  przeszkadzały im wygrywać.


                  > Tak bylo jeszcze trzech wysokich graczy (Grant, King, Williams). Oni wszyscy
                  > przeciwko Barkleyowi, chyba mozna sie zmeczuc grajac caly czas naprzeciwko
                  > wyzszych i nieraz silniejszych?


                  Ale przecież Barkley nie był debiutantem. Doskonale wiedział jak się gra i
                  robił to bardzo dobrze (MVP). Z graczy, których wymieniłeś, tylko Grant był dla
                  niego w miarę równorzędnym przeciwnikiem. King i Williams byli za słabi.
                  Przciwko Jordanowi Westphaul też rzucał: KJ, Majerlego, Dumasa, Ainga i kogo
                  tam miał pod ręką. Taki już los czołowych graczy.

                  >
                  > To Twoje zdanie. Uwazam, ze zespol w latach 92/93 zasluzyl na tytul. Kolejne
                  > lata byly gorsze, ale pieknosc i ofensywa ich gry nie zmianiala sie, dlatego
                  > ogladalo sie Suns najpzyjemniej z kazdego zespolu w tamtych latach, tylko
                  > Tobie wstyd to przyznac. Krotko podaj choc jeden team, ktroy mial srednia w
                  > kazdym meczu minimum ponad 105 pkt.?


                  Nie, nie zasłużyli. Gdyby lepiej grali, bronili i wrzucili więcej punktów, to
                  by zasłużyli. Ktoś im tego zabronił, czy jak?
                  Byli gorsi, przegrali. Zasłużyli na tyle, ile zdobyli. Nic więcej.

                  Z tym, że grali ofensywnie, to się zgodzę. Ale żeby wygrywać, trzeba jeszcze
                  bronić. Nie wystarczy rzucać po 105 ptk w meczu. Trzeba sprawić, że przeciwnicy
                  rzucą mniej. A to w przypadku Bulls i Jordana się Suns nie udało (Jordan
                  osiągnął największą średnią punktową w historii finałów NBA).

                  Nie wiem dlaczego uważasz, że nie mogę docenić Suns. Uważam, że grali bardzo
                  dobrze, ale niestety nie był to zespół mistrzowski. Doceniam to co osiągnęli
                  jako drużyna i co osiągnął Barkley, ale nie zgodzę się z opinią, że winni temu,
                  że nie zdobyli mistrzostwa są wszyscy inni, tylko nie oni. Mięli swoją szansę,
                  ale jej nie wykorzystali. To wszystko.

                  Pzdr,
                  LB
                  • Gość: sir_chuck Re: Suns IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.04.03, 20:33
                    > No to w takim razie musisz się zdecydować. Albo uzasadniasz
                    niepowodzenie Suns
                    > brakiem Ceballosa (jak to czynisz w pierwszym poście), co
                    oznaczałoby, że był
                    > on wartościowym zawodnikiem tej drużyny, albo piszesz, że nie
                    miał szans na
                    > dłuższą grę i mało rzucał (ten post), co oznacza że jednak
                    takim zawodnikiem
                    > nie był. Jak zawodniki jest dobry i przydatny drużnynie to
                    dużo gra i dużo
                    > rzuca, prawda?

                    Uwazam, ze to ze malo rzucal nie oznacza, ze byl malo
                    pozyteczny. Nikt go nie probowal np. na obronce do Jordana. A
                    wierz mi, ze w tamtych czasach tylko Kemp oprocz niego byl
                    najdynamiczniejszym zawodnikiem w NBA. Mial podobne parametry
                    do Jordana wiec moglby go skuteczniej ograniczyc. Poza tym nie
                    ma sie co oszukiwac. Finaly zalatwil Bykom Jordan z Pippenem.
                    Reszta Chicago wyraznie odstawala.

                    > Co do Pippena, to nie mięli oni najmniejszych szans żeby go
                    zatrzymać. Zresztą
                    > spójrz na statystyki Pippena. Byli od niego gorsi pod każdym
                    względem: i w
                    > ataku, że o obronie nie wspomnę.

                    Statstyki mial dobre, ale w grze nie byl juz tak bardzo
                    pozyteczny dla Bykow jak wczesniej w playoff (Ty niestety
                    ciagle czytasz statystyki z calych playoff, ktore zaliczaja
                    takze finaly, a jakbys poczytal z ostatnich 6 meczy to juz bys
                    mial odp., ze mocno go ograniczyl Dumas). Gdyby nie
                    kilka "trojek" pozostalych zawodnikow to niewiadomo jak by sie
                    skonczyly te mecze. Kazdy z nich nie zapominaj do konca trzymal
                    w napieciu, a roznica nie byla wieksza niz 10 pkt.
                    Mam to dokladnie rozpisane gdzies na kartce, bo ogladalem i
                    nagralem kazdy z tych meczy na zywo (juz nie chce myslec ile
                    razy widzialem powtorki :-)). Najlepsze finaly lat 90.

                    > Tu masz rację, ale tylko co do Majerle. Rzeczywiście, mówiąc
                    o zawodnikach,
                    > którzy byli wartościowymi przeciwnikami Bulls, o nim
                    zapomniałem. Mea culpa.
                    > Ainge był przyzwoity, ale to było za mało na Bulls.

                    No wlasnie. Gdyby byl Ceballos i jego forma od polowy sezonu to
                    zawsze te kilka pkt. wiecej, zastawienie w obronie, zbiorki,
                    przechwyt i mecze bylyby jeszcze bardziej wyrownane. W Chicago
                    sporo gwarantowal Jordan, Pippen cos jeszcze dorzucil i cala
                    reszta kilka koszy razem - to im robilo mecze.

                    > No ale napisałeś, że 1993 r. to dla Suns "strata Dumasa (o
                    jaką stratę Ci
                    > chodzi?), kontuzja KJ, brak centra i obciążenia pleców
                    Barkleya".
                    > Tymczasem był to dla Suns super sezon. Najlepszy bilans, MVP
                    dla Barkleya, mimo
                    >
                    > bolących pleców, kontuzji KJ i braku centra. Nie były to więc
                    rzeczy, które
                    > przeszkadzały im wygrywać.

                    Obciazenie! Nie pamietasz ile Byki wczesniej awansowaly do
                    finalow? Ile odpoczywali? A Suns z marszu po rozbiciu Sonicks,
                    wczesniej Spurs. Krutsza lawka i zmeczenie chyba mialy tez
                    wplyw na porazke, mimo cheroicznej walki np. w III meczu! (3
                    dogrywki). Suns wygrali 2/3 mecze w Chicago i nieszcszesliwie
                    przegrali dwa mecze u siebie. Gdyby choc jeden z nich wygrali
                    do w VII meczu moglobyc wszystko.

                    > Ale przecież Barkley nie był debiutantem. Doskonale wiedział
                    jak się gra i
                    > robił to bardzo dobrze (MVP). Z graczy, których wymieniłeś,
                    tylko Grant był dla
                    >
                    > niego w miarę równorzędnym przeciwnikiem. King i Williams
                    byli za słabi.

                    Ale byli wyzsi do Westa, Millera. Barkley robil co mogl na
                    tablicach (srednia z finalow ponad 15 zbiorek). Nie mogl grac
                    za trzech, choc i tak czasem to mu wychodzilo.

                    > Przciwko Jordanowi Westphaul też rzucał: KJ, Majerlego,
                    Dumasa, Ainga i kogo
                    > tam miał pod ręką. Taki już los czołowych graczy.

                    Prawda, ale nie mogl sprobowac Ceballosa, a przeciwko kazdemu z
                    nich inaczej sie gralo i moze o te pare punktow mozna bylo go
                    ograniczyc.

                    > Nie, nie zasłużyli. Gdyby lepiej grali, bronili i wrzucili
                    więcej punktów, to
                    > by zasłużyli. Ktoś im tego zabronił, czy jak?

                    Wiesz jak na tak ofensywny zespol i bez specow od obrony poza
                    Barkley'em i Majerle to i tak zle nie bronili. Brak centa -
                    tylko do zbiorek i blokow (bo do niczego wiecej) i jeszcze
                    jednego goscia typu Ceballos z lawki (albo zamiast Dumasa w
                    pierwszej 5 - nie ma znaczenia, bo obaj byli doskonali jak na 2
                    lata gry w NBA, Pippen jednak juz zdazyl sie troche ograc, bo
                    na poczatku tez nie byl za wybitny) w zupelnosci wystarczyloby
                    na Bulls.

                    > Byli gorsi, przegrali. Zasłużyli na tyle, ile zdobyli. Nic
                    więcej.
                    >
                    > Z tym, że grali ofensywnie, to się zgodzę. Ale żeby wygrywać,
                    trzeba jeszcze
                    > bronić. Nie wystarczy rzucać po 105 ptk w meczu. Trzeba
                    sprawić, że przeciwnicy
                    >
                    > rzucą mniej. A to w przypadku Bulls i Jordana się Suns nie
                    udało (Jordan
                    > osiągnął największą średnią punktową w historii finałów NBA).
                    >
                    > Nie wiem dlaczego uważasz, że nie mogę docenić Suns. Uważam,
                    że grali bardzo
                    > dobrze, ale niestety nie był to zespół mistrzowski. Doceniam
                    to co osiągnęli
                    > jako drużyna i co osiągnął Barkley, ale nie zgodzę się z
                    opinią, że winni temu,
                    >
                    > że nie zdobyli mistrzostwa są wszyscy inni, tylko nie oni.
                    Mięli swoją szansę,
                    > ale jej nie wykorzystali. To wszystko.

                    Moze mieli, moze nie. Moim zdaniem zabraklo im tego o czym
                    pisalem + troche szczescia, bo mimo ubytkow byli conajmniej
                    roznorzednym przeciwnikiem dla Bulls.
                • Gość: johndoe Re: Suns IP: *.tlsa.pl 18.04.03, 09:56

                  >
                  > Od zwyciestwa w konkursie wsadow byl w szczytowej formie. Statystyki takie
                  > mial dlatego, ze punkty zdobywali glownie Barkley, KJ i Majerle. Do tego z
                  > fawki Ainge i Dumas wiec nie mial zbyt wiele szans na dluzsza gre. Poza tym w
                  > finalach bardzo brakowalo jego akcji od linii, penetracji, zbiorek. Gdyby nie
                  > to Pippen wogole by sobie nie pogral przy takiej parze Dumas-Ceballos, bez
                  > wzgledu na to ktory bylby na boisku. A chyba nie musze mowic, ze poza
                  > Michaelem on mial duzy wklad w zwyciestwa, choc i tak o niebo gozej spisywal
                  > sie naprzeciw Dumasowi ...
                  pippen to w 1992 roku pogralby sobie z kazdym i wszedzie. w razie jakbys nie wiedzial to prez kilka lat byl wybierny do pierwszej piatki obroncow. niezaleznie od statystyk. a takiej supereuropejskiej gwiezdzie jak kukoc pozwoli na olimpiadzie rzuccic jednego kosza np. w obronie to nawet od jordana byl lepszy.


                  >
                  > > Richard Dumas grał zajebiście w meczach finałowych z Bulls. Właściwie tylk
                  > o
                  > on
                  > > i oczywiście Barkley stanęli na wysokości zadania i byli równorzędnymi
                  > > przeciwnikami dla Bulls.
                  >
                  > Majerle (dlugo rekord finaow w ilosci rzutow za 3, Ainge z lawki zawsze
                  > pare "trojek", zajebiscie jak na pierwszy rok w NBA gral wtedy Miller - sporo
                  > uczyl sie od Barkley'a, duzo rywalizowal z nim na treningach, wiele sie od
                  > niego nauczyl, ale swoja szanse kompletnie zaprzepascil z latami).
                  >

                  a moze przypomnisz wzystkim, kiedy w nba przyblizyli linie rzutow za trzy punkty i kiedy wrocili do starych ustawien?
                  > > Jeśli chodzi o Ceballosa, to sezon: 1992/1993 był dla niego lepszy: 12.8
                  > ptk;
                  > > 5.5 zb oraz 1.0 as., ale niestety "zniknał" w finałach gdzie Paul Westphau
                  > l
                  > > (tak się pisze jego nazwisko "fanie Suns") stawiał na Dumasa.
                  >
                  > Ceballos nie "zniknal" tylko nie gral z powodu kontuzji kolana (wiezadla)
                  > panie kolego. Leczyl je bardzo dlugo i juz nie wrocil do formy z lat 1991-
                  > 1992. Przejezyczenia kazdemu sie zdazaja, a mnie nie chce sie czytac czy moze
                  > Ty ich nie popelniles.
                  >
                  > > Odnośnie Barkleya, to sezon 1992/1993 był dla niego najlepszy w karierze,
                  > więc
                  > > nie wiem o jakich obciążeniach mówisz (MVP sezonu 1992/1993).
                  >
                  > Plecy!!! Przeciez juz wtedy mial problemy, a musial sam ciagnac gre pod
                  > koszami.
                  >
                  jasne, a inni to same zdrowe byki, i tylko, gdyby nie te plecy to suns by rozjechalo byki jak walec.

                  > > KJ miał kontuzję (przyjmuję, że masz rację, bo nie pamiętam), ale jak dla
                  > mnie
                  > > był to gracz zbyt egoistyczny, żeby poprowadzić Suns do zwycięstwa.
                  >
                  > Prawie 20 pkt. i 10 asyst w sezonie poprzednim. Wiele meczow duble-duble. Malo?
                  > Brakowalo w kazdym meczu jego gry.
                  >
                  > > Ainge oraz Frank Johnson (a może jeszcze ktoś), którzy radzili sobie całki
                  > em
                  > > nieźle. Zresztą Suns mięli wtedy najepszy bilans w całej lidze (w sezonie
                  > > zasadniczym), więc może KJ nie był wcale taki super, a jego zmiennicy wcal
                  > e
                  > nie tacy słabi. Nie wiem zatem czemu piszesz, że nie było zmienników i
                  > próbujesz
                  > > coś (nie za bardzo wiem nawet co) wytłumaczyć kontuzją KJ?
                  >
                  > Frank Johnson to zenada i zawodniczo i trenersko! Nie wiem dlaczego teraz
                  > wogole jest trenerem??? Przez niego Suns maja teraz taki sklad pod koszem jak
                  > dzis (wciaz brak klasowego centra, kilka wynalazkow co sie ciagle nie
                  > sprawdzaja). Zdecydowanie wolalem od niego pozniej Elliota Perry.
                  >
                  > > Owszem, center Suns Mark West (i Olivier Miller) byli słabi. Ale czy na
                  > pewno
                  > > słabsi niż Bill Cartwright z Chicago?
                  >
                  > Tak bylo jeszcze trzech wysokich graczy (Grant, King, Williams). Oni wszyscy
                  > przeciwko Barkleyowi, chyba mozna sie zmeczuc grajac caly czas naprzeciwko
                  > wyzszych i nieraz silniejszych?
                  ilniejszych od barkleya? albo jak twierdzisz barkley byl naj naj, albo byla cala kupa silniejszych od niego. granta to jechal jak chlopa w sadzie. popatrz na statystyki z finalow. king to pomylka. williams byl wtwedy mlokosem.

                  >
                  > > > 1994 rok - Houston z Hakeem'em stanelo im na drodze. Phoenix
                  > > > nigdy nie mialo centra z prawdziwego zdarzenia. Manning,
                  > > > Tisdaley, Williams i reszta silnych graczy nie miala z nim
                  > > > szans w pojedynkach.
                  > > >
                  > > > 1995 rok - Znowu Houston i Elie pozbawili ich sznasy na gre w
                  > > > finale (VII mecz - rzut za 3 punkty na sekunde przed koncem z
                  > > > rogu boiska). Wtedy Houston mialo Drexlera i dluga lawke, byli
                  > > > na fali. Wygrali tytul.
                  > > >
                  > > > 1996 rok - od momentu oddania Barkley'a do Houston juz nigdy
                  > > > nawet nie zblizyli sie do poziomu jaki prezentowali w latach 92-
                  > > > 96. Poza tym moim zdaniem blad zwolnienia trenera. Zawsze bede
                  > > > mial szacunek dla Westhoola.
                  > >
                  > > A reszta Twojego wywodu, to tłumaczenie, dlaczego Rockets byli lepsi (albo
                  >
                  > > Hakeem, albo szczęśliwy rzut). Prawda jest taka, że po prostu Suns byli
                  > > słabiutcy. I tyle.
                  >
                  > To Twoje zdanie. Uwazam, ze zespol w latach 92/93 zasluzyl na tytul. Kolejne
                  > lata byly gorsze, ale pieknosc i ofensywa ich gry nie zmianiala sie, dlatego
                  > ogladalo sie Suns najpzyjemniej z kazdego zespolu w tamtych latach, tylko
                  > Tobie wstyd to przyznac. Krotko podaj choc jeden team, ktroy mial srednia w
                  > kazdym meczu minimum ponad 105 pkt.?

                  tytulu nie daje sie za zaslugi, tytul sie zdobywa. jak ktos nie potrafi to nie zasluguje tak czy siak.
                  pzdr
                  ps. jezeli piszesz, ze bulls mieli krotsza i latwiejsza walke o final, to chyba powinienes isc do lekarza. chicago vs. new york to wedlug Cibie latwa droga? poszukaj sobie gdzies jakie kontuzje mieli w chicago po tych gierkach. i jeszcze jedno, w trzecim meczu pippen sobie cos z noga zrobil. i jordan po prostu wygral potem sam te finaly, bo inaczej to mogloby byc i 4-0 /w 3 meczu pippen nie trafil w ostatniej sekundzie/. wtedy zreszta zaczelo sie chyba mowic o pippenie jako najlepszym jednonogim koszykarzu swiata.
        • Gość: M.JORDAN Re: DO DUPKA JAVIERA IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.04.03, 12:22
          Gość portalu: javier napisał(a):

          > Coz moge powiedziec... Nienawidzilem Jordana odkad pamietam,
          > gdy wszyscy w Polsce nosili koszulke z numerem 23 ja na ten
          > numer plułem! az do mojej smierci bede pamietal jak zakichana
          > druzyna Chicago Bulls pokrzyzowala plany na mistrzostwo
          > druzynie lepszej, dzialo sie to w roku 1992 a druzyna ta bylo
          > Phoenix Suns (Johnie Paxonie - abys mial problemy z prostata na
          > starosc). Ale nawet nie za to go tak nienawidzilem. Czy
          > czlowiek z ambicja tyle razy odchodzi i wraca do NBA? Pewnie ze
          > nie!!! Najpierw "niby" trauma po smierci ojca, pozniej MJ byl
          > fajtlapa w baseballu wiec wrocil a i pieniadze z reklam nie
          > byly takie jak w NBA... Potem znow rozstanie i znow powrot...
          > Wstydz sie Michaelu Jordanie ty łapserdaku, szmondaku
          > zakichany! Idz grac w golfa botylko to ci wychodzi...
          TY DUPKU WAL SIE NA RYJ MOŻESZ M.J.BUTY CZYŚCIĆ.
          • javier Re: DO DUPKA JAVIERA 14.04.03, 14:54
            Dupka frajerze to sobie poszukaj w Chicago Bulls,
            przeszlym i obecnym!
            • Gość: tom Re: DO DUPKA JAVIERA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.03, 17:38
              jasier - ty moczygębo - wytrzeźwiej !!!
              • Gość: garnett Jordan byl wielki IP: *.podkowa-lesna.sdi.tpnet.pl 14.04.03, 19:47
                ale teraz jest era GARNETTa:))))
                • Gość: misiek z torunia Re: Jordan byl wielki IP: *.torun.mm.pl 15.04.03, 20:37
                  Może to będzie jego era, ale musiał czekać aż prawdziwy król
                  odejdzie
          • Gość: michał z torunia Re: DO DUPKA JAVIERA IP: *.torun.mm.pl 15.04.03, 20:36
            powiem tylko tyle, że nie będę tego komentował. Chłopie nie ćpaj
            więcej. Sam widzisz, że ci nie służy.
        • Gość: tede Re: Rutkowski, Wujec: Drogi Michaelu! IP: *.icpnet.pl 14.04.03, 20:27
          Gość portalu: javier napisał(a):


          > druzyna Chicago Bulls pokrzyzowala plany na mistrzostwo
          > druzynie lepszej, dzialo sie to w roku 1992 a druzyna ta bylo
          > Phoenix Suns (Johnie Paxonie - abys mial problemy z prostata
          na starosc).

          Jeśli masz na myśli finały Chicago - Phoenix to miały one
          miejsce w 1993 roku. W 1992 Chicago wygrało finały przeciwko
          Portland Trailblazers.

          > Ale nawet nie za to go tak nienawidzilem. Czy
          > czlowiek z ambicja tyle razy odchodzi i wraca do NBA? Pewnie
          ze
          > nie!!! Najpierw "niby" trauma po smierci ojca, pozniej MJ byl
          > fajtlapa w baseballu wiec wrocil a i pieniadze z reklam nie
          > byly takie jak w NBA... Potem znow rozstanie i znow powrot...

          Wydaję mi się, że właśnie z powodów ambicjonalnych MJ powracał
          do NBA po swoich przedwczesnych "emeryturach". Potrzeba ci chyba
          redefinicji pojęcia "ambicja"...

          > Wstydz sie Michaelu Jordanie ty łapserdaku, szmondaku
          > zakichany! Idz grac w golfa botylko to ci wychodzi...

          Czym uzasadniasz terminy: 'łapserdak', "szmondak zakichany"?
          Pięcioma tytułami MVP sezonu zasadniczego, sześcioma MVP
          finałów, 10-krotnym tytułem najlepszego strzelca? Życzyłbym
          sobie tagiego łapserdactwa gdybym był graczem NBA!

          Zresztą pewnie to wszystko wiesz i się tylko przekomarzasz
          pajacu!

          MJ 4verer

          tede
      • Gość: M.J. Re:MICHAEL JORDAN!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.04.03, 12:00
        ZAWSZE BĘDZIESZ DLA MNIE NAJLEPSZY
      • Gość: misio that's incredibuuuulllllllll!!!!!! IP: *.ipt.aol.com 15.04.03, 04:52
        ide w srode na mecz i pekam z radosci!byc z nim w ostatniej
        chwili i wrzeszczec z innymi - STAY!STAY!STAY!!!!!
      • Gość: kobi MJ IP: ebal:* / 10.2.16.* 15.04.03, 17:32
        Michael nie jest moim ulubionym koszykarzem, ale za każdym razem
        gdy go widzę w akcji, to mi dech zapiera. MJ jest WIELKI! Będzie
        mi GO brakowało...
        • Gość: tardio Re: MJ IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.04.03, 01:09
          Jak ktoś podpisujący się "kobi" może wypisywać takie dyrdymały!!! wstyd drogi
          kobi, wstyd!!!
      • Gość: tardio WIElKI SEKRET JORDANA!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.04.03, 10:20
        zdradzę wam wielki sekret M. Jordana - TO PEDAŁ!!!
      • Gość: szymonnan Re: barkley i mj forever! IP: 212.244.183.* 16.04.03, 14:40
        panowie przestańcie się przerzucać!
        finały 93 oglądałem po nocach i w moim odczuciu były to
        najlepsze mecze finałowe ze wszystkich!
        phoenix miało wtedy niesamowitą drużynę z barkleyem na
        czele, "sprężynę" Dumasa (późniejszego narkomana niestety...)
        KJ, który wyprawiał niesamowite rzeczy z piłką, "cray baby"
        Aing'a (niesamowity cwaniak coś a la Stockton), Majerlego, który
        gdy miał dzień potrafił uprzykrzyć życie nawet samemu MJ-owi (co
        najlepiej widać kiedy Mj wkurwia sie po kolejnej nieudanej
        akcji),do tego jeszcze wetwran tom chambers. naprawdę byli
        świetni i grali niesamowicie widowiskową koszykówkę! barkley
        był , jest i będzie moim ulubionym zawodnikiem NBA - showman,
        twardo i widowiskowo grający zawodnik, który potrafił cieszyć
        się grą - pamietacie ten jego szeroki uśmiech! o olivierze
        millerze "centrze" suns powiedział kiedyś, że ten potrafiłby
        doskoczyć do obręczy wtedy gdyby leżał na niej wielki tłusty
        hamburger!
        chicago to oczywiście wielki jordan.pamiętam że strasznie się
        wkurwiałem gdy pakował te swoje 30, 40 a nawet 50 punktów na
        mecz, ale jedno trzeba mu obiektywnie przyznać - fenomenalny
        telent koszykarski i wielka wola zwyciężania.pippen, który w
        obronie był klasą dla siebie a i w ataku potrafił sie pokazać.co
        do wielkości granta polemizowałbym, jednak był solidnym ogniwem
        drużyny.to samo "wyrobnicy": paxon, bj i reszta! solidne
        uzupełnienie dla gwiazd, ludzie wiedzący co do nich należy.
        tak więc lb i sir_chuck przestańcie dyskutować o wyższości świąt
        bożego narodzenia nad wielkanocnymi!!! tamte lata to były chyba
        najlepsze czasy w historii koszykówki.bo trzeba pamiętać, że
        buli jeszcze wtedy portland trail blazers z drexlerem i spółką
        oraz inne drużyny grające piękną widowiskową koszykówkę!!
        ps. najpierw był sir charles a potem chuck jeśli się nie mylę...
        chyba że to takie dwa w jednym :)

        pzdr
      • Gość: Wilt O artykule IP: *.gov.pl 17.04.03, 15:17
        Z ogólną tonacją artykułu nie nawet ma co polemizować; ot, panowie R&W żegnają
        swojego idola. Tylko parę spraw szczegółowych:

        1) „Przywróciłeś zainteresowanie całej NBA” – ja rozumiem, że to
        pożegnanie, ale nawet wtedy trzeba zachować pewien umiar w przesadzie;
        2) Kiedy to mianowicie Jordan po powrocie „napsuł sporo krwi” Kobemu, T –
        Macowi czy Iversonowi?
        3) „Najlepszy 40 – latek” – nie będę zmuszał Panów Redaktorów do wysiłku
        przypomnienia sobie nazwiska niejakiego Kareema Abdul - Jabbara, ale nawet w
        OBECNYM sezonie gra niejaki Karl Malone, indywidualnie ORAZ drużynowo (jeden z
        tych aspektów można by jeszcze pominąć, obu naraz już nie) lepszy od Jordana –
        ale te fakty nie mieszczą się w polu widzenia niektórych przedstawicieli mediów…
        4) Komentatorzy wcale nie są „zgodni”, że dymisję Krausego już teraz
        wymusił Reinsdorf; a gdyby Krause chciał, bez trudu utrzymałby się do końca
        kontraktu, czyli do 2004, tym bardziej, że – jak sami redaktorzy zauważyli –
        przetrwał najgorsze czasy, a jego plan zaczął przynosić efekty; należy więc
        sądzić, że odszedł za obupólną zgodą;
        5) O koszulce MJ w Heat napiszę osobno.
        6) Jordan w Wizards szybko posprzątał? Pozbycie się wysokich kontraktów
        zajęło mu półtora roku (2 z 3 i tak musiał wykupić), natomiast Kikiemu
        Vandeweghe w Nuggets – 8 miesięcy, i to bez wykupywania wielkich kontraktów.
        Kiedy doczekamy się choćby połowy takich wyrazów uznania dla Kikiego?
        7) Ale dobrze przynajmniej, że nawet Rutkowski z Wujcem zdają sobie w
        sumie sprawę, jaki z Jordana GM… ;-)
        • Gość: Wilt O Suns IP: *.gov.pl 17.04.03, 15:20
          Ja też w czasach, gdy Lakers nie mieli na mistrzostwo szans, kibicowałem w
          wyścigu o tytuł Suns z moim ulubionym graczem lat 90. – Barkleyem. Wtrącę więc
          swoje 3 grosze, tym bardziej że trochę się przez to nacierpiałem, kibicując
          Słońcom nie tylko przeciw Imperium Zła Byków, ale i przeciw Rockets (przeciw
          którym nic nie miałem, ale wolałem Suns). Na Rockets przestawiłem się, gdy było
          już za późno – i w rezultacie na radość z mistrzostwa musiałem czekać do
          obecnej ery Lakers.

          Zacznijmy od tego, że Suns byli chyba jedynym oponentem Bulls w ich erze
          mistrzowskiej, o którym mogę powiedzieć, że miał w sumie bardziej utalentowany
          skład. K. Johnson, zaliczający (i to nieraz!) w karierze sezony po 20
          pkt./10as. jako jeden z zaledwie paru graczy w historii (jak dla mnie 3. PG lat
          90., tylko po Stocku i GP); zapewniający mistrzowskie doświadczenie z Celtics
          Ainge; specjalista od trójek i perimeter defense Majerle; skoczny i dynamiczny
          łowca punktów Ceballos (zabrakło go w Finałach, ale zastąpili go godnie „impact
          rookies” Dumas i Miller), niezły center West, w czołówce tabeli wszechczasów w
          celności z gry; no i oczywiście sam Barkley, zasłużony MVP sezonu, ze świetnymi
          jak na tak wyrównany skłąd średnimi ok. 25 pkt./12 zb./5 as. i najlepszy w
          triple – doubles. Suns mieli przewagę zarówno patrząc na te poszczególne
          nazwiska - ustępowali Bykom tylko na SG i SF, na centrze był remis (tu nie
          macie się o co kłócić), a przeważali na PG, PF i znacznie jeśli chodzi o
          rezerwy – jak i o efekt ich gry, bo Phoenix było 1. w regular season, a Chicago
          4. czy 5.

          Dlaczego więc przegrali, mimo całkiem wyrównanej (tu nie masz racji, LB) serii?
          Odpowiedzi nie należy tu szukać w ograniczaniu Chucka przez Granta (znów
          przypominam, że Barkley w Finałach średnie miał WYŻSZE niż w sezonie
          regularnym), ani nawet w tym, że Jordan wystrzelił jeszcze bardziej niż
          Barkley, odnotowując najlepsze w karierze występy w Finałach; był to w końcu
          jeden człowiek i nie mógł przesądzić o wszystkim. Winy należy szukać po stronie
          samych Suns, co poświadcza fakt, że mimo ich całej siły kłopoty zaczęły się na
          długo przed spotkaniem Jordana. 0-2 ze znajdującymi się na dnie Lakers i w
          końcu wymęczona wygrana w 5 meczach; ze Spurs trochę skuteczniej, bo „tylko” 6
          na 7 możliwych; za to z kolejnym słabszym zespołem, Sonics, znów maksymalne
          możliwe 7 spotkań. Nie brzmi to jak pochód mistrzów u szczytu formy, prawda? I
          tak samo było w 1994 i 1995, gdy skład był bardziej zgrany, a Suns nie odpadali
          z Bulls, tylko z Rockets o już na pewno słabszym składzie (słabszym nawet w
          wersji z Drexlerem), nawet mimo prowadzenia 3-1!
          Widać więc wyraźnie, że to w Słońcach tkwił problem, nie w ich przeciwnikach; i
          choć można to i owo zarzucić Barkleyowi czy jego relacjom z KJ, jedna przyczyna
          tu wydaje się najważniejsza: coach.
          Właśnie co do Westphala (OBAJ źle go przeliterowaliście ;-)), zupełnie nie
          rozumiem zachwytów sir_chucka. Choc niegdyś świetny zawodnik i zasłużony dla
          Suns, jako coach był nieporozumieniem. Nie potrafił ustawić zespołu w
          defensywie i nie ma się tu co zasłaniać jakoby za słabymi umiejętnościami
          zawodników; taki Riley potrafi ustawić obronę nawet z teoretycznych słabeuszy
          pod tym względem; a i Nelson w tym sezonie zrobił z Mavs lepszy defensywny team
          niż kiedykolwiek byli tamci Suns, mimo nieposiadania ŻADNEGO defensive stoper
          klasy choćby Majerlego. Co jeszcze ważniejsze, był za miękki i miał za słaby
          autorytet, szczególnie w stosunkach z gwiazdami. Było to widać i z Barkleyem
          (choć on łatwy do trenowania na pewno nie był), a potem z Paytonem, który
          doprowadził do tego, że Westphal zakończył pracę w Seattle, i w ogóle swoją
          karierę trenerską.
          Tak więc, jeśli szukać winnych porażek Suns, najwieksza odpowedzialność
          spoczywa na Westphalu. Gdyby na jego miejscu był ktoś taki jak Sloan, G. Karl
          (umiał sobie wtedy radzić z GP, umiałby i z Barkleyem), czy nawet Adelman
          (między Suns a Kings istnieje wprawdzie sporo analogii, jak i między Bulls a
          Lakers, ale mimo wszystko Kings są efektywniejsi niż byli Suns, co poświadcza
          ostatnie 4-1 z Mavs) )– jestem przekonany, że Słońca w tych latach zdobyłyby
          przynajmniej 1 mistrzostwo. Niestety tak się nie stało…:-(

          Aha, LB, nie mogę się powstrzymać, by nie zakończyć weselszym akcentem ;-):

          Swoją drogą to niezwykle sympatyczne (z perspektywy kibica Lakers, Kobego i
          Shaqa)
          móc czytać teraz te wszystkie pretensje, żale i frustracje
          kibiców drużyn,
          którym Lakers zamknęli drogę do mistrzostwa.
          To tylko świadczy o ich wielkości.

          Pzdr
          • bzyk7 wyrazny podział wsród kibiców 17.04.03, 19:10
            hehe.
            Reszty nie doczytałem, bo już usypiałe, ale to "Imperium Zła Byków" ówi
            wszystko.

            Są ludzie, którzy nienawidzą Jordana... Może być najlepszy, ale oni go
            nienawidzą i już.
            Oni kochają dryblasów bez umiejętnosci, jak Chamberlain czy O'Neal.
            Albo kogokolwiek, tylko nie Jordana.
            Kochają sie w drewniakach, którzy wygrywają nie umiejętnosciami, ale destrukcją
            i brutalnoscią (jak Lakers , albo Legia w futbolu).

            Czyli czesc kibicuje najlepszym, prawdziwym herosom jak Jordan. Inni nie znoszą
            najlepszych. Dlatego muszą wynaleźć sobie idoli-popierdółki, albo drewniaków.

            W USA też są tacy. Bill Walton to były koszykarz, wysoki drewniak. Jego
            ulubionym aspektem koszykówki jest dunk - nic innego go tak nie rajcuje. I on
            komentuje mecze...
            Facet pamieta, że nie wiele umiał i podswiadomie nienawidzi tych z
            umiejęnosciami.



            • Gość: Wilt podział wsród kibiców - bzyk kontra normalsi ;-) IP: *.gov.pl 25.04.03, 15:55
              bzyk7 napisał:

              > hehe.
              > Reszty nie doczytałem, bo już usypiałe,

              Znam problem z lektury Twoich postów; krótkich, lecz bezsensownych. :-)

              ale to "Imperium Zła Byków" ówi
              > wszystko.
              >
              > Są ludzie, którzy nienawidzą Jordana... Może być najlepszy, ale oni go
              > nienawidzą i już.

              Stary, wiem, że dokonujesz projekcji swoich uczuć – nienawiści do każdego, kto
              myśli inaczej czy gra przeciw Twoim faworytom -
              na cały świat; zastrzegam tylko, że popełniasz spory błąd. Nie każdy jak Ty
              jest nazywany na forum Saddamem Husajnem (swoją drogą zadziwiająco celna
              ksywka :-)).

              > Oni kochają dryblasów bez umiejętnosci, jak Chamberlain czy O'Neal.
              > Albo kogokolwiek, tylko nie Jordana.
              > Kochają sie w drewniakach, którzy wygrywają nie umiejętnosciami, ale
              destrukcją
              >
              > i brutalnoscią (jak Lakers , albo Legia w futbolu).
              >
              > Czyli czesc kibicuje najlepszym, prawdziwym herosom jak Jordan. Inni nie
              znoszą
              >
              > najlepszych. Dlatego muszą wynaleźć sobie idoli-popierdółki, albo drewniaków.
              >
              > W USA też są tacy. Bill Walton to były koszykarz, wysoki drewniak. Jego
              > ulubionym aspektem koszykówki jest dunk - nic innego go tak nie rajcuje. I on
              > komentuje mecze...
              > Facet pamieta, że nie wiele umiał i podswiadomie nienawidzi tych z
              > umiejęnosciami.


              Jedno Ci powiem, kolego; gdyby głupota miała skrzydła, fruwałbyś jak gołębica.
              Chamberlain – jedyny zawodnik, który w karierze prowadził w lidze w TRZECH
              NAJWAŻNIEJSZYCH KATEGORIACH - punktach, zbiórkach i asystach, jednocześnie ANI
              RAZU w karierze nie spadając za 6 fauli – żeby jego nazywać „drewniakiem
              wygrywającym nie umiejętnościami, lecz destrukcją”, trzeba wykazywać się
              naprawdę niespotykaną ignorancją i bezczelnością. Podobnie Walton – jeden z
              paru najwybitniejszych zawodników w historii NCAA (gdzie osiągnął znacznie
              więcej niż choćby Jordan), a w NBA, mimo rekordowych kontuzji, też wybrany do
              Top 50 wszechczasów – nic dziwnego, gdy popatrzy się, jak świetnym był
              defensorem, jednym z najlepiej podających centrów wszechczasów, w 1977,
              liderując w lidze jednocześnie w zbiórkach i blokach, doprowadził teoretycznie
              słaby skład Blazers do mistrzostwa, a w 1978 zdobył MVP sezonu. Nie mówiąc już
              o takich innych drobnych przykładach ignorancji bzyka jak to, że Walton akurat
              Jordana również uwielbia i wykonał na jego pożegnanie jeden z nauniżeńszych
              aktów strzelistych; albo fakt, że w czasach Waltona, a tym bardziej Wilta,
              dunkowało się o wiele rzadziej niż teraz. Ale po co się rozpisywać? Bzyk i tak
              wie lepiej i żadne argumenty do niego nie trafiają – tak jak do każdego
              prymitywnego kibola; najwyżej jeszcze doda coś bez związku o Legii (już myli Ci
              się, gdzie masz o czym bredzić).

          • Gość: LB Re: O Suns IP: 217.11.142.* 17.04.03, 19:34
            Gość portalu: Wilt napisał(a):

            ) Ja też w czasach, gdy Lakers nie mieli na mistrzostwo szans, kibicowałem w
            ) wyścigu o tytuł Suns z moim ulubionym graczem lat 90. – Barkleyem. Wtrącę
            ) więc
            ) swoje 3 grosze, tym bardziej że trochę się przez to nacierpiałem, kibicując
            ) Słońcom nie tylko przeciw Imperium Zła Byków, ale i przeciw Rockets (przeciw
            ) którym nic nie miałem, ale wolałem Suns). Na Rockets przestawiłem się, gdy
            było
            )
            ) już za późno – i w rezultacie na radość z mistrzostwa musiałem czekać do
            ) obecnej ery Lakers.


            No to sporo wycierpiałeś w młodości Wilt. Wyrazy współczucia... :)


            )
            ) Zacznijmy od tego, że Suns byli chyba jedynym oponentem Bulls w ich erze
            ) mistrzowskiej, o którym mogę powiedzieć, że miał w sumie bardziej
            utalentowany
            ) skład.


            Osobiście, oglądając finały z Blazers bardziej bałem się o wynik. I może to
            moje subiektywne odczucie, ale skład Blazers: Drexler, Porter, Kersey,
            Williams, Duckworth, Robinson, Ainge wydaje mi się lepszy niż ekipa z Phoenix.


            K. Johnson, zaliczający (i to nieraz!) w karierze sezony po 20
            ) pkt./10as. jako jeden z zaledwie paru graczy w historii (jak dla mnie 3. PG
            lat
            )
            ) 90., tylko po Stocku i GP); zapewniający mistrzowskie doświadczenie z Celtics
            ) Ainge; specjalista od trójek i perimeter defense Majerle; skoczny i
            dynamiczny
            ) łowca punktów Ceballos (zabrakło go w Finałach, ale zastąpili go godnie „
            ) impact
            ) rookies” Dumas i Miller), niezły center West, w czołówce tabeli wszechcza
            ) sów w
            ) celności z gry; no i oczywiście sam Barkley, zasłużony MVP sezonu, ze
            świetnymi
            )
            ) jak na tak wyrównany skłąd średnimi ok. 25 pkt./12 zb./5 as. i najlepszy w
            ) triple – doubles. Suns mieli przewagę zarówno patrząc na te poszczególne
            ) nazwiska - ustępowali Bykom tylko na SG i SF, na centrze był remis (tu nie
            ) macie się o co kłócić), a przeważali na PG, PF i znacznie jeśli chodzi o
            ) rezerwy – jak i o efekt ich gry, bo Phoenix było 1. w regular season, a C
            ) hicago
            ) 4. czy 5.
            )
            ) Dlaczego więc przegrali, mimo całkiem wyrównanej (tu nie masz racji, LB)
            serii?


            Seria Bulls - Suns: 4-2.
            Oczywiście, Bulls nie zmietli Suns jak Lakers Nets w 2002, ale Chicago miało
            wyraźną przewagę. To, że Suns wygrywali mecze, wynikało ze słabszej gry Bulls w
            obronie, a nie z lepszej gry Suns. Natomiast Suns nie potrafili zupełnie
            ograniczyć Bulls w ataku. A, jak wiadomo: "offense wins games, defense wins
            championships".


            )
            ) Odpowiedzi nie należy tu szukać w ograniczaniu Chucka przez Granta (znów
            ) przypominam, że Barkley w Finałach średnie miał WYŻSZE niż w sezonie
            ) regularnym),


            Suns wisieli na barkach Barkleya. I w obronie (zbiórki i bloki), i w ataku
            (punkty i asysty). Problem Suns wynikał z tego, że Grant był jednym z dwóch lub
            trzech power forwardów, którzy mogli skutecznie walczyć z Barkleyem. Oczywiście
            nie mógł go wyłączyć z gry, bo Charles był w życiowej formie (MVP), ale
            sprawił, że był mniej efektywny (choć i tak grał super) niż gdyby pilnował go
            inny zawodnik.


            ani nawet w tym, że Jordan wystrzelił jeszcze bardziej niż
            ) Barkley, odnotowując najlepsze w karierze występy w Finałach; był to w końcu
            ) jeden człowiek i nie mógł przesądzić o wszystkim. Winy należy szukać po
            stronie
            )
            ) samych Suns, co poświadcza fakt, że mimo ich całej siły kłopoty zaczęły się
            na
            ) długo przed spotkaniem Jordana. 0-2 ze znajdującymi się na dnie Lakers i w
            ) końcu wymęczona wygrana w 5 meczach; ze Spurs trochę skuteczniej, bo „tyl
            ) ko” 6
            ) na 7 możliwych; za to z kolejnym słabszym zespołem, Sonics, znów maksymalne
            ) możliwe 7 spotkań. Nie brzmi to jak pochód mistrzów u szczytu formy, prawda?
            I
            ) tak samo było w 1994 i 1995, gdy skład był bardziej zgrany, a Suns nie
            odpadali
            )
            ) z Bulls, tylko z Rockets o już na pewno słabszym składzie (słabszym nawet w
            ) wersji z Drexlerem), nawet mimo prowadzenia 3-1!
            ) Widać więc wyraźnie, że to w Słońcach tkwił problem, nie w ich przeciwnikach;
            i
            )
            ) choć można to i owo zarzucić Barkleyowi czy jego relacjom z KJ, jedna
            przyczyna
            )
            ) tu wydaje się najważniejsza: coach.


            Ja bym postawił inną diagnozę: słaba obrona.

            Nie wydaje mi się, aby trener był tutaj główną przyczyną porażki Suns,
            zwłaszcza w finale. Drużyna miała najlepszy bilans w sezonie, więc widać, że
            nie był to gość przypadkowy.
            Problem w tym, że zgodnie ze starym porzekadłem przytoczonym powyżej, można
            wygrywać ze słabymi drużynami grając dobrze w ataku i nabijać sobie kolejne
            zwycięstwa w sezonie zasadniczym, ale gdy przychodzi play-off, gdy gra się
            seriami mecze z tą samą drużyną, wtedy trzeba pokazać coś na obydwu końcach
            boiska. Suns tego nie potrafili.



            ) Właśnie co do Westphala (OBAJ źle go przeliterowaliście ;-)), zupełnie nie
            ) rozumiem zachwytów sir_chucka. Choc niegdyś świetny zawodnik i zasłużony dla
            ) Suns, jako coach był nieporozumieniem. Nie potrafił ustawić zespołu w
            ) defensywie i nie ma się tu co zasłaniać jakoby za słabymi umiejętnościami
            ) zawodników; taki Riley potrafi ustawić obronę nawet z teoretycznych słabeuszy
            ) pod tym względem; a i Nelson w tym sezonie zrobił z Mavs lepszy defensywny
            team
            )
            ) niż kiedykolwiek byli tamci Suns, mimo nieposiadania ŻADNEGO defensive stoper
            ) klasy choćby Majerlego. Co jeszcze ważniejsze, był za miękki i miał za słaby
            ) autorytet, szczególnie w stosunkach z gwiazdami. Było to widać i z Barkleyem
            ) (choć on łatwy do trenowania na pewno nie był), a potem z Paytonem, który
            ) doprowadził do tego, że Westphal zakończył pracę w Seattle, i w ogóle swoją
            ) karierę trenerską.


            No, rzeczywiście Westphala (to "u" w nazwisku przytoczonym przez mnie, to była
            literówka ;) ciężko uznać za wielkiego trenera, a tym bardziej trudno go
            porównywać do takich sław jak: Pat czy Don.
            Ale, "tak krawiec kraje...". Z tymi zawodnikami, nastawionymi na grę ofensywną
            (KJ, Barkley, Dumas, Ceballos), nie było szans na stworzenie lepszej defensywy.
            Musięliby przyjść nowi zawodnicy.
            Riley miał po prostu dużo lepszych zawodników, a Nelson gra obecnie czymś w
            rodzaju strefy (chyba nie chcesz mi powiedzieć, że Mavs mają cokolwiek
            wspólnego z przyzwoitą obroną?).


            ) Tak więc, jeśli szukać winnych porażek Suns, najwieksza odpowedzialność
            ) spoczywa na Westphalu. Gdyby na jego miejscu był ktoś taki jak Sloan, G. Karl
            ) (umiał sobie wtedy radzić z GP, umiałby i z Barkleyem), czy nawet Adelman
            ) (między Suns a Kings istnieje wprawdzie sporo analogii, jak i między Bulls a
            ) Lakers, ale mimo wszystko Kings są efektywniejsi niż byli Suns, co poświadcza
            ) ostatnie 4-1 z Mavs) )– jestem przekonany, że Słońca w tych latach zdobył
            ) yby
            ) przynajmniej 1 mistrzostwo. Niestety tak się nie stało…:-(


            Ja oczywiście nie zwalałbym wszystkiego na trenera. To że Suns przegrywali już
            0-2 z Lakers, to była wina samych zawodników, którzy za bardzo się rozprężyli.
            Pamiętam, i mam gdzieś nagrane, reakcje Barkleya, jak nie mógł uwierzyć, że
            Lakersi im dwa razy dopieprzyli.
            Poza tym, wydawało mi się, że relacje trenera Westphala z Charlesem były dobre.
            Natomiast co do Paytona, to ten zawsze miał wielką gębę, więc nie był to brak
            charyzmy ze strony Paula.
            Wreszcie, możemy psioczyć na trenerów, ale to i tak zawodnicy decydują o
            wyniku. Czy Majerle, KJ lub Dumas nie próbowali zatrzymać Jordana? Czy to, że
            nie byli w stanie, to wina trenera? Robili wszystko co mogli, ale byli słabsi.

            )
            ) Aha, LB, nie mogę się powstrzymać, by nie zakończyć weselszym akcentem ;-):
            )
            ) Swoją drogą to niezwykle sympatyczne (z perspektywy kibica Lakers, Kobego i
            ) Shaqa)
            ) móc czytać teraz te wszystkie pretensje, żale i frustracje
            ) kibiców drużyn,
            ) którym Lakers zamknęli drogę do mistrzostwa.
            ) To tylko świadczy o ich wielkości.
            )
            ) Pzdr


            Ale
            • Gość: johndoe Re: O Suns IP: *.tlsa.pl 18.04.03, 10:28
              Gość portalu: LB napisał(a):
              i?
              >
              >
              > Seria Bulls - Suns: 4-2.
              > Oczywiście, Bulls nie zmietli Suns jak Lakers Nets w 2002, ale Chicago miało
              > wyraźną przewagę. To, że Suns wygrywali mecze, wynikało ze słabszej gry Bulls w
              >
              > obronie, a nie z lepszej gry Suns. Natomiast Suns nie potrafili zupełnie
              > ograniczyć Bulls w ataku. A, jak wiadomo: "offense wins games, defense wins
              > championships".
              >
              >
              > )
              > ) Odpowiedzi nie należy tu szukać w ograniczaniu Chucka przez Granta (znów
              > ) przypominam, że Barkley w Finałach średnie miał WYŻSZE niż w sezonie
              > ) regularnym),
              >
              >
              > Suns wisieli na barkach Barkleya. I w obronie (zbiórki i bloki), i w ataku
              > (punkty i asysty). Problem Suns wynikał z tego, że Grant był jednym z dwóch lub
              >
              > trzech power forwardów, którzy mogli skutecznie walczyć z Barkleyem. Oczywiście
              >
              > nie mógł go wyłączyć z gry, bo Charles był w życiowej formie (MVP), ale
              > sprawił, że był mniej efektywny (choć i tak grał super) niż gdyby pilnował go
              > inny zawodnik.
              >
              dorzuce jescze swoje 3 grosze. w obronie bullsi opierali sie oczywiscie na grancie /jednym z najlepszych wlaczakow w historii/, potem w tym samym stylu gral rodman. grant potrafi grac nie tylko przeciwko barkleyowi , ale takze przeciwko ewingowi. pippen byl jednym z najinteligentniejszych /jezeli nie naj/ graczem w nba. wlasnie dzieki niemu jordan nie musial sie tak skupiac na obronie. caly zespol ustawial pippen. na olimpiadzie w 1996, gdzie amerykanom zalezalo bardzo na zdobyciu tytulu, bylo 2 graczy z dream teamu, barkley i ...pippen.
              i jeszcze raz przypomne. pippen doznal w 3 meczu kontuzji, gdyby nie to mozgloby byc nawet 4-0. a tak jordan musial ten final dokonczyc sam
              pzdr
            • Gość: Wilt Re: O Suns IP: *.gov.pl 25.04.03, 15:50
              Gość portalu: LB napisał(a):

              ) No to sporo wycierpiałeś w młodości Wilt. Wyrazy współczucia... :)

              Dziękuję i wzajemne wyrazy współczucia dla kogoś, kto z racji sukcesów Lakers
              cierpi ostatnich parę lat ;-).

              ) Osobiście, oglądając finały z Blazers bardziej bałem się o wynik. I może to
              ) moje subiektywne odczucie, ale skład Blazers: Drexler, Porter, Kersey,
              ) Williams, Duckworth, Robinson, Ainge wydaje mi się lepszy niż ekipa z
              Phoenix.

              Oglądając Finały bardziej bałeś się o wynik z Blazers, mimo że a) to Suns mieli
              lepszy bilans sezonu niż Blazers i w dodatku przewagę własnego parkietu nad
              Bulls; b) Bulls w 1993 byli słabsi niż w 1992; c) jak chyba przyznasz, Barkley
              był lepszy od Drexlera (i w dodatku, w przeciwieństwie do niego nie był graczem
              pokroju MJ/Pippena, a więc łatwym do pokrycia przez nich), czy KJ – od Portera?
              Nietrudno dojść do wniosku, że coś było nie tak z wykorzystaniem przez Suns
              swojego potencjału – a kto może być za to przede wszystkim odpowiedzialny,
              jeśli nie coach?

              ) Seria Bulls - Suns: 4-2.
              ) Oczywiście, Bulls nie zmietli Suns jak Lakers Nets w 2002, ale Chicago miało
              ) wyraźną przewagę. To, że Suns wygrywali mecze, wynikało ze słabszej gry Bulls
              w
              )
              ) obronie, a nie z lepszej gry Suns.


              Czy naprawdę w to wierzysz – że rezultat wszystkich meczów zależał tylko od gry
              Bulls, a nie Suns?!!!! Smutne…

              Natomiast Suns nie potrafili zupełnie
              ) ograniczyć Bulls w ataku.

              A, jak wiadomo: "offense wins games, defense wins
              ) championships".

              Nie, Bulls nie mieli wyraźnej przewagi – na co wskazuje nie tylko suchy
              rezultat 4-2, wcale jeszcze i tak o niej nie przesądzający, ale ważniejszy od
              niego przebieg poszczególnych meczów; nie było spotkania, kiedy zwycięstwo nie
              było w zasięgu Suns.

              ) Suns wisieli na barkach Barkleya. I w obronie (zbiórki i bloki), i w ataku
              ) (punkty i asysty).


              Jeśli tak, to Kings wisieliby na barkach Webbera. Ale tak nie jest, w obu
              przypadkach najgłębszych zespołów swojego czasu. Chuck zdecydowanym liderem był
              tylko w zbiórkach; a i tak, jak w pozostałych kategoriach, było kim go – tylko
              tym razem kolektywnie - zastąpić/wspomóc (co do asyst, playmakerem był
              przecież K. Johnson!) i na pewno grał w swoim zespole mniejszą rolę niż Jordan
              w swoim.


              Problem Suns wynikał z tego, że Grant był jednym z dwóch lub
              )
              ) trzech power forwardów, którzy mogli skutecznie walczyć z Barkleyem.
              Oczywiście
              )
              ) nie mógł go wyłączyć z gry, bo Charles był w życiowej formie (MVP), ale
              ) sprawił, że był mniej efektywny (choć i tak grał super) niż gdyby pilnował go
              ) inny zawodnik.

              Na pewno bardziej niż gdyby pilnował go A. Davis ;-), ale to nie Grant
              zadecydował o wyniku serii, tym bardziej, że – powtarzam - Chuck w Finałach
              grał LEPIEJ niż w sezonie. Przyłożył się zresztą do tych Finałów bardziej i –
              biorąc pod uwagę różnicę talentu jego i MJ – Grant nie ograniczył go chyba
              wiele bardziej niż Majerle Jordana.

              ) Ja bym postawił inną diagnozę: słaba obrona.
              )
              ) Nie wydaje mi się, aby trener był tutaj główną przyczyną porażki Suns,
              ) zwłaszcza w finale. Drużyna miała najlepszy bilans w sezonie, więc widać, że
              ) nie był to gość przypadkowy.
              ) Problem w tym, że zgodnie ze starym porzekadłem przytoczonym powyżej, można
              ) wygrywać ze słabymi drużynami grając dobrze w ataku i nabijać sobie kolejne
              ) zwycięstwa w sezonie zasadniczym, ale gdy przychodzi play-off, gdy gra się
              ) seriami mecze z tą samą drużyną, wtedy trzeba pokazać coś na obydwu końcach
              ) boiska. Suns tego nie potrafili.

              LB, ja też wspomniałem o obronie, ale również w odniesieniu do trenera; bo kto
              ma ulepszać obronę, jeśli nie trener?
              Suns mieli najlepszy skład w sezonie, więc nic dziwnego, że mieli też najlepszy
              bilans, czego można wtedy dokonać nawet z trenerem jeszcze słabszym niż
              Westphal – ale playoffs, jak sam zauważasz, to zupełnie inna para kaloszy i tu
              dopiero wychodzą boleśnie na jaw wszystkie niedostatki myśli trenerskiej.

              ) No, rzeczywiście Westphala (to "u" w nazwisku przytoczonym przez mnie, to
              była
              ) literówka ;) ciężko uznać za wielkiego trenera, a tym bardziej trudno go
              ) porównywać do takich sław jak: Pat czy Don.
              ) Ale, "tak krawiec kraje...". Z tymi zawodnikami, nastawionymi na grę
              ofensywną
              ) (KJ, Barkley, Dumas, Ceballos), nie było szans na stworzenie lepszej
              defensywy.
              )
              ) Musięliby przyjść nowi zawodnicy.
              ) Riley miał po prostu dużo lepszych zawodników, a Nelson gra obecnie czymś w
              ) rodzaju strefy (chyba nie chcesz mi powiedzieć, że Mavs mają cokolwiek
              ) wspólnego z przyzwoitą obroną?).

              O Rileyu pisałem też w odniesieniu do obecnych czasów, gdy dysponuje już nie
              Kareemem czy nawet Mourningiem, a takimi asami, szczególnie w defensywie, jak
              J. Jackson czy Best – a mimo to Heat wciąż są jednym z najlepiej broniących
              zespołów. Mavs w tym sezonie są na czołowym miejscu w ładnych paru
              klasyfikacjach defensywnych; oczywiście wciąż są lepsi od nich, ale i tak w
              porównaniu z tamtymi Suns są bogami (a choć dziś mało kto to pamięta, pierwsze
              sławne składy Nelsona, w Bucks, były bardzo dobre w obronie – więc nie
              potrzebuje do tego koniecznie strefy). Również Adelman jest lepszy: tak jak
              Westphal, dysponując tylko jednym prawdziwym defensive stopperem (odpowiednio
              Majerle, B. Williams i Christie), potrafi mimo to stworzyć lepszą defensywę od
              tamtego. Czyli i Nelson i Adelman są lepsi od Westphala. Kto nie jest? :-)
              Podpowiem: ŻADEN z coachów, którzy prowadzili innych przeciwników Bulls w
              Finałach czy innych ich poważnych przeciwników, jak Knicks i Pacers. I sam w
              końcu przyznajesz, że Westphal był kiepski – czy trudno więc dojść do wniosku,
              że to on był słabym ogniwem, szczególnie w trenerskim pojedynku z Jacksonem?

              ) Ja oczywiście nie zwalałbym wszystkiego na trenera. To że Suns przegrywali
              już
              ) 0-2 z Lakers, to była wina samych zawodników, którzy za bardzo się
              rozprężyli.
              ) Pamiętam, i mam gdzieś nagrane, reakcje Barkleya, jak nie mógł uwierzyć, że
              ) Lakersi im dwa razy dopieprzyli.
              ) Poza tym, wydawało mi się, że relacje trenera Westphala z Charlesem były
              dobre.
              )
              ) Natomiast co do Paytona, to ten zawsze miał wielką gębę, więc nie był to brak
              ) charyzmy ze strony Paula.

              Nie zwalam „wszystkiego” na trenera (ani na nikogo), ale kto dopuścił do tego,
              że zawodnicy się rozprężyli, nie wprowadzając właściwej dyscypliny? Czy Riley
              czy choćby ówczesny G. Karl pozwoliłby sobie na coś takiego? Relacje Westphala
              z Charlesem właśnie dlatego były dobre, że mu we wszystkim ustępował (ale i tak
              Barkley w końcu z Suns uciekł); natomiast Paytona szybciej znudziło
              przestawanie z gościem bez autorytetu i fakt, że (brzmi znajomo, prawda?)
              Sonics radzili sobie dobrze w sezonie, ale przepadali w playoffs.

              ) Wreszcie, możemy psioczyć na trenerów, ale to i tak zawodnicy decydują o
              ) wyniku.

              Dodałbym: właściwie prowadzeni zawodnicy (inaczej Lakers już w 1998-99 zamiast
              2000 walczyliby o mistrzostwo).

              Czy Majerle, KJ lub Dumas nie próbowali zatrzymać Jordana? Czy to, że
              ) nie byli w stanie, to wina trenera? Robili wszystko co mogli, ale byli
              słabsi.
              )

              Wiesz, LB, szczerze mówiąc wydaje mi się, że za Twoim kategorycznym
              wykluczaniem możliwości wygranej Suns stoi to samo, co za umniejszaniem roli
              Krausego – pewne mitologizowanie roli Jordana. Tak jak nie doceniasz, jak łatwo
              bez zapewniającego odpowiedniego trenera i odpowiedni skład Krausego MJ mógłby
              zapisać się w historii jako bardziej utalentowany Dominique Wilkins, tak i
              umniejszasz możliwość wygranej Suns – jakby w obu sprawach o przebiegu wypadków
              decydował tylko Jordan, któremu nikt nie mógł ani pomóc, ani przeszkodzić, i
              choćby nie wiem co, wynik byłby ten sam. Jordan był oczywiście najlepszym
              zawodnikiem w serii, ale np. w 2000 r. jes
        • Gość: mostowiak Re: O artykule IP: *.chello.pl 17.04.03, 23:41
          Gość portalu: Wilt napisał(a):

          > Z ogólną tonacją artykułu nie nawet ma co polemizować; ot, panowie R&W
          żegnają
          >
          > swojego idola.

          Te, Chamberlain, co Ty tak tego Jordana nienawidzisz? Przeciez to fajny koles i
          zajebisty koszykarz z niego byl.

          > Tylko parę spraw szczegółowych:
          >
          > 1) „Przywróciłeś zainteresowanie całej NBA” – ja rozumiem, że
          > to
          > pożegnanie, ale nawet wtedy trzeba zachować pewien umiar w przesadzie;

          Oj Chamberlain, Chamberlain, w jakim Ty swiecie zyjesz? Zobacz, ile jest postow
          w tym wątku. Znajdz w archiwum jakis artykul Rutkowskiego i Wujca, do ktorego
          byloby tyle opinii. I sprawdz przy okazji, na meczach wyjazdowych ktorej
          druzyny NBA bylo przez ostatnie 2 lata najwiecej widzow. Hint: to nie beda
          Lakersi. Aha, Chamberlain - sprawdz ile selloutow mieli Wizards przez ostatnie
          2 lata w Washingtonie. I ile przez 2 lata wczesniejsze. A potem przepros
          grzecznie Rutkowskiego i Wujca.

          > 3) „Najlepszy 40 – latek” – nie będę zmuszał Panów Reda
          > ktorów do wysiłku
          > przypomnienia sobie nazwiska niejakiego Kareema Abdul - Jabbara, ale nawet w
          > OBECNYM sezonie gra niejaki Karl Malone, indywidualnie ORAZ drużynowo (jeden
          z
          > tych aspektów można by jeszcze pominąć, obu naraz już nie) lepszy od Jordana

          Ty, Chamberlain, ten Malone to jakis dziwny koles - oszust jakis czy co? Na
          nba.com pisza, ze on 40 lat konczy dopiero w lipcu. A ty twierdzisz (a widac,
          ze wiesz co gadasz), ze on juz ma 40 lat. To jak to w koncu z nim jest?
          Chamberlain - chyba niemozliwe, ze sie pomyliles? Pewnie ci z nba.com klamia?
          Czy moze jednak sie pomyliles? Ale jesli sie pomyliles, to ciekawe czy bedziesz
          mial wystarczajaco duzo przyzwoitosci, zeby grzecznie przeprosic Rutkowskiego i
          Wujca? Nie przypuszczam, jestes raczej z gatunku kolesi, ktorzy beda teraz sie
          upierac, ze te kilka miesiecy nie robi zadnej roznicy.

          > 6) Jordan w Wizards szybko posprzątał? Pozbycie się wysokich kontraktów
          > zajęło mu półtora roku (2 z 3 i tak musiał wykupić), natomiast Kikiemu
          > Vandeweghe w Nuggets – 8 miesięcy, i to bez wykupywania wielkich kontrakt
          > ów.

          Sluchaj, Chamberlain, skoro jestes taki madry, to powiedz, kto jest lepszym
          graczem: McDyess czy Juwan Howard? LaFrentz czy Ike Austin? Van Exel czy Rod
          Strickland? I ktorego z wymienionych par w zwiazku z tym latwiej bylo sprzedac?
          Jestem pewien, ze ty Chamberlain bys posprzatal w Wizards w tydzien - widac, ze
          jestes superspecjalista.

          Zabawne jest (i tu sie zgadzam z bzykiem), jak sie pojawiaja tacy sfrustrowani
          kolesie jak ty. Kolesie, ktorzy z jakiegos irracjonalnego powodu nienawidza
          Jordana i co by nie zrobil, to krytykuja. Onanizujac sie jednoczesnie swoimi
          Lakersami. Co bys nie powiedzial, Jordanowskie Byki rozwalaja Shaqobowych
          Lakersow z palcem w nosie. Podziwiaj sobie wiec pakujacych drewniakow typu Bill
          Walton, Shawn Kemp czy Chamberlain. Zaloze sie, Chamberlain, ze w swoim czasie
          byles tez fanem Vina Bakera.

          Pozdro
          Mostowiak
          • Gość: Wilt Re: O artykule IP: *.gov.pl 25.04.03, 15:52
            Gość portalu: mostowiak napisał(a):

            > Te, Chamberlain, co Ty tak tego Jordana nienawidzisz? Przeciez to fajny koles
            i
            >
            > zajebisty koszykarz z niego byl.


            Nie mam zwyczaju nienawidzić kogoś, kogo osobiście nie znam i nic mi złego nie
            zrobił; ani Jordana, ani tym bardziej jego rozmaitych wielbicieli, nawet tych
            uprzykrzonych. Śpij więc spokojnie ;-).
            A Jordana nie lubię, za jego przereklamowanie oraz fakt, że kilka razy zabierał
            mistrzostwo gościom, których lubiłem. Tak trudno to zrozumieć? Fakt, że
            niektórym tak trudno, przyczynia się zresztą do mojej awersji do MJ – za dużo
            tych prymitywnych odruchów stadnego uwielbienia, połączonych z agresją wobec
            każdego, kto ośmieli się myśleć inaczej.

            > Oj Chamberlain, Chamberlain, w jakim Ty swiecie zyjesz? Zobacz, ile jest
            postow
            >
            > w tym wątku. Znajdz w archiwum jakis artykul Rutkowskiego i Wujca, do ktorego
            > byloby tyle opinii. I sprawdz przy okazji, na meczach wyjazdowych ktorej
            > druzyny NBA bylo przez ostatnie 2 lata najwiecej widzow. Hint: to nie beda
            > Lakersi. Aha, Chamberlain - sprawdz ile selloutow mieli Wizards przez
            ostatnie
            > 2 lata w Washingtonie. I ile przez 2 lata wczesniejsze. A potem przepros
            > grzecznie Rutkowskiego i Wujca.

            Wiesz, myślę, że zaczniemy od czegoś prostego - najpierw spróbuj dostrzec
            drobną różnicę między NBA jako całością a dołującym klubem po nazwą Wizards.
            Potem przyjdzie trudniejszy etap: zrozumienie różnicy miedzy przyczynieniem się
            do zwiększenia zainteresowania NBA a jego „PRZYWRÓCENIEM”. I w końcu Wielki
            Finał – przyswojenie sobie przez Ciebie trudnego terminu „przesada”.

            > Ty, Chamberlain, ten Malone to jakis dziwny koles - oszust jakis czy co? Na
            > nba.com pisza, ze on 40 lat konczy dopiero w lipcu. A ty twierdzisz (a widac,
            > ze wiesz co gadasz), ze on juz ma 40 lat. To jak to w koncu z nim jest?
            > Chamberlain - chyba niemozliwe, ze sie pomyliles? Pewnie ci z nba.com klamia?
            > Czy moze jednak sie pomyliles? Ale jesli sie pomyliles, to ciekawe czy
            bedziesz
            >
            > mial wystarczajaco duzo przyzwoitosci, zeby grzecznie przeprosic Rutkowskiego
            i
            >
            > Wujca? Nie przypuszczam, jestes raczej z gatunku kolesi, ktorzy beda teraz
            sie
            > upierac, ze te kilka miesiecy nie robi zadnej roznicy.

            Co za sofistyka! :-)) Nic Ci to ni pomoże; zresztą jeśli już chcesz „szukać
            kolesi, którym kilka miesięcy nie robi różnicy” , to poszukaj w pierwszym
            rzędzie wśród fanów i komentatorów, powtarzających w nieskończoność frazy o
            tym, jak wspaniale gra „40-letni” MJ nawet w 2002, a cóż dopiero w 2003, ale
            jeszcze przed jego urodzinami. Liczy się to, że Malone i Jordan są obaj z
            rocznika 1963 (podpowiem kolejne trudne słowo: równolatkowie), a teraz jest
            2003, kiedy Malone gra lepiej, i żadne wykręty tych faktów nie zmienią.
            Warto przy tym zauważyć, że: a) sam nie zaprzeczasz, że Malone gra lepiej; b) w
            stosunku do Kareema nie znalazłeś już żadnego wykrętu. :-)

            Można też spytać, skąd ta obsesja na tle przepraszania Rutkowskiego i Wujca?

            > Sluchaj, Chamberlain, skoro jestes taki madry, to powiedz, kto jest lepszym
            > graczem: McDyess czy Juwan Howard? LaFrentz czy Ike Austin? Van Exel czy Rod
            > Strickland? I ktorego z wymienionych par w zwiazku z tym latwiej bylo
            sprzedac?

            > Jestem pewien, ze ty Chamberlain bys posprzatal w Wizards w tydzien - widac,
            ze
            >
            > jestes superspecjalista.

            Wiem, stary – ale Bóg zapłać za dobre słowo. ;-) Do Big Three Wizards należał
            nie Austin, tylko Richmond, koszykarz o niebo lepszy. Ale to tylko dla
            porządku, bo liczy się coś innego; ja doskonale rozumiem, że można uważać MJ za
            koszykarza wszechczasów – ale żeby bronić jego dokonań jako GM, trzeba być już
            naprawdę nieźle zaślepionym. Czy nie zastanawia Cię jedno; ogromna większość
            amerykańskich komentatorów i nawet fanów, zwykle pochwalnych wobec Jordana i
            chcących teraz dodatkowo mu nieba przychylić z okazji n-ego zakończenia
            kariery – nawet oni nie twierdzą, że był dobrym GM? Próbują najwyżej
            usprawiedliwić go tym, że był niedoświadczony, że po powrocie do menedżerowania
            poradzi sobie lepiej, że ta okropna współczesna młodzież nie dorosła do jego
            oczekiwań itd. bla bla bla. Fakty są takie, że podobnie niedoświadczeni GM jak
            Dumars czy Vandeweghe w tej samej lidze radzili sobie znacznie lepiej, będąc
            niedoceniani w porównaniu z Jordanem, o którego wszystkich ewidentnych błędach,
            jak pozyskanie Kwame’a zamiast Branda, mówi się półgębkiem i z dużym
            opóźnieniem. Ale w końcu się mówi: a gdyby odniósł jakikolwiek realny sukces, z
            pewnością chwalcy rozdęliby go na miarę Executive of the Year.


            > Zabawne jest (i tu sie zgadzam z bzykiem), jak sie pojawiaja tacy
            sfrustrowani
            > kolesie jak ty. Kolesie, ktorzy z jakiegos irracjonalnego powodu nienawidza
            > Jordana i co by nie zrobil, to krytykuja. Onanizujac sie jednoczesnie swoimi
            > Lakersami.

            Temat onanizowania się przy koszykarzach zostawiam Tobie, jak widać
            doświadczonemu w tym zakresie.

            Co bys nie powiedzial, Jordanowskie Byki rozwalaja Shaqobowych
            > Lakersow z palcem w nosie.

            Przepraszam, w czym rozwalają? W NBA Live?
            Osobiście uważam, że gdyby takie starcie było możliwe, szanse obu tych dynastii
            byłyby wyrównane – ale nie znaczy to, że byłby to pojedynek wszechczasów. Były
            zespoły znacznie od nich silniejsze i głębsze: Sixers’67, Celtics’86,
            Lakers’87, Pistons’89 – ale skąd ma o tym wiedzieć ktoś taki jak Ty, dla
            którego Bulls są początkiem historii ligi i wzorcem doskonałości?

            Podziwiaj sobie wiec pakujacych drewniakow typu Bill
            >
            > Walton, Shawn Kemp czy Chamberlain.

            Drobne pytanie; czy określanie w ten sposób 2 z najwybitniejszych i najbardziej
            uniwersalnych centrów wszechczasów i w dodatku mieszanie ich z Kempem, to
            bezpośrednie zapożyczenie z bzyka jako klasyka głupoty forum, czy może dwa
            strumienie ignorancji wytrysnęły niezależnie od siebie?

            Zaloze sie, Chamberlain, ze w swoim czasie
            > byles tez fanem Vina Bakera.

            To przegrałeś zakład, bo nigdy nie byłem (ale zadziwia mnie śmiałość Twojej
            dedukcji, oderwanej od tak przyziemnych detali jak racjonalne przesłanki). Nie
            jedyna to zresztą rzecz, jaką przegrałeś podczas tej dyskusji… ;-)

            > Pozdro
            > Mostowiak

            Wiesz, może w Twoim kręgu towarzyskim przyjęta jest wymiana pozdrowień po
            opowiadaniu o czyjejś frustracji czy onanizmie – ale nie w moim. Napisałeś post
            w tonie obraźliwym, więc ja Ci odpowiedziałem w podobnym; i nie ma sensu
            udawać, że się pozdrawiamy.
            • Gość: Lukasz22W-wa Do LB!!!! IP: *.acn.pl 04.02.04, 03:23
              Abstrahuję od Jordana i tego wszystkiego co pisali tu LB i sir charles....
              Zauwazylem natomiast jedno.LB jesli chcesz sprowadzic koszykówkę tylko do
              danych statystycznych, bo nimi operujesz przy kazdej okazji to wypada mi
              powiedziec tylko,. abyś wżiął pomarąnczową piłkę, wyszedł ppod szkołei zagral
              mecz...Potem przyjdz napisz mi ile punktów rzuciles, ile pilek zebrałeś i czy
              rzeczywiscie to, było kluczem do twojego zwycięstwa/twojej klęski *
              * niepotrzebne skreśl
              Jeśli podtrzymasz swoje zdanie, że koleś mający 0.04 przechwytu na mecz jest
              lepszy albo ten, który ma wiecej 0 3,4 punktu, to uznam cię za człowuieka
              niereformaowalnego i totalnego ignoranta w sprawie koszykówki.
              • Gość: LB Re: Do Lukasza22W-wa IP: 217.11.142.* 04.02.04, 15:08
                Lukaszu22W-wa,

                Oto kilka moich uwag.

                1. Nie zamierzam sprowadzać, i nie sprowadzam, koszykówki wyłącznie do danych
                statystycznych. Podaję je natomiast, żeby podeprzeć nimi swoje zdanie lub ocenę
                drużyny czy zawodnika. Czy coś w tym złego, że staram się uzasadnić swoje
                zdanie?

                2. Dane statystyczne mają tę zaletę, że ciężko z nimi dyskutować. Najlepszym
                tego przykładem jesteś Ty sam. Bo nie mogąc zanegować danych, które podałem,
                zacząłeś mi sugerować ćwiczenia praktyczne (zresztą niepotrzebnie, bo w kosza
                grywam regularnie 3 razy w tygodniu od 12 lat).

                W powyższej dyskusji, ktoś napisał, że Ceballos był jednym z najlepszych
                skrzydłowych w sezonie 91-92. Ja się z tym zupełnie nie zgadzam i na poparcie
                mojej tezy, podałem jego statystyki. Natomiast autor tej tezy, poza własnym
                mniemaniem nie miał na to żadnych przekonujących argumentów. (Podobnie
                zrobiłem - podałem statystyki, gdy Wilt napisał, że Kwame Brown zrobił postęp w
                tym sezonie. Jak inaczej chciałbyś to ocenić?)

                Oczywiście mógłby nie wysilać się na polemikę i napisać temu komuś, że chyba go
                pojebało, i tyle. Ale chyba nie o to chodzi, prawda?

                3. Robię tak jak każesz w swoim poście.
                Moje statystyki z ostatniego meczu: 18 ptk, 4 trójki, 7-15 z gry, 5 zbiórek, 3
                asyst, 2 przechwyty, 4 straty. I tak, moja dobra gra (akurat w tym meczu ;),
                rzeczywiście była kluczem do zwycięstwa mojej drużyny.
                Nie wiem co chciałeś w ten sposób mi uświadomić?

                4. Nigdzie nie napisałem, tego co próbujesz mi sprytnie zasugerować w poniższym
                fragmencie:

                " Jeśli podtrzymasz swoje zdanie, że koleś mający 0.04 przechwytu na mecz jest
                > lepszy albo ten, który ma wiecej 0 3,4 punktu, to uznam cię za człowuieka
                > niereformaowalnego i totalnego ignoranta w sprawie koszykówki"

                Po cholerę piszesz takie badziewia???

                Jest jasne, że to, że gracz A rzuca średnio 1,2 punktu w meczu więcej niż gracz
                B, nie robi z niego automatycznie lepszego gracza. Dochodzą tutaj jeszcze: rola
                jaką pełni gracz w drużynie, umiejętności pozostałych graczy z drużyny,
                ustawienie zespołu przez trenera, i inne czynniki, o których Tobie jako
                wybitnemu znawcy koszykówki nie muszę przypominać.
                Natomiast jeśli jeden gracz ma wyraźnie (podkreślam, wyraźnie!) lepsze
                statystyki we kluczowych kategoriach niż drugi, to czy stwierdzenie, że jest on
                lepszym graczem jest nieprawidłowe? (np. moje porównanie Ceballosa i Pippena z
                sezonu 91-92).

                A jeśli wg. Ciebie tak nie jest, to fajnie by było gdybyś to uzasadnił. I
                uzasadnij co złego jest w statystykach (czyżby liczono je dla picu?) i
                podpieraniu nimi swojego zdania? Inaczej, idąc za Twoim przykładem "uznam cię
                za człowuieka niereformaowalnego i totalnego ignoranta w sprawie koszykówki".

                LB

                PS. A swoją drogą to się nieźle obśmiałem z Twojego ostatniego stwierdzenia.
                Bardzo bowiem bym się przejął gdybyś uznał mnie za "człowuieka
                niereformaowalnego i totalnego ignoranta w sprawie koszykówki" i chyba
                przestałbym się w ogóle interesować tym sportem...
                • Gość: Odpowiadam... Re: Do Lukasza22W-wa IP: *.acn.pl 04.02.04, 17:01
                  Właśnie przeczytałem twojego posta i zauważyłem, że jedyne co z nic z niego nie
                  zrozumiałeś.Postaram sie więc spokojnie krok po kroku, jak dziecku w pierwszej
                  klasie podstawówki wyjaśnic o co mi chodzi...
                  Nigdzie nie napisałem, że dane statystyczne są do picu, ale podawanie ich w
                  każdej możliwej sytuacji mija się z celem...w takim razie polecam ci zajęcie
                  się wkuwaniem statsów wszystkich graczy z jakimś z twoich kumpli i urządzenie
                  konkursu ile strat miał w sezonie 97/98 van Exel a ile bloków w 91/92 Mutombo...
                  Koszykowka jest sportem, w którym grają ludzie nie statystyki.
                  Odpowiedz mi na to pytanie. "Dlaczego kilka lat temu wiele klubów chciało Bo
                  Outlawa, który nigdy nie miał oszałamiających statystyk i czemu Hassell gra w
                  pierwszej piątce Minnesoty?"Takich przykładów mogę podawać ci na pęczki.
                  Tak samo było kiedyś z Mattem Maloney'em z Houston- typowty białas, niewiele
                  wydawałoby się wnoszący patrząc po statystykach, a jednak niezmiernie istotny
                  gracz dla Houston albo niedawno odkurzony i od tego czasu chwalony i wielbiony
                  Ben Wallace...
                  Po drugie, jeżeli nie grasz w lidze w której statystyki masz liczone
                  automatycznie, nie uwierzę, że sam to policzyleś.Jeśli jednak to uczyniłeś, to
                  wypada mi serdzecznie żałować tego, że podajesz swoje statystyki, a nie wynik
                  meczu.Pięknie więc wpadłeś w zastawioną przeze mnie pułapkę- dla ciebie liczą
                  się statystyki indywidualne, a nie dobro drużyny (tylko taki wniosek da się
                  przynajmniej wysnuć z twojego posta)
                  Podsumowując, widzę że dalsze prowadzenie dyskusji na ten temat wydaje się
                  zbyteczne, gdyż będziesz optował przy swoim zdaniu wyliczaia strat Ceballosa w
                  sezonie 92/93 (po co to komu...), a nie będziesz widział tego co wnoszą
                  zawodnicy do gry poza tym, co może być liczone w komputerze, ja natomiast też
                  nie jestem skory do zmiany swego punktu widzenia, bo mi również koszykówka nie
                  jest obca, ale wiem że ludzie, z którymi gram to team-drużyna i niewiele mnie
                  interesuje to, czy uzyskam 20 punktów, czy2 jeśli wygramy....
                  • Gość: Lukasz22W-wa Re: Do Lukasza22W-wa IP: *.acn.pl 04.02.04, 17:08
                    Przepraszam za bład w pierwszym zdaniu...Naprawdę wygląda to głupio.
                    Dopiero podczas wysylania wiadomości zauwazylem, że zapomnialem dokonać
                    koniecznej korekty.
                  • Gość: LB Re: Do Lukasza22W-wa IP: 217.11.142.* 04.02.04, 18:34
                    Lukaszu22W-wa,

                    Chyba nie zrozumiałeś tego co napisałem.

                    1. Nie podaję statystyk na każdym kroku, ale wtedy gdy porównuję dwóch (2) lub
                    więcje zawodników (lub dwie drużyny). Albo gdy chcę wesprzeć swoją opinię o
                    jakimś zawodniku (że jest dobry lub zły). Czy trudno Ci to zrozumieć?

                    2. Nie wkuwam statsów - są dostępne na www.nba.com

                    3. Odpowiedź na pytania, które zadajesz, nie koniecznie jest związana z tematem
                    naszej dyskusji - czyli użyteczności statystyk (choć po części może tak być).

                    Outlaw, Hassell lub Maloney grali i mogły chcieć ich inne drużyny ze względów
                    np.:
                    a. finansowych,
                    b. psychologicznych (wzór dla młodych zawodników);
                    c. dlatego, że dobrze grają i bronią (i to już w statsach widać);
                    d. inni zawodnicy byli kontuzjowani (i oni musieli grać);
                    e. wszystkich powyższych;
                    f. innych powodów.

                    Ale gdybyś miał wybrać, kto jest lepszy: Outlaw czy Artest, Maloney czy
                    Stockton, Wallace czy Mutombo, to statystyki by Ci się przydały. No chyba, że
                    nie potrafisz z nich korzystać i stąd ta Twoja do nich awersja.

                    Na jakiej podstawie oceniasz graczy? Wyglądu?

                    Teraz Ty mi odpowiedz na pytanie: dlaczego wszyscy zachwycają się w tym sezonie
                    Garnettem? Dlaczego Bryant, Shaq, T-Mac, Stojakovic są uważani za gwiazdy? Bo
                    ładnie wyglądają w TV? Nie. Bo grają lepiej niż inni (a to jest odzwierciedlone
                    w lepszych statystykach).

                    4. Odnośnie moich statystyk - nie ja je liczyłem i mam gdzieś czy w nie
                    wierzysz czy nie. Ale jak widzę zrobiły na Tobie wrażenie, bo inaczej nie
                    napisałbyś, że w nie nie wierzysz. I to jest właśnie zaleta statystyk.
                    Zobaczyłeś je, porównałeś ze swoimi i pomyślałeś: "kurcze, gość musi wiedzieć o
                    co chodzi w tej grze". Z kolei gdybym podał statystyki słabe, pomyślałbyś wręcz
                    odwrotnie: "jakiś cienias, ogram go bez problemów".

                    5. Napisałem, że moja gra przyczyniła się do zwycięstwa mojej drużyny w tym
                    meczu. Wiec o co Ci chodzi z tym wynikiem, którego nie podaję?

                    6. Ponieważ napisałem, że moja drużyna wygrała, więc twoja pułapka (długo
                    myślałeś nad jej zastawieniem?) chyba się nie udała. Zresztą, zamiast zastawiać
                    niezwykle przemyśle "pułapki", wystarczy spytać czy uważam, że najważniejsze są
                    statystyki.

                    Nigdzie nie napisałem, że statystyki indywidualne są dla mnie najważniejsze, a
                    nie dobro drużyny. To Ty taki wniosek wysnułeś (wniosek na podstawie tego, że
                    czegoś tam nie doczytałeś).

                    7. Nie chcesz prowadzić dalej dyskuji, ponieważ nie rozumiesz w jakim celu
                    posługuję się statystykami dla oceny zawodników.

                    Ponadto skoro nie chcesz dalej rozmawiać, to pewnie nie napiszesz mi, co
                    takiego wnoszą zawodnicy do drużyny czego nie da się uwzględnić w statystykach
                    (poza byciem "dobrym duchem" zespołu, i poza wnoszeniem swojej torby do szatni)?

                    8. Zgadzam się z ostatnim zdaniem. Najważniejsze jest zwycięstwo.

                    LB
                    • Gość: Lukasz22W-wa Re: Do Lukasza22W-wa IP: *.acn.pl 04.02.04, 20:14
                      Nie wiem, czy potrafisz dokładnie czytać posty.Jeśli nie to masz
                      problem.Proponuje przeczytaj raz jeszcze, pomyśl i napisz co wymyśliłeś.
                      Ad vocem:
                      Odnośnie moich statystyk - nie ja je liczyłem i mam gdzieś czy w nie
                      wierzysz czy nie. Ale jak widzę zrobiły na Tobie wrażenie, bo inaczej nie
                      napisałbyś, że w nie nie wierzysz. I to jest właśnie zaleta statystyk.
                      Zobaczyłeś je, porównałeś ze swoimi i pomyślałeś: "kurcze, gość musi wiedzieć o
                      co chodzi w tej grze". Z kolei gdybym podał statystyki słabe, pomyślałbyś wręcz
                      odwrotnie: "jakiś cienias, ogram go bez problemów".
                      Statystyki nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia, bo wcale się nad nimi nie
                      zastanawiałem. :)
                      I po drugie: nie jestem opóźniony, więc wymyslenie jakiejs pulapki przychodzi
                      z taką samą łatwością jak zrobienie rano kanapki...
                      I taka puenta: Nie wiem czy chcesz zawładnąc moimi myślami i wyperswadować mi
                      jaka to moja teoria jest bzdurna, ale po lekturze tych postów tak mi się wydaje.
                      Przewidując, że na tym forum znajdują się sadyści i apodyktyczne podmioty nie
                      akceptujące innych poglądów, zasugerowałem ci, aby tą dyskusje zakończyć.
                      Widać, że jednak do ciebie to nie trafia i za wszelką cenę starasz mi się coś
                      wyjaśnić (czyli tak samo jakbyś mówił do kogoś kto cię nie słucha).Apeluję więc
                      abyś dał mi prawo do wyznawania własnych poglądow(wszak jest to moje
                      konstytucyjne prawo).Z góry dziękuję...
                      • Gość: LB Re: Do Lukasza22W-wa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.04, 00:10
                        Łukaszu,

                        Jak czytam to co piszesz, to robi mi się przykro, że interesujesz się tą samą
                        dyscypliną co ja. Zawsze wydawało mi się, że koszykówką interesują się
                        inteligentni ludzie. Ale być może w twoim przypadku, wyjątek potwierdza regułę.

                        1. Po pierwsze - to ty zacząłeś tą dyskusję, nie ja.
                        2. Po drugie - to ty płakałeś na tym forum, że nikt nie zakłada nowych wątków
                        i nie toczą się tu wielkie dysputy.
                        3. Po trzecie - w swoim poście, który zaczął tę dyskusję, zwróciłeś się
                        bezpośrednio do mnie, wymieniając nicka pod którym wysyłam swoje posty.

                        Dlatego nie dziw się, że odpowiedziałem na twojego posta (postaram się wiecej
                        tego nie robić) i podałem argumenty. Natomiast ty nie podałeś żadnych
                        argumentów z którymi można polemizować. Żadnych!!! Poza tym, że masz swoje
                        zdanie i przy nim pozostaniesz. Takich ludzi zwykło nazywać się ludźmi
                        ograniczonymi.

                        W zasadzie nie dziwi mnie to, że chcesz tak szybko zakończyć tę dyskusję.
                        Gdybym miał takie argumenty jak ty (a właściwie ich nie miał - bo nie
                        potrafisz nawet inteligentnie zaprzeczyć moim argumentom), to też bym się
                        dawno z niej wycofał. Tylko po co było ją zaczynać??

                        Chciałem Ci uświadomić, że forum jest po to, żeby przedstawiać swój punkt
                        widzenia, dyskutować o tym z innymi internautami, czasem spierać się.
                        Przynajmniej ja w ten sposób widzę sens pisania na forum.
                        Np. z Wiltem wiele razy się spieraliśmy (i to ostro), ale on zawsze starał się
                        uargumentować to co miał do powiedzenia. Ty natomiast, jesteś zbyt tępy, żeby
                        w takiej dyskusji uczestniczyć.
                        Jeśli masz zamiar wpaść na forum i napisać swoje wypociny nie chcąc poznać
                        opinii innych, to po co w ogóle piszesz?? Opowiedz je swojemu chłopakowi, i
                        nie zaśmiecaj forum.

                        LB

                        PS. Tak odnośnie statystyk. Gdyby nie zrobiły one na tobie wrażenia, to nie
                        napisałbyś, że w nie nie wierzysz, prawda? Kończyłeś może prawo? Była tam
                        przedmiot zwany logiką? Beznadzieja... A już myślałem, że będzie kolejny
                        forumowicz, z którym da się pogadać sensownie o baskecie.
                        • Gość: Lukasz22W-wa Re: Do Lukasza22W-wa IP: *.acn.pl 06.02.04, 01:14
                          Teraz to juz chłopcze przegiąłeś.Jezeli oceniasz mój iloraz inteligencji i całą
                          moją osobę na podstawie krótkiego posta, w którym wyraźnie napisałem, że nie
                          mam ochoty z tobą rozmawiąc, to może być mi tylko żal ciebie i twoich rodziców.
                          Już w moim 2 poscie skierowanym do twojej osoby napisalem wyraznie, ze nie mam
                          ochoty kontynuowac dalszej dyskuskji, bo ona nic nie wniesie, ale ty chyba
                          jestes zbyt ograniczony albo niewychowany na światłego człowieka, który rozumie
                          podstawowe zasady rządzące w społeczeństwie.Ok. a teraz jak Sokrates będę
                          wyśmiewał Cię w każdym podpunkcie udowadnając ci niezbicie,iż wbrew twojemu
                          mniemaniu, to wlaśnie ty jesteś imbecylem (za którego oczywiście uwazasz mnie..)

                          1.Czy to była dyskusja...Nie.Zwróciłem się do ciebie, żebys zastanowił się
                          nad tym co wypisujesz o danych statystycznych.Nie oczekiwalem odpowiedzi, ale
                          ok, otrzymalem i postanowilem skonczyc wątek.Tylko, że ktoś mimo wyraźnego
                          sformułowania, nic nie zrozumiał, więc napisałem po raz drugi.I znów niejaki LB
                          (leszcz barowy?)nic nie zrozumial, a nawet nie raczył dokladnie przeczytac, ino
                          z uporem maniaka pisze to samo...Tu widze: brak oczytania, zrozumnienia
                          czytanych treści oraz brak ogłady.Dobra brak ogłady ci wybaczę, nie musisz
                          przeciez bywac na salonach...
                          2.Ja płakałem na forum???O rany zarzut z punktu pierwszego powtarzam po raz
                          kolejny.Skierowałem apel, aby ktoś założył ciekawy wątek, gdyż chciałbym, aby i
                          na tej stronie pojawiało się wielu forumowiczów znających sie na
                          baskecie.Przeciez sam moglem rzucic pierwszy lepszy temat, który nawet podalem
                          w jednym z postów, ale pomyslalem, ze nie wszystko się kręci wokółl mnie i dam
                          okazję wykazać się kolegom...
                          3.Piszesz, ze mam swoje zdanie i przy nim pozostaje...to ci sie udało...a
                          popatrz ty tez masz swoje zdanie i jednak starasz się (ba...sadystycznie mi
                          wpierasz swoją opinie)go bronic.Widząc maniaka np. na seminarium, który ma
                          klapki na oczach i widzi tylko siebie, ignoruję jego opinię (w prostych słowach
                          zniżając się do twojego poziomu: olewam go).Studenci prawa zwykle to zauważają,
                          ty jednak nie, więc mogę cie podejrzewać o brak wyksztalcenia (aczkolwiek nie
                          jestem tego pewien i nie wydaje wyroku, jak ty nazywając mnie człowiekiem
                          ograniczonym).....Pewnie i tak nic z tego co napisalem nie zrozumiales, wiec
                          postaram sie zawrzec tresc mojej wypowiedzi z punktu 3 w maksymalnie
                          skondensowanej postaci. Nie podalem zadnych argumentów, bo nie mialem ochoty z
                          toba dyskutowac, widzać w tobie niezrownowazonego psychicznie forumowicza,
                          który nie potrafi uszanowac zdania innej osoby.
                          4.Czym jest forum wiem bardzo dobrze i zapewniam cie, że zabierałem glos
                          publicznie zapewne częsciej od ciebie, więc te wszystkie rady zachowaj dla
                          kogos innego.
                          5.Piszesz, że jestem tępy.A skąd możesz to wiedziec...Poznaliśmy się,
                          studiujemy razem, a może chodziliśmy razem do liceum?Nie sądzę...
                          Tu pięknie wystawiasz sobie laurkę (pewnie napiszesz, ze robie to samo piszac,
                          ze jestem imbecylem, no ale ja juz jakies podstawy do oceny twojej osoby mam,
                          skoro wyslales osobistego posta).
                          6.I wreszcie logika...Miałem logikę.Mogę ci zeskanować stronę w indeksie
                          i przesłać.Ocena bardzo dobry cie satysfakcjonuje, bo mnie w zupełności...
                          7.Statystyki z twojego meczu obchodzą mnie rownie bardzo, co zeszloroczny
                          snieg (naprawde, nie wiem czym sie tu tak podniecasz...)
                          Podsumownko (abyś miał wszystko ładnie i zgrabnie wypunktowałem wszystko,
                          zaznaczając jednocześnie podsumowanie).Nie zwykłem patrzec i stac spokojnie gdy
                          ktos mnie obraza i to publicznie, a na dodatek po przeczytanym poscie widze, że
                          jest to osoba nie posiadająca krzty dobrego wychowania, która nie reprezentuje
                          sobą nic specjalnego(ot zwykly zakompleksiony pseudo-znawca, wkuwający
                          statystyki graczy).Początkowo myślałem, że zaliczasz się do wąskiego grona
                          znawców tematu(wilt i calagan), ale zdążyłem zmienic swoje zdanie.Kończąc,
                          chciałbym coś ci poradzic...czytaj posty dokladnie, zobacz o co chodzi
                          czlowiekowi, ktorego czytasz, przemysl co mozesz odpisac,i słuchaj drugiej
                          osoby, bo dyskusją nie jest co uwazasz, ciągłe dokopywanie temu po drugiej
                          stronie i podpieranie się argumentem braku inteligencji po jego stronie.
                          W ten sposób sam sobie wystawiles laurkę i osmieszyles sie publicznie..
                          PS. Ubawiles mnie i dales mozliwosc napisania dluzszego posta, za co
                          dziekuje.Mam nadzieje, ze dasz mi jeszcze okazję dobrej zabawy...
                          • Gość: LB Re: Do Lukasza22W-wa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.04, 02:42
                            Blablablablablablabla...

                            Trzeci już twój post i ani słowa o tym od czego zaczęła się dyskusja, czyli
                            dlaczego uważasz, że popieranie swoich spostrzeżeń obiektywnymi argumentami
                            statystycznymi jest nieprawidłowe?

                            Czy magistrowi prawa ciężko odpowiedzieć na pytanie? Mogą być 2-3 zdania,
                            jeśli więcej nie jesteś w stanie wymyślić.

                            LB

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka