Dodaj do ulubionych

Nauka. Język migowy

IP: *.elartnet.pl 03.04.03, 18:31
Głusi nie mogą się nauczyć języka mówionego?! Większej bzdury
nie słyszałem. Sam jestem głuchy i mówię płynnie po polsku. Znam
też wielu niesłyszących, którzy też umieją bez problemu
rozmawiać z słyszącymi. Radzę profesorowi Świdzińskiemu, żeby
się skontaktował np. z Fundacją Echo na Al. Jerozolimskich, albo
chociażby z jakąkolwiek przychodnią logopedyczną, a zobaczy, jak
to głuche dzieci nie umieją mówić po polsku.
Pozdrawiam.
P.S: Czy profesor słyszał może o takiej kobiecie, co się Helen
Keller zwała? Była głucha, ślepa i miała trudności z mówieniem.
A nauczyła się trzech języków obcych, pisała książki i skończyła
studia filozoficzne.
Obserwuj wątek
    • Gość: kaerm Nauka. Język migowy IP: 150.54.67.* 04.04.03, 09:05
      Identyczna do Szwedzkiej sytuacja jezeli chodzi o traktowanie
      osob nieslyszacych istnieje w Japonii. Kazdy urzad ma obowiazek
      zapewnic dla osoby gluchej tlumacza. Z regoly minimum jeden z
      pracownikow np. urzedu miejskiego zna biegle jezyk migowy.
    • Gość: Lena Re: Nauka. Język migowy IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 04.04.03, 12:52
      Mój syn urodził się głuchy. Nie zna języka migowego, za to w
      liceum uczy się angielskiego i niemieckiego. Jego "pierwszym"
      językiem był i jest polski język mówiony. Nie robi błędów
      gramatycznych, ma ogromny zasób słów, dużo czyta. Gdybym czekała
      z wprowadzeniem języka mówionego do czasu opanowania przez niego
      pojęć w języku migowym (którego sama nigdy się nie uczyłam i
      którego nie znam) nie wierzę, żeby doszedł do tego. Warunkiem
      powodzenia w moim odczuciu było jak najwcześniejsze "zalanie" go
      językiem mówionym, dźwiękami(właściwie to drganiami), na równi
      tymi wydobywającymi się ze sprzętów domowych jak i mojego
      własnego gardła. Przykro mi czytać, kiedy uczony mówi, że to co
      osiągnęliśmy jest niemozliwe, nie istnieje, "takiego zwierzęcia
      nie ma", jak kiedyś inny uczony wypowiedział się o żyrafie.
      Tymczasem ona istnieje i ma sie dobrze. Zaś, jak ogólnie
      wiadomo, gdyby trzmiel znał zasady aerodynamiki nigdy nie
      wzniósłby się w powietrze. Na szczęście syn i ja nie mieliśmy
      pojęcia o tym, że nauczenie się języka mówionego przez osobę
      głuchą jest niemożliwe.
      • mswid1 Re: Nauka. Język migowy 09.04.03, 17:13
        Gość portalu: Lena napisał(a):

        > Mój syn urodził się głuchy.

        Głuchy czy niedosłyszący?

        > Nie zna języka migowego, za to w
        > liceum uczy się angielskiego i niemieckiego. Jego "pierwszym"
        > językiem był i jest polski język mówiony. Nie robi błędów
        > gramatycznych, ma ogromny zasób słów, dużo czyta.

        To cudownie!

        > Gdybym czekała
        > z wprowadzeniem języka mówionego do czasu opanowania przez niego
        > pojęć w języku migowym (którego sama nigdy się nie uczyłam i
        > którego nie znam) nie wierzę, żeby doszedł do tego. Warunkiem
        > powodzenia w moim odczuciu było jak najwcześniejsze "zalanie" go
        > językiem mówionym, dźwiękami(właściwie to drganiami), na równi
        > tymi wydobywającymi się ze sprzętów domowych jak i mojego
        > własnego gardła.

        Teksty mówione jakoś musiały do niego docierać. A nie jesteś, Leno,
        statystyczną mamą.

        > Przykro mi czytać, kiedy uczony mówi, że to co
        > osiągnęliśmy jest niemozliwe, nie istnieje, "takiego zwierzęcia
        > nie ma", jak kiedyś inny uczony wypowiedział się o żyrafie.
        > Tymczasem ona istnieje i ma sie dobrze. Zaś, jak ogólnie
        > wiadomo, gdyby trzmiel znał zasady aerodynamiki nigdy nie
        > wzniósłby się w powietrze. Na szczęście syn i ja nie mieliśmy
        > pojęcia o tym, że nauczenie się języka mówionego przez osobę
        > głuchą jest niemożliwe.

        Gratuluję całej rodzinie. Ale rzeczywistość jest strasznie róąna od tego
        pięknego filmu...

        Marek
    • Gość: Agata Re: Nauka. Język migowy IP: *.chem.uw.edu.pl 04.04.03, 13:03

      Wywiad z profesorem Świdzińskim jest bardzo ciekawy, jednak są w
      nim tezy, z którymi po prostu nie mogę się zgodzić i których
      wygłaszanie wynika chyba z niezbyt dogłębnej znajomości
      środowiska. Ostatnio mam w ogóle wrażenie, że część specjalistów
      od niesłyszących przechodzi w drugą skrajność - jak kiedyś
      demonizowali język migowy, co poczyniło spore szkody w edukacji
      niesłyszących, tak teraz demonizują nauczanie języka polskiego,
      co może przynieść co najmniej równie duże szkody.

      Wiem, jak to wygląda w szkołach dla niesłyszących - dzieci uczą
      się w obcym dla siebie języku, zgoda. Widać, jakie są tego
      efekty. Ale te dzieci zostały zaniedbane o wiele wcześniej - w
      momencie, kiedy należało rozwijać ich umiejętności językowe.
      Szkoła niewiele może tu zrobić.

      Obawiam się teraz zupełnego "odpuszczenia sobie" przez
      specjalistów problemu nauczania mowy u małych dzieci - przecież i
      tak powinny migać.

      Mój szczególny sprzeciw wzbudziło parę wypowiedzi profesora,
      które niżej skomentuję:

      "Oraliści wciąż wierzą, że głuchy może przyswoić język foniczny
      jako pierwszy, rodzimy. A to jest absolutnie niemożliwe. "

      Mój przykład (a mam głęboki niedosłuch od 8 miesiąca życia), jak
      i przykład wielu moich znajomych, pokazuje coś zupełnie innego.
      Nauczenie niesłyszącego dziecka języka polskiego wymaga wysiłku
      ze strony rodziców, ale jest jak najbardziej możliwe. Może prof.
      Świdziński i inni specjaliści od niesłyszących nie zauważają
      takich ludzi jak ja, dlatego, że nie są oni uczniami szkół
      specjalnych i ich kontakt ze światem niesłyszących ogranicza się
      często do wizyt w poradni logopedycznej i audiologicznej. Ci
      ludzie kończą szkoły masowe i często (jak ja) studia.

      "Jak nauczyć osobę głuchą języka fonicznego? Czy każdy potrafi
      czytać z ruchu warg?
      -Proszę spróbować. Na przykład wyłączyć głos w telewizorze i
      domyślać się, co mówi spiker"

      Ten przykład jest akurat całkowicie chybiony. Małe dziecko uczy
      się czytania z ust z porównywalną łatwością, jak dziecko słyszące
      uczy się rozumieć ze słuchu. To dorośli, którzy stracili słuch,
      mają z tym duże kłopoty. Kwestia plastyczności mózgu.

      "Nasza surdopedagogika do dziś wierzy w coś, co z punktu widzenia
      językoznawcy jest absolutną bzdurą: że głuche niemowlę można
      nauczyć mowy rodziców. Nie da się głuchego wprowadzić w świat
      języka słyszących poprzez mowę. "

      Jak już napisałam - to jest tylko kolejny stereotyp. Da się. Nie
      tylko ja jestem tego przykładem.
      Swoją drogą, ciekawa jestem, co to jest ów "punkt widzenia
      językoznawcy".

      "Idealna sytuacja powinna wyglądać tak: najpierw głuchy uczy się
      Polskiego Języka Migowego, potem - pisanej formy polszczyzny
      fonicznej. A dopiero na końcu, jeśli tego chce, uczy się mówić po
      polsku. Mowa, jeśli już jest, jest metą, do której niejeden
      wykształcony głuchy nie dobiega. "

      Nic dziwnego, że nie dobiega, jeśli rozwój mowy zostanie
      zaniedbany w tym okresie, w którym człowiek powinien się jej
      uczyć, czyli w niemowlęctwie. Każdemu byłoby trudno nauczyć się
      mówić w wieku lat kilkunastu czy dwudziestu paru.

      Nie jestem przeciwniczką języka migowego (choć sama niemal go nie
      znam). Tylko że całkowite odejście od metody oralnej to jest
      wylewanie dziecka z kąpielą. Idealna sytuacja wyglądałaby moim
      zdaniem tak, że dziecko uczy się _równocześnie_ mowy od rodziców
      i języka migowego od rówieśników - _razem_ z rodzicami, jeśli oni
      są słyszący, a chyba najczęściej są? Mniejszości językowe, dobrze
      zintegrowane ze społeczeństwem, są wszak dwujęzyczne.

      Jest jeszcze jedna sprawa. Ograniczenie dziecka do języka
      migowego jest ograniczeniem jego kontaktów ze środowiskiem. Gdyby
      mnie uczono metodą migową, w mojej rodzinie mogłabym porozumieć
      się z rodzicami i siostrą (bo oni by się nauczyli migać razem ze
      mną), trochę pewnie z dziadkami, bo sporo czasu z nimi spędzałam,
      paru znaków nauczyłby się pewnie mój brat cioteczny. A reszta
      rodziny, których widuję raz na kilka miesięcy albo lat? Byłabym
      dla nich zupełnie obca, a oni dla mnie. Panie w szkole i koledzy
      w internacie nie powinni zastępować rodziny.
      • Gość: an Re: Nauka. Język migowy IP: *.gazeta.pl 06.04.03, 14:18
        Pierwsze slysze, zeby male gluche od urodzenia (bo o takich tu mowa) dziecko nauczylo sie jezyka z ruchu warg!!! Kto to wymyslil?
        Skad na Boga nowowrodek ma wiedziec, ze to akurat ruch warg oznacza jakis jezyk a nie na przyklad strzyzenie ochem, czy
        mruganie okiem? Co za glupota?!
        No i czego z tego ruchu warg ma sie dowiedziec? Jak sie wymawia jakies gloski? Czy jezyk podnosi sie dopodniebieniaz przodu czy z
        tylu, czy to gloska dzwieczna czy bezdzwieczna? Czy zwarta czy wybuchowa, czy trezba ja mowic przez noas, by brzmiala jak "m"
        czy przez usta, by wyszlo "b"? Wedlug jakich regul (gramatyki) zestawiane sa slowa? Mozg ma spora plastycznosc, to prawda, ale
        musi jakos dotsac jezyk, ze wszytskimi jego regulami, by moc stworzyc sobie jego "obraz", by wyodrebnic rzadzace nim reguly. A co
        dostaje, widzac tylko wykrzywiane w rozny sposob usta? To samo, co widzac rozne miny. Z pewnoscia nie jezyk. Prosze sobie
        wlozyc w uszy stopery i poprosic jakiego obcokrajowca, by sprobowal cie nauczyckilku slow w jego jezyku. A potem jeszce, by w
        jakis tajemniczy sposob na migi wytlumczyl, co znacza takie slowa jak "sprawiedliwosc", "wiernosc", "patriotyzm". Zycze
        powodzenia.
      • Gość: Lucyna Re: Nauka. Język migowy IP: *.solutions.net.pl 08.04.03, 23:53
        > Mój przykład (a mam głęboki niedosłuch od 8 miesiąca życia), jak
        > i przykład wielu moich znajomych, pokazuje coś zupełnie innego.
        > Nauczenie niesłyszącego dziecka języka polskiego wymaga wysiłku
        > ze strony rodziców, ale jest jak najbardziej możliwe. Może prof.
        > Świdziński i inni specjaliści od niesłyszących nie zauważają
        > takich ludzi jak ja, dlatego, że nie są oni uczniami szkół
        > specjalnych i ich kontakt ze światem niesłyszących ogranicza się
        > często do wizyt w poradni logopedycznej i audiologicznej. Ci
        > ludzie kończą szkoły masowe i często (jak ja) studia.

        Prof. Świdziński interesuje się osobami głuchymi od urodzenia, co wyraźnie
        podkreślił w wywiadzie. Powiedział też, że pytania pani redaktor nie dotyczą
        osób niedosłyszących i późnoogłuchłych. Oczywiście, są osoby głuche od
        urodzenia, które tak jak Ty znają język polski, kończą studia i nie znają
        języka migowego. Nie każdy jednak ma takich rodziców jak Ty, którzy w taki
        sposób wpływają na rozwój dziecka, że wcześnie uczy się ono czytać i pisać, co
        z kolei pozwala na szybszą i łatwiejszą naukę mowy i przyswajanie języka w
        ogóle.
        Zapewniam Cię, że gros rodziców dzieci głuchych pochodzi z rodzin robotniczych
        i chłopskich. Często są to rodziny wielodzietne i zamieszkałe w małych wsiach.
        Takie sytuacje powodują, że rodzice nie są w stanie poświęcać dziecku
        odpowiedniej ilości czasu i nie mają czasu albo możliwości jeździć do miast na
        rehabilitację dziecka. Może brzmi to banalnie, ale taka jest rzeczywistość.
        Obok wielu osób podobnych do Ciebie, którzy mieli szczęście mieć rodziców, dla
        których sensem życia było przekazanie Ci ich języka, uczynienie Cię "na ich
        podobieństwo", jest cała rzesza osób głuchych, którzy takiego szczęścia nie
        mieli. I tak naprawdę nie jest tak ważny tu ubytek słuchu i czas jego utraty -
        bywają dzieci z umiarkowanym niedosłuchem, które do 6 r.ż. nie mówią, gdyż po
        prostu są tak bardzo zaniedbane wychowawczo i środowiskowo.

        > Ten przykład jest akurat całkowicie chybiony. Małe dziecko uczy
        > się czytania z ust z porównywalną łatwością, jak dziecko słyszące
        > uczy się rozumieć ze słuchu. To dorośli, którzy stracili słuch,
        > mają z tym duże kłopoty. Kwestia plastyczności mózgu.

        Gdyby było tak prosto, jak piszesz, nie było by problemu dzieci głuchych.
        Jestem osobą całkowicie głuchą, do 12. r.ż. (nie wiadomo, czy od urodzenia,
        czy od 2 r.ż.) miałam znaczny niedosłuch. Znam doskonale język polski, a mimo
        to mam spore problemy z odczytywaniem z ust. W zasadzie potrafię odczytać z
        ust, co mówi osoba, którą bardzo dobrze znam, albo która ma wyrazisty sposób
        mówienia. Z ust większości obcych osób nie jestem w stanie czytać, albo mogę
        czytać przez krótki czas, gdyż jest to czynność bardzo męcząca. Ty korzystasz
        z aparatów słuchowych, może nie wszystko słyszysz, ale to, co słyszysz, pomaga
        Ci w odczytywaniu z ust. Nie wszystkim głuchym aparaty pomagają.

        > Jak już napisałam - to jest tylko kolejny stereotyp. Da się. Nie
        > tylko ja jestem tego przykładem.
        > Swoją drogą, ciekawa jestem, co to jest ów "punkt widzenia
        > językoznawcy".

        Językoznawcę interesuje mechanizm przyswajania języka jako narzędzia
        komunikacji, a nie nauka wymowy. Wiadomo, że można nauczyć dziecko głuche
        artykulacji głosek, a dalej czytać i mówić. Ale umiejętność wypowiadania
        głosek nie równa się umiejętności komunikowania się. Osoby niesłyszące,
        komunikujące się w mowie ustnej, zawsze napotykają pewne zakłócenia w
        komnunikacji, osoby, które migają, nie napotykają tych zakłóceń.
        >
        > Nic dziwnego, że nie dobiega, jeśli rozwój mowy zostanie
        > zaniedbany w tym okresie, w którym człowiek powinien się jej
        > uczyć, czyli w niemowlęctwie. Każdemu byłoby trudno nauczyć się
        > mówić w wieku lat kilkunastu czy dwudziestu paru.

        Człowiek, który nic nie słyszy, może nauczyć się mowy z wielkim mozołem, ale
        proszę pamiętać, że dopóki nie nauczy się czytać i pisać, dopóty będzie miał
        niedostateczny kontakt z kontekstami języka. Rotacja kontekstów jest jednym z
        warunków pełnego opanowania języka. Tę rotację zapewnia jedynie komunikacja
        bez zakłóceń.

        > Nie jestem przeciwniczką języka migowego (choć sama niemal go nie
        > znam). Tylko że całkowite odejście od metody oralnej to jest
        > wylewanie dziecka z kąpielą. Idealna sytuacja wyglądałaby moim
        > zdaniem tak, że dziecko uczy się _równocześnie_ mowy od rodziców
        > i języka migowego od rówieśników - _razem_ z rodzicami, jeśli oni
        > są słyszący, a chyba najczęściej są? Mniejszości językowe, dobrze
        > zintegrowane ze społeczeństwem, są wszak dwujęzyczne.

        Dziecko głuche może się nauczyć mowy od rodziców, jeśli oni są w stanie jej go
        nauczyć. Najczęściej nie są stanie, nawet jeśli mają dobre chęci. Jeśli
        dziecko ma ubytek słuchu ponad 110-120 dB, to i aparaty nie pomogą mu w
        przyswojeniu mowy od rodziców.

        > > Jest jeszcze jedna sprawa. Ograniczenie dziecka do języka
        > migowego jest ograniczeniem jego kontaktów ze środowiskiem. Gdyby
        > mnie uczono metodą migową, w mojej rodzinie mogłabym porozumieć
        > się z rodzicami i siostrą (bo oni by się nauczyli migać razem ze
        > mną), trochę pewnie z dziadkami, bo sporo czasu z nimi spędzałam,
        > paru znaków nauczyłby się pewnie mój brat cioteczny. A reszta
        > rodziny, których widuję raz na kilka miesięcy albo lat? Byłabym
        > dla nich zupełnie obca, a oni dla mnie. Panie w szkole i koledzy
        > w internacie nie powinni zastępować rodziny.

        Ja miałam wiele słyszących koleżanek, z którymi porozumiewałam się głównie na
        piśmie. Nadal mimo całkowitej głuchoty poznaję nawiązuję wiele przyjaźni ze
        słyszącymi osobami. Pomaga mi pismo, tłumacze j. migowego i ich oraz moja
        zwykła chęć wyjścia naprzeciw drugiej osobie.

        Lucyna
      • Gość: mswid1 Re: Nauka. Język migowy IP: 193.0.75.* 09.04.03, 18:02
        Gość portalu: Agata napisał(a):

        > tak teraz demonizują nauczanie języka polskiego,
        > co może przynieść co najmniej równie duże szkody.

        Polski - niezbedny gluchemu, bo to jezyk wiekszosci. Nikt tego nie kwestionuje.

        > Wiem, jak to wygląda w szkołach dla niesłyszących - dzieci uczą
        > się w obcym dla siebie języku, zgoda. Widać, jakie są tego
        > efekty. Ale te dzieci zostały zaniedbane o wiele wcześniej - w
        > momencie, kiedy należało rozwijać ich umiejętności językowe.
        > Szkoła niewiele może tu zrobić.

        Szkola MUSI, ale tego nie robi (prawie). Rodzice MOGA, ale nie robią. Nie chcą
        migać. Nie chcą kontaktów z innymi głuchymi. Wstydzą się, że jak dziecko
        wyjdzie na ulicę i zacznie migać, to wszyscy będa wiedzieć. Chcą, żeby Pąństwo
        sposodowało, ze dzicko będzie mówić. Bo to ich naprawdę boli, ze ono nie mówi.


        > Obawiam się teraz zupełnego "odpuszczenia sobie" przez
        > specjalistów problemu nauczania mowy u małych dzieci - przecież i
        > tak powinny migać.

        Jedno drugiemu nie przeszkadza. Ale nie ma tak, że polski mówiony jest ZAMIAST.

        > Mój szczególny sprzeciw wzbudziło parę wypowiedzi profesora,
        > które niżej skomentuję:
        >
        > "Oraliści wciąż wierzą, że głuchy może przyswoić język foniczny
        > jako pierwszy, rodzimy. A to jest absolutnie niemożliwe. "
        >
        > Mój przykład (a mam głęboki niedosłuch od 8 miesiąca życia), jak
        > i przykład wielu moich znajomych, pokazuje coś zupełnie innego.

        Co innego Głuchy (którym nie jesteś), co innego niedosłyszacy. Wywiad był o
        Głuchych.

        > Nauczenie niesłyszącego dziecka języka polskiego wymaga wysiłku
        > ze strony rodziców, ale jest jak najbardziej możliwe.

        Fakt, ale gdzie są tacy rodzice?

        > "Jak nauczyć osobę głuchą języka fonicznego? Czy każdy potrafi
        > czytać z ruchu warg?
        > -Proszę spróbować. Na przykład wyłączyć głos w telewizorze i
        > domyślać się, co mówi spiker"
        >
        > Ten przykład jest akurat całkowicie chybiony. Małe dziecko uczy
        > się czytania z ust z porównywalną łatwością, jak dziecko słyszące
        > uczy się rozumieć ze słuchu.

        Nieprawda!

        > To dorośli, którzy stracili słuch,
        > mają z tym duże kłopoty.

        Ci akurat sobie poradzą. Znam kilkoro ogłuchłych i niedosłyszących, którzy
        pomagają sobie czytaniem z ust. Znam JEDNĄ Głucha, która to umie - ale to
        dziewczyna genialna (włada 10 językami!). To wyjątek potwierdzający regułę.

        > "Nasza surdopedagogika do dziś wierzy w coś, co z punktu widzenia
        > językoznawcy jest absolutną bzdurą: że głuche niemowlę można
        > nauczyć mowy rodziców. Nie da się głuchego wprowadzić w świat
        > języka słyszących poprzez mowę. "
        >
        > Jak już napisałam - to jest tylko kolejny stereotyp. Da się. Nie
        > tylko ja jestem tego przykładem.

        Nie da się, Agato: Ty jesteś niedosłysząca i się nie liczysz!

        > "Idealna sytuacja powinna wyglądać tak: najpierw głuchy uczy się
        > Polskiego Języka Migowego, potem - pisanej formy polszczyzny
        > fonicznej. A dopiero na końcu, jeśli tego chce, uczy się mówić po
        > polsku. Mowa, jeśli już jest, jest metą, do której niejeden
        > wykształcony głuchy nie dobiega. "

        Tak robią Szwedzi od 1980. I głuchy szwed zna 3 języki: Szwedzki Migowy,
        szwedzki pisany i - byż może - szwedzki mówiony.
        > Nie jestem przeciwniczką języka migowego (choć sama niemal go nie
        > znam). Tylko że całkowite odejście od metody oralnej to jest
        > wylewanie dziecka z kąpielą.

        Zgoda.
        > Mniejszości językowe, dobrze
        > zintegrowane ze społeczeństwem, są wszak dwujęzyczne.

        I oto właśnie nam chodzi.

        > Jest jeszcze jedna sprawa. Ograniczenie dziecka do języka
        > migowego jest ograniczeniem jego kontaktów ze środowiskiem.

        Nieznajomość miowego sprawia, że z Głuchymi się nie porozumiesz.

        Pozdrawiam.
    • Gość: Emska Szkoła normalna dla słabosłyszących IP: *.bsk.vectranet.pl / *.gazeta.pl 04.04.03, 18:32
      Jestem osobą słabosłyszącą, uczę sie w normalnej szkole W LO.
      Nauczyciele nieznający problemy dzieci niedosłyszących i
      słabosłyszących, stwarza dzieciom to wiele trudu. Np. Mówi, że
      jutro będzie klasówka danego przedmiotu. Niekoniecznie, że
      dziecko to usłyszy. Wolałabym, żeby nauczyciele powtórzili
      indywidualnie do osobą niepełnosprawną, to byłoby świetnie. W
      przeciwnym razie, dziecko przychodzi do szkoły nieprzygotowane i
      niewiedziane. Chciałabym, żeby nauczyciele przed podjęciem
      pracy, najpierw poznali zasady postępowania z dziećmi
      niepełnosprawnymi. Chociaż, nie widzę, żeby ludzie, chcieli to
      uczyć.
      PS. Przepraszam za błędy pisownie, ale mam rodzinę głuchą.
      Oni też mają błędy. Pozdrówka.
    • Gość: brunkala7 Re: Nauka. Język migowy IP: *.lubin.dialog.net.pl 06.04.03, 13:24
      Dziękuję za wszystkie głosy potwierdzające,że praca nad
      kształceniem i rozwijaniem mowy u dzieci z upośledzonym
      słuchem ma sens - jestem początkującym surdologopedą.
      Wiem jednak, że znajomość języka migowego może okazać się
      niezwykle ważna dla osób niesłyszących i ich rodzin;
      myślę m.in. o budowaniu poczucia przynależności do grupy
      lub niepowodzeniach w terapii "oralnej" (uwarunkowanych
      wieloczynnikowo).
      Migający niesłyszący zasługują na tłumaczy np. w urzędach;
      rodzice dzieci mówiących - na pomniki.
      Bywa, niestety, też tak, że język migowy odbierany jest jako
      zło konieczne lub życiowa klęska (stygmat, upośledzenie).
      Autorka artykułu powinna dotrzeć teraz do innego naukowca
      (ale praktyka), który przedstawi odmienne poglądy i wnioski.
    • Gość: ana Re: Nauka. Język migowy IP: *.gazeta.pl 06.04.03, 14:07
      Z tego, co wiem, Helen Keller niegdy nie nauczyla sie mowic w jezyku fonicznym. Tak jak bardzo niewielu GLUCHYCH OD
      URODZENIA ,bo to wlasnie o nich jest ten wywiad, a nie o ogluchlych czy niedoslyszacych , albo nawet, takich, ktorzy stracili sluch w
      wieku 8 miesiecy, jest w stanie nauczyc sie MOWIC. Nie jezyka (czy nawet kilku jezykow), ale mowic.
      • Gość: Lucyna Re: Nauka. Język migowy IP: *.solutions.net.pl 09.04.03, 00:01
        > Z tego, co wiem, Helen Keller niegdy nie nauczyla sie mowic w jezyku
        fonicznym.
        > Tak jak bardzo niewielu GLUCHYCH OD
        > URODZENIA ,bo to wlasnie o nich jest ten wywiad, a nie o ogluchlych czy
        niedosl
        > yszacych , albo nawet, takich, ktorzy stracili sluch w
        > wieku 8 miesiecy, jest w stanie nauczyc sie MOWIC. Nie jezyka (czy nawet
        kilku
        > jezykow), ale mowic.

        Helen Keller straciła wzrok i słuch w okresie prelingwalnym. Najpierw nauczyła
        się kontaktować z ludźmi za pomocą alfabetu palcowego, następnie alfabetu
        Braille'a (pismo w języku angielskim), a od ok 11 r.ż. uczyła się mowy ustnej.
        Opanowała kilka języków na poziomie literackim, ale nie dzięki temu, że mówiła
        (bo mówiła, choć niewyraźnie), ale dzięki temu, że poświęcała bardzo wiele
        czasu na czytanie dobrej literatury. Gdyby nie jej nauczycielka Anna Sullivan,
        Helen skończyłaby w zakładzie dla głęboko upośledzonych umysłowo.

        Lucyna
    • Gość: ewa Re: Nauka. Język migowy IP: *.gazeta.pl 06.04.03, 14:24
      Lucek, Chyba nie twierdzisz, ze Helen Keller MOWILA w jezyku foniczym? Poza tym ona nie byla glucha od urodzenia. Ogluchla jako
      male dziecko.Nikt nie odbiera gluchym zdolnosci nauczenia sie jezyka czy nawet pieciu. Ale ilu gluchych od urodzenia bedzie nimi
      plynnie MOWIC? A Ty od kiedy nieslyszysz? I gdzie uczyles sie mowic? W polskiej szkole? Od polskich surdopedagogow czy
      logopedow (jeszcze jedno:logopeda ma POPRAWIAC mowe) jak 99 proc. polskich gluchych?
      Bo zdaje sie n ie przeczytales zbyt dokladnie tego wywiadu. Tu mowa o gluchych OD URODZENIA, a nie ogluchlych, niedoslyszacych
      czy slabo slyszacych.
      • Gość: Lucek Re: Nauka. Język migowy IP: *.elartnet.pl 06.04.03, 19:01
        Helen Keller mówiła w języku fonicznym. Nie wiem, kiedy
        ogłuchła, ale samo to, że nauczyła się mówić w kilku językach
        pomimo tego, że była głucha i ślepa (brak możliwości czytania z
        ruchu warg), pokazuje, że to jest możliwe.

        Ja nie słyszę od urodzenia. Urodziłem się z wadą wrodzoną. Mimo
        to jednak mówię. Mówić uczyła mnie mama. Była bardzo uparta i
        wiele wysiłku włożyła w to,żebym umiał mówić. Wadę słuchu
        odkryto u mnie w 9 miesiącu życia - w tym momencie dano mi
        aparat słuchowy i rozpoczęto rehabilitację. Moim zdaniem
        wszystko zależy od konsekwencji i wytrwałości rodziców. Znam
        kilka osób, które nie słyszą od urodzenia i mimo to mówią.
        Logopedzi i surdologopedzi owszem, pomagają, ale od rodziców
        wszystko zależy.

        Pozdrawiam,
        Lucek
        • Gość: Robert Re: Nauka. Język migowy IP: 137.187.162.* 07.04.03, 03:30
          Lucek,
          A jednak miales kontakt z mowa. Umozliwial Ci to aparat
          sluchowy. Wiec nie mozesz krytykowac tezy, ze osoba calkowicie
          nie slyszaca moze sie nauczyc mowy.
          • Gość: brunkala7 Re: Nauka. Język migowy IP: *.lubin.dialog.net.pl 07.04.03, 13:13
            Gość portalu: Robert napisał(a):

            > Lucek,
            > A jednak miales kontakt z mowa. Umozliwial Ci to aparat
            > sluchowy. Wiec nie mozesz krytykowac tezy, ze osoba calkowicie
            > nie slyszaca moze sie nauczyc mowy.
            Wczesna diagnoza i natychmiastowe niemal aparatowanie
            to podstawowe warunki osiągnięcia jakichkolwiek efektów
            usprawniania słuchu. Aparat nie jest cudownym środkiem;
            dziecko mozolnie uczy się słuchać i słyszeć.
          • Gość: Lucek Re: Nauka. Język migowy IP: *.elartnet.pl 07.04.03, 14:17
            Ale głusi również mogą korzystać z tych aparatów i implantów ślimakowych. Co
            stoi na przeszkodzie?

            Pozdrawiam,
            Lucek
            • Gość: Lucyna Re: Nauka. Język migowy IP: *.solutions.net.pl 09.04.03, 00:12
              Gość portalu: Lucek napisał(a):

              > Ale głusi również mogą korzystać z tych aparatów i implantów ślimakowych. Co
              > stoi na przeszkodzie?

              Za głęboki ubytek słuchu przyjęło się uważać powyżej 90 dB, choć mowy nie
              słychać już powyżej 70-80 dB. Przy głębokim ubytku słuchu, zwłaszcza powyżej
              110 dB, aparaty w żadnym razie nie pozwalają na "normalne słyszenie" dźwięków
              mowy, a wiadomo jest, że dźwięki mowy nie są tonami "czystymi", lecz ich
              paramtery są o wiele bardziej skomplikowane. Subtelne dźwięki mowy może
              uchwycić takimi jakie są tylko zdrowe uszy.
              Ponadto, ktoś, kto nigdy nie słyszał (nawet przez aparat słuchowy) do 3 r.ż.
              ten miałby problemy z naturalnym przyswojeniem sobie mowy nawet gdyby w tym
              okresie życia w cudowny sposób zyskał możliwość normalnego słyszenia. Gdy we
              wczesnym dzieciństwie wykształcają się w mózgu odpowiednie połączenia
              neuronalne, które odpowiadają za postrzeganie rzeczywistości. Gdybym ja np.
              zaczęła od dzisiaj słyszeć, też miałabym ogromny problem z nauką rozróżniania
              dźwięków mowy - mój mózg nauczył się słyszeć oczami.
              Jest ponadto wiele osób niedosłyszących i niedosłyszących, którym po prostu
              aparaty słuchowe i implanty nie tyle pomagają, co przeszkadzają. Jeśli ktoś
              jest "głuchy" i "świetnie słyszy" przez aparat, to jeszcze nie powód, by
              uogólniać, że każdy głuchy też tak może. Świat jest o wiele bardziej
              skomplikowany niż nam się wydaje.
              Lucyna
    • greg_l Re: Nauka. Język migowy 07.04.03, 23:52
      Zgadzam z Panem ja też jestem głuchy od urodzenia i mówię
      jak słyszący i na dodatek nie znam żadnego języka
      migowego i miganego. To mi bardzo ułatwia kontakty z
      różnymi ludźmi aniżeli Ci którzy tylko migają - w
      sklepach, na ulicy i w pracy. Jeśli to możliwe to pomoże
      znaleźć pracę. Niestety to prawda. Nie wszyscy słyszący
      znają język migowy/migany.

      Pozdrawiam wszystkim
      Greg_L
      • Gość: mswid1 Re: Nauka. Język migowy IP: 193.0.75.* 09.04.03, 17:47
        greg_l napisał:

        A jak słyszysz? Jak się porozumiewasz z głuchymi?

        Marek
      • Gość: mswid1 Re: Nauka. Język migowy IP: 193.0.75.* 09.04.03, 17:48
        greg_l napisał:

        A jak słyszysz? Jak się porozumiewasz z głuchymi?

        Marek
    • lib Re: Nauka. Język migowy 08.04.03, 10:47
      Czytam te dyskusje i oczom nie wierze. Obawiam sie, ze
      niektorzy z Was nie zrozumieli o czym jest artykuł. A jest
      to wyjasnione na samym jego poczatku. Przywolywanie w jego
      kontekscie przypadku Helen Keller jest tak absurdalne, ze
      nawet nie znajduje porownania. Keller, jak juz ktos tu
      napisal, nie byla slepa i glucha od urodzenia. A zeby
      nauczyc sie mowic, trzeba miec choc IDEE tego, czym jest
      mowienie, slyszenie i komunikowanie sie przy ich pomocy.
      Keller te idee miala, bo kiedys slyszala. Wystarczylo
      wymyslic sposob jak sie z nia skontaktowac. Owszem,
      nauczyla sie mowic przy pomocy dzwiekow, ale bardzo trudno
      bylo ja zrozumiec. Moze ktos ma pomysl, w jaki sposob
      odbierala wypowiedzi innych osob w jezyku fonicznym?
      Komunikowala sie raczej przy pomocy dotyku, czyli zmyslu,
      ktory posiadala. Nie mozna sie komunikowac uzywajac
      zmyslow, ktorych sie nie ma i nigdy nie mialo.

      Agato, piszesz, ze sama jestes przykladem na to, ze gluchy
      moze nauczyc sie mowic. Ale piszesz tez, ze masz gleboki
      niedosłuch, a wiec nie jestes glucha i to nie o takich jak
      Ty jest ten artykul.

      Piszesz tez <<Nic dziwnego, że nie dobiega, jeśli rozwój
      mowy zostanie zaniedbany w tym okresie, w którym człowiek
      powinien się jej uczyć, czyli w niemowlęctwie. Każdemu
      byłoby trudno nauczyć się mówić w wieku lat kilkunastu czy
      dwudziestu paru.>>
      To swieta prawda, ale w odniesieniu do slyszacych, chocby
      slabo. W odniesieniu do calkowicie gluchych od urodzenia
      jest to absurd. To tak, jakbys twierdziala, ze ktos jes
      niewidomy, bo w okresie kiedy czlowiek uczy sie widziec (a
      czlowiek uczy sie widziec) rodzice go zaniedbali.
      Oczywiscie przyznaje, nie jest to calkiem czysta analogia.
      Mowa o zaniedbaniu moze byc wtedy, kiedy dziecko widzi lub
      slyszy w jakims stopniu a rodzicom nie chce sie zajac
      problemem. Wtedy w wieku kilkunastu lat rzeczywiscie
      sprawa staje sie prawie niemozliwa lub niemozliwa do
      naprawienia.

      Proponuje przeczytac jeszcze raz to co napisala An i
      sprobowac sobie odpowiedziec na zadane przez Nia pytania.

      Brunkalo, napisalas <<Dziękuję za wszystkie głosy
      potwierdzające,że praca nad kształceniem i rozwijaniem
      mowy u dzieci z upośledzonym słuchem ma sens>>. Oczywiscie
      ze ta praca ma sens, ale wlasnie u dzieci z upośledzonym
      słuchem, nie u gluchych od urodzenia.

      Lucek piszesz tak <<w tym momencie dano mi aparat słuchowy
      i rozpoczęto rehabilitację.>> Aparat sluchowy ma za
      zadanie wzmacnianie sygnalu dzwiekowego, a wiec jego
      uzywanie ma sens u osob, ktore sa w stanie, chocby w
      minimalnym stopniu, taki sygnal odebrac. Rehabilitacja
      pomaga tym, u ktorych jest co rehabilitowac. A wiec nie
      osobom calkowicie gluchym.
      <<Ale głusi również mogą korzystać z tych aparatów i
      implantów ślimakowych. Co stoi na przeszkodzie?>>
      Na przeszkodzie stoi oczywiscie gluchota. Na temat
      aparatow wymadrzylam sie wyzej, natomiast implant
      slimakowy jest dla tych, ktorzy maja taki rodzaj
      uszkodzenia sluchu, ze implant jest w stanie przejac
      funkcje zablokowane przez uszkodzenie. Nie pomoze osobom,
      ktore maja np. przerwany nerw sluchowy.

      Pozostaja dwa przypadki, ktorych wyjasnic nie umiem:
      Leno, w jaki sposób zalalas swego syna jezykiem mowionym?
      Greg, jestes calkowicie gluchy czy tylko niedoslyszysz?

      Przychodzi mi do glowy jeszcze taka analogia. Ktos moze
      powiedziec: bylam bezplodna, ale udalo mi sie zajsc w
      ciaze i urodzic dziecko. Jest to oczywista bzdura. Jesli
      udalo sie komus zajsc w ciaze, to znaczy, ze nie byl
      bezplodny. Mial po prostu problemy z plodnoscia, a takie
      problemy daje sie wyleczyc (lub nie daje), ale nie byl
      bezplodny.

      Wypowiedzi niektorych z Was swiadcza o niezrozumieniu tego
      czym jest jezyk, slyszenie, komunikowanie sie i gluchota.
      To nie miejsce na wyklad z jezykoznawstwa czy
      funkcjonowania zmyslow, ale polecam ksiazke Olivera Sacksa
      <<Zobaczyc glos>>. Artykul w gazecie byl moze zbyt malo
      wyczerpujacy, choc wydaje mi sie, ze jasno w nim
      zaznaczono o czym i o kim jest. Pozdrawiam Was wszystkich.
      lib
      • Gość: brunkala7 Re: Nauka. Język migowy IP: *.lubin.dialog.net.pl 08.04.03, 14:12
        Rzeczowo brzmią uwagi lib, ale do szczegółowej analizy
        poszczególnych przypadków brakuje wielu danych (np. kiedy nastąpiło
        uszkodzenie słuchu, jaki ma charakter, kiedy podjęto rehabilitację,
        jakie korzyści płyną z aparatów, na ile w pracę terapeutyczną
        angażują się najbliżsi i, co ważne ogromnie, samo dziecko itd. itp.).
        Zagadnienie głuchoty (myślę o upośledzeniu słuchu w różnym stopniu)
        w aspekcie językoznawczo - logopedyczno - pedagogicznym jest niezwykle
        trudne dla praktyków i teoretyków(wielu przyznaje, że najtrudniejsze).
        Najciekawsze byłyby dla mnie relacje osób z uszkodzonym słuchem nt. przebiegu
        "nauki mówienia".
        Oczywiste jest, że małe dziecko nie uczy się odczytywania mowy z ust.
        Tą techniką z powodzeniem wspomagają się osoby ogłuchłe, u których
        mowa "zdążyła" rozwinąć się całkowicie lub w znacznym stopniu.
        Pozdrawiam.
        • Gość: rob Może ktoś napisze, jak się uczył mówić? IP: *.edipresse.pl 08.04.03, 14:53

          • Gość: Gluchy Migowy - gorszy? IP: *.gazeta.pl 08.04.03, 23:12
            Z tego co czytam, mam wrazenie, ze wielu - nawet gluchych uwaza, ze uzywanie jezyka migowego
            uwlacza ich godnosci. Czy nie byloby to przynanie sie do kalectwa? Lepiej jest udawac, "ze wszytsko w
            porzadku". Mowimy normalnie i mozemy udawac, ze slyszymy, tak?
            I tak jestescie gorsi!
            A najgorsze ze wszytskiego, ze tak mysli 90 proc. nauczycieli dla gluchych (niemal 100 proc. to slyszacy).
            Cala swoja energie skupia oni czesto na tym, by nam udowodnic, ze nic z nas juz nie bedzie. a z ich
            strony propozycja nauczenia sie migowego to po prostu obelga. "A co ja mam migac jak jakis
            szympans?...To wy uczcie sie mowic jak ludzie!"
            Pewnie, pewnie - utwierdzajmy jeszcze wszytskich w przekonaniu, ze mowienie ponad wszytsko, bo jak
            nie to jestes zero. najgorsze to, ze pisza to sami glusi.
            • Gość: mswid1 Re: Migowy - gorszy? IP: 193.0.75.* 09.04.03, 17:54
              Gość portalu: Gluchy napisał(a):

              > Z tego co czytam, mam wrazenie, ze wielu - nawet gluchych uwaza, ze uzywanie
              je
              > zyka migowego
              > uwlacza ich godnosci.

              Tak jest rzeczywiście! A przecież język migowy to rodzimy język Głuchego!

              > Czy nie byloby to przynanie sie do kalectwa? Lepiej jest
              > udawac, "ze wszytsko w
              > porzadku".

              Głuchy to nie kaleka, tylko człowiek mający inny język. Czy Litwin mieszkający
              w Polsce to kaleka? On tylko mówi inaczej.

              > A najgorsze ze wszytskiego, ze tak mysli 90 proc. nauczycieli dla gluchych
              (nie
              > mal 100 proc. to slyszacy).

              W Szwecji, Anglii, Ameryce myśli się inaczej.

              > Pewnie, pewnie - utwierdzajmy jeszcze wszytskich w przekonaniu, ze mowienie
              pon
              > ad wszytsko, bo jak
              > nie to jestes zero. najgorsze to, ze pisza to sami glusi.

              Na szczęście są i tacy Głuci jak Ty! Serdecznie Cię pozdrawiam.

              Marek
      • Gość: Lena Re: Nauka. Język migowy IP: 217.8.164.* 09.04.03, 17:42
        Zalałam go w taki sposób, że wciąż do niego mówiłam. Nie obchodziło mnie to, że
        mnie nie słyszy, nie rozumie. W końcu, czy matka słyszącego niemowlęcia
        popiskując głupkowato "a czyja to nóżka, czyja" zadaje sobie pytanie, czy to
        dziecko ją rozumie? Oczywiście, że nie rozumie, ale uczy się kojarzyć dźwięki,
        układ ust, uśmiech z przesłaniem: uczy się rozumieć. Mój syn odbierał to samo,
        bez dźwięku. Potam aparat dał mu "poczucie " dźwięku, nie przywrócił mu
        przecież słuchu, ma 110 dB niedosłuchu. Czy to jest niedosłuch? Czy dlatego, że
        ma resztki słuchowe nad których rozwinięciem pracowałam ciężko przez lata można
        powiedzieć - on nie jest głuchy, przecież coś tam słyszy? Nie słuch decyduje
        tak naprawdę o byciu głuchym ale rozumienie lub jego brak. Rozumienie pojęć,
        nie tylko dźwięków. Gadając tak do niego i gadając do bólu gardła nauczyłam go
        po prostu, że te ruchy warg coś mają znaczyć, po coś to robię u licha, a oprócz
        tego wydaję z siebie jakieś drgania, drga moje gardło, nos, czaszka, klatka
        piersiowa... Nie ma co się rozpisywać, nie chcę zanudzać, po prostu zalanie
        głuchego dźwiękami JEST MOŻLIWE, i to właśnie zrobiłam...
        • Gość: mswid1 Re: Nauka. Język migowy IP: 193.0.75.* 09.04.03, 17:56
          Gość portalu: Lena napisał(a):

          > Nie ma co się rozpisywać, nie chcę zanudzać, po prostu zalanie
          > głuchego dźwiękami JEST MOŻLIWE, i to właśnie zrobiłam...

          Są takie genialne mamy, przed którymi chylę czoła!

          I najcieplej pozdrawiam.

          Marek
    • Gość: maHo Re: Nauka. Język migowy IP: tereska:* / localhost 09.04.03, 03:43
      Gość portalu: Lucek napisał(a):
      > Głusi nie mogą się nauczyć języka mówionego?! Większej bzdury
      > nie słyszałem. Sam jestem głuchy i mówię płynnie po polsku.
      [ciach]
      wydaje mi się że autor artykułu nie miał na myśli że niesłyszący
      nie może nauczyć się języka mówionego, ale że nie nauczy się go
      sam z siebie, tak jak się uczy dziecko słyszące.

      a co do rozwoju intelektualnego i zasobu słownictwa, to święta racja.

      miałem okazję leżeć na jednej sali w szpitalu z głuchoniemym
      chłopcem. ogromnie sympatyczny chłopak, miły, inteligentny.
      jego mama porozumiewała się z nim albo poprzez pisanie na
      kartkach, albo poprzez czytanie z ruchu warg. tylko jakim ona się
      językiem porozumiewała to aż zgroza brała.
      to było coś w stylu "chcesz-lampa-tak?" zamiast "zgasić ci
      lampę?". pomyślałem sobie że gdyby nie to że on dość dużo czytał,
      to z takim zasobem słownictwa nie miałby szansy się rozwijać
      intelektualnie nawet na bardzo podstawowym poziomie.
      • Gość: robert Re: Nauka. Język migowy IP: *.edipresse.pl 09.04.03, 12:38
        Bardzo czesto rodzice wola myslec, ze ich dzieci mowia, bo
        to ich samych nie stygmatyzuje. A tak kalectwo dziecka
        przeklada sie w jakis sposob tez na nich. Chocby te dzieci
        mialy mowic na zasadzie papugi powtarzajac tylko
        pojedyncze slowa. Natomiast pozwolenie im na nauke
        migowego jest dla rodzicow w jakis sposob przynaniem sie
        do kleski. Takze zyciowej. Miganie-kalectwo. Chyba czas to
        zaczac zmieniac. Dlaczego nauczyciele ucza gluche dzieci
        jakiegos absurdalnego sztucznego systemu jezykow-migowego,
        zamiast korzystac z natralnego jezyka migowego? To jest
        absurd, ktory sprawia, ze o miganiu mysli sie jak o
        uposledzeniu umyslowym. Tymczasem uposledza nieraz
        usilowanie nauki mowienia, ktora idzie opornie i po
        grudach. Dlaczego najpierw nie pozwala sie migac, by moz
        wyrazac siebie? Takze z wypowiedzi na tym forum wynika, ze
        niektorzy glusi sa dumni z tego, ze nie umieja migac.
        • Gość: Lena Re: Nauka. Język migowy IP: 217.8.164.* 09.04.03, 17:24
          Odpowiem, jak "zalałam syna dźwiękami".
          Zacznę od tego, że praktycznie rzecz biorąc nie istnieje
          kompletna głuchota, lub też zdarza się niezwykle rzadko. Kiedy
          mój syn był niemowlęciem uznano go za kompletnie głuchego,
          ponieważ możliwości badania słuchu u tak małego dziecka były
          ograniczone. Po prostu nie odwracał się na odgłos instrumentów
          muzycznych, krzyku itp, a pomiaru natężenia tych dźwięków panie
          dokonywały przy pomocy ręcznego urządzenia! Wszystko odbywało
          się w jakimś pokoju a ja trzymałam synka na kolanach. W tej
          chwili badanie odbywa się w izolowanym pomieszczeniu, 17 letni
          człowiek naciska przycisk w momencie odebrania sygnału i proszę!
          Już nie jest głuchy, to tylko niedosłuch 110-120 dB!
          Medycyna z elektroniką nie próżnują, a może ci, którzy dziś nie
          słyszą kompletnie "usłyszeliby", gdyby tylko wprowadzono jeszcze
          lepsze aparaty? A jak dalece mój syn "słyszy" a na ile odbiera
          drgania? Tego nawet on sam nie wie, bo nie wie, co to naprawdę
          jest dźwięk. A ja w tym najwcześniejszym okresie jego
          życia "zalałam" go właśnie wszystkim, co dźwięki tworzy,
          otoczyłam go wszystkim, co dźwięki produkuje i pokazywałam mu,
          że to co np. czuje pod małą rączką, to "dźwięk" wirującej
          pralki, a to drganie mojej czaszki powstaje wtedy, kiedy
          mówię "mmmmm", że chociaż tego nie słyszy, to kiedy mówię z
          moich ust wydobywa się powietrze, czasami wydobywa się z nosa...
          Tak, kiedy użyłam sformułowania "zalałam go dźwiękami" było to
          wielkie uproszczenie, z pewnością niezrozumiałe dla tych, którzy
          nie zetknęli się z pracą z głuchym dzieckiem. Każdy, KAŻDY
          głuchy ma resztki słuchowe, choćby odrobinę, i jeśli są one
          właściwie i odpowiednio wcześnie stymulowane, praca musi
          przynieść efekty. Nie upieram się, że u każdego i w każdym
          przypadku, ja po prostu byłam za leniwa, żeby uczyć się języka
          migowego i służyć synowi jako łącznik ze światem przez większość
          jego życia. (To żart, oczywiście.) Wolałam nauczyć go mówić i
          niech idzie w świat!

          Co do języka migowego - żaden wstyd, myślę, że warto się go
          uczyć, ale tak jak angielskiego czy niemieckiego, dodatkowo.W
          końcu w Polsce większość ludzi używa polskiego, dlaczego więc
          dobrowolnie zamykać się w getcie, jeśli nie jest to konieczne?
          Przyznam, że po prostu nie mogłam sie pogodzić z myślą, że mój
          syn z powodu swego kalectwa może być skazany np. wyłącznie na
          naukę zawodu, z powodu kalectwa właśnie, nie z powodu braku
          predyspozycji, inteligencji itp. To wydawało mi się tak
          cholernie niesprawiedliwe, że postanowiłam zrobić wszystko, aby
          głuchota nie ograniczyła jego rozwoju. No i udało się, za rok
          matura w masowym liceum o wysokim poziomie i start na dzienne
          studia... Jeśli ktoś chciałby skorzystać z moich doświadczeń -
          służę pomocą.
          • Gość: Lucyna Re: Nauka. Język migowy IP: *.solutions.net.pl 09.04.03, 19:11
            > Już nie jest głuchy, to tylko niedosłuch 110-120 dB!
            > Medycyna z elektroniką nie próżnują, a może ci, którzy dziś nie
            > słyszą kompletnie "usłyszeliby", gdyby tylko wprowadzono jeszcze
            > lepsze aparaty?

            Aparaty wzmacniają tylko tzw. pole słuchowe czyli inaczej mówiąc, resztki
            słuchu. Przy ubytku 110-120 dB te resztki są tak małe, że człowiekowi, który
            ma aparat przy takim ubytku słuchu wydaje się, że WSZYSTKO SŁYSZY. Ja mając
            taki ubytek słuchu i nie nosząc aparatów też mogę powiedzieć, że jestem zalana
            dźwiękami: drga biurko, na którym piszę, podłoga, ściana, ulica, autobus i
            wiele innych rzeczy i ja to wszystko odbieram i to jest mój świat dźwięków.


            > Tak, kiedy użyłam sformułowania "zalałam go dźwiękami" było to
            > wielkie uproszczenie, z pewnością niezrozumiałe dla tych, którzy
            > nie zetknęli się z pracą z głuchym dzieckiem. Każdy, KAŻDY
            > głuchy ma resztki słuchowe, choćby odrobinę,

            Nie zgadzam się. Ja w swoim lewym uchu nie mam ŻADNYCH resztek słuchu i nawet
            gdy założę na to ucho aparat słuchowy, nie odbieram ŻADNYCH DŹWIĘKÓW. Są
            osoby, które w obu uszach nie mają żadnych resztek słuchu; rzadkie to
            przypadki, ale bywają.

            i jeśli są one
            > właściwie i odpowiednio wcześnie stymulowane, praca musi
            > przynieść efekty. Nie upieram się, że u każdego i w każdym
            > przypadku, ja po prostu byłam za leniwa, żeby uczyć się języka
            > migowego i służyć synowi jako łącznik ze światem przez większość
            > jego życia. (To żart, oczywiście.) Wolałam nauczyć go mówić i
            > niech idzie w świat!

            Czy Twój syn nigdy nie interesował się językiem migowym? Ja marzyłam o nim
            przez całe dzieciństwo, ale mieszkałam w małej miejscowości, gdzie nie było
            środowiska głuchych, a rodzice (pewnie podobnie jak Ty) woleli, abym nie miała
            kontaktu z innymi głuchymi. Stratę nadrobiłam w dorosłym życiu.

            > cholernie niesprawiedliwe, że postanowiłam zrobić wszystko, aby
            > głuchota nie ograniczyła jego rozwoju. No i udało się, za rok
            > matura w masowym liceum o wysokim poziomie i start na dzienne
            > studia... Jeśli ktoś chciałby skorzystać z moich doświadczeń -
            > służę pomocą.

            Głuchota nie ogranicza rozwoju, a czy on już przestał być głuchy? Ja cały czas
            jestem głucha, skończyłam studia magisterskie, migam i pracuję zawodowo jako
            tłumaczka języków obcych i nie wstydzę się ani głuchoty ani języka migowego,
            ani swojej niedoskonałej wymowy i nawet nie żałuję, że jestem głucha.
            Żal mi tylko tych, którzy głuchotę i migowy kojarzą z kalectwem.

            Lucyna
          • Gość: Maciek Re: Nauka. Język migowy IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 09.04.03, 21:01
            Witam!
            Nie będę polemizować, chcę natomiast rzucić kilka luźnych uwag na marginesie:

            Gość portalu: Lena napisał(a):

            > Medycyna z elektroniką nie próżnują, a może ci, którzy dziś nie
            > słyszą kompletnie "usłyszeliby", gdyby tylko wprowadzono jeszcze
            > lepsze aparaty?

            Może by i usłyszeli, ale czy każdy głuchy chciałby słyszeć? Wbrew pozorom wielu
            głuchych, zwłaszcza tych, którzy wychowali się w głuchych rodzinach, nie ma
            najmniejszej ochoty "słyszeć", bo nie jest im to do niczego potrzebne. Nie
            czują się "chorzy" przez to, że nie słyszą, a swojej głuchoty nie odczuwają
            jako braku - raczej jako coś "pozytywnego" (w tym sensie, że składa się to na
            ich poczucie tożsamości). Są zadowoleni, że są głusi, w tym sensie, w jakim
            można być zadowolonym, że należy się do jakiejkolwiek innej kultury.

            > Nie upieram się, że u każdego i w każdym
            > przypadku, ja po prostu byłam za leniwa, żeby uczyć się języka
            > migowego i służyć synowi jako łącznik ze światem przez większość
            > jego życia. (To żart, oczywiście.) Wolałam nauczyć go mówić i
            > niech idzie w świat!

            Rozumiem, że żart, ale kryje się za nim niezrozumienie faktu, że głusi, którzy
            nie mówią, wcale nie potrzebują pośrednika w swoich kontaktach ze światem. Oni
            znakomicie porozumiewają się ze swoim światem (migając). I wcale nie cierpią
            szczególnie z tego powodu, że nie mogą rozmawiać ze słyszącymi (niemigającymi)
            Polakami - tak jak przeciętny Polak nie cierpi szczególnie z tego powodu, że
            nie może się porozumieć z Chińczykami.

            > Co do języka migowego - żaden wstyd, myślę, że warto się go
            > uczyć, ale tak jak angielskiego czy niemieckiego, dodatkowo.W
            > końcu w Polsce większość ludzi używa polskiego, dlaczego więc
            > dobrowolnie zamykać się w getcie, jeśli nie jest to konieczne?

            Wśród głuchych, których znam (kilkanaścioro uczniów liceum dla głuchych, trójka
            studentów i garstka dorosłych - sam jestem słyszący i nie mam żadnych głuchych
            w rodzinie), nie ma: 1) ani jednego, który opanowałby mowę w stopniu
            porównywalnym z przeciętnym słyszącym (do wymowy większości trzeba się
            przyzwyczaić, niektórzy praktycznie nie mówią w ogóle); 2) ani jednego, który
            uważałby siebie za kalekę (!); 3) ani jednego, który uważałby, że jest
            zamknięty w getcie; 4) ani jednego, który uważałby, że traci z powodu
            niemożliwości nawiązania tzw. "normalnych" kontaktów ze słyszącymi; 5) ani
            jednego, który nie uważałby języka migowego za skarb stokroć cenniejszy od
            mowy; 6) ani jednego, który chciałby słyszeć, albo uważał swoją głuchotę za
            nieszczęście. Co do punktu piątego, to warto podkreślić, że większość
            migających głuchych ma do swego języka stosunek nabożny. Ich poczucie, że
            fundamentem kultury jest wspólnota językowa, jest bardzo silne. Paradoksalnie
            wynika to pewnie stąd, że jest to język zwalczany (co, na szczęście, stymuluje
            integrację). Co do punktu szóstego: nie są rzadkością głusi, którzy nie lubią
            swoich aparatów (o czym wspomniała już Lucyna).

            > Przyznam, że po prostu nie mogłam sie pogodzić z myślą, że mój
            > syn z powodu swego kalectwa może być skazany np. wyłącznie na
            > naukę zawodu, z powodu kalectwa właśnie, nie z powodu braku
            > predyspozycji, inteligencji itp.

            Jeśliby tak się stało, to nie dlatego, że nie umiałby mówić, tylko dlatego, że
            nie miałby w Polsce szans na solidną edukację tylko migając. Ale to przecież
            nie problem mówienia albo nie, że w szkołach dla głuchych nauczyciele często
            nie potrafią porozumiewać się z dziećmi!

            Pozdrawiam i przyłączam się do chóru czci i gratulacji,
            Maciek
        • Gość: mswid1 Re: Nauka. Język migowy IP: 193.0.75.* 09.04.03, 17:59
          Robercie,

          To wielka radość, że są tacy jak Ty. Rozumiejący problem Głuchego. WIEDZĄCY,
          czego brakuje w naszym podejściu do niesłyszących.

          Serdecczny uścisk dłoni.

          Marek
    • mswid1 Re: Nauka. Język migowy 09.04.03, 17:01
    • mswid1 Re: Nauka. Język migowy 09.04.03, 17:07
      Gość portalu: Lucek napisał(a):

      > Głusi nie mogą się nauczyć języka mówionego?! Większej bzdury
      > nie słyszałem. Sam jestem głuchy i mówię płynnie po polsku.

      Czy jesteś GŁUCHY, czy niedosłyszący?

      > Znam
      > też wielu niesłyszących, którzy też umieją bez problemu
      > rozmawiać z słyszącymi.

      > P.S: Czy profesor słyszał może o takiej kobiecie, co się Helen
      > Keller zwała?

      Helena Keller, Bogu dzięki, przez ponad rok słyszała.

      > Była głucha, ślepa i miała trudności z mówieniem.

      Nie była głucha w ścisłym sensie.

      > A nauczyła się trzech języków obcych, pisała książki i skończyła
      > studia filozoficzne.

      Znam jedna głuchą, która zna 10 języków obcych. Ale to wyjątek, który
      potwirdza regułę.

      Pozdrawiam.

      Marek
    • Gość: Marzena Re: Nauka. Język migowy IP: *.osowo.pl 09.04.03, 20:42
      Szanowny Panie Profesorze,
      z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam Pana artykuł. Nie mam
      żadnego doświadczenia i wiedzy nt ludzi niesłyszących, ale to co
      Pan pisze jest absolutnie oczywiste. Przed chwilą mojemu 10
      letniemu synowi przekazałam, że ludzi, którzy nie słyszą usiłuje
      się nauczyć języka mówiąc do nich. Zrozumiał to od razu i
      powiedział: "Przecież oni mają swoją własną kulturę i własny
      język, własny świat i zawsze będą mieli osobny świat. To my sie
      możemy ich nauczyć." Ociężałość umysłowa wielu specjalistów jest
      nieuleczalna, pamiętam sprzed paru lat artykuł ze ŚP "Problemów"
      o powszechności głębokiego przekonania większości chirurgów
      dziecięcych o fizjologicznej niemożności odczuwania bólu przez
      dzieci (z powodu niezakończenia rozwoju układu nerwowego) i
      wynikającej stąd niechęci do stosowania znieczuleń. Może Pan to
      pamięta (ja tak bo mam już 49 lat), że jak dziecko krzyczało lub
      płakało podczas szycia na żywca to trzeba było dać mu w pupę, bo
      histeryzuje. Niestety takie paranoje naukowe są wyjątkowo
      żywotne. Należy stworzyć taki klimat społeczny, żeby było wstyd
      takie głupstwa opowiadać (tak jak nie jest możliwe głoszenie
      przekonania, że wszy biorą się ze specjalnego, wrodzonego
      rodzaju potu - z czym jeszcze 20 lat temu spotkała się moja mama
      w swojej praktyce lekarskiej). Niestety bzdurne przekonania dot.
      niesłyszących są dużo bardziej niebezpieczne i dyskryminujące.
      Okradają słyszących i niesłyszących.
      Serdecznie pozdrawiam Marzena
      • Gość: ana Re: Nauka. Język migowy IP: *.gazeta.pl 10.04.03, 10:35
        Najsmutniejsze jest to, że my tak tu sobie rozmawiamy, kto sie nauczyl mówic, a kto nie. Że tu jeden pan
        studiuje, a drugi już po studiach, że mama jednego poswięciła całąswoja energię na nauczenie go
        mówienia. Że jedna pani pracuje jako tłumacz i zna kilka jezyków. A ja chcę zapytać: jaki procent polskich
        głychcych stanowią takie ososby jak one?". Dlaczego nie mówią tu głusi, którzy musieli zostac
        dekarzami, stolarzami czy w ogóle nie mają wykształcenia i pracy, bo uznanao ich za gorszych lub nawet
        neidorozwiniętych. Którzy siedza na rentach (jak maja szczescie) albo pozamykani w domach na wsiach
        ze wstydu przed sąsiadami.
        Co dla takich ludzi robi nasze państwo, nauczyciele, rodzina?
        A co dla nich robi Polski Związek Głuchych, w którym nota bene większosć to słyszący?
        Czy nie taka własnie jest szara rzeczywistosć, a nie tak różowa jak chce Lucek czy Lena? Możemy tu
        wygłaszac swoje "ą" i "ę", a najbardziej zainteresowani i tak się nie odezwą. Czytają gazety? Mają
        komputer? Mają Internet? Czy choćby znaja język migowy? Watpię szczerze.
        Zastanówcie się nad tym.
        • Gość: Lucyna Re: Nauka. Język migowy IP: *.solutions.net.pl 11.04.03, 00:58
          > komputer? Mają Internet? Czy choćby znaja język migowy? Watpię szczerze.
          > Zastanówcie się nad tym.

          To jest smutne, że Głusi, którzy nie znają wystarczająco języka polskiego, nie
          zabiorą tu głosu. Dlatego powinniśmy za nich. I najlepiej powiedział za nich
          Maciek.
          Ogólnie sytuacja głuchych w Polsce jest jednak zła. Dlatego musimy dążyć do
          tego, by ją poprawić. Powalczyć o odpowiednie prawa, o PJM w szkołach, na
          studiach i w innych instytucjach, o napisy i tłumaczenia w TV. To jest trudne,
          bo jako jednostki nie mamy bezpośredniego wpływu tych, co "tam na górze".
          Musimy więc w inny sposób kształtować świadomość społeczną problematyki
          Głuchych, np. dyskutując tutaj w imieniu Głuchych: i tych dwujęzycznych i
          wykształconych, i tych, dla których polski jest językiem bardzo obcym. A tych
          drugich jest zdecydowana większość w ogóle głuchych. I to o nich mówił prof.
          Świdziński w wywiadzie.
          Lucyna
    • Gość: Sylwia Re: Nauka. Język migowy IP: *.aps.edu.pl 10.04.03, 12:09
      z zainteresowaniem przeczytałam to, co Pani napisała o głuchych
      i ich komunikacji.jestem studentką Akademii Pedagogiki
      Specjalnej,a od października będę na specjalności
      surdopedagogika.uczę się języka miganego od października i
      całkiem sprawnie już nim władam,znam kilka osob gluchych i
      słabosłyszących-z wieloma studiuję.chcę powiedzieć,że są eo
      absolutnie fantastyczni ludzie,bardzo otwarci na kontakt mimo
      bariery głosu.jedna z moich koleżanek,głucha od urodzenia,mająca
      głuchych rodziców,jest obecnie w Niemczech na kursie
      językowym,miga też po angielsku,a planuje jeszcze
      francuski...dla mnie to nic dziwnego,że mówią innym językiem i
      na pewno nie należy ich traktować jak "przybyszów z kosmosu"!!co
      do samej komunikacji,sądzę,że należy uwrażliwiać resztę słuchu-
      by jak najbardziej umożliwić im życie w "normalnym" świecie,ale
      nie wolno zaprzestawać nauki komunikacji manualnej,która dla
      nich jest jednak najprawdziwszym językiem.
      • Gość: ana Re: Nauka. Język migowy IP: *.edipresse.pl 10.04.03, 13:18
        A nie dziwi Pani to ze ucza Pani sztucznego SJM - miganego zamiast naturalnego
        PJM?
        Dlaczego warunkiem przyjecie nauczyciela na szkoly dla gluchych nie jest
        znajomosc ich jezyka, ale jakiegos sztucznego esperanto dla gluchych
        wymyslonego przez slyszacych? Jaka w tym logika? Dlaczego nie rozwijac
        slownictwa w PJM uczac w nim roznych przedmiotow. Przeciez to jest jezyk
        polskich gluchych.
        • mswid1 Re: Nauka. Język migowy 10.04.03, 16:06
          Ana,

          Choć nie byłem adresatem Twoich 2 listów, włączam sieę. To wielka radość, że są
          tacy jak Ty. Fachowcy surdopedagogiki problemu nie widzą.

          Ciepło pozdrawiam.

          Marek
      • mswid1 Re: Nauka. Język migowy 10.04.03, 16:04
        Sylwio,

        Pamiętaj, że na APS-ie uczą Cię MIGANEGO, nie migowego. Zresztą jeszcze parę
        lat temu nie było u Pani Profesor Eckertowej żadnego migania. Kiedy pójdziesz
        do szkoły z tym SJM-em, nie będziesz miała kontaktu z Twoimi uczniami.

        Żądajcie w Waszej szkole lektoratu PJM!!!

        Pozdrawiam.

        Marek
    • Gość: necia Re: Nauka. Język migowy IP: *.karo.punkt.pl / 10.0.131.* 11.04.03, 10:57
      Czytałam 6 razy wywiad i czytałam komentarze.Zaciekawiły mnie
      sprzeczne opinie.Ja myślę,że profesor ma rację, przynajmniej w
      większości swioch wypowiedzi.Mam paru wieloletnich
      przyjaciół,którzy są całkowicie głusi od urodzenia i widzę jakie
      postępy robią:pierwszym językiem był migowy(i to MUSI być ich
      naturalny język!) później w szkole dla niesłyszących uczyli się
      naszego polskiego( męczyli się nad tą nieszczęsną deklinacją
      rzeczowników,ale to jest wina juz języka polskiego-
      te "ę","ą","sz","cz") a później, zgodnie z naturalną koleją
      rzeczy czyli młodzieńczą aktywnością poznawczą, nauczyli się
      mówić.I jest pięknie.Nie zgadzam się z profesorem jeśli chodzi o
      mimikę w języku migowym.Nie wiem czy pan wie,że osoby głuche nie
      mają rozwiniętego myslenia logicznego(abstrakcyjnego)?Jak
      wytłumaczyć im, co to jest "wiara","wyobraźnia","nadzieja"?Pojęć
      uczuć wyższych uczą się poprzez naśladownictwo,są doskonałymi
      aktorami,jeśli migają to całą swą osobą.Im jest łatwiej wśród
      rzeczywistości konkretnej,namacalnej.A fonogesty? Myślę,że ten
      język jest dobrym rozwiązaniem,ale jest TYLKO polskim.
      • Gość: Lucyna Re: Nauka. Język migowy IP: *.solutions.net.pl 11.04.03, 20:04
        > rzeczowników,ale to jest wina juz języka polskiego-
        > te "ę","ą","sz","cz")

        Nieprawda, dla głuchych w Ameryce angielski też jest trudny, tak samo dla
        głuchych Szwedów - szwedzki. Głusi wszędzie popełniają błędy gramatyczne,
        niezależnie od tego, czy język jest "łatwy" czy "trudny". Dla dziecka każdy
        język jest tak samo łatwy czy trudny. Dziecko uczy się języka nieuświadamiając
        sobie tego i dotyczy to także głuchych dzieci. Moim zdaniem błędy językowe u
        głuchych są wynikiem niewłaściwej metody nauczania języka drugiego.

        >Nie wiem czy pan wie,że osoby głuche nie
        > mają rozwiniętego myslenia logicznego(abstrakcyjnego)?Jak
        > wytłumaczyć im, co to jest "wiara","wyobraźnia","nadzieja"?Pojęć
        > uczuć wyższych uczą się poprzez naśladownictwo,

        Przepraszam, ale to jest kompletna bzdura. Dzięki językowi migowemu głuche
        dzieci poznają abstrakcyjne pojęcia w ten sam sposób co dzieci słyszące
        poznają je poprzez język polski. Bo język migowy jest JĘZYKIEM, czyli można w
        nim rozmawiać o wszystkim.
        Lucyna
        • Gość: azotka Re: Nauka. Język migowy IP: *.warszawa.tpnet.pl 14.04.03, 09:02
          Przeczytałam waszą opinię. Uważam, że każda osonba ma inny poglad na
          temat: "Nauka i język migowy". Etyka mówi nami, że osoba posiada godność bez
          względu na ras, religię, niespełnosprawności, itp.
          Jestem osobę niesłyszącą od urodzenia. Zaczęłam edukację od małego dziecka do
          ukończenia szkoły średniej w ośrodku dla Niesłyszących.
          Rozumiem osobom niesłyszacym, że nie mogą pisać opinię, po prostu wolą gadać z
          osobami na żywo niż pisać. Mogą przekazać kilka wiadmosci na podstawie
          naturalnego języka migowego oraz mimikę twarzy. Lucyna i Maciek mieli rację na
          temat. Niesłysząci stworzyli odrebną kulturę, język, co jest podobne do kultury
          regionalnej, np. Górali, Kaszubi, itp. A ludzie umieją szanować kulturę
          regionalną, a krytykują kulturę niesłyszących.
          Zgadzam się z opinię Lucynę, że niesłysząci nie mogli nosić aparat słuchowy. Ja
          też nie mogę nosić, gdyż nie daje dobrze słyszeć dźwięki czyli same dźwięki.
          Nie jestem przeciwniczką aparatu słuchowego. Noszenie aparatu należy do
          decyzcji człowieka. Nie wolno zmuszać.
          Uważam,że nie warto przeprowadzić operację implantu ślimakowego, gdyż jest
          ryzykowana i droga. Urządzenia po 5-10 lat zużywa, trzeba wymienić na nową.
          Kosztuje jak samochód, ładna cena.
          Noszenie aparatu słuchowego jest bezpieczny i tanio niż implant ślimakowy.
          Wszyscy myślą, że po operacji ludzie odrazu słyszą, to jest nieprawda, wymaga
          dalszy leczenie pod opieką logopedy, itp.
          Nauka wymowy wymaga tyle roboty. Nie wolno zmuszać do nauki, bo inaczej dziecko
          bedzie czuło się, że jest niekochane przez rodziców. Matka nie powinno być
          nauczycielką wymowy dziecka. Trzeba znaleźć sposób na nauczenie wymowy, aby
          dziecko uwierzy się, że nauka wymowy jest zabawą.
          Trudno powiedzieć, ktore metody są najlepsze. Warto poznać naturalny i sztuczny
          języki migowe, fonogesty i metodą oralną, aby mogli komunikować się z osobami
          niesłyszącymi.
          Koleżanki i koledzy niesłyszące ukończyli studia magisterskie, ale też ja.
          Pracują w ośrodku dla niesłyszących, są świetnie nauczycielami, dlatego
          rozumieją problemy i starają przekazać tyle wiadomości.
          Ja inaczej pracuję, bo nie mam ochoty opisać o siebie.
          Pozdrawiamy was.

      • Gość: Maciek Re: Nauka. Język migowy IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 11.04.03, 21:44
        Co prawda Lucyna już odpowiedziała, ale jestem tak poruszony, że
        sam też wtrącę swoje trzy grosze...

        Gość portalu: necia napisał(a):

        >Nie zgadzam się z profesorem jeśli chodzi o
        > mimikę w języku migowym.

        Mam jedno pytanie: czy znasz język migowy? Wydaje mi się
        nieprawdopodobne, by ktoś znający ten język i mający jakie takie
        pojęcie o gramatyce w ogóle, nie zauważył, że mimika pełni w nim
        funkcje gramatyczne i słownikowe. Właściwie prawie nie ma w
        języku migowym mimiki, która nie byłaby ściśle językowa (tj.
        gramatyczna lub słownikowa).

        >Nie wiem czy pan wie,że osoby głuche nie
        > mają rozwiniętego myslenia logicznego(abstrakcyjnego)?

        To najbardziej niedorzeczna i szkodliwa z rozpowszechnionych
        wśród słyszących opinii na temat głuchych!!! A dlaczego niby nie
        mają "rozwiniętego" (cokolwiek to znaczy) myślenia logicznego i
        abstrakcyjnego? Dlatego, że nie słyszą? Na czym ma polegać
        związek? Na mózg im się to jakoś rzuca czy co??! Interesujące...
        Jak w takim wypadku wytłumaczyć istnienie takiej instytucji, jak
        Uniwersytet Gallaudeta? To chyba jakieś oszustwo albo zwykła
        szopka...?

        >Jak
        > wytłumaczyć im, co to jest "wiara","wyobraźnia","nadzieja"?

        Nie rozumiem - po co im to tłumaczyć? Takie słowa są w języku
        migowym, więc prawdopodobnie głusi znają kryjące się za nimi
        pojęcia (należą one raczej do uniwersaliów ludzkiego
        doświadczenia wewnętrznego). Zresztą, odpowiedź na pytanie jest
        prosta: tak samo jak słyszącym, tyle że w języku migowym!

        >Pojęć
        > uczuć wyższych uczą się poprzez naśladownictwo,są doskonałymi
        > aktorami,jeśli migają to całą swą osobą.

        To jest w ogóle dość szeroki problem, ale nie jestem do końca
        pewien, czy jakiegokolwiek pojęcia można się nauczuć przez
        naśladownictwo. Chodziłoby o jakiś rodzaj
        naśladownictwa "wewnętrznego"?

        >Im jest łatwiej wśród
        > rzeczywistości konkretnej,namacalnej.

        A słyszącym jest łatwiej w rzeczywistości nierzeczywistej...?

        >A fonogesty? Myślę,że ten
        > język jest dobrym rozwiązaniem,ale jest TYLKO polskim.

        Drobna uwaga: fonogesty NIE są językiem! Są systemem
        wizualizacji głosek (właściwie sylab), ułatwiającym odczytywanie
        mowy z ruchu ust.

        Pozdrawiam,
        Maciek
        • Gość: ana Dzieki, Maciek IP: *.gazeta.pl 12.04.03, 22:45
          Mnie tez wkurzylo to co napisala necia. Co to za zabobony jakies?! Skad ludzie maja takie przekonania?
          • Gość: necia Re: Dzieki, Maciek IP: *.karo.punkt.pl / 10.0.131.* 19.04.03, 20:38
            Eh... A Wy coś przebywaliście wśród młodzieży niesłyszącej od
            urodzenia? Dorastaliście z nimi?? Zauważaliście postępy? Bo ja
            tak. I wiem co piszę.
            • Gość: Lucyna Re: Dzieki, Maciek IP: *.solutions.net.pl 24.04.03, 16:15
              Gość portalu: necia napisał(a):

              > Eh... A Wy coś przebywaliście wśród młodzieży niesłyszącej od
              > urodzenia? Dorastaliście z nimi?? Zauważaliście postępy? Bo ja
              > tak. I wiem co piszę.

              Ja dorastałam wśród słyszących - wielu z nich nie dorastało mi do pięt.
              (tak wiem, że to nieskromnie z mojej strony, ale chciałam zwrócić uwagę, że
              nie można uogólniać. Zaś gros niesłyszących rozwija się pod wpływem
              słyszących. Zapytaj sama siebie, jak odnosiłaś się do niesłyszących.)
              Lucyna
              • Gość: necia Re: Dzieki, Maciek IP: *.karo.punkt.pl / 10.0.131.* 28.04.03, 11:07
                Dorastałam w środowisku słyszących i niesłyszących. Miałam
                przyjaciół i tu i tu. Jak sie odnosiłam do niesłyszących?? Co za
                pytanie??!!
                • Gość: Lucyna Re: Dzieki, Maciek IP: *.solutions.net.pl 29.04.03, 11:26
                  Gość portalu: necia napisał(a):

                  > Dorastałam w środowisku słyszących i niesłyszących. Miałam
                  > przyjaciół i tu i tu. Jak sie odnosiłam do niesłyszących?? Co za
                  > pytanie??!!

                  Chodziło mi o to, jak z nimi rozmawiałaś? Czy tak samo jak ze słyszącymi?
                  Takich samych słów/znaków używałaś, takich samych zdań, treści? Czy może
                  zwracałaś się do nich jak do osób słabo rozwiniętych umysłowo? Może mówiłaś
                  jedno słowo zamiast całego zdania bo tak było "łatwiej"?

                  Lucyna
            • Gość: Maciek Chciałbym jakoś odpowiedzieć... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.04.03, 19:01
              Przepraszam, że zabieram się do odpowiadania z takim opóźnieniem, ale miałem
              wrażenie, że dyskusja zamarła, i przestałem sprawdzać.

              Gość portalu: necia napisał(a):
              > Eh... A Wy coś przebywaliście wśród młodzieży niesłyszącej od
              > urodzenia? Dorastaliście z nimi?? Zauważaliście postępy? Bo ja
              > tak. I wiem co piszę.

              Napisałem "zabieram się do odpowiadania" (a nie "odpowiadam"), bo nie rozumiem
              pytania. Jak już napisałem wcześniej, moje znajomości wśród niesłyszących nie
              ograniczają się do dorosłych. Większość moich głuchych przyjaciół to
              licealiści. Zetknąłem się z nimi w czasie studiów (jakieś 5 lat temu). Trudno
              więc to nazwać wspólnym dorastaniem. Ale i tak nie rozumiem, co to ma z
              czymkolwiek wspólnego. Jestem słyszący, dorastałem wśród słyszących, i muszę
              przyznać, że zauważyłem u tych słyszących ogromne postępy. I co z tego?
              Ponawiam natomiast pytanie: neciu, czy umiesz migać?
              I jeszcze jedno. Zapewniam z całą uczciwością i stanowczością: ja też wiem, co
              piszę!
              Pozdrawiam,
              Maciek
              • Gość: necia Re: Chciałbym jakoś odpowiedzieć... IP: *.karo.punkt.pl / 10.0.131.* 28.04.03, 11:17
                Maciek.Umiem migać i mówić.Ale co to ma wspólnego z dorastaniem
                w dwóch różnych środowiskach?To zjawisko normalne.Ciekawe, co
                byś powiedział, gdybyś widział rozwój mowy u niesłyszących "od
                początku"?
                • Gość: Maciek Re: Chciałbym jakoś odpowiedzieć... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 29.04.03, 00:12
                  Gość portalu: necia napisał(a):

                  > Maciek.Umiem migać i mówić.Ale co to ma wspólnego z dorastaniem
                  > w dwóch różnych środowiskach?To zjawisko normalne.

                  Oczywiście, że to normalne migać i mówić (powszechne u słyszących dzieci
                  głuchych rodziców). Ja też migam (trochę) i mówię. I stąd tym silniejsze moje
                  przekonanie, że twierdzenie, jakoby głusi mieli jakieś kłopoty z myśleniem,
                  jest kompletną bzdurą. I dlatego z tego, co przeczytałem przedtem, zacząłem
                  podejrzewać, że może nie umiesz migać, i stąd masz taką dziwną opinię na temat
                  możliwości umysłowych głuchych (bo nie możesz się z nimi porozumieć). Tym
                  bardziej, że nie dostrzegasz systemowości mimiki w PJM (a to przecież jedna z
                  głównych różnic w stosunku do SJM!). Jeśli jednak umiesz migać, to jestem
                  kompletnie zbity z tropu. Bo, po pierwsze, musisz zatem wiedzieć, że migowy to
                  taki sam język jak każdy inny. Po drugie, wygląda na to, że jesteś w stanie się
                  porozumieć z głuchymi (to znaczy oni rozumieją, co do nich "mówisz", i vice
                  versa). Nie rozumiem więc ani skąd pytanie "jak wytłumaczyć głuchemu pojęcia
                  abstrakcyjne" (cytuję z pamięci), ani, tym bardziej, twierdzenie, że głusi mają
                  kłopoty z logicznym myśleniem. Znam wśród głuchych wiele osób, które z
                  logicznym myśleniem radzą sobie nie dobrze, ale wręcz rewelacyjnie (są
                  błyskotliwe) - i przy tym polski znają gorzej niż przeciętny cudzoziemiec! Znam
                  też osoby mniej niż przeciętnie inteligentne (ale żadna z nich nie wydaje się
                  być bardziej otępiała niż mało inteligentna osoba słysząca). Czyli w sumie
                  wszystko w normie.

                  Czy te głuche osoby, które mają kłopoty z myśleniem abstrakcyjnym, są przez
                  kogoś przede mną specjalnie ukrywane?

                  > Ciekawe, co
                  > byś powiedział, gdybyś widział rozwój mowy u niesłyszących "od
                  > początku"?

                  Nie rozumiem, co masz na myśli, mówiąc "rozwój mowy". Bo jeśli rozwój mowy to
                  rozwój języka, to, o ile się nie mylę, od początku wygląda on mniej więcej tak
                  samo u głuchych i u słyszących - tyle że głuche dzieci często głużą i gaworzą
                  rękami. Chyba że chodzi Ci o rozwój mówienia. Albo o rozwój języka u głuchych
                  (kompletnie głuchych!!!) wychowujących się wśród słyszących. To już zupełnie
                  inna sytuacja i bardzo wiele wtedy zależy od tego, co zrobią rodzice (tzn. czy
                  umożliwią jak najwcześniejszą akwizycję migowego).

                  Dla ścisłości dodam, że moja wiedza w tej dziedzinie oparta jest na znajomości
                  badań, a nie na własnych obserwacjach. Własnych dzieci nie mam, żadnego dziecka
                  głuchego od niemowlęctwa nie miałem okazji bliżej pod tym kątem obserwować.
                  Jednak naiwnie ufam obserwacjom cudzym...

                  A jeśli chodzi o rozwój intelektualny niesłyszącej młodzieży, to jak już
                  wspomniałem, nie miałem co prawda okazji razem z nikim dorastać, ale jako osoba
                  już dorosła (o ile tak można nazwać dwudziestolatka) widziałem na własne oczy z
                  bliska (przez dwa lata spędzaliśmy nawet razem wakacje) rozwój licealistów,
                  którzy obecnie już studiują. I nie zauważyłem jakiejś istotnej różnicy pomiędzy
                  rozwojem ich a rozwojem znanych mi licealistów słyszących.

                  Pozdrawiam,
                  Maciek
                  • Gość: necia Re: Chciałbym jakoś odpowiedzieć... IP: *.karo.punkt.pl / 10.0.131.* 29.04.03, 19:20
                    Racje są autorskie, jak widzę...Na forum w necie nie jest łatwo
                    dyskutować.Maciek, masz rację, chodzi mi i o rozwój i mowy i
                    języka u niesłyszących. Jeśli chodzi o dorastanie, to miałam na
                    myśli te od dzieciństwa,z tymi samymi osobami. widać różnicę,
                    widać.A myślenie abstrakcyjne: to pamiętam, jak tłumaczyłam
                    przyjaciółce co to jest wyobraźnia i sen...A jeden kolega nie
                    rozumiał słowa "niepotrzebny" pisanego ale rozumiał to samo
                    słowo migane.To chyba jasne, że czasem trzeba , przynajmniej z
                    początku , mówić lub migać słowa proste, łatwe, konkretne,ale to
                    nie znaczy że trzeba się zwracać do nich jak do otępiałych
                    umysłowo!(słowa Lucyny)Nigdy się tak do nich nie zwracałam i nie
                    zwracam, bo sama jestem niesłysząca.I niech każdy myśli co chce.
                    Mnie jeszcze życie nauczy. Może zmienię zdanie. Jestem jeszzce
                    młoda i dopiero wchodzę w świat...
                    Pozdrawiam! necia
                    • Gość: Lucyna Re: Chciałbym jakoś odpowiedzieć... IP: *.solutions.net.pl 02.05.03, 13:33
                      Kiedyś Głuchy siedmiolatak, nieznający polskiego, pytał mnie w języku migowym,
                      co mi się śniło w nocy...
                      Neciu, to że ktoś nie rozumie słowa pisanego, to jeszcze nie znaczy, że ma
                      problemy z myśleniem abstrakcyjnym.
                      A już zupełnie powaliła mnie Twoja rozbrajająca wypowiedź, że sama jesteś
                      osobą niesłyszącą. To teraz spójrz na swoje wypowiedzi:
                      "Jak wytłumaczyć głuchemu, co to jest...?"
                      Czy to Ty siebie tak pytałaś? Może faktycznie chciałaś o coś zapytać. Chętnie
                      wytłumaczę.
              • Gość: necia Re: Chciałbym jakoś odpowiedzieć... IP: *.karo.punkt.pl / 10.0.131.* 28.04.03, 11:20
                Umiem i mówić i migać.
    • Gość: Maciek Kursy PJM w Warszawie IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 14.04.03, 14:25
      Przyszło mi do głowy, że może kogoś zainteresować, że na
      Ursynowie jest firma prowadząca kursy naturalnego PJM (a nie
      SJM) dla początkujących (od zera). Firma nazywa się Rodan
      Proserwis (telefon: 847-03-07).
      Mam nadzieję, że to nie wygląda na chamską reklamę (jeśli tak,
      to przepraszam).
      Pozdrawiam wszystkich,
      Maciek
    • Gość: Diabełek Re: Nauka. Język migowy IP: *.grodkow.sdi.tpnet.pl 12.09.03, 15:06
      Prosiłbym o sposób porozumiewania się. Mam znajomego który jest
      głuchy i nie mam pojęcia jak się z nim dogadać - z róchu
      rąk???? Dzięki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka