Dodaj do ulubionych

Nauka a wiara

    • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.e-loko.pl 23.05.04, 21:47
      Prawdziwy naukowiec nie moze wierzyc w Boga, bo jak uwierzy w jedno (Boga),
      to pozniej logicznie powinien uwierzyc i w krasnoludki, i w tzw. niepokalane
      poczecie, wniebowstapienie zywcem itp. bujdy... :(
      Wniosek: prawdziwy naukowiec musi byc ateista, bowiem nauka nic nie przyjmuje
      na slepa wiare, a nie da sie oddzielic "prywatnej" (religijnej) i "oficjalnej"
      (racjonalnej, a wiec areligijnej) osobowosci naukowca, bo to grozi rozpadem
      osobowosci na tle wewnetrznych konfliktow miedzy racjonalnym, naukowym
      elementem, a religijnym, nieracjonalnym elementem tejze osobowosci!
      A wiec kazdy naukowiec, ktory deklaruje wiare, to zwykly szarlatan... :(
      • Gość: marta Re: Nauka a wiara IP: *.psych.uw.edu.pl / *.psych.uw.edu.pl 27.05.04, 12:28
        Drogi Kaganie!
        wydaje mi sie, ze jestes osoba, ktora moze mi pomoc;-) chodzi o osobowosc
        wieloraka - nie, nie widze u siebie objawow, ale pisze prace na ten temat, a
        pomoc kompetentnego specjalisty baardzo mi pomoze, wiec jesli jestes osoba,
        ktora chetnie sie dzieli swoja wiedza to blagam o adres - w mailu opowiem Ci
        moja historie ;-) (moj: fiona1310@wp.pl)
        • reichman Re: Nauka a wiara 27.05.04, 13:49
          Gość portalu: marta napisał(a):
          Drogi Kaganie!
          wydaje mi sie, ze jestes osoba, ktora moze mi pomoc;-) chodzi o osobowosc
          wieloraka - nie, nie widze u siebie objawow, ale pisze prace na ten temat, a
          pomoc kompetentnego specjalisty baardzo mi pomoze, wiec jesli jestes osoba,
          ktora chetnie sie dzieli swoja wiedza to blagam o adres - w mailu opowiem Ci
          moja historie ;-) (moj: fiona1310@wp.pl)
          K: Mam nadzieje, ze jest to post na serio: odpwiem wiec majlem, ale na poczatek:
          1. Nie nalezy mylic wielorakiej osobowosci (multiple personality) ze
          schizofrenia: to sa rozne "jednostki chorobowe", choc czasem chodza ze soba w
          parze.
          2. Schizofrenia, ktora jest praktycznie tym samym co autyzm, to zaburzenie w
          postrzeganiu swiata, najczesciej po jakis ciezkich przezyciach psychicznych
          (np. strata pracy, rozwod, emigracja, smierc kogos bliskiego), ale tez i na
          skutek uszkodzenia fizycznego (wypadek, nieudany porod, nieprawidlowy ptrzebieg
          ciazy itp.). Schizofrenia czesto ma podloze lub objawy religijne: wiekszosc
          swietych i mistykow byla schizofrenikami, ale byli nimi tez wybitni artysci
          (Van Gogh) czy naukowcy (Kantor). Widzenie swietych to typowy objaw
          schizofrenii...
          3. Wielokrotna osobowosc to zas "choroba", co do ktorej sa powazne watpliwosci,
          czy ona aby istnieje - takie jest przynajmniej zdanie wielu psychologow i
          psychiatrow. Polecam lekture pism psychiatrycznych i psychologicznych w dobrej
          bibliotece naukowej, a pozniej szukanie na Internecie. Chodzi tu glownie o to,
          ze wielokrotna osobowosc jest latwiej symulowac niz schizofrenie, bo nie kazdy
          wytrzyma miesiac bez mycia aby wygladac i smierdziec jak prawdziwy
          schizofrenik, ale kazdy z przecietnymi nawet uzdolnieniami aktorskimi jest w
          stanie odegrac kilka osobowosci przed lekarzem czy psychoanalitykiem...
          Pozdr.
          Kagan
    • reichman Re: Nauka a wiara 24.05.04, 18:24
      Nie dadza sie pogodzic, bo nauka wciaz szuka coraz to lepszych rozwiazan, zas
      religia ma je juz gotowe a niezmienne, jak za czasow przyslowiowego Krola
      Cwieczka... ;)
    • reichman Re: Nauka a wiara 24.05.04, 18:43
      Zauwazcie tez, ze jedynym dowodem na istnienie boga, jaki zostal teologom jest
      dowod tzw. pierwszego motoru (ks. prof. Kowalczyk "Zarys ideologii
      chrzescijanskiej"), ktory to "dowod" zostal jednak dosc dawno temu zdecydowanie
      obalony przez wspolczesna fizyke kwantowa, ktora dopuszczala od dawna creatio
      ex nihilo w skali mikro, a obecnie dopuszcza tez i w skali makro... ;(
      • rajchman Re: Nauka a wiara 27.05.04, 11:22
        ;)
      • rajchman Re: Nauka a wiara 27.05.04, 11:22
        ;)
        • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.e-loko.pl 28.05.04, 22:19
          Widze, ze religiantom zabraklo argumentow... ;)
          • Gość: kbb Re: Nauka a wiara IP: *.icpnet.pl 29.05.04, 01:41
            pewnie pojechali juz na lednice
            • rajchman Re: Nauka a wiara 31.05.04, 15:05
              Gość portalu: kbb napisał(a): pewnie pojechali juz na lednice
              K: Dac sie zlapac rybakom spod znaku krzyza... :(
    • Gość: dziki Re: Nauka a wiara IP: *.dyn.optonline.net 29.05.04, 05:20

      Prawdziwy naukowiec musi Wierzyc w to co robi,ze jego
      model,teoria,cokolwiek jest prawdziwa,i dlatego ja rozwija.
      Gdyby nie wierzyl w niego (nia) nie wzialby olowka do reki
      ani na sekunde,zapewniam Cie!
      A zatem nauka to kwestia wiary,i to tej samej i w to samo co Bog!
      Bo wiaze sie to z roznymi emocjami i przezyciami,ktore towarzysza
      rozwiazywaniu danego problemu (rownania),i jest rownoznaczne z wiara
      w Boga.Jezeli tego nie rozumiesz,to znaczy ze nie jestes naukowcem,
      i nigdy nie miales do czynienia z problemem naukowym,ktory musialbys
      rozwiazywac.

      pozdr.

      dziki,:)
      • rajchman Re: Nauka a wiara 31.05.04, 15:04
        Gość portalu: dziki napisał(a):
        Prawdziwy naukowiec musi Wierzyc w to co robi,ze jego
        model,teoria,cokolwiek jest prawdziwa,i dlatego ja rozwija.
        Gdyby nie wierzyl w niego (nia) nie wzialby olowka do reki
        ani na sekunde,zapewniam Cie!
        A zatem nauka to kwestia wiary,i to tej samej i w to samo co Bog!
        K: A u cieie sa powazne problemy z logika:
        Mylisz 2 znaczenia slowa "wierzyc": wiare racjonalna w sukces, np. sportowca
        biegajacego 100 m regularnie w czasie ponizej 10 sek. na wejscie do finalu
        olimpijskiego z nieracjonalna wiara w bogi, bozki i boginie...
        Stad wiare w znaczeniu potocznym, a racjonalnym mylisz z wiara religijna, czyli
        nielogiczna (credo quia absurdum) i nieracjonalna... :(

        - Bo wiaze sie to z roznymi emocjami i przezyciami,ktore towarzysza
        rozwiazywaniu danego problemu (rownania),i jest rownoznaczne z wiara
        w Boga.Jezeli tego nie rozumiesz,to znaczy ze nie jestes naukowcem,
        i nigdy nie miales do czynienia z problemem naukowym,ktory musialbys
        rozwiazywac.
        K: Znow zadziwiajaca logika: zycie psychiczne mieszasz z wiara religijna, ktora
        jest owego zycia zboczeniem, aberacja i choroba... :(

        • midar1 Re: Nauka a wiara 31.05.04, 20:08
          rajchman napisała:

          > K: Znow zadziwiajaca logika: zycie psychiczne mieszasz z wiara religijna,
          >ktora jest owego zycia zboczeniem, aberacja i choroba... :(
          >
          To dość swobodne (i bardzo wątpliwe) założenia, ale podane tak, jak by były
          prawdami ostatecznymi :(
          A tak nawiasem, gdyby zdyskredytować wszystkich uczonych, którzy wierzyli w
          bogów, czy jakiegoś boga, to pozostałaby nam tylko licha garstka autorytetów
          pod wodzą niejakiego Władimira Illicza.
          • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 01.06.04, 19:07
            rajchman napisała: K: Znow zadziwiajaca logika: zycie psychiczne mieszasz z
            wiara religijna, ktora jest owego zycia zboczeniem, aberacja i choroba... :(
            midar1 napisał: To dość swobodne (i bardzo wątpliwe) założenia, ale podane tak,
            jak by były prawdami ostatecznymi :(
            K: Bowiem sa, taka jest obiektywna prawda, potwierdzona empirycznie, choc wiem,
            ze jej nie lubisz... :(

            - A tak nawiasem, gdyby zdyskredytować wszystkich uczonych, którzy wierzyli w
            bogów, czy jakiegoś boga, to pozostałaby nam tylko licha garstka autorytetów
            pod wodzą niejakiego Władimira Illicza.
            K: Lenin byl wybitnym politykiem i politologiem, co przyznaja tez i na
            zachodzie - zajrzyj do powaznego, angoielskojezycznego podrecznika
            politologii...
            A co do uczonych... Slyszales moze o Demokrycie, Kancie, Nietzschem,
            Schopenhauerze, Bertrandzie Russellu, czy naszym swojskim Kotarbinskim? Zaden z
            nich nie byl komuchem, a byli oni albo ateistami, albo tez agnostykami...




            • Gość: dziki Re: Nauka a wiara IP: *.dyn.optonline.net 02.06.04, 04:39

              Chyba nie rozumiemy sie tutaj za bardzo.
              No,coz kazdy widzi swiat takim na jaki go widzenie stac.
              Ci zas uczeni,ktorych wymieniles to ludzie gleboko wierzacy!
              Np.niejaki Nietzsche byl clowiekiem wierzacym,dlatego tez tak
              ostro pokazywal ludzka oblude wierzenia w Boga;podobnie Schopenchauer,
              byl takim,co wiecej rozwinal on podstawy wspolczesnej teologii,
              gdzie wola jest istota istnienia,poprzez jej brak czlowiek musi cierpiec.
              I innii...
              Wiara trzymala tych ludzi przy zyciu,i to niestety,ale wiara w Boga!!!
              byc moze nie w jakas religie konkretna,ale napewno w Boga!!!!
              Ludzie oprocz tego ze sa komuchami,ateistami,agnostykami,to moga rowniez
              byc czyms wiecej,ale aby to zrozumiec potrzeba umyslu filozoficznego, a nie
              przecietnego "zjadacza chleba",nie ujmujac Twojej wielkosci.

              :(
              • midar1 Re: Nauka a wiara 02.06.04, 17:05
                W tę wiarę Nietzschego, to ja nie bardz wierzę (oczywiście jeśli mówimy o nim
                na dojrzałym etapie życia, a przed rozwinięciem się choroby umysłowej). W końcu
                to on kazał Zarathustrze zdziwić się: byłożby możliwe, że ten stary święty w
                swojej samotni nie słyszał o tym że Pan Bóg umarł? (cytuję z pamięci, więc
                mogłem odrobinę pokręcić, ale nie główny sens). Tyle, że garstka nazwisk
                wymienionych przez Kagana nie znaczy nic, bo można jej przeciwstawić tak
                dłuuugachną litanię osób, które w Boga wierzyły i u których wiara podsycała
                ciekawość poznawczą, że te parę wyjątków straci jakiekolwiek znaczenie. Nie
                chce mi się tu za wiele klikać, ale przywołajmy dla przykładu takie filary
                nauki jak Kopernik, Newton, Darwin, Linneusz, Mendel, Einstein...
                Swoją drogą historia rozwoju nauki dowodzi, że nie jest to rozwój liniowy,
                jednokierunkowy, prosty, więc zakładanie sobie wąskich klap na oczy w nauce nie
                popłaca. Na przykład teoria Demokryta w czasach Daltona była jawnie naiwna i
                łatwo ją było wyśmiać. A jednak był to pewien model pojęciowy, który okazał się
                przydatny w świetle najnowszych odkryć. Podobnie pojęcie względności czasu, a
                nawet początku świata w postaci wielkiego wybuchu i masa innych bardziej
                prowizorycznie pojęć przymierzanych czasem przez fizyków kiełkowały zapewne na
                grunice przygotowanym przez wierzenia religijne. Również fakt, że mamy zwykle
                dość zbliżone wyobrażenia na temat dobra, sprawiedliwości, szczęścia jest w
                dużej mierze wynikiem wspólnego dziedzictwa kulturowego, w którym religia
                odgrywała ogromną rolę. Dziś jej znaczenie pewnie się trochę zmniejsza, ale to
                nie powód by zaperzać się na wzór Kagana i z pogardą mówić o ludziach, którym
                ludzkość zawdzięcza 95% (zgaduję, lecz pewnie rozsądnie) swojego dorobku. Co
                zaś tyczy się filozoficznego dorobku Lenina, to przypuszczam, że za kilkanaście
                lat będzie o nim pamiętać tylko Kagan i garstka podobnie nawiedzonych,
                obojętnie tu, czy na Zachodzie.
                Midar
                • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.04, 21:49
                  midar1 napisał: W tę wiarę Nietzschego, to ja nie bardz wierzę (oczywiście
                  jeśli mówimy o nim na dojrzałym etapie życia, a przed rozwinięciem się choroby
                  umysłowej). W końcu to on kazał Zarathustrze zdziwić się: byłożby możliwe, że
                  ten stary święty w swojej samotni nie słyszał o tym że Pan Bóg umarł? (cytuję z
                  pamięci, więc mogłem odrobinę pokręcić, ale nie główny sens). Tyle, że garstka
                  nazwisk wymienionych przez Kagana nie znaczy nic, bo można jej przeciwstawić
                  tak dłuuugachną litanię osób, które w Boga wierzyły i u których wiara podsycała
                  ciekawość poznawczą, że te parę wyjątków straci jakiekolwiek znaczenie.
                  K: Po prostu wiekszosc ludzi ma inteligencje w okolicy 100, stad jest podatna
                  na zabobony i tzw. opinie wiekszosci. Ale w nauce opinia wiekszosci to marny
                  dowod na prawdziwosc danej hipotezy. Chodzilo mi tylko o to, ze ateista to
                  niekoniecznie od razu komunista i ze wsrod naukowcow jest wiecej niedowiarkow
                  niz w wsrod reszty populacji...

                  - Nie chce mi się tu za wiele klikać, ale przywołajmy dla przykładu takie
                  filary nauki jak Kopernik, Newton, Darwin, Linneusz, Mendel, Einstein...
                  K: Kopernik wierzyl? Owszem, byl kanonikiem, ale wtedy nauka byla mozliwa tylko
                  wsrod duchowienstwa, jak sie nie bylo arystokrata. Newtom drugie pol zycia
                  spedzil na studia biblijne, ktore nic mu nie daly. Einsteinowi wiara w boga
                  przeszkodzila w zaakceptowaniu mechaniki kwantowej. Darwina przeklinaja i
                  zakazuja ortodoksyjni religianci, np. w USA. Itp. itd.

                  - Swoją drogą historia rozwoju nauki dowodzi, że nie jest to rozwój liniowy,
                  jednokierunkowy, prosty, więc zakładanie sobie wąskich klap na oczy w nauce nie
                  popłaca. Na przykład teoria Demokryta w czasach Daltona była jawnie naiwna i
                  łatwo ją było wyśmiać. A jednak był to pewien model pojęciowy, który okazał się
                  przydatny w świetle najnowszych odkryć. Podobnie pojęcie względności czasu, a
                  nawet początku świata w postaci wielkiego wybuchu i masa innych bardziej
                  prowizorycznie pojęć przymierzanych czasem przez fizyków kiełkowały zapewne na
                  grunice przygotowanym przez wierzenia religijne.
                  K: Przypadkowa zgodnosc niektorych doktryn religijnych z nauka niczego nie
                  dowodzi, bo jest, po prostu, przypadkowa...

                  - Również fakt, że mamy zwykle dość zbliżone wyobrażenia na temat dobra,
                  sprawiedliwości, szczęścia jest w dużej mierze wynikiem wspólnego dziedzictwa
                  kulturowego, w którym religia odgrywała ogromną rolę.
                  K: Ale glownie negatywna, np. spalenie biblioteki w Aleksandrii, Kopernik na
                  indexie, Galileusz przed "Sw." Inkwizycja, G. Bruno na stosie, Darwinizm
                  zakazany w niektorych stanach USA... :(

                  - Dziś jej znaczenie pewnie się trochę zmniejsza, ale to nie powód by zaperzać
                  się na wzór Kagana i z pogardą mówić o ludziach, którym ludzkość zawdzięcza 95%
                  (zgaduję, lecz pewnie rozsądnie) swojego dorobku.
                  K: W tym zamilowanie do wojen, zabijania itp. ;(

                  - Co zaś tyczy się filozoficznego dorobku Lenina, to przypuszczam, że za
                  kilkanaście lat będzie o nim pamiętać tylko Kagan i garstka podobnie
                  nawiedzonych, obojętnie tu, czy na Zachodzie.
                  K: Typowe wishful thinking, szczegolnie ze Che Guevara jest obecnie idolem
                  numero uno na zchodnich uniwerkach...
                  • midar1 Re: Nauka a wiara 04.06.04, 17:13
                    Kaganie,
                    broniąc twierdzenia, dowodząc jego prawdziwości, trzeba określić zakres jego
                    obowiązywania (podać wszystkie wyjątki). Żeby natomiast je obalić wystarczy
                    podać choćby jeden wyjątek.
                    W takim razie skoro uważasz, że żaden porządny naukowiec nie może wierzyć w
                    Boga, to powinieneś od razu sam zastrzec, że twierdzenie to stoi w sprzeczności
                    z następującymi faktami (tu lista dziewięćdziesięciu paru procent
                    najwybitniejszych twórców w historii nauki) albo zgodzić się z tym, że inni Ci
                    podsuną dowolnie wybrany fragment tej listy i tym samym wykażą, że Twoje
                    wnioskowanie było błędne (co właśnie uczyniłem). Nawet jeśli któryś z podanych
                    przeze mnie przykładów okazałby się niezbyt dobrze dobrany, to nie zmieni to
                    ogólnego rozumowania i ważności wniosku zgodnie z najbardziej podstawowymi
                    zasadami logiki (zmiana kwantyfikatora "dla każdego" na "istnieje" w przypadku
                    przeczenia). Mimo to, wartość reklamacji, które zgłaszasz do podanych przeze
                    mnie przykładów jest śmieszna - uważasz, że Einsteinowi wiara w czymś
                    przeszkodziła. Chcesz żebym uznał, że z tego powodu z Einsteina nie był żaden
                    uczony, w przeciwieństwie do takiego boga filozofii jak Che Guevara?
                    A że na Darwina krzywią się różni ludzie z powodów religijnych - czego to ma
                    niby dowodzić - że nie wierzył w Boga, czy że jego wkład w naukę był nic nie
                    wart?
                    Twoje próby uogólnienia i wyważenia wpływu religii na dorobek kulturowy
                    ludzkości dowodzą jedynie, że ateizm (będący jak rozumiem Twoim światopoglądem)
                    nie daje żadnej gwarancji rozsądnego, rozważnego czy obiektywnego spojrzenia na
                    świat. Wygląda na to że w imię walki z jednymi zabobonami, propagujesz inne,
                    własne. Przy okazji dowaliłeś zresztą i agnostykom, bo jeśli Ty z tak doskonałą
                    jasnością widzisz, że żadnego boga nie ma, to czemu tamci "ślepcy" :) skłaniają
                    się ku wyznaniu Sokratesa ("wiem że nic nie wiem")?
                    Z poważ.,
                    Dar
                    • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: 195.187.12.* 05.06.04, 15:31
                      midar1 napisał: Kaganie, broniąc twierdzenia, dowodząc jego prawdziwości,
                      trzeba określić zakres jego obowiązywania (podać wszystkie wyjątki). Żeby
                      natomiast je obalić wystarczy podać choćby jeden wyjątek.
                      K: OK.

                      - W takim razie skoro uważasz, że żaden porządny naukowiec nie może wierzyć w
                      Boga, to powinieneś od razu sam zastrzec, że twierdzenie to stoi w sprzeczności
                      z następującymi faktami (tu lista dziewięćdziesięciu paru procent
                      wybitniejszych twórców w historii nauki) albo zgodzić się z tym, że inni Ci
                      podsuną dowolnie wybrany fragment tej listy i tym samym wykażą, że Twoje
                      wnioskowanie było błędne (co właśnie uczyniłem). Nawet jeśli któryś z podanych
                      przeze mnie przykładów okazałby się niezbyt dobrze dobrany, to nie zmieni to
                      ogólnego rozumowania i ważności wniosku zgodnie z najbardziej podstawowymi
                      zasadami logiki (zmiana kwantyfikatora "dla każdego" na "istnieje" w przypadku
                      przeczenia). Mimo to, wartość reklamacji, które zgłaszasz do podanych przeze
                      mnie przykładów jest śmieszna - uważasz, że Einsteinowi wiara w czymś
                      przeszkodziła. Chcesz żebym uznał, że z tego powodu z Einsteina nie był żaden
                      uczony, w przeciwieństwie do takiego boga filozofii jak Che Guevara?
                      K: Znow nic nie zrozumiales z mego postu. Napisalem tylko, ze wiara przeszkadza
                      naukowcom w pelnym "rozwinieciu skrzydel". Stad Einstein, mimo iz byl
                      ograniczony swa bezsensowna wiara, doszedl, dzieki swemu geniuszowi do
                      powaznych osiagniec, ale mi chodzilo o to, ze gdyby nie ta kula u nogi, ktora
                      byla w jego przypadku wiara, poszybowalby on znacznie wyzej... A argument, ze
                      wiekszosc uczonych wierzy jest wrecz smieszny, bo w nauce nie rozsadza sie
                      prawdy wiekszoscia glosow jak to bylo w sprawie raportu poslow na temat afery
                      Michnika (potocznie zwna afera Rywina)...

                      - A że na Darwina krzywią się różni ludzie z powodów religijnych - czego to ma
                      niby dowodzić - że nie wierzył w Boga, czy że jego wkład w naukę był nic nie
                      wart?
                      K: Tylko to, ze smieszne jest podawac Darwina jako przyklad wierzacego
                      naukowca...

                      - Twoje próby uogólnienia i wyważenia wpływu religii na dorobek kulturowy
                      ludzkości dowodzą jedynie, że ateizm (będący jak rozumiem Twoim światopoglądem)
                      nie daje żadnej gwarancji rozsądnego, rozważnego czy obiektywnego spojrzenia na
                      świat. Wygląda na to że w imię walki z jednymi zabobonami, propagujesz inne,
                      własne.
                      K: jakie mianowicie? Odrzucenie religijnych zabobonow ci sie nie podoba?

                      - Przy okazji dowaliłeś zresztą i agnostykom, bo jeśli Ty z tak doskonałą
                      jasnością widzisz, że żadnego boga nie ma, to czemu tamci "ślepcy" :) skłaniają
                      się ku wyznaniu Sokratesa ("wiem że nic nie wiem")?
                      K: Bo to jest tez skrajnosc - jaby Sokratyes nic nie wiedzial, to by sie zajal
                      zbieractwem korzonkow a nie filozofia... I poczytaj moj post o deizmie i
                      teizmie...



                      > Z poważ.,
                      > Dar



                      • midar1 Re: Nauka a wiara 05.06.04, 17:29
                        Gość portalu: Kagan napisał(a):

                        > K: Znow nic nie zrozumiales z mego postu.
                        To poważny zarzut. Pytanie tylko kto się tu powinien zarumienić.

                        >Napisalem tylko, ze wiara przeszkadza
                        Więc dla przypomnienia:

                        >Prawdziwy naukowiec nie moze wierzyc w Boga, bo jak uwierzy w jedno (Boga),
                        >to pozniej uwierzy i w krasnoludki, i w tzw. niepokalane poczecie itp. itd.
                        >Wniosek: prawdziwy naukowiec musi byc ateista (...)
                        >kazdy naukowiec, ktory deklaruje wiare, to zwykly szarlatan... :(
                        Ten wątek jest tasiemcowo długi, ale żeby jego główny autor się tak pogubił...

                        >A argument, ze
                        > wiekszosc uczonych wierzy jest wrecz smieszny, bo w nauce nie rozsadza sie
                        > prawdy wiekszoscia glosow jak to bylo w sprawie raportu poslow na temat afery
                        > Michnika (potocznie zwna afera Rywina)...

                        Nie widzę w tym zupełnie nic śmiesznego. Nie mówiłem przecież o większości
                        naukowców badających przedmiot naszego sporu, tylko o przygniatającej
                        większości naukowców, których osiągnięcia i przekonania są przedmiotem naszego
                        sporu. Inaczej mówiąc nie chodzi tu o rozstrzyganie prawdy na drodze
                        głosowania, tylko o statystyczną wymowę danych.
                        Nasze zdania na temat afery Rywina też się chyba bardzo różnią, ale lepiej nie
                        mieszajmy wątków, bo wtedy do niczego nie dojdziemy.
                        > K: Tylko to, ze smieszne jest podawac Darwina jako przyklad wierzacego
                        > naukowca...
                        Zwracałem Ci już uwagę, że podważenie tylko jednego z moich przykładów jest - w
                        myśl praw logiki - bezcelowe. Jak tam głęboka była wiara czy niewiara Darwina
                        możemy się przekomarzać do śmierci. Niewątpliwym faktem jest, że miał
                        ukończoną teologię na Christ College w Cambridge. Pewnie zdarzało mu się
                        wierzyć i powątpiewać. Pewnie zdarzało mu się deklarować wiarę i z pewnością
                        nie był szarlatanem. Ale nie jestem bardzo przywiązany do tego przykładu. Z
                        pewnością można znaleźć wiele lepszych (do paru jeszcze nawet z mojego wykazu
                        się nie ustosunkowałeś). Myślę jednak, że jest tu jeszcze ważniejsza sprawa.
                        > K: jakie mianowicie? Odrzucenie religijnych zabobonow ci sie nie podoba?
                        Nie podoba mi się przekreślanie ludzi z powodu ich światopoglądu.
                        Mam obrzydzenie do narzucania ludziom rzekomo naukowego światopoglądu.
                        Znaczna część wiedzy ludzkości pochodzi z czasów kiedy nie bardzo sobie
                        wyobrażano co to jest nauka albo naukowe dochodzenie do prawdy (a jeśli sobie
                        wyobrażano to inaczej niż się to zwykle dzisiaj przyjmuje i inaczej niz to
                        będzie zapewne przyjmowane w pokoleniu naszych wnuków).
                        Naiwnością jest przekonanie, że człowiek (choćby i naukowiec) jeśli w jakiejś
                        sprawie nie ma racji, to nie ma jej nigdy. Podobno kiedy Kolumb przystępował do
                        swojego eksperymentu sprawdzającego hipotezę o istnieniu krótszej drogi do
                        Indii, wielu jego kolegów po fachu uśmiechało się z politowaniem. Mieli rację;
                        on był naiwny; pomylił się. Źle oszacował wielkość Ziemi. A mimo to jego wkład
                        w rozwój ludzkiej wiedzy był nieporównanie większy niż tych wszystkich mądrali.
                        Ścieżka poznania jest kręta.

                        > K: Bo to jest tez skrajnosc
                        I kto tu mówi o skrajności!
                        > I poczytaj moj post o deizmie i
                        > teizmie...
                        Może kiedyś w wolnej chwili, choć nasza dotychczasowa wymiana zdań nie bardzo
                        mnie zachęciła.
                        Z poważ,
                        Dar
                        • rajchman Re: Nauka a wiara 07.06.04, 16:59
                          Kagan: Znow nic nie zrozumiales z mego postu.
                          midar1: To poważny zarzut. Pytanie tylko kto się tu powinien zarumienić.

                          K: ??? Nie jestem dziewica...;) Napisalem tylko, ze wiara przeszkadza
                          m: Więc dla przypomnienia: Prawdziwy naukowiec nie moze wierzyc w Boga, bo jak
                          uwierzy w jedno (Boga), to pozniej uwierzy i w krasnoludki, i w tzw.
                          niepokalane poczecie itp. itd. Wniosek: prawdziwy naukowiec musi byc ateista
                          (...) kazdy naukowiec, ktory deklaruje wiare, to zwykly szarlatan... :(
                          Ten wątek jest tasiemcowo długi, ale żeby jego główny autor się tak pogubił...
                          K: Zgoda: wiara przeszkadza naukowcom, to fakt - reszta to logiczne wnioski
                          wyciagniete z tego faktu... Nie nawolywalem do palenia na stosie, czy nawet
                          wyrzucania naukowcow-religiantow z pracy itp., tylko nazwalem rzecz po imieniu!
                          Niech ci szarlatani sami zrezygnuja dla swego dobra! Boli cie to?
                          A argument, ze wiekszosc uczonych wierzy jest wrecz smieszny, bo w nauce nie
                          rozsadza sie prawdy wiekszoscia glosow jak to bylo w sprawie raportu poslow na
                          temat afery Michnika (potocznie zwna afera Rywina)...
                          - Nie widzę w tym zupełnie nic śmiesznego. Nie mówiłem przecież o większości
                          naukowców badających przedmiot naszego sporu, tylko o przygniatającej
                          większości naukowców, których osiągnięcia i przekonania są przedmiotem naszego
                          sporu. Inaczej mówiąc nie chodzi tu o rozstrzyganie prawdy na drodze
                          głosowania, tylko o statystyczną wymowę danych.
                          K: W latach 1930tych olbrzymia wiekszosc niemieckich naukowcow i artystow, w
                          tym noblisci takze takie wybitne jednostki jak Werner von Braun (oficer SS),
                          wybitni muzycy jak np. R. Strauss, filmowcy (niedawno zmarla pani rezyser) itd.
                          poszla za Hitlerem. Czy to swiadczy ze hitleryzm byl sluszna ideologia? Von
                          Braun zbudowal rakiety balistyczne V-2 - czy to znaczy, ze wyznawanie ideologii
                          nazizmu mu w tym pomoglo?

                          - Nasze zdania na temat afery Rywina też się chyba bardzo różnią, ale lepiej
                          nie mieszajmy wątków, bo wtedy do niczego nie dojdziemy.
                          K: Znow cie tu prawda boli... ;)

                          K: Tylko to, ze smieszne jest podawac Darwina jako przyklad wierzacego
                          naukowca...
                          - Zwracałem Ci już uwagę, że podważenie tylko jednego z moich przykładów jest -
                          w myśl praw logiki - bezcelowe. Jak tam głęboka była wiara czy niewiara Darwina
                          możemy się przekomarzać do śmierci. Niewątpliwym faktem jest, że miał
                          ukończoną teologię na Christ College w Cambridge. Pewnie zdarzało mu się
                          wierzyć i powątpiewać. Pewnie zdarzało mu się deklarować wiarę i z pewnością
                          nie był szarlatanem. Ale nie jestem bardzo przywiązany do tego przykładu. Z
                          pewnością można znaleźć wiele lepszych (do paru jeszcze nawet z mojego wykazu
                          się nie ustosunkowałeś). Myślę jednak, że jest tu jeszcze ważniejsza sprawa.
                          K: Teologie mozna skonczyc bez wiary, trzeba tylko miec minimum inteligencji,
                          pracowitosci i pieniedzy (jak sie chce ja konczyc na Cambridge). Niemniej
                          Darwin jako przyklad wierzacego naukowca to jest wrecz smieszne... Mnie zas
                          chodzilo o to, ze religia zawsze utrudniala rozwoj nauki - przykladowo palila
                          biblioteki (Alexandria) i naukowcow (G. Bruno), jednych naukowcow banowala na
                          wieki (Kopernik) innych stawiala przed sadem i grozila im torturami
                          (Galileusz) - starczy?

                          K: jakie mianowicie? Odrzucenie religijnych zabobonow ci sie nie podoba?
                          - Nie podoba mi się przekreślanie ludzi z powodu ich światopoglądu.
                          K: Nie przekreslam ich w calosci, tylko jako naukowcow. Czy chcialbys byc
                          leczony przez lekarza, ktorzy wierzy, ze choroba to kara boska, wynik
                          popelnionego grzechu? A tak bylo do niedawna...

                          - Mam obrzydzenie do narzucania ludziom rzekomo naukowego światopoglądu.
                          K: Uwazasz bowiem, ze religijny, oparty na bajkach i zabobonach starozytnych
                          zydkow, jest jedynie prawdziwy?

                          - Znaczna część wiedzy ludzkości pochodzi z czasów kiedy nie bardzo sobie
                          wyobrażano co to jest nauka albo naukowe dochodzenie do prawdy (a jeśli sobie
                          wyobrażano to inaczej niż się to zwykle dzisiaj przyjmuje i inaczej niz to
                          będzie zapewne przyjmowane w pokoleniu naszych wnuków).
                          Naiwnością jest przekonanie, że człowiek (choćby i naukowiec) jeśli w jakiejś
                          sprawie nie ma racji, to nie ma jej nigdy. Podobno kiedy Kolumb przystępował do
                          swojego eksperymentu sprawdzającego hipotezę o istnieniu krótszej drogi do
                          Indii, wielu jego kolegów po fachu uśmiechało się z politowaniem. Mieli rację;
                          on był naiwny; pomylił się. Źle oszacował wielkość Ziemi. A mimo to jego wkład
                          w rozwój ludzkiej wiedzy był nieporównanie większy niż tych wszystkich mądrali.
                          K: Kolumb wcale nie byul pierwszym Europejczykiem, ktory dotarl do Ameryki,
                          tylko pierwszym, ktory ten fakt dobrze rozreklamowal... Znow trafiles kula w
                          plot... :(

                          - Ścieżka poznania jest kręta. '
                          K: Tak, a religia sprowadza na dodatek podrozujacych na niej namanowce... :(

                          K: Bo to jest tez skrajnosc
                          - I kto tu mówi o skrajności!
                          K: I poczytaj moj post o deizmie i teizmie...
                          - Może kiedyś w wolnej chwili, choć nasza dotychczasowa wymiana zdań nie bardzo
                          mnie zachęciła.
                          K: Twoj wybor... ;)
                          • midar1 Re: Nauka a wiara 07.06.04, 21:22
                            Nie czytasz dokładnie ani tego co ja piszę, ani tego co sam napisałeś/aś
                            rajchman napisała:

                            > K: ??? Nie jestem dziewica...;) Napisalem tylko, ze wiara przeszkadza

                            Więc dla przypomnienia:
                            > Prawdziwy naukowiec nie moze wierzyc w Boga,
                            > prawdziwy naukowiec musi byc ateista
                            > (...) kazdy naukowiec, ktory deklaruje wiare, to zwykly szarlatan... :(

                            Ten wątek jest tasiemcowo długi, ale żeby jego główny autor się aż tak
                            pogubił...
                            > K: Zgoda: wiara przeszkadza naukowcom, to fakt - reszta to logiczne wnioski
                            > wyciagniete z tego faktu... Nie nawolywalem do palenia na stosie, czy nawet
                            > wyrzucania naukowcow-religiantow z pracy itp., tylko nazwalem rzecz po
                            imieniu!
                            > Niech ci szarlatani sami zrezygnuja dla swego dobra! Boli cie to?

                            Boli!!! O wartości biologa czy fizyka moim zdaniem rozstrzygają jego poglądy na
                            temat biologii czy fizyki, a nie Pana Boga. Tow. Łysenko miał (podobno - nie
                            studiowałem go) szalenie "słuszne" poglądy na temat Pana Boga i śmiesznie
                            naiwne poglądy na temat biologii. I nie czepiajmy się detali z biografii
                            Łysenki, bo historia zna wiele takich egzemplarzy. I nie uszczęśliwiajmy ludzi
                            wbrew ich woli!!!

                            > K: W latach 1930tych olbrzymia wiekszosc niemieckich naukowcow i artystow, w
                            > tym noblisci takze takie wybitne jednostki jak Werner von Braun (oficer SS),
                            > wybitni muzycy jak np. R. Strauss, filmowcy (niedawno zmarla pani rezyser)
                            itd.
                            > poszla za Hitlerem. Czy to swiadczy ze hitleryzm byl sluszna ideologia? Von
                            > Braun zbudowal rakiety balistyczne V-2 - czy to znaczy, ze wyznawanie
                            ideologii
                            > nazizmu mu w tym pomoglo?
                            Kolego/żanko, trochę konsekwencji i logiki! podane przykłady dowodzą jedynie że
                            można wyznawać ideologię błędną lub nawet moralnie złą i być naukowcem
                            odnoszącym niewątpliwe sukcesy. Czy to nie jest przypadkiem jeszcze jeden
                            argument obalający Twoje absurdalne twierdzenie?
                            > - Nasze zdania na temat afery Rywina też się chyba bardzo różnią, ale lepiej
                            > nie mieszajmy wątków, bo wtedy do niczego nie dojdziemy.
                            >K: Znow cie tu prawda boli... ;)
                            Znów wypowiadasz się na temat prawdy uzurpując sobie pozycję boga
                            wszechwiedzącego.
                            > K: Tylko to, ze smieszne jest podawac Darwina jako przyklad wierzacego
                            > naukowca...
                            Zgoda, tu się trochę zagalopowałem, choć z formalno-logicznego punktu widzenia,
                            nawet tu mam rację. Wspominałeś o wyznawaniu wiary. Darwin podczas studiów
                            teologicznych musiał wyznawać wiarę (co tydzień, na każdej mszy, które były
                            wtedy pewnie obowiązkowe).
                            > Mnie zas
                            > chodzilo o to, ze religia zawsze utrudniala rozwoj nauki - przykladowo palila
                            > biblioteki (Alexandria) i naukowcow (G. Bruno), jednych naukowcow banowala na
                            > wieki (Kopernik) innych stawiala przed sadem i grozila im torturami
                            > (Galileusz) - starczy?
                            Oj, starczy już starczy! Nie znam żadnych argumentów świadczących o ateizmie
                            Kopernika, Giordana Bruna czy Galileusza. Wiem, że w rozwoju nauki znaczną rolę
                            odegrało np. przekonanie św. Tomasza, że obecności Pana Boga można dowieść i
                            próby sformułowania takich dowodów. Wiem, że można wygrzebać wiele biografii
                            osób, które badały przyrodę, zakładając, że w ten sposób zrozumieją prawdziwe
                            intencje Pana Boga (prawdopodobnie Kopernik i Einstein mogliby być do tej
                            kategorii zaliczeni i z pewnością jej nie wyczerpują).
                            > K: Nie przekreslam ich w calosci, tylko jako naukowcow. Czy chcialbys byc
                            > leczony przez lekarza, ktorzy wierzy, ze choroba to kara boska, wynik
                            > popelnionego grzechu? A tak bylo do niedawna...
                            Właśnie próbuję Ci przecież zwrócić uwagę na to, że takie rozumienie świata
                            było standardem przez większą część jego dziejów. Więc gdyby Twój pogląd się
                            cokolwieczek trzymał kupy, to w każdej epoce do nauki coś by wnieśli wyłącznie
                            ci nieliczni, którzy w Boga nie wierzyli. Dlatego jestem przekonany, że Twój
                            pogląd się kupy nie trzyma.
                            Jestem przekonany, że tak u lekarzy jak i naukowców ani ateizm, ani wiara w
                            Boga nie jest gwarancją, czy choćby oznaką rozsądku i kompetencji. Kompetencje
                            lekarzy są nieco łatwiejsze do obiektywnej oceny niż naukowców, więc jeśli
                            chcesz, zajmij się takim badaniem socjologicznym (wymagałoby to tylko
                            skrupulatności, rzetelnego zgromadzenia danych, statystycznej ich oceny i
                            obiektywnej, pozbawionej uprzedzeń interpretacji; nie, nie sądzę żebyś
                            podołał). Ponieważ nadal bardzo dużo jest ludzi, którzy w jakimś stopniu wierzą
                            w Boga, więc nawet na chłopski rozum, gdybym przyjął, że wszyscy ci ludzie są
                            szalenie niekompetentni i nieodpowiedzialni, to otrzymałbym wizję świata, który
                            zupełnie nie przystawałby do tego co widzę. I odwrotnie, dość świeżo jeszcze
                            mam w pamięci, jak wyglądał świat urządzony przez tych nawiedzonych, co uznali
                            że Pan Bóg nie żyje. Nawiasem mówiąc, do tej grupy należy zaliczyć absolutnych
                            rekordzistów w dziedzinie zbrodnie/czas, włączając w to spółdzielnię Lenin-
                            Stalin, Hitlera, Czerwonych Khmerów itp. zbiry.
                            Jeśli więc jest oczywiste, że ci co nie wierzą mogą być makabrycznymi świrami,
                            a ci co wierzą mogą być rzetelnymi, przyzwoitymi ludźmi, skromnie szukającymi
                            swojej prawdy, to o co tu się jeszcze spierać?
                            > - Mam obrzydzenie do narzucania ludziom rzekomo naukowego światopoglądu.
                            > K: Uwazasz bowiem, ze religijny, oparty na bajkach i zabobonach starozytnych
                            > zydkow, jest jedynie prawdziwy?
                            Znowu brak dyscypliny myślenia! Wciskasz mi poglądy, które nie mają ze mną nic
                            wspólnego, a potem walisz jak w bęben. W odróżnieniu od Ciebie, żadnego
                            światopoglądu nie uważam za jedynie prawdziwy.
                            > Podobno kiedy Kolumb przystępował do
                            > swojego eksperymentu sprawdzającego hipotezę o istnieniu krótszej drogi do
                            > Indii, wielu jego kolegów po fachu uśmiechało się z politowaniem. Mieli
                            rację;
                            > on był naiwny; pomylił się. Źle oszacował wielkość Ziemi. A mimo to jego
                            wkład
                            > w rozwój ludzkiej wiedzy był nieporównanie większy niż tych wszystkich
                            mądrali.
                            > K: Kolumb wcale nie byul pierwszym Europejczykiem, ktory dotarl do Ameryki,
                            > tylko pierwszym, ktory ten fakt dobrze rozreklamowal... Znow trafiles kula w
                            > plot... :(
                            Znów zarzut bez sensu. Przeliteruj sobie powyższe zdania, to zobaczysz, że nie
                            zakładałem jakoby Kolumb był pierwszym Europejczykiem, który dotarł do Ameryki,
                            a jedynie, że miał ogromny wkład w rozwój świadomości Europejczyków (dokładniej
                            dopowiem: istnienia Ameryki w ich świadomości). Sprowadzanie jego odkrycia do
                            banału krzykliwej reklamy jest równie absurdalnym wypaczaniem faktu, jak Twoja
                            główna teza w tym wątku.
                            > - Ścieżka poznania jest kręta. '
                            > K: Tak, a religia sprowadza na dodatek podrozujacych na niej namanowce... :(
                            Wracamy do wyjściowego założenia. Ale tu nie chodzi o kolejne wariacje na temat
                            błędnego założenia, a o dowody (dopóki nie obalisz wszytkich moich argumentów,
                            które przeczą Twojemu twierdzeniu mogę z pełnym przekonaniem utrzymywać, że
                            Twoje twierdzenie jest oczywiście fałszywe).
                            Zarzucasz wszystkim wierzącym prymitywizm myślenia. Moja wiara, choć wątła,
                            powinna sprawić, że będziesz na moim tle błyszczał jak Słońce, ale jakoś mnie
                            nie olśniłeś :)
                            • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.06.04, 22:06
                              midar1 napisał: Nie czytasz dokładnie ani tego co ja piszę, ani tego co sam
                              napisałeś/aś
                              K: Nie jestem komputerem aby pamietac dokaldnie prawie 400 postow...

                              K: ??? Nie jestem dziewica...;) Napisalem tylko, ze wiara przeszkadza
                              - Więc dla przypomnienia: Prawdziwy naukowiec nie moze wierzyc w Boga,
                              prawdziwy naukowiec musi byc ateista (...) kazdy naukowiec, ktory deklaruje
                              wiare, to zwykly szarlatan... :(
                              K: To wszystko prawda, wiec?

                              - Ten wątek jest tasiemcowo długi, ale żeby jego główny autor się aż tak
                              pogubił...
                              K: Ad personam?

                              K: Zgoda: wiara przeszkadza naukowcom, to fakt - reszta to logiczne wnioski
                              wyciagniete z tego faktu... Nie nawolywalem do palenia na stosie, czy nawet
                              wyrzucania naukowcow-religiantow z pracy itp., tylko nazwalem rzecz po imieniu!
                              Niech ci szarlatani sami zrezygnuja dla swego dobra! Boli cie to?
                              - Boli!!! O wartości biologa czy fizyka moim zdaniem rozstrzygają jego poglądy
                              na temat biologii czy fizyki, a nie Pana Boga. Tow. Łysenko miał (podobno - nie
                              studiowałem go) szalenie "słuszne" poglądy na temat Pana Boga i śmiesznie
                              naiwne poglądy na temat biologii. I nie czepiajmy się detali z biografii
                              Łysenki, bo historia zna wiele takich egzemplarzy. I nie uszczęśliwiajmy ludzi
                              wbrew ich woli!!!
                              K: Znasz dokaldnie poglady Lysenki? Rozumiesz na czym polegal jego blad?

                              K: W latach 1930tych olbrzymia wiekszosc niemieckich naukowcow i artystow,
                              w tym noblisci takze takie wybitne jednostki jak Werner von Braun (oficer SS),
                              wybitni muzycy jak np. R. Strauss, filmowcy (...) poszla za Hitlerem. Czy to
                              swiadczy ze hitleryzm byl sluszna ideologia? Von Braun zbudowal rakiety
                              balistyczne V-2 - czy to znaczy, ze wyznawanie ideologii nazizmu mu w tym
                              pomoglo?
                              - Kolego/żanko, trochę konsekwencji i logiki! podane przykłady dowodzą jedynie
                              że można wyznawać ideologię błędną lub nawet moralnie złą i być naukowcem
                              odnoszącym niewątpliwe sukcesy. Czy to nie jest przypadkiem jeszcze jeden
                              argument obalający Twoje absurdalne twierdzenie?
                              K: Nie, tylko potwierdza, ze mozna miec osiagniecia wbrew zabobonom, ale
                              przeciez Einstein bez zabobonow mogl osiagnac wiecej!

                              - Nasze zdania na temat afery Rywina też się chyba bardzo różnią, ale lepiej
                              nie mieszajmy wątków, bo wtedy do niczego nie dojdziemy.
                              K: Znow cie tu prawda boli... ;)
                              - Znów wypowiadasz się na temat prawdy uzurpując sobie pozycję boga
                              wszechwiedzącego. K: ??? Uwazasz, ze Michnik byl w porzadku?

                              K: Tylko to, ze smieszne jest podawac Darwina jako przyklad wierzacego
                              naukowca...
                              - Zgoda, tu się trochę zagalopowałem, choć z formalno-logicznego punktu
                              widzenia, nawet tu mam rację. Wspominałeś o wyznawaniu wiary. Darwin podczas
                              studiów teologicznych musiał wyznawać wiarę (co tydzień, na każdej mszy, które
                              były wtedy pewnie obowiązkowe).
                              K: Formalnie, jak wszyscy. Zreszta wtedy katolicy nie mogli studiowac na Oxford
                              i Cambridge... Mnie zas chodzilo o to, ze religia zawsze utrudniala rozwoj
                              nauki - przykladowo palila biblioteki (Alexandria) i naukowcow (G. Bruno),
                              jednych naukowcow banowala na wieki (Kopernik) innych stawiala przed sadem i
                              grozila im torturami (Galileusz) - starczy?
                              - Oj, starczy już starczy! Nie znam żadnych argumentów świadczących o ateizmie
                              Kopernika, Giordana Bruna czy Galileusza. Wiem, że w rozwoju nauki znaczną rolę
                              odegrało np. przekonanie św. Tomasza, że obecności Pana Boga można dowieść i
                              próby sformułowania takich dowodów. Wiem, że można wygrzebać wiele biografii
                              osób, które badały przyrodę, zakładając, że w ten sposób zrozumieją prawdziwe
                              intencje Pana Boga (prawdopodobnie Kopernik i Einstein mogliby być do tej
                              kategorii zaliczeni i z pewnością jej nie wyczerpują).
                              K: I co z tego, jak Kopernika zabanowano a Galileusza torturowano... :(
                              I nie przekreslam ich w calosci, tylko jako naukowcow. Czy chcialbys byc
                              leczony przez lekarza, ktorzy wierzy, ze choroba to kara boska, wynik
                              popelnionego grzechu? A tak bylo do niedawna...
                              - Właśnie próbuję Ci przecież zwrócić uwagę na to, że takie rozumienie świata
                              było standardem przez większą część jego dziejów. Więc gdyby Twój pogląd się
                              cokolwieczek trzymał kupy, to w każdej epoce do nauki coś by wnieśli wyłącznie
                              ci nieliczni, którzy w Boga nie wierzyli. Dlatego jestem przekonany, że Twój
                              pogląd się kupy nie trzyma.
                              K: Skad wiesz, ze Kopernik ierzyl w Boga? Nie slyszales o suchownych-ateistch?

                              - Jestem przekonany, że tak u lekarzy jak i naukowców ani ateizm, ani wiara w
                              Boga nie jest gwarancją, czy choćby oznaką rozsądku i kompetencji. Kompetencje
                              lekarzy są nieco łatwiejsze do obiektywnej oceny niż naukowców, więc jeśli
                              chcesz, zajmij się takim badaniem socjologicznym (wymagałoby to tylko
                              skrupulatności, rzetelnego zgromadzenia danych, statystycznej ich oceny i
                              obiektywnej, pozbawionej uprzedzeń interpretacji; nie, nie sądzę żebyś
                              podołał). Ponieważ nadal bardzo dużo jest ludzi, którzy w jakimś stopniu wierzą
                              w Boga, więc nawet na chłopski rozum, gdybym przyjął, że wszyscy ci ludzie są
                              szalenie niekompetentni i nieodpowiedzialni, to otrzymałbym wizję świata, który
                              zupełnie nie przystawałby do tego co widzę. I odwrotnie, dość świeżo jeszcze
                              mam w pamięci, jak wyglądał świat urządzony przez tych nawiedzonych, co uznali
                              że Pan Bóg nie żyje. Nawiasem mówiąc, do tej grupy należy zaliczyć absolutnych
                              rekordzistów w dziedzinie zbrodnie/czas, włączając w to spółdzielnię Lenin-
                              Stalin, Hitlera, Czerwonych Khmerów itp. zbiry.
                              K: A co powiesz o hitlerowcach co zdobywali swiat z napisem GOTT MIT UNS i pod
                              zaniem krzyza na czolgach i amolotach? Zas powszechnosc zabobonu nie swiadczy
                              bynajmniej o tym, ze jest sluszny...

                              - Jeśli więc jest oczywiste, że ci co nie wierzą mogą być makabrycznymi
                              świrami, a ci co wierzą mogą być rzetelnymi, przyzwoitymi ludźmi, skromnie
                              szukającymi swojej prawdy, to o co tu się jeszcze spierać?
                              K: Uzywasz nieuczciwych argumebtow, bo ja pisalem o uczonych, a ty dajesz
                              argumenty sposrod politykow czy zolnierzy...

                              - Mam obrzydzenie do narzucania ludziom rzekomo naukowego światopoglądu.
                              K: Uwazasz bowiem, ze religijny, oparty na bajkach i zabobonach starozytnych
                              zydkow, jest jedynie prawdziwy?
                              - Znowu brak dyscypliny myślenia! Wciskasz mi poglądy, które nie mają ze mną
                              nic wspólnego, a potem walisz jak w bęben. W odróżnieniu od Ciebie, żadnego
                              światopoglądu nie uważam za jedynie prawdziwy.
                              K: To czemu bronisz religii opatej na starozydowskich bajdach?

                              - Podobno kiedy Kolumb przystępował do swojego eksperymentu sprawdzającego
                              hipotezę o istnieniu krótszej drogi do Indii, wielu jego kolegów po fachu
                              uśmiechało się z politowaniem. Mieli rację; on był naiwny; pomylił się. Źle
                              oszacował wielkość Ziemi. A mimo to jego wkład w rozwój ludzkiej wiedzy był
                              nieporównanie większy niż tych wszystkich mądrali.
                              K: Kolumb wcale nie byul pierwszym Europejczykiem, ktory dotarl do Ameryki,
                              tylko pierwszym, ktory ten fakt dobrze rozreklamowal... Znow trafiles kula
                              w plot... :(
                              - Znów zarzut bez sensu. Przeliteruj sobie powyższe zdania, to zobaczysz, że
                              nie zakładałem jakoby Kolumb był pierwszym Europejczykiem, który dotarł do
                              Ameryki,a jedynie, że miał ogromny wkład w rozwój świadomości Europejczyków
                              (dokładniej dopowiem: istnienia Ameryki w ich świadomości). Sprowadzanie jego
                              odkrycia do banału krzykliwej reklamy jest równie absurdalnym wypaczaniem
                              faktu, jak Twoja główna teza w tym wątku.
                              K: Czyzby? Kolumb byl pierwszym Amerykaninem europejskiego pohodzenia: skladal
                              sie w 99% z reklamy... ;)

                              - Ścieżka poznania jest kręta. '
                              K: Tak, a religia sprowadza na dodatek podrozujacych na niej namanowce... :(
                              - Wracamy do wyjściowego założenia. Ale tu nie chodzi o kolejne wariacje na
                              temat błędnego założenia, a o dowody (dopóki nie obalisz wszytkich moich
                              argumentów, które przeczą Twojemu twierdzeniu mogę z pełnym przekonaniem
                              utrzymywać, że Twoje twierdzenie jest oczywiście fałszywe).
                              Zarzucasz wszystkim wierzącym prymitywizm myśle
                              • midar1 Re: Nauka a wiara 07.06.04, 23:31
                                Gość portalu: Kagan napisał(a):

                                > Prawdziwy naukowiec nie moze wierzyc w Boga,
                                > prawdziwy naukowiec musi byc ateista (...) kazdy naukowiec, ktory deklaruje
                                > wiare, to zwykly szarlatan... :(

                                > K: Nie, tylko potwierdza, ze mozna miec osiagniecia wbrew zabobonom, ale
                                > przeciez Einstein bez zabobonow mogl osiagnac wiecej!

                                Nie chcę Cię - broń Boże ;)- nawracać, ale musisz chyba przyznać, że powyższe
                                stwierdzenia stoją w sprzeczności. No bo ten biedny Einstein chyba mimo
                                wszystko osiągnął nie tak mało. I chyba nie był takim szarlatanem? I chyba nie
                                byłoby lepiej gdyby się był nauką nie zajmował? Czy nie czas już przyznać, że
                                teza od której zacząłeś ten wątek (i która ze względu na odzew okazała się
                                retorycznie dość nośna) przyjęta dosłownie, nie ma jednak sensu?

                                > K: ??? Uwazasz, ze Michnik byl w porzadku?
                                Nie na temat.
                                > Zreszta wtedy katolicy nie mogli studiowac na Oxford
                                > i Cambridge...
                                Ale co to ma do Darwina, nauki albo Pana Boga?
                                > K: I co z tego, jak Kopernika zabanowano
                                Nie bierz proszę tego zbyt osobiście, ale czy musisz stosować te językowe
                                tortury? nie da się tego nijak po polsku nazwać?
                                > K: Skad wiesz, ze Kopernik ierzyl w Boga? Nie slyszales o suchownych-ateistch?
                                Ależ mniejsza o ten czy inny życiorys! W niezbyt jeszcze odległej przeszłości
                                wiara religijna (która zresztą może przecież mieć setki odcieni i natężeń,
                                czego wydajesz się zupełnie nie dostrzegać) była tak pospolita, że zwykły
                                rachunek prawdopodobieństwa wskazuje, że przynajmniej niektórzy uczeni byli
                                religijni. Chyba, że jest rzeczą zupełnie niemożliwą by wierzyć i być rozsądnym
                                uczonym, co początkowo twierdziłeś i do czego jak się zdaje nie jesteś już tak
                                bardzo przywiązany.
                                > K: A co powiesz o hitlerowcach co zdobywali swiat z napisem GOTT MIT UNS
                                Niech odpoczywają sobie w pokoju, bo nic ciekawego do naszej polemiki wnieść
                                nie mogą. O czym by niby mieli świadczyć? Poszli na wojnę i popełniali
                                zbrodnie, bo wierzyli w Boga? Przecież sam w to nie wierzysz. A ich wódz
                                naczelny (który podobno sam kazał wyryć te napisy), jest raczej - jak już
                                wspominałem - dowodem na to, że przy wszystkich grzechach ludzi wierzących, ci
                                którzy do historii przeszli jako ateiści, mają na koncie co najmniej taki sam
                                bilans wynaturzeń, głupoty i zła (a w przeliczeniu na czas x głowę wypadają
                                dużo gorzej).
                                > K: Uzywasz nieuczciwych argumebtow, bo ja pisalem o uczonych, a ty dajesz
                                > argumenty sposrod politykow czy zolnierzy...
                                Obaj robimy chwilami dygresje, po to jak sądzę, żeby dyskusja była trochę
                                mniej "akademicka". Więc czemuż miałoby to być nieuczciwością z mojej strony?
                                Akurat upiory Wehrmachtu to przecież Ty wezwałeś na pomoc :)
                                > K: To czemu bronisz religii opatej na starozydowskich bajdach?
                                Szczerze? Nie wiem. Odczuwam taki wewnętrzny, kategoryczny nakaz. A bardzo ufam
                                takiemu głosowi. Przypominasz mi pewnego francuskiego filozofa oświeceniowego
                                (nie pamiętam który to był), który zastanawiał się nad różnicą pomiędzy
                                człowiekiem a zwierzęciem. I doszedł do wniosku, kierując się swoim światłym
                                rozumem, że zwierzę, to tylko taki automat, pozbawiony uczuć. I żeby się w tym
                                odkryciu utwierdzić znęcał się nad zwierzakami, kopiąc np. okrutnie ciężarną
                                sukę (ot taki eksperyment przeprowadzany na automacie). I wszystko mu się
                                zgadzało (zwierzak zachowywał się dość przewidywalnie i prymitywnie).
                                Najprostsze jednak kobieciny, praczki, przekupki, które nie mogły równać się z
                                nim w znajomości łaciny i greki, były tym bardzo zgorszone. Dzisiaj, nawet z
                                naukowego punktu widzenia, przyznamy że rację miał jednak nie ten facet
                                bezgranicznie ufający swojemu beznamiętnemu rozumowi, ale te proste, rozsądne
                                kobiecinki.
                                • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.04, 11:47
                                  K:Prawdziwy naukowiec nie moze wierzyc w Boga, prawdziwy naukowiec musi byc
                                  ateista (...) kazdy naukowiec, ktory deklaruje wiare, to zwykly szarlatan... :(
                                  Zrszrta ja tylko potwierdzam znana prawde, ze mozna miec osiagniecia wbrew
                                  zabobonom, ale przeciez Einstein bez zabobonow mogl osiagnac wiecej!
                                  M: Nie chcę Cię - broń Boże ;)- nawracać, ale musisz chyba przyznać, że
                                  powyższe stwierdzenia stoją w sprzeczności. No bo ten biedny Einstein chyba
                                  mimo wszystko osiągnął nie tak mało. I chyba nie był takim szarlatanem? I chyba
                                  nie byłoby lepiej gdyby się był nauką nie zajmował? Czy nie czas już przyznać,
                                  że teza od której zacząłeś ten wątek (i która ze względu na odzew okazała się
                                  retorycznie dość nośna) przyjęta dosłownie, nie ma jednak sensu?
                                  K: Ma sens, bo wlasnie Einstein jest najlepszym przykladem pokazujacym, jak
                                  nierozumna wiara moze "zaciemnic" nawet najbystrzejsze umysly. OTW Einsteina to
                                  nic przy tym, ze gdyby nie jego przesady religijne (Bog nie gra w kosci), to
                                  moglby on opracowac tzw. Ogolna Teorie Wszystkiego, nad ktora sie teraz biedzi
                                  np. Hawkins - umysl wybitny, ale raczej mniejszego formatu niz Alberta...

                                  (pomijam afere Michnika)...

                                  K: Zreszta wtedy (XIX w.) katolicy nie mogli studiowac na Oxford i Cambridge...
                                  - Ale co to ma do Darwina, nauki albo Pana Boga?
                                  K: Ano to, ze przesady religijne wplywaly negatywnie nawet na czolowe
                                  uczelnie...

                                  K: I co z tego, jak Kopernika zabanowano...
                                  - Nie bierz proszę tego zbyt osobiście, ale czy musisz stosować te językowe
                                  tortury? nie da się tego nijak po polsku nazwać?
                                  K: ???

                                  K: Skad wiesz, ze Kopernik wierzyl w Boga? Nie slyszales o suchownych-ateistach?
                                  - Ależ mniejsza o ten czy inny życiorys! W niezbyt jeszcze odległej przeszłości
                                  wiara religijna (która zresztą może przecież mieć setki odcieni i natężeń,
                                  czego wydajesz się zupełnie nie dostrzegać) była tak pospolita, że zwykły
                                  rachunek prawdopodobieństwa wskazuje, że przynajmniej niektórzy uczeni byli
                                  religijni. Chyba, że jest rzeczą zupełnie niemożliwą by wierzyć i być rozsądnym
                                  uczonym, co początkowo twierdziłeś i do czego jak się zdaje nie jesteś już tak
                                  bardzo przywiązany.
                                  K: No coz, byly to czasy ogolnej ciemnoty, az do Oswiecenia...

                                  K: A co powiesz o hitlerowcach co zdobywali swiat z napisem GOTT MIT UNS
                                  - Niech odpoczywają sobie w pokoju, bo nic ciekawego do naszej polemiki wnieść
                                  nie mogą. O czym by niby mieli świadczyć? Poszli na wojnę i popełniali
                                  zbrodnie, bo wierzyli w Boga? Przecież sam w to nie wierzysz. A ich wódz
                                  naczelny (który podobno sam kazał wyryć te napisy), jest raczej - jak już
                                  wspominałem - dowodem na to, że przy wszystkich grzechach ludzi wierzących, ci
                                  którzy do historii przeszli jako ateiści, mają na koncie co najmniej taki sam
                                  bilans wynaturzeń, głupoty i zła (a w przeliczeniu na czas x głowę wypadają
                                  dużo gorzej).
                                  K: Hitler byl katolikiem, przyjacielem papieza, ktory go nigdy nie potepil ani
                                  tez nie exkomunikowal, stad grzechy Hitlera obciazaja kosciol kat...:(
                                  K: Uzywasz nieuczciwych argumebtow, bo ja pisalem o uczonych, a ty dajesz
                                  argumenty sposrod politykow czy zolnierzy...
                                  - Obaj robimy chwilami dygresje, po to jak sądzę, żeby dyskusja była trochę
                                  mniej "akademicka". Więc czemuż miałoby to być nieuczciwością z mojej strony?
                                  Akurat upiory Wehrmachtu to przecież Ty wezwałeś na pomoc :)
                                  K: OK, niech ci bedzie... ;)

                                  K: To czemu bronisz religii opatej na starozydowskich bajdach?
                                  - Szczerze? Nie wiem. Odczuwam taki wewnętrzny, kategoryczny nakaz. A bardzo
                                  ufam takiemu głosowi. Przypominasz mi pewnego francuskiego filozofa
                                  oświeceniowego (nie pamiętam który to był), który zastanawiał się nad różnicą
                                  pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem. I doszedł do wniosku, kierując się swoim
                                  światłym rozumem, że zwierzę, to tylko taki automat, pozbawiony uczuć. I żeby
                                  się w tym odkryciu utwierdzić znęcał się nad zwierzakami, kopiąc np. okrutnie
                                  ciężarną sukę (ot taki eksperyment przeprowadzany na automacie). I wszystko mu
                                  się zgadzało (zwierzak zachowywał się dość przewidywalnie i prymitywnie).
                                  K: Akurat dajesz przyklad zboczenca, a ich mozna raczej latwiej znalezc wsrod
                                  duchownych, bowiem normalny mezczyzna nie moze zyc w celibacie...

                                  - Najprostsze jednak kobieciny, praczki, przekupki, które nie mogły równać się
                                  z nim w znajomości łaciny i greki, były tym bardzo zgorszone. Dzisiaj, nawet z
                                  naukowego punktu widzenia, przyznamy że rację miał jednak nie ten facet
                                  bezgranicznie ufający swojemu beznamiętnemu rozumowi, ale te proste, rozsądne
                                  kobiecinki.
                                  K: Akurat zly przyklad, bo katolicy wierza, ze zwierze nie ma duszy, i zostalo
                                  stworzone aby sluzyc ludziom (zajrzyj do zydowskiej Tory czyli z grubsza ST)...
                                  • midar1 Re: Nauka a wiara 08.06.04, 22:21

                                    Założenie:
                                    1.) > kazdy naukowiec, ktory deklaruje wiare, to zwykly szarlatan... :(
                                    Fakt:
                                    Einstein wyznawał wiarę: (Bog nie gra w kosci)....
                                    WNIOSEK: EINSTEIN TO ZWYKŁY SZARLATAN
                                    ALE:
                                    > moglby on opracowac tzw. Ogolna Teorie Wszystkiego, nad ktora sie teraz
                                    biedzi np. Hawkins - umysl wybitny, ale raczej mniejszego formatu niz Alberta...
                                    CZYLI
                                    ABSURD
                                    CZYLI
                                    ROZUMOWANIE BŁĘDNE
                                    Możesz się tego nadal trzymać jak pijany płotu, ale nie powinieneś urągać
                                    innym, że myślą nielogicznie, że trzymają się zabobonów itp (przyganiał kocioł
                                    garnkowi). No ale widzę, że wrosłeś w swoją pozycję i już Cię żadna siła
                                    (zwłaszcza siła argumentów) stąd nie ruszy, więc znikam. Wolę się zająć swoją
                                    szarlatanerią. Tam widzę chociaż jakiś postęp (dzięki Bogu).
                                    • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.06.04, 13:12
                                      midar1 napisał:
                                      Założenie:
                                      1.) Kazdy naukowiec, ktory deklaruje wiare, to zwykly szarlatan... :(
                                      Fakt:
                                      Einstein wyznawał wiarę: (Bog nie gra w kosci)....
                                      WNIOSEK: EINSTEIN TO ZWYKŁY SZARLATAN
                                      K: Niestety, deklarujac wiare w Boga, opuscil domene nauki, i nie byl w stanie
                                      powiazac swej OTW z mechanika kwantowa, ktora odrzucil z przyczyn czysto
                                      religijnych, a wiec irracjonalnych (zalozyl, ze primo Bog istnieje, a secundo
                                      ze nie gra w kosci - oba zalozenia nie maja z nauka NIC wspolnego)... :(
                                      Wiec, niestety, ale Einstein byl szarlatanem, co wprowadzil niepotrzebny byt
                                      (Boga) do nauki... :( Ale czego wiecej mozna oczekiwac od zyda, jak nie wiary w
                                      ich okrutnego bozka Jahweh, bozka co ich opuscil w Belzcu, Treblince i
                                      Oswiecimiu... :(

                                      ALE:
                                      moglby on opracowac tzw. Ogolna Teorie Wszystkiego, nad ktora sie teraz
                                      biedzi np. Hawkins - umysl wybitny, ale raczej mniejszego formatu niz Alberta..
                                      .
                                      ====
                                      CZYLI
                                      ABSURD
                                      CZYLI
                                      ROZUMOWANIE BŁĘDNE
                                      K: ?
                                      Możesz się tego nadal trzymać jak pijany płotu, ale nie powinieneś urągać
                                      innym, że myślą nielogicznie, że trzymają się zabobonów itp (przyganiał kocioł
                                      garnkowi). No ale widzę, że wrosłeś w swoją pozycję i już Cię żadna siła
                                      (zwłaszcza siła argumentów) stąd nie ruszy, więc znikam. Wolę się zająć swoją
                                      szarlatanerią. Tam widzę chociaż jakiś postęp (dzięki Bogu).
                                      K: Znow tylko stac cibie na atak ad personam. Wiec poczytaj:
                                      * teizm (theizm) czyli wiara w boga (bogow) zaklada nadprzyrodzonosc boga oraz
                                      calkowita wrodzona niepoznawalnosc boga przez czlowieka,
                                      * nadprzyrodzonosc czegos oznacza, ze nie jest to cos czescia przyrodzonego
                                      (naturalnego) swiata, a wiec jest spoza wszechswiata,
                                      * kazda istota (istnienie) zeby istniec musi posiadac jakas charakterystyke, w
                                      ten sposob odroznia sie od nieistnienia,
                                      * skoro bog istnieje(w oczach wierzacego) to musi posiadac jakas
                                      charakterystyke,
                                      * kazde okreslenie czym bog jest narzuca temu istnieniu ograniczenie, jesli np.
                                      jest wszechdobry, to nie moze byc wszechzly - ograniczenie,
                                      * z powyzszego wynika, ze bog aby istniec musi byc zupelnie nie okreslony (bez
                                      chrakterystyki).
                                      * wierzacy mowia, ze bog jest niepoznawalny, ale zeby okreslic, ze cos jest nie
                                      poznawalne to cos musi istniec,
                                      * nie mozna miec wiedzy o istnieniu czegos co jest niepoznawalne,
                                      Jak wierzacy ma odroznic swa wiare w boga od wiary w nicosc?
                                      - skoro:
                                      # bog nie jest materia - nieistnienie (nicosc) rowniez nie jest materia,
                                      # bog nie ma ograniczen - nieistnienie rowniez nie ma ograniczen,
                                      # bog jest nie widoczny - tak jak nieistnienie,
                                      # bog sie nie zmienia - jak wyzej,
                                      # boga nie da sie opisac - j.w.,
                                      Wniosek: bog jest zaprzeczeniem rzeczywistosci!
                                      (Powyzsze z watku deizm a teizm)
                                      ================================


              • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.04, 21:54
                Gość portalu: dziki napisał(a): Chyba nie rozumiemy sie tutaj za bardzo.
                No,coz kazdy widzi swiat takim na jaki go widzenie stac. Ci zas uczeni,ktorych
                wymieniles to ludzie gleboko wierzacy! Np.niejaki Nietzsche byl clowiekiem
                wierzacym, dlatego tez tak ostro pokazywal ludzka oblude wierzenia w Boga;
                K: On moze i wierzyl, ale zupelnie inaczej - zreszta Zaratustra byl prorokiem
                Ozyrmana i Ahury Mazdy, dwoistego Boga starozytnych Persow, a nie zydowskiej
                Jehowy...

                - podobnie Schopenchauer, byl takim,co wiecej rozwinal on podstawy wspolczesnej
                teologii, gdzie wola jest istota istnienia,poprzez jej brak czlowiek musi
                cierpiec.
                K: Ale jest ona uznawana za herezje przez kosciol kat. - poczytaj np. ks. prof.
                Kowalczyka!

                - I innii... Wiara trzymala tych ludzi przy zyciu,i to niestety,ale wiara w
                Boga!!!
                K: No coz, zycie nasze nie ma sensu poza rozmnozeniem sie, wiec tonacy brzytwy
                sie chwyta, a ta brzytwa moze byc wiara. Ale ja wole brzytwe Ockhama... ;)

                - byc moze nie w jakas religie konkretna,ale napewno w Boga!!!!
                K: Jak zdefinujesz Boga? Zbyt uniwerslana definicja to herezja deistyczna!

                - Ludzie oprocz tego ze sa komuchami,ateistami,agnostykami,to moga rowniez
                byc czyms wiecej,ale aby to zrozumiec potrzeba umyslu filozoficznego, a nie
                przecietnego "zjadacza chleba",nie ujmujac Twojej wielkosci.
                K: Aluzju panial... ;)

                • rajchman Bog osobowy czy bezosobowy? 03.06.04, 14:27
                  Chcialbym dodac jeszze, dla jasnosci, iz z czysto naukowego (empirycznego)
                  punktu widzenia istienie Boga osobwego jest niemozliwe, jako iz oczywiste jest,
                  iz Bog Teistow, czyli Bog-osoba (osoby) nie moze istniec, jest to bowiem wtedy
                  najwyzej nadczlowiekiem (supermanem), inaczej antropomorfizacja idei
                  Najwyzszego Bytu. Natomiast zgadzam sie czesciowo z twierdzeniem Deistow,
                  ktorzy zakladaja istnieie bezosobowego, calkowicie abstrakcyjnego Najwyzszego
                  Bytu, jako iz istnienia badz nie takowego Bytu nie da sie empirycznie obalic
                  (przynajmniej na obecnym poziomie nauki), a poza tym Bog Deistow nie jest
                  wewnetrznie sprzeczny tak jak Bog Teistow, ktory jest przeciez Bogiem ulomnym,
                  nie jest on bowiem ani wszechmocny (dal sie pokonac za czasow biblijnych
                  plemieniu z zelaznymi wozami), ani tez wszechobecny (przykladowo wcielajac sie
                  w Jezusa z Nazaretu udowodnil, iz nie moze sie wcielic w wiecej niz jednego
                  czlowieka na raz). Nie jest tez wieczny, bowiem Chrzesijanie wierza, ze umarl
                  on, Bog Syn (Jezus) na krzyzu...
                  Pozdr.
                  Kagan
                  • Gość: Jarek Re: Bog osobowy czy bezosobowy? IP: 67.131.131.* 04.06.04, 16:25
                    Nie martw sie Kagus, jeszcze troche i twoje nadzwyczajne watpliwosci zostana
                    rozwiazane. W naszym przypadku to jest tylko kwestia czasu. Ty sam wprowadzasz
                    siebie na manowce, idziesz droga ktora prowadzi do nikad, lub jej koniec moze
                    byc dla ciebie wielka niespodzianka...
                    A wiesz dlaczego nikt z naszego grona juz nie chce z toba dyskutowac? Bo caly
                    czas sie powtarzasz i to sie stalo juz bardzo nudne. Nie wazne jak bardzo bym
                    sie produkowal i jak dlugie pisal wywody, ty potem to krotko skwitujesz po
                    swojemu i zawsze tak samo. Ja juz czesto opuszczam twoje posty, bo wiem co
                    napisales, bynajmniej domyslec sie jest nietrudno. Wiec jakiekolwiek
                    produkowanie sie w dyskusji z toba nie ma sensu. Poczytaj samego siebie i sam
                    dojdziesz do takiego wniosku :)
                    • Gość: Kagan Re: Bog osobowy czy bezosobowy? IP: 195.187.12.* 05.06.04, 15:24
                      Nie martw sie Kagus, jeszcze troche i twoje nadzwyczajne watpliwosci zostana
                      rozwiazane. W naszym przypadku to jest tylko kwestia czasu. Ty sam wprowadzasz
                      siebie na manowce, idziesz droga ktora prowadzi do nikad, lub jej koniec moze
                      byc dla ciebie wielka niespodzianka...
                      K: Znow ad personam, zamiast merytorycznej dyskusji?

                      - A wiesz dlaczego nikt z naszego grona juz nie chce z toba dyskutowac? Bo caly
                      czas sie powtarzasz i to sie stalo juz bardzo nudne. Nie wazne jak bardzo bym
                      sie produkowal i jak dlugie pisal wywody, ty potem to krotko skwitujesz po
                      swojemu i zawsze tak samo. Ja juz czesto opuszczam twoje posty, bo wiem co
                      napisales, bynajmniej domyslec sie jest nietrudno. Wiec jakiekolwiek
                      produkowanie sie w dyskusji z toba nie ma sensu. Poczytaj samego siebie i sam
                      dojdziesz do takiego wniosku :)
                      K: Kolejny argument ad personam, co swiadczy tylko o tym, ze brak ci argumentow
                      ad rem... Stad wciaz atakujesz mnie ad personam...;(

                      • Gość: Jarek Re: Bog osobowy czy bezosobowy? IP: *.dyn.optonline.net 07.06.04, 05:45
                        Nie musiales odpowiadac, wiedzialem ze to napiszesz. Niepotrzebnie sie
                        wysilasz. "Ad personam" czy tylko na tyle cie stac? innych okreslen nie znasz?
                        Przeczytaj to sam jeszcze raz i przeczytaj to z moja wypowiedzia, wtedy
                        powinienes dojsc do wniosku ze sie powtarzasz i nic konkretnego do dyskusji nie
                        wnosisz, oprocz non stop powtarzajacych sie tekstow... Juz dawno wyszlo, ze
                        jestes bardzo ograniczony, a teraz tylko to potwierdzasz. To jest tylko takie
                        krotkie podsumowanie ciebie. Zycze ci wszystkiego najlepszego....
                        • rajchman Re: Bog osobowy czy bezosobowy? 07.06.04, 16:42
                          Gość portalu: Jarek napisał(a): Nie musiales odpowiadac, wiedzialem ze to
                          napiszesz. Niepotrzebnie sie wysilasz. "Ad personam" czy tylko na tyle cie
                          stac? innych okreslen nie znasz?
                          K: Znam, ale w tym przypadku, gdy atakujesz mnie, a nie moje poglady, to
                          zostaje mi tylko napisac, ze zgodnie z ogolnie przyjetymi zwyczajami w dyskusji
                          (p. np. prace prof. Kotarbinskiego o erystyce - jego tez atakowali jako
                          ateiste, ad personam) jestes niegodnym przeciwnikiem, bo atakujesz ad personam,
                          a nie ad rem!

                          - Przeczytaj to sam jeszcze raz i przeczytaj to z moja wypowiedzia, wtedy
                          powinienes dojsc do wniosku ze sie powtarzasz i nic konkretnego do dyskusji nie
                          wnosisz, oprocz non stop powtarzajacych sie tekstow... Juz dawno wyszlo, ze
                          jestes bardzo ograniczony, a teraz tylko to potwierdzasz. To jest tylko takie
                          krotkie podsumowanie ciebie. Zycze ci wszystkiego najlepszego....
                          K: Znow tylko ad personam: obrzucasz mnie, bardzo po chrzesijansku,
                          wyzwiskami...:( Gratukuje spedzonego czasu na lekcjach religii...;(
                          Jestes typowym przedstwicielem chrzescijanstwa: preferujesz argument sily ponad
                          sile argumentow, bo brak ci racjonalnego podloza do twej bzdurnej ideologii
                          opartej na bajkach starozytnych zydkow... :( Nie masz odwagi Tertuliana
                          powiedziec po prostu CREDO QUIA ABSURDUM...;(


                          • Gość: Jarek Re: Bog osobowy czy bezosobowy? IP: 67.131.131.* 07.06.04, 18:57
                            Zbyt pochopnie oceniasz ludzi. Wyobraz sobie, ze na lekcje religii chodzilem
                            tylko w podstawowce i jako dzieciak praktycznie nic z tego nie wynioslem.
                            Dopiero jak sam zaczalem sie wglebiac w tajemnice wiary to czegos sie
                            nauczylem, cos zrozumialem. Zle strzelasz Kaganku, twoje wypowiedzi w ogole nie
                            trafiaja w cel. Nawet przez mysl mi nie przeszlo zeby cie atakowac, poniewaz
                            twoj poglad jest twoim pogladem i masz do tego prawo i to jakie masz poglady to
                            jest twoja sprawa. Ja chcialem cie tylko uswiadomic, iz krecisz sie w kolko ze
                            swoimi argumentami, ze to co napiszesz w nastepnym poscie jest latwe do
                            przewidzenia. Nie trzeba byc jasnowidzem, wystarczy z grubsza przesledzic twoje
                            wypowiedzi :)
                            • rajchman Re: Bog osobowy czy bezosobowy? 07.06.04, 20:02
                              Gość portalu: Jarek napisał(a): Zbyt pochopnie oceniasz ludzi. Wyobraz sobie,
                              ze na lekcje religii chodzilem tylko w podstawowce i jako dzieciak praktycznie
                              nic z tego nie wynioslem. Dopiero jak sam zaczalem sie wglebiac w tajemnice
                              wiary to czegos sie nauczylem, cos zrozumialem. Zle strzelasz Kaganku, twoje
                              wypowiedzi w ogole nie trafiaja w cel. Nawet przez mysl mi nie przeszlo zeby
                              cie atakowac, poniewaz twoj poglad jest twoim pogladem i masz do tego prawo i
                              to jakie masz poglady to jest twoja sprawa. Ja chcialem cie tylko uswiadomic,
                              iz krecisz sie w kolko ze swoimi argumentami, ze to co napiszesz w nastepnym
                              poscie jest latwe do przewidzenia. Nie trzeba byc jasnowidzem, wystarczy z
                              grubsza przesledzic twoje wypowiedzi :)
                              K: A co niby mam nowego pisac? Zmieniac poglady? Ja nikogo nie "nawracam", a
                              tylko argumentuje przeciwko zabobonom w nauce. Moze ci sie to oczywiscie nie
                              podobac... Tak samo mozesz zarzucic np. ksiezom: oni rok w rok mowia to samo, i
                              znajac kalendarz liturgiczny jest latwo przewidziec co powiedza np. w kazaniu
                              bozenarodzeniowym, a co w wielkanocnym, a co na Boze Cialo.. ;)

                              • Gość: Jarek Re: Bog osobowy czy bezosobowy? IP: 67.131.131.* 08.06.04, 14:40
                                Kagus, ty mylisz ciagle baranie powtarzanie sie (w twoim przypadku) ze
                                wspominaniem. My obchodzimy Boze Narodzenie i wspominamy narodziny Panskie,
                                obchodzimy Wielkanoc i wspominamy zbawcza smierc i zmartwychwstanie Panskie
                                itd... Czytania z Biblii beda wciaz takie same to normalne, ale one sa raz na
                                rok i sa one przypomnieniem, a kazania potem sa na ten sam temat ale inaczej
                                budowane, jeden ksiadz bedzie mowil bardziej od serca, inny byle odklepac
                                kazanie i zakonczyc msze, jeden swoja mowe skupi uwage wiernych, u innego
                                wierni beda spac :) no ale to tylko ludzie, moze sie staraja, ale nie maja daru
                                mowy ktory poruszy tlumy... My Kaganku, w naszych rozmowach mozemy temat
                                znacznie rozszerzyc, jest to temat bardzo rozlegly. Przeciez ksiadz z ambony
                                nie bedzie medrkowal schodzac z jednego podtematu wchadzac w nastepny, bo
                                moglby wtedy mowic baaardzo dlugo. On jest wtedy skupiony na jednym punkcie i
                                jak potrafi przemawiac i mowic madrze, to wierni powinni wyniesc z jego kazania
                                jakies wnioski. Jeszcze tylko jedna sprawa z twoim pisaniem. Absolutnie nie
                                wymagalbym od ciebie zebys moze zmienial poglady :) przeciez to logiczne, masz
                                taki punkt widzenia, jestes przekonany do tego co mowisz i ja naprzyklad nie
                                mam zamiaru niczego ci narzucac, ale moglbys naprzyklad bardziej rozwijac swoje
                                wypowiedzi, nie ucinac ich, wniesc cos interesujacego. Zaczynasz temat na forum
                                to powinienes byc jego "dusza", a ty poprostu tylko wcinasz jakies zlosliwe
                                uwagi. Przed chwila zajrzalem do dyskusji "DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW.
                                BOGA ", no i ta twoja wcinka z papiezem uwazam ze nie byla na miejscu. Takie
                                teksty czy w ogole jakiekolwiek poglady na jego temat to mysle ze by bylo
                                lepiej jakbys zachowal dla siebie. Chyba potrafisz powaznie dystkutowac? No
                                chyba ze jestes takim trollem internetowym i na forach zabierasz glos po to
                                zeby ludzi zbulwersowac i podniesc im cisnienie ?:) To chyba tyle narazie...
                                • rajchman Re: Bog osobowy czy bezosobowy? 08.06.04, 17:30
                                  Gość portalu: Jarek napisał(a): Kagus, ty mylisz ciagle baranie powtarzanie
                                  sie (w twoim przypadku) ze wspominaniem. My obchodzimy Boze Narodzenie i
                                  wspominamy narodziny Panskie, obchodzimy Wielkanoc i wspominamy zbawcza smierc
                                  i zmartwychwstanie Panskie itd... Czytania z Biblii beda wciaz takie same to
                                  normalne, ale one sa raz na rok i sa one przypomnieniem, a kazania potem sa na
                                  ten sam temat ale inaczej budowane, jeden ksiadz bedzie mowil bardziej od
                                  serca, inny byle odklepac kazanie i zakonczyc msze, jeden swoja mowe skupi
                                  uwage wiernych, u innego wierni beda spac :) no ale to tylko ludzie, moze sie
                                  staraja, ale nie maja daru mowy ktory poruszy tlumy...
                                  K: Czemu im wiec Wszechmocny i Wszechobecny nie pomoze? Widac mile mu sa takie
                                  potkniecia kaznodziei... ;)

                                  My Kaganku, w naszych rozmowach mozemy temat znacznie rozszerzyc, jest to temat
                                  bardzo rozlegly. Przeciez ksiadz z ambony nie bedzie medrkowal schodzac z
                                  jednego podtematu wchadzac w nastepny, bo moglby wtedy mowic baaardzo dlugo. On
                                  jest wtedy skupiony na jednym punkcie i jak potrafi przemawiac i mowic madrze,
                                  to wierni powinni wyniesc z jego kazania jakies wnioski. Jeszcze tylko jedna
                                  sprawa z twoim pisaniem. Absolutnie nie wymagalbym od ciebie zebys moze
                                  zmienial poglady :) przeciez to logiczne, masz taki punkt widzenia, jestes
                                  przekonany do tego co mowisz i ja naprzyklad nie mam zamiaru niczego ci
                                  narzucac, ale moglbys naprzyklad bardziej rozwijac swoje wypowiedzi, nie ucinac
                                  ich, wniesc cos interesujacego. Zaczynasz temat na forum to powinienes byc
                                  jego "dusza", a ty poprostu tylko wcinasz jakies zlosliwe uwagi. Przed chwila
                                  zajrzalem do dyskusji "DOWOD LOGICZNY NA NIEISTNIENIE TZW. BOGA ", no i ta
                                  twoja wcinka z papiezem uwazam ze nie byla na miejscu. Takie teksty czy w ogole
                                  jakiekolwiek poglady na jego temat to mysle ze by bylo lepiej jakbys zachowal
                                  dla siebie.
                                  K: Wolnosc slowa polega na tym, ze nikt (poza Bogiem, ktorego ja przeciez nie
                                  krytykuje ani nie osmieszam, bo to by bylo dopiero smieszne) nie jest wylaczony
                                  z krytyki. Co do papieza, to uwazam, ze to Szatan jest za tym, aby pokazywac
                                  takiego zidiocialego papieza, aby skompromitowac kosciol. Wiesz co pisala prasa
                                  szwajcarska o nim? O tym sie w Polsce niestety nie mowi...

                                  Chyba potrafisz powaznie dystkutowac? No chyba ze jestes takim trollem
                                  internetowym i na forach zabierasz glos po to zeby ludzi zbulwersowac i
                                  podniesc im cisnienie ?:) To chyba tyle narazie...
                                  K: Tu chyba masz racje, bo ja jestem na tym forum aby:
                                  1) Podciagnac sie w sztuce prowadzenia sporow (erystyce)
                                  2) Wybadac opinie forumowiczow, czasem uciekajac sie do prowokacji, jak np.
                                  ataki na papieza, ktory dla mnie jest tylko czlowiekiem, na dodatek grzesznikiem
                                  (poganski kult maryjny) i pyszalkiem, co nie potrafi odejsc od zloba, pomimo iz
                                  kazdy (poza Polska) widzi, ze nie nadaje sie on do kierowania jedna mala
                                  parafia, a co dopiero najwiekszym kosciolem chrzescijanskim na swiecie... I na
                                  zakonczenie jeszcze raz powtarzam, ze Boga nie krytykuje, ani tez nigdy nie
                                  krytykowalem swiadomie, jeno watpie w Jego istnienie, ale jak On jest, to wiem
                                  (nie pytaj skad, bo to ma tajemnica), ze mi dawno temu wybaczyl (dokladnie ok.
                                  10-20 mld lat temu)...
                                  Pozdr. :)
                                  Kagan


                                  • Gość: Jarek Re: Bog osobowy czy bezosobowy? IP: 67.131.131.* 08.06.04, 23:02
                                    Bo trzeba miec do tego powolanie, trzeba wierzyc w to co sie robi, czemu sie
                                    sluzy, widziec w tym gleboki sens, wtedy dopiero gdy kaplan usta otworzy, jego
                                    slowa beda plynac z serca. Dla mnie samego ksieza nie sa przekonywujacy, wielu
                                    z nich dba tylko o mamone, to jak ja mam przyswajac nauki takiego ksiedza?
                                    Dlatego w takiej sytuacji nie pozostaje nic innego jak tylko modlic sie za nich
                                    zeby sie opamietali i stali sie prawdziwymi apostolami Chrystusa, zeby
                                    prowadzili nas do Boga a nie doprowadzili do naszej zguby... '
                                    "Czemu im wiec Wszechmocny i Wszechobecny nie pomoze? "- a nie pomaga? objawil
                                    sie kiedys ludziom, zostawil swiadectwo po sobie, czlowieka zadaniem jest
                                    zapoznanie sie z tym swiadectwem, a jak zwykly czlowiek czegos nie rozumie to
                                    zwraca sie do kogos, kto mu to wytlumaczy. Chcialbym wtracic jedna bardzo
                                    istotna rzecz, poki mam ja w pamieci, mianowicie Bog do kazdego podchodzi
                                    indywidualnie, tak jak wspomnialem w poprzednim poscie, jestesmy bardzo rozni,
                                    do kazdego trzeba podejsc inaczej. Z zycia... czy psycholog ze swoimi
                                    pacjentami rozmawia jednakowo, podchodzi do ich problemow jednakowo? czy w
                                    ogole wszystkie problemy sa jednakowe i podchodzi sie do nich jednakowo? Chyba
                                    nie... Dzis jestem debilem, jutro moge byc geniuszem, lub odwrotnie, nie wiesz
                                    jakie plany ma Bog co do kazdego czlowieka... Ludzie po to sa doswiadczani zeby
                                    wyciagnac z kazdego takiego doswiadczenia jakies wnioski, lekcje. Czyz czlowiek
                                    nie umiera spokojniejszy nie majac na sumieniu zadnych grzechow? Oczywiscie ty
                                    mozesz patrzec, lub poprostu patrzysz inaczej na te rzeczy i dla ciebie te czy
                                    inne rzeczy moga nie miec sensu (juz nie powiem nie maja, bo wciaz moze byc
                                    jakis wspolny mianownik). A jezeli chodzi o papieza... to tutaj nasze punkty
                                    calkowicie sie rozbiegaja, ja poprostu inaczej widze jego osobe i jego czyny.
                                    Uwazam go jak wielu zreszta na tej ziemi za wielki autorytet, uwazam ze
                                    doskonale spelnia swoja misje, przyciaga tlumy jakis nikt inny na swiecie
                                    przyciagnac nie potrafi. Trafia do serc ludzkich i mimo wszystko to znaczna
                                    wiekszosc go pozytywnie ocenia, a ja jestem poprostu jednym z nich, bo nic
                                    negatywnego nie zauwazylem w misji ktora ciagnie juz ponad 25lat. Jako papiez
                                    ma prawo pozostac do konca i to nie dlatego, ze jak co niektorzy
                                    uwazaja "kurczowo trzyma sie stolka", tylko on gleboko wierzy ze musi wytrwac
                                    do konca, ze Bog tak chce. Bo jakim sensem dla niego byloby trzymanie tego
                                    miejsca, skoro on non stop pracuje, a bardzo niewiele czasu poswieca dla
                                    odpoczynku? Czyz nie lepiej byloby mu poprostu udac sie na spoczynek i w
                                    spokoju doczekac smierci?
                                    • Gość: Kagan Re: Bog osobowy czy bezosobowy? IP: *.e-loko.pl 10.06.04, 15:25
                                      Gość portalu: Jarek napisał(a): Bo trzeba miec do tego powolanie, trzeba
                                      wierzyc w to co sie robi, czemu sie sluzy, widziec w tym gleboki sens, wtedy
                                      dopiero gdy kaplan usta otworzy, jego slowa beda plynac z serca. Dla mnie
                                      samego ksieza nie sa przekonywujacy, wielu z nich dba tylko o mamone, to jak ja
                                      mam przyswajac nauki takiego ksiedza? Dlatego w takiej sytuacji nie pozostaje
                                      nic innego jak tylko modlic sie za nich zeby sie opamietali i stali sie
                                      prawdziwymi apostolami Chrystusa, zeby prowadzili nas do Boga a nie
                                      doprowadzili do naszej zguby... '
                                      K: Niestety, prowadza swe "owieczki" do zguby, bo sa agentami Szatana (Boga
                                      tego swiata w/g PS), chocby przez kult maryjny, niezgodny z Dekalogiem...

                                      "Czemu im wiec Wszechmocny i Wszechobecny nie pomoze? "- a nie pomaga? objawil
                                      sie kiedys ludziom, zostawil swiadectwo po sobie, czlowieka zadaniem jest
                                      zapoznanie sie z tym swiadectwem, a jak zwykly czlowiek czegos nie rozumie to
                                      zwraca sie do kogos, kto mu to wytlumaczy. Chcialbym wtracic jedna bardzo
                                      istotna rzecz, poki mam ja w pamieci, mianowicie Bog do kazdego podchodzi
                                      indywidualnie, tak jak wspomnialem w poprzednim poscie, jestesmy bardzo rozni,
                                      do kazdego trzeba podejsc inaczej. Z zycia... czy psycholog ze swoimi
                                      pacjentami rozmawia jednakowo, podchodzi do ich problemow jednakowo? czy w
                                      ogole wszystkie problemy sa jednakowe i podchodzi sie do nich jednakowo? Chyba
                                      nie... Dzis jestem debilem, jutro moge byc geniuszem, lub odwrotnie, nie wiesz
                                      jakie plany ma Bog co do kazdego czlowieka... Ludzie po to sa doswiadczani zeby
                                      wyciagnac z kazdego takiego doswiadczenia jakies wnioski, lekcje. Czyz czlowiek
                                      nie umiera spokojniejszy nie majac na sumieniu zadnych grzechow? Oczywiscie ty
                                      mozesz patrzec, lub poprostu patrzysz inaczej na te rzeczy i dla ciebie te czy
                                      inne rzeczy moga nie miec sensu (juz nie powiem nie maja, bo wciaz moze byc
                                      jakis wspolny mianownik).
                                      K: A jak odroznisz, czy To Bog, czy tez Szatan (Bog tego swiata) do Ciebie
                                      przemawia?

                                      A jezeli chodzi o papieza... to tutaj nasze punkty calkowicie sie rozbiegaja,
                                      ja poprostu inaczej widze jego osobe i jego czyny.
                                      K: Bo ci Szatan, ktorego agentem jest Wojtyla, przeslonil oczy, i nie widzisz
                                      zidiocialego staruszka, a niemalze zywego boga... :(

                                      Uwazam go jak wielu zreszta na tej ziemi za wielki autorytet, uwazam ze
                                      doskonale spelnia swoja misje, przyciaga tlumy jakis nikt inny na swiecie
                                      przyciagnac nie potrafi. Trafia do serc ludzkich i mimo wszystko to znaczna
                                      wiekszosc go pozytywnie ocenia, a ja jestem poprostu jednym z nich, bo nic
                                      negatywnego nie zauwazylem w misji ktora ciagnie juz ponad 25lat. Jako papiez
                                      ma prawo pozostac do konca i to nie dlatego, ze jak co niektorzy
                                      uwazaja "kurczowo trzyma sie stolka", tylko on gleboko wierzy ze musi wytrwac
                                      do konca, ze Bog tak chce.
                                      K: Nie Bog, a Szatan - nie widzisz tego?

                                      Bo jakim sensem dla niego byloby trzymanie tego miejsca, skoro on non stop
                                      pracuje, a bardzo niewiele czasu poswieca dla odpoczynku? Czyz nie lepiej
                                      byloby mu poprostu udac sie na spoczynek i w spokoju doczekac smierci?
                                      K: Nie, bo on jest oblakanym schizofrenikiem, i wszystko widzi inaczej niz
                                      normalny czlowiek...:( Zal mi go, ale coz, Bog tego swiata tak widac
                                      chcial... :(
                                      • Gość: kagan Re: Bog osobowy czy bezosobowy? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.06.04, 13:34
                                        Jeszcze raz dla jasnosci:
                                        Gość portalu: kapitalizm napisał(a):
                                        - Pamietaj tylko - ateizm jest także formą wiary (w to, że Boga nie ma...)
                                        Ateizm (A-theism) nie jest wiara, tylko brakiem wiary, jest nie wiara.
                                        Tak jak apolityczny nie jest "polityczny inaczej", tylko nie polityczny.
                                        Decuduje tu literka "a"
                                        - Cala dyskusje w istnienie boga nalezaloby zaczac od okreslenia co to jest co
                                        nazywasz bog. Nie ma sensu pytanie czy wierzysz w boga albo, ze bog istnieje
                                        bez okreslenia (rozumowego) co to jest bog.
                                        To tak jakbym zapytal czy wierzysz w "unis", a nie podal co to jest unis.
                                        K: ;) Oczywiscie, ze inaczej rozumieja Boga prawdziwi monoteisci (Judaisci i
                                        Muzulmanie), inaczej "duoteisci" czyli Zoroastrainie, ktorzy wierza w 2
                                        rownorzednych Bogow: dobrego Ahure Mazde i zlego Ahrymana, a inaczej jeszcze
                                        politeisci, w tym chrzescijanie, ktorzy maja Boga Ojca (Jehowe), Boga Matke
                                        (Maryje czyli Miriam), Boga Syna (Jeszue ben Miriam czyli Jezusa) i caly legion
                                        aniolow roznego stopnia, swietych, blogoslawionych i tzw. Ojca Swietego na
                                        dodatek i jeszcze Ducha Swietego!
                                        - Co do reszty to moze w punktach, zeby szybciej:
                                        * teizm (theizm) czyli wiara w boga (bogow) zaklada nadprzyrodzonosc boga oraz
                                        calkowita wrodzona niepoznawalnosc boga przez czlowieka,
                                        * nadprzyrodzonosc czegos oznacza, ze nie jest to cos czescia przyrodzonego
                                        (naturalnego) swiata, a wiec jest spoza wszechswiata,
                                        * kazda istota (istnienie) zeby istniec musi posiadac jakas charakterystyke, w
                                        ten sposob odroznia sie od nieistnienia,
                                        * skoro bog istnieje(w oczach wierzacego) to musi posiadac jakas
                                        charakterystyke,
                                        * kazde okreslenie czym bog jest narzuca temu istnieniu ograniczenie, jesli np.
                                        jest wszechdobry, to nie moze byc wszechzly - ograniczenie,
                                        * z powyzszego wynika, ze bog aby istniec musi byc zupelnie nie okreslony (bez
                                        chrakterystyki).
                                        K: Oczywiście! Dobrze to ujales...
                                        * wierzacy mowia, ze bog jest niepoznawalny, ale zeby okreslic, ze cos jest nie
                                        poznawalne to cos musi istniec,
                                        * nie mozna miec wiedzy o istnieniu czegos co jest niepoznawalne,
                                        K: Oczywiście, ergo teologia nie ejst nauka, a tylko pseudonauka, jak np.
                                        astrologia!
                                        I stopnie naukowe z teologii sa warte tyle, co z astrologii czy alchemii... ;)
                                        - Jak wierzacy ma odroznic swa wiare w boga od wiary w nicosc?
                                        - skoro:
                                        # bog nie jest materia - nieistnienie (nicosc) rowniez nie jest materia,
                                        # bog nie ma ograniczen - nieistnienie rowniez nie ma ograniczen,
                                        # bog jest nie widoczny - tak jak nieistnienie,
                                        # bog sie nie zmienia - jak wyzej,
                                        # boga nie da sie opisac - j.w.,
                                        Wniosek: bog jest zaprzeczeniem rzeczywistosci!
                                        K: oczywiście!
                                      • Gość: Jarek Re: Bog osobowy czy bezosobowy? IP: 67.131.131.* 11.06.04, 19:16
                                        Twoje wcinki zostawie juz bez komentarza i tak sie nie zgadzamy :) dalsze
                                        produkowanie sie chyba nie bardzo ma sens, jak myslisz? tylko prosze nie
                                        zarzucaj mi braku argumentow, nie znioslbym tego :)
                                        • Gość: Kagan Re: Bog osobowy czy bezosobowy? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.06.04, 14:02
                                          Lepsze to niz mialbys mnie atakowac ad personam...
                                          • Gość: Jarek Re: Bog osobowy czy bezosobowy? IP: 67.131.131.* 14.06.04, 14:56
                                            A ty ciagle swoje :)
                                            • rajchman Re: Bog osobowy czy bezosobowy? 14.06.04, 16:13
                                              Dla mnie tylko bezosobowy mialby jakikolwiek sens...
    • Gość: vns Re: Nauka a wiara IP: 195.136.112.* 08.06.04, 10:27
      wiara w Boga - ktorego nie jestesmyw stanie pojac, objac, zdefiniowac, zwarzyc
      i zmierzyc - jest czyms innym, niz przyjmowanie na wiare elementow
      budujacych "bajkowy" swiat danej religii: niepokalane poczecie, smierc na
      krzyzu, gorejace krzewy, etc.
      opozycja wiara-nauka w kaganowym ujeciu wynika min. z faktu, ze o zdarzeniach
      fizycznych, o matematyce, chemii, czy etnologii mozemy dosc precyzyjnie mowic,
      wnosic o pewnych zdarzeniach poslugujac sie jezykiem naturalnym; w
      przeciwienstwie do tego wszelkie wypowiedzi o Bogu [takim, czy innym] sa proba
      opisania czegos co wg czlowieka wierzacego wykracza poza fizycznosc naszego
      swiata, do opisania czego brakuje odpowiednich pojec, a poslugiwanie sie
      jezykiem naturalnym "uczlowiecza" Istote Wyzsza, prymitywizuje. jednak dla
      wierzacego nei ma to wiekszego znaczenia. i dobrze
      jesli ktos wierzy - dobrze; nie wierzy - tez dobrze;
      budowanie opozycji albo nauka - albo bog jest falszem.
      • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.04, 11:52
        Gość portalu: vns napisał(a): wiara w Boga - ktorego nie jestesmyw stanie
        pojac, objac, zdefiniowac, zwarzyc i zmierzyc - jest czyms innym, niz
        przyjmowanie na wiare elementow budujacych "bajkowy" swiat danej religii:
        niepokalane poczecie, smierc na krzyzu, gorejace krzewy, etc.
        K: OK, ale wtedy jak odrzucisz te zydowskie nalecialosci, to stajesz sie Deista
        (p. moj watek o deizmie)...

        - opozycja wiara-nauka w kaganowym ujeciu wynika min. z faktu, ze o zdarzeniach
        fizycznych, o matematyce, chemii, czy etnologii mozemy dosc precyzyjnie mowic,
        wnosic o pewnych zdarzeniach poslugujac sie jezykiem naturalnym; w
        przeciwienstwie do tego wszelkie wypowiedzi o Bogu [takim, czy innym] sa proba
        opisania czegos co wg czlowieka wierzacego wykracza poza fizycznosc naszego
        swiata, do opisania czego brakuje odpowiednich pojec, a poslugiwanie sie
        jezykiem naturalnym "uczlowiecza" Istote Wyzsza, prymitywizuje. jednak dla
        wierzacego nei ma to wiekszego znaczenia. i dobrze
        K: Zle, bowiem wprowadzeni w blad przez kler, grzesza bluznierstwem, np.
        mowiac "Jezus Maryja": jesli Jezus byl Bogiem to jest to przeciwko Dekalogowi
        (nie uzywaj Imienia Pana daremnie), a jak nie byl tez jest grzechem (nie masz
        innych bogow ponad Mna, Jehowa)...

        - jesli ktos wierzy - dobrze; nie wierzy - tez dobrze;
        K: Tylko z pozycji Deizmu - dla teistow Bog to rodzaj dosc pamietliwego i
        niezbyt rozgarnietego sedziego i kata w jednej osobie... :(

        - budowanie opozycji albo nauka - albo bog jest falszem
        K: A to niby czemu? Uwazasz, ze kler moze sie mieszac do anuki i starc sie
        wprowadzac Boga "tylnymi drzwiami" do nauki?
        • Gość: Jarek Re: Nauka a wiara IP: 67.131.131.* 08.06.04, 15:24
          Tu sie z toba zgodze, poraz pierwszy, choc tez nie do konca :) Wezwanie imienia
          Boga nadaremno nie jest bluznierstwem ale naduzyciem. Wzywac mozna imie Jego
          tylko w modlitwie, "rzucaniem" imieniem Jego jest brakiem szacunku dla Niego.
          Oczywiscie zdarza sie, ze wzywane jest imie Jego w naglych przypadkach, gdy
          spotka cie jakies szczescie lub... nieszczescie, ale wtedy zwracasz sie do
          Niego z czyms konkretnym, a to jest roznica. Nawiazujac jeszcze do wypowiedzi
          przedmowcy, to faktem jest, ze Bog jest kims kogo nie jestesmy w stanie pojac.
          Jest On dla nas wielka tajemnica. Owszem objawil sie On nam, wiemy cos o Nim,
          ale nie zbadane sa wyroki Jego i wlasnie Kagan.... tutaj chcialbym wtracic
          jeszcze jedna rzecz. Tak po prawda, Bog nasz jest Bogiem pamietliwym i
          zazdrosnym, ale ma to swoje uzasadnienie, my jestesmy Jego stworzeniami i
          jezeli my jako Jego stworzenia odwracamy sie od niego, wtedy On ma do tego
          prawo a wrecz musi nas ukarac za to ze jestesmy tacy niewdzieczni wobec tego co
          On dla nas zrobil czy robi. Jezeli masz dziecko i ono cos zbroi, (nie mowie o
          drobiazgach) czy puszczasz mu to plazem, to co zlego zrobilo? Wszystkie
          doswiadczenia jakie przechodzimy w naszym zyciu, czy to te dobre czy zle sa za
          sprawa Boga. Jezeli zasluzymy sobie czyms dobrym, otrzymujemy nagrode, gdy cos
          zbroimy musimy byc przykladnie ukarani, zeby nie poczuc sie zbyt pewnie z
          naszymi zlymi uczynkami i zeby nie stoczyc sie z naszymi grzechami ktore tylko
          doprowadzaja do naszej zguby... My, jako istoty wolne mozemy sie buntowac, ale
          musimy wiedziec ze On nigdy nie chce dla nas zle. Oczywiscie spytasz, czyz nie
          jest zlem ze sa kataklizmy, wojny, ze ginie wiele istnien ludzkich, ludzie
          umieraja z glodu itd., ale nie we wszystkim co sie dzieje jest przylozona reka
          Boza, lecz jest to dzielo ludzkie. Dlaczego ludzie gloduja powiedzmy w takiej
          Afryce czy Korei Pln., czy innych czesciach swiata? Czyz nie dlatego ze w
          danych krajach rzadzi tyrania, ktora to dba wylacznie o swoje wygody a nic o
          lud swoj? Dlaczego pomoce z innych krajow do krajow najbiedniejszych zwykle nie
          docieraja do potrzebujacych? Bo sa przechwycane przez armie danego panstwa
          gdzie pomoc poszla i wykorzystywane dla ich potrzeb i co jest najsmieszniejsze
          w tym wszystkim, organizacje ktore udzielaja tych pomocy nie maja na to
          wplywu... Dlaczego sa wojny? Ludzie najwidoczniej sa tak wrednymi stworzeniami
          ze nie potrafia w spokoju zyc i musi sie caly czas cos dziac. Jest nas kilka
          miliardow na tej ziemi i jestesmy tak bardzo rozni od siebie i wsrod takiej
          ilosci zawsze sie znajdzie ktos kto musi wprowadzic zamet. W rodzinach czesto
          bywaja tzw. "czarne owce" a co dopiero wsrod ponad 6mld ludzi... A kataklizmy?
          To moze byc trudniejsze do wyjasnienia, ale.... czasem musi cos takiego sie
          wydarzyc, bo czyz to takiej tragedii ludzie sie nie jednocza i nie pomaga jeden
          drugiemu? Wszystko ma swoja odpowiedz, wystarczy sie troche wglebic...
          • rajchman Re: Nauka a wiara 08.06.04, 17:20
            Gość portalu: Jarek napisał(a): Tu sie z toba zgodze, poraz pierwszy, choc
            tez nie do konca :) Wezwanie imienia Boga nadaremno nie jest bluznierstwem ale
            naduzyciem. Wzywac mozna imie Jego tylko w modlitwie, "rzucaniem" imieniem Jego
            jest brakiem szacunku dla Niego. Oczywiscie zdarza sie, ze wzywane jest imie
            Jego w naglych przypadkach, gdy spotka cie jakies szczescie lub...
            nieszczescie, ale wtedy zwracasz sie do Niego z czyms konkretnym, a to jest
            roznica.
            K: Ja to rozumie inaczej, i wydaje mi sie, ze jedynie modlitwa dziekczynna nie
            jest bluznierstwem. Jesli Bog uzna, ze nalezy kogos ukarac, to ten moze tylko
            dziekowac Bogu, ze go wieksza kara nie spotkala, np. tylko smierc w
            cierpieniach trwajacych rok, a nie 10 lat czy nawet wiecznosc (Bog moze
            przeciez wszystko, a wiec torturowac wybrana osobe przez wiecznosc, utrzymujac
            ja w tym czasie w stanie pelnej swiadomosci zadawanych tortur)...

            Nawiazujac jeszcze do wypowiedzi przedmowcy, to faktem jest, ze Bog jest kims
            kogo nie jestesmy w stanie pojac. Jest On dla nas wielka tajemnica. Owszem
            objawil sie On nam, wiemy cos o Nim, ale nie zbadane sa wyroki Jego i wlasnie
            Kagan.... tutaj chcialbym wtracic jeszcze jedna rzecz. Tak po prawda, Bog nasz
            jest Bogiem pamietliwym i zazdrosnym, ale ma to swoje uzasadnienie, my jestesmy
            Jego stworzeniami i jezeli my jako Jego stworzenia odwracamy sie od niego,
            wtedy On ma do tego prawo a wrecz musi nas ukarac za to ze jestesmy tacy
            niewdzieczni wobec tego co On dla nas zrobil czy robi. Jezeli masz dziecko i
            ono cos zbroi, (nie mowie o drobiazgach) czy puszczasz mu to plazem, to co
            zlego zrobilo? Wszystkie doswiadczenia jakie przechodzimy w naszym zyciu, czy
            to te dobre czy zle sa za sprawa Boga. Jezeli zasluzymy sobie czyms dobrym,
            otrzymujemy nagrode, gdy cos zbroimy musimy byc przykladnie ukarani, zeby nie
            poczuc sie zbyt pewnie z naszymi zlymi uczynkami i zeby nie stoczyc sie z
            naszymi grzechami ktore tylko doprowadzaja do naszej zguby...
            K: Oj, znow bluznisz Panu Bogu swa pycha, ze niby On nie ma nic lepszego do
            roboty, tylko sprawdzac co ty robisz i decydowac, czy to jest koszerne czy
            nie... :( Grzech antropomofizacji...

            My, jako istoty wolne mozemy sie buntowac, ale musimy wiedziec ze On nigdy nie
            chce dla nas zle.
            K: Primo nie jestesmy wolni, jesli Bog jest Wszechmocny, secundo Bog jest ponad
            moralnoscia, wiec moze, jako Wszechmocny chciec dla nas albo zle, dobrze, albo
            tez nas ignorowac, i nikt mu tego nie moze zabronic... Znow grzeszysz,
            odmawiajac Bogu wszechmocy...

            Oczywiscie spytasz, czyz nie jest zlem ze sa kataklizmy, wojny, ze ginie wiele
            istnien ludzkich, ludzie umieraja z glodu itd., ale nie we wszystkim co sie
            dzieje jest przylozona reka Boza, lecz jest to dzielo ludzkie.
            K: Nic sie nie dzieje bez zgody Wszechmogacego, wiec jak Bog uzna, ze nalezy
            nas doswiadczyc katastrofa, to tak widac mialo byc, i juz... Bog stwarzajac
            swiat wiedzial przeciez z gory, co nas spotka...

            Dlaczego ludzie gloduja powiedzmy w takiej Afryce czy Korei Pln., czy innych
            czesciach swiata? Czyz nie dlatego ze w danych krajach rzadzi tyrania, ktora to
            dba wylacznie o swoje wygody a nic o lud swoj? Dlaczego pomoce z innych krajow
            do krajow najbiedniejszych zwykle nie docieraja do potrzebujacych? Bo sa
            przechwycane przez armie danego panstwa gdzie pomoc poszla i wykorzystywane dla
            ich potrzeb i co jest najsmieszniejsze w tym wszystkim, organizacje ktore
            udzielaja tych pomocy nie maja na to wplywu... Dlaczego sa wojny? Ludzie
            najwidoczniej sa tak wrednymi stworzeniami ze nie potrafia w spokoju zyc i musi
            sie caly czas cos dziac.
            K: NIE! Bo tak zaplanowal Bog, stwarzajac swiat. Jesli myslisz inaczej, to
            jestes bluznierca i heretykiem odmawiajacym Bogu Wszechmocy... Nic bowiem sie
            nie moze dziac w swiecie stworzonym przez Wszechmogacego bez jego wiedzy i
            zgody!

            Jest nas kilka miliardow na tej ziemi i jestesmy tak bardzo rozni od siebie i
            wsrod takiej ilosci zawsze sie znajdzie ktos kto musi wprowadzic zamet. W
            rodzinach czesto bywaja tzw. "czarne owce" a co dopiero wsrod ponad 6mld
            ludzi... A kataklizmy? To moze byc trudniejsze do wyjasnienia, ale.... czasem
            musi cos takiego sie wydarzyc, bo czyz to takiej tragedii ludzie sie nie
            jednocza i nie pomaga jeden drugiemu? Wszystko ma swoja odpowiedz, wystarczy
            sie troche wglebic...
            K: Tyle, ze ty sie nie potrafisz wglebic, i nie rozumiesz, ze wierzac w Boga
            Wszechmogacego musisz uznac, ze jest On na prawde Wszechmogacy, a wiec ani zly,
            ani dobry (ponad moralnoscia), i ze nic sie nie moze dziac, w tym najgorsze
            zlo, bez Jego zgody i wiedzy...
            Pozdr.
            • Gość: stop Re: Nauka a wiara IP: *.netshare.krosno.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.06.04, 23:02
              Kagan - czy nie masz wrażenia że "Boskie" problemy biorą się z powodu prób
              opisania tego, co przekracza ludzką zdolność pojmowania, pojeciami dostępnymi
              ludziom? Jesteśmy ograniczeni-naszymizmysłami,naszym sposobem wyrazania.
              Z pewnością lingwiści biegli w "egzotycznych" językach lepiej niz ja wyjaśnią
              Ci jak bardzo język jest związany ze sposobem odbierania zewnętzrznych bodźców.
              • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.06.04, 13:05
                Gość portalu: stop napisał(a):
                Kagan - czy nie masz wrażenia że "Boskie" problemy biorą się z powodu prób
                opisania tego, co przekracza ludzką zdolność pojmowania, pojeciami dostępnymi
                ludziom? Jesteśmy ograniczeni-naszymizmysłami,naszym sposobem wyrazania.
                Z pewnością lingwiści biegli w "egzotycznych" językach lepiej niz ja wyjaśnią
                Ci jak bardzo język jest związany ze sposobem odbierania zewnętzrznych bodźców.
                K: Wiem cos o tym, bo klika lat bylem (co prawda bardziej formalnie niz
                realnie) "przypisany" do Szkoly Jezykoznawstwa i Badan nad Kultura Monash
                University w Melbourne i sporo dyskutowalem z jezykoznawcami... ;)
                A dalej kopiuje z innego watku na tym forum (deizm a teizm):
                - Cala dyskusje w istnienie boga nalezaloby zaczac od okreslenia co to jest co
                nazywasz bog. Nie ma sensu pytanie czy wierzysz w boga albo, ze bog istnieje
                bez okreslenia (rozumowego) co to jest bog.
                To tak jakbym zapytal czy wierzysz w "unis", a nie podal co to jest unis.
                K: ;) Oczywiscie, ze inaczej rozumieja Boga prawdziwi monoteisci (Judaisci i
                Muzulmanie), inaczej "duoteisci" czyli Zoroastrainie, ktorzy wierza w dwoch
                rownorzednych Bogow: dobrego Ahure Mazde i zlego Ahrymana, a inaczej jeszcze
                politeisci, w tym chrzescijanie, ktorzy maja Boga Ojca (Jehowe), Boga Matke
                (Maryje czyli Miriam), Boga Syna (Jeszue ben Miriam czyli Jezusa) i caly legion
                aniolow roznego stopnia, swietych, blogoslawiaonych i tzw. Ojca Swietego na
                dodatek i jeszcze Ducha Swietego!
                - Co do reszty to moze w punktach, zeby szybciej:
                * teizm (theizm) czyli wiara w boga (bogow) zaklada nadprzyrodzonosc boga oraz
                calkowita wrodzona niepoznawalnosc boga przez czlowieka,
                * nadprzyrodzonosc czegos oznacza, ze nie jest to cos czescia przyrodzonego
                (naturalnego) swiata, a wiec jest spoza wszechswiata,
                * kazda istota (istnienie) zeby istniec musi posiadac jakas charakterystyke, w
                ten sposob odroznia sie od nieistnienia,
                * skoro bog istnieje(w oczach wierzacego) to musi posiadac jakas
                charakterystyke,
                * kazde okreslenie czym bog jest narzuca temu istnieniu ograniczenie, jesli np.
                jest wszechdobry, to nie moze byc wszechzly - ograniczenie,
                * z powyzszego wynika, ze bog aby istniec musi byc zupelnie nie okreslony (bez
                chrakterystyki).
                K: Oczywiście! Dobrze to ujales... J

                * wierzacy mowia, ze bog jest niepoznawalny, ale zeby okreslic, ze cos jest nie
                poznawalne to cos musi istniec,
                * nie mozna miec wiedzy o istnieniu czegos co jest niepoznawalne,
                K: Oczywiście, ergo teologia nie ejst nauka, a tylko pseudonauka, jak np.
                astrologia!
                I stopnie naukowe z teologii sa warte tyle, co z astrologii czy alchemii... ;)

                - Jak wierzacy ma odroznic swa wiare w boga od wiary w nicosc?
                - skoro:
                # bog nie jest materia - nieistnienie (nicosc) rowniez nie jest materia,
                # bog nie ma ograniczen - nieistnienie rowniez nie ma ograniczen,
                # bog jest nie widoczny - tak jak nieistnienie,
                # bog sie nie zmienia - jak wyzej,
                # boga nie da sie opisac - j.w.,
                Wniosek: bog jest zaprzeczeniem rzeczywistosci!
                K: oczywiście!
                ==============
                Pozdr. :)
                Kagan


                • Gość: Capitalism Re: Nauka a wiara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.06.04, 14:03
                  Wierzacy w Unis (WwU): "Magiczny Unis siedzi na moim ramieniu."
                  Sceptyk (S): "Nic nie widze."
                  WwU: "Oczywiscie ze nie, on jest niewidoczny."
                  S: "Ale ja nawet w zaden sposob nie moge go wyczuc."
                  WwU: "Poniewaz on nie jest materialny. Mowilem przeciez, ze on jest magiczny."
                  S: "Dlaczego mialbym wogole zaakceptowac twoje twierdzenie? Co to wogole jest
                  ten unis i jaki masz dowod na jego istnienie?
                  WwU: "Istnienie mojego Unis nie wymaga dowodow. Swiadectwo na jego istnienie to
                  ostatnia rzecza o jaka powinienes sie martwic. Najpierw musisz zaakceptowac
                  twierdzenie o istnieniu mego niewidocznego Unis, a potem mozemy przejsc do
                  OZNAK jego istnienia."

                  Mysle, ze jak narazie ten dialog nie ma sensu. W celu zaakceptowania jakiejs
                  wiary (w cokolwiek, kogokolwiek) najpierw musimy poznac tenze obiekt. Tak wiec
                  dowod na jego istnienie NAJPIERW.
                  Ale przypuscmy na chwile, ze nasz sceptyk zgodzil sie na istnienie
                  niewidzialnego unis bez wczesniejszego dowodu. Jakie wtedy bylyby oznaki na
                  istnienie tego unis?
                  S: "Niech ci bedzie, zgadzam sie na brak dowodu, ale skoro mam miec wiare w
                  tego unis, powiedz mi cos wiecej o nim."
                  WwU: "Moj Unis jest zrodlem wszelkich deszczy na Ziemi."
                  S: "Ale jaki jest dowod na jego istnienie?"
                  WwU: "Za kazdym razem gdy pada deszc widzisz mojego Unis w akcji.
                  Czy jescze potrzebujesz jakichs dowodow?".......
    • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.06.04, 14:25
      Re: Kolejny dowod na nieistnienie Boga
      Autor: Gość: Kagan IP: *.internetdsl.tpnet.pl
      Data: 11.06.2004 14:22
      --------------------------------------------------------------------------------
      OTO DOWOD NA TO, ZYDOWSKI BOZEK JAHWEH NIE JEST WSZECHMOCNY:
      W pewnym miejscu Palestyny zmienila sie sytuacja, gdyz Zydzi natrafili na konie
      i zelazne rydwany bojowe; na konie obmyslili sposoby, lecz nie mogli dac
      rady "wozom zelaznym"218.
      218 Deut XX i Jos XI 6, 9 i XVII 6; Iud I 19, IV 3.
      Link: www.polonica.net/Cywilizacja_zydowska_przypisy.htm
      www.polonica.net/Cywilizacja_zydowska_2.htm
      Cywilizacja zydowska - Feliks Konieczny (czesc 2)
      ... W pewnym miejscu Palestyny zmienila sie sytuacja, gdyz Zydzi natrafili na
      konie i zelazne rydwany bojowe; na konie obmyslili sposoby, lecz nie mogli dac
      rady ...
      www.polonica.net/Cywilizacja_zydowska_2.htm
      ;)
    • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.06.04, 14:32
      Ewangelia wg. sw. Ralucha, przypowiesc Dwudziesta Trzecia
      Tego poranka ktos zapukal do mych drzwi. Kiedy je otworzylem, ujrzalem zadbana,
      ladnie ubrana pare
      ludzi. Mezczyzna odezwal sie pierwszy:

      Czesc! Ja jestem Jan, a to Maria.

      Maria: Czesc! Przyszlismy by zaprosic cie bys pocalowal z nami dupe Henryka.

      Ja: Przepraszam?! O czym wy mowicie? Kim jest Henryk, i dlaczego mialbym chciec
      calowac jego dupe?

      Jan: Jesli pocalujesz Henryka w dupe, da ci on milion dolarow; a jesli nie,
      spierze cie na kwasne
      jablko.

      Ja: - Co? Czy to jakas wariackie rozruchy?

      Jan: Henryk jest miliarderem i filantropem. Henryk zbudowal to miasto. Henryk
      posiada je cale. On
      moze zrobic wszystko co zechce, i chce ci akurat dac milion dolarow, ale nie
      moze poki nie
      pocalujesz go w dupe.

      Ja: To zupelnie bez sensu. Dlaczego...

      Maria: Kim jestes by podawac w watpliwosc dar Henryka? Nie chcesz miliona
      dolarow? Czy nie sa one
      warte malego pocalunku w dupe?

      Ja: No coz, moze, jesli to prawda, ale...

      Jan: A wiec chodz pocalowac z nami dupe Henryka.

      Ja: Czy czesto ja calujecie?

      Maria: O tak, caly czas...

      Ja: I dal wam juz te milion dolarow?

      Jan: No coz, nie, nie mozna dostac pieniedzy poki nie wyjedzie sie z miasta.

      Ja: A wiec czemu jeszcze z niego nie wyjechaliscie?

      Maria: Nie mozesz wyjechac poki Henryk ci nie pozwoli, albo on nie da ci
      pieniedzy i stlucze na
      kwasne jablko.

      Ja: Czy znacie kogokolwiek kto pocalowal Henryka w dupe, wyjechal z miasta i
      dostal milion dolarow?

      Jan: Moja matka calowala Go w dupe cale lata. Rok temu wyjechala, i jestem
      pewien ze dostala
      pieniadze.

      Ja: Nie rozmawiales z nia od tamtej pory?

      Jan: - Oczywiscie ze nie, Henryk nie pozwala na to.

      Ja: - Dlaczego wiec sadzicie ze ktokolwiek dostaje pieniadze, skoro nigdy z
      nikim takim nie
      rozmawialiscie?

      Maria: No coz, dostajesz troszke przed wyjazdem. Moze bedzie to podwyzka, moze
      wygrasz cos na
      loterii, moze po prostu znajdziesz dwudziestaka na ulicy.

      Ja: A co to ma wspolnego z Henrykiem?

      Jan: Henryk ma pewne znajomosci.

      Ja: Przykro mi, ale pachnie mi to jakims monstrualnym oszustwem.

      Jan: Ale to przeciez milion dolarow, czy mozesz przepuscic taka szanse? Poza
      tym, pamietaj ze jesli
      nie pocalujesz Henryka w dupe, zbije cie on na kwasne jablko.

      Ja: Moze jesli bym mogl zobaczyc Henryka, pogadac z nim, uzyskac wiecej
      bezposrednich informacji...

      Maria: Nikt nie widzial Henryka, nikt z nim jeszcze nie rozmawial.

      Ja: A wiec jak calujecie go w dupe?

      Jan: Czasem posylamy po prostu calusa, myslac o jego dupie. Czasem calujemy w
      dupe Karola, i on
      przekazuje to dalej.

      Ja: Kim jest Karol?

      Maria: Naszym przyjacielem. To on nauczyl nas wszystkiego o calowaniu dupy
      Henryka. Wszystko co
      musielismy zrobic, to po prostu zaprosic go do nas kilka razy na obiad.

      Ja: I tak po prostu uwierzyliscie mu na slowo, kiedy powiedzial ze jest Henryk,
      ze Henryk chce
      byscie pocalowali go w dupe, i ze zostaniecie za to wynagrodzeni?

      Jan: O nie, Karol mial list ktory Henryk wyslal mu wiele lat temu, w ktorym
      wszystko zostalo
      wyjasnione. Tutaj jest jest jego kopia, sam ja zobacz.

      Jan podal mi kserokopie recznie zapisanej kartki, w ktorej naglowku stalo: "Z
      notatnika Karola".
      Bylo tam wypisanych jedenascie punktow.

      1.. Pocaluj Henryka w dupe, a dostaniesz milion dolarow gdy opuscisz miasto.
      2.. Uzywaj alkoholu z wstrzemiezliwoscia.
      3.. Bij na kwasne jablko kazdego kto jest inny od ciebie.
      4.. Zdrowo jadaj.
      5.. Henryk osobiscie podyktowal ten list.
      6.. Ksiezyc jest zrobiony z zielonego sera.
      7.. Wszystko co Henryk powiedzial jest prawda.
      8.. Myj rece po skorzystaniu z toalety.
      9.. Nie pij
      10.. Jadaj swe parowki wylacznie w bulkach, bez zadnych dodatkow.
      11.. Pocaluj Henryka w dupe, albo zbije cie on na kwasne jablko.
      Ja: Ale to wyglada na pisane w notatniku Karola.

      Maria: Henryk akurat nie mial papieru.

      Ja: Mam wrazenie ze gdybysmy sprawdzili, okazaloby sie to pismem Karola.

      Jan: Oczywiscie, ale to Henryk to podyktowal.

      Ja: Mowiliscie przeciez ze nikt Henryka nie widzial?

      Maria: Teraz nie, ale wiele lat temu przemawial on do niektorych ludzi.

      Ja: Mowiliscie ze jest on filantropem. Co za filantrop bije ludzi na kwasne
      jablko tylko za to ze sa
      inni?

      Maria: Tego chce Henryk, a ma on zawsze racje.

      Ja: Skad to wiecie?

      Maria: Punkt 7 mowi ze "Wszystko co Henryk powiedzial jest prawda". To mi
      wystarczy!

      Ja: Moze wasz przyjaciel Henryk po prostu zmyslil to wszystko?

      Jan: Nie ma mowy! Punkt 5 mowi "Henryk osobiscie podyktowal ten list". Poza
      tym, punkt 2 mowi
      "Uzywaj alkoholu z wstrzemiezliwoscia", punkt 4 "Zdrowo jadaj", i punkt 8 "Myj
      rece po skorzystaniu
      z toalety". Kazdy wie ze te stwierdzenia sa prawdziwe, a wiec i reszta taka
      musi byc.

      Ja: Ale punkt 9 stwierdza "Nie pij", co nie pasuje zbytnio do punktu 2 "Uzywaj
      alkoholu z
      wstrzemiezliwoscia". Punkt 6 zas mowi "Ksiezyc jest zrobiony z zielonego sera",
      a to jest totalna
      bzdura.

      Jan: Nie ma sprzecznosci miedzy 9 i 2; 9 po prostu uscisla 2. A co do 6, to
      przeciez nigdy nie byles
      na Ksiezycu, a wiec nie mozesz wiedziec na pewno.

      Ja: Naukowcy udowodnili przeciez ze ksiezyc jest zrobiony ze skal...

      Maria: Ale nie wiedza czy przybyly one z Ziemi, czy z glebi kosmosu, wiec
      rownie dobrze moze to byc
      zielony ser.

      Ja: Naprawde nie jestem tu ekspertem, ale wydawalo mi sie ze teoria iz Ksiezyc
      powstal z fragmentow
      Ziemi zostala obalona. Poza tym, niewiedza skad skala przybyla nie czyni jej
      jeszcze zielonym serem.

      Jan: Aha! Wlasnie przyznales ze naukowcy czesto sie myla, lecz my wiemy ze
      Henryk zawsze ma racje!

      Ja: My wiemy?

      Maria: Oczywiscie ze tak, Punkt 7 "Wszystko co Henryk powiedzial jest prawda"
      przeciez tak mowi.

      Ja: Mowicie ze Henryk zawsze ma racje poniewaz tak mowi list, a list jest
      prawdziwy poniewaz Henryk
      go podyktowal, poniewaz tak mowi list. To okrezna logika, w niczym nie rozniaca
      sie od stwierdzenia:
      "Henryk ma racje, poniewaz powiedzial ze ma racje".

      Jan: Wreszcie zaczynasz rozumiec! To takie radosne widziec kogos
      przyblizajacego sie do mysli
      Henryka.

      Ja: Ale... eh, niewazne. A co z parowkami?

      Maria sie zarumienila. Jan mi zas odpowiedzial:

      Jan: Parowki, w bulkach, bez dodatkow. To po Henrykowemu. Kazdy inny sposob
      jest zly.

      Ja: A co jesli nie mam bulki?

      Jan: Nie ma bulki, nie ma parowki. Parowka bez bulki jest zla!

      Ja: - Bez przypraw? Bez musztardy?

      Maria zamarla porazona.

      Jan (krzyknal): - Jak ci nie wstyd uzywac takich slow! Wszelkie dodatki sa zle!

      Ja: A wiec wielki stos kiszonej kapusty z kawaleczkami parowek jest nie do
      przyjecia?

      Maria zatkala sobie uszy palcami, mruczac: "Nie slysze tego, la la la, la la,
      la la la."

      Jan: To obrzydliwe. Tylko jakis potworny zboczeniec moglby to jesc...

      Ja: To dobrze! Ja jem to bardzo czesto.

      Maria omdlala. Jan zdazyl ja pochwycic i wysyczal: "Jeslibym wiedzial ze jestes
      jednym z tych, nie
      marnowalbym swego czasu. Kiedy Henryk zbije cie na kwasne jablko, ja tam bede,
      liczac swe pieniadze
      i glosno sie smiejac. Na razie jednak pocaluje Henryka w dupe za Ciebie, ty
      bezbulkowy,
      parowkokrojacy pozeraczu kapusty!"
      Mowiac to, pociagnal Marie do ich czekajacego samochodu, i odjechal.
      Robert Anton Wilson
      Tlumaczenie: Eimi Kion
      ======================



      • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.06.04, 14:34
        10 powodow, dla ktorych Piwo jest lepsze niz Jezus
        Oto one:
        1. Nikt Cie nie zabije za niepicie Piwa.
        2. Piwo nie mowi Ci jak uprawiac seks.
        3. Piwo nigdy nie wywolalo wojny.
        4. Nieletni, ktorzy nie mysla samodzielnie nie sa zmuszani do Piwa.
        5. Kiedy masz Piwo nie stukasz do drzwi innych ludzi zeby im je dac.
        6. Nikt nigdy nie był spalony na stosie, powieszony lub torturowany
        z powodu preferowanego rodzaju Piwa.
        7. Nie musisz czekac 2000 lat na drugie Piwo.
        8. Istnieja prawa zabraniające podawanie klamliwych informacji na
        etykietach od Piwa.
        9. Mozesz udowodnic, ze masz Piwo.
        10. Jesli poswieciles swoje zycie Piwu, istnieja organizacje, ktore
        moga Ci pomoc.
      • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.06.04, 14:36
        Jak Pan Bog szukal narodu, ktory moglby sobie wybrac?
        Ano tak:
        Na poczatku przyszedl do Arabow. Pyta sie:
        - Czy chcecie moje przykazanie?
        - A jakie?
        - "Nie kradnij".
        - Panie! My zyjemy z rabowania karawan, jezeli przestaniemy krasc,
        to jak na tej pustyni bedziemy mogli wyzyc, jest to niemozliwe!
        Nie chcemy takiego przykazania

        Przyszedl Pan do Amorytow i pyta
        - Czy chcecie moje przykazanie?
        - A jakie?
        - "Nie zabijaj".
        - Panie! Jestesmy najwaleczniejszym narodem, zyjemy z wojny i z
        podbojow, jak bedziemy mogli egzystowac bez zabijania? Nie, nie
        chcemy Twojego przykazania.

        Przyszedł Pan do Amalekitow i pyta:
        - Czy chcecie moje przykazanie?
        - A jakie?
        - "Nie cudzoloz".
        - Panie! Podstawa naszego kultu sa kaplanki oddajace się milosci w
        swiatyni, jezeli tego zaniechamy to co stanie sie z nasza
        religijnoscia, naszą wiara? Nie, nie chcemy Twojego przykazania.

        Pan Bog był już w klopocie, ale zobaczyl maly narod izraelski
        znajdujacy sie w niewoli egipskiej, przyszedl do nich i pyta:
        - Czy chcecie moje przykazanie?
        - A ile by ono kosztowalo?
        - Nic, za darmo!
        - Tak calkiem bez placenia?
        - Calkiem za darmo!
        - To my byśmy wzieli dziesięc!





    • Gość: 400 ;) Re: Nauka a wiara IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.06.04, 14:03
      • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.e-loko.pl 21.06.04, 19:23
        Sa nie do pogodzenia, jak ogien z woda... ;)
        • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: 212.180.161.* 22.06.04, 19:25
          Wszyscy sie ze mna zgadzaja na tym forum?
          • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: 195.116.92.* 23.06.04, 12:43
            Chyba tak...;)
            • rycho7 teologia, choreografia i inne 25.06.04, 18:40
              Ja sie nie zgadzam. Do nauk zalicza sie teologie, choreografie i inne stwory.
              Maja one swoje metodologie naukowe i wiara w bogow im zupelnie nie przeszkadza.

              Wspolczesne uniwersytety wywodza sie z uniwersytetow z jednym tylko wydzialem:
              teologii.

              Ponadto matematycy operuja tak abstrakcyjna "materia", ze boskosc moze sie w
              niej miescic i w niczym nie przeszkadzac.

              Czyszczenie glow naukowcow z religii jest raczej faszyzmem niz ateizmem.
              • Gość: kagan Re: teologia, choreografia i inne IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 26.06.04, 16:10
                Odpowiedzialza mnie kto inny...
                Język religijny Autor: Gość: Kasyx IP: 213.25.168.*
                Data: 26.06.2004 10:42
                --------------------------------------------------------------------------------
                TEraz kolejna kwestia. Wiele twierdzeń religijnych, jeśli nawet nie wszystkie
                jest pozbawionych sensu. Ma się wrażenie, że słowa te nie mają żadnego
                znaczenia. Wierzący tłumaczą, że to jest tajemnica.
                Mamy np. twierdzonko „Bóg wskrzesi żywych i umarłych”. Załóżmy, że przeżyliśmy
                swą śmierć cielesną. Ale skąd wtedy będziemy wiedzieć, że to właśnie Bóg nas
                wskrzesił? Skąd będziemy wiedzieć, że właśnie z Nim się spotkaliśmy?
                Mówienie „dowiesz się po śmierci” jest bezsensowne, bo jeśli teraz nie wiem co
                powinienem ujrzeć, żeby był to Bóg, to co ma do tego śmierć fizyczna?
                Jeśli nie mam żadnego pojęcia jak wygląda lew, to będąc w ZOO lub Afryce nie
                potrafiłbym rozpoznać lwa.
                Można powiedzieć: „Bóg jest tym co ujrzysz po śmierci”. To znowu bezsens.
                Przede wszystkim skąd akurat wiadomo, że od razu ujrzę Boga? Może to np. będzie
                diabeł, który będzie udawał Boga? Mogę ujrzeć albo dusze błogosławionych, albo
                potępionych, w zależności gdzie trafię. Będzie to dla mnie nowy świat z nowymi
                niespodziankami. Na jakiej podstawie będę wtedy mógł stwierdzić, że spotkałem
                Boga?
                Mówienie, że Bóg jest to co ujrzę po śmierci i co się będzie absolutnie różniło
                od wszystkiego innego z czym się kiedykolwiek zetknąłem też nie jest dobre. Po
                śmierci nie będę miał narządów zmysłów którymi to wszystko dostrzegałem, Boga
                nie będę przecież widział oczami, więc jak poznam, że się różni? Ten argument
                miałby sens, gdybym Boga widział normalnie oczami jak rzeczy w życiu, bo tylko
                wtedy mógłbym porównać. Można z kolei powiedzieć, że Bóg będzie się różnił od
                wszystkiego innego co ujrzę po śmierci, a wszystkie istoty, z którymi zetknąłem
                się pośrednio i bezpośrednio w ziemskim życiu będę mógł i w zaświatach poznać.
                Poznam więc po śmierci swoich krewnych, przyjaciół, znajomych itp. Będę
                wiedział, że to akurat oni, a nie Bóg. Lecz będę mógł tylko powiedzieć czym Bóg
                nie jest. Ale jak odróżnię Boga od „nicości”? Skąd będę wiedział, że to akurat
                Bóg, a nie po prostu „nic”?
                Teraz weźmy zdanie: „Bóg kocha dzieci swoje”. Wiemy co musi zachodzić, żeby
                twierdzić, że np. Nowak kocha swoje dzieci. Wiemy też co oznacza, że Nowak
                swych dzieci nie kocha, potrafimy to poznać empirycznie. Ale jak to odnieść do
                Boga? Tyle zła na świecie, wojen, głodu, chorób nieuleczalnych, przemocy,
                cierpienia, a cały czas się twierdzi, że Bóg nas kocha. Co więc musi zajść by
                powiedzieć, że Bóg nas nie kocha? Obojętnie co się by stało teiści zawsze będą
                mówili, że Bóg nas kocha. Ale wtedy to twierdzenie nic konkretnie nie opisuje.
                Jeśli zwykli rodzice pozwalają by ich dzieciom działa się krzywda, to nikt nie
                mówi, że są kochającymi rodzicami.
                Jaka jest więc różnica między zdaniem „Bóg nas kocha”, a zdaniem „Bóg nas nie
                kocha”?
                Przyjmowanie tych twierdzeń na wiarę jest złe, jak mam wierzyć w coś czego nie
                rozumiem? Za wiarą, jeśli ma być sensowna, muszą przemawiać jakieś racje
                rozumowe. Mogę wam powiedzieć, istnieje dgfhhhfjjjjsh. Spytacie: „że co?” A ja
                na to: przyjmijcie to na wiarę.
                Swoją drogą chrześcijaństwo jest chyba zbiorem najbardziej bezsensownych
                twierdzeń w historii: Bóg będący nieskończoną miłością i jednocześnie
                tolerujący zło; jeden Bóg w 3 Osobach; jednocześnie Bóg i człowiek; Bóg, który
                ma matkę; opłatek stający się Ciałem Chrystusa; Bóg będący istotą
                transcendentną, spoza naszego świata, ale równocześnie istniejący w każdym
                punkcie tego naszego świata (nie jest już wtedy transcendentny)...
                Te i podobne „twierdzenia” są zbywane krótkim „to tajemnica” albo od setek lat
                bezskutecznie „udowadniane” i „tłumaczone” przez rozmaitych teologów.



              • Gość: Kagan Re: teologia, choreografia i inne IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.06.04, 12:41
                Choreografia to dziedzina sztuki, a nie nauki!
                • rycho7 ludzkie role 27.06.04, 18:17
                  Gość portalu: Kagan napisał(a):

                  > Choreografia to dziedzina sztuki, a nie nauki!

                  Wierzysz w to? Nic mi wiec do tego.

                  W swych rozwazaniach zapominasz, ze ludzie wystepuja w zyciu w roznych rolach.
                  Rola naukowca ma swoje zasady a rola wiernego ma swoje. Role mozna od siebie
                  oddzielic i ich zasady takze. Na pewno jest to obludne ale zazwyczaj nie
                  szkodzi. Wobec ogromu niewiedzy oparcie w transcedencji pozwala nie oszalec.

                  Ja doskonale rozumiem potrzebe istnienia religijnych naukowcow. Jezeli Ty tego
                  nie rozumiesz to popracju nad soba. Ja Cie w tej pracy nie zastapie. Mnie
                  bardziej obchodzi okradanie mnie przez kler przy pomocy panstwa. Moja swieta
                  wlasnoc jest wazniejsza od ich.
                  • Gość: Kagan Re: ludzkie role IP: 217.76.102.* 28.06.04, 21:20
                    R: W swych rozwazaniach zapominasz, ze ludzie wystepuja w zyciu w roznych
                    rolach. Rola naukowca ma swoje zasady a rola wiernego ma swoje. Role mozna od
                    siebie oddzielic i ich zasady takze. Na pewno jest to obludne ale zazwyczaj
                    nie szkodzi. Wobec ogromu niewiedzy oparcie w transcedencji pozwala nie
                    oszalec.
                    K: Pamietaj, ze wiara jest nieracjonalna, a uczony ex definitio powinien byc
                    racjonalny!

                    R: Ja doskonale rozumiem potrzebe istnienia religijnych naukowcow. Jezeli Ty
                    tego nie rozumiesz to popracju nad soba. Ja Cie w tej pracy nie zastapie. Mnie
                    bardziej obchodzi okradanie mnie przez kler przy pomocy panstwa. Moja swieta
                    wlasnoc jest wazniejsza od ich.
                    K: W tym sie zgadzamy!
                    • Gość: rcm Re: ludzkie role IP: *.aster.pl / *.aster.pl 28.06.04, 22:00
                      > K: Pamietaj, ze wiara jest nieracjonalna, a uczony ex definitio powinien byc
                      > racjonalny!

                      Zawsze, czy tylko w nauce ? Także wtedy kiedy wyraża swoje uczucia ? W życiu
                      codziennym bardzo żadko jesteśmy racjonalni, wbrew temu co sobie wmawiamy. A
                      religia nie może być racjonalna bo służy innym celom niż nauka.
                      • Gość: Kagan Re: ludzkie role IP: 217.76.102.* 29.06.04, 19:44
                        Mowa jest tu o nauce, a nie np. o milosci i jej roznych odmianach...
                    • rycho7 Re: ludzkie role 29.06.04, 11:26
                      Gość portalu: Kagan napisał(a):

                      > R: W swych rozwazaniach zapominasz, ze ludzie wystepuja w zyciu w roznych
                      > rolach. Rola naukowca ma swoje zasady a rola wiernego ma swoje. Role mozna
                      od
                      > siebie oddzielic i ich zasady takze. Na pewno jest to obludne ale zazwyczaj
                      > nie szkodzi. Wobec ogromu niewiedzy oparcie w transcedencji pozwala nie
                      > oszalec.
                      > K: Pamietaj, ze wiara jest nieracjonalna, a uczony ex definitio powinien byc
                      > racjonalny!

                      Widze, ze nie pojmujesz nieracjonalnosci ogromu niewiedzy z jaka boryka sie
                      kazdy uczciwy naukowiec. Aby nie zwariowac moze uzywac jako terapii wiary.
                      Wiara byla i jest lekiem na niewiedze. Proste, latwe odpowiedzi. I mozna
                      odpoczac w blogosci oczekiwania nagrody w niebie.
                      • Gość: Kagan Re: ludzkie role IP: 217.76.102.* 29.06.04, 19:44
                        Wiara to jest narkotyk, pisal o tym juz Marx. A leczenie sie narkotykami to
                        pseudoterapia i czysty eskapizm... Nieracjonalny naukowiec to zas sprzecznosc
                        sama w sobie: nie myl naukowca z tzw. pracownikiem naukowym!
                        • Gość: rcm Re: ludzkie role IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.06.04, 23:23
                          > Wiara to jest narkotyk, pisal o tym juz Marx. A leczenie sie narkotykami to
                          > pseudoterapia i czysty eskapizm... Nieracjonalny naukowiec to zas sprzecznosc
                          > sama w sobie: nie myl naukowca z tzw. pracownikiem naukowym!

                          Sprzecznością jest naukowiec nieracjonalny w rozważaniach naukowych. Poza nimi
                          może robić co mu się żywnie podoba. Jeśli potrafi zawiesić swoje myślenie "na
                          codzień" na czas rozważań i badań naukowych to wystarczy.
                          • Gość: Kagan Re: ludzkie role IP: *.antlabs.com / 203.118.10.* 01.07.04, 01:18
                            Od razu widac, ze nie znasz psychologii. Osobowsc jest caloscia, nie mozna wiec
                            swiadomie "zawiesic" jej nieracjonalnej, wierzacej czesci...
                            • Gość: mrc Re: ludzkie role IP: *.aster.pl / *.aster.pl 01.07.04, 11:03
                              > Od razu widac, ze nie znasz psychologii. Osobowsc jest caloscia, nie mozna
                              wiec
                              >
                              > swiadomie "zawiesic" jej nieracjonalnej, wierzacej czesci

                              Jeśli znasz psychologię społeczną, to powinieneś wiedzieć, że ludzie
                              najczęściej zachowują się i myślą w sposób który można określić jako
                              nieracjonalny, choć oczywiście wymyślają sobie jakieś racjonalizacje które by
                              ich zachowanie i myślenie wyjaśniały (wszyscy, naukowcy też). A ponieważ, Twoim
                              zdaniem, nie można zawiesić nieracjonalności, wynikałoby z tego, że nikt nigdy
                              nie jest racjonalny.
                              • Gość: Kagan Re: ludzkie role IP: *.lib.unimelb.edu.au 06.07.04, 12:08
                                K: Od razu widac, ze nie znasz psychologii. Osobowosc jest caloscia, nie mozna
                                wiec swiadomie "zawiesic" jej nieracjonalnej, wierzacej czesci...
                                - Jeśli znasz psychologię społeczną, to powinieneś wiedzieć, że ludzie
                                najczęściej zachowują się i myślą w sposób który można określić jako
                                nieracjonalny, choć oczywiście wymyślają sobie jakieś racjonalizacje które by
                                ich zachowanie i myślenie wyjaśniały (wszyscy, naukowcy też). A ponieważ, Twoim
                                zdaniem, nie można zawiesić nieracjonalności, wynikałoby z tego, że nikt nigdy
                                nie jest racjonalny.
                                K: Mylisz myslenie zwyklych ludzi, ktore jest rzeczywiscie najczesciej
                                nieracjonalne (szczegolnie w tlumie) z racjonalnym mysleniem prawdziwego
                                naukowca...
                        • rycho7 "iskra boza" 30.06.04, 19:55
                          Gość portalu: Kagan napisał(a):

                          > Wiara to jest narkotyk, pisal o tym juz Marx.

                          W pisarstwie uzywa sie czegos takiego jak przenosnia. Marks poslugiwal sie w
                          tym przypadku oczywista przenosnia. A poza tym pial "opium dla ludu".
                          Naukowcami sie nie zajmowal i pojedynczymi ludzmi takze. Ja jego wypowiedz
                          rozumiem inaczej i w pelni popieram. Spolecznie podchodzac wiara to opium dla
                          ludu.

                          > A leczenie sie narkotykami to
                          > pseudoterapia i czysty eskapizm...

                          Funkcje srodkow odurzajacych w spolecznosciach ludzkich sa poznane w dosc
                          skrzywiony sposob. Dominuja zawodowi "odzwyczajacze" czerpiacy z tego ogromne
                          zyski. To policyjne hobby po likwidacji prohibicji. Ja w kazdym razie nie mam
                          zamiaru rezygnowac z czerwonego wina, ktore jest jak najbardziej srodkiem
                          odurzajacym. Na depresje to doskonaly lek i jaki smaczny. A depresje to 25
                          procent chrob psychicznych.

                          > Nieracjonalny naukowiec to zas sprzecznosc
                          > sama w sobie: nie myl naukowca z tzw. pracownikiem naukowym!

                          Niestety odkrycie naukowe to cos wiecej niz racjonalizm. Bez "iskry bozej" jest
                          jedynie przyczynkarstwo. Oczywiscie pojecia "iskra boza" uzywam przenosnie (jak
                          Marks). To ciekawe i malo poznane zjawisko psychiczne. Wlasnie z obszaru
                          niewiedzy, czyli tam gdzie ja lokuje religijnosc naukowcow - tych prawdziwych
                          bo tworczych.
                          • Gość: kagan Re: "iskra boza" IP: *.antlabs.com / 203.118.10.* 01.07.04, 01:17
                            odpowiadam krtotko bo z lotniska w Singapurze po 10 godz. lotu klasa
                            turystyczna: nieracjonalny naukowiec to jest tzw. oxymoron (nie mylic z
                            moronem, choc w tym przypadku nie byloby to dziwne)...
                            • rycho7 moze byc i moron byle tworczy 05.07.04, 16:24
                              Gość portalu: kagan napisał(a):

                              > nieracjonalny naukowiec to jest tzw. oxymoron (nie mylic z
                              > moronem, choc w tym przypadku nie byloby to dziwne)...

                              Olsnienie w odkryciu naukowym nie ma nic wspolnego z racjonalnoscia. Racjonalny
                              musi byc oczywiscie wynik koncowy w pracy naukowej. Ale to nie ma nic wspolnego
                              z tworczym olsnieniem ani z religijnoscia naukowca. Ateizm nie ma wstepu w te
                              rejony. Ateizm nie jest tu przydatny. Wystarczy to sprawdzic empirycznie. A
                              przed empiria ateista chyba sie nie powinien uchylac. Tu Twa teoria wymaga
                              weryfikacji z praktyka.
                              • Gość: Kagan Re: moze byc i moron byle tworczy IP: *.lib.unimelb.edu.au 06.07.04, 12:06
                                R: Olsnienie w odkryciu naukowym nie ma nic wspolnego z racjonalnoscia.
                                Racjonalny musi byc oczywiscie wynik koncowy w pracy naukowej. Ale to nie ma
                                nic wspolnego z tworczym olsnieniem ani z religijnoscia naukowca. Ateizm nie ma
                                wstepu w te rejony. Ateizm nie jest tu przydatny. Wystarczy to sprawdzic
                                empirycznie. A przed empiria ateista chyba sie nie powinien uchylac. Tu Twa
                                teoria wymaga weryfikacji z praktyka.
                                K: Olsnienie to po prostu tzw. transitory state of mind (nie mylic z
                                tranzystorami)... Nie ma w nim nic ponadnaturalnego... Postudiuj lepiej
                                psychologie (np. na The University of Melbourne)...;)
                                • rycho7 sposobow olsnienia uczonoby w szkolach 06.07.04, 20:37
                                  Gość portalu: Kagan napisał(a):

                                  > R: Olsnienie w odkryciu naukowym nie ma nic wspolnego z racjonalnoscia.

                                  > K: Olsnienie to po prostu tzw. transitory state of mind (nie mylic z
                                  > tranzystorami)... Nie ma w nim nic ponadnaturalnego... Postudiuj lepiej
                                  > psychologie (np. na The University of Melbourne)...;)

                                  Moze mnie zle zrozumiales. Olsnienie nie ma nic wsplonego z racjonalnoscia co
                                  nie znaczy, ze jest dzielem bogow lub jakiejkolwiek transcedencji. Do opisow
                                  psychologii mnie nie odsylaj bo gdyby miala ona cos wartosciowego to sposobow
                                  olsnienia uczonoby w szkolach. A nie uczy sie.
                                  • Gość: kagan Re: sposobow olsnienia uczonoby w szkolach IP: *.wev.vic.gov.au 07.07.04, 06:48
                                    Sposobow olsnienia ucza w szkolach, tyle ze prywatnych dla elity (w W. Brytanii
                                    owe szkoly zwa sie PUBLIC SCHOOLS)... ;)
                                    Pozdr.
                                    Kagan
                                    • rycho7 skutecznosc nauczania 07.07.04, 10:22
                                      Gość portalu: kagan napisał(a):

                                      > Sposobow olsnienia ucza w szkolach, tyle ze prywatnych dla elity (w W.
                                      Brytanii

                                      Dzieki temu GB jest potega w dzeiedzinie badan naukowych. Wynalazki i noble
                                      maja z linii produkcyjnych. Widoczne to jest na rynku i w statystykach. No i
                                      wymyslili racjonalnego boga do produkcji masowej.

                                      Kagan zobacz sam, ze przestajesz byc racjonalny gdy jestes uparty.
                                      Psychologiczna nauka o olsnieniach jeszeli istnieje to jest w embrionalnej
                                      fazie rozwoju. Zapewne cos kiedys osiagnie. Ale na "racjonalne" olsnienie to
                                      jeszcze dlugo poczekamy. O ile kogos nie olsni. "Iskra boza" nie musi byc
                                      dzielem boskim. To tylko slowa - przenosnia.
                                      • Gość: Kagan Re: skutecznosc nauczania IP: *.lib.unimelb.edu.au 07.07.04, 14:31
                                        Dobre szkoly brytyjskie ucza dzieci elity jak zchowac swe przywileje, a nie jak
                                        robic wynalazki na uzytek motlochu...
          • Gość: rcm Re: Nauka a wiara IP: *.aster.pl / *.aster.pl 27.06.04, 23:25
            W takich dyskusjach ładnie widać że nauka też jest wiarą :). Z naukowego i
            logicznego punktu widzenia i nauka i religia są rodzajami wiary i zarazem
            myślenia teoretycznego. Tyle że nauka zaspokaja bardziej potrzeby poznawcze a
            religia emocjonalne. Nie za bardzo można je łączyć - w tym sensie, jeśli ktoś
            nie potrafi odłożyć przekonań religijnych na czas rozważań naukowych to nie
            będzie dobrym naukowcem i na odwrót. Ale można czasem myśleć tak a czasem tak,
            choć pewnie to trudne emocjonalnie. Ale mówienie, że należy odrzucić religię bo
            nie pasuje do nauki jest bez sensu. Te dwie dziedziny życia po prostu służą
            różnym celom.
            • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: 217.76.102.* 28.06.04, 21:21
              Mnie chodzilo tylko o to, iz wierzacy naukowiec musi miec problemy z integracja
              osobowosci!
              • Gość: rcm Re: Nauka a wiara IP: *.aster.pl / *.aster.pl 28.06.04, 22:05
                > Mnie chodzilo tylko o to, iz wierzacy naukowiec musi miec problemy z
                integracja
                >
                > osobowosci!

                Może tak, ale pewnie dotyczy to ludzi silniej wierzących i pewnie nie
                wszystkich dziedzin nauki w tym samym stopniu.
                • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: 217.76.102.* 29.06.04, 19:42
                  OK, pisalem o ludziach co na serio wierza, a nie tych co bezmyslnie chodza jak
                  barany do kosciola (90% polskich katolikow)...
            • rycho7 katolu zachowaj dyscypline wypowiedzi. 29.06.04, 11:35
              Gość portalu: rcm napisał(a):

              > W takich dyskusjach ładnie widać że nauka też jest wiarą :).

              Jak ja nienawidze katoli. Toz to z takim nie da sie w ogole dyskutowac.
              Zaglowanie slowami po zmianie spolecznie przypisanych im znaczen nie jest zadna
              dyskusja.

              Chcesz dyskutowac to uzywaj slow tak jak inni w kregach w ktroych chcesz
              prowadzic dyskusje.

              Jak koniecznie chcesz miec racje to ja Ci ja z gory przyznaje.
              • Gość: niko ale stracilem czasu !? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.06.04, 15:47
                Przeczytanie tego wszystkiego zajelo mi "kupe" czasu. Wlasnie, jesli rozchodzi
                sie o czas, nie szkoda wam go, na meczenie tematu bez dna.
                Proponuje "przewodniemu forumowiczowi", wybranie sie do indii i spedzenie 5 lat
                na różnych ćwiczeniach. Lepiej czegoś doświadczyć, jakiegoś zespolenia z naturą
                niż udzielać się w tym temacie. Fakt ja nie mam zadnych dowodow, faktow, nie sa
                mi one potrzebne. Czytalem jedynie gdzies, ze im bardziej sie specjalizujemy w
                jakiejs dziedzinie, tym jest gorzej.

                Moze ktos czytal ksiazke "..." była tam opisana "Czarna kula, która wszystko
                wie", wędrowała sobie po galaktyce i przyleciała na Ziemie. Kazała ziemianom
                wybrać osobę, której będzie mogłą przelać całą swoją wiedzę. Ziemianie
                wybrali "Kagana, najmądrzejszego z ziemian", co się stało, wczasie przelewania
                inforacji, Kagan dostał wylewu do mózgu", ale wczasie swojego umierania, szybko
                krzyknął, kulo wlej wiedze temu człowiekowi (to był zwykły niewykształcony
                sprzątacz). Dlaczego Kagan tak postąpił. To proste, ponieważ świat Kagana jest
                poukładany, wystarczyło wlać ciut niedostępnej wiedzy wszechświata i mózg tego
                nie wytrzymał. Dlaczego ten sprzątacz przeżył ! Ponieważ jego świat jest mały i
                otwarty !

                Jeżeli przyjmujemy, że Bóg istnieje, to chyba nie jest On takim "głupkiem"
                który pozwoliłby się zbadać. Boże proszę usiądź na moim krześle, muszę
                udowodnić twoje istnienie, zrobić pare zdjęć, pobrać krew. Gdyby Boga nie było,
                wogóle nie mówilibyśmy o nim. Chyba Verde powiedział, "Gdyby Boga nie było,
                trzeba byłoby go wymyśleć".

                Kagan z fanatyczną zaciekliwościa wypowiada się na tym forum. Podziwiam taką
                wiarę i zapalczywość. Daj mi trochę swojej siły i pasji.

                Mam jedna pytanie. Kiedy będziemy wykorzystywać 100 % mózgu ! Nie wliczając
                zmian cząsteczkowych fakirów i odziaływań energi kosmicznych na nich( gdzieś
                czytałem, że oni wykorzystują 40%) ?
                i Jak to jest bo pisze tu dużo "inteligentnych, ale nie mądrych ludzi"
                Mamy "świadomość, podświadomość, nadświadomość". Jak to się stało, że Faraday,
                totalny laik i głupek, żaden matematyk, zasnął pewnego dnia, obudził się w
                środku nocy i zaczął pisać pewne wzory ?!"
                Czy da się przepłnić podświadomość?. Bo otworzyć się na nadświadomość da.
                I wiemy, że nie ma czegoś takiego jak przypadek, bo wszystko ma swoją
                przyczyne ! Tak? ! To jeśli zaprogramuje swoją podświadomość, poprzez
                wizualizacje, afirmacje, werbalizacje ! I po jakimś czasie to mnie spotyka
                dokładnie to, co sobie zaplanowałem ! (niektóre rzeczy mają po 20 różnych cech
                zespolonych, a ja to znajduje, znaczy "Same przychodzą do mnie" ! TO jak to
                wszystko działa?

                Prosze wyjaśnienie, bo nie jestem żadnym naukowcem, jedynie studentem
                zarządzania !
                • Gość: Kagan Re: ale stracilem czasu !? IP: 217.76.102.* 29.06.04, 19:40
                  Kolego! Zarzadzania sie nigdzie nie nauczysz: menedzerem sie czlowiek rodzi,
                  tak jak sie rodzi muzykiem czy malarzem: mozna studenta nauczyc pewnych technik
                  i to wszystko! Wiec jak nie masz talentow menedzerskich (a to mozna sprawdzic
                  tylko praktycznie), to idz lepiej na ksiedza: zgodne to z twymi zabobonami, a i
                  praca pweniejsza niz po zarzadzaniu, ktore produkuje glownie bezrobotnych
                  absolwentow z wymaganiami... W Indiach bylem, i wiem, ze tam sie mozna tylko
                  nauczyc zycia w brudzie... SF zas znam dosc dobrze, podobnie jak psychologie,
                  wiec prosze abys pomyslal zanim cos napiszesz. Oj marnie cie ucza na tych
                  studiach... :(
                  • Gość: Niko Re: ale stracilem czasu !? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.06.04, 12:22
                    Nie odpowiedziales mi na zadne z pytan ? To jak ty nauczasz na studiach ? Jesli
                    student sie pyta, to profesor odpowiada ! Wróć odpowiedz i napisz.

                    Mam jeszcze jedno pytanie. Moja babka była na spowiedzi kiedyś u Ojca Pio.
                    Najlepsze było to, że ona nie powiedziała, żadnego słowa. Wszystko jej ten
                    Ojciec wyznał, gdzie co i kiedy. Moja babka mówi w 4 językach, to następne
                    takie pytanie, do tych poprzednich.

                    Zapytałem się o pewne, rzeczy, bo myślałem, ze siedzą tu konkretni ludzie !


                    Drogi Kagan, księdzem nie zostane, bo nim trzeba się urodzić, jak to mówisz.
                    Mam żone i dziecko tak poza tym. Aha możesz zaczął byś tłumaczyć pewne dziwne
                    aspekty New Age'u.



                    • rycho7 zalecam ksiazke Mandala Zycia 30.06.04, 20:05
                      Gość portalu: Niko napisał(a):

                      > Najlepsze było to, że ona nie powiedziała, żadnego słowa. Wszystko jej ten
                      > Ojciec wyznał, gdzie co i kiedy.

                      Z tej ksiazki dowiedzialem sie o swej przeszlosci i przyszlosci. Czysta
                      statystyka i obserwacje przez tysiace lat.
                      • Gość: Kagan Re: zalecam ksiazke Mandala Zycia IP: *.lib.unimelb.edu.au 06.07.04, 14:10
                        Skad wiesz, co powiedziala, a co nie? Slyszales o tajemnicy spowiedzi?
                        • rycho7 Re: zalecam ksiazke Mandala Zycia 06.07.04, 20:41
                          Gość portalu: Kagan napisał(a):

                          > Skad wiesz, co powiedziala, a co nie? Slyszales o tajemnicy spowiedzi?

                          Ponoc nic nie powiedziala. A ksiazka jest doskonalym opisem sredniego
                          statystycznego zycia. Podstawowa lektura dla wrozbiazy. Trafiasz
                          z "przepowiedniami" na 80 procent. Ojciec Pio mogl znac jakas z wersji.
                          • Gość: Kagan Re: zalecam ksiazke Mandala Zycia IP: *.wev.vic.gov.au 07.07.04, 06:46
                            OK! :)
                    • Gość: kagan Re: ale stracilem czasu !? IP: *.antlabs.com / 203.118.10.* 01.07.04, 01:13
                      widzisz, na uczelni mi laca za wyjasnienia, na tym forum nie...
                      a poniewaz 90% dewotek mysli praktycznie tak samo, wiec nie trzeba jasnowidza,
                      aby sie domyslec, o czym mysla...
                      Pozdr.
                      kagan
              • Gość: rcm Re: katolu zachowaj dyscypline wypowiedzi. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.06.04, 16:29
                > Gość portalu: rcm napisał(a):
                >
                > > W takich dyskusjach ładnie widać że nauka też jest wiarą :).
                >
                > Jak ja nienawidze katoli. Toz to z takim nie da sie w ogole dyskutowac.
                > Zaglowanie slowami po zmianie spolecznie przypisanych im znaczen nie jest
                zadna
                >
                > dyskusja.
                >
                > Chcesz dyskutowac to uzywaj slow tak jak inni w kregach w ktroych chcesz
                > prowadzic dyskusje.
                >
                > Jak koniecznie chcesz miec racje to ja Ci ja z gory przyznaje.

                To do mnie ? :):):) Ja raczej nie jestem osobą wierzącą. Ale pewnie i tak nie
                uwierzysz, ani nie zrozumiesz. A używanie pojęć niezgodne z tym jak się ich
                używa potocznie jest cechą wyróżniającą naukę - przynajmniej te bardziej
                rozwinięte nauki. Nauki społeczne niestety ciągle nie mogą się na to zdobyć i
                to (między innymi) spowalnia ich rozwój. Pa.
                • Gość: Kagan Re: katolu zachowaj dyscypline wypowiedzi. IP: 217.76.102.* 29.06.04, 20:00
                  Nauki spoleczne badaja najbardzej skomplikowane zjawiska, jakie sa nam znane,
                  stad nie moga miec na razie tej precyzji co mechanika klasyczna...
                  • Gość: mrc Re: katolu zachowaj dyscypline wypowiedzi. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.06.04, 20:20
                    Ale zajmują się też tematami dużo ważniejszymi emocjonalnie, co pewnie bardziej
                    przeszkadza niż ich złożoność. Gdyby naukowcy zajmujący się tymi dziedzinami
                    potrafili mieć taki dystans do obiektów swoich badań, to te nauki były by dużo
                    bardziej rozwinięte. Nawet nobliści z nauk przyrodniczych głupieją jak
                    zaczynają się zajmować takimi tematami jak świadomość i starają się dopasować
                    swoje wyjaśnienia do pozanaukowych sposobów myślenia o sobie i innych ludziach
                    (religijnych i niereligijnych - jak wiara w niematerialny umysł czy niedostępne
                    innym "Ja"). Ich odrzucenie najwyraźniej zbyt ich przeraża.
                    • Gość: Kagan Re: katolu zachowaj dyscypline wypowiedzi. IP: 217.76.102.* 29.06.04, 20:27
                      Zawsze daje w takim przypadku przyklad Einsteina, ktoremu wiara w Jahweh nie
                      pozwolila zrozumiec mechaniki kwantowej...
                      • Gość: rcm Re: katolu zachowaj dyscypline wypowiedzi. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.06.04, 21:11
                        > Zawsze daje w takim przypadku przyklad Einsteina, ktoremu wiara w Jahweh nie
                        > pozwolila zrozumiec mechaniki kwantowej...

                        No, ale chyba zgodzisz się że naukowcem był mimo wiary "niezłym" :) Więc chyba
                        jednak wiara nie musi w tym tak bardzo przeszkadzać.
                        • Gość: kagan Re: katolu zachowaj dyscypline wypowiedzi. IP: *.antlabs.com / 203.118.10.* 01.07.04, 01:23
                          Einstein byl niezlym naukowcem przed trzydziestka. Pozniej tylko obcinal kupony
                          swej slawy, i zaczal (niestety) szkodzic nauce, odrzucajac z powodow
                          religijnych, a wiec nieracjonalnych mechanike kwantowa. Po prostu nie zrozumial
                          nigdy rachunku prawdopodobienstwa i woda sodowa uderzyla mu do glowy...
                  • Gość: mrc Re: katolu zachowaj dyscypline wypowiedzi. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.06.04, 20:22
                    przez "taki dystans" miałem na myśli: taki jak nauki przyrodnicze czy ścisłe
                • rycho7 maja za malo cudownych objawien 30.06.04, 20:02
                  Gość portalu: rcm napisał(a):

                  > A używanie pojęć niezgodne z tym jak się ich
                  > używa potocznie jest cechą wyróżniającą naukę - przynajmniej te bardziej
                  > rozwinięte nauki.

                  Wynika to z potrzeby opisania czegos co istnieje a nie ma dotychczas nazwy.
                  Natomiast ten sam zabieg w stosunku do rzeczy juz nazwanych jest oszustwem.
                  Stosowanym przez teologow powszechnie.

                  > Nauki społeczne niestety ciągle nie mogą się na to zdobyć i
                  > to (między innymi) spowalnia ich rozwój. Pa.

                  Chyba jednak oni sie za malo modla i maja za malo cudownych objawien "Prawdy".
                  Szanowny Pan wie wszystko o naukach spolecznych.
                  • Gość: mrc Re: maja za malo cudownych objawien IP: *.aster.pl / *.aster.pl 30.06.04, 20:58
                    > > A używanie pojęć niezgodne z tym jak się ich
                    > > używa potocznie jest cechą wyróżniającą naukę - przynajmniej te bardziej
                    > > rozwinięte nauki.
                    >
                    > Wynika to z potrzeby opisania czegos co istnieje a nie ma dotychczas nazwy.
                    > Natomiast ten sam zabieg w stosunku do rzeczy juz nazwanych jest oszustwem.
                    > Stosowanym przez teologow powszechnie.

                    Ja nie proponuję zmiany nazw tylko zmianę znaczeń przypisywanych znanym nazwom.
                    Pojęcia isądy naukowe różnią się od potocznych (tak jak i sądów) i nie zawsze
                    się da jedne ładnie przełożyć na drugie.

                    > > Nauki społeczne niestety ciągle nie mogą się na to zdobyć i
                    > > to (między innymi) spowalnia ich rozwój. Pa.
                    >
                    > Chyba jednak oni sie za malo modla i maja za malo cudownych
                    objawien "Prawdy".
                    > Szanowny Pan wie wszystko o naukach spolecznych

                    Na pewno nie wie wszystkiego, ale stara się jak najlepiej zrozumieć. A modlą
                    się za dużo a nie za mało - ale modlą się do różnych bożków - i religijnych i
                    świeckich. Niektórzy np. tak modlą się do scjentyzmu że sami przestają myśleć
                    racjonalnie.
                    • Gość: Kagan Re: maja za malo cudownych objawien IP: *.antlabs.com / 203.118.10.* 01.07.04, 01:21
                      Scjentyzm nie jest religia: nie jest to, jaki religia, zbior zastalych,
                      niezmienialnych dogmatow, ale proces poszukiwania obiektywnej prawdy naukowej.
                      Scjentyzmowi i scjentystom nie stawia sie za zycia pomnikow, jak katolskiemu
                      idolowi z Wadowic...
                  • Gość: ;) Re: maja za malo cudownych objawien IP: *.lib.unimelb.edu.au 06.07.04, 14:16
              • Gość: rcm Re: katolu zachowaj dyscypline wypowiedzi. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.06.04, 16:34
                no chodziło mi oczywiście o używanie słów w znaczeniach innych niż te, w
                których są używane potocznie :)
                • Gość: ;) Re: katolu zachowaj dyscypline wypowiedzi. IP: 217.76.102.* 29.06.04, 19:34
                  • Gość: 424 Re: katolu zachowaj dyscypline wypowiedzi. IP: 217.76.102.* 29.06.04, 19:45
                    ;)
                    • Gość: Kagan Re: katolu zachowaj dyscypline wypowiedzi. IP: *.antlabs.com / 203.118.10.* 01.07.04, 01:11
                      Uprzejmie prosze o merytoryczna dyskusje!
                      • Gość: Kagan Re: katolu zachowaj dyscypline wypowiedzi. IP: *.lib.unimelb.edu.au 20.07.04, 05:03
                        Oby to nie bylo "wishful thinking"...
    • Gość: obcy Re: Nauka a wiara IP: *.dyn.optonline.net 06.07.04, 05:18
      Gość portalu: Kagan napisał(a):

      > Prawdziwy naukowiec nie moze wierzyc w Boga, bo jak uwierzy w jedno (Boga),
      > to pozniej uwierzy i w krasnoludki, i w tzw. niepokalane poczecie itp. itd.
      > Wniosek: prawdziwy naukowiec musi byc ateista, bowiem nauka nic nie przyjmuje
      > na slepa wiare, a nie da sie oddzielic "prywatnej' (religijnej)
      > i "oficjalnej" (racjonalnej, a wiec areligijnej) osobowosci naukowca. A wiec
      > kazdy naukowiec, ktory deklaruje wiare, to zwykly szarlatan... :(

      Prawdziwy naukowiec,to taki ktory mysli jak niejaki Kagan,
      "Jakim mnie stworzyles Panie,takim mnie masz".
      "Nie potrafie myslec logicznie,niewiele sie nauczylem w zyciu,a co sie
      nauczylem juz zapomnialem dawno;a teraz pisze do wszystkich na tych polskich
      forach (dzieki rozwoju komputeryzacji),bojcie sie boga,bo to zawistna istota,
      ktora nie posiada nic,bo jej nie ma, aw iec moze nam wyrzadzic wielka krzywde;
      tak wam powiadam ja Kagan,krory z bogiem waszym bylem kiedys za pan brat,
      a dzis,to juz nie chce mowic,jaki on jest podly.
      Ostrzegam was,nie dajcie sie zwiesc".
      Dobrej nocy Kaganie,
      :))

      • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.lib.unimelb.edu.au 06.07.04, 12:03
        Gość portalu: Kagan napisał(a): Prawdziwy naukowiec nie moze wierzyc w Boga, bo
        jak uwierzy w jedno (Boga), to pozniej uwierzy i w krasnoludki, i w tzw.
        niepokalane poczecie itp. itd. Wniosek: prawdziwy naukowiec musi byc ateista,
        bowiem nauka nic nie przyjmuje na slepa wiare, a nie da sie dzielic "prywatnej'
        (religijnej) i "oficjalnej" (racjonalnej, a wiec areligijnej) osobowosci
        naukowca. A wiec kazdy naukowiec, ktory deklaruje wiare, to zwykly
        szarlatan... :(
        Gość portalu: obcy napisał(a): Prawdziwy naukowiec, to taki ktory mysli jak
        niejaki Kagan, "Jakim mnie stworzyles Panie,takim mnie masz".
        K: Nukowiec, ktory przujmuje, bez dowodu, ze zostal stworzony przez jakiegos
        tam zydowskiego idola, nie jest naukowcem, a zwyklym szarlatanem...

        - "Nie potrafie myslec logicznie,niewiele sie nauczylem w zyciu,a co sie
        nauczylem juz zapomnialem dawno;a teraz pisze do wszystkich na tych polskich
        forach (dzieki rozwoju komputeryzacji),bojcie sie boga,bo to zawistna istota,
        ktora nie posiada nic,bo jej nie ma, aw iec moze nam wyrzadzic wielka krzywde;
        tak wam powiadam ja Kagan,krory z bogiem waszym bylem kiedys za pan brat,
        a dzis,to juz nie chce mowic,jaki on jest podly.
        Ostrzegam was,nie dajcie sie zwiesc".
        Dobrej nocy Kaganie,
        :))
        K: Znow, zamiast rzetelnej dyskusji ad rem, niewybredny atak ad personam... :(

        >
        • Gość: obcy Re: Nauka a wiara IP: *.dyn.optonline.net 07.07.04, 04:17

          To byl zart
          :)
          • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.wev.vic.gov.au 07.07.04, 06:45
            Co dokladnie bylo zartem?
            • Gość: kapitalizm Re: Nauka a wiara IP: *.oc.oc.cox.net 31.07.04, 07:23
              • No Kagan...
              abstrakt2003 17.04.2004 14:13 odpowiedz na list


              A jak sobie poradzisz z pierwszą przyczyną? Nie ma skutków bez przyczyny, więc
              czego skutkiem jest wszechświat?
              Jeżeli powiesz że sam z siebie wkroczysz na obszary czystej wiary!
              • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.lib.unimelb.edu.au 02.08.04, 11:12
                W zwiazku z powyzszym mam pytanie do Ciebie Kagan, czy czytales moze "Atheism:
                The Case Against God" by George H. Smith ?
                K: Nie, nie czytalem. Po prostu ja nic przeciwko Panu Bogu nie mam. Czy On
                istnieje, czy nie, mnie nie dotyczy, bo Bog jesli istnieje, to istnieje w
                innym uniwersum. Nie biore bowiem powaznie zydowskich czy greckich bajek o
                Bogach, co sie ludzmi stali czy tez interesowali sie swiatem materialnym...
                Pozdr.
                Kagan
                • Gość: sens Re: Nauka a wiara IP: 80.50.19.* 04.08.04, 00:39
                  nawiązując np. do:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11936540&a=13269535

                  Ja mam pytanie do Kagana, Heretyka i innych ateistów...
                  co was motywuje do życia, do tego byście wstawali rano, chodzili do pracy,
                  zajmowali sie rodzinną, trudami życia codziennego itp. ??
                  Bo skoro człowiek to tylko materia dążąca do rozrodu i spełniania swoich często
                  urojonych potrzeb lub pragnień wymyślonych przez mózg tj. skomplikowany zwój
                  połączeń elektrycznych.
                  to czy wam chce się tak męczyć(wegetować)i żyć z dnia na dzień ze stałą
                  świadomością rozpaczliwego "nieistnienia".
                  Po co żyjecie.... co nadaje sens waszemu życiu?

                  ***

                  Nie kusi was rozwiązanie-samobójstwo... ?

                  • Gość: bogunot motywacje do życia IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 04.08.04, 01:33
                    Gość portalu: sens napisał(a):
                    > co was motywuje do życia, do tego byście wstawali rano, chodzili do pracy,
                    > zajmowali sie rodzinną, trudami życia codziennego itp. ??

                    Myślę że to samo co i tobie nie jest obce. Instynkt samozachowawczy.
                    Mnie z kolei zastanawia, jak człowiek wierzący (niekoniecznie religijny)
                    wytrzymuje na tym łez padole ? Wystarczy solidna pętla... i jesteś w Niebie !
                    Jesteś szczęśliwy na wieki wieków !

                    Rozumiem - niektórzy uważają że samobójstwo to grzech ciężki, nie są pewni czy
                    pójdą do Nieba, Czyśćca czy Piekła - ale nie ich się pytam.
                    Pytam się tych wierzących, którzy wierzą w Boskie Miłosierdzie, żyją zgodnie ze
                    swym sumieniem, ale już mają dość tego ziemskiego piekła.
                    • Gość: Kagan Re: motywacje do życia IP: *.lib.unimelb.edu.au 04.08.04, 04:28
                      Poruszyles ciekawy temat. Mysle, ze katolicy sie po prostu boja swego
                      zydpowskiego Boga Jehowy vel Jezusa, wiec odwlekaja, na ile moga,
                      moment "polaczenia" sie z nim. Inaczej taki Wojtyla, zamiast cierpiec w ciele,
                      ktorego od dawna nie kontroluje, wybralby smierc, ale on pewnie dobrze wie, ile
                      nagrzeszyl, wiec mu nie spieszno do piekla, jak i 99% katolikow...
                      Pozdr.
                      Kagan
                  • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.lib.unimelb.edu.au 04.08.04, 04:32
                    Juz ci napisali, ze mamy w genach zapisany tzw. instynkt samozachowawczy, czyli
                    ze musimy przekazac nasz genotyp nastepnemu pokoleniu, i poczekac, za ono
                    bedzie gotowe do przekazania owego genotypu dalej. Obecnie docenia sie coraz
                    bardziej role dziadkow i babc, a wiec potrzebni jestesmy naszym genom dosc
                    dlugo, i one nas wiec motywuja, abysmy zyli... A zycie nie jest takie zle, zeby
                    od razy samobojstwo, chyba ze sie jest w kondycji takiego Wojtyly, co go musza
                    wysadzac jak chce zrobic kupe, i po tym przemywac jego sztuczny odbyt... :(
                    Pozdr.
                    Kagan
                    • Gość: sens Re: Nauka a wiara IP: 80.50.19.* 04.08.04, 12:35

                      Gość portalu: bogunot napisał:

                      >Mnie z kolei zastanawia, jak człowiek wierzący (niekoniecznie religijny)
                      wytrzymuje na tym łez padole ? Wystarczy solidna pętla... i jesteś w Niebie !
                      Jesteś szczęśliwy na wieki wieków.

                      Wierzącemu jest "łatwiej". Widzi głębszy sens we wszystkim, w każdej czynności,
                      którą wykonuje w życiu. Jego życie zamienia się w "radosne oczekiwanie".
                      Wierzący jest "narzędziem w ręku Boga", któremu całkowicie ufa i spełnia "wolę
                      bożą", bo tylko od Boga zależy kiedy wezwie swojego sługę.
                      Wierzący żyje w przekonaniu:
                      - że może Tu(na ziemi) być jeszcze potrzebny
                      - że życie doczesne to jak to ujął św. Tomasz to "trening duszy".

                      Jak łatwo/trudno zauważyć, wierzący widząc sens w pokonywaniu trudów życia ma
                      siłę, więcej ochoty, wręcz czuję potrzebę(!) "życia", czynienia "dobra" i
                      zarazem wystrzegania się "zła".
                      Natomiast nie wiem skąd tą siłę biorą ateiści. Jaka idea jest oparciem dla
                      nich nie tylko w "trudnych chwilach", ale też w każdej chwili swojego życia. Co
                      ich motywuje do tego by wstać rano z łóżka... instynkt samozachowawczy?
                      Wydaje mi się, że człowiek prawdziwie rozumny to także człowiek wolny,
                      potrafiący zrozumieć swoje zachowanie i zapanować nad swoimi instynktami.

                      W takim razie pytam się... ;-)
                      • Gość: bogunot Re: Nauka a wiara IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 04.08.04, 18:56
                        No wiesz, chyba nie podejrzewasz nikogo, kto się budzi ze snu, że myśli sobie :
                        pospałbym sobie jeszcze, ale nie potrafię się sprzeciwić instynktowi
                        samozachowawczemu... Jeśli potraktować twoje pytanie literalnie, można wymienić
                        kilka porannych motywów, wspólnych ateistom i wierzącym :
                        - parcie na zwieracze
                        - głód i pragnienie
                        - obawa o spóźnienie do pracy> utratę pracy> utratę płynności finansowej...

                        Ale podejrzewam że ciebie bardziej interesuje marchewka niż kij ;)
                        Marchewka może brzybierać różnorodne formy. I zapewniam cię, że większość z
                        nich jest równie łatwo przyswajalna ateistom, jak i wierzącym. A
                        najsmaczniejsze to : ciekawość, satysfakcja i nadzieja. Dla porządku wymienię
                        jeszcze sex, drugs, rock'n roll & alcohol. Oraz wino, kobiety i śpiew... (bo
                        marchewki najczęściej dostępne są w pęczkach)

                        Czy uważasz siebie za człowieka, który lepiej niż ateiści zapanował nad
                        instynktem samozachowawczym (rozumianym jako troska o zachowanie własnego,
                        osobniczego życia) ?
                        • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.lib.unimelb.edu.au 06.08.04, 08:45
                          Jaki sens ma dla wierzacych zycie na tym lez padole? Zaden, bowiem prawdziwe
                          (wieczne) zycie jest tylko po smierci. A dla ateistow po smierci nie ma nic,
                          wiec widza sens w zyciu "tu i teraz"...
                          Pozdr.
                          Kagan
                          • Gość: sens Re: Nauka a wiara IP: 80.50.19.* 06.08.04, 14:52
                            Dla wierzący życie na tym padole może mieć sens (np. wspomniany "trening
                            duszy") itd.

                            Wierzący nie popełnią samobójstwa, bo:
                            -słabo wierzący z reguły boją się śmierci, gdyż nie wiedzą dokładnie; przecież
                            mogą się mylić. Tak że śmierć jest dla nich zagadką, a człowiek boi się tego co
                            jest mu nieznane. (tym bardziej tego unika)
                            -naprawdę wierzący, którzy są pewni i ufają Bogu, wierzą, że On wezwie ich do
                            Siebie w najodpowiedniejszym dla nich momencie. Nie boją się śmierci, ale
                            sądzą, że jeśli Bóg dał życie, to tylko Bóg je może/powinien odebrać.
                            Jest nawet taka zwrotka bodajże w piosence "Pomódl się Miriam":
                            (...)
                            Gdybym umarł, odpocząłbym.
                            Przyspiesz, przyspiesz moją śmierć.
                            Pragnę umrzeć, aby żyć.


                            Co do nie wierzących ateistów to oni nie mają nic do stracenia.

                            Przeczycie: że wręcz przeciwnie(!). Bo skoro nie ma nic po śmierci to teraz
                            trzeba sobie poużywać. Za to wierzący może sobie, życie doczesne podarować,
                            mając wizję wiecznego szczęscia.

                            Zauważmy tylko, że wierzący jest przekonany, iż nie jest on tylko ciałem tj.
                            skomplikowaną maszyną, ale czymś więcej ... posiada cos czego nie rozumie do
                            końca (ale czuje), czyli "duszę". I własnie to nadaje sens każdemu jego
                            działaniu, to kształtuje jego myślenie, zachowanie. Ma poczucie, że jest czymś
                            cennym, czymś WIELKIM (choć zarazem jest świadom swojej nicości w stosunku do
                            Boga; "marność nad marnościami").I o ten skarb(siebie) będzie dbał tj. szanował
                            (!) swoje życie. (tym bardziej życie bliźniego).


                            Natomiast dla ateistów ich życie to tylko BEZSENSOWNA reprodukcja, udział w
                            wielkiej machinie czasu. Ateiści są świadomi swojego nieistnienia, czyli bycia
                            jedynie materialną skomplikowaną cząsteczką świadomą siebie i zdolną do
                            podziału. (jak to ujęła książka "Samolubny Gen"). Tylko po co ta cząstka ma się
                            dzielić? By napędzać koła ewolucji? Po co ma żyć? By zaspokajać swoje potrzeby
                            i czuć się szczęśliwym tj. mieć dostać więcej hormonów, dopaminy itp. ???

                            A czy nie jest tak, że jak uświadomimy sobie bezsensowność jakiejś czynności to
                            tracimy ochotę do jej kontynuowania?

                            I co ateiści żyją dla zaspokajania ciekawości, dla szukania poczucia
                            satysfakcji? Dla "użycia"? (czyli dla "chemii").
                            Chyba Tetmajer dobrze to ujął:

                            Użycie?... Ależ w duszy jest zawsze coś na dnie,
                            co wśód użycia pragnie, wśród rozkoszy żąda.

                            Cóż więc jest? Co zostało nam, co wszystko wiemy,
                            dla których żadna z dawnych wiar już nie wystarcza?
                            ... Głowę zwiesił niemy.

                            (Koniec Wieku XIX)



                            Pozdrawiam ;-)


                            • kapitalizm Re: Nauka a wiara 06.08.04, 20:50
                              Gość portalu: sens napisał(a):





                              pobijes wszystkie rekordy bezsensownosci:

                              posiada cos czego nie rozumie do
                              > końca (ale czuje), czyli "duszę". I własnie to nadaje sens każdemu jego
                              > działaniu, to kształtuje jego myślenie, zachowanie. Ma poczucie, że jest
                              czymś
                              > cennym, czymś WIELKIM (choć zarazem jest świadom swojej nicości w stosunku do
                              > Boga; "marność nad marnościami").I o ten skarb(siebie) będzie dbał tj.
                              szanował





                              czy to wogole czytale?


                              posiada cos czego nie rozumie i to mu nadaje SENS ???

                              jest wielkim a zarazem NICZYM ???

                              nic dziwnego ludzie w imie boga zrobia wszystko, najwieksze morderstwo,
                              przesladowania, palenie na stosie, terroryzm itd,

                              spytasz dlaczego mialiby to robic, to ci odpowiedza: bo mamy cos czego nie
                              rozumiemy, a jak nie rozumiemy czegos ale CZUJEMY, to znaczy to ma sens,
                              >
                              >
                              • abstrakt2003 kapitalizm 07.08.04, 10:07
                                Pomijając wszystko to bezsporny jesty fakt, że...
                                W wielu przypadkach WIARA NADAJE SENS ŻYCIU LUDZKIMU!!!
                                Rozważania czy to ma sens czy nie , czy jest to logiczne czy nie
                                NAPRAWDĘ NIE MAJĄ SENSU.
                                • Gość: Kagan Re: kapitalizm IP: *.infodiv.unimelb.edu.au 09.08.04, 05:30
                                  Jaki sens ma wiara w zycie pozagrobowe? Czy masz jakis dowod empiryczny, ze
                                  istnieje "zycie po zyciu"? Nie oszukuj sie, to co robisz to typowe wishful
                                  thinking...
                                  • abstrakt2003 Re: kapitalizm 13.08.04, 19:12
                                    Zycie pozagrobowe nie jest Bogu do niczego potrzebne - ludzionm zresztą też.
                                    Wiara w Boga też obejdzie sie bez życia pozagrobowego.
                                    *******
                                    Jest natomiat wielu którzy w to wierzą! To naprawdę tylko i wyłącznie ich
                                    sprawa!
                                    • Gość: Kagan Re: kapitalizm IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 22.08.04, 07:22
                                      Wiara w religijne zabobony bylaby ich prywatna sprawa, gdyby to robili za swoje
                                      pieniadze w swoich domach...
                              • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.infodiv.unimelb.edu.au 09.08.04, 05:31
                                Jak sie czegos nie rozumie, to lepiej sie powstrzymac z kategorycznymi sadami...
                            • Gość: bogunot Re: Nauka a wiara IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 08.08.04, 02:44
                              Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że różnimy się pojmowaniem znaczenia
                              słowa "sens". Zwłaszcza jeśli idzie o sens życia. Ja nie utożsamiam jego sensu
                              z jego celem. Co nie znaczy, że posądzam o to ciebie. Ale pozwolę sobie tu na
                              kilka refleksji...
                              Jestem mocno przekonany co do tego, że właściwe pytanie to już połowa
                              odpowiedzi...
                              Pytasz się "po co ?" Po co cząstka ma sie dzielić ? Po co ma żyć ???
                              A ciekawiło cię kiedyś po co świeci Słońce ?
                              Po co kamień spada na dół ?
                              Po co woda jest mokra ?
                              Po co wiatr wieje ?
                              Po co Ziemia jest okrągła ?
                              Po co E=mc^2 ?

                              No >>>PO CO<<< ???

                              Jak się dowiesz to daj znać. Ja nie mam najmniejszego pojęcia.
                              Za to wiem trochę o tym DLACZEGO Słońce/kamień/woda... Niby dziś wie to każdy
                              głupiec, ale jeszcze 500 lat temu nie wiedzieli tego najwięksi mędrcy. Ale ileż
                              mogliby nam powiedzieć o tym PO CO gwiazdy świecą na niebie !

                              Wróćmy do sensu życia. Jeśli dobrze rozumiem, ty upatrujesz sens swojego w tym
                              że żyjesz po coś. Najkrócej mówiąc - po to, aby po śmierci dostąpić życia
                              wiecznego. Zgadza się ?
                              Jeśli nie umrzesz na wieki, to twoje życie będzie miało sens. A jeśli umrzesz,
                              to będzie "bez sensu". Ja tu czegoś nie rozumiem...
                              Może tobie chodzi o to, że nadzieja na życie wieczne daje ci poczucie
                              bezpieczeństwa ? Łagodzi paraliżujący strach, który wzbudza w tobie twój
                              zwierzęcy instynkt samozachowawczy ? Jeśli łatwiej ci żyć z tą nadzieją, mnie
                              też będzie łatwiej żyć obok ciebie...
                              Ale nie nazywaj swej nadzieji sensem życia. I nie wymagaj, bym to ja miał
                              wypełniać warunki, które ty stawiasz sobie na drodze do życia wiecznego...
                              • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.infodiv.unimelb.edu.au 09.08.04, 05:28
                                Sluszne uwagi. Religianci myla sens zycia z nadzieja na szczescie po smierci.
                                To sie nazywa tzw. wishful thinking...
                            • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.infodiv.unimelb.edu.au 09.08.04, 05:35
                              Sporo slow, ale malo tresci... Jesli slaba jest twa wiara, to marna nadzieja na
                              nagrode po smierci... A jak mocna jest twa wiara, to po co sie meczysz na
                              tym "lez padole", jesli po smierci czeka cie pewne a wieczne szczescie?
                              Milosciwy Bog nie pogniwa sie przeciez, jesli z milosci do Niego popelnisz
                              samobojstwo, aby byc szybciej przy NIM?
                              Ateisci nie maja tego problemu, nie szukaja szczesia tam gdzie go nie ma, i nie
                              oszukuja sie poprzez tzw. wishful thinking...
    • Gość: LINK Re: Nauka a wiara IP: *.lib.unimelb.edu.au 06.07.04, 13:45
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=13895902&v=2&s=0
    • Gość: stapac Re: Naukoeiec musi wierzyć IP: *.nowiny.net 11.08.04, 13:41
      Naukowiec musi wieżyć!
      Gdyby naukowiec nie wierzył w prawdziwość i sens swoich prac to dopiero byłbuy
      szarlatan....:(
      Pozdrawiam
      • Gość: Kagan Naukowiec nie moze wierzyć w Boga! IP: *.lib.unimelb.edu.au 13.08.04, 04:21
        I oto mi chodzilo...
      • Gość: Kagan Nie myl nielogicznej wiary... IP: *.lib.unimelb.edu.au 13.08.04, 04:22
        ...z racjonalnym przekonaniem o sensie prowadzenia badan naukowych...
    • Gość: Nobody Re: Nauka a wiara IP: *.echostar.pl 14.08.04, 18:39
      A ja zgadzam sie z Kaganem w calej rozciągłosci, choc chyba nieco mniej we mnie
      cynizmu.
      A moze porozmawiamy troche na temat; religia a ewolucja, bo o ile mozna sie
      spierac na temat dowodów na istnienie lub nie boga, o tyle kwestia ewolucji,
      czyli po prostu pochodzenia od owej nieszczesnej małpy, a siegając jeszcze
      głębiej od dobrowolnej koalicji aminokwasów plywającej w toni morskiej jest już
      przesądzona.
      • Gość: Kagan Wiara a ewolucja IP: *.lib.unimelb.edu.au 16.08.04, 09:53
        Ewolucja to fakt, ale nie dla religiantow. Stad rozpoczalem watek na temat
        Rzymu jako falszerstwa z XVIII wieku, jako analogie do pogladow kosciola na
        temat ewolucji...
        Pozdr.
        Kagan
        • Gość: stop Re: Wiara a ewolucja IP: *.netshare.krosno.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 16.08.04, 23:46
          A jak według Ciebie wyglądają współczesne poglądy KK na temat ewolucji?
          Obawiam się, że zacytujesz mi jakieś ramoty.( no może troszkę młodsze od ramot,
          ale i tak już zaniechane)
          Co do samej ewolucji, to temat na odrębną dyskusję. Ja wolę używać określenia
          hipoteza "najprawdopodobniejsza" lub "najlepiej udokumentowana" zamiast
          pojęcia "fakt"

          Odczuwam pewne rozczarowanie, wydawało mi się,że dyskusja o Rzymie została
          zainicjowana w celu wykazania jak trudno tzw. przeciętnemu człowiekowi
          udowodnić, lub obalić jakąś tezę naukową,czyli jak zwykli ludzie polegają na
          opinii autorytetów z danej dziedziny.
          "Dla świętego spokoju" polemika na tamtym forum została zaniechana.(Na jakiś
          czas,bo za tydzień szykuję Ci małą niespodziankę;D, jeśli zdążę... )
          Po prostu dziś już nie mam siły ani czasu na wypisywanie Ci danych które pewnie
          znasz, ale przewrotnie kwestionujesz.(co do ewolucji techniki - zrobię analogię
          do ewolucji życia)
          Ps. - czy to prawda,że w Australii działa dość aktywnie stowarzyszenie,które
          szerzy prawdę o tym,że Ziemia jednak jest płaska ;)
          • Gość: Kagan Re: Wiara a ewolucja IP: *.lib.unimelb.edu.au 18.08.04, 09:25
            Gość portalu: stop napisał(a): A jak według Ciebie wyglądają współczesne
            poglądy KK na temat ewolucji? Obawiam się, że zacytujesz mi jakieś ramoty.( no
            może troszkę młodsze od ramot, ale i tak już zaniechane)
            K: Oficjalnie KK toleruje ewolucje jako jedna z mozliwych do przyjecia hipotez,
            ale ma tu zaczatki rozdwojenia jazni, bo z jednej strony nie moze jej potepic
            bez wyalienowania srodowiska nauki, a z drugiej nie moze jej ot tak przyjac, bo
            sie nie zgadza ona zupelnie ze ST...

            - Co do samej ewolucji, to temat na odrębną dyskusję. Ja wolę używać określenia
            hipoteza "najprawdopodobniejsza" lub "najlepiej udokumentowana" zamiast
            pojęcia "fakt".
            K: Bp jestes katolikiem, stad nie wiesz co robic, jestes targany
            sprzecznosciami miedzy wiedza a wiara...

            - Odczuwam pewne rozczarowanie, wydawało mi się,że dyskusja o Rzymie została
            zainicjowana w celu wykazania jak trudno tzw. przeciętnemu człowiekowi
            udowodnić, lub obalić jakąś tezę naukową,czyli jak zwykli ludzie polegają na
            opinii autorytetow z danej dziedziny.
            K: Tez, ale chodzilo mi glownie, aby metoda redukcji do absurdu wykazac jak
            nieracjonalne jest upieranie sie, ze ewolucja jest tylko hipoteza...

            - "Dla świętego spokoju" polemika na tamtym forum została zaniechana.(Na jakiś
            czas,bo za tydzień szykuję Ci małą niespodziankę;D, jeśli zdążę... )
            K: Czekam! :)

            - Po prostu dziś już nie mam siły ani czasu na wypisywanie Ci danych ktore
            pewnie znasz, ale przewrotnie kwestionujesz.(co do ewolucji techniki - zrobię
            analogię do ewolucji życia)
            Ps. - czy to prawda,że w Australii działa dość aktywnie stowarzyszenie,ktore
            szerzy prawdę o tym,że Ziemia jednak jest płaska ;)
            K: W Australii sporo polglowkow (a 90% Aussies to polglowki) kibicuje sportowi
            zwanemu "footy" (Aussie Rules), wiec plaska ziemia to tu pewnik...
            Pozdr.




    • Gość: Wyzwolony religie - wirusy umyslu IP: *.dip.t-dialin.net 16.08.04, 15:37
      Jakie są symptomy zainfekowania wirusem doktryny religijnej, wg. Dawkinsa (na
      podstawie „Viruses of Mind”)? 1. Pacjent posiada głębokie, niezachwiane
      przekonanie, że coś jest prawdziwe i słuszne. Przekonanie to nie opiera się na
      logicznych i racjonalnych przesłankach, które pacjent potrafi wymienić, co
      jednak nie wpływa negatywnie na jego wiarę. 2. Dla pacjenta idea niezłomnej i
      nie zachwianej wiary jest cnotą. Dla niektórych nawet, wiara jest tym
      silniejsza im mniej przesłanek. Cnota wiary bez empirycznego dowodu na nią,
      jest tarczą ochronną większości „pakietów religijnych” – a mimo to niewielu ją
      kwestionuje. 3. Symptomem zainfekowania jest unikanie zgłębiania zjawisk
      leżących u podstaw, co mogłoby ujawnić samolubny rdzeń memu. Pacjent zakłada z
      góry, że nieścisłości lub niedostateczne wyjaśnienia są celowe i przemyślane.
      Paradoksy są pozorne, bo wynikają z dotykania czegoś co jest „niepoznawalne” a
      więc nie może lub nie powinno być poznane. Tertullian twierdził, że „coś musi
      być oczywiste skoro jest niemożliwe”. 4. Zainfekowany wykaże nietolerancję dla
      jednostek wolnych od wirusa lub tych, którzy się go pozbyli. Co więcej będzie w
      stanie poświęcić swoje życie dla dobra wyznawanej idei. 5. Stan chorego, mimo
      widocznych dla otoczenia objawów infekcji stanowić będzie dla jednostki źródło
      przyjemności, intensywnością czasem dorównującą przyjemności seksualnej.
      Przykładem mogą być orgazmistyczne wizje Św. Teresy z Avilii.

      Posługując się żargonem komputerowym – wiara realizuje potrzebę bezpieczeństwa,
      a religie wykorzystują to łącze do indoktrynacji spójnymi zespołami memów.
      Chcemy wierzyć i chcemy poddawać się czemuś co przynajmniej na pozór jest
      prawdziwe. Jaki byłby inny sens wystawiania certyfikatów koszerności?

      Nie wszyscy mamy możliwość świadomego wyboru, tego jaką drogą będziemy podążać.
      Czysta karta umysłu dziecka wręcz prosi się o to, aby utrwalić na niej
      jakiekolwiek informacje, wokół których później obracać się będzie światopogląd
      dorosłego człowieka. Jedną z lepszych scen indoktrynacji w historii filmu, jest
      klasa dziewczynek z „Seksmisji”. Łatwo dopowiedzieć sobie kontynuację tej
      historii, która miałaby miejsce gdyby nie Maks i Albert. Dorosłe kobiety
      przekazywałyby to, czego dowiedziały się jako dzieci i tak w nieskończoność.
      • Gość: Kagan Re: religie - wirusy umyslu IP: *.lib.unimelb.edu.au 18.08.04, 09:18
        Stad moj watek: Bog to produkt chorych umyslow ludzkich
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=718341
        A religijnoscto choroba psychiczna przekazywana droga plciowa (z rodzicow na
        dzieci)... :(
    • oxygen100 Re: Nauka a wiara 27.08.04, 19:07
      Ot powiedzial co wiedzial!! Podobnie jak nie macza sie swego piora w biurowym
      kalamarzu, tak wykonywanej pracy naukowej czy jak ktos woli NAUKAWEJ nie
      miesza sie z wlasnym swiatopogladem i nie bardzo rozumiem jaki to ma wplyw na
      jakosc prowadzonych badan??
      • Gość: KK Re: Nauka a wiara IP: 203.221.209.* 28.08.04, 09:56
        Jesli ktos wierzy w cos, co nie tylko ze nie istnieje, a wiec nie daje zadnych
        empirycznych dowodow swego istnienia, to nie moze byc dobrym naukowcem, bo
        zawsze bedzie sklonny pomyslec: ja tak WIERZE, wiec musi byc tak i tak. A
        najgorsze, ze to sie odbywa najczesciej podswiadomie, i stad mamy tylu
        pseudonakowcow na calym swiecie. Nauka stoi zas praktycznie w miejscu: samoloty
        lataj coraz wolniej, a ceny biletow rosna (realnie, nie tylko nominalnie). To
        tylko jeden z licznych dowodow na kryzys w nauce spowodowany nieskonsekwentnym
        zwalczaniem religianctwa w nauce...
        • Gość: kagan Re: Nauka a wiara IP: *.infodiv.unimelb.edu.au 30.08.04, 13:05
          Kazdego, kto twierdzi, ze wierzy w istnienie Boga, pytam sie o dowody, a w
          zamian spotykam sie z agresja, wyzwiskami itp., bowiem owych dowodow nie bylo,
          nie ma i nie bedzie. Mowa oczywiscie o prawdziwych, empirycznych dowodach, a
          nie o dowodach na zasadzie petitio principii, czyli udowadnianie istnienia Boga
          poprzez cytaty z Biblii, ktora a priori przyjmuje jako pewnik jego
          istnienie... :(
    • Gość: Kookiz Re: Nauka a wiara IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 30.08.04, 15:53
      Prawdziwy naukowiec,który nie wierzy w prawdę,nie jest naukawcem tylko
      pomylonym.Jeżeli krasnoudki istniały to należy ten fakt uznać i nie ma tu
      decyzja podjęta a priori znaczenia.
      • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.lib.unimelb.edu.au 01.09.04, 13:01
        marny z ciebie "edu-kator"... Naukowiec nie moze wierzyc, bo wtedy staje sie
        religiantem, a nie naukowcem... :(
        PS: skad piszesz? pytam sie, zatroskany o poziom twych studentow, jesli sie tam
        uczysz, albo tez poziom kadry, jesli tam nauczasz...
        • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 05.09.04, 08:06
          Nie dadza sie pogodzic...
          • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.lib.unimelb.edu.au 16.09.04, 14:02
            nie dadza sie pogodzic, twierdzil sir A. Hoyle, wybitny astrofizyk brytyjski,
            adwersarz Hawkinga...
    • Gość: Vivian Darkbloom To nie taka prosta sprawa IP: *.mil.net.pl / *.milnet.silesianet.pl 16.09.04, 15:10
      Wiara w istnienie Boga niekoniecznie oznacza wyznawanie określonej religii i
      vice versa. Np. w buddyzmie nie ma Boga takiego jak Allah czy Bóg chrześcijan
      albo żydów dlatego buddyzm bywa nazywany religią ateistyczną. Z drugiej strony
      wiara w Boga nie oznacza automatycznie teizmu. Można być panteistą albo deistą
      i nie byc związanym z żadną religią. Do uznania istnienia Boga-Absolutu może
      przecież prowadzić filozofia. A co z agnostykami? Czy też mają wstęp wzbroniony
      do świata nauki? przydałoby się sprecyzowanie stanowiska...
      Twoje poglądy na temat nauki są dziecinne. Czy myślisz, ze jeśli ktoś jest
      ateistą to automatycznie będzie obiektywny? Nie da sie być w 100% obiektywnym.
      Bo sam wybór zagadnienia, ktorym będziemy sie zajmowac jest subiektywny.
      Przecież różne świeckie ideologie (np. poglądy polityczne albo poglądy
      filozoficzne) w rownie dużym stopniu co wyznawana religia moga wpływac na
      badania. Dowodem tego jest choćby nauka pozostająca pod wpływem marksizmu.
      • j.wierny Re: To nie taka prosta sprawa 18.09.04, 12:55
        > Wiara w istnienie Boga niekoniecznie
        > oznacza wyznawanie określonej religii i
        > vice versa. Np. w buddyzmie nie ma Boga takiego
        > jak Allah czy Bóg chrześcijan albo żydów
        > dlatego buddyzm bywa nazywany religią ateistyczną.
        >
        Słuszna uwaga. Polecam tekst "W poszukiwaniu Wielkiego Zegarmistrza":

        www.buddyzm.edu.pl/magazyn/18/cs18-07.htm
        jw
        • Gość: Kagan Re: To nie taka prosta sprawa IP: *.lib.unimelb.edu.au 01.11.04, 09:24
          Swiat to nie zegarek, wiec nie potrzebuje zegramistrza. Zyjecie wciaz, jakby nie
          bylo mechaniki kwantowej...
      • Gość: Kagan Re: To nie taka prosta sprawa IP: *.lib.unimelb.edu.au 01.11.04, 09:23
        Marna to filozofia, co do objasniania swiata potrzebuje sankcji metafizycznych.
        Nie ma religii ateistycznej, a deizm czy agnostycyzm to tylko polsrodki, ktore
        nikogo nie zadowola, jak to polsrodki (too little, too late)...
        Zgoda, nikt nie jest obiektywny w 100%, ale wyznawanie jakiejkoliek religii,
        nawet "bezboznej", nie pozwala w ogole na zaden obiektywizm. Mozna byc tez,
        zgoda, zaslepiony ideologia (marksistowska, neoliberalna itd.), ale to temat na
        inny watek...
    • Gość: Vivian Darkbloom A co z Kartezjuszem, Leibnizem... IP: *.mil.net.pl / *.milnet.silesianet.pl 16.09.04, 16:53
      Byli przecież zarówno filozofami, uznającymi istnienie Boga, jak i
      matematykami... Jak to możliwe, ze zakład Pascala nie przeszkodził prawu
      Pascala? Możnaby dalej wymieniać. Czekam na naukowe wyjaśnienie tego
      tajemniczego zjawiska
      • Gość: Kagan Re: A co z Kartezjuszem, Leibnizem... IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 18.09.04, 08:53
        Bez zbednego bagazu wiary religijnej osiagneliby oni jeszcze wiecej. Czlowiek
        nie jest istota w pelni racjonalna, potrafi tez czesciowo kompensowac swe
        slabosci, szczegolnie jednostki wybitne..
        • Gość: 500+ Re: A co z Kartezjuszem, Leibnizem... IP: *.perm.iinet.net.au 20.09.04, 04:26
          ;)
          • Gość: Link Re: A co z Kartezjuszem, Leibnizem... IP: *.lib.unimelb.edu.au 01.11.04, 09:19
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=718341&a=718341
            • Gość: Link Re: A co z Kartezjuszem, Leibnizem... IP: *.lib.unimelb.edu.au 01.11.04, 12:46
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=13489372
    • Gość: Link Re: Nauka a wiara IP: *.kbsnetwork.net / 203.220.32.* 12.12.04, 06:11
      Patrz: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=739729&a=17355705
    • Gość: LINK Re: Nauka a wiara IP: *.99.221.203.acc51-dryb-mel.comindico.com.au 17.12.04, 10:38
      www.racjonalista.pl/kk.php/s,1933#_f3
      Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,1933
      Podsumowanie
      Czy konflikt między nauką i religią jest dziewiętnastowiecznym "mitem", czy
      może jednak czymś realnym? Istota konfliktu nie zasadza się przecież na
      oficjalnych deklaracjach wzajemnych, konferencjach pojednania, dziesiątkach
      nowych publikacji przekonujących, że konflikt jest mitem, albowiem kwestia
      wzajemnego nastawienia naukowców i ludzi kościoła jest drugorzędna. Jakkolwiek
      konflikt między nauką i wiarą często, w przeszłości zwłaszcza, uwarunkowany
      bywał wzajemną niechęcią ludzi kościoła i nauki, tak jednak istotą było przede
      wszystkim głębsze oddziaływanie obu tych sfer ludzkiego życia na siebie.
      Realność tego konfliktu ma na swe potwierdzenie zasadniczy argument: fakty.

      Faktem jest, że nauka sprzyja deprecjonowaniu znaczenia religii w ludzkim
      życiu. Zauważył to Czesław Miłosz: "Dość przyglądać się zamożnej i sytej części
      ludzkości w krajach Zachodu, żeby stwierdzić, że wyobrażenia religijne
      uładzonego kosmosu rozpadają się pod naciskiem samej nauki i techniki (...) W
      jakim momencie pochrześcijańskiej cywilizacji naukowo-technicznej jesteśmy,
      odgadnąć trudno, bo skoro przebywamy wewnątrz niej, brak nam perspektywy.
      Niemniej jednak z obserwacji takich krajów, jak Anglia czy Francja, ze spadku
      liczby kandydatów do stanu duchownego, z teologii 'śmierci Boga' i
      teologii 'Deus otiosus', czyli Boga bezczynnego, wyłania się obraz daleko
      posuniętego odpływu wiary" [_41_]. Najtrafniej ujął to S. Weinberg, mówiąc
      iż "nauczanie nowoczesnej nauki jest czynnikiem korodującym dla wierzeń
      religijnych".

      Faktem jest, że kościół, zdając sobie z tego sprawę, gwałtownie przeciw temu
      zjawisku występował, starając się albo dusić rozwój naukowy, albo ograniczać go
      poprzez podporządkowanie swoim naukom, w ostateczności tylko uciekając się do
      teorii dwóch prawd.

      Faktem jest to, iż wśród naukowców jest nieproporcjonalnie więcej ludzi
      niewierzących, niż wśród reszty społeczeństwa. Do dziś aktualność zachowuje
      uwaga La Mettrie: "badania nad nią [przyrodą] mogą skłonić do niedowiarstwa,
      jak tego dowodzi sposób myślenia wszystkich badaczy, którzy osiągnęli bardzo
      dobre wyniki" [_42_].

      Faktem jest wreszcie to, że rozwój nauk przyrodniczych, dających wiedzę o
      świecie, wiąże się jednocześnie ze spychaniem wiary religijnej na coraz
      mniejsze wysepki ludzkiej niewiedzy.

      Jednak dla coraz większej liczby wiernych "wysepki" te są już za małe, wiara
      zamiera, odchodzi do lamusa, a religijność degraduje się do kategorii przeżyć,
      bądź to wspólnotowych, bądź indywidualnych - religia zmienia swój charakter i
      coraz bardziej traci swój aspekt wiary (intelektualne rozważania teologiczne),
      na rzecz aspektu uczuć; analizę sacrum wypiera jego doświadczanie.

    • Gość: Dodo Re: Nauka a wiara IP: *.95.221.203.acc50-dryb-mel.comindico.com.au 23.12.04, 10:08
      Chodzil mi o to, ze jesli naukowiec zaklada
      istnienie Boga, to powinien porzucic nauke,
      bowiem jesli Bog Wszechmocny istnieje, to wszystko
      da sie wyjasnic jego boska interwencja, a wiec
      nauka nie ma sensu, bo polega na mnozeniu
      bytow ponad potrzebe (Ockham sie klania):
      jesli Bog istnieje, to jest on jedynym bytem niezbednym
      do wyjasnienia wszystkiego i wszedzie!
    • Gość: Sztukmistrz Nauka a wiara na przykladzie Einsteina IP: *.82.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 02.01.05, 07:38
      Link:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=19049957
    • Gość: Bezboznik Re: Nauka a wiara IP: *.83.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 08.01.05, 12:37
      kiosk.onet.pl/1,2,8,9010649,26965713,1408353,0,forum.html
      Nauki i religii nie sposób pogodzić

      Już kiedyś to pisałem, ale co szkodzi napisać raz jeszcze.
      Nauka zajmuje się opisem rzeczywistości poznawalnej przy pomocy zmysłów i intelektu, na drodze obserwacji doświadczeń i wyciągania logicznych wniosków, stawiania tez i ich późniejszej weryfikacji. Nauka z natury swej jest czymś zmiennym i nieostatecznym, stale się rozwija i chociaż niektóre z jej odkryć i twierdzeń wydają się w żaden sposób niepodważalne - to historia nauki uczy, że należy być ostrożnym w formułowaniu prawd absolutnych. Kolejne odkrycia znacząco uzupełniają lub czasem zupełnie podważają stare prawdy, rodzą nowe pytania i wyzwania.

      Religia opiera się natomiast na dogmatach (prawdach objawionych przez założycieli,proroków i inne znaczące w danej społeczności religijnej osoby), w które należy po prostu wierzyć; jeżeli się je analizuje - to tylko w sposób "dopuszczalny" przez zwierzchników a efekt "dociekań" jest z góry ustalony i nie może być odstępstw. Dogmaty są z założenia czymś niezmiennym - choć z historii wiemy, że one również powstały w atmosferze kłótni między wyznawcami różnych opcji religijnych, nierzadko spory na tle dogmatycznym kończyły się rozłamami, sprzyjały sekciarstwu. Zapewne kłótnie o dogmaty były nie mniej widowiskowe niż kłótnie o kształt ustaw w naszym sejmie.

      A teraz do rzeczy. Jak pogodzić niezmienne (z założenia) dogmaty ze zmienną (faktycznie) nauką. Załóżmy, że ktoś stworzyłby jakąś niezwykłą syntezę nauki i religii, wewnętrznie spójną. Co by się stało, gdyby część "naukowa" tej teorii uległa drastycznej zmianie. Trzeba by było "dopasowywać" a więc zmieniać część "religijną" - żeby utrzymać wewnętrzną spójność teorii. A to z założenia byłoby niedopuszczalne.

      Religia i nauka są zupełnie innymi sferami naszego doświadczenia. Opis naukowy jest dokonywany "z zewnątrz" "obiektywny" (w założeniu)i formułowany przy pomocy możliwie jednoznacznych pojęć, natomiast opisywane w różnych księgach doświadczenia religijne są jak się wydaje "bezpośrednie", "subiektywne" i nieopisywalne przy pomocy słów - co najwyżej przy pomocy niejasnych porównań i odniesień do sytuacji znanych z codzienności. Trudno sobie wyobrazić zjednoczenie się tych jakże odmiennych elementów naszego życia.

      Być może nauka w bliżej nieokreślonej przyszłości zaskoczy nas tak niezwykłymi odkryciami, że będziemy musieli zmieniać światopogląd -ale póki co jesteśmy skazani na obecny stan wiedzy i narazie tego się trzymajmy. Myślę też, że jeżeli czegoś nie wiemy, nie rozumiemy - to lepiej uczciwie powiedzieć sobie - "tego nie wiem, tego nie rozumiem" - a nie przyjmować jakieś teorie wyssane z palca tylko dlatego, że pasują do z góry przez nas przyjętych "prawd". Przecież nawet nie wiemy, "czego i ile nie wiemy".

      Przy lekturze artykułu nasunęło mi się też kilka innych refleksji.

      Postęp naukowy w świecie zachodnim dokonywał się (niestety) najczęściej wbrew postawie hierarchów KK. Kościół z przyczyn dogmatycznych zakazywał wielu rodzajów eksperymentów, nowe odkrycia często potępiał (nierzadko okrutnie) - jako niezgodne z wiarą i doktryną - wchodząc na nieswoją działkę, widząc dla siebie zagrożenie i rozpaczliwie kąsając w obronie swego terytorium. Teza, że KK robił to z ostrożności jest dla mnie nie do przyjęcia. W moich oczach była to zwierzęca walka o wpływy w stadzie i o stan posiadania.

      Czepnę się teraz stosunku KK (i różnych innych sekt religijnych) do teorii ewolucji - bo jest to dla mnie najbardziej jaskrawy przykład zacofania i trwania na z góry ustalonych pozycjach. Wbrew temu, co niektórzy światlejsi "ojcowie" mówią, że ewolucja jest "dopuszczalna" jako sposób stworzenia człowieka rozciągnięty w czasie, spotykam się osobiście z butnymi, aroganckimi postawami ludzi, którzy nie mając elementarnej wiedzy z zakresu teorii ewolucji wygłaszają autorytatywne sądy o jej nieprawdziwości, podpierając się Księgą Rodzaju. Ciągle przychodzi mi do głowy wypowiedź jednego z młodych księży, który na uwagę, że KK dopuszcza możliwość stworzenia człowieka w drodze ewolucji odpowiedział (nie przytoczę dosłownie)- "może i tak, ale (tu uśmmiech) nie wierzę, że człowieka Bóg stworzył z małpy". No cóż, jak ktoś jest "argumentoodporny"... .
      Oszołomstwo na świecie czując zagrożenie tworzy pseudonaukowe "teorie" w rodzaju "kreacjonizmu naukowego" i co gorsza żąda nauczania tego w szkołach na równych prawach z teorią Darwina. Co do szczegółów teorii ewolucji można się spierać, ale odrzucenie jej istoty jest po prostu nieracjonalne.

      Wcale nie twierdzę, że nauka to moja "wiara" a naukowcy to nietykalne święte krowy - i nauka i naukowcy bywają omylni a wiedza i wynalazki nierzadko obracają się przeciw człowiekowi - ale to już inna bajka. Na dziś chyba nic lepszego niż wiedza naukowa nie posiadamy :-(((




      ~bezbożny, 2005-01-08 02:17
      • Gość: ... Uuuu....Kaganie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.05, 17:56
        No comments...no text...no mystery... :)))
        • Gość: Kagan Re: Uuuu....Kaganie... IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 10.01.05, 07:00
          Ciekawy text znalazlem, co?
          • Gość: ... Re: Uuuu....Kaganie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.05, 10:00
            ?
    • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 19.01.05, 05:07
      Hawkins wierzy, a wiec?
      • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.lib.unimelb.edu.au 21.01.05, 05:22
        Nie daja sie pogodzic: nauka to ciagly postep, choc nie bez krokow w tyl,
        religia to zas zbior martwych bajek...
    • Gość: LINK Re: Nauka a wiara IP: *.82.221.203.acc52-dryb-mel.comindico.com.au 23.01.05, 03:59
      Z watku o wierzacych fizykach:
      Twa lista zawiera 41 nazwisk.
      Wielu z nich (Liter, Pasteur, Cuvier, Rayleigh, Fabre, Mendel,
      Simpson, Agassiz, Riemann, Woodward, Virchov) NIE bylo fizykami!
      Cuvier wymieniony jest az DWA razy.
      Zostaje na wiec 30 nazwisk.
      Z tego ok.16 zylo wiekszosc swego zywota przed XX wiekiem.
      Zostaja wiec wlasciwie z w miare wspolczesnych tylko:
      Electronics Ambrose Fleming (1849-1945) oraz
      Isotopic Chemistry William Ramsay (1852-1916), ktory
      tez glownie tworzyl w XIX wieku. A przeciez w XX wieku zyla
      wiekszosc uczonych, ktora kiedykolwiek zyla na Ziemi!
      Widzisz, na jakich watpliwych podstawach oparles swa teze!
      Na 2 przypadkach, ktore tylko potwierdzaja regule, iz wiara
      nie da sie polaczyc czy tez pogodzic z nauka!
      Link: forum.gazeta.pl/forum/73,46481,1540823.html?f=32&w=19145387&a=19145387&rep=1
    • Gość: Kagan Re: Nauka a wiara IP: *.latrobe.edu.au / *.latrobe.edu.au 31.01.05, 06:51
      Nie do ateistow nalezy dowod istnienia boga, ale do tych, co w niego wierza.
      A takiego dowodu dotychczas nikt nie byl w stanie doprowadzic do szczesliwego
      konca. Z hipoteza istnienia Boga, istoty wszechpoteznej i wszechwiedzacej
      oraz wszechobecnej i jednoczesnie nieskonczenie (idealnie) dobrej nie da sie
      np. pogodzic istnienie zla, w tym zla ekstremalego, np. tego w Oswiecimiu
      podczas II Wojny Swiatowej. Juz wiec samo istnienie zla anuluje hipoteze zerowa
      (Bog istnieje) na rzecz hipotezy alternatywnej (Boga nie ma), ktora tym samym
      staje sie sprawdzona (naukowo zweryfikowana) teoria, a jej liczne potwierdzenia
      w postaci wszechobecnego zla, czynia ja uniwersalnym prawem NIE istnienia
      Boga...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka