Dodaj do ulubionych

Podstawowy blad Newtona i Leibnitza

13.05.04, 14:05
Do dzis zreszta pokutujacy w fizyce i dajacy te paradoxalne nieskonczonosci,
usuwane przy pomocy mocno watpliwej techniki renormalizacji.
Popatrzmy bowiem co to sa rozniczki i na definicje pochodnej:
wiem.onet.pl/wiem/0121c1.html
Tam jest wyraznie w mianowniku wyrazenie X-Xo, gdzie X zdaza do Xo, czyli
inaczej w pewnym momencie X=Xo, czyli X-Xo=Xo-Xo=0, czyli ze DZIELIMY, chcac
nie chcac, PRZEZ ZERO!
Nauczyciele i wykladowcy matematyki cos tam bredza o granicy (lim czyli
limes), ze niby nigdy nie jest ona osiagana itp., ale przeciez wiemy z
fizyki, ze wcale nie trzeba osiagnac predkosci swiatla, aby odczuc efekty
relatywistyczne, wystarczy np. 99.9%c. A wiec jesli X=~Xo, to X-Xo=~0, a wiec
dzielimy praktycznie przez zero, i otrzymujemy praktycznie wlasnie owa
paradoxalna nieskonczonosc...
Sek w tym, ze w normalnej inzynierskiej praktyce i w fizyce klasycznej nie
mamy do czynienia z liczbami bliskimi zero, a w fizyce czastek elementarnych
tak. Stad ten caly problem z renormalizacja itp., po prostu fizycy nie sa w
stanie wyzwolic sie spod czaru Newtona i Leibnitza, i odrzucic te paradoxalna
z natury galaz matematyki zwana analiza matematyczna...
Pozdr.
Kagan
Obserwuj wątek
    • Gość: Ja Ale jajarz! Newtona i Leibnitza naucza .... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.04, 17:54
      Ty chyba naprawdę chorowałeś na lekcji matematyki i fizyki!
      A specjalnosć - co? spawanie desek ...?

      Nie bredź, tylko do rzeczy! Wal od razu, ze nie lubisz KK i tyle!
      • Gość: Kagan Re: Ale jajarz! Newtona i Leibnitza naucza .... IP: *.tera.pl / 81.21.194.* 13.05.04, 21:33
        Nie naucza, a krytykuje... ;)
    • dr.krisk Zaraz będzie o Chazarach... 13.05.04, 19:09
      Ten wątek (tj. dzielenie przez zero) Kagan vel. rajchman przerabiał już z
      innych forach. Za chwilę zafunduje nam wątek że Żydzi to Chazarzy, potem będzie
      o pochodzeniu Marii, itp., itd.
      Matko jedyna, to nie człowiek, to Golem przez pijanych budowniczych z gliny
      ulepiony....
      Uciekam stąd.
      KrisK
      • zorianx zero w fizyce prowadzi do paradoksów i jest tym... 13.05.04, 19:39
        w fizyce, czym to co było przed Big Bangiem w kosmologii ;o)


        Kagan napisał:
        > dzielimy praktycznie przez zero, i otrzymujemy praktycznie wlasnie owa
        > paradoxalna nieskonczonosc...
        dr.krisk napisał:
        > Ten wątek (tj. dzielenie przez zero) Kagan vel. rajchman przerabiał już z
        > innych forach.

        ... a co do Bibli;-)
        ... w świetle tego jej początkowego fragmentu, o licznych synach Boga i licznych jego mocarnych wnukach...
        ''06,01 A kiedy ludzie zaczęli się mnożyć na ziemi, rodziły im się córki.
        06,02 Synowie Boga, widząc, że córki człowiecze są piękne, brali je sobie za
        żony, wszystkie, jakie im się tylko podobały.
        06,03 Wtedy Bóg rzekł: Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż
        człowiek jest istotą cielesną; niechaj więc żyje tylko sto dwadzieścia lat.
        06,04 A w owych czasach byli na ziemi giganci; a także później, gdy synowie Boga
        zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze,
        mający sławę w owych dawnych czasach.''

        ... cała reszta Bibli o monoteizmie, królowej niebios, synu jedynym itp. jest zwykłą niedorzecznością;-)
        • Gość: Kagan Re: zero w fizyce prowadzi do paradoksów i jest t IP: *.tera.pl / 81.21.194.* 13.05.04, 21:37
          zorianx napisał:
          w fizyce, czym to co było przed Big Bangiem w kosmologii ;o)
          Kagan napisał:
          ... dzielimy praktycznie przez zero, i otrzymujemy praktycznie wlasnie owa
          paradoxalna nieskonczonosc...
          dr.krisk napisał:
          Ten wątek (tj. dzielenie przez zero) Kagan vel. rajchman przerabiał już z
          innych forach.
          K: I co z tego? To jest naprawde powazny problem, lekcewazony przez
          matematykow, ktorzy sobie z nim nie daja wyraznie rady...

          ... a co do Bibli;-)
          ... w świetle tego jej początkowego fragmentu, o licznych synach Boga i
          licznych jego mocarnych wnukach...
          ''06,01 A kiedy ludzie zaczęli się mnożyć na ziemi, rodziły im się córki.
          06,02 Synowie Boga, widząc, że córki człowiecze są piękne, brali je sobie za
          żony, wszystkie, jakie im się tylko podobały.
          06,03 Wtedy Bóg rzekł: Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż
          człowiek jest istotą cielesną; niechaj więc żyje tylko sto dwadzieścia lat.
          06,04 A w owych czasach byli na ziemi giganci; a także później, gdy synowie Boga
          zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze,
          mający sławę w owych dawnych czasach.''
          K: Tylko 120 lat... dobre! ;)

          ... cała reszta Bibli o monoteizmie, królowej niebios, synu jedynym itp. jest
          zwykłą niedorzecznością;-)
          K: Oczywiscie! ;)

      • Gość: Kagan Re: Zaraz będzie o Chazarach... IP: *.tera.pl / 81.21.194.* 13.05.04, 21:35
        O Chazarach bylo w innych watkach. A pochodne, a wiec cala analiza matematyczna
        opieraja sie na dzieleniu przez zero: zobacz defincje pochodnej! A jak sie
        dzieli przez zero, to sie pojawiaja nieskonczonosci, i nic na to nie poradze...
    • Gość: dżej Re: Podstawowy blad Newtona i Leibnitza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.04, 19:44
      Wykaż wewnętrzną sprzeczność analizy matematycznej, a dostaniesz medal Fieldsa.
      Na razie się jednak za to nawet nie próbuj zabierać. Proponowałbym kilka
      semestrów intensywnego kursu analizy matematycznej, bo na razie widać, że nie
      orientujesz się nawet w jej podstawach. Dzielenie przez x=0 i przez x-ɬ
      oznacza to samo? Chyba tylko dla kogoś, kto nie ma pojęcia o granicach i
      różniczkach.

      K. A wiec jesli X=~Xo, to X-Xo=~0, a wiec
      > dzielimy praktycznie przez zero, i otrzymujemy praktycznie wlasnie owa
      > paradoxalna nieskonczonosc...
      Właśnie o to chodzi, że nie zawsze ją otrzymamy. W zależności od tego, jaka
      funkcja jest w liczniku i co później podstawimy za X, możemy dostać równie
      dobrze np. -Pi, 19 albo 0.

      K. Sek w tym, ze w normalnej inzynierskiej praktyce i w fizyce klasycznej nie
      > mamy do czynienia z liczbami bliskimi zero
      To chyba nie znasz fizyki klasycznej i problemów jakimi zajmują się
      inżynierowie.

      K.Stad ten caly problem z renormalizacja itp., po prostu fizycy nie sa w
      > stanie wyzwolic sie spod czaru Newtona i Leibnitza
      Tak, wyzwólmy się od tego czaru i wyrzućmy wszystkie osiągnięcia fizyki od
      czasów Newtona i Leibniza. Na pierwszym miejscu mechanikę analityczną. A potem
      samochody, elektrownie, radia, komputery, pociągi, tostery, telewizory i w
      ogóle wszystko, co osiągnęliśmy dzięki fizyce od końca XVII wieku :>
      No, jeżeli chodzi ci o wyrzucenie analizy matematycznej tylko z mechaniki
      kwantowej - to od końca pierwszej połowy XXw.

      Uparłeś się, że fizycy ulegają jakiemuś tajemniczemu czarowi. Nawiasem mówiąc
      Newton i Leibniz posługiwali się pojęciem granicy nie potrafiąc (pewnie nawet
      nie próbując) skonstruować jej ścisłej definicji. Zrobił to dopiero L. A.
      Cauchy na przełomie XVIII i XIXw. - radzę się zapoznać z tą definicją i kilkoma
      innymi podstawowymi, żebyś zrozumiał chociaż podstawowe twierdzenia AM i mógł
      się na ten temat sensownie wypowiadać. Więc dla matematyka są oni raczej
      wątpliwymi autorytetami. Dla fizyka są oni echem odległej przeszłości, która
      przetrwała w nazwach prostych modeli i związanych z nimi praw.

      W ogóle dlaczego Newton używał rachunku różniczkowego? Bo działał. Umiał przy
      jego pomocy policzyć objętości i powierzchnie różnych figur, a co ważniejsze
      przedstawić dzięki niemu prawa fizyki. Np. przewidzieć jak stygnie szklanka z
      wodą albo policzyć okres precesji Ziemi. W sposób zgodny z doświadczeniem/
      obserwacją. Ponieważ AM okazała się skuteczna następne pokolenia uczonych
      rozwinęły ją z tych wątłych podstaw, które dali im m.in. Newton i Leibnitz - i
      wtedy okazała się jeszcze bardziej skuteczna.

      Fizyka polega na tworzeniu modeli, matematyka jest narzędziem do ich tworzenia.
      Fizycy szukają w matematyce takich narzędzi jak AM - i jeżeli tylko prawa
      formułowane przy ich użyciu dają wyniki zgodne z doświadczeniem, stosują je. A
      ty się przyczepiłeś do jakiegoś elementu modelu, którego nawet nie znasz.
      Prawdopodobnie przeczytałeś w jakiejś literaturze popularnej coś o
      wątpliwościach formalistów, co do stricte matematycznego uzasadnienia
      renormalizacji. I powtarzasz bez zrozumienia, wydając absurdalne sądy, w
      dodatku oparte na rozumowaniach, w którym występują błędy logiczne.

      A wszystko zależy właśnie od modelu fizycznego. Np. w QED, w której właśnie
      stosuje się renormalizację przyjmuje się, że elektron jest cząstką punktową, co
      jest wyłącznie założeniem modelu i nie ma nic współnego z analizą matematyczną,
      ani z tym, że w mikroświecie wielkości fizyczne są bardzo małe (nie wiemy jakie
      są przed skonstruowaniem testowalnego modelu). Z pewnych powodów punktowy
      elektron prowadzi do pojawienia się nieskończonych wielkości w teorii, dlatego
      ta renormalizacja jest potrzebna. Nie ma to związku z poprawnością czy nie
      analizy matematycznej. Teraz powiesz, że to głupie założenie, bo cząstka nie
      może być punktem. Ale skąd wiesz jak naprawdę wygląda elektron i co to
      znaczy "naprawdę"? Model świetnie się zgadza z doświadczeniem i to jest
      kryterium jego sensowności i prawdziwości jego świata, a więc fizyki którą
      opisuje. Być może da się uogólnić QED, np. wcielić do teorii strun. Wtedy
      elektron stanie się np. tzw. zero-braną, nie będzie punktem. Ale to nie znaczy,
      że całą QED będzie trzeba odrzucić i że jest ona absurdalna.

      To było o poprawności modeli fizycznych.
      Na koniec mała uwaga na temat (teorii) matematycznych. Tu z kolei kryterium
      poprawności jest wewnętrzna niesprzeczność - żadne dwa twierdzenia nie mogą się
      wykluczać. Nie można mówić, że teoria matematyczna jest "paradoxalna", bo nie
      zgadza się z czyimiś poglądami na pojęcia zera czy nieskończoności.

      To tyle.
      • Gość: Kagan Re: Podstawowy blad Newtona i Leibnitza IP: *.tera.pl / 81.21.194.* 13.05.04, 21:54
        Gość portalu: dżej napisał(a): Wykaż wewnętrzną sprzeczność analizy
        matematycznej, a dostaniesz medal Fieldsa.
        K: Chyba juz wykazalem: primo pokazujac, ze jest oparta na dzieleniu przez
        zero, i secundo przypominajac, ze to prowadzi w fizyce do nieskonczonosci i
        watpliwej procedury renormalizacji...

        - Na razie się jednak za to nawet nie próbuj zabierać. Proponowałbym kilka
        semestrów intensywnego kursu analizy matematycznej, bo na razie widać, że nie
        orientujesz się nawet w jej podstawach. Dzielenie przez x=0 i przez x-ɬ
        oznacza to samo? Chyba tylko dla kogoś, kto nie ma pojęcia o granicach i
        różniczkach.
        K: To ty nie masz pojecia. W mianowniku mamy wyraznie X-Xo. Teraz jesli X dazy
        do Xo, to praktycznie w pewnym momencie mamy, ze X=~Xo, czyli ze dzielimy
        praktycznie przez ZERO, c.n.u.

        K. A wiec jesli X=~Xo, to X-Xo=~0, a wiec dzielimy praktycznie przez zero, i
        otrzymujemy praktycznie wlasnie owa paradoxalna nieskonczonosc...
        - Właśnie o to chodzi, że nie zawsze ją otrzymamy. W zależności od tego, jaka
        funkcja jest w liczniku i co później podstawimy za X, możemy dostać równie
        dobrze np. -Pi, 19 albo 0.
        K: Nie wazne co w liczniku: wszystko dzielone przez zero daje nieskonczonosc!
        Sek w tym, ze w normalnej inzynierskiej praktyce i w fizyce klasycznej nie
        mamy do czynienia z liczbami bliskimi zero
        - To chyba nie znasz fizyki klasycznej i problemów jakimi zajmują się
        inżynierowie.
        K: Znam! Inzynierowie nie projektuja, jak dotychczas rakiet poruszajacych sie z
        V=0.999C i nie projektuja mikrorobotow zloznych z kwarkow "dolnych"
        czy "gornych"...

        K: Stad ten caly problem z renormalizacja itp., po prostu fizycy nie sa w
        stanie wyzwolic sie spod czaru Newtona i Leibnitza
        - Tak, wyzwólmy się od tego czaru i wyrzućmy wszystkie osiągnięcia fizyki od
        czasów Newtona i Leibniza. Na pierwszym miejscu mechanikę analityczną. A potem
        samochody, elektrownie, radia, komputery, pociągi, tostery, telewizory i w
        ogóle wszystko, co osiągnęliśmy dzięki fizyce od końca XVII wieku
        K: Juz ci tlumaczylem, ze owa analiza dziala doskonale w skali makro i niskich
        predkosciach - zawodzi tylko w szybkosciach podswietlnych i w skali subatomowej!

        - No, jeżeli chodzi ci o wyrzucenie analizy matematycznej tylko z mechaniki
        kwantowej - to od końca pierwszej połowy XXw.
        K: Tylko jesli chodzi o fizyke kwantowa!

        - Uparłeś się, że fizycy ulegają jakiemuś tajemniczemu czarowi. Nawiasem mówiąc
        Newton i Leibniz posługiwali się pojęciem granicy nie potrafiąc (pewnie nawet
        nie próbując) skonstruować jej ścisłej definicji. Zrobił to dopiero L. A.
        Cauchy na przełomie XVIII i XIXw. - radzę się zapoznać z tą definicją i kilkoma
        innymi podstawowymi, żebyś zrozumiał chociaż podstawowe twierdzenia AM i mógł
        się na ten temat sensownie wypowiadać. Więc dla matematyka są oni raczej
        wątpliwymi autorytetami. Dla fizyka są oni echem odległej przeszłości, która
        przetrwała w nazwach prostych modeli i związanych z nimi praw.
        K: Pojecie granicy to tylko proteza ratujaca watpliwej jakosci gmach AM.
        Granica w AM to jest cos, co nie istnieje, a wiec sprzecznosc sama w sobie...

        - W ogóle dlaczego Newton używał rachunku różniczkowego? Bo działał. Umiał przy
        jego pomocy policzyć objętości i powierzchnie różnych figur, a co ważniejsze
        przedstawić dzięki niemu prawa fizyki. Np. przewidzieć jak stygnie szklanka z
        wodą albo policzyć okres precesji Ziemi. W sposób zgodny z doświadczeniem/
        obserwacją. Ponieważ AM okazała się skuteczna następne pokolenia uczonych
        rozwinęły ją z tych wątłych podstaw, które dali im m.in. Newton i Leibnitz - i
        wtedy okazała się jeszcze bardziej skuteczna.
        K: Tak, podobnie byla skuteczna przez dlugie lata astronomia geocentryczna...
        AM sprawdzila sie w pewnym waskim zakresie, ale zawodzi w skali subatomowej...

        - Fizyka polega na tworzeniu modeli, matematyka jest narzędziem do ich
        tworzenia. Fizycy szukają w matematyce takich narzędzi jak AM - i jeżeli tylko
        prawa formułowane przy ich użyciu dają wyniki zgodne z doświadczeniem, stosują
        je. A ty się przyczepiłeś do jakiegoś elementu modelu, którego nawet nie znasz.
        Prawdopodobnie przeczytałeś w jakiejś literaturze popularnej coś o
        wątpliwościach formalistów, co do stricte matematycznego uzasadnienia
        renormalizacji. I powtarzasz bez zrozumienia, wydając absurdalne sądy, w
        dodatku oparte na rozumowaniach, w którym występują błędy logiczne.
        K: Jakie i gdzie? AM daje wyraznie nieskonczona mase i ladunek elektronu, a
        wiec wynik absolutnie nezgodny z empiria!

        - A wszystko zależy właśnie od modelu fizycznego. Np. w QED, w której właśnie
        stosuje się renormalizację przyjmuje się, że elektron jest cząstką punktową, co
        jest wyłącznie założeniem modelu i nie ma nic współnego z analizą matematyczną,
        ani z tym, że w mikroświecie wielkości fizyczne są bardzo małe (nie wiemy jakie
        są przed skonstruowaniem testowalnego modelu). Z pewnych powodów punktowy
        elektron prowadzi do pojawienia się nieskończonych wielkości w teorii, dlatego
        ta renormalizacja jest potrzebna. Nie ma to związku z poprawnością czy nie
        analizy matematycznej. Teraz powiesz, że to głupie założenie, bo cząstka nie
        może być punktem. Ale skąd wiesz jak naprawdę wygląda elektron i co to
        znaczy "naprawdę"? Model świetnie się zgadza z doświadczeniem i to jest
        kryterium jego sensowności i prawdziwości jego świata, a więc fizyki którą
        opisuje. Być może da się uogólnić QED, np. wcielić do teorii strun. Wtedy
        elektron stanie się np. tzw. zero-braną, nie będzie punktem. Ale to nie znaczy,
        że całą QED będzie trzeba odrzucić i że jest ona absurdalna.
        K: Wiem, ze elektron nie moze byc punktem, bo punkt nie ma zadnego wymiaru, a
        elektron zajmuje miejsce w przestrzeni, gdyz ma mase i ladunek > 0!
        Skad ten idiotyczny pomysl z punktowym elektronem?

        - To było o poprawności modeli fizycznych. Na koniec mała uwaga na temat
        (teorii) matematycznych. Tu z kolei kryterium poprawności jest wewnętrzna
        niesprzeczność - żadne dwa twierdzenia nie mogą się wykluczać. Nie można mówić,
        że teoria matematyczna jest "paradoxalna", bo nie zgadza się z czyimiś
        poglądami na pojęcia zera czy nieskończoności.
        K: Nawet gdy prowadzi do dzielenia przez zero?

        • Gość: dżej Myślimy, więc nas nie ma. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.04, 00:54
          Gość portalu: Kagan napisał(a):

          ) Gość portalu: dżej napisał(a): Wykaż wewnętrzną sprzeczność analizy
          ) matematycznej, a dostaniesz medal Fieldsa.
          ) K: Chyba juz wykazalem: primo pokazujac, ze jest oparta na dzieleniu przez
          ) zero, i secundo przypominajac, ze to prowadzi w fizyce do nieskonczonosci i
          ) watpliwej procedury renormalizacji...
          dż: Primo: nic nie wykazałeś. Powiedziałeś, że jak coś dąży do zera, to jest to
          zero. Gdzie tu rozumowanie? Secundo: nieskończoność w QED nie wynika z analizy
          matematycznej, tylko z założeń fizycznych.

          ) - Na razie się jednak za to nawet nie próbuj zabierać. Proponowałbym kilka
          ) semestrów intensywnego kursu analizy matematycznej, bo na razie widać, że nie
          ) orientujesz się nawet w jej podstawach. Dzielenie przez x=0 i przez x-ɬ
          ) oznacza to samo? Chyba tylko dla kogoś, kto nie ma pojęcia o granicach i
          ) różniczkach.
          ) K: To ty nie masz pojecia. W mianowniku mamy wyraznie X-Xo. Teraz jesli X
          dazy
          ) do Xo, to praktycznie w pewnym momencie mamy, ze X=~Xo, czyli ze dzielimy
          ) praktycznie przez ZERO, c.n.u.
          dż: co to znaczy "dzielimy praktycznie"? W matematyce posługujemy się ścisłymi
          pojęciami. Nie ma tam czegoś takiego jak "praktycznie".

          ) K. A wiec jesli X=~Xo, to X-Xo=~0, a wiec dzielimy praktycznie przez zero, i
          ) otrzymujemy praktycznie wlasnie owa paradoxalna nieskonczonosc...
          ) - Właśnie o to chodzi, że nie zawsze ją otrzymamy. W zależności od tego, jaka
          ) funkcja jest w liczniku i co później podstawimy za X, możemy dostać równie
          ) dobrze np. -Pi, 19 albo 0.
          ) K: Nie wazne co w liczniku: wszystko dzielone przez zero daje nieskonczonosc!
          ) Sek w tym, ze w normalnej inzynierskiej praktyce i w fizyce klasycznej nie
          ) mamy do czynienia z liczbami bliskimi zero
          dż: mamy do czynienia: np. z małą prędkością albo małym natężeniem prądu
          elektrycznego, a konkretniej np. ze znikomą masą w ograniczonym zagadnieniu
          trzech ciał.

          ) - To chyba nie znasz fizyki klasycznej i problemów jakimi zajmują się
          ) inżynierowie.
          ) K: Znam! Inzynierowie nie projektuja, jak dotychczas rakiet poruszajacych sie
          z
          )
          ) V=0.999C i nie projektuja mikrorobotow zloznych z kwarkow "dolnych"
          ) czy "gornych"...
          dż: ale produkują np. wiązki cząstek w akceleratorych o prędkościach jeszcze
          dużo większych. Układają też napisy z atomów dzięki efektom kwantowym (tu:
          dzięki efektowi tunelowemu).

          ) K: Stad ten caly problem z renormalizacja itp., po prostu fizycy nie sa w
          ) stanie wyzwolic sie spod czaru Newtona i Leibnitza
          ) - Tak, wyzwólmy się od tego czaru i wyrzućmy wszystkie osiągnięcia fizyki od
          ) czasów Newtona i Leibniza. Na pierwszym miejscu mechanikę analityczną. A
          potem
          ) samochody, elektrownie, radia, komputery, pociągi, tostery, telewizory i w
          ) ogóle wszystko, co osiągnęliśmy dzięki fizyce od końca XVII wieku
          ) K: Juz ci tlumaczylem, ze owa analiza dziala doskonale w skali makro i
          niskich
          ) predkosciach - zawodzi tylko w szybkosciach podswietlnych i w skali
          subatomowej
          ) !
          dż: Jeszcze w zjawiskach podświetlnych zawodzi? A w którym miejscu?

          ) - No, jeżeli chodzi ci o wyrzucenie analizy matematycznej tylko z mechaniki
          ) kwantowej - to od końca pierwszej połowy XXw.
          ) K: Tylko jesli chodzi o fizyke kwantowa!
          dż: przed chwilą jeszcze dodałeś relatywistyczną.

          ) - Uparłeś się, że fizycy ulegają jakiemuś tajemniczemu czarowi. Nawiasem
          mówiąc
          )
          ) Newton i Leibniz posługiwali się pojęciem granicy nie potrafiąc (pewnie nawet
          ) nie próbując) skonstruować jej ścisłej definicji. Zrobił to dopiero L. A.
          ) Cauchy na przełomie XVIII i XIXw. - radzę się zapoznać z tą definicją i
          kilkoma
          ) innymi podstawowymi, żebyś zrozumiał chociaż podstawowe twierdzenia AM i mógł
          ) się na ten temat sensownie wypowiadać. Więc dla matematyka są oni raczej
          ) wątpliwymi autorytetami. Dla fizyka są oni echem odległej przeszłości, która
          ) przetrwała w nazwach prostych modeli i związanych z nimi praw.
          ) K: Pojecie granicy to tylko proteza ratujaca watpliwej jakosci gmach AM.
          ) Granica w AM to jest cos, co nie istnieje, a wiec sprzecznosc sama w sobie...
          dż: Ale wymyśliłeś. Ja też tak mogę: Słońce jako gwiazda nie istnieje, to
          odwieczny mit ratujący wątpliwej jakości gmach mechaniki nieba. Właściwie jest
          to płonąca grzywa jednego z synów Ymira, co razem z synami Bura Midgard sławny
          pobudowali. Dowodzą tego badania roślin, które ogrzewane tak mocno, jak wynika
          z modeli wnętrz gwiazdowych produkowałyby w fotosyntezie dużo więcej CO2, ale
          tak nie jest, bo byśmy się podusili i zagotowali od efektu szklarniowego.

          ) - W ogóle dlaczego Newton używał rachunku różniczkowego? Bo działał. Umiał
          przy
          )
          ) jego pomocy policzyć objętości i powierzchnie różnych figur, a co ważniejsze
          ) przedstawić dzięki niemu prawa fizyki. Np. przewidzieć jak stygnie szklanka z
          ) wodą albo policzyć okres precesji Ziemi. W sposób zgodny z doświadczeniem/
          ) obserwacją. Ponieważ AM okazała się skuteczna następne pokolenia uczonych
          ) rozwinęły ją z tych wątłych podstaw, które dali im m.in. Newton i Leibnitz -
          i
          ) wtedy okazała się jeszcze bardziej skuteczna.
          ) K: Tak, podobnie byla skuteczna przez dlugie lata astronomia geocentryczna...
          ) AM sprawdzila sie w pewnym waskim zakresie, ale zawodzi w skali subatomowej...
          dż: Kagan, zrozum, AM jest teorią matematyczną i nie można jej obalić
          doświadczalnie. Nie rozumiesz na czym polega teoria matematyczna, a podstawowe
          wyjaśnienie czym jest podałem pod koniec poprzedniego postu.

          Jeśli chodzi o teorię geocentryczną: teoria ta _nie była fałszywa_, tylko
          niepotrzebnie skomplikowana, bo wybierała za układ odniesienia Ziemię. Dla
          opisania ruchu ciał w US za taki układ wygodnie obrać Słońce - tory planet
          stają się prostsze i łatwiej znaleźć oraz podać prawa rządzące ruchami tych
          planet. Dlatego po krótkim czasie eksploracji teorii heliocentrycznej przez
          uczonych stała się ona dokładniejsza niż rozwijana przez ponad 1000 lat teoria
          ptolemejska. Powtórzę: teoria ta nie była fałszywa. Fałszywy był związany z nią
          pogląd filozoficzny, zgodnie z którym Ziemia znajduje się w środku
          Wszechświata. Zresztą podobny błąd tkwi w poglądach Kopernika - Słońce nie
          znajduje się w środku Wszechświata i wewnątrz sfery gwiazd stałych. Nawiasem
          mówiąc Kopernik umieścił środek swojego Wszechświata trochę obok Słońca.

          ) - Fizyka polega na tworzeniu modeli, matematyka jest narzędziem do ich
          ) tworzenia. Fizycy szukają w matematyce takich narzędzi jak AM - i jeżeli
          tylko
          ) prawa formułowane przy ich użyciu dają wyniki zgodne z doświadczeniem,
          stosują
          ) je. A ty się przyczepiłeś do jakiegoś elementu modelu, którego nawet nie
          znasz.
          )
          ) Prawdopodobnie przeczytałeś w jakiejś literaturze popularnej coś o
          ) wątpliwościach formalistów, co do stricte matematycznego uzasadnienia
          ) renormalizacji. I powtarzasz bez zrozumienia, wydając absurdalne sądy, w
          ) dodatku oparte na rozumowaniach, w którym występują błędy logiczne.
          ) K: Jakie i gdzie? AM daje wyraznie nieskonczona mase i ladunek elektronu, a
          ) wiec wynik absolutnie nezgodny z empiria!
          dż: Nie. Bo te problemy zostają rozwiązane dzięki renormalizacji. Model dawał
          nieskończoną masę, ale teraz już daje zgodną z doświadczeniem.
          ) - A wszystko zależy właśnie od modelu fizycznego. Np. w QED, w której właśnie
          ) stosuje się renormalizację przyjmuje się, że elektron jest cząstką punktową,
          co
          ) jest wyłącznie założeniem modelu i nie ma nic współnego z analizą
          matematyczną,
          ) ani z tym, że w mikroświecie wielkości fizyczne są bardzo małe (nie wiemy
          jakie
          ) są przed skonstruowaniem testowalnego modelu). Z pewnych powodów punktowy
          ) elektron prowadzi do pojawienia się nieskończonych wielkości w teorii,
          dlatego
          ) ta renormalizacja jest potrzebna. Nie ma to związku z poprawnością czy nie
          ) analizy matematycznej. Teraz powiesz, że to głupie założenie, bo cząstka nie
          ) może być punktem. Ale skąd wiesz jak naprawdę wygląda elekt
        • Gość: dżej Myślimy, więc nas nie ma (1). IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.04, 00:58
          Gość portalu: Kagan napisał(a):

          > Gość portalu: dżej napisał(a): Wykaż wewnętrzną sprzeczność analizy
          > matematycznej, a dostaniesz medal Fieldsa.
          > K: Chyba juz wykazalem: primo pokazujac, ze jest oparta na dzieleniu przez
          > zero, i secundo przypominajac, ze to prowadzi w fizyce do nieskonczonosci i
          > watpliwej procedury renormalizacji...
          dż: Primo: nic nie wykazałeś. Powiedziałeś, że jak coś dąży do zera, to jest to
          zero. Gdzie tu rozumowanie? Secundo: nieskończoność w QED nie wynika z analizy
          matematycznej, tylko z założeń fizycznych.

          > - Na razie się jednak za to nawet nie próbuj zabierać. Proponowałbym kilka
          > semestrów intensywnego kursu analizy matematycznej, bo na razie widać, że nie
          > orientujesz się nawet w jej podstawach. Dzielenie przez x=0 i przez x-ɬ
          > oznacza to samo? Chyba tylko dla kogoś, kto nie ma pojęcia o granicach i
          > różniczkach.
          > K: To ty nie masz pojecia. W mianowniku mamy wyraznie X-Xo. Teraz jesli X
          dazy
          > do Xo, to praktycznie w pewnym momencie mamy, ze X=~Xo, czyli ze dzielimy
          > praktycznie przez ZERO, c.n.u.
          dż: co to znaczy "dzielimy praktycznie"? W matematyce posługujemy się ścisłymi
          pojęciami. Nie ma tam czegoś takiego jak "praktycznie".

          > K. A wiec jesli X=~Xo, to X-Xo=~0, a wiec dzielimy praktycznie przez zero, i
          > otrzymujemy praktycznie wlasnie owa paradoxalna nieskonczonosc...
          > - Właśnie o to chodzi, że nie zawsze ją otrzymamy. W zależności od tego, jaka
          > funkcja jest w liczniku i co później podstawimy za X, możemy dostać równie
          > dobrze np. -Pi, 19 albo 0.
          > K: Nie wazne co w liczniku: wszystko dzielone przez zero daje nieskonczonosc!
          > Sek w tym, ze w normalnej inzynierskiej praktyce i w fizyce klasycznej nie
          > mamy do czynienia z liczbami bliskimi zero
          dż: mamy do czynienia: np. z małą prędkością albo małym natężeniem prądu
          elektrycznego, a konkretniej np. ze znikomą masą w ograniczonym zagadnieniu
          trzech ciał.

          > - To chyba nie znasz fizyki klasycznej i problemów jakimi zajmują się
          > inżynierowie.
          > K: Znam! Inzynierowie nie projektuja, jak dotychczas rakiet poruszajacych sie
          z
          >
          > V=0.999C i nie projektuja mikrorobotow zloznych z kwarkow "dolnych"
          > czy "gornych"...
          dż: ale produkują np. wiązki cząstek w akceleratorych o prędkościach jeszcze
          dużo większych. Układają też napisy z atomów dzięki efektom kwantowym (tu:
          dzięki efektowi tunelowemu).

          > K: Stad ten caly problem z renormalizacja itp., po prostu fizycy nie sa w
          > stanie wyzwolic sie spod czaru Newtona i Leibnitza
          > - Tak, wyzwólmy się od tego czaru i wyrzućmy wszystkie osiągnięcia fizyki od
          > czasów Newtona i Leibniza. Na pierwszym miejscu mechanikę analityczną. A
          potem
          > samochody, elektrownie, radia, komputery, pociągi, tostery, telewizory i w
          > ogóle wszystko, co osiągnęliśmy dzięki fizyce od końca XVII wieku
          > K: Juz ci tlumaczylem, ze owa analiza dziala doskonale w skali makro i
          niskich
          > predkosciach - zawodzi tylko w szybkosciach podswietlnych i w skali
          subatomowej
          > !
          dż: Jeszcze w zjawiskach podświetlnych zawodzi? A w którym miejscu?

          > - No, jeżeli chodzi ci o wyrzucenie analizy matematycznej tylko z mechaniki
          > kwantowej - to od końca pierwszej połowy XXw.
          > K: Tylko jesli chodzi o fizyke kwantowa!
          dż: przed chwilą jeszcze dodałeś relatywistyczną.

          > - Uparłeś się, że fizycy ulegają jakiemuś tajemniczemu czarowi. Nawiasem
          mówiąc
          >
          > Newton i Leibniz posługiwali się pojęciem granicy nie potrafiąc (pewnie nawet
          > nie próbując) skonstruować jej ścisłej definicji. Zrobił to dopiero L. A.
          > Cauchy na przełomie XVIII i XIXw. - radzę się zapoznać z tą definicją i
          kilkoma
          > innymi podstawowymi, żebyś zrozumiał chociaż podstawowe twierdzenia AM i mógł
          > się na ten temat sensownie wypowiadać. Więc dla matematyka są oni raczej
          > wątpliwymi autorytetami. Dla fizyka są oni echem odległej przeszłości, która
          > przetrwała w nazwach prostych modeli i związanych z nimi praw.
          > K: Pojecie granicy to tylko proteza ratujaca watpliwej jakosci gmach AM.
          > Granica w AM to jest cos, co nie istnieje, a wiec sprzecznosc sama w sobie...
          dż: Ale wymyśliłeś. Ja też tak mogę: Słońce jako gwiazda nie istnieje, to
          odwieczny mit ratujący wątpliwej jakości gmach mechaniki nieba. Właściwie jest
          to płonąca grzywa jednego z synów Ymira, co razem z synami Bura Midgard sławny
          pobudowali. Dowodzą tego badania roślin, które ogrzewane tak mocno, jak wynika
          z modeli wnętrz gwiazdowych produkowałyby w fotosyntezie dużo więcej CO2, ale
          tak nie jest, bo byśmy się podusili i zagotowali od efektu szklarniowego.

          > - W ogóle dlaczego Newton używał rachunku różniczkowego? Bo działał. Umiał
          przy
          >
          > jego pomocy policzyć objętości i powierzchnie różnych figur, a co ważniejsze
          > przedstawić dzięki niemu prawa fizyki. Np. przewidzieć jak stygnie szklanka z
          > wodą albo policzyć okres precesji Ziemi. W sposób zgodny z doświadczeniem/
          > obserwacją. Ponieważ AM okazała się skuteczna następne pokolenia uczonych
          > rozwinęły ją z tych wątłych podstaw, które dali im m.in. Newton i Leibnitz -
          i
          > wtedy okazała się jeszcze bardziej skuteczna.
          > K: Tak, podobnie byla skuteczna przez dlugie lata astronomia geocentryczna...
          > AM sprawdzila sie w pewnym waskim zakresie, ale zawodzi w skali subatomowej...
          dż: Kagan, zrozum, AM jest teorią matematyczną i nie można jej obalić
          doświadczalnie. Nie rozumiesz na czym polega teoria matematyczna, a podstawowe
          wyjaśnienie czym jest podałem pod koniec poprzedniego postu.

          Jeśli chodzi o teorię geocentryczną: teoria ta _nie była fałszywa_, tylko
          niepotrzebnie skomplikowana, bo wybierała za układ odniesienia Ziemię. Dla
          opisania ruchu ciał w US za taki układ wygodnie obrać Słońce - tory planet
          stają się prostsze i łatwiej znaleźć oraz podać prawa rządzące ruchami tych
          planet. Dlatego po krótkim czasie eksploracji teorii heliocentrycznej przez
          uczonych stała się ona dokładniejsza niż rozwijana przez ponad 1000 lat teoria
          ptolemejska. Powtórzę: teoria ta nie była fałszywa. Fałszywy był związany z nią
          pogląd filozoficzny, zgodnie z którym Ziemia znajduje się w środku
          Wszechświata. Zresztą podobny błąd tkwi w poglądach Kopernika - Słońce nie
          znajduje się w środku Wszechświata i wewnątrz sfery gwiazd stałych. Nawiasem
          mówiąc Kopernik umieścił środek swojego Wszechświata trochę obok Słońca.
        • Gość: dżej Myślimy, więc nas nie ma (2). IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.04, 01:00
          > - Fizyka polega na tworzeniu modeli, matematyka jest narzędziem do ich
          > tworzenia. Fizycy szukają w matematyce takich narzędzi jak AM - i jeżeli
          tylko
          > prawa formułowane przy ich użyciu dają wyniki zgodne z doświadczeniem,
          stosują
          > je. A ty się przyczepiłeś do jakiegoś elementu modelu, którego nawet nie
          znasz.
          >
          > Prawdopodobnie przeczytałeś w jakiejś literaturze popularnej coś o
          > wątpliwościach formalistów, co do stricte matematycznego uzasadnienia
          > renormalizacji. I powtarzasz bez zrozumienia, wydając absurdalne sądy, w
          > dodatku oparte na rozumowaniach, w którym występują błędy logiczne.
          > K: Jakie i gdzie? AM daje wyraznie nieskonczona mase i ladunek elektronu, a
          > wiec wynik absolutnie nezgodny z empiria!
          dż: Nie. Bo te problemy zostają rozwiązane dzięki renormalizacji. Model dawał
          nieskończoną masę, ale teraz już daje zgodną z doświadczeniem.
          > - A wszystko zależy właśnie od modelu fizycznego. Np. w QED, w której właśnie
          > stosuje się renormalizację przyjmuje się, że elektron jest cząstką punktową,
          co
          > jest wyłącznie założeniem modelu i nie ma nic współnego z analizą
          matematyczną,
          > ani z tym, że w mikroświecie wielkości fizyczne są bardzo małe (nie wiemy
          jakie
          > są przed skonstruowaniem testowalnego modelu). Z pewnych powodów punktowy
          > elektron prowadzi do pojawienia się nieskończonych wielkości w teorii,
          dlatego
          > ta renormalizacja jest potrzebna. Nie ma to związku z poprawnością czy nie
          > analizy matematycznej. Teraz powiesz, że to głupie założenie, bo cząstka nie
          > może być punktem. Ale skąd wiesz jak naprawdę wygląda elektron i co to
          > znaczy "naprawdę"? Model świetnie się zgadza z doświadczeniem i to jest
          > kryterium jego sensowności i prawdziwości jego świata, a więc fizyki którą
          > opisuje. Być może da się uogólnić QED, np. wcielić do teorii strun. Wtedy
          > elektron stanie się np. tzw. zero-braną, nie będzie punktem. Ale to nie
          znaczy,
          > że całą QED będzie trzeba odrzucić i że jest ona absurdalna.
          > K: Wiem, ze elektron nie moze byc punktem, bo punkt nie ma zadnego wymiaru, a
          > elektron zajmuje miejsce w przestrzeni, gdyz ma mase i ladunek > 0!
          > Skad ten idiotyczny pomysl z punktowym elektronem?
          dż: To "sztuczka" formalna. W rzeczywistości teoria skonstruowana jest tak, że
          wyjaśnia wszystkie wielkości, które ma przewidywać, w sposób zgodny z
          doświadczeniem. Również masę i ładunek elektronu. Krótko mówiąc teoria jest
          poprawna empirycznie, więc nie powinieneś się jej czepiać, bo sam twierdzisz,
          że empirizm jest najlepszą metodą poznawania świata.

          > - To było o poprawności modeli fizycznych. Na koniec mała uwaga na temat
          > (teorii) matematycznych. Tu z kolei kryterium poprawności jest wewnętrzna
          > niesprzeczność - żadne dwa twierdzenia nie mogą się wykluczać. Nie można
          mówić,
          >
          > że teoria matematyczna jest "paradoxalna", bo nie zgadza się z czyimiś
          > poglądami na pojęcia zera czy nieskończoności.
          > K: Nawet gdy prowadzi do dzielenia przez zero?
          dż: Nie prowadzi. To kompletna bzdura wynikająca z nieznajomości teorii
          (opierasz się na własnej interpretacji jednego wzoru, a ta interpretacja nie
          uwzględnia pojęć teorii - widocznie jej nie znasz).

          A w ogóle skąd wiesz, że nie można dzielić przez zero? Bo tak powiedziała pani
          w podstawówce?
          Skonstruuj zupełną teorię aksjomatyczną (określ zbiór niesprzecznych,
          niezależnych, spójnych aksjomatów), wprowadź definicje zera i nieskończoności
          analogiczne do używanych w innych działach matematyki. Zrób to tak, żeby nie
          można było przez setki lat wykazać wewnętrznej sprzeczności twojej teorii. I
          żeby nie dało się włączyć twierdzeń o granicy ilorazu różnicowego różnej od
          nieskończononości (bo według ciebie wszystkie takie granice są "praktycznie
          nieskończone"). Wyprowadź przynajmniej podstawowe twierdzenia tej teorii. Wtedy
          będziesz miał jakieś argumenty.

          Tak na chama to można wszystko odrzucić.
          Ale dobra, jak postulujesz ogólny nihilizm to zanegujmy wszystko. Przecież
          liczb nie ma - nie ma ich bo nic nie ważą - o! Nie mają nawet masy
          relatywistycznej, jak fotony. Więc całą fizykę i matematykę można potłuc o kant
          dupy. A właściwie to nas też nie ma. Myślę więc jestem? Racjonalizm? Nonsens!
          Myśli również nie ma, bo też nic nie ważą. Czyli nas też nie ma. W ogóle nic
          nie ma!
          I nie czarujmy się takim na przykład Feynmannem. Feynmann był ateistą. Nie
          wierzył w Boga. I tu miał rację - nic nie ma, więc Boga nie ma. Ale
          jednocześnie, mimo że dokonał takiego wielkiego kroku ku zrozumieniu, dalej był
          religiantem, bo _wierzył_, że jego fizika opisuje rzeczywistość. Nie potrafił
          postawić ostatecznego kroku, był tylko omylnym człowiekiem. Mylił się, albowiem
          rzeczywistość to coś, co jest. A przecież nie ma nic w ogóle - jak już jasno
          wyłożyłem.
        • Gość: Ja Wielki mi fizyk jadrowy z Kagana ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.04, 21:16
          ... raptem jedno jadro i tyle szumu!
          • Gość: Kagan Re: Wielki mi fizyk jadrowy z Kagana ... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.05.04, 10:49
            Zaden fizyk, predzej matematyk! Fizyka znam wlasciwie tylko na poziomie
            inzyniera elektryka (specjalnosc elektrownie i sieci przesylowe)...
            • Gość: Ja Kagan matematyk?? Bez pojecia granicy ...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.04, 12:35
              Chociaż .... Matematycy po WUMLU nieźle sobie radzili w tamtych czasach.
              • Gość: Kagan Re: Kagan matematyk?? Bez pojecia granicy ...? IP: *.e-loko.pl 22.05.04, 13:34
                Sa granice i granice... Ta matematyczna bynajmniej nie wyeliminowala
                absurdalnych nieskonczonosci z matematyki.. :(
    • Gość: Jacek. M. Re: Podstawowy blad Newtona i Leibnitza IP: *.dip.t-dialin.net 22.05.04, 18:41
      No a fizycy i matematycy radzieccy i rosyjscy?
      Może nie mieli osiągnięć?
      • Gość: Kagan Re: Podstawowy blad Newtona i Leibnitza IP: *.e-loko.pl 23.05.04, 21:26
        Oczywiscie, ze mieli, ale i tak by predzej czy pozniej wpadli w Newtonowska
        pulapke dzielenia przez zero...;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka