Dodaj do ulubionych

Wiedza bez, której nie można żyć w wieku lat 18 !

IP: 195.245.217.* 14.04.05, 20:07
Przypadkowe tematy z zeszłego roku, jako 40-latek nie mogę się nadziwić, że
przeżyłem 22 lata od mojej matury (zdanej) i 17 lat od ukończenia
Politechniki bez poniższej wiedzy.

1. Teoria tektoniki płyty litosfery.
2.Obszary zainteresowania współczesnej genetyki na poziomie osobnika
populacji.
2.Cykl rozwojowy roślin okrytonasiennych.
3.Miejsce Polski w gospodarce i kulturze Europy w XV i XVI wieku.

Zaczynam się zastanawiać czy mogę bezpiecznie wyjść do sklepu
bez wiedzy co też jest produktem estryfikacji międzycząsteczkowej lub
wewnątrzcząsteczkowej powstałym z hydroksykwasu o wzorze (tu jakiś wzór) lub
też cyklu rozwojowego glonów jako plechowców roslinnych (a euglena na to "Nie
do wiary").

Jak patrzę na te wszystkie tematy obrazujące jaki (bezsensowny w gruncie
zakres wiedzy) muszą wtłoczyć w siebie młodzi ludzie to się zastanawiam po co
są właściwie studia wyższe kierunkowe ?

Podobnie 18-latkowi jest potrzebna do życia wiedza kto był 2 lata temu
ministrem spraw zagranicznych. bo bez tego nie zostanie przyjęty jako
praktykant w sklepie sprzedającym suknie ślubne (jedyna praca jaką znalazła
znajoma posiadająca stopień licencjata z reklamy i to po pół roku szukania a
urodziwa też jest więc nie zrażała pracodawców swoim widokiem).

Komu potrzebne są te wszystkie szczegółowe bzdety, którymi powinien sie
zajmowac człowiek na poziomie studiów uniwersyteckich a nie matury jak nie ma
pracy na posiadanym poziomie wiedzy - MARNOWANIE CZASU !

Za to nie wie jak wypełnić najnowszy PIT z rozliczeniami ulg za ostatnie 3
lata, jak napisać pismo do urzędu by nie obrazić Jaśnie Pana(-i) Urzędnicznika
(-czki), jak załatwić kredyt w banku nie mając pracy, jak znaleźć pracę nie
mając "wujka" albo nie majac zameldowania z powodu utraty pracy i
wypłacalności przez rodziców, itp.

Czołem "Maturzysty" ! Ćwiczcie wiedzę o plechowcach, bo was nie przyjmą do
noszenia skrzynek w supermarkecie (oczywiście jako wolontariuszy, a co
pieniędzy się pewnie zachciało).

A no i pamiętajcie, "Żadnej kolorowej kredki, pod karą uwalenia Matury 2005" !

Obserwuj wątek
    • wedrowiec2 Re: Wiedza bez, której nie można żyć w wieku lat 15.04.05, 22:42
      Gość portalu: mikronezja napisał(a):

      > Przypadkowe tematy z zeszłego roku, jako 40-latek nie mogę się nadziwić, że
      > przeżyłem 22 lata od mojej matury (zdanej) i 17 lat od ukończenia
      > Politechniki bez poniższej wiedzy.
      >
      > 1. Teoria tektoniki płyty litosfery.
      > 2.Obszary zainteresowania współczesnej genetyki na poziomie osobnika
      > populacji.
      > 2.Cykl rozwojowy roślin okrytonasiennych.
      > 3.Miejsce Polski w gospodarce i kulturze Europy w XV i XVI wieku.


      Maturę zdawałam 30 lat temu. Cytowane zagadnienia już wtedy były objęte
      programem nauczania w liceum.
      ps. Z kolejnością liczebników też też nas zapoznano, ale chyba w pierwszej
      klasie szkoły podstawowej;)
      • mikronezja Re: Wiedza bez, której nie można żyć w wieku lat 16.04.05, 02:01
        Co do liczebników to moje przeoczenie, kopiowałem (nie dało się tego
        przepisywać z pamięci) te tematy z różnych miejsc i nie poprawiłem numeracji.
        Możliwe, że były tylko zastanawiam się do czego one są potrzebne w takiej
        szczegółowości na tym etapie życia. Do tego jeszcze można sobie życie spaprać
        pomyliwszy powiedzmy węglowodory z wodorowęglanami. Być może wiemy wiele ale z
        dziedzin, które są raczej rozszerzeniem wiedzy niż tego co jest potrzebne do
        życia na początku usamodzielniania się (tj. tego bez czego nie można żyć
        samodzielnie). Gdzie nauka prawa, przepisów (przynajmniej tych podstawowych).
        Dogłębną znajomością plechowców nie załatwimy nic w urzędzie, nie założymy
        własnego biznesu a nawet nie zostaniemy przyjęci do pracy, bo tam będą żądać od
        nas np. obsługi faksu, kopiarki, telefonu 10 liniowego, pisania pism, podstaw
        księgowości, leasingu, prowadzenia kartoteki i innych dziwnych rzeczy
        spotykanych w rozwiniętej biurokracji (na którą niestety jesteśmy skazani).
        Szczegóły życia intymnego plechowca przydadzą się może przy rozwiązywaniu
        krzyżówki o ile redaktor prowadzący pismo nie uzna tego za perwersję i nie
        wywali hasła.
        Niestety, uczymy się "encyklopedii na pamięć" a omijamy rzeczy potrzebne na w
        życiu codziennym. Umiejętności życiowe giną w masie niepotrzebnych szczegółów,
        które można znaleźć w encyklopedii lub Internecie. Do tego spora część
        młodzieży nabawia się wstrętu do myślenia i czytania (nie dziwię się, niektóre
        lektury mogą przyprawić człowieka o rozstrój żołądka lub umysłu, pomijam już
        fakt, że niektóre są chyba "podawane" w zbyt młodym wieku by je w pełni
        zrozumieć ewentualnie docenić piękno użytych w nich konstrukcji językowych)
    • Gość: scept89 nauczanie "bzdetow" IP: *.ljcrf.edu 15.04.05, 23:12
      Ty stawiasz na glowie cele nauczania w liceum/gimnazjum. Umiejetnosc robienia
      kanapek i przetykania rury kanalizacyjnej zdecydowanie bardziej sie wiekszosci z
      nas przyda w zyciu codziennym niz teoria dryfu kontynentalnego a jednak tak
      jakos ciekawiej sie zyje wokol ludzi co cos tam o tym wiedza i bzdur nie
      wypowiadaja.


      W wielgachnym skrocie: nie ma co bronic kazdego czestokroc rozbudowanego ponad
      miare punktu programu nauczania. Warto bronic tloczenia faktow/matematyki/sztuki
      poniewaz to nam kulture wzbogaca o rozwoju mozgu nie wspominajac.
      • mikronezja Re: nauczanie "bzdetow" 16.04.05, 02:18
        Wydaje mi się, że szkoła, w pierwszej kolejności, powinna przygotować człowieka
        do życia a następnie uczyć jak się uczyć, gdzie znaleźć potrzebne informacje,
        wyrobić odruch sięgania do książki a nie odruch obrzydzenia na jej widok.
        Nie przeczę, że nie ma to jak rozmowa towarzyska o cyklu rozwojowym
        nagonasiennych ale może bez wgłębiania się nadmiernego w szczegóły, bo może to
        zabić atmosferę spotkania :) Niestety, jakoś tak obserwuję, że w tej samej
        objętości czasu usiłuje się wepchnąć w głowy ludzi co raz więcej
        informacji "pustych" zamiast uczyć jak i gdzie ich szukać. Mam okazję
        obserwować różnych praktykantów przeładowanych wiedzą a jednocześnie zupełnie
        nie potrafiących myśleć samodzielnie. Nie potrafią kojarzyć faktów, szukać
        informacji, nie potrafią patrzeć, mają jakąś taką niechęć do myślenia
        i "powierzchowność" spojrzenia wyrobioną, obawiam się, odruchem obronnym przed
        przeciążeniem informacyjnym. Nie podejrzewam, że zmieniło się na lepsze od
        moich czasów gdy nauczycieli zmuszających do myślenia można było policzyć na
        palcach jednej ręki. Do tego jeszcze dochodzi polityka oszczędnościowa
        zagęszczająca klasy do tego stopnia, że sporą część czasu na naukę zabiera
        sprawdzenie listy a następnie nauczyciel ma już dość i stawia pałę przy
        najmniejszym potknięciu nie interesując się zupełnie tym czy uczeń opanował
        potem "dziurę" w materiale czy nie. Ciekawe jaki będzie tego efekt w
        przyszłości ?
        • Gość: scept89 umyslowe przysiady i pompki IP: *.ljcrf.edu 16.04.05, 04:40
          mikronezja napisał:
          > Wydaje mi się, że szkoła, w pierwszej kolejności, powinna przygotować człowieka
          > do życia a następnie uczyć jak się uczyć, gdzie znaleźć potrzebne informacje,
          > wyrobić odruch sięgania do książki a nie odruch obrzydzenia na jej widok.

          W gruncie rzeczy nasze stanowiska sa zblizone. Rozumiem ze przynajmniej z
          grubsza zgadzasz sie iz zamiast wreczac uczniowi mlotek ktory szybko sie
          zestarzeje (np. nauczajac o obowiazujacym kodeksie podatkowym) sklaniasz sie
          raczej do przekonania iz w/w uczen winien wiedziec gdzie a raczej jak potrzebne
          informacje informacje wyluskac. Systematyka nagonasiennych nie jest mlotkiem ale
          tez niekoniecznie jest obciazajacym kowadlem.
          Ja ide krok dalej i twierdze niezbyt odkrywczo ze mozg rozwija sie lepiej kiedy
          jest trenowany. Niewielu z nas rownania z sinusami raz na rok nawet widzi nie
          mowiac o ich rozwiazywaniu niemniej jednak jako cwiczenia w szkole swietnie sie
          to sprawdza. Podobnie z powodzia faktow -> niby nikt na codzien rozmow o
          zawilosciach podbojow Aleksandra Macedonskiego nie prowadzi ale trudno oczekiwac
          iz umysl dla ktorego imie to nic nie mowi sam z siebie w okienko google je
          wpisze. Niby cale tony materialow o genetyce czy ewolucji sa na sieci (moja
          obecna dzialka) a jednak tak jakos niewielu widac chocby podstawy przeczytac raczy.

          Dla mnie zabawy we wkuwanie materialu sa takimi umyslowymi przysiadami/pompkami
          -> niby bezuzyteczne w swojej banalnosci i nudzie (nie ma chyba programow
          pokazujacych sportowcow pompujacych w nieskonczonosc?) a jednak czyniacymi
          roznice? Mozna sie spierac co jest istotniejsze dla rozwoju (historia Imperium
          Brytyjskiego aby zrozumiec przynajmniej czesciowo wspolczesne zdarzenia na
          swiecie vs biologi i genetyka dla zrozumienia kim jestesmy etc.) ale to sa
          szczegoly ktore wyspecjalizowane szkoly z latwoscia zalatwia.

          Jest jeszcze jeden aspekt wkuwania -> selekcja. Potencjalny pracodawca
          (zakladajac optymistycznie ze inflacja ocen i pseudo-szkolki nie istnieja) ma
          przed soba kandydata ktory jesli musi to siadzie i 300 stron wkuje. Porownaj go
          z kandydatem ktory takowej zdolnosci nie wykazal -> nie chcialbyc chyba byc
          leczonym przez sprawnego googliste?
    • margot_may sama nie wiem. 16.04.05, 01:08
      niby program nauczania jest taki szczegółowy, ale nie zahacza o podstwowoe
      rzeczy. największym błedem według mnie, jest, to, że nie wspomina się o sposbie
      i genezie powstawania pierwiastków. chodzi o te najprostsze. nie ma tego na
      lekcjach fizyki ani chemii. a powinno byc, gdyż pierwiastki są tym co spaja
      fizykę i chemię-energię, materię nieorganiczną i w rezulatcie materię
      organiczną-biologia. w rezultacie młodziez nie ma pojęcia skąd właściwie wziął
      się cały oglądany przez nas świat. zresztą nei tylko młodzież.
      maturę zdawałam parę lat temu, może cos się zmieniło?
      • Gość: elafan Re: sama nie wiem. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.05, 10:04
        Coś tam jest ale niestety tylko podstawy : trochę nukleogenezy, powstanie
        Wszechświata i przy okazji coś o syntezach termojądrowych, powstaniu
        pierwiastków; na biologii biogeneza też omawiana szczątkowo. Chyba niewiele się
        zmieniło od Pana/i czasów...
    • Gość: Carmen S. Re: Wiedza bez, której nie można żyć w wieku lat IP: *.lr.centurytel.net 16.04.05, 16:16
      Moze bardziej konkretnie napisz co wyrzucic, a co zostawic.

      Rozumiem ze nalezy wyrzucic cala chemie (bo lubimy jesc „bez chemii”),
      wiekszosc fizyki (zamaist oscylatora harmonicznego uczyc o oscylatorze
      Baksika), biologie ograniczyc do drzewoznastwa, geografie zredukowac do
      wskazowek jak dojechac do urzedu skarbowego, z historii tylko: „kto jest na
      liscie Bronka W.”, na j. polskim jedynie uczyc jak napisac podanie, prosbe o
      zapomoge i petycje. Rozwinac nalezy za to prace reczne, czyli jak zaspawac rure
      lub jak wlozyc papier do faksu. A moze dodac tez inne pozyteczne przedmioty na
      przyklad: „jak zbajerowac klienta”, „jak klamac przed sadem”, „jak napisac
      tekst ustawy aby nikt nic nie rozumial”, „jak wygrac wybory”, „jak przedstawiac
      kicz i szmire jako arcydzielo”, „jak wyludzic rente albo dotacje”, „kurs
      makijazu komputerowego”, „udawanie spiewu”, „walenie kijem
      bejsbolowym”, „tropienie dyskryminacji”, „gadanie w telewizorze”, „po czym
      poznac dobra amfe”. Mature zas przeprowadzac w formule konkursu „Idol”, a
      bezsensowne odpytywanie zastapic tok-szolem.
      • mikronezja Re: Wiedza bez, której nie można żyć w wieku lat 16.04.05, 17:55
        No nie, Szanowna Carmen S. nie zrozumiała mojego tekstu. Nigdzie nie napisałem,
        że nalezy skasować wszystko tylko raczej by nie uczyć wszystkiego, bo jest to
        bez sensu. Jakoś kiedyś sobie ludzie dawali radę w życiu bez znajomości całek w
        szkole średniej (były dopiero w szkołach wyższych) ani dogłębnej obliczeniowej
        znajomości atomistyki czy chemii organicznej. Przesadza się z tą ilością
        szczegółowych danych, przez których uczenie traci się czas na wytłumaczenie
        zasad nimi rządzących. Tak sobie obserwuję, że praktycznie cały dorobek
        ludzkości w X dziedzinach usiłuje się wtłoczyć do pojedyńczych głów a jakoś nie
        zauważam by u człowieka nastąpiły mutacje poszerzające przepustowość kanałów
        informacyjnych. Ilość danych do przyswojenia rośnie wykładniczo a ilość czasu
        na ich przyswojenie praktycznie nie zmienia się. Doprowadza się do stanu, że
        dziecko idące do zerówki ma umieć czytać (pewnie jeszcze biegle), bo jak nie to
        już jest na starcie opóźnione. Nikogo nie obchodzi, że każdy dzieciak rozwija
        się innaczej (jeden szybciej a drugi wolniej) i to, że ma np. 5 lat nie
        oznacza, że jest na tym samym poziomie rozwoju percepcji i zdolności
        przyswajania danych. Zabiera się dzieciakom rok lub więcej dzieciństwa, bo ktoś
        wymyślił, że trzeba im wszystko wcisnąć do głowy a już brakuje czasu. Wszystko
        czyli nic. A potem nakłada się przeładowanie wiedzą z brakami dzieciństwa,
        obecności rodziców jako rodziców a nie poganiaczy do nauki a potem mamy różne
        patologie, samobójstwa młodych, odchyły psychiczne z powodu nienadążania za
        czymś za czym nie da się w pojedynkę nadążyć. Gdzie my się tak spieszymy ?

        > Rozumiem ze nalezy wyrzucic cala chemie (bo lubimy jesc „bez chemii”
        > ;),

        Kłopoty z logiką ? Znajomość nawet bardzo szczegółowa chemii nie ma żadnego
        wpływu na to co zjadamy w żywności (bardziej by miały zasady zdrowego żywienia
        się). I tak większości świństw zawartych w wyrobach się nie podaje albo są
        ukryte pod mało co komu mówiącymi skrótami E (bez spisu ani rusz). Czym były
        pędzone jarzyny i owoce (i gdzie rosły) też nie znajdziemy wydrukowanego na ich
        skórkach.

        > wiekszosc fizyki (zamaist oscylatora harmonicznego uczyc o oscylatorze
        > Baksika)

        Nie mieszajmy fizyki ruchu drgającego z bankowością. Pomijam, że i tak nikt po
        roku dwóch od ukończenia szkoły nie pamięta większości wzorów (a jak jeszcze
        jest humanistą to nie pamięta nawet w szkole).

        > biologie ograniczyc do drzewoznastwa,

        Jakoś sobie tego nie przypominam za to dręczono mnie budową dżdżownicy (nie
        wiem po co, bo sam jej sekcjonował nie będę a rybie, której ją podaje na
        haczyku to zupełnie zwisa).

        > geografie zredukowac do wskazowek jak dojechac do urzedu skarbowego,

        Może lepiej tam nie jeździć ale także po co komu nieaktualne informacje o
        wydobyciu tam czegoś w jakichś latach (to sobie też ze szkoły przypominam).

        > z historii tylko: „kto jest na liscie Bronka W.”

        A kogo to obchodzi (pomijam już fakt braku możliwości weryfikacji tych
        informacji) ?

        > na j. polskim jedynie uczyc jak napisac podanie, prosbe o
        > zapomoge i petycje.

        Powyższe jest bardzo na czasie (smutne) ale tak na prawdę ile osób młodych
        interesuje problem Walka Gibały czy Medaliony Zofii Nałkowskiej (mogły wzruszyć
        moich dziadków czy rodziców, bo oni widzieli wojnę na własne oczy a nie młodych
        zaprawianych do okrucieństwa filmami, dziennikami poprzetykanymi reklamami
        podpasek i komórek). Jakoś nie widzę efektów intelektualizacji skoro np. ponad
        60% użytkowników Internetu było za zagłodzeniem chorej osoby na śmierć a jej
        problem sprowadzono do poziomu (Czy jesteś za ? Tak, Nie, Nie wiem).
        Co komu da roztrząsanie historii sprzed 60 lat jak życie codzienne serwuje to
        samo i widać wyraźnie, że historia nic ludzi nie nauczyła (pomijając już fakt,
        że nie wiemy, która historia jest prawdziwa, bo wersja zależy od poglądów
        opowiadającego i aktualnych tendencji).

        > Rozwinac nalezy za to prace reczne, czyli jak zaspawac rure
        > lub jak wlozyc papier do faksu.

        Dlaczego nie ? To są potrzeby dużo częstsze (no może z wyjątkiem spawania rury)
        niż liczenie pierścieni dżdżownicy albo frapujące problemy hydroksykwasów.
        Pomijam już fakt, że jakość usług tzw. fachowców wymaga sporej wiedzy u klienta
        by nie dać się oszwabić.

        > A moze dodac tez inne pozyteczne przedmioty na
        > przyklad: „jak zbajerowac klienta”, „jak klamac przed sadem&#

        A tego to już nauczają reklama, poprawczaki, więzienia

        > „jak napisac tekst ustawy aby nikt nic nie rozumial”,

        Tego nauczają na prawie

        > „jak wygrac wybory”,

        Starczy Tymochowicza !

        > „jak przedstawiac kicz i szmire jako arcydzielo”,

        O gustach się nie dyskutuje.

        > „jak wyludzic rente albo dotacje

        Z braku miejsc pracy cóż innego pozostaje ? Lud się broni (a przestępcy są
        niezależnie od nauczania)

        >„kurs makijazu komputerowego”,

        Ciekawe !

        > „udawanie spiewu”,

        Z tym się rodzimy (niektórym udaje się to zaleczyć) ! ;)

        > „walenie kijem bejsbolowym”, „tropienie dyskryminacji”, „gadanie w
        telewizorze”,

        Tego uczą media !


        > „po czym poznac dobra amfe”.

        Dziwne, bo jak było mniej informacji do przyswojenia to nikt jej nie
        potrzebował !

        A komu ta matura jest potrzebna jaki i tak zaraz są egzaminy na studia
        dowodzące, że i tak klient nic nie wie z tego co wymaga uczelnia ?
        Czy to, że ktoś zna dogłębnie Kochanowskiego czy całke z e do x kwadrat
        oznacza, że jest dojrzały ?
        • Gość: elafan Punkt widzenia maturzysty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.05, 21:06
          A czy zastanowił się Pan co z uczniami, którzy chcą się jednak czegoś nauczyć?
          Dla których reakcje hydroksykwasów są tematem PASJONUJĄCYM?
          Którzy, uwielbiają czytać i to nie tylko lektury?
          Pasjonatów biologii, matematyki, fizyki lub tych którzy pasjonatami staną się
          pod wpływem którejś tam wysłuchanej lekcji?
          Dlaczego nie pomyśli Pan o takich uczniach? Nie wszyscy są przeciwni nauce, nie
          wszystkich interesuje wypełnianie PIT-ów, a jak już będziemy musieli to robić
          to nauczenie się tego zajmie góra kilka godzin.
          To właśnie po części przez takich ludzi jak Pan są do szkół wprowadzane bzdury
          w deseń "Podstaw Przedsiębiorczości", które są chyba najgłupszym wynalazkiem
          reformy edukacji, a które zabierają cenny czas w szkole.

          Z resztą - młodzi mają możliwość wyboru. Jeżeli chcą się uczyć wypełniać PIT to
          mogą wybrać Liceum Ekonomiczne, jeśli chcą się w szkole uczyć lutować -
          zawodówki i licea profilowane stoją otworem. Liceum ogólnokształcące jest od
          tego, żeby uczyć i pokazać możliwości i niech tak pozostanie.
          • mikronezja Re: Punkt widzenia maturzysty 17.04.05, 02:59
            Ależ zastanowiłem się, a czy Pan się zastanowił nad całą resztą, którą
            hydroksykwasy i ich problemy przyprawiają o niestrawność nerwową ?
            Ja nie mówię by nie uczyć w ogóle ale by nie mnożyć szczegółów ponad
            konieczność. Osoba zainteresowana dopieści swoją wiedzę na studiach wyższych.
            Nikomu nie zabraniam czytać a nawet to zalecam, bo to zanikająca sztuka (z tego
            co obserwuję). Tyle, że radosny dobór lektur sporą część zniechęci do czytania
            na dłuższy czas a niektórych nawet na zawsze.
            Dla pasjonatów są kółka zainteresowań, proszę zważyć, że nie wszyscy się
            pasjonują wszystkim i to co jednego wciąga innych zniechęca (nie sam fakt
            tematu ile drążenie szczegółów, na które się czas traci).
            Nie jestem przeciwny nauce ale niech ona służy rozumieniu zagadnień a nie ich
            kuciu na blachę (jedna z moich koleżanek szkolnych miała kiedyś zwyczaj uczyć
            się bardzo dokładnie historii - tj. kuć na blachę - kiedyś odpowiadała, że
            coś "stanowiło surogat rządu polskiego" tak było dokładnie napisane w książce -
            a nasz Pan Profesor od historii zadał jej "niedelikatne" pytanie co to jest
            surogat i tu dziewczyna poległa. Niestety większość naszego nauczania polega na
            zapamiętywaniu masy słów, z których rozumiemy tylko część a powtarzamy je
            (słychać to wszędzie od ulicy po Sejm). W większości przypadków szkoła nie uczy
            myśleć a tylko każe zakuwać. Wynika to z rosnącej ilości materiału i co raz
            mniejszej ilości czasu na zakucie. Nauczyciele zmuszeni do realizacji co raz
            mnie realnego w sferze realizacji planu nauczania nie mają czasu na wgłebienie
            się w temat i wyjaśnienie wszystkiego. Uczniowie przywaleni wiedzą zaczynają
            się migać, uczyć po łebkach albo zażywać dopalacze, bo prawie nikt o zdrowych
            zmysłach nie jest w stanie opanowac tej całej rosnącej porcji wiedzy w
            nierosnącym czasie.

            "nie wszystkich interesuje wypełnianie PIT-ów" - być może Pan nie zauważył ale
            każda osoba zarabiająca na terenie RP musi się rozliczać z fiskusem, a
            rozliczenie polega między innymi na wypełnieniu co raz bardziej niezrozumiałego
            formularza PIT ileś tam.

            Jak Pan będzie szukał pracy i jej nie znajdzie to zmieni Pan zdanie co do
            potrzeby Podstaw Przedsiębiorczości (bardzo żałuję, że czegoś takiego nie było
            za moich czasów w szkole). Jak na razie to idzie ku gorszemu i im więcej osób
            będzie znało te podstawy tym lepiej, przede wszystkim dla nich.

            Niestety licea w obecnej formie wypuszczają ludzi nieprzygotowanych do
            samodzielnego życia czy podjęcia pracy. Muszą tracić następne lata na douczanie
            się w szkołach pomaturalnych dających już konkretną wiedzę na potrzebną na
            rynku pracy (gdzie neistety jesteśmy zmuszani do spędzenia sporej części
            swojego życia) a przecież można to samo zrobić w liceum.
            • Gość: elafan Re: Punkt widzenia maturzysty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.05, 17:30
              mikronezja napisał:

              > Ależ zastanowiłem się, a czy Pan się zastanowił nad całą resztą, którą
              > hydroksykwasy i ich problemy przyprawiają o niestrawność nerwową ?

              Skoro wiedza przyprawia ich o niestrawność, to najwidoczniej zbyt pochopnie
              dokonali wyboru szkoły średniej.

              > Ja nie mówię by nie uczyć w ogóle ale by nie mnożyć szczegółów ponad
              > konieczność.

              Rzecz właśnie w tym, że tak się dzieje od dłuższego czasu - programy szkolne są
              wciąż obcinane. Co to powoduje napiszę w dalszej części.

              Co do lektur - rzeczywiście - nie wszystkie są dobrze dobrane i sam pamiętam
              jak męczyłem się nad "Cierpieniami młodego Wertera" ale co do wspomnianych
              przez Pana "Medalionach" Nałkowskiej się absolutnie nie zgadzam. Tej książki co
              prawda nie ma w zakresie podstawowym, który realizowałem (kończyłem biol-chem)
              ale zarówno ja jak i wielu moich kolegów czytało tę książkę z ogromnym
              przejęciem. Z człowiekiem, którego "Medaliony" nie poruszają musi być coś nie
              tak!

              > Dla pasjonatów są kółka zainteresowań,

              Oczywiście, tylko że w szkołach istnieje tendencja do obcinania nauczycielom
              godzin na kółka. Dlaczego? Ano dlatego, że pieniądze idą (w ogromnej ilości
              przypadków) na tzw. zajęcia wyrównawcze dla pierwszaków, którzy dopiero co
              ukończyli gimnazjum - typ szkoły, która realizuję zasadę - mało nauki tudzież
              nauka przez zabawę itp.

              > Nie jestem przeciwny nauce ale niech ona służy rozumieniu zagadnień a nie ich
              > kuciu na blachę

              Tu się z Panem zupełnie zgadzam. Istotnie programy niektórych przedmiotów są
              przeładowane informacjami i również uważam, że nieporozumieniem jest
              nakazywanie uczenia się tabelek z "ilością pogłowia rogatego w Azji" . Ale to
              również zależy od podejścia mnauczyciela.

              > Uczniowie przywaleni wiedzą zaczynają
              > się migać, uczyć po łebkach albo zażywać dopalacze, bo prawie nikt o zdrowych
              > zmysłach nie jest w stanie opanowac tej całej rosnącej porcji wiedzy w
              > nierosnącym czasie.

              O, odrobinę pan wyolbrzymia sprawę. Nie wiem z jakiego punktu widzenia pisze
              Pan te słowa ale ja kilka dni temu skończyłem liceum i miałem dość bezpośredi
              kontakt z tymi "biednymi, młodymi, spragnionymi wiedzy", jak pisał kilka dni
              temu ogólnopolski brukowiec, i prawda wcale nie jest taka różowa.
              Coraz mniej ludzi interesuje się czymkolwiek a jedyne na czym upływają im dni
              to oglądanie "Barów" etc. w ogłupiającej TV.

              > "nie wszystkich interesuje wypełnianie PIT-ów" - być może Pan nie zauważył
              > ale każda osoba zarabiająca na terenie RP musi się rozliczać z fiskusem, a
              > rozliczenie polega między innymi na wypełnieniu co raz bardziej
              > niezrozumiałego formularza PIT ileś tam.

              Zauważyłem.

              > Jak Pan będzie szukał pracy i jej nie znajdzie to zmieni Pan zdanie co do
              > potrzeby Podstaw Przedsiębiorczości (bardzo żałuję, że czegoś takiego nie
              > było za moich czasów w szkole). Jak na razie to idzie ku gorszemu i im
              > więcej osób będzie znało te podstawy tym lepiej, przede wszystkim dla nich.

              O pracę dla mnie proszę się nie martwić - dam sobie radę.
              Oczywiście - elementy Podstaw Przedsiębiorczości powinny być w szkole
              realizowane ale w formie warsztatów najlepiej po lekcjach. Jeżeli zauważył Pan,
              że 18 - latków nie interesują tak ciekawe rzeczy jak genetyka (obecnie ogromnie
              modna) to tym bardziej nie zainteresują ich czynniki wpływające na pozytywny i
              negatywny rozwój przedsiębiorstwa czy podział środków płatniczych.
              Być może zamysł reformatorów był dobry, ale wykonanie spowodowało powstanie
              kolejnego przedmiotu, którego zaliczenie opiera się na zakuciu kilkunastu
              definicji.

              Jeszcze raz podkreślam, że licea ogólnokształcące to szkoły, których celem jest
              przygotowanie uczniów do matury i studiów a nie nauka zawodu.

              Tak na marginesie, napisał Pan, że na matematyce uczy się całkować. Proszę
              wskazać mi program nauczania, zatwierdzony przez MENiS, gdzie zawarte są całki.
        • Gość: Carmen S. Re: Wiedza bez, której nie można żyć w wieku lat IP: *.lr.centurytel.net 16.04.05, 22:13
          Dales sie wpuscic i teraz nie pozostaje nic innego jak przyznac ze szkola nie
          jest dla wszystkich, a przynajmniej nie kazda szkola jest dla wszystkich.
          Strasznym bledem jest obowiazkowa edukacja i to tak dlugo jak 18 lat. Posyla
          sie matoly do szkoly a potem w matoleckim rozumie legnie sie matoleckie
          rozumienie demokracji, ze jak nas wiekszosc jest matolow to i program szkoly
          powinien byc matolecki wiec wyrzucamy reakje hydrokwasow i dryf kontynentow bo
          nam sie to nie przyda. To prawda. 60 % procent powinno konczyc 4 klasy a potem
          do nauki zawodu, nie bedzie hydrokwasow ani rozmnazania nagozalazkowych i nie
          bedzie tez krzyku i jeku. I nie chce przez to powiedziec ze nie doceniam
          znaczenia praktycznych umiejetnosci, wrecz przeciwnie, szkoly nalezy dostosowac
          do zainteresowan i potrzeb, a nie realizowac utopijne idee.

          Jesli zas chodzi o gusty to mozna lubiec art deco albo impresjonizm i to sa
          rozne gusty o ktorych nie mozna dystkutowac, ale jak ktos lubi Ich Troje, to
          jest bezguscie i dyskutowac tez nie warto.
          • mikronezja Re: Wiedza bez, której nie można żyć w wieku lat 17.04.05, 03:17
            Gość portalu: Carmen S. napisał(a):

            > Dales sie wpuscic i teraz nie pozostaje nic innego jak przyznac ze szkola nie
            > jest dla wszystkich, a przynajmniej nie kazda szkola jest dla wszystkich.

            Ależ jest dla wszystkich ale nie powinna robić z każdego specjalisty we
            wszystkich kierunkach na raz a na razie tak jest. Z tego co widzę to każdy
            układacz programu uważa, że jego przedmiot jest najważniejszy a czas jest z
            gumy.

            > Strasznym bledem jest obowiazkowa edukacja i to tak dlugo jak 18 lat.

            Wcale nie jest ale powinna przygotowywać ludzi do przyszłej pracy a nie tylko
            do rozwiązywania krzyżówek (bo z większością informacji ze szkoły spotkają się
            uczniowie drugi raz praktycznie tylko w hasłach krzyżówek). Jak na razie to tak
            liczę, że 60-70% informacji ładowanych w szkole jest stratą czasu, którą
            później trzeba nadrabiać w szkołach pomaturalnych (nie liczę szk. wyższych, bo
            one przynajmniej teoretycznie uzupełniają wiedzę kierunkową) by być przydatnym
            na rynku pracy.


            > Posyla sie matoly do szkoly a potem w matoleckim rozumie legnie sie
            > matoleckie rozumienie demokracji, ze jak nas wiekszosc jest matolow to i
            > program szkoly powinien byc matolecki wiec wyrzucamy reakje hydrokwasow i
            > dryf kontynentow, bo nam sie to nie przyda.

            A przyda się ? Do czego (dla przeciętnego człowieka w wieku lat 18-stu) ?

            > To prawda. 60 % procent powinno konczyc 4 klasy a potem
            > do nauki zawodu, nie bedzie hydrokwasow ani rozmnazania nagozalazkowych i nie
            > bedzie tez krzyku i jeku.

            Ta propozycja jest akurat przegięciem.


            > Jesli zas chodzi o gusty to mozna lubiec art deco albo impresjonizm i to sa
            > rozne gusty o ktorych nie mozna dystkutowac, ale jak ktos lubi Ich Troje, to
            > jest bezguscie i dyskutowac tez nie warto.

            Sprzeczność logiczna w zdaniu ! Jeżeli nie dyskutuje się o gustach (każdy ma
            inny) to nie mamy także uprawnienia do stwierdzenia, że Ich Troje to bezguście
            (to zostawmy do oceny słuchaczom, czy im się podoba czy nie).

            Poza tym nie pisze się lubieć tylko lubić (art deco, itp.)
            • Gość: Carmen S. Re: Wiedza bez, której nie można żyć w wieku lat IP: *.lr.centurytel.net 17.04.05, 07:23
              Dokladnie tak jak pisze, rozne szkoly dla roznych osob. W jednych bedzie o
              zakladaniu papieru do faksu w drugich o dryfie kontynentow. Zapewniam cie ze do
              codziennego zycia i konkurencji na rynku pracy nawet wiedza o tym ze Ziemia
              jest okragla a nie plaska nie jest wcale potrzebna.

              Literowek sie nie czepiaj bo to nie ladnie. W istocie, jest taka nowa moda ze
              kazda prawda jest rownowazna, wiec mozna tez uwazac ze Ich Troje to arcydzielo
              sztuki muzycznej; ja pozostane przy moim staroswieckim pogladzie.
              • mikronezja Re: Wiedza bez, której nie można żyć w wieku lat 17.04.05, 15:08
                Nie różnicujmy tak, że jedni tylko faks a inni tylko dryf. Mnie chodzi o
                proporcje i ilość szczegółów niedostosowaną do miejsca.

                Czy Szanowna Pani rozróżnia stany pośrednie pomiędzy szmirą a arcydziełem i
                drugie pomiędzy konkretnymi utworami a ich twórcą ?
                Każdy zespół, artysta czy konkretnie kompozytor ma utwory bardzo dobre, bardzo
                słabe i te średnie.
    • dokowski Genetyka i tektonika to fundament wiedzy o świecie 16.04.05, 21:08
    • wiraqocha Re: Wiedza bez, której nie można żyć w wieku lat 16.04.05, 23:02
      Zgadzam się z przedmówcą, ze system nauczania jest fatalny.

      Za to nie zgadzam się, jakoby teoria tektoniki czy Polska XV/XVI wieku była
      nieistotna: moze tylko sformułowanie brzmi bardzo mądrze. Np. w teorii
      tektoniki chodzi o to by powiedziec ze sa plyty tektoniczne, dzieki czemu
      kontynenty dryfuja, sa trzesienia ziemi, Himalaje rosna, a Afryka byla
      kiedys "wklejona" w Ameryke Pld. Chyba takie rzeczy są Ci znane?

      Za to pamietam wkuwanie na pamiec budowy roznych zwierzatek, gdzie liczylo sie
      tylko wymienianie nazw wszystkich nibynozek i innego badziewia. Rozumiem ze to
      biologom moze byc przydatne, ale rzecz w tym ze ja naprawde nic nie
      zapamietalem. Cos mi w glowie kolacze o drewnie i łyku... Pamiętam za to, ze
      pani biolozka w chwili refleksji zapytała się nas jakie drzewo stoi na dworzu
      przy oknie sali lekcyjnej. Po 3 próbach poddaliśmy się... A była to wiśń...
    • Gość: trex Re: Wiedza bez, której nie można żyć w wieku lat IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.04.05, 20:26
      szkoła średnia, kierunek administracja a panienka do wykładowcy "po co mam się
      uczyć jakiegoś Office, od tego są informatycy".

      KU...ICA MNIE WZIĘŁA

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka