Dodaj do ulubionych

Operacja "Bielik"

27.04.11, 10:47
hehehhe uwielbiam te opowiastki, ta lekkosc jezyka, ten klimat :)
pochodze z Bialegostoku, znam tez Puszcze Bialowieska, Knyszynska.
co mam powiedziec...zazdroszcze panu Panie Adami , po prostu zazdroszcze...
pozdrawiam Mariusz
Obserwuj wątek
    • tow_rydzyk Badz co badz to Orzel Bialy 27.04.11, 11:59
      jmariusz2 napisał:

      > hehehhe uwielbiam te opowiastki, ta lekkosc jezyka, ten klimat :)
      > pochodze z Bialegostoku, znam tez Puszcze Bialowieska, Knyszynska.
      > co mam powiedziec...zazdroszcze panu Panie Adami , po prostu zazdroszcze...
      > pozdrawiam Mariusz

      Zgadzam sie, Mariusz.
      Wspaniala budujaca swiateczna historia...

      Zyczymy szybkiej poprawy i wysokich lotow , Orle
    • 8t8t Re: Operacja "Bielik" 27.04.11, 18:59
      Można go włożyć do piekarnika na 1.5 godziny. Kurczakom to pomaga.
    • zaifi3 Operacja gołąb nieudana... 30.04.11, 19:45

      Cieszy mnie każde uratowane ptaszysko,
      niestety wydarty z pyszczka mojej kotki gołąbek nie przeżył,
      czytam z zainteresowaniem opowieści,
      mam nadzieję że są prawdziwe...:)
    • deerzet Opowieść podobna. 04.05.11, 15:54
      Dobrze mieć, panie Adamie, tak wypracowane schematy.

      U mnie, kiedyś - podobnie.
      Puk-puk - Wizyta młodego sokolnika [„XX"] u mnie, czy pomógłbym, bo YY, opiekun koła sokolarzy, nie zainteresował się losem „znalezionego" przez sokolników - czy „zdobytego" - poranionego „sokoła".
      Czy pomógłbym? Ależ oczywiście!
      Ptak w karton, ja z XX-em w samochód - i hajda w sobotni dzień popołudniowy szukać weterynarza.

      1. specjalista od zwierzaków - nieobecny, 2. nieczynny, 3. odmawia - dość, że po 100 kilometrach poszukiwań, dopiero w sąsiednim powiecie znalazł się chętny wet do pomocy. Ptaka pozszywał, ocenił, że już latać nie będzie z połamaną kością ramienną.
      XX nam w czas zabiegów o mało nie omdlał. Zapłaciłem, XX-a z „sokołem" odwiozłem pod jego szkolny internat, zaleciłem odwiezienie ptaka do zoo, a w poniedziałek kolega mój, ów YY, opiekun koła, opeer mój serdeczny dostał, co go i tak za wiele nie poruszyło.
      Ptak dobrzał. Choć szanse na latanie miał żadne.

      Epilog?
      Kilka tygodni potem zagadnąłem XX-a, co z „sokołem".
      - A wie pan, kolega z koła mu łeb ukręcił...
      - ?!
      - Bo „sokół" i tak by latać nie mógł, więc kolega stwierdził, że taki ptak nam do koła byłby nieprzydatny...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka