Dodaj do ulubionych

Paszkwil na młodych pracowników nauki

IP: *.acn.waw.pl 09.03.04, 15:32
Święta racja.
Dokładnie:)
Obserwuj wątek
    • Gość: Andrzej Paszkwil na młodych pracowników nauki IP: *.nll.se 09.03.04, 15:39
      Jeszcze gorzej, pewnie z racji odizolowania geograficznego i kulturowego jest
      w Szwecji.....
      • Gość: Dorota Re: Paszkwil na młodych pracowników nauki IP: *.med.uib.no 09.03.04, 16:55
        Chyba gorzej niz w Szwecji jest w Norwegii. Osobiscie spotkalam lekarza, ktory
        nie przeczytal ZADNEJ ksiazki. Facet jest sprawnym kardiologiem, rocznik 1965.
        Spytacie jak przebrnal przez szkole? To proste, w szkole nie wymaga sie
        czytania, a jesli omawiaja jakas lekture, to jest ona CZYTANA NA GLOS W KLASIE,
        takze w szkole sredniej. Nie przysporzylam sobie przyjaciol, gdy powiedzialam,
        ze u nas licealisci powinni umiec czytac samodzielnie.
        • Gość: bol.chro GAZETO, genialny artykul... IP: *.chelmnet.pl 10.03.04, 14:15
          czemu jego autor jest tajny?
        • Gość: bol.chro GAZETO, genialny artykul.... IP: *.chelmnet.pl 10.03.04, 14:17
          czemu jego autor jest utajniony?
    • Gość: BESZ Re: Paszkwil na młodych pracowników nauki IP: *.mm.com.pl / *.mm.com.pl 09.03.04, 15:48
      Jak to dobrze, gdy można sobie poczytać o takich "kukuśkach", które mają
      miejsce nie tylko u nas. Znakomita relacja i (w zakończeniu) wnioski. Autor -
      BRAWO!!!
    • Gość: DSD Jaki jest cel tego artykułu? (sorry, paszkwilu) IP: 212.33.88.* 09.03.04, 15:48
      Jestem młodym (jeszcze) pracownikiem nauki. Zajmuję się biologią, ale wiem w którym wieku żył Czyngis-chan (raczej wiekach, XII-XIII). Czy
      celem artykułu jest przekonanie młodych przedstawicieli nauk ścisłych, że nie powinni narzekać na problemy/brak pieniędzy tylko rozwijać się
      kalokagatycznie? (a niech mi, napiszę ten neologizm) Interesuję się kulturą, sztuką, historią, światem dookoła mnie, ale to jest moje życie
      prywatne, a moim zawodem jest nauka. Młodzi ludzie narzekają na niskie nakłady na naukę, biurwokrację etc. a w zamian dostają... paszkwil na
      siebie. Czy to jest wypowiedź w dyskisju na temat kondycji nauki w Polsce i szans kariery naukowej?

      P.S. Totalna niewiedza o świecie i historii to nie tylko przywara Jankesów. Miałem już okazję uczyć Hiszpanów w którym wieku powstała
      Hiszpania.

      P.S. II Z drugiej strony nie dziwię się, że młodzi naukowcy z Rosji i Polski mają dużą wiedzę z dziedzin innych niż ich własna. Niskie możliwości
      uprawiania nauk ścisłych w ich krajach zostawiają im wiele wolnego czasu na lekturę.
      • Gość: O. Re: Jaki jest cel tego artykułu? (sorry, paszkwil IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.03.04, 16:05
        Brawo DSD ale należy pan do wyjątków. Ciekawa jestem jednak jak wypadliby
        Polscy naukowcy czy np. studenci w porównaniu z "zachodnimi" w kwestii
        znajomości, nazwijmy to, ustroju. Ile procent osób wie, kto jest ministrem
        spraw zagranicznych albo wicemarszałkiem sejmu? Obawawiam sie że w takich
        kwestiach podobnie jak w gospodarczych, ekonomicznych, politycznych koledzy z
        zachodu biją nas o głowę.
        • wroc1 Ditlenek węgla 09.03.04, 16:40
          Taka nazywa się obecnie dwutlenek węgla. Tego nie wymyślili młodzi naukowcy tylko profesorzy. Prawdopodobnie z nudów bo innego wytłumaczenia nie znajduję.
          Co zaś do znajomości nazwisk ministrów i innych notabli. Po co komu? Czy wiedząc, że Marszałek sejmu to Borowski mam na niego większy wpływ niż osoba o tym nie wiedząca? Ciekaw natomiast, jestem ilu ministrów ma elementarne pojęcie o tym np. jak zbudowana jest nawet komórka prokariotyczna lub co to jest plazmid?
          • Gość: Lykos Re: Ditlenek węgla IP: 150.254.85.* 09.03.04, 17:11
            Jako chemika też mnie ta nomenklatura denerwuje. Łączenie w jednym wyrazie
            części polskiej i greckiej lub łacińskiej wydaje mi sie szczególnie
            nieeleganckie, pretensjonalne i śmieszne.

            Przypomina mi się, jak w latach chyba jeszcze sześćdziesiątych połączyły się w
            Poznaniu dwie spółdzielnie "świadczące usługi w dziedzinie pralnictwa", jedna
            nazywała się Świt, druga - Helios. Żeby było w miarę sprawiedliwie, instytucję
            potomną nazwano Świtelios, ku uciesze miejscowych językoznawców, którzy tak
            długo ujeżdżali temat, aż wreszcie przywrócono nazwę Świt.
          • Gość: Piotr Re: Ditlenek węgla IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.04, 06:59
            > Co zaś do znajomości nazwisk ministrów i innych notabli. Po co komu?
            > Czy wiedząc, że Marszałek sejmu to Borowski mam na niego większy wpływ
            > niż osoba o tym nie wiedząca?

            Wpływ? Oczywiście. Można w następnych wyborach ominąć te nazwiska (partie?),
            które wsławiły się poprzednio różnego rodzaju siupami... Czemuż tyle osób
            odpowiedzialnych za przekręty wybieranych jest ponownie do władzy - albo
            świadczy to o krótkiej (przeraźliwie!) pamięci wyborców, albo po prostu o braku
            zainteresowania nazwiskami...
            • wroc1 Re: Ditlenek węgla 10.03.04, 10:10
              Gdyby okręgi były jednomandatowe owszem znajomość nazwisk wiele by dała. Jednak tak nie jest. Faktycznie głosujesz na partię. Wynik taki, że jak AWS przegięła to zniknęła. Podobnie mam nadzieję będzie z SLD. Ale wystarczy, by partia dostała się do parlamentu i już nie masz wpływu na to kto będzie kim.
              Wniosek. Wystarczy znać co przedstawiają sobą partie. Nazwiska są do niczego nie potrzebne.
              PS
              Pytanie do humanistów. Kto był laureatem nagrody Nobla z fizyki i chemii? ;-)
        • Gość: ??? Re: Jaki jest cel tego artykułu? (sorry, paszkwil IP: *.inter.tuniv.szczecin.pl 09.03.04, 16:52
          Nie byłbym pewien, czy np. mieszkaniec Texasu wie kto jest gubernatorem Florydy.
          • Gość: Lykos Re: Jaki jest cel tego artykułu? (sorry, paszkwil IP: 150.254.85.* 09.03.04, 17:00
            Gość portalu: ??? napisał(a):

            > Nie byłbym pewien, czy np. mieszkaniec Texasu wie kto jest gubernatorem
            Florydy
            > .

            To akurat pewnie wie, bo są to sfery wpływu Bushów.
            • redzuzanka Re: Jaki jest cel tego artykułu? (sorry, paszkwil 10.03.04, 08:49
              A czy mieszkaniec X wie kto jest Wojewoda Malopolski?
          • Gość: B.T., Zabrze Nie podniecajcie się tym, że Pron spotkał jakichś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.04, 11:02
            ... nieuków. Jak chcecie wiedzieć co potrafią Francuzi i inni, których tu
            szkalujecie to popatrzcie dookoła co Francuzi robią i potrafią robić a co Wy
            (Polacy)? Śmiechu warte. A już najgenialniejszy jest sam profesor Pron.
            Zaptajcie Prona co On potrafi; czy np. zarobił jakiś grosz do budżetu państwa
            (no z wyjątkiem produkcji bezrobotnych absolwentów). Jedno jet pewne,
            absolwenci Prona jedynie mogą u tych "głupich" Zachodniaków (mieszkańcy
            Zachodniej Europy) co to nic nie wiedzą, zmywać garniki w barach, kosić trawę
            (po krótkim szkoleniu) w ogródku i wynosić śmiecie.
            Chyba, że ktoś zostaje w kraju to chowa dyplom, idzie na szkolenie, rodzina
            wydaje ostwnie grosze na to szkolenie i absolwent gotów jest np. do pracy w
            fabryce "głupiego" Zachodniaka.
      • Gość: edi europejscy nalukowcy jestescie smiszni IP: *.byu.edu 09.03.04, 17:33
        wy europejscy nalukowcy jestescie smiszni, zwracacie uwage na zupelnie drugorzedne kwestie i
        jestescie oderwani od twardej rzeczywistosci. kariera, duperela, tytulomania, pozycja spoleczna.
        licza sie nie liczba publikacji i cytowan, wiedza o egzotycznych kulturach amazonii tylko
        praktyczne efekty waszych wynalazkow. Wynalazca eterow koronowych i noblista nie mial
        nawet doktoratu i zaledwie 17 w wiekszosci miernych publikacji. Autor artykulu spadl z ksiezyca
      • m-p Re: Co właściwie chciałeś przekazać??? 09.03.04, 18:30
        Dosyć to mętnie ująłeś, ale niech tam:
        1. wiedzę ogólną zdobywa się w liceum, kiedy jeszcze naukami ścisłymi sensu
        stricto młody człowiek się się nie zajmuje, co najwyżej może się nimi
        interesować.
        Polacy i Rosjanie mają oczywistą przewagę nad Zachodem w zakresie szkoły
        ogólnej, bo mają (mieli do niedawna?) stare programy w liceach, nie spaprane
        przez politycznie poprawne idee, bezstresowe szkoły itp. I licea jeszcze do
        niedawna na Wschodzie były dosyć elitarne, bo 'inteligentni inaczej' szli do
        szkół typu zawodowego.

        Liceum, na politycznie poprawnym Zachodzie, ma w założeniu skończyć maksymalna
        ilość uczniów, najlepiej 100% populacji. Chodzą więc do niego do jednej
        klasy 'inteligentni inaczej' z inteligentnymi po prostu. Skutkiem tego, ci
        ostatni po prostu się wałkonią, bo program liceum jest uproszczony i spłycony
        do możliwości większości durniów. Braków z liceum już potem nie są w stanie
        nadrobić, bo brak im czasu, a nawet świadomości że są naukową
        lumpeninteligencją. Potrzeba kultury i wiedzy humanistycznej nie jest
        indywidualna, lecz środowiskowa, więc "...jeśli wszyscy są podobni do mnie, to
        ja nie jestem gorszy od nich..."

        > Z drugiej strony nie dziwię się, że młodzi naukowcy z Rosji i Polski ma
        > ją dużą wiedzę z dziedzin innych niż ich własna. Niskie możliwości
        > uprawiania nauk ścisłych w ich krajach zostawiają im wiele wolnego czasu na
        >lekturę.
        Co masz na myśli pisząc nauki ścisłe? Wybacz, ale na opisane dolegliwości
        właśnie naukowcy z dziedzin ścisłych, tj. matematyki i fizyki cierpią najmniej,
        choć może też trochę. I nie widzę tu specjalnej różnicy między naukowcami z
        Zachodu czy Rosjanami.
        Poza tym nie uogólniajmy pochopnie. Naukawiec (synominy: specjalista, ekspert)
        rzeczywiście najczęściej jest jednocześnie lumpeninteligentem. Naukowiec
        niekoniecznie...
        I nie ma żadnych przeszkód, poza kulturowymi i historycznymi, by uprawiać na
        naszym azjatyckim Wschodzie (czyli na wschód od Łaby) nauki teoretyczne jak
        matematyka, czy fizyka teoretyczna. Do tego nie trzeba dużych pieniędzy.

        • Gość: ksin Re: Co właściwie chciałeś przekazać??? IP: 80.50.5.* 10.03.04, 07:07
          i z tego powodu szlak mnie trafia
          probuja zrownac w Polsce poziom nauczania w dol do EU
          kto im za to placi?
          ma byc duzo taniej sily roboczej
    • inaww Re: Paszkwil na młodych pracowników nauki 09.03.04, 15:55
      Paszkwil? Ależ skąd! To po prostu fotografia. A niech by autor poczytał
      komentarze z różnych forów Wyborczej, albo innych portali to dowiedziałby się
      że nie tylko o Dżyngis Chanie, ale i o sprawach sprzed zaledwie 20 lat
      (szczególnie w dziedzinie kultury, ale i społecznych) dziejących się na naszych
      oczach, mało kto wie więcej niż to co przeczyta w bulwarowych gazetkach, albo
      usłyszy w komentarzach niedouczonych dziennikarzy telewizyjnych. O ortografii
      rodzimego języka gwałconej nagminnie przez zacietrzewionych dyskutantów nawet
      wspominać nie warto. Ale za to o programach komputerowych, a szczególnie jak
      uniknąć płacenia za nie (jak i za wszystko inne) - nawet 12-latkowie mają
      wiedzę niezwykle szeroką. Nie wiadomo - śmiać się czy płakac?
      • Gość: ??? Re: Paszkwil na młodych pracowników nauki IP: *.inter.tuniv.szczecin.pl 09.03.04, 16:59
        Niestety, błąd: 12-latkowie etc. nie mają wiele pojęcia nt. informatyki i
        komputerów. Po prostu przeciętny dziennikarz/obywatel tak mało wie o CS, iż
        umiejętność włączenia PC-ta i obsługi myszki bierze za biegłość w czymś zaiste
        nadzwyczajnym. Brak strachu przed komputerem (bywa u dorosłych) brany jest za
        wiedzę, zdolności i talent... Nic bardziej mylnego!
    • Gość: phizyk_linguista Medice cura te ipsum IP: *.sympatico.ca 09.03.04, 15:59
      Zanim zaczniesz pisac sazniste artykuly na temat stu gram i Stendhala, zajrzyj
      do slownika. Czasownik "dyscyplinowac" po polsku nie istnieje, jest kalka
      dokladnie taka jak "dokladnie".

      A "sto gram" w odniesieniu do wodeczki jak najbardziej poprawne, nie ma nic
      wspolnego z prowincja. Nie tylko w twoim rodzinnym Slawkowie, ale w kazdym
      innym miescie Polski wyrzuca cie za drzwi, jesli zamowisz "sto gramow".

      • Gość: Staszek Mazur Re: Medice cura te ipsum IP: *.gfz-potsdam.de 09.03.04, 16:23
        Paszkwil, jak paszkwil napisany sympatycznie. Natomiast dyskusja jak zawsze gdy
        pada slowo "nauka" jest zdominowana przez frustratow i to niekiedy zlosliwych.
        Koledzy jesli wy naprawde tak myslicie jak piszecie, to jest strasznie.

        Pozdrawiam

        Staszek
        • Gość: ??? Re: Medice cura te ipsum IP: *.inter.tuniv.szczecin.pl 09.03.04, 17:07
          Podstawowy błąd metodologiczny: brak dowodu, że Francuz mówił prawdę! Bo może
          on po prostu /udawał/ iż nie wie... może po prostu Francuzi (i
          inne "cywilizowane" nacje) boją się przyznać do posiadania informacji, które
          wykraczają poza ich "job"? Świadomie/nieświadomie unikają podawania "spisu
          lektur" czy znajomości historii... bo mogłoby to być źle widziane przez np. ich
          szefów? Bo dowodziłoby "marnowania czasu" i "braku zainteresowania obranym
          kierunkiem rozwoju"? To trzeba sprawdzić.
      • Gość: ### humanisci tez nie sa swieci IP: 212.87.3.* 09.03.04, 16:30
        Racja, racja,

        Czekam teraz na artykul jakiegos wybitnego polskiego humanisty ubolewajacego
        nad tym, ze jego koledzy, humanisci, podczas dyskusji o Szekspirze nie potrafia
        z pamieci wyrecytowac drugiej zasady termodynamiki....

        jak symetria to symetria !

        PS. a moze by tak spytac studentow socjologii, ekonomii lub filologii o wojny
        peloponeskie????
      • Gość: piotr Re: Medice cura te ipsum IP: *.hrz.uni / *.hrz.uni-oldenburg.de 09.03.04, 16:34
        Gość portalu: phizyk_linguista napisał(a):

        > Zanim zaczniesz pisac sazniste artykuly na temat stu gram i Stendhala,
        zajrzyj
        > do slownika. Czasownik "dyscyplinowac" po polsku nie istnieje, jest kalka
        > dokladnie taka jak "dokladnie".

        Oj, istnieje, istnieje...
        Wątpiącym polecam sjp.pwn.pl.
      • Gość: gość sto gram IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 11.03.04, 11:01
      • Gość: gość sto IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 11.03.04, 11:03
        Nawet wieszcz Szpotański uświęcił tę frazę:

        "Łyknąwszy sobie trzykroć sto gram
        Bagno wysunął nowy program.
        W tym zaś programu leżał ogrom,
        że to nie program był, a pogrom"

        :)
    • michal25arizona Re: Paszkwil na młodych pracowników nauki 09.03.04, 16:39
      Ciekawy artykul...
      Bardzo podobal mi sie komentarz dotyczacy przyczyn pojscia na demonstracje.
      Lubie szczerosc.
      No ale do rzeczy... Tak sobie mysle, ze nasz wybitny polski chemik troszeczke
      przesadza. Gdzie jest napisane, ze kazdy musi wiedziec kto to byl Dzyngis-
      chan ??? Ja czytajac ten artykul po raz pierwszy zetknalem sie z nazwiskiem
      Stendhal... I co z tego ??? Z tymi gramami to juz jest przesada. Mysle, ze
      prof. Miodek zgodzilby sie, ze powiedzenie 5 gram jest juz na tyle popularne ze
      nie podchodzi to pod blad gramatyczny. Co do strony biernej... Smiac mi sie
      chce. Jestem ciekawy jak pan profesor pisze artykuly do polskich czasopism (czy
      tez moze jak pisal je kiedys). Czy pisal : "Odwazylem 5 gramow substratu.." czy
      tez moze "Moj doktorant odwazyl 5 gramow substratu...". Czy rzeczywiscie pan
      profesor, czy tez jego doktorantsa tutaj podmiotem waznym dla znaczenia tresci
      artykulu ?? Ja smiem twierdzic, ze to wlasnie substrat jest nieco wazniejszy...
      Dlatego tez mysle, ze zastosowanie striny biernej jest jak najbardziej na
      miejscu.
      Co do wiedzy ogolnej. No coz. ja nie slyszalem o Stendhalu. I co z tego ??
      Slyszalem natomiast o zasadach harmonii w muzyce jazzowej. Jestem ciekawy czy
      pan profesor wie wiecej o trytonach, kole kwintowym, dominantach alterowanych
      co ja o Stendhalu... Albo na przyklad o tancu. Czy pan profesor wie co to jest
      Copa w stylu LA salsy, lub cross-body-lead w tymze tancu ??
      No ale pewnie Stendhal jest wazniejszy.
      Bardzo smieszy mnie takie podejscie. Szczegolnie kiedy slysze, ze Amerykanie
      nie wiedza nic o swiecie itd... A czy to obowiazek ??? Czy w jakikolwiek sposob
      pomniejsza to wartosc czlowieka ??? Czy w jakikolwiek sposob nieznajomosc zasad
      harmonii jazzowej wskazuje, ze ktos jest mniej wartosciowy ???
      Nie sadze.
      Pozdrawiam serdecznie z jazzowa-salsowa nutka nadziei, ze pan profesor troche
      wyluzuje...
      • ydorius Re: Paszkwil na młodych pracowników nauki 09.03.04, 17:31

        Droi Michale.
        Nie wiem, czy zwróciłes uwagę na to, iż francuski kolega autora został poddany
        przynajmniej trzem próbom i z żadnej z nich nie wyszedł zwycięsko. Ty nie
        słyszałeś o Stendhalu, ja miałbym problem, by z biegu odpowiedzieć o lata,
        kiedy chan złotej ordy biegał po tym padole. Ale na temat Berlioza i Stendhala
        mógłbym się wypowiedzieć.
        Każdy ma jakieś zainteresowania, kłopot tylko w tym, kiedy zawęża je tylko i
        wyłącznie do jednego tematu. Tylko (i aż) tyle zawarł autor w "paszkwilu".

        m,
        .y.

        ----------------------------------
        What is home without Plumtree's Potted Meat?
        Incomplete.
    • Gość: J. Korekta Re: Paszkwil na młodych pracowników nauki IP: *.nowa-wies.sdi.tpnet.pl 09.03.04, 16:46
      Ja rowniez ubolewam, ze wielu ludzi nie wie, kiedy zyl Dzingiz Chan ale moze za
      to wiedza, ze nie ma juz Zwiazku Radzieckiego, o czym Autor ciekawych uwag o
      dzisiejszych czasach chyba zapomnial.
    • Gość: Frances Re: jaki tam paszkwil! IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 09.03.04, 16:49
      Ja z innej beczki. Chodzi mi o Pańskie "pani Krysiu, sto gram proszę". W ten
      sposób zwraca się w Polsce nie tylko miejscowy pijak w Pańskim rodzinnym
      mieście, ale i Pan - idę o zakład - do jakieś pani, która jest mniej
      utytułowana od Pana lub niższe zajmuje stanowisko. Prosze, niech Pan tylko
      poobserwuje samego siebie. Chodzi mi oczywiście o Polskę. Bo w krajach
      demokratycznych ludzie są albo po imieniu, albo po nazwisku, bez rozróżniania
      na tych, co mają tylko imiona i na tych, co tylko nazwiska, albo (tylko -
      chciałoby się powiedzieć) tytuły.
      • Gość: Andrzej Re: jaki tam paszkwil! IP: *.nll.se 09.03.04, 17:01
        No chyba troche przesadziles! Stosujac ta zasade dedukcji mozna by napisac, ze
        Ty masz 135 cm wzrostu, garba, tysiace pryszcy i wielkie uszy.....Nie mowiac
        juz o Twojej inteligencji.
        Pozdrowienia
        Andrzej
    • Gość: Lykos Czy wykształcenie ogólne jest do czegoś potrzebne IP: 150.254.85.* 09.03.04, 16:50
      Myślę, że opisany stan świadomości młodego pokolenia to wynik upadku nauk
      humanistycznych w szkole średniej. Proces ten trwa ok. 110 lat. Już prof.
      Tadeusz Zieliński, najwybitniejszy polski filolog klasyczny wszechczasów, bolał
      nad upadkiem gimnazjum klasycznego w Cesarstwie Rosyjskim pod koniec XIX wieku
      (był wówczas profesorem Uniwersytetu Petersburskiego). Wprowadzano wówczas
      reformę szkolnictwa polegającą na zmniejszeniu obciążenia wiedzą biednych
      uczniów. Czy coś to Państwu przypomina?

      Prof. Zieliński argumentował, może nieco naiwnie, że w sytuacji, gdy ważnych
      stanowisk jest niewiele, powinni je zajmować ludzie wyselekcjonowani według
      zdolności intelektualnych, a gimnazjum klasyczne jest doskonałym sprawdzianem
      posiadania takich zdolności. Gdy osłabną kryteria intelektualne, będą je
      musiały zastąpić inne: nepotyzm i przekupstwo. Obawiam się co prawda, że takie
      kryteria doskonale sprawdzały się w ówczesnej (a jeszcze bardziej późniejszej)
      Rosji i krajach znajdujących się pod jej wpływem, ale generalnie profesor,
      wychowanek niemieckich uniwersytetów, miał rację.

      Można się zastanawiać, do czego człowiekowi potrzebna wiedza ogólna. Niektórzy
      uważają ją za balast czy nawet przeszkodę w sprawnym działaniu w dobie wąskiej
      specjalizacji. Myślę, że argumenty w dyskusji na ten temat nie są
      bezinteresowne. Ludzie, którzy mają jaką taką wiedzę będą dowodzić, że ich ona
      w wielkim stopniu wzbogaca, że dostarcza nieoczekiwanych skojarzeń i przez to
      sprawia, że mogą być bardziej twórczy od "nieuków". Zwolennicy wąskiej
      specjalizacji będą dowodzić, że koncentracja na tejże specjalizacji umożliwia
      im osiąganie lepszych wyników w swojej dziedzinie, a nawet, że niesposób dziś
      opanować swoją dziedzinę naprawdę dobrze, jeśli się nie odrzuci wszystkiego
      innego (tymczasem ich oponenci będą szeptać coś na temat
      nieuctwa "specjalistów", które próbują pokryć wzniosłą argumentacją).

      Sądzę, że problem jest szerszy i tak naprawdę dotyczy całego systemu wartości.
      Jeżeli ktoś jest z temperamentu technokratą i kosmopolitą, ważne jest dla niego
      szybkie osiągnięcie jakiegoś sukcesu, będzie się starał nie patrzeć na boki,
      tylko pójdzie wąską ścieżką do przodu. Człowiek wychowany w duchu patriotyzmu
      będzie starał się raczej wchłaniać kulturę jako kod tożsamościowy swojego
      narodu, możliwie na tle kultury europejskiej, której częścią chciałby widzieć
      swoją kulturę narodową.

      Nietrudno zgadnąć, że jestem zwolennikiem szerokiej wiedzy. Często na
      niniejszym forum spotykam utyskiwania i zadziwienie, jak niską wiedzę mają
      Amerykaniew na temat np. Polski. Abstrahując od ważności Polski dla Amerykanów,
      jest to niewątpliwie skutek niskiego poziomu szkoły średniej w USA. My powoli
      zbliżamy się do tego standardu. Wiedza ogólna umożliwia m.in. pewną orientację
      w życiu politycznym i gospodarczym, w tym zrozumienie, na kogo sie głosuje i
      dlaczego. Trudniej jest człowiekiem wykształconym manipulować. Głębiej
      uczestniczy w życiu kulturalnym, np. pełniej rozumie film, bo zna realia epoki
      i miejsca akcji.

      Wreszcie rzecz nienajbłahsza: na ogół potrafi lepiej konstruować swoje
      wypowiedzi, robić mniej błędów, dzięki czemu można go lepiej zrozumieć.
      • Gość: bywalec Re: Czy wykształcenie ogólne jest do czegoś potrz IP: *.dipool.highway.telekom.at 09.03.04, 17:00
        c'est dommage cette boitte à Slawkow n'existe plus.
      • Gość: ??? Re: Czy wykształcenie ogólne jest do czegoś potrz IP: *.inter.tuniv.szczecin.pl 09.03.04, 17:20
        Problem źle sformułowany. Bo ludzie mają różne struktury umysłowości, różni są.
        Sedno w tym, że "technokrata" jeżeli chce być intelektualistą _musi_ przejawiać
        ciekawość - a tej właśnie w widoczny sposób brakuje ludziom nie mających
        jakiegokolwiek pojęcia o literaturze, sztuce, geografii czy historii - i to nie
        wiedzy "giminazjalno-książkowej" - ale jakiejkolwiek. Jeżeli ktoś ma "końskie
        okulary" i potrafi tylko to co potrafić (jako specjalista) powinien, to po
        prostu jest to człowiek nudny. To samo tyczy się humanistów - powinni nieco
        orientować się w istnieniu komputerów, fizyki jądrowej, DNA i piątego aksjomatu.
        • Gość: Lykos Re: Czy wykształcenie ogólne jest do czegoś potrz IP: 150.254.85.* 10.03.04, 09:07
          Nie zgadzam się, że wąski specjalista musi być zaraz nudny. Każda pasja wzbudza
          szacunek i sympatię, jeżeli nie jest połączona z nachalnym narzucaniem dyskusji
          na swój temat. Znam kilku ludzi, którzy o swej pasji potrafią mówić bardzo
          interesująco.

          Co nie oznacza, że jestem zwolennikiem wąskiego wykształcenia. Przeciwnie,
          mojemu synowi staram się zaszczepić wszechstronne zainteresowania i mam
          nadzieję, że w jakimś stopniu się to uda.
    • Gość: jac Nasi kochani humaniści IP: 213.17.204.* 09.03.04, 17:37
      Nasi kochani humaniści!!!
      Podobno, jeżeli humanista przykładając gwóźdż łepkiem do ściany, oświadczy, "że
      gwóźdż ten nie pasuje do tej sciany, tylko do tej naprzeciw" to jest normalne.
      Taki humanista jest ciagle bardzo inteligentny i kulturalny.
      Ale kiedy inżynier nie zna ortografii, Mickiewicza, Różewicza, itd, to zwykły
      cham, który powinien się wstydzić, że żyje.

      TAKIE SOBIE RÓŻNE MIARKI. Mnie to nie dziwi. Większość dziennikarzy to
      humaniści. Dla nich wiersze są piękne, a liczby głupie. Niech więc sobie piszą.
      • Gość: J-23 Re: Nasi kochani humaniści IP: 66.147.136.* 09.03.04, 17:58
        Brawo!!!!!!!!!!!!To jest 100% odpowiedz.
      • Gość: sasza Re: Nasi kochani humaniści IP: *.nwn.pl / *.nwn.pl 09.03.04, 18:08
        Dla dziennikarzy nie istnieją liczby tylko cyfry.
      • Gość: Lykos Re: Nasi kochani humaniści i inżynierowie IP: 150.254.85.* 10.03.04, 10:47
        To prawda, ze wielu humanistów wybrało swoją dziedzinę głównie dlatego, że
        miało kłopoty z matematyką w szkole średniej.

        Z drugiej strony w humanistyce czy kulturze rzeczywiście istnieje terror
        polonistów. A wielu z nich ma niewielkie pojęcie o innych dziedzinach
        humanistycznych, nie mówiąc już o naukach ścisłych, przyrodniczych albo
        technicznych.

        A jeżeli chodzi o inżynierów i innych niehumanistów, pewien poziom minimalny
        wiedzy humanistycznej również powinien obowiązywać. A juz na pewno powinno to
        dotyczyć ortografii i gramatyki, gdyż wiąże się z nimi jasność i
        jednoznaczność, a więc ścisłość wypowiedzi.

        W Kanadzie absolwent uniwersytetu zdaje, oprócz egzaminu z własnej dziedziny
        studiów, egzamin z języka angielskiego lub francuskiego. Opowiadał mi kolega,
        który był na stażu w Edmonton, że jedna z jego studentek miała dobre wyniki z
        chemii, ale nie mogła zdać angielskiego. Problem był o tyle istotny, że była to
        samotna matka, która wzięła pożyczkę na studia. Kolega nie wie, jak się sprawa
        skończyła, bo musiał wracać, ale prawdopodobnie dziewczyna nie dostała dyplomu.
    • Gość: og Bardzo mądrze napisane:) IP: *.mok.waw.pl / *.waw.pl 09.03.04, 17:52
      W sumie trochę od czay, ale nie jest to dziennikarka tylko osobisty wywód ale
      bardzo ważny. W Polsce nie jest jeszcze tak źle,ale powoli pragmatyczne
      podejście do nauki wygrywa i już niedługo bedziemy mieli
      naukowców-półinteligentów. trudno,nikt się z nikim nie dogada za 30 lat i nauka
      stanie.
    • michal25arizona Re: Paszkwil na młodych pracowników nauki 09.03.04, 17:56
      Ciekawa jest jedna rzecz. Pan profesor ubolewa nad tym, ze mlodzi pracownicy
      nauki nie maja wiedzy ogolnej. No coz. Mozna sie z tym zgadzac albo i nie. Ja
      akurat nie iem nic o Dzyngis-Chanie i jakos z tym zyje. Mam nawet problemy z
      polskimi krolami no i tez mi to w egzystencji nie przeszkadza. Czy nie pozwala
      mi to na konsumowanie sztuki ?? Nie. Mysle, ze nie ma to nic do rzeczy...
      Zastanawia mnie jednak podejscie humanistow. Jak oglada sie wywiady z polskimi
      aktorami czy piosenkarzami to istnieje tam pewna prawidlowosc. Wszyscy oni,
      wspominajac swoje czasy licealne, mowia ze nie znosili matematyki, fizyki i
      chemii. To jest moze i w porzadku, ale... Mnie sie wydaje ze to pewnego rodzaju
      moda. Kazdy z polskich artystow z DUMA przyznaje, ze ial problemy z mnozeniem i
      dzieleniem. Ciekawe co pan profesor mialby do powiedzenia na ten temat...

      Ja oprocz chemii mam inne pasje, ale niekoniecznie zwiazane z literatura i
      historia. Mysle wiec sobie, ze owe proby, ktorym poddal pan profesor mlodego
      Francuza przeszedlbym rowniez miernie. Ale gdyby byl mowa o filmie, tancu czy
      muzyce (moze niekoniecznie klasycznej) to mysle, ze pan profesor moglby byc
      zaskoczony, a ja pewnie moglbym ubolewac nad niewiedza pana profesora w tych
      dziedzinach (gdyby moje podejscie bylo takie jak jego)...
      pozdrawiam
    • Gość: J-23 Re: Paszkwil na młodych pracowników nauki IP: 66.147.136.* 09.03.04, 18:34
      Tak na chlopski rozum...czy rosyjski i francuski naukowiec rozmawiali na
      wspolny temat jaki ich laczyl,kto wtedy okazal sie lepszy?Dlaczego mamy
      specialistow od roznych dziedzin?Dlaczego mamy hobby?Czasami niejest dobrze
      wiedziec wszystiego po trochu,a raczej dobrze byc dobrym w jednym.Wiedza
      ogolna,polska ortografia i gramatyka nigdy nie pomogla zadnemu Polakowi
      znajdujacemu sie poza granical polski,przeciwnie utrudniala mu tam zycie gdy
      podejmowal dyskusje na tematy literackie,historyczne i podobne.Natomiast zawsze
      byl doceniany gdy byl specjalista w dziedzinie w ktorej zostal przyjety do
      pracy.Co do ortografi i poprawnej polszczyzny pisalem juz kiedys.Forum jest
      poto by wyrazic swoja opinie na "temat" a nie sprawdzaniu kogos bledow
      ortograficznych,wielu "mendrcow polonistycznych" zniszczylo wspaniale mysli,
      przez ortografie."jeszcze 100/200 lat a jezyk polski bedzie jezykiem
      zapomnianym przez wiekszosc natomiast technologia bedzie dalej szla naprzod"
      J-23
    • Gość: B.T., Zabrze Prof. Pron natomiast nie wiedział, że już od.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.04, 18:48
      .. kilkunastu lat jest produkowana na skalę przemysłowa polianilina, i że
      została wynaleziona w koncu XIX wieku. I... sam ostatnio wynalazł polianilinę,
      za co dostał nagrodę polskiego nobla. Ha1 ha! ha! Można pęc ze śmiechu.
    • node Nie paszkwil a zwykla bufonada... 09.03.04, 19:26
      Ci panowie jako naukowcy powinni sobie zdawac sprawe, ze zapewne wiekszosc
      wiadomosci, ktore znaja o Dzyngis-Chanie sa wyssanymi z palca legendami. Jako
      naukowcy powinni wiedziec, ze informacje ktore mamy o dawnej historii sa bardzo
      szczatkowe, niepewne i wiekszosc rzeczy o dawnych czasach, ktorych uczylismy
      sie na historii w szkole to w najlepszym przypadku jakies subiektywne relacje
      czy wspolczesne interpretacje. Dla mnie nauka (wiedza) to nie wyoczone
      etykietki, a swiadomosc mechanizmow i ograniczen posiadanej wiedzy.

      W swietle tego, sadze, ze ich wiedza o Dzyngis-Chanie jest mniej-wiecej tyle
      warta co moja wiedza np. o Gwiezdnych Wojnach
      • Gość: Goldie Re: Nie paszkwil a zwykla bufonada... IP: *.dickensa.waw.pl / *.crowley.pl 10.03.04, 00:39
        Pieprzysz waść. Kto jak kto, ale akurat Temudżyn, zw. Dżyngis chanem zostawił
        po sobie niezatarte wspomnienia w licznych kronikach - zarówno chińskich, jak i
        europejskich - i wiemy o nim dużo. To już XIII wiek, nie czasy archeologiczne.
        Jego dwór w Karakorum przyciągał naukowców, mnichów nestoriańskich, u jego
        wnuka - Kubilaja, na dworze w Pekinie, przez kilkanaście lat mieszkał Marco
        Polo.
        Żal mi ciebie, jeżeli wszystko, czego cie na historii w szkole nauczono
        to "tylko" subiektywne relacje czy współczesne interpretacje. Taki sam zarzut
        można skierować przeciwko jakiejkolwiek wiedzy o świecie - przecież o np.
        przebiegu ostatnich wyborów prezydenckich w USA też wiesz jedynie
        z "subiektywnych relacji" dziennikarzy - korespondentów i "współczesnych
        interpretacji" krajowych komentatorów.
        • wroc1 Marco Polo 10.03.04, 10:13
          > wnuka - Kubilaja, na dworze w Pekinie, przez kilkanaście lat mieszkał Marco
          > Polo.

          Ponoć Marco Polo nigdy nie był w Chinach według nowych badań...
        • Gość: Lykos Podręczniki narzucają interpretację historii IP: 150.254.85.* 10.03.04, 10:19
          Oczywiście, Dżyngis Chan to postac historyczna i wiadomo o nim sporo. Ale node
          ma o tyle rację, że znaczna większość ludzi, którzy uczyli się historii z
          podręczników do szkoły średniej, nie zdaje sobie sprawy z kuchni historycznej:
          nie wie, że dla wielu epok czy ważnych problemów mamy bardzo skąpe źródła,
          które dopuszczają bardzo różne interpretacje. W historii istnieje wiele epok
          ciemnych, które różni badacze interpretują w na tyle różne sposoby, że ich
          chronologie różnią się o dziesiątki, a nawet sto kilkadziesiąt lat, jeśli
          chodzi o dzieje najdawniejsze, np. początki państwa egipskiego czy okres
          sumeryjski.

          Dotyczy to nie tylko starożytności. Początki państwa polskiego nastręczają
          wiele trudności interpretacyjnych. Wiemy np. kiedy odbył się chrzest Mieszka,
          jego drużyny i dworu z dokładnością do prawdopodobnej daty dziennej (wówczas
          chrzest dorosłych miał miejsce z reguły w Wielką Sobotę), ale nie znamy
          miejsca, a kolejne odkrycia archeologiczne prowokują do nowych interpretacji,
          niekoniecznie lepszych od poprzednich. Niewiele wiemy o kolejności jednoczenia
          ziem polskich, np. większość badaczy przyjmuje, że Kraków został włączony do
          monarchii piastowskiej około roku 990, ale St. Kętrzyński podaje ważne
          argumenty na rzecz już ok. roku 905, gdy rozpadało się Państwo Wielkomorawskie.
          Nie wiemy, kiedy włączono Mazowsze. Może w IX wieku, a może tuż przed chrztem.
          Nie wiemy, kiedy utraciliśmy pierwszy raz Pomorze (między rokiem 1000 a 1007?
          po śmierci Chrobrego?) i czy dotyczyło to tylko Pomorza Zachodniego, czy także
          Wschodniego. Różnie interpretuje się szczegóły podziału Polski w wyniku
          testamentu Bolesława Krzywoustego (przede wszystkim zasięg dzielnicy
          senioralnej). To tylko kilka przykładów, które mi się tu nasuwają.

          Kilkanaście lat temu ukazała się książka (nie pamiętam niestety autora) o
          Polsce Piastów, której autor proponował zupełnie inną wizję początków państwa
          polskiego od powszechnie przyjętej, która w zasadzie nie jest sprzeczna z
          zachowanymi danymi źródłowymi. Choć tej propozycji nie akceptuję, wzbudziła ona
          mój szacunek.

          Wydaje mi się, że podręczniki nie powinny narzucać jedynie słusznej
          interpretacji, powinny chociaż drobnym drukiem informować, co ma oparcie w
          źródłach, a co jest tylko efektem dedukcji czy luźną hipotezą.
    • Gość: maruda Re: Paszkwil na młodych pracowników nauki IP: *.gdynia.mm.pl 09.03.04, 20:25

      Dobry artykuł.

    • rudy102_t_34_85 INNE CZASY,INNE OBYCZAJE... 09.03.04, 21:54
      Jeszcze niedawno bycie "człowiekiem nauki" było swego rodzaju
      nobilitacją.Uczony to był jakiś nadprzyrodzony mag,wielki umysł ogarniający
      całą potęgę wiedzy i dokonujący na niej twórczych eksperymentów myślowych.Taki
      model renesansowego "virtuosi" nie przystaje jednak do realiów naszej epoki
      gdy "przybór wiedzy druzgocze naukę na miazgę specjalizacjii"(jak to zgrabnie
      ujął Stanisław Lem).Tylko super-inteligentne jednostki są w stanie
      pojąć,zrozumieć i samodzielnie wykorzystać to całe bogactwo.Ilu jest
      takich...jakieś 2 tysiące w skali...GLOBU! Zdecydowana większość to
      rzemieślnicy,wąsko specjalizowani funkcjonujący jak mrówki czy termity które
      dzielą się na kasty i tylko w zbiorowym współdziałaniu mogą sprawnie
      funkcjonować.Termit-wojownik wykonuje swoją funkcję sprawnie i nie potrzebuje
      wiedzy o niańczeniu poczwarek a z kolei termit-robotnik nie potrzebuje znać się
      na wojaczce.Wzajemnie łączą swoje specjalizacje,jeden wspiera słabą stronę
      drugiego i tylko jako wysiłek anonimowej zbiorowości termitiera funkcjonuje
      jako sprawny organizm.Światowa nauka zaczyna właśnie taką termitierę
      przypominać ale...termity choć wąsko specjalizowane,mają doskonale zrozumiały i
      uniwersalny język złożony z zapachów i gestów.Naukowcom zaczyna takiego języka
      brakować...Niech spotka się kosmolog z Niemiec z biologiem molekularnym z
      Chin.Cóż z tego że obaj znają "perfect" angielski,skoro na płaszczyżnie
      fachowego żargonu i terminologii zwyczajnie się nie zrozumieją!!!Oczywiście
      mogą przejść na język potoczny ale za jego pomocą można tylko złożone problemy
      przybliżyć a nie dokładnie wyjaśnić.Tak więc stopniowo będą rozwierać się
      nożyce pomiędzy wiedzą zbieraną z rożnych specjalizacjii a możliwością wymiany
      zrozumiałej informacjii pomiędzy poszczególnymi grupami specjalistów...Jest to
      szkodliwe,bo(jak dowodzi praktyka) większość przełomowych odkryć i wynalazków
      dokonano przez umiejętną kompilację wiedzy z bardzo nieraz odległych żródeł.Być
      może rozwiązaniem byłaby...nowa specjalizacja a mianowicie NAUKOWIEC TŁUMACZ
      posiadający bardziej ogólną ale możliwie szeroką wiedzę z różnych dziedzin
      pełniący wyłącznie rolę pośrednika w wymianie informacjii..?
      • Gość: marcin_lodz Re: INNE CZASY,INNE OBYCZAJE... IP: *.toya.net.pl 10.03.04, 07:46
        Naukowiec tłumacz- gdyby istniał i ogarniał wiele dziedziń, to byłby magiem
        takim jak Newton:))))))))))))))
        Użalamy się nad tym, że doktoranci, młodzi naukowcy mają niewielką pozafachową
        wiedzę...ale to zdaje się ogólnoswiatowa tendencja w produkcji uczonych
        tempaków, nie umiejących powiedzieć nic sensownego poza tematyką swoich
        badań...po prostu jeszcze jeden rodzaj wykfalifikowanej siły roboczej- bardzo
        elitarnej, wąskiej, potrzebnej (sic!), ale w niwielkim stopnoiu różniącej się
        od innych grup zwodowych...
        bo my przywykliśmy do tego, że naukowiec ma prócz fachowości
        reprezentować "ogólną" kulturę, ogładę, dojrzałe perspetywiczne myślenie - ale
        to nie na dzisiejszy świat:)) niestety...na moim wydziale poza fachową
        literaturą niewiele osób czyta cokolwiek (!) a najwięcej czytaja (spoza) ci
        którzy są naukowo najbardziej aktywni (wydzial jest ścisły)..troche to
        dramat..ale cóż....ja swoich doktorantów nie próbuję nawet pytać czy cokolwiek
        czytaja "innego"....boję się po prostu utraty reszty złudzeń:)
        Marcin (34l.)
        • wroc1 Re: INNE CZASY,INNE OBYCZAJE... 10.03.04, 10:28
          Gość portalu: marcin_lodz napisał(a):

          > Naukowiec tłumacz- gdyby istniał i ogarniał wiele dziedziń, to byłby magiem
          > takim jak Newton:))))))))))))))

          Czasami jest dobrze o czymś nie wiedzieć. Ile czasu minęło od Arystotelesa do Galileusza? Wieczność. Pierszy twierdził, że jak na poruszające się ciało przestają działać siły to ciało to się zatrzymuje. Galileusz stwierdził coś przeciwnego. Newton opisał to formalizmem matematycznym. Trwało to tak długo, bo tezy Arystotelesa były tak zakorzenione w umysłach uwczesnych ludzi, że potrzeba było Galileusza by móc to przełamać.
          Więcej popuralnym językiem można znaleźć w 'Ewolucji Fizyki' Einsteina i Infelda www.wiw.pl/fizyka/ewolucja/ - Polecam
    • Gość: B.T., Zabrze Nie podniecajcie się tym, że Pron spotkał jakichś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.04, 11:04
      ... nieuków. Jak chcecie wiedzieć co potrafią Francuzi i inni, których tu
      szkalujecie to popatrzcie dookoła co Francuzi robią i potrafią robić a co Wy
      (Polacy)? Śmiechu warte. A już najgenialniejszy jest sam profesor Pron.
      Zaptajcie Prona co On potrafi; czy np. zarobił jakiś grosz do budżetu państwa
      (no z wyjątkiem produkcji bezrobotnych absolwentów). Jedno jet pewne,
      absolwenci Prona jedynie mogą u tych "głupich" Zachodniaków (mieszkańcy
      Zachodniej Europy) co to nic nie wiedzą, zmywać garniki w barach, kosić trawę
      (po krótkim szkoleniu) w ogródku i wynosić śmiecie.
      Chyba, że ktoś zostaje w kraju to chowa dyplom, idzie na szkolenie, rodzina
      wydaje ostwnie grosze na to szkolenie i absolwent gotów jest np. do pracy w
      fabryce "głupiego" Zachodniaka.


      • Gość: Piotr, Zabrze Re: Nie podniecajcie się tym, że Pron spotkał jak IP: *.cchp-pan.zabrze.pl 11.03.04, 11:43
        Wszystkim krytykom publikacji profesora Pronia Lepper kazal sie nisko klaniac.
        Gratuluje!
        • Gość: B.T., Zabrze Marsz. Lepper,jako dobry gospodarz byłby ciekaw... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.04, 14:51
          ... komu te publikacje profesora Pronia są potrzebne i ile te publikacje
          kosztują podatników? Widzę, że znasz sprawę więc proszę o odpowiedź.
          Dowiedziałem się, że prof dr hab. Adam Proń tylko w latach 1995 do 1998 dostał
          od podatników, poprzez KBN, 200 tysiecy złotych w gotówce na badania. Prace
          Pronia musiały być znaczące i genialne bo przecież otrzymał z Fundacji Nauki
          Polskiej polskiego nobla (sic!). Kiedy i w jakiej formie te pieniądze będą
          zwrócone podatnikom? A minęło już 6 lat.

          Z poważaniem
          dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
          • wroc1 prof. Buzek 12.03.04, 10:12
            Grant to nie pieniądze do kieszeni. W wiekszości są przeznaczane na odczynniki, materiały i aparaturę.

            Zastanawia mnie jednak prof. Buzek. Szukałem i jakoś nie mogę się doszukać publikacji naukowych tego profesora. A przecież musiał mieć jakieś skoro jest profesorem chemii. Może ktoś wie co ów profesor stworzył?
            • Gość: B.T., Zabrze Wiziałem pracę doktorską Buzka i też szukałem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.04, 23:41
              Praca doktorska nie była z chemii tylko z energetyki. Przeglądałem publikowane
              życiorysy zawodowe Buzka mogłem jedynie dowiedzieć się że... "pracował nad..."
              Nie znalazłem co mu z tej "pracy nad..." wyszło. Podkreślano jednak, że
              pracował nad... katalizatorem do dopalania gazów wydechowych z silników. Ale
              nad tym zagadnieniem pracowała cała Polska, z żadnym skutkiem. Najbliższy celu
              był ICSO "Blachownia". Zaczynali badania już w końcu lat 60'. Wdrożyli do
              produkcji katalizatory i aparaturę.

              Podaje się sprzeczne daty uzyskania tytułu profesora. Najprawdopodobniej tytuł
              ten otrzymał oczekując na stanowisko premiera. Krzaklewski, doktorant Buzka,
              wyznaczył Go na premiera ale z ogłoszeniem czekał prawdopodobnie do nadania mu
              tytułu profesora.

              W PAN-ie gdzie pracował zajmowali sie obliczeniami reaktorów. To była dobra
              fucha bo w wyniku obliczeń można było zwiększyć produkcje czegoś np. o 2 %.
              Oczywiście te procenty to błąd statystyczny, ale forsę można było wyciągać. Te
              obliczane reaktory to graty powiązane drutami i kołkowane w miejscach dziur,
              ale obliczenia były na ładnym papierze.

              Pozdrawiam
    • jajaworski Paszkwil na młodych pracowników nauki tobzdura 18.03.04, 13:04
      Ja jestem trzydziestokilkuletnim pracownikiem nauki i to nauk scislych.
      Slyszalem o Berliozie i Dżyngiz-chanie. Moi koledzy z Polski i innych krajow
      tez o nich slyszeli. Wkurzaja mnie tacy goscie jak autor powyzszego artykulu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka