Dodaj do ulubionych

Co Wy na to?

29.07.04, 03:55
serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2202035.html
Ma racje Profesor, trzeba zwiekszyc naklady na nauke, bez dwoch zdan. Nawet
uciekajac sie do porownan z Zimbabwe...
Obserwuj wątek
    • kot.behemot Re: Co Wy na to? 29.07.04, 05:30
      Może nasze wnuki doczekają... :)
    • lukasz97 Re: Co Wy na to? 29.07.04, 06:14
      staua napisała:

      > Ma racje Profesor, trzeba zwiekszyc naklady na nauke, bez dwoch zdan. Nawet
      > uciekajac sie do porownan z Zimbabwe...

      tia.. pewnie tego Begerowa dokona (jak magisterke zrobi...)
      l
    • koekast Re: Co Wy na to? 29.07.04, 09:02
      Nature opublikowalo ranking, w sumie nic sie nie zmienilo,
      prof Wroblewski jako dyzurny komentator skomentowal,
      gazeta dodala alarmistyczny naglowek....

      A swoja droga, sorry - ale nie wierze w "nauke jako kolo napedowe
      gospodarki". To mit wymyslony przez naukowcow, a raczej
      "pracownikow naukowych". Najpierw musi byc gospodarka,
      a z niej dopiero zapotrzebowanie i pieniadze na granty.
      Bo zmuszanie do wiekszych wydatkow na nauke w biednym i zle
      zarzadzanym kraju to czysta ekonomia podazowa. Keynes.
      Naukowcy staja sie kolejna grupa domagajaca sie pieniedzy od
      panstwa jak gornicy czy rolnicy - producentami rzeczy
      na ktore nie ma popytu.
      Efektem tego moga byc pieniadze zmarnowane na niepotrzebne
      projekty i kolejne tytuly doktorskie i nominacje profesorskie za bezsensowne
      rzeczy.

      Finom sie udalo z Nokia - ale Nokia robi rzeczy komercyjne,
      poza tym Finowie maja inny charakter... :)

      pozdr,
      Kk
      • ex-rak Re: Co Wy na to? 29.07.04, 09:47
        koekast napisał:

        > Nature opublikowalo ranking, w sumie nic sie nie zmienilo,
        > prof Wroblewski jako dyzurny komentator skomentowal,
        > gazeta dodala alarmistyczny naglowek....
        >
        > A swoja droga, sorry - ale nie wierze w "nauke jako kolo napedowe
        > gospodarki". To mit wymyslony przez naukowcow, a raczej
        > "pracownikow naukowych". Najpierw musi byc gospodarka,
        > a z niej dopiero zapotrzebowanie i pieniadze na granty.
        > Bo zmuszanie do wiekszych wydatkow na nauke w biednym i zle
        > zarzadzanym kraju to czysta ekonomia podazowa. Keynes.
        > Naukowcy staja sie kolejna grupa domagajaca sie pieniedzy od
        > panstwa jak gornicy czy rolnicy - producentami rzeczy
        > na ktore nie ma popytu.
        > Efektem tego moga byc pieniadze zmarnowane na niepotrzebne
        > projekty i kolejne tytuly doktorskie i nominacje profesorskie za bezsensowne
        > rzeczy.
        >
        > Finom sie udalo z Nokia - ale Nokia robi rzeczy komercyjne,
        > poza tym Finowie maja inny charakter... :)
        >
        > pozdr,
        > Kk


        Tutaj sie nie zgodze. Obie sfery musza sie dobrze przenikac i ze soba
        funkcjonowac. W obecnym swiecie silna gospodarke mozna zbudowac opierajc sie o
        nowe, orginalne technologie, skuteczniejsze metody zarzadzania itp., a
        takze ''ciezka'' prace. Odkrycia naukowe, nie mam tu na mysli takich problemow
        czy czarna dziura swieci, czy tez nie (chociaz problem bardzo interesujacy),
        daja mozliwosc uzyskania przewagi na innymi, co w swiecie szalonej konkurecji
        jest bardzo wazne. Zgoda, ze pieniadze musza byc wydawane madrze, ale nie
        zmienia to faktu, ze takie inwestycje trzeba ponosic. Swoja droga ja nie uwazam
        20 miejsca za jakies zle. Odzwierciedla to raczej nasze miejsce w swiecie. Juz
        dawno powinnismy przestac myslec kategoriami ''7 potegi gospodarczej na
        papierze''. Ha,ha kiedy to bylo.
        A Finlandia na najwiecej naukowcow na 1000 mieszkancow, 4 razy wiecej niz
        Polska.

        serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2181974.html
        O postepie technologicznym w Chinach, budowaniu w ten i nie tylko ten sposob
        imperium gospodarczego niech swiadczy ten ciekawy link:

        www.biopharm-mag.com/biopharm/article/articleDetail.jsp?id=95485
      • kot.behemot Rynek 29.07.04, 17:48
        > A swoja droga, sorry - ale nie wierze w "nauke jako kolo napedowe
        > gospodarki". To mit wymyslony przez naukowcow, a raczej
        > "pracownikow naukowych". Najpierw musi byc gospodarka,
        > a z niej dopiero zapotrzebowanie i pieniadze na granty.

        Hmmm, a jakie w latach 60-tych było rynkowe zapotrzebowanie na Internet?
        Nauka dość często kreuje zapotrzebowanie, tworząc rzeczy, które w danym momencie
        konsumentom nie są do niczego potrzebne, ale z czasem zaczynamy myśleć "jak w
        ogóle mogliśmy bez tego żyć".
        Większość atrybutów cywilizacji, które nas otaczają, ma rodowód sięgający badań
        finansowanych przez państwo (przykłady: projekt Manhattan i szyfry - komputery,
        program kosmiczny - tworzywa sztuczne). Badań PÓŹNIEJ dopiero
        skomercjonalizowanych (z czym rynek radzi sobie znakomicie). Na badania o
        charakterze przełomowym biznes jednak nie będzie wydawał pieniędzy, a to
        dlatego, że nowa idea ma pełne prawo w ogóle nie działać, a to trudno wpisać w
        biznesplan.
        • koekast Re: Rynek 30.07.04, 12:01
          Ladniescie z ex-rakiem zlagodzili to co napisalem.
          Przynam - troche byla to prowokacja, wiadomo, ze nie wszystko ma
          tylko "aspekt rynkowy", ale ten akurat uwazam, ze jest mocno wazny.
          Macie troche racji w tym co piszecie.

          Tyle,ze te przyklady, ktore podales, Behemot - sa to projekty
          prawie wylacznie wojskowe. Nie liczac NASA, ktora pod rzeczy wojskowe
          tez troche w sumie podpada i co do ktorej sami Amerykanie przyznaja,
          ze niezle tracila pieniadze. Pozniej skomercjalizowaly sie - bo
          wojskowi specjalisci poszli zarabiac w cywilu.

          Mysle, ze normalny postep idzie sobie powoli - badania podstawowe
          ktos tam robi przy okazji, wiadomo, ze nie bedzie mial z tego wiele.
          Duzy postep pojawia sie przy okazji np. wydatkow wojskowych.
          To, ze badania beda robione jedynie "dla dobra ludzkosci", finansowane
          i nadzorowane przez panstwo to lekko utopijny pomysl.
          Kto mial by to nadzorowac zreszta? Urzednicy?

          Wiadomo, ze finasowanie nauki to jedna z tych spraw, ktorych sie prosto
          nie rozwiaze - zwlaszcza w biednym panstwie jak Polska.
          Jest wiele aspektow - chocby konkurencja zagraniczna i wyjazdy
          specjalistow za granice, gdzie maja lepsze warunki do pracy i zycia.
          Ale mysle, ze nie mozna zapominac, ze badania maja komus sluzyc. A to moze
          zweryfikowac tylko rynek - bo kto?

          pozdr,
          Kk
          • kot.behemot Re: Rynek 30.07.04, 18:57
            > Tyle,ze te przyklady, ktore podales, Behemot - sa to projekty
            > prawie wylacznie wojskowe.

            A czy to ważne, że wojskowe? Do wykazania było, że wspomniane odkrycia/wynalazki
            nie powstały na rynkowe zapotrzebowanie, bo takie nie istniało. Finansowanie
            przez państwo (obojętnie - czy projekt wojskowy, czy nie) daje często pierwszego
            kopa, a rynek to później znakomicie komercjonalizuje. Wrócę do przykładu
            internetu: nie mam wątpliwości, że D-Link oferuje tańsze, lepsze i bardziej
            niezawodne routery niż byłaby do tego zdolna jakakolwiek organizacja rządowa.
            Ale też nie mam wątpliwości, że bez podstawowych badań sfinansowanych przez
            państwo (po to, żeby mieć sieć mogącą działać mimo zniszczenia jej części w
            wyniku ataku nuklearnego) Internetu nadal byśmy nie mieli i firma D-Link zapewne
            w ogóle by nie istniała. Nie wszystko da się zrobić przy okazji, bo większość
            prostych rzeczy już odkryto.
            Czyli umiar we wszystkim: potrzebny jest i rynek (żeby weryfikował), i państwowe
            programy badań naukowych (żeby ten rynek miał co weryfikować). :)


            • ex-rak Re: Rynek 31.07.04, 15:57
              kot.behemot napisał:

              > > Tyle,ze te przyklady, ktore podales, Behemot - sa to projekty
              > > prawie wylacznie wojskowe.
              >
              > A czy to ważne, że wojskowe? Do wykazania było, że wspomniane
              odkrycia/wynalazk
              > i
              > nie powstały na rynkowe zapotrzebowanie, bo takie nie istniało. Finansowanie
              > przez państwo (obojętnie - czy projekt wojskowy, czy nie) daje często
              pierwszeg
              > o
              > kopa, a rynek to później znakomicie komercjonalizuje. Wrócę do przykładu
              > internetu: nie mam wątpliwości, że D-Link oferuje tańsze, lepsze i bardziej
              > niezawodne routery niż byłaby do tego zdolna jakakolwiek organizacja rządowa.
              > Ale też nie mam wątpliwości, że bez podstawowych badań sfinansowanych przez
              > państwo (po to, żeby mieć sieć mogącą działać mimo zniszczenia jej części w
              > wyniku ataku nuklearnego) Internetu nadal byśmy nie mieli i firma D-Link
              zapewn
              > e
              > w ogóle by nie istniała. Nie wszystko da się zrobić przy okazji, bo większość
              > prostych rzeczy już odkryto.
              > Czyli umiar we wszystkim: potrzebny jest i rynek (żeby weryfikował), i
              państwow
              > e
              > programy badań naukowych (żeby ten rynek miał co weryfikować). :)
              >

              Dla mnie projekt wojskowy to projekt ''rynkowy'', a scislej mowiac projekt z
              celem czysto aplikacyjnym. Odroznialbym go od projektow czysto poznawczych
              gdzie stawiane sa pytania natury poznawczej, bez konkretnej wizji pozniejszego
              jego zastowania czy komercjalizacji. I bez watpienia oba typy projektow sa
              wazne, wzajemnie sie uzupelniaja i pelnia wazna funkcje w wspolczesnym
              wspolczesnym rozwoju. Problem w tym, ze fundusze powinny isc na projekty, ktore
              wnosza cos nowego, posuwaja nauke szybko do przodu, odpowiadaja na wazne
              pytania lub daja perspektywe szerokiego zastosowania. Wezmy odpowiedz na
              akademicekie pytanie, jaka jest stuktura DNA? A jak wielkie konsekwencje z
              poznania odpowiedzi - podwojnej helisy. I poznawcze i aplikacyjne.
      • grey-pippin Re: Co Wy na to? 30.07.04, 06:36
        koekast napisał:

        > A swoja droga, sorry - ale nie wierze w "nauke jako kolo napedowe
        > gospodarki". To mit wymyslony przez naukowcow, a raczej
        > "pracownikow naukowych". Najpierw musi byc gospodarka,
        > a z niej dopiero zapotrzebowanie i pieniadze na granty.
        > Naukowcy staja sie kolejna grupa domagajaca sie pieniedzy od
        > panstwa jak gornicy czy rolnicy - producentami rzeczy
        > na ktore nie ma popytu.

        Tak, oczywiscie !
        Tepe i niedouczone spoleczenstwo ma rowne szanse na rozwoj i dobrobyt jak
        dobrze wyksztalcone, brawo ;)))
        Ile mamy w Polsce elektrowni atomowych, ekektrowni wodnych czy moze wiatrakow ?
        Co jest jesli nie wegiel glownym zrodlem energii ? Polska ma ponoc wegiel
        dobrej jakosci i duzo, ale oplaca sie go sprowadzac, bo nasze technologie
        sa 'troszke' nie na czasie.
        A czy przestalismy jesc, nie ma w Polsce zapotrzebowania na zywnosc ? Jest, ale
        tez bardziej ekonomicznie jest sprowadzac z zagranicy niz produkowac na
        miejscu. I pewnie rolnicy w tych krajach z ktorych ta zywnosc sciagamy, sa tak
        samo niedouczeni i obojetni na potrzeby rynku jak nasi. Produkuja co im
        przyjdzie do glowy pod budka z piwem, a potem ida z kosa zbierac plony !
        Komu i do czego potrzebna jakas tam wiedza ?
        • koekast rolnicy 30.07.04, 12:09
          Chesz sila nagonic rolnikow spod budka z piwem do szkoly? Moze zachecic?

          Przypomina mi sie scena z The Simpsons, gdzie grupa szkolnych lobuzow
          tak sie wzruszyla szkolnym przedstawieniem historycznym o Ojcach Zalozycielach,
          ze postanowila niezwlocznie udac sie do biblioteki :)

    • true_blue Re: Co Wy na to? 29.07.04, 12:19
      No to dodam jeszcze:
      polityka.onet.pl/162,1176405,1,0,2462-2004-30,artykul.html
      A moze nareszcie cos sie zmieni? Przeciez teraz jest cala dyskusja o
      habilitacjach, o finansowaniu nauki itp. Moze jesli bedzie wiecej krzyku to cos
      sie ruszy?
      Na razie musze leciec do doswiadczen, trzymajcie kciuki, zeby wyszly...
      Pozdr.
      • ex-rak Re: Co Wy na to? 29.07.04, 17:22
        true_blue napisała:

        > No to dodam jeszcze:
        > polityka.onet.pl/162,1176405,1,0,2462-2004-30,artykul.html
        > A moze nareszcie cos sie zmieni? Przeciez teraz jest cala dyskusja o
        > habilitacjach, o finansowaniu nauki itp. Moze jesli bedzie wiecej krzyku to
        cos
        > sie ruszy?

        To juz kolejny arykul tego autora pod tytulem ''zachlysnalem sie zachodem =
        USA''. Niestety w moim pojeciu, sytuacja w nauce to nie sprawa tytulow i stopni
        naukowych, a raczej mentalnosci na wielu poziomach (politykow, ludzi businesu,
        samych naukowcow, spoleczenstwa). Czy beda profesorowie, czy ich nie bedzie,
        ktos zawsze bedzie decydowal o przydziale funduszy na badania, obsadzie kadry
        naukowej (nawet w USA jest przeciez takowa), rozstrzyganiu konkursow na rozne
        stanowiska. Ja nie widze problemu, aby robiac habilitacje publikowac w dobrych
        czasopisamach. Tylko trzeba reprezentowac odpowiedni poziom swoja praca i tego
        chciec. Nie widze problemu aby w obecnym systemie brac pod uwage rzeczywisty
        dorobek naukowy, a nie koneksje, tytuly i powiazania.
        Stosowane argumenty przypominaja mi troche dyskusje z okresu okraglego stolu,
        kiedy to niektorzy nawiedzeni politycy przekonywali spoleczenstwo, ze wystarczy
        tylko zabrac przywilieje wojsku i milicji, a staniemy sie krajem mlekiem i
        miodem plynacym. Okazalo sie szybko, ze to nie takie proste.
        Dla naprawde dobrych ludzi wyrobic sie z habilitacja w ok 35-tki nie powinno
        byc problemu. 3-4 lata doktorat (juz moze byc niezalezna praca badawcza), 1-2
        postdoc, 3-5 habilitacja, w czasie ktorej wlasciwie jest sie juz niezaleznym
        badaczem z grupa ludzi pracujaca dla ciebie.

        Z jednym sie moge zgodzic, ze stanowiska naukowe nie powinny byc dozywotnie.
        Skoncza ci sie dobre pomysly, zabraknie Ci funduszy, brak ci energii i ambicji
        itd., to badz przygotowany na przekwalifikowanie sie i danie szansy tym, ktorzy
        takie atrybuty maja.
        • sendivigius Re: Co Wy na to? 15.08.04, 20:23
          Daj nam link do twojego doktoratu napisanego w trzy lata, i do swojej
          habilitacji takze napisanej w trzy lata (plus opinie grupy ludzi pracujacych na
          ciebie). Dobry przyklad czyni cuda, o czym wiedzieli juz Pstrowski i jego
          sponsorzy (watpiacych "przekwalifikowano").

          Carmen S.
          • ex-rak Re: Co Wy na to? 16.08.04, 16:34
            sendivigius napisał:

            > Daj nam link do twojego doktoratu napisanego w trzy lata, i do swojej
            > habilitacji takze napisanej w trzy lata (plus opinie grupy ludzi pracujacych
            na
            >
            > ciebie). Dobry przyklad czyni cuda, o czym wiedzieli juz Pstrowski i jego
            > sponsorzy (watpiacych "przekwalifikowano").
            >
            > Carmen S.

            Nie pisalem o sobie, ale dla ludzi z naprawde dobrymi pomyslami i przy tym z
            pewna doza pozytwywnej ambicji takie sciezki sa mozliwe. Chemia oragniczna nie
            jest dziedzina, w ktorej publikacje latwo powstaja, ale moj kolega robiacy w
            grupie robiacy doktorakt rownolegle do mnie zrobil go w trzy lata. Bez
            problemow.
            Inny gosc nie spedzil wiecej niz 5 lat na habilitacje. Dokladnie nie wiem, ile
            to bylo. Moze nawet mniej.
            Mialem tez okazje spotkac jego doktoranow. Wygladali raczej na zadowolonych z
            takiego szefa. Po prostu to co robili mialo jakas wartosc i uznanie w oczach
            innych. Jesli pomysly sa dobre, to wcale nie trzeba wkadac w ich realizacje az
            tak duzo wysilku. Same wychodza. Naturalna koleja rzeczy sa katalizowane.

            Sa takie przyklady. Owszem rzadkie wzorce, ale sa.
    • broch no tak 17.08.04, 15:01
      ale co w tym nowego? Opinie o reformie/zmianie dinansow nauki w Polsce pamietam
      od bardzo dawna. Ani reformy, ani poprawy nakladow na nauke.

      Tego typu artykuly zaczynaja mnie coraz bardziej denerwowac: raz na jakis czas
      ktos poprawia sobie samopoczucie piszac o tym co nalezy zrobic aby w Polsce
      nauka rzeczywiscie zaistniala. Potem sa odpowiedzi, ktos pochwali, ktos poczuje
      sie urazony i tyle.
      Mysle ze albo kolejne rzady zaczna konsekwentnie cos robic w tej sprawie albo
      nalezy zakazac tego typu pisaniny i zastapic ja wskazowkami jak znalezc prace na
      uniwersytetach na Zachodzie.

      P.S. doczytalem sie z jakiegos "linka" ze Polska zajmuje 19 miejsce pod wzgledem
      publikacji na swiecie: nie liczy sie ilosc ale jakosc. Bez pieniedzy i reformy
      Polska moze byc dalej dziewietnasta, ale ilosc publikacji w Nature, Science,
      PNAS itp z polskich laboratoriow (w Polsce) nadal bedzie zerowa.
      • staua Re: no tak 17.08.04, 21:38
        > P.S. doczytalem sie z jakiegos "linka" ze Polska zajmuje 19 miejsce pod
        wzgledem
        > publikacji na swiecie: nie liczy sie ilosc ale jakosc. Bez pieniedzy i reformy
        > Polska moze byc dalej dziewietnasta, ale ilosc publikacji w Nature, Science,
        > PNAS itp z polskich laboratoriow (w Polsce) nadal bedzie zerowa.

        Tzn. pod wzgeledm ilosci ma 19 miejsce?

        Aha, Broch, PNAS to nie wiem, jak Ty uwazasz, ale wg mnie jest najbardziej
        nepotycznym pismem znajomkow z USA, wiec jakosc prac w nim niestety pozostawia
        wiele do zyczenia... powinni calkowicie zlikwidowac mozliwosc rekomendacji i
        publikacji wlasnych prac przez czlonkow Akademii, wtedy moze sie poprawi, bo na
        razie to strasznie w nim jakosc spada.
        • broch Re: no tak 17.08.04, 22:36
          "Aha, Broch, PNAS to nie wiem, jak Ty uwazasz, ale wg mnie jest najbardziej
          nepotycznym pismem znajomkow z USA, wiec jakosc prac w nim niestety pozostawia
          wiele do zyczenia... powinni calkowicie zlikwidowac mozliwosc rekomendacji i
          publikacji wlasnych prac przez czlonkow Akademii, wtedy moze sie poprawi, bo
          narazie to strasznie w nim jakosc spada."

          Oczywiscie ze tak, wystarczy miec znajomego aby tam publikowac. Podalem PNAS
          wylacznie jako przyklad (razem z innymi).

          Aha, Polska zajmuje 19 miejsce pod wzgledem ilosci opublikowanych prac.
          • staua Re: no tak 17.08.04, 22:41
            Tak sie przyczepilam do PNASa, bo to straszne, co sie tam dzieje. No, ale na
            szczescie jest jeszcze Nature, Science i Cell :-))
            • czajek76 Re: no tak 18.08.04, 00:39
              PNAS na szczescie ma zalosny IF.
              Kto by tam chcial publikowac.

              A co do tego opracowania ze Polska jest 19, to w oryginale jest to pracka w
              Nature w ktorej gosciu podsumowuje statystyki ISI ale w nieco innym celu. GW
              sie strasznie podniecila ta pracka i walkuje ja ciagle. Jak ktos chce to mam
              pdfa, moge podeslac. Oto namiar: Nature 430 311-316. Z tabelki tam
              zamieszczonej wynika ze Polska jest dokladnie 21. Ale to sa stare dane (1993-
              2001)
              • staua Re: no tak 18.08.04, 02:56
                Ja z IF nie jestem na biezaco, ale ostatnio slyszalam, ze ma nizszy niz JBC. Co
                by sie zgadzalo, bo Akademikiem (:-)) jest szef mojego meza i wlasnie prace
                odrzucona przez JBC przyjeto im do PNAS.
              • broch Re: no tak 18.08.04, 03:49
                "PNAS na szczescie ma zalosny IF.
                Kto by tam chcial publikowac."

                Jakos nie widac polskich laboratoriow publikujacych na tak "kiepskim" poziomie.
                Nie bronie PNAS, problem z pismem o ktorym piszesz, jest starszy od Ciebie.
                Rzecz w tym ze po prostu brak jest polskich publikacji na swiatowym poziomie.
                Ilu ludzi na swiecie czyta jakis tam kwartalnik z polskiego uniwersytetu?
                Rzecz nie w ludziach, ale w organizacji i nakladach finansowych. Temat stary
                oklepany i nie ma co bic piany.
                • staua Re: no tak 18.08.04, 03:54
                  Hej Broch, wszyscy sie w zasadzie z Toba zgadzamy :-))
                  O PNAS to tak na marginesie wyszlo.
                  • broch Re: no tak 18.08.04, 05:36
                    "Hej Broch, wszyscy sie w zasadzie z Toba zgadzamy :-))"
                    Widzisz, my wszyscy sie zgadzamy... i to jest niestety gwozdz programu.
                    Wiekszosc ludzi wyjechala i pewnie nie wroci (ja tez tak mysle). Jesli ktos
                    wraca, to wczesniej czy pozniej przegrywa z polskim systemem.
                    Bezsila mnie wkurza, glownie to mialem na mysli, nie nieszczesne PNAS.
                    • happili Re: no tak 18.08.04, 10:41

                      >> "Hej Broch, wszyscy sie w zasadzie z Toba zgadzamy :-))"

                      > Widzisz, my wszyscy sie zgadzamy... i to jest niestety gwozdz programu.
                      > Wiekszosc ludzi wyjechala i pewnie nie wroci (ja tez tak mysle). Jesli ktos
                      > wraca, to wczesniej czy pozniej przegrywa z polskim systemem.

                      Hej Broch!
                      Juz to powiedzialam paru polskim naukowcom na wyjezdzie, ale jeszcze raz
                      powtorze. Z gory przepraszam, jesli ktos z czytajacych poczuje sie urazony, ale
                      taka jest po prostu moja opinia. JAKIE mamy prawo krytykowac polski system
                      finansowania nauki, JAKIE mamy prawo wymyslania dla niego reform, skoro po
                      pierwsze de facto go nie znamy (wyjechalismy po magisterkach lub tuz po
                      doktoratach), a po drugie i wazniejsze NAS TAM NIE MA! Gdyby nam tak starsznie
                      zalezalo na kondycji polskiej nauki i na jej poprawianiu, zostalibysmy w swoich
                      macierzystych instytutach i tam tworzyli nauke zaprzegajac wlasne mozgi i rece.
                      Nie zrobilismy tego, wiec przestanmy kalac rodzinne gniazdo. Nie zrobilismy NIC
                      aby pomoc w jego lepszej organizacji. Krytykowac jest latwo, ZROBIC COS duzo
                      trudniej. Skupmy sie na swojej pracy, na tym, aby nasze polskie nazwiska
                      wystepowaly na jak najlepszych publikacjach, mowmy ludziom, ze jestesmy
                      Polakami, ale przestanmy sie wtracac do dzialan KBNu. Nic nie jestesmy w stanie
                      zdzialac, bo nas tam nie ma i nie znamy wszystkich realiow i okolicznosci.
                      Pozdrawiam i dobrego dnia zycze. Ladnych wynikow. :)))
                      Il
                      • broch Re: no tak 18.08.04, 14:16
                        hmm...
                        Niegy w zyciu nie zdarzylo mi sie narzekac na Polske przed obcokrajowcami. To
                        jest dla mnie kalanie wlasnego gniazda. Nie uwazam za takowe rozmowy miedzy
                        rodakami.

                        W tym roku, bylem na trzytygodniowych wakacjach w Polsce i rozmawialem ze
                        znajomymi ktorzy sa w kraju i zajmuja sie nauka. Od czasu mojego wyjazdu
                        dziesiec lat temu wiele sie w systemie nauki nie zmienilo w Polsce. W kraju
                        zostali lepsi ode mnie jesli oni nie dali rady, nie sadze abym byl w stanie
                        zmienic cokolwiek.
                        Prawo do krytyki daje mi miejsce urodzenia i obywatelstwo. Ponadto skad wiesz
                        czy faktycznie nie staralem sie czegos zmienic nim wyjechalem?

                        Nie sadze aby Twoje opinie kogos mogly urazic. Mamy po prostu inne zdanie na
                        temat tego co wolno a czego nie.
                    • staua Re: no tak 18.08.04, 14:28
                      Och, przypomniales mi ze mialam zalozyc watek dotyczace Mi. in. mozliwosci po
                      powrocie. Zaraz to zrobie, bo moze nie wszyscy wiedza.
              • true_blue Re: no tak 18.08.04, 11:19
                Hm... Nie wiedzialam, ze IF 10 to slaby... Zawsze myslalam, ze to calkiem
                dobrze. A wlasnie na przykladzie PNASa widac, ze IF nie zawsze cos znaczy.... A
                JBC ma 6.5 - czyli nizej. Jak chcecie mozecie sobie zobaczyc nowe IF na stronie:
                jcrweb.com/jcr_home.pl?newsession=1
                powinno dzialac z komputerow na uniwerkach.
                Pozdr.
                • broch Re: no tak 18.08.04, 14:20
                  dla mnie i tak wieksza wartosc ma liczba cytowan publikacji niz IF pisma. Mozna
                  opublikowac cos w Science i mien niskie cytowania, mozna tez w.. PNAS i miec
                  cytowania wysokie. O wartosci czyjejs pracy bardziej decyduje licba cytowan
                  (choc praca w Science to duza rzecz)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka