Gość: Jubba
IP: *.*.*.*
08.01.02, 11:55
Nie wiem jak wy, ale ja w oczach Małysza widzę strach, a w słowach Tajnera
zwątpienie a w czynach bezradność i chaos. Na początku mówił tak: "Formę
będziemy szlifować tak aby na TCS i olimpiadę była optymalna" Okazała się
minimalna. Następnie: "Małysz jest zmęczony", po czym słyszę: "wszyscy jadą do
Vilingen i do Zakopca aby nie przerwać skoków". Biedny Małysz mówi ze strachem
w oczach, że ma złą parabolę, narty nie takie, i kombinezon za cienki. W prasie
piszą że buduje dom za kilka milionów i rozpaczliwie szuka pieniędzy, bo budowa
stanęła, a żona że skacze jakoś inaczej. A Tajner odpowiada beztrosko, że
wystąpiły drobne błędy techniczne i że na TCS chciał poeksperymentować i że na
olimpiadzie będzie dobrze. Chyba sam nie wierzy w to co mówi i aż się boję
oglądać olimpiadę. Kibicuję Małyszowi od samego początku i wierzę w niego, ale
myśle że olimpiada odskoczyła mu już za daleko, nie tylko pierwsze miejsce ale
i miejsce na podium, bo jak trener się w tym wszystkim pogubił, to nie ma o
czym rozmawiać.