t0g
03.06.06, 21:35
Skażenie radiologiczne wywołane przez Czarnobyl budzi dreszcz zgrozy,
zwłaszcza, gdy wyrazic ilośc radiacji, która przedostała się do atmosfery, w
jednostkach Bq - jest to wtedy jedynka z osiemnastoma czy nawet
dziewiętnastoma zerami. Horror!
Jednak nie należy zapominac o starym mądrym powiedzeniu "Znaj proporcyją,
Mocium Panie!". Porównajmy tę ilośc radiacji z ilością obecną w powietrzu z
powodu tzw. "naturalnych czynników".
Otóż, jak pokazałem w tym oto poście:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=42865576&a=42968809
całkowita ilośc radiacji wyemitowanej przez Czarnobyl jest mniej więcej taka
sama, jak radiacja spowodowana przez obecny w atmosferze "od zawsze" węgiel
C14. Aktywnosc tego węgla można oszacować na 10 do 19 potegi Bq. Czyli jest to
mniej więcej to samo, co wyemitował Czarnobyl.
Czy zatem mozna powiedzieć, ze Czarnobyl w skali globalnej średnio zdwoił
radiację powietrza? Nie, to byłaby zdecydowana przesada. Bowiem C14 to jeden z
mniej istotnych składników. C14 odpowiada za niespełna 1% tej dawki, która nam
rok po roku od milionow i miliardów lat serwuje Matka Natura. Głównym źródłem
napromieniowania naszego organizmu jest znajdujący sie w powietrzu Radon 222.
"Wysącza" sie on z głebi ziemi i nic na to nie mozna poradzić - ale ponieważ
tak sie dzieje od zawsze, można też śmiało przyjąć, że Matka Natura równiez
wyposażyła nasze organizmy w odpowiednie antidotum na to promieniowanie.
Zatem, gdyby całe radioaktywne paskudztwo z Czarnobyla rozmieszac równomiernie
w powietrzu, to w rezultacie przeciętny mieszkaniec globu z tego powodu
otrzymałby dawkę mniejszą, niż 1% dawki naturalnej. Więc rozważania, czy to
jest szkodliwe, nmaja tyle samo sensu, co pytanie, czy komuś, kto wypija
dziennie "lufę", czyli 100 gram wódki, nie zaszkodzi przypadkiem, jeśli
zacznie pić nie 100, a 101 gram dziennie?
Stwierdzenie, że Czarnobyl "wstrzyknał" do atmosfery tyle samo promieniowania,
co 400 bomb hiroszimskich, brzmi groźnie. Groza jednak blednie, jeśli
uświadomimy sobie, że Matka Natura każdego roku "wstrzykuje" nam do ziemskiej
atmosfery tyle nuklidow, że to jest pewnie rózwnoważne nie czterystu, a
czterem tysiącom bomb, i to nie hiroszimskich, tylko znacznie potężniejszych.
I ten proces trwa od eonów. Dzieje sie tak, odkąd powstało życie na naszej
planecie - czy nawet odkąd sama planeta powstała - i życie bynajmniej z tego
powodu nie szczezło. Kto ma wątpliwości, prosze wyjrzec przez okno.