Dodaj do ulubionych

Milutka wersja paradoksu Russella

08.04.03, 11:16
Witam,

Przypomniala mi sie niedawno bardzo ciekawa i nietypowa wersja znanego
matematycznego paradoksu. Proponuje sie zastanowic dla relaksu:


Co to jest gra? To jest taka sytuacja, w ktorej jest dwoch graczy, ktorzy na
przemian wykonuja jakies ruchy (jeden z nich, wybrany, zaczyna), a w pewnych
sytuacjach mowi sie ze jeden z graczy wygral (a drugi, rzecz jasna, przegral,
jak by dodal nieoceniony Kazimierz Gorski).

Mowimy ze gra jest skonczona, jezeli kazda rozgrywka musi sie zakonczyc po
skonczonej liczbie ruchow (nie ma "chodzenia w kolko"). Na przyklad szachy
(dzieki specjalnej regule) sa skonczone, ale chinczyk - nie.

Teraz uwaga, wymyslam nowa gre. Nazywam ja "metagra". Polega to na tym, ze
gracz zaczynajacy wybiera jakas (jaka chce) gre skonczona, i dalej gracze
graja w te gre, przy czym ten drugi gracz wykonuje w niej pierwszy ruch.

Pytanie: czy metagra jest skonczona?


Prawdziwe pytanie: gdzie tu jest paradoks?
Prawdziwe pytanie nr 2: czym rozni sie ten paradoks od klasycznego paradoksu
Russella z golarzem?

Milej zabawy,

Pulbek.
Obserwuj wątek
    • Gość: pioc Re: Milutka wersja paradoksu Russella IP: *.stacje.agora.pl 09.04.03, 13:11
      > Prawdziwe pytanie: gdzie tu jest paradoks?

      Paradoks jest. Jeśli metagra jest skończona, to pierwszy gracz może ją wybrać
      jako grę skończoną. A kiedy - zgodnie z regułami metagry - będzie kolej na ruch
      drugiego gracza, to może on w swoim pierwszym ruchu... znowu wybrać do
      rozgrywki metagrę jako grę skończoną. I tak w nieskończoność, co przeczy tezie,
      że metagra jest skończona.
      Z drugiej strony, jeśli metagra nie jest grą skończoną, to nie wchodzi w zbiór
      możliwych gier do wyboru. Pierwszy gracz wybiera więc jakąś grę skończoną,
      drugi przystępuje do gry i oboje po jakimś czasie kończą metagrę. Co dowodzi,
      że teza o tym, że matagra jest nieskończona, również nie jest prawdziwa.

      > Prawdziwe pytanie nr 2: czym rozni sie ten paradoks od klasycznego paradoksu
      > Russella z golarzem?

      To pytanie jest trudniejsze. Jeszcze nie wiem, jak można na nie odpowiedzieć.
      pozdr.
      pioc

      • Gość: coto Re: Milutka wersja paradoksu Russella IP: *.konst.silesianet.pl 09.04.03, 14:08
        > > Prawdziwe pytanie nr 2: czym rozni sie ten paradoks od klasycznego paradok
        > su
        > > Russella z golarzem?

        Twierdzenie Russella, ze nie ma zbioru wszystkich zbiorow, dotyczy sytuacji "tu
        i teraz", natomiast metagra jest procesem. Nikt nikomu nie zabroni zabawic sie
        w metagre, jest ona, po prostu, mozliwa do zrealizowania. Natomiast zbior
        wszystkich zbiorow - nie.
        Podobnie rzecz sie ma np. z paradoksem klamcy Epimenidesa: "ja klamie".
        Symbolicznie mozna to zapisac x=-x, co jest bez sensu bo np. 2 nie jest rowne -
        2 (liczba 0 nie wchodzi w rachube, bo 0 jest milczeniem, a mowca nie milczy
        lecz wymawia zdanie "ja klamie"). Paradoks ten jednak znika gdy bedziemy mieli
        do czynienia nie z sytuacja "tu i teraz" (x=-x) lecz z procesem typu: x(t)=-x(t-
        to).
        coto
    • Gość: doku To nie jest gra o nazwie "metagra", ale to jest... IP: *.mofnet.gov.pl 09.04.03, 13:55
      pulbek napisał:

      > wymyslam nowa gre. Nazywam ja "metagra". Polega to na tym, ze
      > gracz zaczynajacy wybiera jakas (jaka chce) gre

      To nie jest gra
      • Gość: doku ... prawdziwa metagra IP: *.mofnet.gov.pl 09.04.03, 13:56
        • Gość: LPiotrek Re: ... prawdziwa metagra IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 10.04.03, 11:42
          Paradoks polaga na tym ,ze gdyby Pulbek zamiast okreslenia
          gra o nazwie "metagra" ,uzyl okreslenia METAGRA o nazwie "metagra"
          wtedy skonstruowalby jeszcze jedna skonczona gre o nazwie
          "metagra". Poniewaz chcial dac sie nam pobawic w prawdziwa metagre
          dlatego w swojej konstrukcji musial okreslic ja mianem gry.
          Jej nazwa wlasna nie ma wplywu na to czym ona jest ,wiec nadal jej
          nazwe wlasna najlepiej odpowiadajaca temu czym ona jest.

          ps. Do Pulbeka.
          Przepraszam ,ze nie podziekowalem Ci w lipcu za wyjasnienia
          na temat nierozstrzygalnosci - napisalem nawet post ,ale go
          nie wyslalem - potrzebowalem ograniczyc ten swoj czasochlonny
          nalog. Dziekuje teraz i mam nadzieje ze nie czujesz sie
          urazony.
    • pulbek Re: Milutka wersja paradoksu Russella 10.04.03, 13:39
      No tak. Paradoks rzeczywiscie jest, jak zauwazyl Pioc.
      Pytanie "czym to sie rozni od paradoksu z golarzem"
      zadalem o tyle nieuczciwie, ze sam nie do konca rozumiem
      te roznice. Bylbym wdzieczny za dyskusje.

      A oto przyczynek do niej. Otoz klasyczny paradoks
      Russella:

      "Golarz goli wszystkich tych i tylko tych mezczyzn,
      ktorzy nie gola sami siebie. Czy golarz goli sam siebie?"

      opiera sie na (blednej) "definicji" predykatu goli(x,y):

      dla kazdego x, (goli(G,x) <-> nie goli(x,x))

      gdzie G jest stala oznaczajaca golarza.

      W tej definicji kluczowa role odgrywa negacja. Istotnie,
      w definicji

      "Golarz goli wszystkich tych i tylko tych mezczyzn,
      ktorzy gola sami siebie"

      nie ma zadnego paradoksu. Podobnie kluczowa role negacja
      odgrywa w paradoksie klamcy i w argumencie pokazujacym ze
      nie istnieje zbior wszystkich zbiorow.


      W paradoksie z metagra, scisle rzecz biorac bledna jest
      definicja metagry. W definicji gry (scislej: w definicji
      rozgrywki) wystepuje kwantyfikacja po wszystkich
      mozliwych ruchach. W przypadku metagry ta kwantyfikacja
      leci po wszystkich mozliwych grach, ale nie mozna
      kwantyfikowac po zbiorze, ktorego element wlasnie
      konstruujemy.

      (Uwaga dla Doku: oznacza to, ze metagra nie istnieje. Ale
      _nie_ oznacza to, ze nie istnieje zbior wszystkich gier.
      Przypomina Ci to cos?)

      Ciekawostka polega na tym, ze na pierwszy rzut oka nie
      widac, gdzie w tym paradoksie chowa sie negacja, tak jak
      w innych paradoksach. Czy jej w ogole tu nie ma, czy tez
      sie gdzies kryje? Prawde mowiac, nie wiem.

      Pulbek.

      PS. LPiotrek: ja sam notorycznie nie odpowiadam na listy,
      wiec w ogole sie nie przejmuj.
      • Gość: coto Re: Milutka wersja paradoksu Russella IP: *.konst.silesianet.pl 10.04.03, 19:34
        > "Golarz goli wszystkich tych i tylko tych mezczyzn,
        > ktorzy nie gola sami siebie. Czy golarz goli sam siebie?"
        >
        I tak, i nie. Rownoczesnie goli sam siebie i nie goli. Zamarl po prostu w
        bezruchu. Innego wyjscia nie ma jesli chce spelnic zalozenia.
        Wszystkie tzw. paradoksy nie istnieja. Sa tylko zle (bezsensownie fizykalnie)
        uwarunkowane.
        coto
        • sapiezanka Re: Milutka wersja paradoksu Russella 11.04.03, 19:10
          Gość portalu: coto napisał(a):

          > > "Golarz goli wszystkich tych i tylko tych mezczyzn,
          > > ktorzy nie gola sami siebie. Czy golarz goli sam siebie?"
          > >
          > I tak, i nie. Rownoczesnie goli sam siebie i nie goli. Zamarl po prostu w
          > bezruchu. Innego wyjscia nie ma jesli chce spelnic zalozenia.
          > Wszystkie tzw. paradoksy nie istnieja. Sa tylko zle (bezsensownie fizykalnie)
          > uwarunkowane.
          > coto

          A jesli nie "zamarl w bezruchu", to:
          kiedy goli innych, to nie goli siebie,
          a kiedy goli siebie, to nie moze golic innych.
          sapiezanka
        • pulbek Re: Milutka wersja paradoksu Russella 19.04.03, 14:31
          Gość portalu: coto napisał(a):

          > Wszystkie tzw. paradoksy nie istnieja. Sa tylko zle (bezsensownie fizykalnie)
          > uwarunkowane.

          To, ze paradoksy sa bezsensowne z punktu widzenia fizyki, jeszcze nie wyjasnia
          ich istoty. W matematyce jest cale mnostwo zupelnie poprawnych pojec i
          rozumowan, ktore sa bezsensowne z punktu widzenia fizyki. Samo rozwazanie
          zbiorow nieskonczonych jest bardzo podejrzane, a zeby znalezc jakies fizyczne
          znaczenie dla pojecia np. kohomologii, trzeba sie bardzo napocic. Tak samo
          figury geometryczne (szczegolnie te nieskonczone) nie istnieja w
          sensie "fizycznym" (cokolwiek by to znaczylo). A juz tw. Banacha o rozkladzie
          kuli jest zdecydowanie sprzeczne z praktycznymi obserwacjami.

          Ale to nie przeszkadza temu, ze te bezsensowne z punktu widzenia fizyki obiekty
          i rozumowania sa przydatne i warto je rozwazac, bo prowadza do praktycznie
          przydatnych (i prawdziwych, takze z punktu widzenia fizyki!) wnioskow.

          Tak wiec paradoksy matematyczne sa nie tylko bezsensowne z punktu widzenia
          fizyki. One sa znacznie "bardziej" bezsensowne.

          Pulbek.
      • Gość: LPiotrek Re: Milutka wersja paradoksu Russella IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 11.04.03, 18:18

        > W paradoksie z metagra, scisle rzecz biorac bledna jest
        > definicja metagry. W definicji gry (scislej: w definicji
        > rozgrywki) wystepuje kwantyfikacja po wszystkich
        > mozliwych ruchach. W przypadku metagry ta kwantyfikacja
        > leci po wszystkich mozliwych grach, ale nie mozna
        > kwantyfikowac po zbiorze, ktorego element wlasnie
        > konstruujemy

        W poprzednim poscie piszac ze skonstruowales metagre
        tez mialem to ,ze cos takiego nie ma prawa istniec.
        Ale teraz ma watpliwosc w koncu mozna rozegrac wiele
        skonczonych rozgrywek tej gry o nazwie "metagra".
        Watpliwosc moja bierze sie z tego ze zanim skonstruowales
        formule "metagry" wszystkie gry skonczone spoczywaly w
        jednej jednorodnej przestrzeni ,ich wlasciwoscia w tej
        przestrzeni bylo ze sa skonczone.
        Po wprowadzeniu formuly na "metagre" przestrzen ta zostala podzielona
        na zbior skonczonych gier ktore pozostaja tez skonczone znajdujac sie
        w podzbiorze tej przestrzeni zbiorze gier od ktorych moze
        zaczac sie "metagra", oraz powstala "metagra" ktorej wlasciwosc
        jest zalezna od tego czy znajduje sie wewnatrz tego podzbioru -wtedy jest
        nieskonczona - czy w jego dopelnieniu -wtedy jest skonczona.

        Twoja formula brzmi:
        > Polega to na tym, ze
        > gracz zaczynajacy wybiera jakas (jaka chce) gre skonczona,
        >...
        Paradoks powstaje gdy niedopuszczamy do mysli iz moze
        istniec cos takiego jak skonczonosc warunkowa.
        Jezeli na istnienie czegos takiego pozwolimy to paradoksu
        nie ma. Wtedy gracz nie moze wybrac gry ktora jest skonczona
        pod warunkiem ze jej nie wolno mu wybrac. A nie wolno mu jej
        wybrac ,bo to jest rownoznaczne z tym ze wybiera gre nieskonczona
        nie zas skonczona.
        Przy takim podejsciu nie ma zadnej sprzecznosci.
        Odpowiedz brzmi "metagra" jest gra skonczona - co nie jest
        rownoznaczne z tym ,ze moze byc wybrana w pierwszym ruchu -
        dlatego ze gracz nie moze zaczac "metagry" od gry nieskonczonej.
        Nawet gdyby formula "metagry" zawierala jakies jawnie
        sprzeczne reguly, to taka "metagra" nie istnialaby jezeli
        ze wzgleduna te sprzeczne reguly mie mozliwe byloby rozegranie
        nawet jednej rozgrywki w taka "metagre".
        Jezeli zas mozna rozegrac "metagre" przynajmniej raz wykonujac
        ruchy bezsprzecznie dopuszczalne to znaczy ze "metagra" istnieje
        i posiada w przestrzeni bezsprzecznie legalnych rozgrywek
        wlasciwosc skonczonosci badz nieskonczonosci.

        Jezeli jednak obstajesz nadal przy tym ,ze "metagra" nie istnieje.
        To rozpatrzmy taki przyklad:
        Wezmy pewien zbior gier nieskonczonych tzn, nie majacych zadnej
        skonczonej rozgrywki. Utworzmy gre "metagra2" ,ktora moze
        zaczynac sie wyborem dowolnej gry nieskonczonej.
        Pytanie czy "metagra2" jest nieskonczona ?
        Pozornie tak, ale zgodnie z Twoim uzasadneniem "metagra2"
        nie istnieje z tego samego powodu co "metagra".
        Choc na zdrowy rozum wiemy ze nie ma mozliwosci rozegrania
        "metagry2" w taki sposob aby sie ona zakonczyla w skonczonej ilosci ruchow,
        to nie mozemy tego zalozyc ,musimy wpierw przeprowadzic
        kwantyfikacje po wszystkich grach takze "metagrze2"
        ale jest to niewykonalne ,bo "metagra2" jest w trakcie
        konstrukcji dopoki nie zakonczymy kwantyfikacji i kolo
        sie zamyka.
        Wydaje mi sie ,ze to co dla zbiorow abstrakcyjnych obiektow ma sens
        w przypadku obiektow ktorych konstrukcja jest " na ukonczeniu"
        jak "metagra",czy "metagra2" nie ma zastosowania.
        Co o tym sadzisz ?

        Natomiast co do roznicy z paradoksem golarza.
        Jesli paradoks sprawia ze "metagra" nie istnieje ,to
        dla mnie jest to pozorny paradoks ,bo ma rozwiazanie w tym
        ze obiektu ktorego istnienie domniemywamy po prostu brak.
        Z paradoksu golarza nie wynika ze golarz nie istnieje
        ,albo nie ma czego golic. Wynikiem tego paradoksu jest
        ze golarz cokolwiek zrobi badz nie zrobi bedzie to wbrew
        regulom - o ile jest on mezczyzna ,a nie chlopcem.
        Formula wtedy sprowadza sie do tego ze goli siebie
        wtedy i tylko wtedy gdy nie goli siebie.
        Formula ta nie zwiazana jest z istnieniem czegokolwiek,
        co w przypadku gdyby nie istnialo rozwiazywaloby problem.
        Na pytanie co robi golarz ,mozemy odpowiedzic ze na pewno
        nie postepuje wedlug tej formuly.

        pozdrawiam
        LPiotrek
        • sapiezanka Re: Milutka wersja paradoksu Russella 11.04.03, 20:42
          Gość portalu: LPiotrek napisał(a):


          > Natomiast co do roznicy z paradoksem golarza.
          > Jesli paradoks sprawia ze "metagra" nie istnieje ,to
          > dla mnie jest to pozorny paradoks ,bo ma rozwiazanie w tym
          > ze obiektu ktorego istnienie domniemywamy po prostu brak.
          > Z paradoksu golarza nie wynika ze golarz nie istnieje
          > ,albo nie ma czego golic. Wynikiem tego paradoksu jest
          > ze golarz cokolwiek zrobi badz nie zrobi bedzie to wbrew
          > regulom - o ile jest on mezczyzna ,a nie chlopcem.
          > Formula wtedy sprowadza sie do tego ze goli siebie
          > wtedy i tylko wtedy gdy nie goli siebie.
          > Formula ta nie zwiazana jest z istnieniem czegokolwiek,
          > co w przypadku gdyby nie istnialo rozwiazywaloby problem.
          > Na pytanie co robi golarz ,mozemy odpowiedzic ze na pewno
          > nie postepuje wedlug tej formuly.
          >
          > pozdrawiam
          > LPiotrek


          Jesli "metagra" ma nastepujaca regule:

          "Golarz goli wszystkich tych i tylko tych mezczyzn,
          ktorzy nie gola sami siebie. Czy golarz goli sam siebie?"

          to:

          Gra - Ggy golarz goli mezczyzn, ktorzy nie gola sami siebie, to nie goli
          siebie - jest skonczona.
          Gra - Gdy golarz goli siebie, to nie goli mezczyzn, ktorzy nie gola sami
          siebie - jest skonczona.

          1. Czy pytanie: "Czy golarz goli sam siebie?" wchodzi w sklad reguly >metagry<
          i w jakim zakresie? Czy ja zaweza do pierwszej czesci czy tez modyfikuje
          twierdzenie jako podzbior wzgledem pytania i w ten sposob tworzy nowa regule
          dla calosci >metagry< ?

          2. Paradoks jest pozorny, gdy "metagra" TOCZY SIE w czasie = t lub t = n.
          Paradoks pojawia sie w czasie t = 0. Wtedy wspolny zbior sie rozpada, poniewaz
          czas t = 0 zatrzymuje "metagre" bez wzgledu na to, czy jest skonczona czy
          nieskonczona. Wtedy pozostaje jedynie REGULA.
          sapiezanka

        • pulbek Re: Milutka wersja paradoksu Russella 18.04.03, 17:11
          Gość portalu: LPiotrek napisał(a):

          > Twoja formula brzmi:
          > > Polega to na tym, ze
          > > gracz zaczynajacy wybiera jakas (jaka chce) gre skonczona,
          > >...
          > Paradoks powstaje gdy niedopuszczamy do mysli iz moze
          > istniec cos takiego jak skonczonosc warunkowa.

          W istocie, nie dopuszczamy do mysli czegos takiego. Kazda rzecz albo ma jakas
          wlasnosc, albo jej nie ma. Albo jest skonczona, albo nie. Na tym stoi
          matematyka. W szczegolnosci, wlasciwosci obiektu nie mozna ustalac na podstawie
          tego, czy on nalezy do jakiegos zbioru. A przynajmniej - nie mozna tego robic
          zupelnie dowolnie.

          Wlasciwosc "jest skonczony" to dobrze zdefiniowana rzecz: cos jest skonczone
          jezeli ma mniej elementow niz jest liczb naturalnych. Co do gry: jest
          skonczona, jezeli kazda jej rozgrywka jest skonczona. To jest definicja i
          koniec. Nie mozna nagle powiedziec "gra jest skonczona jezeli nie mozna jej
          wybrac", bo to jest rozszerzanie definicji skonczonosci. Wtedy nie mowimy juz o
          skonczonosci, tylko o jakiejs jej (dziwacznej) odmianie.

          Rozumiem Twoje niezadowolenie, bo to rzeczywiscie jest podejrzane. Ta "metagra"
          wydaje sie zupelnie rzeczywistym obiektem, nieprawdaz? Tymczasem teoria
          zbiorow, taka jaka znamy, zabrania mowienia o niej. A konkretnie: zabrania
          nazywania jej "gra". Scisle rzecz biorac, metagra istnieje, ale nie jest gra.
          Innymi slowy, nie istnieje gra spelniajaca definicje metagry.

          To oznacza, ze matematyka jest nieznosnie ograniczona. Jakze to tak, nie ma gry-
          metagry? Przeciez kazdy moze w nia zagrac.

          Z drugiej strony, dzieki temu w matematyce nie ma paradoksow.

          Trzeba tu powiedziec, ze jest cala szkola logiczna, ktora uwaza ze paradoksy i
          sprzecznosci to nic strasznego, i ze da sie z nimi zyc. Nie znam sie na tym
          zbyt dobrze, ale oni zdaje sie odrzucaja aksjomat, ze z falszu da sie udowodnic
          wszystko.

          > Jezeli jednak obstajesz nadal przy tym ,ze "metagra" nie istnieje.
          > To rozpatrzmy taki przyklad:
          > Wezmy pewien zbior gier nieskonczonych tzn, nie majacych zadnej
          > skonczonej rozgrywki. Utworzmy gre "metagra2" ,ktora moze
          > zaczynac sie wyborem dowolnej gry nieskonczonej.
          > Pytanie czy "metagra2" jest nieskonczona ?
          > Pozornie tak, ale zgodnie z Twoim uzasadneniem "metagra2"
          > nie istnieje z tego samego powodu co "metagra".

          To prawda, metagra2 jest zdefiniowana niezgodnie z zasadami teorii zbiorow. Ale
          nie prowadzi (bezposrednio) do zadnego paradoksu: jest po prostu nieskonczona.

          Dziekuje Ci za ten przyklad. To sugeruje, ze w tym paradoksie jednak gdzies
          chowa sie negacja. Moze jednak ten paradoks nie rozni sie niczym od tego z
          golarzem?

          > Wydaje mi sie ,ze to co dla zbiorow abstrakcyjnych obiektow ma sens
          > w przypadku obiektow ktorych konstrukcja jest " na ukonczeniu"
          > jak "metagra",czy "metagra2" nie ma zastosowania.
          > Co o tym sadzisz ?

          Raczej nie zrozumialem tego, co tu napisales. Co to znaczy, ze konstrukcja jest
          na ukonczeniu?

          > Natomiast co do roznicy z paradoksem golarza.
          > Jesli paradoks sprawia ze "metagra" nie istnieje ,to
          > dla mnie jest to pozorny paradoks ,bo ma rozwiazanie w tym
          > ze obiektu ktorego istnienie domniemywamy po prostu brak.
          > Z paradoksu golarza nie wynika ze golarz nie istnieje

          No, to zalezy jak o tym myslec. Jezeli znamy jakiegos golarza, jest on
          ustalony, i mowimy ze on goli itd., to faktycznie: golarz istnieje, ale po
          prostu nie moze postepowac zgodnie z naszymi zasadami.

          Ale mozna rozumowac inaczej: opis tego, co robi golarz, traktujemy jako
          _definicje_ golarza. Czyli: golarzem nazywamy takiego czlowieka, ktory goli itd.
          Pytanie: czy w miescie jest jakis golarz? Odpowiedz: nie. Czlowiek, ktory
          spelnia nasze zasady, nie istnieje. I nieistnienie go rozwiazuje nasze problemy.

          Pulbek.


          • Gość: thrunduil Re: Milutka wersja paradoksu Russella IP: 157.25.125.* 24.04.03, 17:02
            > Trzeba tu powiedziec, ze jest cala szkola logiczna, ktora uwaza ze paradoksy
            > sprzecznosci to nic strasznego, i ze da sie z nimi zyc. Nie znam sie na tym
            > zbyt dobrze, ale oni zdaje sie odrzucaja aksjomat, ze z falszu da sie
            udowodnic

            a co to za szkola?

            > Dziekuje Ci za ten przyklad. To sugeruje, ze w tym paradoksie jednak gdzies
            > chowa sie negacja. Moze jednak ten paradoks nie rozni sie niczym od tego z
            > golarzem?

            ja obstawiam na to, ze skonczonosc metagry jest nierozstrzygalna.
            bo aby mozna bylo wybrac metagre jako gre skonczona potrzebny jest dowod jest
            skonczonosci. A istnienie paradoksu pokazuje, ze dowod jest niemozliwy.
            • chalupa1 Re: Milutka wersja paradoksu Russella 24.04.03, 23:26
              Gość portalu: thrunduil napisał(a):
              > ja obstawiam na to, ze skonczonosc metagry jest nierozstrzygalna.
              > bo aby mozna bylo wybrac metagre jako gre skonczona potrzebny jest dowod jest
              > skonczonosci. A istnienie paradoksu pokazuje, ze dowod jest niemozliwy.
              To jest to! Ja bym te slowa w ramki oprawil!!!
              chal
            • pulbek Re: Milutka wersja paradoksu Russella 25.04.03, 09:41
              Gość portalu: thrunduil napisał(a):

              > ja obstawiam na to, ze skonczonosc metagry jest nierozstrzygalna.
              > bo aby mozna bylo wybrac metagre jako gre skonczona potrzebny jest dowod jest
              > skonczonosci. A istnienie paradoksu pokazuje, ze dowod jest niemozliwy.

              Thrunduil, blagam, tylko nie nieroztrzygalna. Nie zaczynaj znowu. Nie mozesz po
              prostu powiedziec "niemozliwa do udowodnienia ani do obalenia"? Zdania nie moga
              byc nieroztrzygalne, nierozstrzygalne sa tylko problemy. Naprawde nie ja
              wymyslilem te terminologie.

              Powiedz jeszcze w jakiej logice powinien byc ten dowod skonczonosci, zeby mozna
              bylo wybrac metagre. Bo jezeli w klasycznej, to ja potrafie taki dowod zrobic.
              Idzie to przez przypadki, widzisz jak?

              Pulbek.
              • chalupa1 Re: Milutka wersja paradoksu Russella 25.04.03, 11:29
                pulbek napisał:

                > Gość portalu: thrunduil napisał(a):
                >
                > > ja obstawiam na to, ze skonczonosc metagry jest nierozstrzygalna.
                > > bo aby mozna bylo wybrac metagre jako gre skonczona potrzebny jest dowod j
                > est
                > > skonczonosci. A istnienie paradoksu pokazuje, ze dowod jest niemozliwy.
                >
                > Thrunduil, blagam, tylko nie nieroztrzygalna. Nie zaczynaj znowu. Nie mozesz
                po
                >
                > prostu powiedziec "niemozliwa do udowodnienia ani do obalenia"? Zdania nie
                moga
                >
                > byc nieroztrzygalne, nierozstrzygalne sa tylko problemy. Naprawde nie ja
                > wymyslilem te terminologie.
                >
                > Powiedz jeszcze w jakiej logice powinien byc ten dowod skonczonosci, zeby
                mozna
                >
                > bylo wybrac metagre. Bo jezeli w klasycznej, to ja potrafie taki dowod
                zrobic.
                > Idzie to przez przypadki, widzisz jak?
                >
                > Pulbek.

                Zdanie zawierajace paradoks stawia problem jako nierozstrzygalny. Zmodyfikuj
                zdanie, wtedy problem rozstrzygniesz. Mozesz probowac go rozstrzygnac , ale
                wtedy omijasz paradks slalomem. Chcac nie chcac podwazasz tresc zdania, ktora
                wymaga innej dyscypliny, na przyklad lotow.

                chal
              • Gość: thrunduil Re: Milutka wersja paradoksu Russella IP: 157.25.125.* 25.04.03, 17:51
                > Thrunduil, blagam, tylko nie nieroztrzygalna. Nie zaczynaj znowu. Nie mozesz
                > po prostu powiedziec "niemozliwa do udowodnienia ani do obalenia"? Zdania nie
                > moga byc nieroztrzygalne, nierozstrzygalne sa tylko problemy. Naprawde nie ja
                > wymyslilem te terminologie.

                "niemozliwa do udowodnienia ani do obalenia"
                to na pewno nie jest dobra terminologia.
                Odkodowales znaczenie slowa "nierozstrzygalna" bez problemu
                dlaczego nie moge go wiec uzywac zwlaszcza jezeli alternatywa ma tysiac znakow?

                > Powiedz jeszcze w jakiej logice powinien byc ten dowod skonczonosci, zeby
                > mozna bylo wybrac metagre. Bo jezeli w klasycznej, to ja potrafie taki dowod
                > zrobic.
                > Idzie to przez przypadki, widzisz jak?

                ja nie wiem czy to jest dowod
                nie lubie jak ktos mi mowi w dowodzie, ze jakis glupi napis jest falszywy lub
                prawdziwy. Dowod powien byc taka manipulacja na symbolach, zeby nie trzeba sie
                bylo zastanawiac co te symbole znacza. A juz najbardziej mnie denerwuje jak
                ktos z wielka radoscia mowi SPRZECZNOSC. Jakby jakis czarne plamki na ekranie
                mogly generowac jakis realny paradoks.
                Np nie widze nic sprzecznego w zdaniu 'x i nie x'.

                Wlasciwie to tutaj mamy sytuacje chyba jeszcze gorsza niz nierozstrzygalnosc
                Tutaj sama nierozstrzygalnosc jest nierostrzygalna.

                Zwykla nierozstrzygalnosc nie wystarczy.
                Gdyby metagra bylany nierozstrzygalna wtedy w nastepnym kroku nie moznaby jej
                wybrac (bo nie ma dowodu jej skonczonosci) i tym samym metagra stalaby sie gra
                rozstrzygalna i skonczona.
                Nierozstrzygalnosc nierozstrzygalnosci rozwiązuje ten problem.

                W oparciu o ten dowod zdanie:
                "nierozstrzygalnosc pierwotnego pytania jest nierozstrzygalna"
                jest zdaniem rozstrzygalnym i prawdziwym
                • pulbek Re: Milutka wersja paradoksu Russella 25.04.03, 18:25
                  Gość portalu: thrunduil napisał(a):

                  >
                  > "niemozliwa do udowodnienia ani do obalenia"
                  > to na pewno nie jest dobra terminologia.
                  > Odkodowales znaczenie slowa "nierozstrzygalna" bez problemu

                  Teraz tak, bo juz Cie znam :-) Ale kiedys ani ja, ani Stefan nie moglismy
                  zrozumiec o co Ci chodzi.

                  >
                  > > Powiedz jeszcze w jakiej logice powinien byc ten dowod skonczonosci, zeby
                  > > mozna bylo wybrac metagre. Bo jezeli w klasycznej, to ja potrafie taki
                  > > dowod zrobic.
                  >
                  > ja nie wiem czy to jest dowod
                  > nie lubie jak ktos mi mowi w dowodzie, ze jakis glupi napis jest falszywy lub
                  > prawdziwy.

                  Tak myslalem. Ale glupoty gadam, bo przeciez jest prosciutki, konstruktywny
                  dowod skonczonosci. A idzie to tak:

                  Trzeba pokazac, ze kazda rozgrywka metagry jest skonczona. No to wezmy sobie
                  taka dowolna rozgrywke. Jak ona wyglada? Ano pierwszy ruch (r) to wybranie
                  jakiejs gry skonczonej G, a dalsza czesc to jakas rozgrywka (R) w G. Ale G jest
                  skonczona (z definicji metagry), wiec R jest skonczonym ciagiem ruchow (bo
                  kazda rozgrywka gry skonczonej jest skonczona, z definicji). Tak wiec ciag
                  ruchow rR tez jest skonczony. CBDO.

                  Ten dowod jest w pelni konstruktywny i daje sie sformalizowac w logice
                  intuicjonistycznej. Myle sie?

                  > Np nie widze nic sprzecznego w zdaniu 'x i nie x'.

                  Slowo ''sprzecznosc'' oznacza tyle co ''moge udowodnic kazde zdanie''. Nic
                  wiecej to nie oznacza. W tym sensie, w logice klasycznej (i intuicjonistycznej
                  zreszta tez) to zdanie jest sprzeczne, bo mozna z niego udowodnic kazde zdanie.

                  Pulbek.

                  PS. Bardzo by Ci sie spodobal artykul J.-Y.Girarda pod tytulem "Locus solum".
                  To bardzo slawny logik, i wlasnie 2 lata temu postanowil zrobic rewolucje w
                  logice. Od tej pory twierdzi ze Tarski to byl baran i ze wszelka "semantyke"
                  nalezy odrzucic, a logike traktowac jako czysta manipulacje na symbolach.
                  Znajdziesz to na

                  iml.univ-mrs.fr/~girard/Articles.html
                  w pliku 0.ps.gz.

                  Pulbek.
                  • Gość: thrunduil Re: Milutka wersja paradoksu Russella IP: 157.25.125.* 27.04.03, 16:55
                    > CBDO.

                    Ale jakis ciag aksjomatow nie moze generowac sprzecznosci.
                    To ze moze generowac w matematyce to jest problem logiki a nie swiata
                    Logika intuicjonistyczna ma te same problemy a jest jeszcze gorsza a zwyklej.
                    Logika, ktora ma takie wlasnosci nie moze byc traktowania powazne.

                    Metagra w koncu moze odbyc sie na prawde i pojawi sie problem czy mozna wybrac
                    metagre jako gre skonczona czy nie. Jakas odpowiedz musi byc udzielona.
                    Odpowiedz, ze matagra nie jest gra to nie jest zadne rozwiazanie.
                    Nawet jak to potraktowac powazne, to mozna powiedziec, ze ruchem moze byc wybor
                    z czegos, czego metagra jest elementem.

                    > Slowo ''sprzecznosc'' oznacza tyle co ''moge udowodnic kazde zdanie''. Nic
                    > wiecej to nie oznacza.

                    Ale ja nie widze powodu dla ktorego z 'x i -x' mozna wszystko udowodnic.
                    Ze zdania 'p' traktowanego jako atom nie mozna wszystkiego udowodnic.
                    Jezeli wiec 'x i -x' potraktujemy jako inny zapis tego atomu to nie ma zadnej
                    sprzecznosci. A jak popatrzymy na to troche inaczej to juz jest.
                    To pokazuje, ze w tym wszystkim jest moze jakies nieuprawnione odwolanie sie do
                    tresci zapisu.

                    > PS. Bardzo by Ci sie spodobal artykul J.-Y.Girarda pod tytulem "Locus solum".
                    dzieki,
                    Troche zajmie przeczytanie tej ksiazeczki
                    • pulbek Re: Milutka wersja paradoksu Russella 28.04.03, 13:46
                      Gość portalu: thrunduil napisał(a):

                      > Ale jakis ciag aksjomatow nie moze generowac
                      > sprzecznosci.
                      > To ze moze generowac w matematyce to jest problem
                      > logiki a nie swiata

                      Pytanie brzmi wiec: co jest zle w dowodzie, ktorzy
                      przedstawilem? Rozumiem ze wszelkie logiki Ci nie
                      odpowiadaja, a interesuje Cie "swiat". Tak wiec co jest
                      zle w tym dowodzie z punktu widzenia "swiata"?


                      > Metagra w koncu moze odbyc sie na prawde i pojawi sie
                      > problem czy mozna wybrac
                      > metagre jako gre skonczona czy nie. Jakas odpowiedz
                      > musi byc udzielona.

                      Jakiej odpowiedzi wobec tego udzielisz?

                      Ostrzegam: odpowiedz "nierozstrzygalne" oznacza tyle co
                      "nie wiem". Z punktu widzenia przydatnosci nauki, ta
                      odpowiedz nie jest bardziej wartosciowa niz "pytanie jest
                      zle postawione".


                      > Ale ja nie widze powodu dla ktorego z 'x i -x' mozna
                      > wszystko udowodnic.

                      Tu pytanie: o czym wlasciwie jest logika i czym sie rozni
                      od fizyki? Obie dziedziny staraja sie opisywac "jak to na
                      tym swiecie jest".

                      Wyobrazmy sobie rozprawe sadowa, na ktorej swiadek mowi

                      "wczoraj o 17.00 bylem w Gdansku", a po chwili
                      "wczoraj o 17.10 bylem w Zakopanem".

                      Co bys o tym pomyslal jako sedzia? Czy zaufalbys jego
                      dalszym zeznaniom? Pewnie nie.

                      A teraz wyobraz sobie ze swiadek mowi

                      "wczoraj o 17.00 bylem w Gdansku", a po chwili
                      "wczoraj o 17.00 nie bylem w Gdansku".

                      A czy temu bys zaufal? Tez pewnie nie.

                      W pierwszym przypadku, powodem utraty zaufania byla
                      fizyka. W drugim - logika.

                      Teoretycznie, bardzo liberalny sedzia moglby w pierwszym
                      przypadku pomyslec "a moze przelecial rakieta?" i jednak
                      ufac swiadkowi.

                      Jak rozumiem, Ty chcialbys byc jeszcze bardziej liberalny
                      i pomyslec "a moze rzeczywiscie on jednoczesnie byl i nie
                      byl?".

                      Widze tu tylko jeden problem. Skoro jestes tak liberalny,
                      ze nie przeczysz niczemu, to do czego sie przydajesz?
                      Sedziemu (badaczowi) placi sie za to, zeby odroznial
                      prawde od nieprawdy, a nie po to, zeby na wszystko sie
                      zgadzal. Skoro przyjmujesz "x i -x", to co odrzucasz?

                      Pulbek.
                      • Gość: thrunduil Re: Milutka wersja paradoksu Russella IP: 157.25.125.* 29.04.03, 16:02
                        > Pytanie brzmi wiec: co jest zle w dowodzie, ktorzy
                        > przedstawilem? Rozumiem ze wszelkie logiki Ci nie
                        > odpowiadaja, a interesuje Cie "swiat". Tak wiec co jest
                        > zle w tym dowodzie z punktu widzenia "swiata"?

                        W dowodzie moze i nic
                        Jednak jako zalozenie ontologiczne mozna przyjac, ze nie ma sprzecznosci.
                        Jezeli wiec pojawia sie sprzecznosc to znaczy, ze jest problem
                        Poniewaz mechanizm wnioskowania jest apriori
                        wiec pojawi sie konflikt priorow.
                        Ja nie widze problemu w poswieceniu priora odnosnie poprawnosci mechanizmu
                        wnioskowania

                        > Jakiej odpowiedzi wobec tego udzielisz?
                        > Ostrzegam: odpowiedz "nierozstrzygalne" oznacza tyle co
                        > "nie wiem".

                        ze kazde zdanie jest pozbawione znaczenia.
                        A wszystko sie kreci tylko z powodu jakiejsc socjologicznej rownowagi.
                        W tym wypadku uzna sie, ze zadaniu z metagra nie da sie przypisac jakiegos
                        znaczenia.

                        I zeby uniknac tego typu odpowiedzi nalezaloby znalesc jakies rozwiazanie a
                        priori, takie, ze zalozenie jedynosci rozwiazania implikuje te rozwiazanie.

                        To nie jest absolutnie nieosiagalne.
                        Tak mniej wiecej wyglada uzasadnienie konwencjonalistycznej metodologii nauki,
                        gdzie konwencje metodologiczne staja sie jedynym rozwiazaniem problemu braku
                        obiektywnych rozwiazan.
                        Podobne rozwiazanie przydaloby sie w logice.

                        > Tu pytanie: o czym wlasciwie jest logika i czym sie rozni
                        > od fizyki? Obie dziedziny staraja sie opisywac "jak to na
                        > tym swiecie jest".

                        tylko, ze logika zaklada, ze odpowiedz jest mozliwa
                        a w koncu jest problem w epistymologi w postaci wykladu huma czy ontologii w
                        postaci solipsyzm berkeleya
                        Fizyka znalazla odpowiedz na te problemy, przyznajac swoja ograniczonosc a
                        jednoczesnie twierdzac, ze jest najlepszym rozwiazaniem ze zbioru rozwiazan
                        niedoskonalych
                        matematyka chyba je sobie wogole ignoruje.

                        > W pierwszym przypadku, powodem utraty zaufania byla
                        > fizyka. W drugim - logika.

                        Ale zadaniem sedziego jest wydanie wyroku racjonalnego spolecznie czy zgodnego
                        ze zdrowym rozsadkiem, ktory da sie obronic przy zalozeniu nieabsurdalnej
                        krytyki
                        Obiektywna poprawnosc jest bez znaczenia bo niedefiniowalna

                        > Widze tu tylko jeden problem. Skoro jestes tak liberalny,
                        > ze nie przeczysz niczemu, to do czego sie przydajesz?

                        do np wyznaczania rozwiazan optymalnych w warunkach kompletnej niewiedzy
                        Tyle tylko, ze zakladam, ze ani tezy pierwotne ani moje zaprzeczenia
                        nie maja statusu, ktoremu mozna przypisac statusu jakiejsc prawdziwosci.
                        Wszystko opiera sie wiec na sile retorycznej i na wierze drugije osoby, ze to
                        jednak cos innego jest istotne niz sila, co to jest wlasnie generatorem tej sily
                        • pulbek Re: Milutka wersja paradoksu Russella 29.04.03, 20:42
                          Gość portalu: thrunduil napisał(a):

                          > Wszystko opiera sie wiec na sile retorycznej i na wierze drugije osoby, ze to
                          > jednak cos innego jest istotne niz sila, co to jest wlasnie generatorem tej
                          > sily

                          Przykro mi, ale ja nie jestem w stanie dyskutowac o postmodernizmie,
                          konwencjonalizmie i tym podobnych rzeczach. Jestem twardoglowy beton i nikt i
                          nic mnie nie przekona, ze mosty (z wytrzymaloscia wyliczona rachunkiem
                          calkowym) sie nie zawalaja z powodu konsensusu spolecznego i sily retorycznej
                          pana Newtona, ktory wymyslil calki.

                          Za kazdym razem, kiedy przejezdzam mostem, otrzymuje dowod na to, ze rachunek
                          calkowy jest sto razy bardziej "prawdziwy" od wszelkich rozwazan na temat
                          dyskursow, konwencji i wiary drugiej osoby.

                          Pozwol wiec, ze nie bede na ten temat rozmawial, az do chwili kiedy ktos mi
                          pokaze praktyczna wartosc tkwiaca w konwencjonalistycznym podejsciu do nauki.

                          Pulbek.

                          PS. Pytanie o skonczonosc metagry pozostaje otwarte, niezaleznie od mojej i
                          Twojej sily retorycznej. Chociaz, przyznam, jest to mniej oczywiste niz
                          niezawalanie sie mostow.
                          • Gość: LPiotrek Re: Milutka wersja paradoksu Russella IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 30.04.03, 07:57

                            > Ja nie widze problemu w poswieceniu priora odnosnie poprawnosci mechanizmu
                            > wnioskowania
                            >
                            > > Jakiej odpowiedzi wobec tego udzielisz?
                            > > Ostrzegam: odpowiedz "nierozstrzygalne" oznacza tyle co
                            > > "nie wiem".
                            >
                            > ze kazde zdanie jest pozbawione znaczenia.


                            To wlasciwie wszystko nam wyjasnia :-))


                            > > Widze tu tylko jeden problem. Skoro jestes tak liberalny,
                            > > ze nie przeczysz niczemu, to do czego sie przydajesz?
                            >
                            > do np wyznaczania rozwiazan optymalnych w warunkach kompletnej niewiedzy
                            > Tyle tylko, ze zakladam, ze ani tezy pierwotne ani moje zaprzeczenia
                            > nie maja statusu, ktoremu mozna przypisac statusu jakiejsc prawdziwosci.
                            > Wszystko opiera sie wiec na sile retorycznej i na wierze drugije osoby, ze to
                            > jednak cos innego jest istotne niz sila, co to jest wlasnie generatorem tej
                            sily

                            Kiedys dyskutowalem z Trunduilem z wiara ,ze on poszukuje
                            rozwiazan optymalnych. Teraz wreszcie dowiedzialem sie na czym
                            one polegaja - na sile jego retoryki i wierze innych w ta sile. :-)
                            Teraz rozumiem jego irytacje ,gdy zaproponowalem mu aby
                            poeksperymentowal z solidnym mlotem na swojej glowie.
                            Coz ,okazalem sie zupelnym agnostykiem wobec jego sily
                            retorycznej :) - toz to prawdziwe upokorzenie dla geniusza retoryki.

                            Trunduil ma swoje niezaprzeczalne walory. Dzieki temu
                            ze generuje belkot - czyli zdania pozbawione znaczenia -
                            niemal rowny belkotowi optymalnemu, daje innym mozliwosc
                            przetestowania stanu wlasnych wladz umyslowych.
                            Ktos kto nie oprze sie jego sile retorycznej
                            i nie poradzi mu wizyty u psychiatry ,sam potrzebuje
                            takiej pomocy.
                            W tym miejscu naleza sie Trunduilowi podziekowania za jego
                            trud - niniejszym dziekuje i polecam raz jeszcze wizyte u dobrego
                            specjalisty.

                            Do Pulbeka
                            >
                            > Za kazdym razem, kiedy przejezdzam mostem, otrzymuje dowod na to, ze rachunek
                            > calkowy jest sto razy bardziej "prawdziwy" od wszelkich rozwazan na temat
                            > dyskursow, konwencji i wiary drugiej osoby.

                            Ta "prawdziwosc" nie jest jednak cecha rachunku calkowego ,lecz cecha mostu
                            - materii z jajkiej most sie sklada. Rachunek ,to tylko opis mostu
                            pod tym wzgledem jest rownie prawdziwy jak wszelkie bajania
                            i inne dyskursy. Rachunek to sprawa zasad tworzenia opisu.
                            Po metagrze nie mozna sie przejechac aby sprawdzic czy zasady
                            naszego wnioskowania sa uzyteczne/zgone z doswiadczeniem.
                            Mozna te zasady akceptowac lub nie. Jesli ktos je na serio
                            odrzuca tylko dlatego ze nie sa materia i twierdzi ze kazdy opis
                            jest rownie zly jak i dobry ,bo pozbawiony znaczenia to sie nadaje
                            na lokatora do domu bez klamek ,a nie na partnera do dyskusji.
                            Sprzecznosc to kwestia umowy jakiej przestrzegamy.
                            Jesli trunduil kwestionuje sprzecznosc to powinien
                            wymyslic sobie wszystkie wyrazy od nowa ,zbudowac wlasny jezyk
                            i nauczyc innych jak sie z nim mamy komunikowac.
                            Piszac swe posty uzywac pojec w zupelnie innym znaczeniu
                            niz to jakie inni przywiazuja do tych pojec.
                            Za chwile dojdzie do wniosku - bo jest niezwykle inteligentny - ze nie tylko
                            kazde zdanie nie ma znaczenia ,ale kazdy wyraz/pojecie nie ma
                            znaczenia. Wiec na sprzecznosc bedzie mowil atom itd itp.
                            A co mu tam ,liczy sie przeciez sila retoryczna.
                            Konstruujac przeciw jego wywodom rozsadne argumenty ,tylko
                            dajesz mu swiadectwo sily retorycznej jego belkotu.

                            Z takim gosciem trzeba dyskutowac jak z debilem ,to jest
                            najskuteczniejszy sposob wykazania mu zerowej sily retorycznej jego belkotu.
                            Choc oczywiscie prywatnie mozna miec uznanie dla niego
                            za jego belkot optymalny.

                            pozdrawiam
                            LPiotrek

                            • pulbek Re: Milutka wersja paradoksu Russella 30.04.03, 11:05
                              Gość portalu: LPiotrek napisał(a):

                              > Ta "prawdziwosc" nie jest jednak cecha rachunku calkowego ,lecz cecha mostu
                              > - materii z jajkiej most sie sklada. Rachunek ,to tylko opis mostu
                              > pod tym wzgledem jest rownie prawdziwy jak wszelkie bajania
                              > i inne dyskursy.

                              Ja jednak pozostane przy twardoglowo-betonowym pogladzie, ze niektore opisy sa
                              lepsze (czyt. bardziej prawdziwe) niz inne.

                              Wbrew pozorom matematyka nie istnieje w prozni i warto dbac o to, by nie
                              prowadzila do kompletnie absurdalnych wnioskow, nawet jezeli te wnioski dotycza
                              rzeczy czysto abstrakcyjnych.

                              Inna sprawa, ze matematykom _wygodnie_ jest przyjac, ze ich dziedzina istnieje
                              w prozni i rozumowac w oderwaniu od jakiejkolwiek rzeczywistosci. To, ze
                              wnioski wyplywajace z takich abstrakcyjnych rozumowan sprawdzaja sie w
                              praktyce, jest zupelna magia i chyba nikt tego nie rozumie. To zjawisko ma
                              ladna nazwe: "niepojeta skutecznosc matematyki w naukach przyrodniczych".

                              www.dartmouth.edu/~matc/MathDrama/reading/Wigner.html
                              EOT, jesli o mnie chodzi.

                              Pulbek.
                              • Gość: LPiotrek Re: Milutka wersja paradoksu Russella IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 01.05.03, 20:19


                                >> Ta "prawdziwosc" nie jest jednak cecha rachunku calkowego ,lecz cecha mostu
                                >> - materii z jajkiej most sie sklada. Rachunek ,to tylko opis mostu
                                >> pod tym wzgledem jest rownie prawdziwy jak wszelkie bajania
                                >> i inne dyskursy.
                                >
                                > Ja jednak pozostane przy twardoglowo-betonowym pogladzie, ze niektore opisy
                                sa
                                > lepsze (czyt. bardziej prawdziwe) niz inne.

                                Tylko ,ze ta ich lepszosc nie jest w nich samych zawarta
                                tylko zalezy od wlasciwosci materii do jakiej te opisy sie odnosza.
                                Mozna by opis porownac do klucza ,a materie do drzwi.
                                Gdyby nie drzwi nie byloby kluczy lepszych lub gorszych.
                                Wszystkie bylyby zlomem.
                                Byc moze mowimy o tym samym ,ale nie jestem tego pewien.
                                Dla mnie kolejnosc jest taka : opis jest lepszy ,bo wynika
                                to z jego uzytecznosci ,a nie na odwrot tj. jest bardziej
                                uzyteczny ,bo w nim samym tkwi cos co daje mu przewage nad
                                innymi opisami. Sprzecznosc jest elementem opisu. Modyfikujac pojecie
                                sprzecznosci tworzymy zupenie inna matematyke z zupelnie innej
                                przestrzeni. Jedyne co wspolnego jest dla starej i tej nowej
                                matematyki to ze sa one opisami i tyle.
                                Ja nie widze powodu dla ktorego wszystkie mozliwe opisy
                                mialyby istniec w tej samej przestrzeni.
                                Jezeli komus nie podoba sie ze x i -x ,to sprzecznosc
                                to jego wola. Tylko nad czym tu dyskutowac jezeli jego
                                pojecia i reguly naleza do zupelnie innego swiata - tworza
                                inny system opisu.
                                Choc brzmia znajomo sa zupelnie czyms innym.
                                Powolywanie sie na uzytecznosc starego systemu do niczego nie
                                prowadzi. Nie wolno przegapic momentu w ktorym gosc
                                mowi np. tu nie ma sprzecznosci. Jego tu znaczy tyle co u niego
                                w jego systemie. Czyli nijak sie to ma do matematyki.

                                > Wbrew pozorom matematyka nie istnieje w prozni i warto dbac o to, by nie
                                > prowadzila do kompletnie absurdalnych wnioskow, nawet jezeli te wnioski
                                dotycza
                                > rzeczy czysto abstrakcyjnych.

                                Tylko ze dla rzeczy czysto abstrakcyjnych ,to my decydujemy co jest
                                absurdalne ,a co nie jest. Oczywiscie kierujemy sie pewnymi priorytetami
                                ,jakie podpowiada nam przyroda i to jest przyczyna dla ktorej
                                abstrakcyjna matamatyka tak dobrze nadaje sie do opisu swiata.
                                Choc z ta dobrocia to bym nie przesadzal dopoki nie powstanie
                                matematyczny model swiadomosci :-)

                                pzdr
                                LPiotrek
                          • Gość: thrunduil Re: Milutka wersja paradoksu Russella IP: 157.25.125.* 30.04.03, 15:39
                            > Przykro mi, ale ja nie jestem w stanie dyskutowac o postmodernizmie,
                            > konwencjonalizmie i tym podobnych rzeczach. Jestem twardoglowy beton i nikt i
                            > nic mnie nie przekona, ze mosty (z wytrzymaloscia wyliczona rachunkiem
                            > calkowym) sie nie zawalaja z powodu konsensusu spolecznego i sily retorycznej
                            > pana Newtona, ktory wymyslil calki.

                            Ogolna teoria wzglednosci jest idealnym przykladem wytworu konwencjonalizmu
                            ze swoim dowodem glownego wzrosu jako najpiekniejszego wzoru ze zbioru rownan
                            wydajacych sie byc sensowne.
                            Jest taka konwencja - empirical relevance
                            Trwalosc mostow z niczym sie nie kluci.
                            Trwalosc mostow to wkoncu czysta retoryka
                            jest dobrze bo sie sprawdza
                            • innppp Na marginesie, znacie Pratchetta? 30.04.03, 17:07
                              Gość portalu: thrunduil napisał(a):

                              > > Przykro mi, ale ja nie jestem w stanie dyskutowac o
                              postmodernizmie,
                              > > konwencjonalizmie i tym podobnych rzeczach. Jestem
                              twardoglowy
                              > > beton i nikt i nic mnie nie przekona, ze mosty (z
                              wytrzymaloscia
                              > > wyliczona rachunkiem calkowym) sie nie zawalaja z
                              powodu
                              > > konsensusu spolecznego i sily retorycznej
                              > > pana Newtona, ktory wymyslil calki.

                              Czy nie napisano, ze gdybys mial choc szczypte wiary,
                              to moglbys gory przenosic, o mostach nie wspominajac?

                              >
                              > Ogolna teoria wzglednosci jest idealnym przykladem
                              > wytworu konwencjonalizmu ze swoim dowodem
                              > glownego wzoru jako najpiekniejszego wzoru ze zbioru
                              rownan
                              > wydajacych sie byc sensowne.

                              To nie byl dowod, tylko postulat.
                              Byc moze konwencjonalizm przydaje sie
                              na etapie konstruowania teorii.

                              > Jest taka konwencja - empirical relevance

                              To bardzo naciagane sformulowanie.
                              Ten "konwencjonalizm" wyglada mi na
                              wytwor filozofii nauki.

                              > Trwalosc mostow z niczym sie nie kloci.

                              Trwalosc mostow jest konsekwencja logiki.
                              Jesli mialbys logike, w ktorej prawda=falsz,
                              to nie bylbys w stanie odpowiedziec teoretycznie
                              na pytanie, czy most sie zawali, czy nie.


                              > Trwalosc mostow to wkoncu czysta retoryka

                              Czytam i czytam, za nic nie moge pojac.

                              > jest dobrze bo sie sprawdza

                              Zapewne, nie jest to kwestia slepego trafu?

                              Nie wiem, czy czytacie Pratchetta (Swiat Dysku).
                              Taki inteligentny pastisz fantazy/SF.
                              Pamietam taka scene, jak druid leci na megalicie
                              na obrzed Przesilenia. Megalit leci dzieki
                              perswazji.... brzmi dziwnie znajomo.

                              Pozdrawiam
                              i.


                              • Gość: thrunduil Re: Na marginesie, znacie Pratchetta? IP: 157.25.125.* 30.04.03, 17:43
                                > To nie byl dowod, tylko postulat.
                                > Byc moze konwencjonalizm przydaje sie
                                > na etapie konstruowania teorii.

                                On przydaje sie do uzasadnienia sensu takich rzeczy jak kosmologia, teorie
                                strun czarne dziury, daje podstawe do przyjmowania zalozen jawnie falszywych
                                do wprowadzenia jakiejs relatywnej prawdy, np mechaniki newtona w warunkach
                                niskich energii itp.

                                > > Trwalosc mostow z niczym sie nie kloci.
                                > Trwalosc mostow jest konsekwencja logiki.

                                Konsekwencja logiki jest, ze jezeli zalozenia sa poprawne to most sie nie
                                rozpadnie. A potem jak sie rozpadnie to zwalaja wine na zalozenia.

                                > > Trwalosc mostow to wkoncu czysta retoryka
                                > Czytam i czytam, za nic nie moge pojac.

                                A co w tym dziwnego?
                                Jest chyba taki dosc rozpowszechniony poglad (ale nie jedyny),
                                ze jezeli nie ma rozwiazania doskonalego
                                to nalezy przyjac rozwiazanie, ktore najlepiej sie sprawdza.
                                Ale na to tez nie ma zadnego dowodu

                                > > jest dobrze bo sie sprawdza
                                > Zapewne, nie jest to kwestia slepego trafu?

                                Zapewne nie
                                ale tego nie da sie udowodnic
                                jezeli wiec pojecie dowodu ma jakies duze znaczenie, to wtedy bylaby to jednak
                                kwestia wiary.
                  • Gość: dziki Re: Milutka wersja paradoksu Russella IP: *.dyn.optonline.net 28.04.03, 07:35
                    pulbek napisał:

                    > Slowo ''sprzecznosc'' oznacza tyle co ''moge udowodnic kazde zdanie''. Nic
                    > wiecej to nie oznacza.

                    Bardzo mi przykro,ale "sprzecznosc" nie oznacza tego!!!
                    Oznacza ona jak mi sie wydaje ze nie mozna udowodnic niczego co
                    jest zgodne z nasza logika!!!

                    > W tym sensie, w logice klasycznej (i intuicjonistycznej
                    > zreszta tez) to zdanie jest sprzeczne, bo mozna z niego udowodnic kazde
                    >zdanie.
                    >

                    Zdanie, z ktorego mozna udowodnic kazde zdanie jest sprzeczne z logika
                    implikacji,ale nie z kazda "logika".


                    > Pulbek.
                    >

                    pozdrowienia,

                    dziki

                    • sapiezanka Re: Milutka wersja paradoksu Russella 30.04.03, 11:30
                      DZIEN DOBRY!
                      Troche mi przykro mi z powodu napasci LPiotrka.
                      Zawsze sadzilam, ze to gosc z duuza kultura…

                      Panowie, troche mnie znacie, ale tak na chlopski rozum, to cos mi sie widzi, ze
                      zapis matematyczny problemu jest trefny! I w nim pies pogrzebany.

                      1. coto pisal:
                      >Paradoks ten jednak znika gdy bedziemy mieli
                      >do czynienia nie z sytuacja "tu i teraz" (x=-x) lecz z procesem typu: x(t)=-x
                      (t-
                      to).
                      Jego propozycja wydaje mi sie dobrym tropem. Czas probuje on wprowadzic jako
                      wymiar, ktory moze paradoks roztrzygnac! np. x(t) = -x(-t), ALE...

                      2. Pulbek uzywa zapisu: `x i x.
                      Jednak spojnik "i", to prawie znak "plus", wiec jego uzycie w tym wypadku
                      falszuje definicje. Zapis jest niezgodny z trescia zdania!
                      Pulbek, moze powinienes jako "spojnika" uzyc przecinka albo znaku LUB?

                      3. thrunduil :
                      >> Ale jakis ciag aksjomatow nie moze generowac
                      >> sprzecznosci.
                      >> To ze moze generowac w matematyce to jest problem
                      >> logiki a nie swiata
                      pulbek:
                      >Pytanie brzmi wiec: co jest zle w dowodzie, ktorzy
                      >przedstawilem? Rozumiem ze wszelkie logiki Ci nie
                      >odpowiadaja, a interesuje Cie "swiat". Tak wiec co jest
                      >zle w tym dowodzie z punktu widzenia "swiata"?


                      Mysle, ze W dowodzie nie ma nic zlego. To w opisie matematycznym dowodu jest
                      blad. Ani x=-x ani `x i x` nie sa zapisem prawdziwym, odwzorujacym problem!
                      x czy `x nazwijmy X , ale -x oraz x´ nazwijmy Y. Robie to po to, by zdanie
                      nie bylo Jednowymiarowe!
                      Dopiero zdanie F(X), F(Y) jest blizsze prawdy albo F(X) lub F(Y). Teraz
                      problem moze byc rozstrzygalny.

                      4. W rozprawie sadowej Pulbeka zdania :
                      "wczoraj o 17.00 bylem w Gdansku",
                      "wczoraj o 17.10 bylem w Zakopanem".
                      Oraz wersja 2:
                      "wczoraj o 17.00 bylem w Gdansku",
                      "wczoraj o 17.00 nie bylem w Gdansku".
                      zawierajac paradoks sa obecnie rozwiazywalne, bo nie jednowymiarowe. Nawet
                      jesli uzyje zapisu: `x,x`
                      albo
                      x lub -x

                      pulbek:
                      >> Jakiej odpowiedzi wobec tego udzielisz?
                      >> Ostrzegam: odpowiedz "nierozstrzygalne" oznacza tyle co
                      >> "nie wiem".
                      thrunduil:
                      >"ze kazde zdanie jest pozbawione znaczenia."?
                      Otoz nie kaze zdanie pozbawione jest znaczenia, lecz oba posiadaja znaczenia
                      sprzeczne ze soba. Zatem w zdaniu oraz w swiecie moga one wystepowac "OBOK"
                      siebie, byleby nie jednoczesnie ani jednowymiarow, ale zawsze osobno i… jak
                      spiny elektronow: >albo - albo< .

                      Pozdrawiam
                      • Gość: LPiotrek Re: Milutka wersja paradoksu Russella IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 01.05.03, 20:16
                        > > > Nie jesteśmy też w stanie tego prawdopodobieństwa policzyć, nawet w
                        > > > przybliżeniu.
                        > >
                        > > To wielka zmiana w Twoim stanowisku. Do tej pory twierdziles ze
                        > > wynosi ono dokladnie zero

                        > Cały czas tak twierdzę, dlatego właśnie nie można policzyć
                        prawdopodobieństwa,
                        > że z przyczyn fundamentalnych wynosi ono zero. Kto podaje jakieś
                        > prawdopodobieństwo, to wysysa je z palca, a nie stosuje przybliżenia.

                        Ale Ty wlasnie dokladnie to robisz !!!
                        Podajesz ze to prawdopodobienstwo jest rowne zero.
                        To jest wlasnie aksjomat - czyli cos wyssanego z palca !

                        Przyblizenie polega przeciez na wyznaczeniu pewnego otoczenia.
                        Jezeli cos jest rowne dokladnie zero ,to nie mamy najmniejszego
                        problemu ze skonstruowaniem takiego otoczenia wokol zera ,aby zero sie w nim
                        znalazlo. W dowolnym otoczeniu zera zero bedzie sie znajdowalo.

                        Ciekawi mnie teraz bardzo ,w jaki sposob fizycy mogliby
                        obalic hipoteze ,ze to prawdopodobienstwo moze byc jednak
                        rozne od zera.

                        Ty zaproponowales sposob polegajacy ,na zbadaniu tego prawdopodobienstwa
                        dla duzo mniejszego obiektu. Gdyby bylo rozne od zera ,to dla duzo
                        mniejszego obiektu powinno byc w zasiegu naszych mozliwosci eksperymentalnych.
                        Ale w swietle Twoich powyzszych wyjasnien ten sposob jest zupelnie bezsensowny
                        ,bo tego sie nie da liczyc - to sie przyjmuje wg. Ciebie jako aksjomat.

                        Tyle ,ze ani Innppp ,ani Cs137 nie czuja sie zwiazani takim aksjomatem.

                        Czyzby oni nie znali sie na fizyce kwantowej ???

                        Dlaczego do tej pory nie odpowiedziales Innppp w watku "Czy bakteria
                        moze tunelowac" na pytanie o roznice miedzy funkcja falowa ,a bakteria ?
                        O ile ja rozumiem Innppp ,to on nie widzi zadnej ostrej
                        granicy miedzy obiektami w skali mikro i makro.
                        Czyzby fizycy znali taka granice ,tylko nie on ???

                        Cale to Twoje gadanie o komputerach kwantowych i ich zwiazku z tym
                        prawdopodobienstwem to tylko pusta retoryka.
                        To zmniejszylo moje zaufanie do tego co piszesz w okolice zera.

                        > > Mozesz jedynie przypuszczac ze tak jest.
                        >
                        > Prawa fizyki kwantowej wykluczają tunelowanie bakterii. To nie
                        przypuszczenie.
                        > Oczywiście nie można wykluczyć że fizyka się myli - tylko pod takim warunkiem
                        > bakteria może tunelować.

                        To nie prawa to wykluczaja tylko wyklucza to Twoj aksjomat.
                        Prawa to cos co podlega eksperymentalnej weryfikacji.
                        Aksjomat takiej weryfikacji nie podlega.
                        Jesliby to co podajesz w formie aksjomatu ,potraktowac jako
                        hipoteze ,to ani obecnie ,ani w zadej wyobrazalnej przyszlosci
                        nie ma mozliwosci zweryfikowania takiej hipotezy.

                        Jezeli faktycznie Innppp i Cs137 ,nie znaja sie na fizyce
                        to wyjasnij prosze jaka korzysc fizycy odniesliby z przyjecia
                        tego Twojego aksjomatu ??
                        Z tego co zauwazylem ,to oni - fizycy - bardzo starannie
                        gola swoja dyscypline brzytwa Ockhama ze zbednych aksjomatow.

                        > > Ty zas zdajesz sie mylic proces tunelowania z mozliwoscia
                        > > obserwowania interferencji miedzy formami obiektu
                        > > po obu stronach bariery.
                        >
                        > Nie mylę, ale twierdzę, że coś niezdolne do interferencji jest także
                        niezdolne
                        > do tunelowania i na odwrót

                        Czyli zakladasz ,ze kazda interferencje jestesmy w stanie
                        zaobserwowac ??
                        Przypuscmy ze bakteria moglaby interferowac sama z soba
                        ,ale w taki sposob ze my tego nie jestesmy s stanie dostrzec.
                        I co wtedy - mogla by tunelowac czy nie mogla by ???

                        > > Konkretnie co takiego wlozylem Ci w usta ???
                        >
                        > Znów wkładasz
                        >
                        > > twierdzac raz
                        > > ze cos jest rowne dokladnie zero , zas ostatnio iz nie da sie
                        > > tego policzyc nawet w przyblizeniu.
                        >
                        > bo jest równe zeru

                        Czyli jednak nie wkladam Ci w usta niczego, czemu bys
                        chcial zaprzeczyc i co z nich nie wyszlo.

                        > > > Nie może tunelować - prawdopodobieństwo jest równe zeru. To dość powszechn
                        > > y
                        > > > błąd jakich wiele popełnić łatwo, gdy nie do końca się rozumie fizykę
                        > > kwantową.
                        >
                        > Podtrzymuję konsekwentnie

                        Sprobuj to podtrzymac w dysksji z Innppp :-) -powodzenia.



                        > > Coz ja takiego stwierdzilem ? Po pierwsze ,ze przypuszczalnie nie potrafi
                        > > tunelowac
                        >
                        > Tego nie zauważyłem
                        >
                        > > , a po drugie ze jesli juz potrafi to z innym - w domysle duzo mniejszym -
                        > > prawdopodobienstwem niz to z jakim moga tunelowac kwanty.
                        >
                        > Wydawało mi się że w to wierzysz, a to jest wiara błędna

                        Staraj sie uwazniej czytac cudze posty.
                        Taka nieuwaga moze sugerowac ,ze lekcewazysz sobie
                        innych i starasz sie popisywac ,nie pisac.
                        Jezeli Ci sie cos wydawalo ,to nalezalo zapytac.
                        Jezeli zas miales pewnosc ,ze ja w to wierze ,to powinienes
                        podregulowac swoj system wnioskowania :-)
                        Ja w to nie wierze ,ja dopuszczam taka ewntualnosc i tyle.
                        Jesli ktos z nas dwoch w cos tu wierzy ,to ja nim
                        nie jestem na pewno.

                        LPiotrek



                        > DZIEN DOBRY!
                        > Troche mi przykro mi z powodu napasci LPiotrka.
                        > Zawsze sadzilam, ze to gosc z duuza kultura…

                        Mam nadzieje ,ze jest Ci tylko troche przykro
                        i szybko Ci przejdzie.
                        Z rozmiarem tej kultury to bym nie przesadzal
                        jest najwyzej przez jedno u :-) powiem nieskromnie.

                        Zas co do napasci ,to chyba nie jest wlasciwe okreslenie
                        na moj poprzedni post. Ja bym to raczej nazwal interwencja,

                        Wyobraz sobie osilka ,ktory dla "rozrywki" lamie Ci reke
                        na przyklad.
                        Czy jego zachowanie wolno nam okreslic mianem zachowania
                        jakie przystoi debilowi ? Czy tez kultura nam tego zabrania ?
                        Ja uwazam ,ze nie tylko wolno ale i powinno sie nazywac
                        rzeczy po imieniu.
                        W przeciwnym razie popadamy w hipokryzje i bezsilnosc.

                        Gosc ktorego jakoby napadlem, napisal jasno czarno na bialym
                        ,ze dla niego nie jest istotne co ze zdan wynika ,z nich
                        nic nie wynika ,dla niego liczy sie tylko brutalna sila
                        jego retoryki i tyle. Dla mnie taki gosc ,to taki rodzaj
                        osilka tylko ,ze w innym wymiarze.
                        On jest gotow brutalnie zaatakowac wszystko byle pokazac
                        sile wlasnej retoryki.
                        Inni dla niego nie sa partnerami w dyskusji ,tylko jego
                        ofiarami. Moj post nial na celu pokazac innym ,zeby nie
                        robili z siebie ofiar. A do tej interwencji sprowokowalo
                        mnie nie tyle zachowanie samego thrunduila ,co reakcja
                        Pulbeka ,ktory podjal probe dialogu z tym dewiantem
                        juz nawet po tym gdy otrzymal jasna odpowiedz ze w tej
                        dyskusji nie chodzi o cokolwiek ponad sama sile retoryki.
                        A Pulbek nie jest pierwszym lepszym naiwnym ,wiec jezeli
                        on nie potrafi znalec sie w tej sytuacji - moze wlasnie
                        kultura mu nie pozwala na inna linie odpowiedzi - to
                        wielu innych tez bedzie myslalo ze prowadza dialog
                        z tym gosciem ,podczas gdy o zadnym dialogu nie moze tu byc mowy.

                        Ty rowniez dalas sie nabrac na to ze thrunduilowi ,chodzi
                        o jakies rozwiazanie.
                        Jemu dokladnie chodzi o to bys tak myslala.
                        Jego arogancja osiagnela taki poziom ,ze on nawet tego
                        juz nie ukrywa - napisal to wprost:

                        > Wszystko opiera sie wiec na sile retorycznej i na wierze drugije osoby, ze to
                        > jednak cos innego jest istotne niz sila, co to jest wlasnie generatorem tej
                        sily

                        Tacy goscie jak thrunduil czy Kagan zeruja na tym
                        ze kultura powstrzymuje wiekszosc ludzi od nazywania po imieniu
                        tego jak oni sie zachowuja.
                        Mnie kultura od tego powstrzymac nie jest w stanie.
                        To nie jest kwestia samej kultury tylko priorytetow.
                        Sa rzeczy wazne i wazniejsze. Kultura to takze dawanie
                        przykladu innym. A jaki przyklad innym daje inteligentny
                        wyksztalcony czlowiek ,wchodzac w cos na ksztalt dyskusji
                        z kims ,kto za cel stawia sobie pranie mozgu innym,
                        popisywanie sie lub zwyczajnie denerwowanie innych ?

                        Pomysl nad ty Sapiezanko ,zanim zaczniesz szukac
                        rozwiazan ,ktore maja kogos usatysfakcjonowac.

                        Jezeli masz odmienne zdanie w tej materii ,to podziel
                        sie tutaj szerzej swoimi refleksjami.

                        Pozdrawiam
                        LPiotrek
                        • Gość: sapiezanka Re: Milutka wersja paradoksu Russella IP: *.ma.cx / 192.168.0.* 01.05.03, 23:23


                          Gość portalu: LPiotrek napisał(a):

                          > > DZIEN DOBRY!
                          > > Troche mi przykro mi z powodu napasci LPiotrka.
                          > > Zawsze sadzilam, ze to gosc z duuza kultura…
                          >
                          > Mam nadzieje ,ze jest Ci tylko troche przykro
                          > i szybko Ci przejdzie.

                          Masz racje!

                          > Z rozmiarem tej kultury to bym nie przesadzal
                          > jest najwyzej przez jedno u :-) powiem nieskromnie.
                          >
                          > Zas co do napasci ,to chyba nie jest wlasciwe okreslenie
                          > na moj poprzedni post. Ja bym to raczej nazwal interwencja,
                          >
                          > Wyobraz sobie osilka ,ktory dla "rozrywki" lamie Ci reke
                          > na przyklad.
                          > Czy jego zachowanie wolno nam okreslic mianem zachowania
                          > jakie przystoi debilowi ? Czy tez kultura nam tego zabrania ?
                          > Ja uwazam ,ze nie tylko wolno ale i powinno sie nazywac
                          > rzeczy po imieniu.
                          > W przeciwnym razie popadamy w hipokryzje i bezsilnosc.
                          >
                          > Gosc ktorego jakoby napadlem, napisal jasno czarno na bialym
                          > ,ze dla niego nie jest istotne co ze zdan wynika ,z nich
                          > nic nie wynika ,dla niego liczy sie tylko brutalna sila
                          > jego retoryki i tyle. Dla mnie taki gosc ,to taki rodzaj
                          > osilka tylko ,ze w innym wymiarze.
                          > On jest gotow brutalnie zaatakowac wszystko byle pokazac
                          > sile wlasnej retoryki.
                          > Inni dla niego nie sa partnerami w dyskusji ,tylko jego
                          > ofiarami. Moj post nial na celu pokazac innym ,zeby nie
                          > robili z siebie ofiar. A do tej interwencji sprowokowalo
                          > mnie nie tyle zachowanie samego thrunduila ,co reakcja
                          > Pulbeka ,ktory podjal probe dialogu z tym dewiantem
                          > juz nawet po tym gdy otrzymal jasna odpowiedz ze w tej
                          > dyskusji nie chodzi o cokolwiek ponad sama sile retoryki.


                          > A Pulbek nie jest pierwszym lepszym naiwnym ,wiec jezeli
                          > on nie potrafi znalec sie w tej sytuacji - moze wlasnie
                          > kultura mu nie pozwala na inna linie odpowiedzi - to
                          > wielu innych tez bedzie myslalo ze prowadza dialog
                          > z tym gosciem ,podczas gdy o zadnym dialogu nie moze tu byc mowy.
                          >
                          > Ty rowniez dalas sie nabrac na to ze thrunduilowi ,chodzi
                          > o jakies rozwiazanie.
                          > Jemu dokladnie chodzi o to bys tak myslala.
                          > Jego arogancja osiagnela taki poziom ,ze on nawet tego
                          > juz nie ukrywa - napisal to wprost:
                          >
                          > > Wszystko opiera sie wiec na sile retorycznej i na wierze drugije osoby, ze
                          > to
                          > > jednak cos innego jest istotne niz sila, co to jest wlasnie generatorem te
                          > j
                          > sily
                          >
                          > Tacy goscie jak thrunduil czy Kagan zeruja na tym
                          > ze kultura powstrzymuje wiekszosc ludzi od nazywania po imieniu
                          > tego jak oni sie zachowuja.
                          > Mnie kultura od tego powstrzymac nie jest w stanie.
                          > To nie jest kwestia samej kultury tylko priorytetow.
                          > Sa rzeczy wazne i wazniejsze. Kultura to takze dawanie
                          > przykladu innym. A jaki przyklad innym daje inteligentny
                          > wyksztalcony czlowiek ,wchodzac w cos na ksztalt dyskusji
                          > z kims ,kto za cel stawia sobie pranie mozgu innym,
                          > popisywanie sie lub zwyczajnie denerwowanie innych ?
                          >
                          > Pomysl nad ty Sapiezanko ,zanim zaczniesz szukac
                          > rozwiazan ,ktore maja kogos usatysfakcjonowac.
                          >
                          > Jezeli masz odmienne zdanie w tej materii ,to podziel
                          > sie tutaj szerzej swoimi refleksjami.
                          >
                          > Pozdrawiam
                          > LPiotrek

                          O.K. Pryzynaje Ci racje. Czesciowo, dobra?. Z ta kultura nie przesadzam, bo
                          czesciej czytam niz sie wtracam i wybacz, wyrobilam sobie calkiem niezle zdanie
                          o Tobie. Nie wiem, czy ktorykolwiek z adresatow przejmie sie tym, co napisales.

                          To fakt, ze wiecej w ich wypowiedziach Popisywania sie niz powaznego dialogu.
                          Czesciej retoryka zwiazana z popisami.

                          Pozdrawiam i zycze, bys nie musial marnowac energii na faule. Zachowaj ja na
                          celne strzaly! Tego Ci zycze!
                          sapiezanka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka