normalniejszy2
06.02.12, 17:36
"Nie zrobiłem tego jednak z oszczędności czy dlatego, że ktoś mi kazał. Po prostu mądrzy ludzie przekonali mnie, że warto." - pisze dziennikarz, powołując się na zasadę elitaryzmu: udało mi się, bo się zorientowałem.
Jeżeli jednak spojrzymy na dane ilościowe, to okaże się że dzieci z rodzin mniej zamożnych i mniej wykształconych, odżywiają się nie tylko taniej, ale przede wszystkim gorzej. Za tą samą niską cenę mogą przygotować posiłek o wiele zdrowszy. Ale nie mogą, bo nie da się im tego wytłumaczyć, bo nie są w stanie wysłuchać i zrozumieć tłumaczenia. Mówimy o rzeczywistości - nie wszyscy mieszkają w wielkich miastach, nie wszyscy rozumieją co się mówi i co się pisze, zwłaszcza że gros Polaków nie czyta nawet gazet.
Powraca pytanie stare jak demokracja: gdzie ustanowić kompromis między wolnością, faworyzującą tych, którzy urodzili się lepiej, a równością, ograniczającą swobodę wszystkich do szkodzenia sobie w imię interesu najgorzej urodzonych.