Dodaj do ulubionych

Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne?

12.02.07, 09:48
Taki filozof Jean-François Gautier zastanawia się jak to w ogóle jest z tym
Wszechświatem. Czy możemy opisać – jakbyśmy spoglądali z góry – coś w czym
tkwimy, z czego nie możemy się wydostać? Jak możemy mówić o kształcie,
geometrii Wszechświata kiedy nie ma przestrzeni zewn., na którą ten świat
można
rzutować? Tak samo jak możemy mówić o początku Wszechświata, kiedy pojęcie
początku odnosi się do czasu, a nie ma jakiegoś zewnętrznego dla świata
czasu,
bo jest on zegarem najwyżej sam dla siebie i nie może być odniesiony do
niczego
co byłoby wobec niego zewnętrzne.
Setka miliardów gwiazd to galaktyka, a galaktyki to wszechświat, ale jeśli
galaktyka jest obserwowalna to wszechświat już nie.
Czy Wszechświat nie powinien być traktowany jako pewne uogólnienie raczej niż
konkretna "rzecz", pojęcie metafizyczne a nie naukowe?
Czy Wszechświat jako "wszech" z samego znaczenia tego słowa (a nie z
obserwacji) jest tylko jeden? Obserwator wewnątrz Wszechświata nijak nie
sprawdzi, że jest tylko jeden Wszechświat.
Co zmieni zrezygnowanie z ogólnikowej idei Wszechświata w astronomii? Nic, bo
dalej będzie można badać planety, gwiazdy i galaktyki. Nie będzie tylko całej
kosmologii.
Co o tym sądzicie? Dosyć oryginalna i wywrotowa koncepcja, trzeba przyznać,
ale czy słuszna?
Przy okazji, zdanie Leonarda3, czy jak mu tam, mnie nie interesuje, tak więc
niech się nie wypowiada.
Obserwuj wątek
    • Gość: Leonard3 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.adsl.inetia.pl 12.02.07, 10:04
      Moim biletem na to forum jest Gazeta Wyborcza. To forum to nie ogrod
      zoologiczny ateistow. Adam Michnik w swej madrosci nie umiescil na naglowku
      swej gazety "tylko dla ateistow". Dlatego teisci i wierzacy beda sie
      wypowiadali na tym forum i zadne szczekanie wahabitow ateistycznych nas nie
      ostraszy , ajatolo czy mullo Marcinlet.
      • petrucchio Netykieta 12.02.07, 11:23
        Ale administratorzy forum umieścili tu:

        forum.gazeta.pl/forum/1904849,62605,1617503.html
        zasady netykiety, a między innymi:

        "Ignoruj trolle - użytkowników, których jedynym celem jest dokuczanie i
        krytykowanie. Twoje odpowiedzi na ich posty tylko ich zachęcą do dalszej
        działalności. Wystarczy, że zgłosisz ich działalność administracji."

        Nie jest to zatem forum dla trolla.
        • Gość: Ewolucjonista Re: Netykieta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.07, 11:32
          petrucchio napisał:

          > Wystarczy, że zgłosisz ich działalność administracji."
          > Nie jest to zatem forum dla trolla.

          Leo loguje się niestety jako gość, i to pod wieloma nickami i różnych adresów,
          więc zgłoszenie adminom nie musi rozwiązać problemu... Poza tym trollizm to też
          fenomen psychiatryczny, więc jeśli już mamy taki dorodny okaz na forum aż żal go
          tępić administracyjnie - to też część ekosystemu, a po za tym się tak zabawnie
          pieni... ;-)
          OK. Przemawia przeze mnie lenistwo intelektualne, prościej jak przeciwnicy
          ateizmu kompromitują się sami swoim poziomem nawet przed potencjalnymi
          sojusznikami w wierze, niż żeby trzeba się wysilać intelektualnie w
          polemikach... :-)
          Już dobrze. Postaram się zamilknąć i tylko obserwować napady furii Pipcia przez
          wziernik jego izolatki...
    • Gość: Leonard3 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.adsl.inetia.pl 12.02.07, 10:10
      To jest 100% fantazja. Ateisci czepiaja sie brzytwy od kiedy nauka udowodnila,
      ze istnieje skoncony wszechswiat ,ktory mial poczatek w czasie O.
      Nauka udowodnila bankructwo ateizmu. Od tej poty ateisci uciekli w kraine
      fantazji i klamstwa. Przestan klamac i fantazjowac wahabito ateizmu Marcinlet.
      Wszechswiat istnieje i BOG istnieje.
    • Gość: Ewolucjonista Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.07, 10:20
      marcinlet napisał:
      > Przy okazji, zdanie Leonarda3, czy jak mu tam, mnie nie interesuje, tak więc
      > niech się nie wypowiada.

      Ale jego nie interesuje, czy ciebie interesuje. I tak po raz setny je powtórzy
      (bo może ktoś jeszcze nie jest pewien, czy Leonard jest pewien, że jako
      wszechstronny geniusz, farmaceuta-kosmolog, lekarz-zabójca,
      katolik-nienawistnik, hodowca bydła i demon seksu itp. wystarczająco podkreślił,
      że nie podoba mu się ateizm...

      Chyba trzeba będzie poprosić adminów, żeby przemianowali forum Nauka na "Wybieg
      trolla Andrew "Jak ja nienawidzę ateistów" Leonarda, PhD, MD, colonela SICIS
      (?), obywatela USA"... ;-) Może rząd USA i Kościół katolicki zasponsorują to
      forum swego najgenialniejszego ambasadora... ;-)
      • Gość: Leonard3 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: 83.238.147.* 12.02.07, 10:55
        Czy ajatola Ewolucjonista slyszal o wolnosci prasy i wolnosci wypowiedzi?
        Ty i twoj ojciec SB-ek z nostalgia wspominacie stalinowskie czasy.
        Wtedy tez byla nieograniczona wolnosc JEDYNEGO bolszewickiego swiatopogladu.
        Wiec sie nie pien bolszewicki ajatollahu Ewolucjonisto.
        • Gość: Ewolucjonista Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.07, 11:17
          Gość portalu: Leonard3 napisał(a):

          > Czy ajatola Ewolucjonista slyszal o wolnosci prasy i wolnosci wypowiedzi?

          Słyszałem, i przysługuje ona nawet osobom z problemami psychiatrycznymi, więc z
          ciekawością obserwuję twój behawior na forum...

          > Ty i twoj ojciec SB-ek z nostalgia wspominacie stalinowskie czasy.

          Mhm, czyżbyś wiedział coś, czego ja nie wiem o moim ojcu? Masz dojścia wśród
          rówieśników z czy sam byłeś w SB? I dzisiejsze tajne służby zdradziły ci moją
          tożsamość? Czy to SICIS? (Zdradzisz w końcu, jakich służb jesteś pułkownikiem?)...
          • Gość: Leonard3 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: 83.238.147.* 12.02.07, 12:19
            Proba ateistow wprowadzenia pojecia Wszechswiata "niepoznawalnego,
            nieograniczonego i nieistniejaceg" to 100% matafizycznej wiary. Jest to dowod
            calkowitego bankructwa ateizmu wobec osiagniec wspolczesnej nauki.
            I tak ateizm na naszych oczach przeksztalca sie w agresywna , nietolerancyjna
            i fanatyczna sekte metafizykow.
            Ateistom dedykuje nastepujacy wiersz:
            "Atheist simply couldn't puzzle out
            What LIFE was really all about
            What was the reason for his birth?
            Why was he placed upon this earth?
            His giant brain went round and round.
            Alas, no answer could be found,
            till suddenly one wondrous night,
            All in a flash, he saw the light.
            He jumped up like a ballet dancer
            And yelled, "by gum, I've got the answer!"
            "They want my bacon slice by slice
            "To sell at a tremendous price!

            • petrucchio Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? 12.02.07, 15:34
              Gość portalu: Leonard3 napisał(a):

              > Ateistom dedykuje nastepujacy wiersz:

              > "Atheist simply couldn't puzzle out
              > What LIFE was really all about
              > What was the reason for his birth?
              > Why was he placed upon this earth?
              > His giant brain went round and round.
              > Alas, no answer could be found,
              > till suddenly one wondrous night,
              > All in a flash, he saw the light.
              > He jumped up like a ballet dancer
              > And yelled, "by gum, I've got the answer!"
              > "They want my bacon slice by slice
              > "To sell at a tremendous price!

              Po prostacku przekręcić splagiowany fragment wierszyka Roalda Dahla, i to tak,
              żeby po wstawieniu wyrazu "atheist" pierwsza linijka stała się niegramatyczna i
              straciła rytm
              • Gość: Leonard3 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: 83.238.147.* 12.02.07, 16:32
                W oryginale wierszyka Roald Dahl's zamiast slowa "atheist" bylo slowo "the PIG".
                No ,ale przeciez wszyscy wiedza ,ze to synonimy.
                • marcinlet Inny wszechświat 12.02.07, 17:34
                  Leonardzie, jak tu już zauważono, jesteś cieżko chory psychicznie. Już tu ktoś
                  ciebie chyba trafnie zdiagnozował. Nie musisz się tego wstydzić. Takie coś się
                  zdarza, niestety nie jesteśmy doskonali.
                  Zamiast filozoficzno-fizycznego Wszechświata powinieneś bardziej wniknąć w
                  mroczny i zagmatwany wszechświat twojego umysłu. Najpierw spróbuj się wyciszyć.
                  Połóż się, zrelaksuj, wdech... wydech... Skoncentruj się na chwili obecnej.
                  Żeby cię za bardzo nie kusił net, wyjdź na świeże powietrze. Np. do lasu, z
                  dala od swoich fobii i uprzedzeń. Posiedź tam trochę, przytul się do drzewa (to
                  pomaga), doświadcz prawdziwej rzeczywistości, nie wirtualnego światka z
                  Madciem, Ewolucjonistą i in. (przecież to tylko nicki i posty na forum). Nawet
                  nie wiadomo czy są realni, może to tylko ułuda? A ty traciłbyś czas na
                  sprzeczanie się z nierealnym, wytworem twego umysłu?
                  Zrelaksuj się, wdech - wydech.
                  Z początku będzie to trudne, myśli o forum, ateistach i innych sprawach zaczną
                  cię atakować z podwojoną siłą. Ale spokojnie -to tylko myśli - nie zwracaj na
                  nie uwagi, niech przelecą przez twój umysł.
                  Popróbuj tak, a z czasem zauważysz, że te myśli, pojęcia, forumowe potyczki i
                  mitomańska autoprezentacja (czy takie nieprzerwane stawianie siebie w centrum
                  uwagi w każdym wątku nie jest jakimś narcyzmem?)NIE SĄ REALNE!!!! Uda ci się
                  wtedy wyjść z twierdzy, która stała się twoim więzieniem. Więzieniem
                  zbudowanym z własnych mniej lub bardziej uświadamianych uprzedzeń i
                  mechanizmów obronnych. Zauważysz wtedy prawdziwy świat, w którym żyją normalni,
                  zwykli ludzie, z codziennymi troskami oraz problemami, ale i licznymi chwilami
                  szczęścia.
                  • Gość: fedra Re: Inny wszechświat IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.07, 20:35
                    marcinlet napisał:

                    > Leonardzie, jak tu już zauważono, jesteś cieżko chory psychicznie. Już tu ktoś
                    > ciebie chyba trafnie zdiagnozował.

                    Bezbłędne rozpoznanie choroby psychicznej to nie co zdiagnozowanie dysenterii, a
                    w tym cały problem.
                    Poza tym nikt z nas nie może powiedzieć ze stuprocentową pewnością: "mnie
                    zaburzenia zdrowia psychicznego, utrata równowagi psychicznej nie dotyczy i
                    dotyczyć nie będzie". Nie za bardzo oreientujemy się w naszej teraźniejszości,
                    jeszcze gorzej znamy własą przyszłość, tj. sytuacje, które szykuje nam los... Na
                    wiele spraw po prostu nie mamy wpływu, a nawet, jeśli mamy, to jest on często
                    bardzo ograniczony przez warunki zewnętrzne oraz nasze możliwości.
                    Najwększym jednak problemem psychiatrii jest określenie normy/wzorca zdrowia
                    psychicznego (A. Samson-casus).
                    A co do mnie, to osobiście zastanwiam się nie raz, czy u mnie pod czaszką
                    wszystko gra jak należy.

                    > Zauważysz wtedy prawdziwy świat, w którym żyją normalni,
                    > zwykli ludzie, z codziennymi troskami oraz problemami, ale i licznymi chwilami
                    > szczęścia.

                    OK! Tylko co to są ci normalni zwykli ludzie, jak ich rozpoznać?
                    Pozdr.
                    • Gość: Leonard3 Re: Inny wszechświat IP: 83.238.147.* 12.02.07, 21:28
                      Fedra, nie bierz sobie do serca tych bolszewickich zagrywek na tym forum
                      przez moich oponentow. Przeciez implikowanie chorob psychicznych to zelazny
                      repertuar "neo-bolszewikow"(psycho-lagry). Tak to jest gdy neo-bolszewikom
                      braknie argumentow. Motloch jest bezsilny. Ha,ha,ha,ha,ha,ha,ha,ha
                    • Gość: Leonard3 Re: Inny wszechświat IP: 83.238.147.* 12.02.07, 21:35
                      Fedra, czy uwazasz , ze wszechswiat to pojecie zbyteczne?
                      A moze by uzywac czesciej jako synonim slowo Kosmos.
                      Ateistycznie poprawnym zdaje sie chodzic nie o Kosmos praw fizycznych ktory
                      musza zaakceptowac ale o domniemany Kosmos poza prawami fizyki.
                      Ale to juz jest czysta ateistyczna religia - 100% metafizyki.
                      Czyli ateistow juz nie ma - sa tylko teisci-inaczej.
                  • Gość: Ewolucjonista Re: Inny wszechświat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.07, 22:26
                    marcinlet napisał:

                    > Leonardzie, jak tu już zauważono, jesteś cieżko chory psychicznie.

                    Proponowałbym jednak stopniować określenia. Trollizm nie jest ciężką chorobą
                    psychiczną. Jest uciążliwym dla otoczenia zaburzeniem relacji z otoczeniem.
                    Zwróć uwagę jak błyskawicznie Leopipcio ozdrowiał z totalnych bluzgów
                    ociekających skatologią i zoofilią, odmawiania ateistom człowieczeństwa oraz
                    majaczeń o pisaniu o naszym forum książki we współpracy z tajnymi służbami (do
                    opublikowania przez jawne wydawnictwa na całym siecie) kiedy tylko
                    zadeklarowaliśmy bojkot jego trollowania. Nagle przeszedł do tonu świątobliwego
                    mędrca zatroskanego o zbawienie niewierzących itp. tudzież komentatora
                    filozoficznego.
                    Jest to typowy przykład kontrolowanych ataków furii, które wykonują już niektóre
                    dzieci, rzucając się na podłogę z krzykiem itp., po czym błyskawicznie się
                    uspokajają, kiedy dostaną to, czego się domagały szantażem. To nie wygląda mi na
                    ciężką chorobę psychiczną, tylko na wyuczoną strategię (zaczepiać dzieci w
                    piaskownicy, przezywać i opluwać je itp., a kiedy któreś w końcu nie wytrzyma i
                    mu odda (łagodniej) - rozedrzeć się, że go biją i oczekiwać pogłaskania przez
                    dorosłych. Różnica jest oczywiście taka, że tu na forum wszyscy mogą prześledzić
                    dynamikę sytuacji w poszczególnych wątkach i zobaczyć, że nikt pozującego teraz
                    na męczennika wolności słowa Leo/Marinesa/Pipcia nie prześladował za
                    nieateistyczne poglądy, a tylko za jego bezprzykładne chamstwo zrażające nawet
                    osoby, z którymi początkowo zapowiadała mu się owocna dyskuja.
                    Reasumując - ja myślę, że on mógłby nad sobą zapanować, ale uznał, że
                    zniechęcanie polemistów poziomem kultury pozwoli mu oczyścić sobie teren do
                    bezkarnego snucia swoich wywodów (liczy na to, że po doświadczeniach z tym, jak
                    reaguje na wskazywanie swoich merytorycznych błędów i retorycznych nadużyć,
                    potencjalni krytycy machną ręką - po się kopać z koniem - i tak nie zrozumie
                    krytyki, a licytować się na chamstwo mało kto ma ochotę...).
                    Dlatego myślę, że trzeba raczej bronić się ostracyzmem - Vacia już chyba się
                    zraziła wcześniej, ateiści są może bardziej gruboskórni, ale też im się znudziło
                    wysłuchiwanie potoku urojeń i obelg, - i Leo może sobie teraz perorować do
                    pustej izolatki (chyba że Fedra zamierza brać za dobrą monetę jego wcielenie z
                    dobrymi manierami na pokaz dla sojuszników).
                    • Gość: Leonard3 Re: Inny wszechświat IP: 83.238.147.* 12.02.07, 23:28
                      Obsesyjnego trollowania na temat Leonarda ciag dalszy. No to naprawde mam
                      duza frajde. Trolle zbiorowe :Madcio, Ewolucjonista,Pierduczio,Wiktoriaka
                      i klika klakierow juz od trzech dni sa w zbiorowej histerii z powodu jednej
                      osby ,ktora ma przeciwna opinie i reprezentuje inny swiatopoglad.
                      Tak dobrej zabawy to juz dawno nie mialem. Trole ateistyczne w amoku.
                      Ha,ha,ha,ha,ha,ha Polecilem te witryne wielu osobom z mojej parafii -
                      - niech sie tez posmieja. No a co jak wejde na ambone i poprosze parafian
                      zeby kazdy wyslal swoja opinie o was. 10 tysiecy postow - chyba wy was
                      szlag trafil ha,ha,ha,ha,ha,ha,ah
                      • Gość: Ewolucjonista Re: Inny wszechświat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.07, 08:43
                        Gość portalu: Leonard3 napisał(a):

                        > Polecilem te witryne wielu osobom z mojej parafii.

                        Troszkę niechcący, ale Pipciowi się wymsknęło, że jest parafianinem w Polsce (a
                        nie wpadł tylko na urlop i zaraz wraca na ranczo - bo przecież teksańskim
                        parafianom nie polecałby witryny po polsku o nauce). Tak to jest jak się buduje
                        zbyt rozległy gmach konfabulacji - niekonsekwencje zaczynają wyłazić na każdym
                        kroku...

                        > No a co jak wejde na ambone

                        Oczywiście znów mamy do czynienia z napadem niekontrolowanego egocentrycznego
                        fantazjowania - jak wiadomo, ambony służą do tego, żeby podczas mszy każdy na
                        nie wchodził i reklamował swoje ulubione linki internetowe :-) - ale tak sobie
                        myślę, czy to nie byłoby dobrze, gdyby LeoPipcio nie miał poczucia anonimowości
                        w sieci. Gdyby wiedział, że np. jego żona czyta co sądzi o kobietach, że jego
                        proboszcz wie, jakiego używa słownictwa, że wszyscy w jego parafii mają
                        świadomość jak mocno jego uwaga skupia się na fekaliach, zoofilii, rozmiarach
                        własnych genitaliów itp... A poza tym, ponieważ - jak mówi Pismo - nikt nie jest
                        prorokiem we własnym kraju, musiałby się hamować ze swoimi opowieściami o swoim
                        statusie, bo ich absurdalność dla sąsiadów byłaby jeszcze bardziej oczywista...
                        Cała radość z trollowania polega przecież na tym, że można budować wokół siebie
                        różne mity (o wykształceniu, statusie itp.), a przy okazji bezkarnie dawać upust
                        najniższym instynktom i bez skrępowania bluzgać i rechotać. A gdyby parafianie
                        wiedzieli, co wypisuje nocny stróż Leo (pomysł WIktoriika
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=56648876&wv.x=2&a=57216640 jest
                        intrygujący - jeden IP z domu, jeden z dyżurki?), to może pracodawca dałby mu
                        szlaban na net, a zięć też odciął od sieci (myślę, że Leo może mieszkać u
                        swojego dziecka i odreagowuje też na forum domowe zgrzyty).
                        Typ reprezentowany przez Leopipcia jest wbrew pozorom podatny na opinię
                        otoczenia - tyle że w dość szczególny sposób. Nie hamuje go empatia, poczucie
                        przyzwoitości itp., ale wie, że przegięcie wobec realnego otoczenia może go
                        naprawdę kosztować jakieś problemy - nie wystarczy zmienić nicka albo dalej
                        bluzgać jak gdyby nigdy nic.
                        Myślę, Martinecie, że Leo naprawdę lepiej by zrobił, gdyby się pochwalił choćby
                        swojemu spowiednikowi, niż gdyby poszedł do lasu zabierając ze sobą cały pakiet
                        swoich obsesji.
                      • petrucchio Re: Inny wszechświat 13.02.07, 11:28
                        Gość portalu: Leonard3 napisał(a):

                        > No a co jak wejde na ambone i poprosze parafian
                        > zeby kazdy wyslal swoja opinie o was. 10 tysiecy postow - chyba wy was
                        > szlag trafil ha,ha,ha,ha,ha,ha,ah

                        Uważaj tylko, żeby cię z tej ambony nie ściągnęli sanitariusze. Proszę bardzo,
                        czekamy na te 10000 postów od "parafian Pipcia" (z jakiego kraju i w jakim
                        języku?). Możesz zresztą o wiele więcej, o wszechpotężny Pipciu! Kontrwywiad,
                        dla którego pracowałeś, na pewno wyświadczy swojemu staremu pułkownikowi tę
                        drobną koleżeńską przysługę i ponamierza nas wszystkich. Nie szczyp się, Pipciu,
                        jesteś przecież zawodowym zabójcą, strzelasz gracko
                        • Gość: Leonard3 [...] IP: 83.238.145.* 13.02.07, 13:04
                          Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
                          • Gość: Zdegustowany Re: Inny wszechświat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.07, 16:01
                            > Otoz sa oni w szoku,ze ktos moze miec religijny swiatopoglad i go bronic.
                            > Ateistyczny motloch (...) internetowe szambo fanatycznych, nietolerancyjnych
                            > i przyglupich ateistycznych wahabitow. Ewenement glupoty na skale swiatowa.
                            > Naprawde mozna sie posmiac. Ha,ha,ha,ha,ha,ha,ha,ha,ha,ha

                            Myślę, że są w szoku, że ktoś kto przyznaje się do światopoglądu religijnego i
                            nauk Chrystusa może się publicznie posługiwać takim językiem nienawiści, obelg,
                            wulgaryzmów i uważać to za normalny sposób naukowej dyskusji (a to, że inni
                            forumowicze się na to nie godzą - uważać za szykany lub trollowanie)...
                            • Gość: Leonard3 Re: Inny wszechświat IP: 83.238.145.* 13.02.07, 16:23
                              Wulgaryzmy? Jak wahabita czy szambo ? To Fakty.
                              Nienawisc? Czy rozbawienie to nienawisc? Jak mozna nienawidziec w
                              Internetowej zabawie? Ja sie smieje. Puknij sie w czolko.
                              Czy kilometrowe diatryby o mojej osobie to glaskanie mnie po glowce? Przeczytaj
                              je sobie i zauwaz te tony jadu,pomyj,pomowien i obelg , ktore TROLE
                              Pierducchiowo/ewolucyjno/madciowe wylewaja na moja glowe.
                              Skoncz z ta obluda - ja tez jestem toba zdegustowany.
    • Gość: leonard3 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: 83.238.147.* 12.02.07, 18:06
      Negacja istnienia rzeczywistisci, swiata czy wszechswiata jest tak stara
      jak filozofia (lub starsza). Obowiazuje tu jednak pewna uczciwa konwencja.
      Albo poddajemy watpliwosci CALA rzeczywistosc ( na przyklad z powodu
      naszego subiektywizmu poznawczego) albo uznajemy bez watpliwosci CALA
      rzeczywistosc ( na przyklad z powodu wiary w omnipotencje nauki).
      Filozofia Gautiera to intelektualne hohsztaplerstwo powstale na konretne
      zamowienie ieologiczne. Z powodu osiagniec kosmologii - ateizm stracil
      filozoficzne i naukowe fundamenty. Dlatego przyjmuje on dwie rzeczywistosci-
      - ta bliska (widzialne galaktyki) w ktorej obowiazuja niewygodne dla ateizmu
      odktycia kosmologii. Oraz rzeczywistosc daleka , ktora mozna podlac kazdym
      pseudo-naukowym lingo i pseudo-naukowym mitem. I to tylko po to aby
      zagluszyc niewygodne naukowe FAKTY: Kosmos jest skonczony w czasie i
      w przestrzeni i pytania o naukowe prawdy prowadza do swiatopogladu teistycznego.

    • petrucchio Wracając do tematu... 13.02.07, 00:30
      marcinlet napisał:

      > Taki filozof Jean-François Gautier zastanawia się jak to w ogóle jest z tym
      > Wszechświatem. Czy możemy opisać – jakbyśmy spoglądali z góry – coś
      > w czym
      > tkwimy, z czego nie możemy się wydostać? Jak możemy mówić o kształcie,
      > geometrii Wszechświata kiedy nie ma przestrzeni zewn., na którą ten świat
      > można
      > rzutować?

      To akurat nie jest wielki problem, bo przestrzeń (w sensie matematycznym) ma
      swoją geometrię wewnętrzną niezależną od tego, w czym ją zanurzamy. Można więc
      opisywać geometrię i topologię Wszechświata obserwując go "od środka".

      > Tak samo jak możemy mówić o początku Wszechświata, kiedy pojęcie
      > początku odnosi się do czasu, a nie ma jakiegoś zewnętrznego dla świata
      > czasu,
      > bo jest on zegarem najwyżej sam dla siebie i nie może być odniesiony do
      > niczego
      > co byłoby wobec niego zewnętrzne.

      Czas t = 0 to właściwie fikcja. Początkową GRANICĄ historii Wszechświata jest
      osobliwość czasoprzestrzeni, dla której pojęcia czasu nie da się zdefiniować.
      Gdy czas płynie, nie ma już osobliwości, tylko ekspandująca przestrzeń,
      wypełniona energią i materią. Od tej chwili każdy fragment Wszechświata ma
      własną historię i własny czas. Nie ma nawet czegoś takiego, jak jeden wewnętrzny
      zegar całego Wszechświata, bo czas nie jest przecież pojęciem absolutnym. Jest
      tylko kontinuum czasoprzestrzenne, w którym to, co rozumiemy jako upływ czasu,
      zależy (zgodnie z teorią względności) od ruchu obserwatora i lokalnych warunków.
      Wykresy przedstawiające ewolucję Wszechświata w funkcji czasu to tylko
      uproszczenie stosowane dla potrzeb ilustracyjnych.

      > Setka miliardów gwiazd to galaktyka, a galaktyki to wszechświat, ale jeśli
      > galaktyka jest obserwowalna to wszechświat już nie.
      > Czy Wszechświat nie powinien być traktowany jako pewne uogólnienie raczej niż
      > konkretna "rzecz", pojęcie metafizyczne a nie naukowe?

      To tylko moja osobista preferencja, ale kiedy używam terminu "Wszechświat", to
      mam na myśli całą czasoprzestrzeń (wraz z zawartością), tworzącą jeden system,
      dający się opisać globalnie za pomocą modelu matematycznego. Oczywiście z powodu
      ograniczeń fizycznych jesteśmy w stanie obserwować tylko drobniutki wycinek tej
      całości (nazwijmy go "obserwowalną częścią Wszechświata"), ale ponieważ WIEMY NA
      PEWNO, że Wszechświat rozciąga się daleko poza nasz horyzont, jego część
      niedostępna obserwacjom jest też pojęciem naukowym. Bez niej nasze modele
      Wszechświata byłyby niekompletne i zależne od lokalnego punktu widzenia.

      > Czy Wszechświat jako "wszech" z samego znaczenia tego słowa (a nie z
      > obserwacji) jest tylko jeden? Obserwator wewnątrz Wszechświata nijak nie
      > sprawdzi, że jest tylko jeden Wszechświat.

      To prawda. Są modele formalne opisujące np. czasoprzestrzeń, w której stale
      "pączkują" nowe wszechświaty, na ogół zupełnie niepodobne do naszego. Jednak w
      takich modelach, o ile rozumiem, informacja nie może przeniknąć z zewnątrz do
      wnętrza nowego "pączka" ani się z niego wydostać, więc pewnie nigdy nie
      zweryfikujemy tego rodzaju hipotez. Na ich użytek można zarezerwować ternim
      "wszechświat" (rzeczownik policzalny, pisany małą literą).
      • Gość: Ewolucjonista Re: Wracając do tematu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.07, 08:46
        petrucchio napisał:
        > Są modele formalne opisujące np. czasoprzestrzeń, w której stale
        > "pączkują" nowe wszechświaty, na ogół zupełnie niepodobne do naszego. Jednak w
        > takich modelach, o ile rozumiem, informacja nie może przeniknąć z zewnątrz do
        > wnętrza nowego "pączka" ani się z niego wydostać, więc pewnie nigdy nie
        > zweryfikujemy tego rodzaju hipotez. Na ich użytek można zarezerwować ternim
        > "wszechświat" (rzeczownik policzalny, pisany małą literą).

        Istnieje już pojęcie wieloświata (multiwersum), które obejmuje takie niezależne
        wszechświaty.
        • petrucchio Re: Wracając do tematu... 13.02.07, 09:52
          Gość portalu: Ewolucjonista napisał(a):

          > Istnieje już pojęcie wieloświata (multiwersum), które obejmuje takie
          > niezależne wszechświaty.

          Pojęcie
      • Gość: Leonard3 Re: Wracając do tematu... IP: 83.238.145.* 13.02.07, 22:43
        Dywagacje niedouka jezykoznawcy na temat czasu: "czas 0 to WLASCIWIE
        fikcja" Czyli Krowa to WLASCIWIE Autobus. Fikcja czy nie fikcja jezykoznawco
        kosmologiczny?
        Czas 0 to fakt naukowy wytlumaczalny przez teorie Big Bang ,ktora potrafi
        wydedykowac wydarzenia zachodzace az do jednej trylionowej frakcji pierwszej
        sekundy.
        Faktem jest , ze przez pierwsze frakcje pierwszej sekundy wszechswiat juz
        istnial a czas jeszcze nie powstal. Bo warunkiem sine-qua non dla czaso-
        -przestrzeni jest istnienie materii. Ty tkwisz swoim niedouczonym mozdzkiem
        w latach 30-tych ubieglego wieku, gdy Jezuita (tworca tej teorii) zakladal,
        ze wszechswiat powstal z jednego "magicznego" atomu.
        A wiec Pierducchio, Jezuito nawiedzony, jezykoznawco kosmiczny wez jakies
        kursy z nauk scislych na Uniwersytecie Oscypka Owczego. Pozdrow
        Ewolucjoniste - syjamskiego brata w ignorancii i doktoranta Oscypka Owczego.
        Ps. Nie molestujcie owiec.

    • kapitalizm1 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? 13.02.07, 01:49
      marcinlet,

      obawiam sie, ze z tutejszymi mistykami nie pogadasz,

      masz racje piszac, ze materia/energia po prostu istnieje, nigdy nie miala
      poczatku, ani konca,

      jest to b. trudno sobie wyobrazic gdy szczerze wierzy sie w STWARZANIE, to
      pragnienie cudownej mocy spoza Wszechswiata daje otuche nie tylko ludziom
      otwarcie wierzacym w Boga (cuda) ale rowniez czesci naukowcom,

      tak sie zlozylo, ze do okresy Oswiecenia bycie wierzacym w cuda naukowcem bylo
      norma - ale juz z koncem XVIIIw i poczatkiem XIXw naukowiec glosno przyznajacy
      sie do wiary w cuda, byl wysmiewany,

      co mieli zrobic uczeni goraco wierzacy w cuda?

      ano probowali/ja zrecznie polaczyc swa ukrywana religijnosc z naukowo
      brzmiacymi teoriami nie wymagajacymi zadnych materialnych dowodow,

      jak mozna to zrobic?

      ano wyobraz sobie aby biolog deklarowal udane przeprowadzenie eksperymentu na
      nieistniejacym szczurze - bzdura prawda?

      ale jest jedna dziedzina nauki ktora jest zarezerwowana dla takich
      fantastow.....domyslasz sie jaka?

      tam sa wszyscy 'naukowcy' wierzacy w Boga i Wielki Poczatek, nazwy dobieraja
      bardziej naukowo brzmiace ale zasada jest taka sama - wiara w inne swiaty,
      zaswiaty,

      i teraz mamy taki niby podzial, jedni nazywaja sie wierzacymi (i tych szanuje
      bardziej) i wprost mowia, ze to Bog dal poczatek wszystkiemu (materii),

      a drudzy oficjalnie chca byc nazywanymi ateistami (bez mojego szacunku) i swa
      wiare pokretnie owijaja w bawelne czystych matematycznych abstrakcji i dowodza,
      ze materia/energia spontanicznie sie wykreowala, zapominajac, ze
      materia/energia MUSI istniec aby moglo dojsc do jakiegokolwiek zjawiska we
      Wszechswiecie,

      zapominaja, ze istnienie Wszechswiata (rzeczywistosci) jest absolutnie
      podstawowym aksjomatem, w zaden sposob niemozliwym do pominiecia,

      kazda proba jego pominiecia jest potwierdzeniem jego istnienia,

      innym takim nie do obalenia aksjomatem (prawda) jest istnienie swiadomosci,
      spor o to czy ona (a wzwiazku z tym twoja osoba) istnieje, jest bzdurnym
      sporem - na miare fizyka-teoretyka-mistyka,

      twoje twierdzenie, ze istniejesz jest Absolutem,

      niektorzy tu naiwnie zadaja pytanie, czy Wszechswiat jest statyczny? -
      statyczny w stosunku do czego?

      albo twierdza, ze Wszechswiat sie starzeje - starzeje w stosunku do czego?


      albo, ze ma ksztalt taki, a nie inny, czy przemieszcza sie - rowniez w stosunku
      do czego?

      a juz najsmieszniejsze sa fizkykow-teoretykow proby ucieczki od tych
      sprzecznosci, w zmiane nazewnictwa, zamiast Wszechswiat modnym jest u
      niektorych (tym ktorym po cichu zwrocono uwage na nielogicznosc powstania
      WSZYSTKIEGO) slowo Multiverse, ktore niczego nie zmienia - dzieli tylko to co
      istnieje (Wszechswiat) na inne, mniejsze podzbiory,

      czy nie jest to podobne do argumentacji religianta?

      jesli twierdza, ze wszystko co istnieje musialo miec swoj poczatek, byc
      stworzone - to co/kto stworzyl Boga, a w wersji 'naukowej' kto/co zrobil Big-
      Bang?

      a jesli twierdza, ze normalnie to wszystko powstalo/je z ewolucji innej
      materii - ale wylaczaja ten jeden maly, malutki wyjatek (Boga, Big-bang) - to
      wiesz z kim masz do czynienia - z mistykami,

      ja twierdze, ze NIC w swiecie fizycznym sie nie pojawia, stwarza, powstaje,
      rozpoczyna (wstaw sobie dowolne pojecie) bez uzycia materii/energii,

      koniec kropka.

      jestem ateista nie uznajacym ZADNEGO cudu, nawet Bi-Bangu.

      • petrucchio Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? 13.02.07, 09:38
        kapitalizm1 napisał:

        > i teraz mamy taki niby podzial, jedni nazywaja sie wierzacymi (i tych szanuje
        > bardziej) i wprost mowia, ze to Bog dal poczatek wszystkiemu (materii),
        >
        > a drudzy oficjalnie chca byc nazywanymi ateistami (bez mojego szacunku) i swa
        > wiare pokretnie owijaja w bawelne czystych matematycznych abstrakcji i
        > dowodza,
        >
        > ze materia/energia spontanicznie sie wykreowala, zapominajac, ze
        > materia/energia MUSI istniec aby moglo dojsc do jakiegokolwiek zjawiska we
        > Wszechswiecie,

        Kosmolodzy przyjęli Big Bang raczej niechętnie i z oporami (początkowo
        faworyzowano modele statyczne, dowody na "ucieczkę galaktyk" tłumaczono na różne
        egzotyczne sposoby, a samo określenie "Big Bang" wymyślił Fred Hoyle, główny
        przeciwnik teorii Wszechświata ekspandującego, w przypływie sarkazmu), ale na
        dane obserwacyjne nie ma rady. Od czasu potwierdzenia istnienia promieniowania
        tła, model statyczny upadł i nikomu nie udało się go ożywić.

        > zapominaja, ze istnienie Wszechswiata (rzeczywistosci) jest absolutnie
        > podstawowym aksjomatem, w zaden sposob niemozliwym do pominiecia,
        >
        > kazda proba jego pominiecia jest potwierdzeniem jego istnienia,

        Wszechświat (przez duże W) to niekoniecznie wszystko, co istnieje. To tylko
        maksymalny obiekt, jaki jesteśmy w stanie (częściowo) obserwować. Nie
        absolutyzowałbym ludzkiego poznania aż tak bardzo, żeby twierdzić, że nie ma
        sensu mówić o istnieniu rzeczy, których nie jesteśmy w stanie poznać. Nie jestem
        też aż takim pesymistą, żebym się upierał, że znamy już na pewno granice poznania.

        > niektorzy tu naiwnie zadaja pytanie, czy Wszechswiat jest statyczny? -
        > statyczny w stosunku do czego?

        Wszechświat statyczny to taki, w którym przestrzeń nie ekspanduje ani się nie
        kurczy (względem stałych jednostek miar używanych przez "wewnętrznych"
        obserwatorów, zależnych tylko od stałych fizycznych), czyli gdyby np. odległości
        między galaktykami nie rosły z czasem, Wszechświat byłby statyczny. Zauważ, że
        ekspansja to nie jest po prostu zmiana skali: rozmiary samych galaktyk zależą
        przede wszystkim od grawitacji (kosmologiczny efekt "rozciągania tła" jest
        miliony razy słabszy), dlatego pozostają praktycznie stałe.

        > albo twierdza, ze Wszechswiat sie starzeje - starzeje w stosunku do czego?

        To jest metaforyczna wersja stwierdzenia, że czas płynie i że upływ czasu jest
        jednokierunkowy (zgodny ze wzrostem entropii).

        > albo, ze ma ksztalt taki, a nie inny, czy przemieszcza sie - rowniez w stosunku
        >
        > do czego?

        Nic nie wiem o Wszechświecie, który się przemieszcza, ale właściwości
        topologiczne i geometryczne Wszechświata mają doskonale określony sens
        matematyczny bez rozważania, w jakiej "wyższej przestrzeni" Wszechświat (jako
        obiekt) jest zanurzony. Twierdzenia na temat tych właściwości są też
        emopirycznie weryfikowalne (np. wielkoskalową krzywiznę przestrzeni można w
        zasadzie oszacować na podstawie danych obserwacyjnych, a modele Wszechświata o
        różnej topologii dają różne sprawdzalne przewidywania). Oczywiście istnieją
        hipotezy zakładające wielość wszechświatów, np. pączkujących jeden w obrębie
        drugiego (jak w modelu "chaotycznej inflacji"), co tworzyłoby logiczną
        hierarchię "następstwa" mimo nieistnienia absolutnego czasu. Tylko czas może
        pokazać, czy z tych modeli wynikają jakieś sprawdzalne wnioski, czy jest to
        tylko rozrywka intelektualna dla matematyków.

        > a juz najsmieszniejsze sa fizkykow-teoretykow proby ucieczki od tych
        > sprzecznosci, w zmiane nazewnictwa, zamiast Wszechswiat modnym jest u
        > niektorych (tym ktorym po cichu zwrocono uwage na nielogicznosc powstania
        > WSZYSTKIEGO) slowo Multiverse, ktore niczego nie zmienia - dzieli tylko to co
        > istnieje (Wszechswiat) na inne, mniejsze podzbiory,

        Jest to tylko próba usystematyzowania terminologii. Co w tym śmiesznego?

        > czy nie jest to podobne do argumentacji religianta?
        >
        > jesli twierdza, ze wszystko co istnieje musialo miec swoj poczatek, byc
        > stworzone - to co/kto stworzyl Boga, a w wersji 'naukowej' kto/co zrobil Big-
        > Bang?
        >
        > a jesli twierdza, ze normalnie to wszystko powstalo/je z ewolucji innej
        > materii - ale wylaczaja ten jeden maly, malutki wyjatek (Boga, Big-bang) - to
        > wiesz z kim masz do czynienia - z mistykami,
        >
        > ja twierdze, ze NIC w swiecie fizycznym sie nie pojawia, stwarza, powstaje,
        > rozpoczyna (wstaw sobie dowolne pojecie) bez uzycia materii/energii,
        >
        > koniec kropka.

        To już jest podejście trochę dogmatyczne, a zatem zbliżone (z góry przepraszam
        za ironię) do argumentacji religianckiej. Badania "warunków początkowych"
        Wszechświata dopiero się zaczynają, a ty już wiesz z góry, co można wykluczyć? W
        istocie przypisujesz materii/energii przynajmniej niektóre atrybuty boskie i
        uważasz je za niepodważalne z przyczyn czysto filozoficznych. Z podobnych
        pobudek przyjmowano kiedyś geometrię Euklidesa, czasoprzestrzeń Galileusza i
        ciągłość czasoprzestrzeni w dowolnej skali jako logicznie konieczne cechy całego
        fizycznego świata, ale w fizyce obowiązuje prymat obserwacji nad spekulacją.

        >
        > jestem ateista nie uznajacym ZADNEGO cudu, nawet Bi-Bangu.

        Kosmolog powiedziałby pewnie, że najpierw musimy poznać dokładniej to, co możemy
        poznać i dopiero kombinować dalej. Ja nie jestem zwolennikiem mistycznej
        interpretacji Big Bangu, ale ekspansja Wszechświata od stanu o ogromnej gęstości
        i temperaturze jest teorią dobrze uzasadnioną empirycznie, a najnowsze
        obserwacje wskazują nawet na realność inflacji (choć ostrożność nie zawadzi) i
        zdają się wykluczać możliwość wyhamowania ekspansji (a zatem obalają model
        Wszechświata oscylującego
        • Gość: kapitalizm1 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.oc.oc.cox.net 14.02.07, 07:44

          petrucchio napisał:


          Wszechświat (przez duże W) to niekoniecznie wszystko, co istnieje. To tylko
          maksymalny obiekt, jaki jesteśmy w stanie (częściowo) obserwować.

          - i dodaj w danym czasie,

          no to nie przez duze ale male "m" powinno byc pisane, z zalozenia odrzucasz
          wszystko co w danej chwili nie mozesz zaobserwowac jako istniejace we
          Wszechswiecie i mowisz: - "to co teraz widze (obserwuje, badam) nazywam
          Wszechswiat, a to czego teraz nie widze wyrzucam do innego wszechswiat - mimo,
          ze to nie ma sensu logicznego,



          > Nie
          absolutyzowałbym ludzkiego poznania aż tak bardzo, żeby twierdzić, że nie ma
          sensu mówić o istnieniu rzeczy, których nie jesteśmy w stanie poznać.

          - ze co?

          ktorych to rzeczy Nie jestesmy w stanie poznac??

          jakies przyklady?


          > też aż takim pesymistą, żebym się upierał, że znamy już na pewno granice
          poznania

          - sam sobie zaprzeczasz, laczac te dwa zdania potwierdziles, ze
          jestes 'absolutnym pesymista' - mowisz, ze sa rzeczy nie do poznania, ergo
          zakladasz istnienie granicy poznania,

          > Wszechświat statyczny to taki, w którym przestrzeń nie ekspanduje ani się nie
          kurczy (względem stałych jednostek miar używanych przez "wewnętrznych"
          obserwatorów, zależnych tylko od stałych fizycznych), czyli gdyby np. odległości
          między galaktykami nie rosły z czasem, Wszechświat byłby statyczny. Zauważ, że
          ekspansja to nie jest po prostu zmiana skali: rozmiary samych galaktyk zależą
          przede wszystkim od grawitacji (kosmologiczny efekt "rozciągania tła" jest
          miliony razy słabszy), dlatego pozostają praktycznie stałe.

          - rozumie, ze to ten maly wszechswiat (wlasnie obserwowany) bo caly Wszechswiat
          jako zbior wszystkich obiektow, obsrewowalnych i nieobserwowalnych w danym
          czasie nie moze sie rozciagac, gdyz zmieniac sie przestrzennie mozna tylko w
          przestrzeni, a pojecie przestrzeni wymaga istnienia materii (czyli
          Wszechswiata),

          nie ma materii (a dokladniej roznicy jej polozenia) - nie ma pojecia przestrzen,


          > albo twierdza, ze Wszechswiat sie starzeje - starzeje w stosunku do czego?

          To jest metaforyczna wersja stwierdzenia, że czas płynie i że upływ czasu jest
          jednokierunkowy (zgodny ze wzrostem entropii).


          - bo czas nie istnieje, jest tylko pojeciem relacji RUCHU istniejacej materii -
          nie ma ruchu - nie ma pojecie czasu,

          > Jest to tylko próba usystematyzowania terminologii. Co w tym śmiesznego?

          - nie lepiej od razu powiedziec Zaswiaty?


          > Badania "warunków początkowych"
          Wszechświata dopiero się zaczynają, a ty już wiesz z góry, co można wykluczyć?

          - a ty znowu z tym uplywaem czasu (poczatkiem)?

          czas istnieje (jako pojecie) bo istnieje ruch materii,

          poniewaz Wszechswiat nie porusza sie wzgledem jakiegos innego od siebie obiektu
          (pozaswiata?) - wiec bez sensu jest mowienie o czasie w odniesieniu do
          Wszechswiata,


          > W
          istocie przypisujesz materii/energii przynajmniej niektóre atrybuty boskie i
          uważasz je za niepodważalne z przyczyn czysto filozoficznych.

          - sa aksjomatem istnienia, w znaczeniu filozoficznym, nie boskim,

          > Kosmolog powiedziałby pewnie, że najpierw musimy poznać dokładniej to, co
          możemy
          poznać i dopiero kombinować dalej.

          - co to znaczy "to co mozemy"?

          czy jest cos czego nie mozemy?

          no i co znaczy dokladniej?

          i kto daje pozwolenie na kombinowanie?


          > Ja nie jestem zwolennikiem mistycznej
          interpretacji Big Bangu, ale ekspansja Wszechświata od stanu o ogromnej gęstości
          i temperaturze jest teorią dobrze uzasadnioną empirycznie, a najnowsze
          obserwacje wskazują nawet na realność inflacji (choć ostrożność nie zawadzi) i
          zdają się wykluczać możliwość wyhamowania ekspansji (a zatem obalają model
          Wszechświata oscylującego
          • petrucchio Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? 14.02.07, 11:59
            Gość portalu: kapitalizm1 napisał(a):

            > petrucchio napisał:
            >
            >
            > Wszechświat (przez duże W) to niekoniecznie wszystko, co istnieje. To tylko
            > maksymalny obiekt, jaki jesteśmy w stanie (częściowo) obserwować.
            >
            > - i dodaj w danym czasie,

            Dlaczego miałbym się w ten sposób ograniczać? Oznaczałoby to zawężenie
            Wszechświata do perspektywy konkretnego obserwatora, a chyba dałem dostatecznie
            do zrozumienia, że nie o to mi chodzi.

            > no to nie przez duze ale male "m" powinno byc pisane, z zalozenia odrzucasz
            > wszystko co w danej chwili nie mozesz zaobserwowac jako istniejace we
            > Wszechswiecie i mowisz: - "to co teraz widze (obserwuje, badam) nazywam
            > Wszechswiat, a to czego teraz nie widze wyrzucam do innego wszechswiat - mimo,
            > ze to nie ma sensu logicznego,

            Ja nic takiego nie powiedziałem. Jeśli wyciągasz absurdalne wnioski z opinii,
            które sam mi przypisałeś, ja nie mogę za te absurdy odpowiadać.

            > > Nie
            > absolutyzowałbym ludzkiego poznania aż tak bardzo, żeby twierdzić, że nie ma
            > sensu mówić o istnieniu rzeczy, których nie jesteśmy w stanie poznać.
            >
            > - ze co?
            >
            > ktorych to rzeczy Nie jestesmy w stanie poznac??
            >
            > jakies przyklady?

            Na przykład rozważania na temat modeli obejmujących "wszechświaty równoległe",
            nieosiągalne w tym sensie, że żadna informacja nie może przeniknąć z nich do
            naszego, nie są koniecznie bezsensowne.

            > > też aż takim pesymistą, żebym się upierał, że znamy już na pewno granice
            > poznania
            >
            > - sam sobie zaprzeczasz, laczac te dwa zdania potwierdziles, ze
            > jestes 'absolutnym pesymista' - mowisz, ze sa rzeczy nie do poznania, ergo
            > zakladasz istnienie granicy poznania,

            W różnych epokach ludziom wydaje się, że wiedzą już, czego nie da się poznać. Na
            przykład na początku XIX w. wydawało się, że nie da się poznać składu
            chemicznego gwiazd. Zawsze pozostają jakieś obszary rzeczywistości, w których
            załamują się obecnie znane teorie. Ja tylko mówię, że "granice poznania" to
            pojęcie historycznie zmienne i dlatego nie powinniśmy go absolutyzować. dziś są
            tu, jutro będą tam. Bynajmniej nie twierdzę, że istnieją jakieś bariery, które
            możemy sobie ustawić a priori.

            > - rozumie, ze to ten maly wszechswiat (wlasnie obserwowany) bo caly
            > Wszechswiat jako zbior wszystkich obiektow, obsrewowalnych i nieobserwowalnych
            > w danym czasie nie moze sie rozciagac, gdyz zmieniac sie przestrzennie mozna
            > tylko w przestrzeni, a pojecie przestrzeni wymaga istnienia materii (czyli
            > Wszechswiata), nie ma materii (a dokladniej roznicy jej polozenia) - nie
            > ma pojecia przestrzen,

            Ja mówię tylko tyle: Wszechświat, w którym żyjemy, ulega ekspansji, która polega
            na tym, że odległości między odległymi obiektami rosną z upływem czasu
            (dowolnego obserwatora), i to tym szybciej, z im większymi odległościami mmy do
            czynienia. Jest to fakt obserwacyjny. Jak to się ma do wyżej zacytowanych
            tautologii (których sens nie jest dla mnie do końca przejrzysty), to już
            pytanie, na którre ty powinieneś odpowiedzieć, bo jak wspominałem w poprzednim
            poście, w naukach emopirycznych wszelka spekulacja musi brać pod uwagę obserwacje.

            > - bo czas nie istnieje, jest tylko pojeciem relacji RUCHU istniejacej materii
            > - nie ma ruchu - nie ma pojecie czasu,

            No ale jeśli jest ruch, to jest i czas, prawda?

            > > Jest to tylko próba usystematyzowania terminologii. Co w tym śmiesznego?
            >
            > - nie lepiej od razu powiedziec Zaswiaty?

            Nie, bo ten termin jest już zarezerwowany, a kosmologom spekulującym na temat
            "wieloświata" nie chodzi o piekło, raj i czyściec.

            > > Badania "warunków początkowych"
            > Wszechświata dopiero się zaczynają, a ty już wiesz z góry, co można wykluczyć?
            >
            > - a ty znowu z tym uplywaem czasu (poczatkiem)?
            > czas istnieje (jako pojecie) bo istnieje ruch materii,
            >
            > poniewaz Wszechswiat nie porusza sie wzgledem jakiegos innego od siebie obiektu
            >
            > (pozaswiata?) - wiec bez sensu jest mowienie o czasie w odniesieniu do
            > Wszechswiata,

            Nie istnieje czas absolutny, ale nie jest bezsensem mówienie o historii
            poszczególnych obiektów istniejących we Wszechświecie; a wszystkie takie
            cząstkowe historie w obrębie obserwowalnego Wszechświata
            • kapitalizm1 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? 15.02.07, 02:02
              Gość portalu: kapitalizm1 napisał(a):

              > petrucchio napisał:
              >
              >
              > Wszechświat (przez duże W) to niekoniecznie wszystko, co istnieje. To tylko
              > maksymalny obiekt, jaki jesteśmy w stanie (częściowo) obserwować.
              >
              > - i dodaj w danym czasie,

              Dlaczego miałbym się w ten sposób ograniczać? Oznaczałoby to zawężenie
              Wszechświata do perspektywy konkretnego obserwatora, a chyba dałem dostatecznie
              do zrozumienia, że nie o to mi chodzi.

              - no przeciez wlasnie tam ograniczyles obserwacje do tego co jestesmy w stanie
              obserwowac,

              logicznym powodem jest ograniczenie czasowe ktore podalem, czyz nie?



              > no to nie przez duze ale male "m" powinno byc pisane, z zalozenia odrzucasz
              > wszystko co w danej chwili nie mozesz zaobserwowac jako istniejace we
              > Wszechswiecie i mowisz: - "to co teraz widze (obserwuje, badam) nazywam
              > Wszechswiat, a to czego teraz nie widze wyrzucam do innego wszechswiat -
              mimo,
              > ze to nie ma sensu logicznego,

              Ja nic takiego nie powiedziałem. Jeśli wyciągasz absurdalne wnioski z opinii,
              które sam mi przypisałeś, ja nie mogę za te absurdy odpowiadać.

              - cytuje:

              "...Wszechświat (przez duże W) to niekoniecznie wszystko, co istnieje. To tylko
              maksymalny obiekt, jaki jesteśmy w stanie (częściowo) obserwować...."

              - rozumie, ze sa wg ciebie jakies inne czesci wszechswiat, wiec ten twoj
              obsrwowalny proponowalem przestac nazywac z duzej litery 'W',

              przeciez mozemy przyjac, ze Wszechswiat z duzej 'W' to WSZYSTKO co istnieje, a
              to co w danym czasie jestesmy w stanie (tylko) zaobserwowac piszmy z malej 'm' -
              gdyz jest to NIE wszystko,

              > jakies przyklady?

              Na przykład rozważania na temat modeli obejmujących "wszechświaty równoległe",
              nieosiągalne w tym sensie, że żadna informacja nie może przeniknąć z nich do
              naszego, nie są koniecznie bezsensowne.

              - ty to na serio?

              jak mozesz spekulowac o czyms czego istnienia nie udowodniles, a nawet
              przyznajesz, ze zadna informacja o tym "cudzie" nie moze istniec???!!!!

              podobnie mozna by mowic, ze bog istnieje, a dowodem na to jest to, ze nie mamy
              o nim zadnej informacji,

              przypomina mi to slynny wywod sw. Augistina o niemozliwosci poznania Boga, jako
              najlepszy dowod na jego istnienie,

              you can do better!


              > > też aż takim pesymistą, żebym się upierał, że znamy już na pewno granice
              > poznania
              >
              > - sam sobie zaprzeczasz, laczac te dwa zdania potwierdziles, ze
              > jestes 'absolutnym pesymista' - mowisz, ze sa rzeczy nie do poznania, ergo
              > zakladasz istnienie granicy poznania,

              W różnych epokach ludziom wydaje się, że wiedzą już, czego nie da się poznać.

              - jak wiedza juz tak duzo to znaczy, ze dany problem jest poznawalny, jestes na
              dobrej drodze poznania go,

              > Na
              przykład na początku XIX w. wydawało się, że nie da się poznać składu
              chemicznego gwiazd. Zawsze pozostają jakieś obszary rzeczywistości, w których
              załamują się obecnie znane teorie. Ja tylko mówię, że "granice poznania" to
              pojęcie historycznie zmienne i dlatego nie powinniśmy go absolutyzować. dziś są
              tu, jutro będą tam. Bynajmniej nie twierdzę, że istnieją jakieś bariery, które
              możemy sobie ustawić a priori.

              - czyli nie ma nic co nie moze byc poznawalne, wszystko jest otwarte do naszego
              poznania,

              jest tylko kwestia czasu, checi i oprzyrzadowania,


              Ja mówię tylko tyle: Wszechświat, w którym żyjemy, ulega ekspansji, która polega
              na tym, że odległości między odległymi obiektami rosną z upływem czasu
              (dowolnego obserwatora), i to tym szybciej, z im większymi odległościami mmy do
              czynienia.


              - tak,

              zmien tylko 'W' na male 'w' i wszystko jest w porzadku,

              w swiecie ktory akurat obserwujemy dochodzi do ekspansji (wzjaemnego oddalanie
              sie obiektow od siebie) - wyobraz sobie ten nasz obserwowalny swiat to czyjes
              kichniecie w pokoju - ogromna ilosc mikrobow raptownie rozpraszajaca sie we
              wszystkich kierunkach, niech jeden mikrob bedzie naszym ukladem slonecznym albo
              galaktyka,

              ale to nie znaczy, ze caly pokoj ulega ekspansji,

              czy widzisz teraz moj punkt?

              > w naukach emopirycznych wszelka spekulacja musi brać pod uwagę obserwacje.

              - bingo!

              spekulowanie o obiektach (swiatach) z ktorych nie dociera zadna informacja jest
              bezsensem,



              > - bo czas nie istnieje, jest tylko pojeciem relacji RUCHU istniejacej materii
              > - nie ma ruchu - nie ma pojecie czasu,

              No ale jeśli jest ruch, to jest i czas, prawda?

              - tak,

              ale materia musi byc najpierw,

              cos jak ze swiadomoscia (obojetne czyja, nawet osobnika na innej planecie,
              nawet wyimaginowanego super-Boga), najpierw musi byc materia,

              swiadomosc aby nazywac ja swiadomoscia musi byc swiadoma CZEGOS!



              > > Jest to tylko próba usystematyzowania terminologii. Co w tym śmiesznego?
              >
              > - nie lepiej od razu powiedziec Zaswiaty?

              Nie, bo ten termin jest już zarezerwowany, a kosmologom spekulującym na temat
              "wieloświata" nie chodzi o piekło, raj i czyściec.

              - i dlatego powiedzialem, ze to wstydzacy sie swej wiary religianci, a nie
              zadni naukowcy,

              a, ze sie naumieli matematyki...no coz...



              > Nie istnieje czas absolutny, ale nie jest bezsensem mówienie o historii
              poszczególnych obiektów istniejących we Wszechświecie; a wszystkie takie
              cząstkowe historie w obrębie obserwowalnego Wszechświata
              • petrucchio Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? 15.02.07, 12:51
                kapitalizm1 napisał:

                > - no przeciez wlasnie tam ograniczyles obserwacje do tego co jestesmy w stanie
                > obserwowac,
                >
                > logicznym powodem jest ograniczenie czasowe ktore podalem, czyz nie?

                Nie, bo po pierwsze obserwujemy też skutki zdarzeń, które zachodziły w
                przeszłości, po drugie dzisiejsze obserwacje uzupełnimy o przyszłe, a po trzecie
                zdefiniowałem Wszechświat jako największy obiekt, "który możemy (częściowo)
                obserwować". Z właściwości części obserwowalnej mogą wynikać wnioski bardziej
                ogólne, obejmujące też część nieobserwowalną.

                > Na przykład rozważania na temat modeli obejmujących "wszechświaty równoległe",
                > nieosiągalne w tym sensie, że żadna informacja nie może przeniknąć z nich do
                > naszego, nie są koniecznie bezsensowne.
                >
                > - ty to na serio?
                >
                > jak mozesz spekulowac o czyms czego istnienia nie udowodniles, a nawet
                > przyznajesz, ze zadna informacja o tym "cudzie" nie moze istniec???!!!!

                Ano mogę. Czy prawo tego zabrania? Nie mogę tylko twierdzić, że dowiodłem
                istnienia tego typu obiektów. A może się mylę i fizyka przyszłości jakoś obejmie
                te "inne wszechświaty"? Wtedy będziemy mieć tylko problem terminologiczny, czyli
                pozorny: ty nazywasz Wszechświatem coś, co inni nazywają "wieloświatem"
                ("multiversum"). Wystarczy uzgodnić nazewnictwo i problem znika.

                > - czyli nie ma nic co nie moze byc poznawalne, wszystko jest otwarte do naszego
                >
                > poznania,
                >
                > jest tylko kwestia czasu, checi i oprzyrzadowania,

                No i śmiałości intelektualnej, w tym swobody rozważania istnienia obiektów,
                których na razie (a być może w ogóle) nie da się obserwować.
                • Gość: kapitalizm1 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.oc.oc.cox.net 15.02.07, 19:51
                  petrucchio napisał:


                  Nie, bo po pierwsze obserwujemy też skutki zdarzeń, które zachodziły w
                  przeszłości, po drugie dzisiejsze obserwacje uzupełnimy o przyszłe, a po trzecie
                  zdefiniowałem Wszechświat jako największy obiekt, "który możemy (częściowo)
                  obserwować".


                  - alez oczywiscie, ze obserwujemy skutki zdarzen, przeciez na tym polega
                  obserwacja i kazda wiedza w danym przedmiocie,

                  mowiac "w danym czasie" rozumiemy, ze nie posiadamy zadnej informacji z
                  przyszlosci, a nie z przeszlosci,

                  > Z właściwości części obserwowalnej mogą wynikać wnioski bardziej
                  ogólne, obejmujące też część nieobserwowalną.

                  - i o to wlasnie mi chodzi, ze wnioski wyciagane sa bledne,

                  z faktu, ze wszystkie mikroby w moim kichnieciu sie od siebie oddalaja, nie
                  wynika, ze w innej czesci pokoju czy domu zachodzi taka sama relacja,

                  wrecz odwrotnie, wyjatkowosc powstania tego zjawiska (w mojej analogii
                  kichniecia) wielkiego wybuchu (Big-Bangu), a co za tym idzie powstanie naszej i
                  sasiednich galaktyk, sugeruje istnienie innej, spokojnej czesci pokoju
                  (Swiata) - inaczej nie mielibysmy miejsca (przestrzeni) w ktorej moglibysmy
                  kichnac (wybuchnac),

                  pamietaj, ze aby mozna bylo zaobserwowac uplyw czasu czy przestrzen - materia
                  MUSI JUZ byc,

                  jest to podobny aksjomat do aksjomatu swiadomosci - kazda proba zaprzeczenia
                  tej zaleznosci, jest jej potwierdzeniem,




                  > Na przykład rozważania na temat modeli obejmujących "wszechświaty równoległe",
                  > nieosiągalne w tym sensie, że żadna informacja nie może przeniknąć z nich do
                  > naszego, nie są koniecznie bezsensowne.
                  >
                  > - ty to na serio?
                  >
                  > jak mozesz spekulowac o czyms czego istnienia nie udowodniles, a nawet
                  > przyznajesz, ze zadna informacja o tym "cudzie" nie moze istniec???!!!!

                  Ano mogę. Czy prawo tego zabrania? Nie mogę tylko twierdzić, że dowiodłem
                  istnienia tego typu obiektów. A może się mylę i fizyka przyszłości jakoś obejmie
                  te "inne wszechświaty"? Wtedy będziemy mieć tylko problem terminologiczny, czyli
                  pozorny: ty nazywasz Wszechświatem coś, co inni nazywają "wieloświatem"
                  ("multiversum").


                  - nie mowimy o prawie, tylko logice,

                  oczywiscie, ze mozesz gdybac rozne fantazje, ale gdy robi to powazny naukowiec -
                  daje on tym swiadectwo swej nierzetelnosci naukowej,

                  > Wystarczy uzgodnić nazewnictwo i problem znika.

                  - przeciez to postuluje,

                  jest Wszechswiat jako WSZYSTKO co istnieje, i sa w tym Wszechswiecie rozne
                  obszary podlegajace roznym ewolucjom, powstaja rozne nowe obiekty (Galaktyki)
                  z transormacji materii/energii znajdujacej sie we Wszechswiecie,

                  nie widze potrzeby zamieniania slowa Wszechswiat na Multiverse jesli nie chce
                  sie zmienic znaczenia pojecia 'wszystko co istnieje',

                  > - czyli nie ma nic co nie moze byc poznawalne, wszystko jest otwarte do
                  naszego
                  >
                  > poznania,
                  >
                  > jest tylko kwestia czasu, checi i oprzyrzadowania,

                  No i śmiałości intelektualnej, w tym swobody rozważania istnienia obiektów,
                  których na razie (a być może w ogóle) nie da się obserwować.

                  - nie nazwalbym to smialoscia, tylko naiwoscia albo religijna potrzeba (co na
                  jedno wychodzi),

                  intelektualnie mozemy spekulowac tylko o obiektach i zjawiskach obserwowalnych
                  bezposrednio lub posrednio - na tym polega nauka i tym jest wszelka wiedza.
                  • petrucchio Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? 15.02.07, 23:08
                    Gość portalu: kapitalizm1 napisał(a):

                    > petrucchio napisał:

                    > > Z właściwości części obserwowalnej mogą wynikać wnioski bardziej
                    > > ogólne, obejmujące też część nieobserwowalną.
                    >
                    > - i o to wlasnie mi chodzi, ze wnioski wyciagane sa bledne,
                    > z faktu, ze wszystkie mikroby w moim kichnieciu sie od siebie oddalaja, nie
                    > wynika, ze w innej czesci pokoju czy domu zachodzi taka sama relacja,
                    > wrecz odwrotnie, wyjatkowosc powstania tego zjawiska (w mojej analogii
                    > kichniecia) wielkiego wybuchu (Big-Bangu), a co za tym idzie powstanie naszej
                    > i sasiednich galaktyk, sugeruje istnienie innej, spokojnej czesci pokoju
                    > (Swiata) - inaczej nie mielibysmy miejsca (przestrzeni) w ktorej moglibysmy
                    > kichnac (wybuchnac), pamietaj, ze aby mozna bylo zaobserwowac uplyw czasu czy
                    > przestrzen - materia MUSI JUZ byc,

                    To tak, jak kura "musi już być", żeby było jajko, a jajko "musi już być", żeby
                    była kura. Czy z tego wynika niezbity logiczny wniosek, że jajka i kury istnieją
                    od zawsze?

                    > jest to podobny aksjomat do aksjomatu
                    > swiadomosci - kazda proba zaprzeczenia tej zaleznosci, jest jej
                    > potwierdzeniem,

                    A gdzie jest ta statyczna część Wszechświata? Czy możesz ją zaobserwować w
                    jakikolwiek sposób, bezpośredni lub choćby pośredni? Czy możesz zaproponować
                    jakikolwiek sposób dotarcia do niej albo uzyskania płynącej stamtąd informacji?
                    Nie: dedukujesz jej istnienie niezależnie od obserwacji
                    • Gość: Leonard3 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.adsl.inetia.pl 16.02.07, 01:31
                      Najwiekszym zagrozeniem dla myslenia abstrakcyjnego czlowieka jest szerzaca
                      sie choroba "sraczki werbalnej"
                      Jakie sa symptomy tej choroby?
                      1) Przekonanie , ze kazdy problem mozna "zagadac na smierc"
                      2) Calkowita dominacja formy nad trescia. Post ma 10 stron druku skladajacego
                      sie z pseudo-naukowego lingo przy minimum tresci
                      3) Nieswiadomosc istnienia i niemozliwosc zrozumienia podstawowej formy
                      naukowej komunikacji niewerbalnej jak matematyka.
                      4) Sraczka werbalna rozwija sie gwaltownie u osobnikow ,ktorzy nie znaja
                      niewerbalnych form aktywnosci intelektualnej jak medytacja,kontemplacje czy
                      muzyka klasyczna lub malarstwo.
                      5) Ofiarami nieuleczlnej "sraczki werbalnej" jest Woody Allen oraz jezykoznawcy
                      kosmiczni jak Pierducchio, Ewolucjonista, Marcinlet , Madcio i Wiktoriaka -
                      -dziewica intelektualna.
                    • Gość: kapitalizm1 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.oc.oc.cox.net 16.02.07, 07:23
                      petrucchio napisał:



                      To tak, jak kura "musi już być", żeby było jajko, a jajko "musi już być", żeby
                      była kura. Czy z tego wynika niezbity logiczny wniosek, że jajka i kury istnieją
                      od zawsze?

                      - nie,

                      aby kura czy jajko moglo istniec/powstac musi istniec materia,

                      do wszystkiego jest potrzebna materia, rowniez do fantazji,



                      > jest to podobny aksjomat do aksjomatu
                      > swiadomosci - kazda proba zaprzeczenia tej zaleznosci, jest jej
                      > potwierdzeniem,

                      A gdzie jest ta statyczna część Wszechświata? Czy możesz ją zaobserwować w
                      jakikolwiek sposób, bezpośredni lub choćby pośredni? Czy możesz zaproponować
                      jakikolwiek sposób dotarcia do niej albo uzyskania płynącej stamtąd informacji?

                      - o jakiej statycznej czesci mowisz?

                      statycznej do czego?


                      > Nie: dedukujesz jej istnienie niezależnie od obserwacji
                      • Gość: kapitalizm1 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.oc.oc.cox.net 16.02.07, 07:26
                        "....- o jakiej statycznej czesci mowisz?

                        statycznej do czego?...."

                        - powinno byc "...wzgledem czego?..."

                      • petrucchio Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? 16.02.07, 09:13
                        Gość portalu: kapitalizm1 napisał(a):

                        > - o jakiej statycznej czesci mowisz?
                        >
                        > statycznej do czego?

                        O części "spokojnej", jak to sam nazwałeś, czyli nie podlegającej ekspansji.

                        > - aksjomat nazywa sie aksjomatem (prawda, faktem), gdyz jest niearbitralny,
                        > nie wymagajacy dowodu i nie do podwazenia, gdzies ty konczyl szkole srednia?

                        Daruj sobie ad hominem. Tam, gdzie chodziłem do szkoły, uczono mnie, że
                        aksjomaty teorii sformalizowanej mogą być arbitralne, dopóki nie są wewnętrznie
                        ani wzajemnie sprzeczne. Na przykład odkrycie geometrii eliptycznych i
                        hiperbolicznych polegało na stwierdzeniu arbitralności piątego postulatu
                        Euklidesa i możliwości zastąpienia go innymi arbitralnymi postulatami.

                        Tautologie typu "materia istnieje, a to co istnieje jest materią" są jałowe
                        intelektualnie
                        • Gość: kapitalizm1 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.oc.oc.cox.net 17.02.07, 06:50
                          petrucchio napisał:

                          O części "spokojnej", jak to sam nazwałeś, czyli nie podlegającej ekspansji.

                          - uwazam, ze we Wszechswiecie de facto nie ma zadnego statycznego obiektu czy
                          miejsca, zawsze kazda jego czesc znajduje sie w ruchu, nawet jesli nie
                          koniecznie do najblizszej, obserwowalnie sasiedniej czy otaczajacej ja
                          obiektow, to zapewne w stosunku do innych odleglych i nieobserwowalnych w danym
                          momencie,

                          kategorycznie nie mozemy powiedziec: ten oto obiekt jest absolutnie 'spokojny'
                          w stosunku do wszystkich innych obiektow (blisko i daleko) - wszystko zalezy od
                          kontekstu, czyli wskazania innego obiektu, w stosunku do ktorego jest on
                          statyczny (spokojny), takich obiektow jest wiele i ocena tego jest dosyc
                          wzgledna i relatywna (zalezna od poziomu dokladnosci obserwacji),

                          dochodzi tu aspekt czasu - kazda czesc Wszechswiata podlega roznym ewolucjom,
                          niekoniecznie w tym samym czasie - cos jak z tym przykladem pokoju i
                          kichajacego,

                          to, ze bezposrednio wokol kichajacego nastepuje ekspansja bakterii, nie znaczy,
                          ze reszta przestrzeni w pokoju ZAWSZE bedzie 'spkojna' (nawet relatywnie),



                          > - aksjomat nazywa sie aksjomatem (prawda, faktem), gdyz jest niearbitralny,
                          > nie wymagajacy dowodu i nie do podwazenia, gdzies ty konczyl szkole srednia?

                          Daruj sobie ad hominem. Tam, gdzie chodziłem do szkoły, uczono mnie, że
                          aksjomaty teorii sformalizowanej mogą być arbitralne, dopóki nie są wewnętrznie
                          ani wzajemnie sprzeczne. Na przykład odkrycie geometrii eliptycznych i
                          hiperbolicznych polegało na stwierdzeniu arbitralności piątego postulatu
                          Euklidesa i możliwości zastąpienia go innymi arbitralnymi postulatami.

                          - sorry za glupia uwage, ponioslo mnie,

                          ale arbitralny postulat nie uzyskuje miana aksjomatu na zasadzie subiektywnych
                          odczuc gloszacego, podobnie jak inwalida to nie 'normalny inaczej' bo to brzmi
                          ladniej,

                          ale zeby sie nie czepiac dzisiejszej mody na plynnosc pojec, pozostanmy przy
                          fundamentalnych aksjomatach (twierdzeniach samoudowadniajacych sie) jakimi sa
                          aksjomaty Istnienia (rzeczywistosci), Swiadomosci i Prymatu Materii/Energii,

                          wiem, ze skierowuje ta dyskusje na teren filozofii, ale robie to swiadomie -
                          podstawowe pojecia zawsze maja swe zrodlo we filozofii, nie inaczej jest z
                          najbardziej fundamentalnymi pytaniami jakie czlowiek moze sobie zadac: - co to
                          jest co ja przezywam, odczuwam, i co to jest co mnie otacza?

                          na te pytania fizyk, ani matematyk nam nie moze odpowiedziec bez dobrego
                          rozumienia podstaw filozofi, bez dokonania niezbednej i elementarnej
                          hierachizacji wiedzy - taka prymitywna forma filozofii jest religia, i to ona
                          niestety przejela (z ogromna szkoda dla nauki) role porzadkowania czastkowej
                          wiedzy w calosc, jesli tylko mistyczna,



                          > Tautologie typu "materia istnieje, a to co istnieje jest materią" są jałowe
                          intelektualnie
                          • petrucchio Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? 19.02.07, 00:33
                            Gość portalu: kapitalizm1 napisał(a):

                            > aksjomat istnienia materii nie jest moim (choc bylbym dumny gdybym byl
                            > pierwszy
                            > ktory go oglosil!) i nie jest przedmiotem niczyjego watpienia - materia po
                            > prostu istnieje i nic na to nie poradzisz, kazde proba zaprzeczenie tego
                            > stwierdzenia konczy sie potwierdzeniem prawdziwosci tego twierdzenia - stad
                            > nazwa AKSJOMAT,

                            Załóżmy na potrzeby dyskusji, że materia "po prostu istnieje" (pozostawiając na
                            razie na boku takie śliskie rzeczy, jak definicja materii). Dlaczego miałoby to
                            automatycznie oznaczać, że materia musi istnieć od "zawsze", tj. od
                            nieskończenie dawna? W jaki sposób sprowadziłbyś ad absurdum zaprzeczenie tego
                            twierdzenia?

                            Idea stwierdzeń, którym z zasady nie można zaprzeczyć, wydaje mi się cokolwiek
                            nienaukowa i przywodzi na myśl Popperowską krytykę marksizmu i freudyzmu. Weźmy
                            psychoanalityka przekonanego o tym, że kompleks Edypa jest zjawiskiem
                            powszechnym, wyjaśniającym praktycznie każdy typ zachowań. Na przykład im
                            goręcej pacjent zaprzecza, jakoby doznawał jakichkolwiek symptomów kompleksu
                            Edypa, tym bardziej dowodzi to (zdaniem psychoanalityka) wypierania ze
                            świadomości nieprzyjemnych doznań związanych z kompleksem, a zatem jego realnego
                            istnienia :-)
                            • petrucchio PS 19.02.07, 06:51
                              petrucchio napisał:

                              > Na przykład im
                              > goręcej pacjent zaprzecza, jakoby doznawał jakichkolwiek symptomów kompleksu
                              > Edypa, tym bardziej dowodzi to (zdaniem psychoanalityka) wypierania ze
                              > świadomości nieprzyjemnych doznań związanych z kompleksem, a zatem jego
                              > realnego istnienia :-)

                              Zapomniałem dodać, że to samo dotyczy kolegów po fachu kwestionujących istnienie
                              kompleksu Edypa. Kwestionując, sami potwierdzają jego istnienie, a zatem przed
                              takim uniwersalnym kompleksem nie ma ucieczki, jak przed paragrafem 22.
                            • Gość: kapitalizm1 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.oc.oc.cox.net 20.02.07, 01:35
                              - powszechnosc jakiegos zjawiska nie nadaje mu jeszcze rangi aksjomatu,

                              mowiac o pojeciu "Wszechswiat" poruszamy temat fundamentalnej egzystencji
                              rzeczywistosci, a wiec filozoficzny - aksjomaty w tej dziedzinie sa
                              stwierdzeniami ogolnymi, obejmujacymi wszelki istniejacy w rzeczywistosci byt,

                              w przytoczonej przez ciebie analogii z dziedziny psychologii, mozna by mowic o
                              aksjomacie danego stanu psychicznego, gdyby obejmowal on wszystkie osobniki
                              rodzaju ludzkiego i w kazdych warunkach - choc i tu mialbym watpliwosci, nie
                              jestem lekarzem,

                              w roznych dziedzinach nauki sa roznego rodzaju aksjomaty (np. w matematyce) -
                              odnosza sie one zawsze tylko do tej danej dziedziny,

                              w filozofii mamy w zasadzie tylko jeden aksjomat (Istnienia) jako identyfikacja
                              podstawowego faktu rzeczywistosci,


                              pojecie czasu (twoje "od dawna, od zawsze") nie moze sie odnosci do
                              Materii/Enrgii, nie jakiejs konkretnej, ale ogolnie (przez duze M), gdyz
                              istnienie materii nadaje mozliwosc skonstruowania i uzywania pojecia czas,

                              teoretycznie rozwazajac, materia moze istniec bez czasu - czas nie moze istniec
                              bez materii,

                              na marginesie, czyzbys mial problem z definicja materii/energii?

                              • petrucchio Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? 20.02.07, 07:40
                                Gość portalu: kapitalizm1 napisał(a):

                                > na marginesie, czyzbys mial problem z definicja materii/energii?

                                A kto go nie ma? Jest to termin równie nieścisły i różnie rozumiany jak
                                "wszechświat". Byla już zresztą na Forum dyskusja na ten temat (i to pewnie
                                niejedna), zob. np.

                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=52081509&a=52447452

                                ... i reszta tegpo wątku.

                                A ty jak byś zdefiniował materię?
                                • Gość: Leonard3 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.adsl.inetia.pl 20.02.07, 10:31
                                  "...I nigdy nie wiadomo mowiac
                                  o milosci
                                  czy pierwsza jest ostatnia
                                  czy ostatnia pierwsza."
                                  (ksiadz Jan Twardowski)
                                • Gość: kapitalizm1 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.oc.oc.cox.net 25.02.07, 19:10
                                  Gość portalu: kapitalizm1 napisał(a):

                                  > na marginesie, czyzbys mial problem z definicja materii/energii?

                                  A kto go nie ma? Jest to termin równie nieścisły i różnie rozumiany jak
                                  "wszechświat".


                                  - jesli masz klopot z okresleniem co jest materia/energia to moze zadam to
                                  pytanie inaczej,

                                  wymien mi co NIE jest materia/energia?


                                  • petrucchio Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? 25.02.07, 19:46
                                    > - jesli masz klopot z okresleniem co jest materia/energia to moze zadam to
                                    > pytanie inaczej,
                                    >
                                    > wymien mi co NIE jest materia/energia?

                                    A dlaczego piszesz "materia/energia"? Ja (patrz link) byłbym skłonny uważać masę
                                    i energię za równouprawnione aspekty pojęcia materii, czyli nie wymagam, żeby
                                    materia była "dotykalna". Póki mówimy o dobrze poznanych obszarach fizyki,
                                    kłopot terminologiczny jest pozorny. Gorzej, kiedy wychodzimy poza te obszary.
                                    Na przykład: czym jest tzw. "ciemna energia"? Jakimś rodzajem substancji, który
                                    można podciągnąć pod pojęcie materii, o gęstości zmiennej w czasie i
                                    przestrzeni, czy raczej fundamentalną cechą przestrzeni, niezmienną w całym
                                    kosmosie (jak w teoriach stałej kosmologicznej)? W tym drugim przypadku nie
                                    odpowiadałaby tradycyjnemu, intuicyjnemu pojęciu materii jako czegoś, co tworzy
                                    struktury Wszechświata, ale za to nadawałaby jakiś rodzaj materialności samej
                                    "pustej" przestrzeni.

                                    • Gość: kapitalizm1 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.oc.oc.cox.net 26.02.07, 17:16
                                      > - jesli masz klopot z okresleniem co jest materia/energia to moze zadam to
                                      > pytanie inaczej,
                                      >
                                      > wymien mi co NIE jest materia/energia?

                                      A dlaczego piszesz "materia/energia"? Ja (patrz link) byłbym skłonny uważać masę
                                      i energię za równouprawnione aspekty pojęcia materii, czyli nie wymagam, żeby
                                      materia była "dotykalna".

                                      - ja tez nie wymagam..i dlatego napisalem 'materia/energia' jako rownowazne
                                      znaczenie,

                                      > Póki mówimy o dobrze poznanych obszarach fizyki,
                                      kłopot terminologiczny jest pozorny. Gorzej, kiedy wychodzimy poza te obszary.
                                      Na przykład: czym jest tzw. "ciemna energia"? Jakimś rodzajem substancji, który
                                      można podciągnąć pod pojęcie materii, o gęstości zmiennej w czasie i
                                      przestrzeni, czy raczej fundamentalną cechą przestrzeni, niezmienną w całym
                                      kosmosie (jak w teoriach stałej kosmologicznej)? W tym drugim przypadku nie
                                      odpowiadałaby tradycyjnemu, intuicyjnemu pojęciu materii jako czegoś, co tworzy
                                      struktury Wszechświata, ale za to nadawałaby jakiś rodzaj materialności samej
                                      "pustej" przestrzeni.

                                      - fundamentalna cecha przestrzeni?

                                      moglbys to rozwinac?

                                      przeciez przestrzen to nic innego jak abstrakcyjne pojecie pewnej relacji
                                      pomiedzy obiektami fizycznymi (materia) - nic wiecej,

                                      nie ma roznicy polozenia materii - nie ma pojecia przestrzeni.

                                      • petrucchio Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? 26.02.07, 19:12
                                        Gość portalu: kapitalizm1 napisał(a):

                                        > - fundamentalna cecha przestrzeni?
                                        >
                                        > moglbys to rozwinac?

                                        Coś, co nie tworzy struktur, ale jest doskonale równomiernie rozłożone w całej
                                        czasoprzestrzeni i przez swoją obecność wpływa na globalne właściwości
                                        obserwowalnego Wszechświata (wywierając ujemne ciśnienie), można uznać za
                                        "substancję" przestrzeni, albo, jeśli kto woli, za "koszt jej posiadania" bądź
                                        niezerową energię własną próżni.

                                        > przeciez przestrzen to nic innego jak abstrakcyjne pojecie pewnej relacji
                                        > pomiedzy obiektami fizycznymi (materia) - nic wiecej,
                                        >
                                        > nie ma roznicy polozenia materii - nie ma pojecia przestrzeni.

                                        A co to jest "położenie" i "różnica położenia"? Przy obecnym stanie wiedzy
                                        stałej kosmologicznej nie da się wyprowadzić z oddziaływań między cząstkami
                                        elementarnymi. Może to oznaczać, że przestrzeń też jest w jakimś sensie
                                        "obiektem fizycznym" (z własną subtelną strukturą).
          • Gość: Leonard3 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.adsl.inetia.pl 14.02.07, 12:07
            Petrucchio, Musze ci obiektywnie przyznac , ze filozoficznie zajmujesz
            niewdzieczna pozycje "zlotego srodka". Naraza cie to zarowno na ataki
            twardoglowych ateistow (kapitalizm) jak i twardoglowych teistow (ja).
            Wierze w fair play i nigdy nie kopie lezacego. Trzymaj sie
            filozofie "umiarkowany".
            Oczywiscie mozesz o mnie powiedziec " with friends like you, who needs enemies?"
            Ha,ha,ha,ha,ha,ha,ha
      • Gość: fedra Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.07, 19:08
        kapitalizm1 napisał:

        > obawiam sie, ze z tutejszymi mistykami nie pogadasz,

        A czy nie widzisz podobieństw mistyków ducha do mistyków materii, do których sam
        należysz przecież (Twe słowa: masz racje piszac, ze materia/energia po prostu
        istnieje, nigdy nie miala poczatku, ani konca,).
        Ale nie martw się, to całkiem naturalne, że opowiadasz się po jednej ze stron.
        Człowiek rozumny ma trudności pogodzić się z tym, że może istnieć NIC, a już
        wogóle WIELKIE NIC.

        Mój znajomy mthematyk pisze, der Rand aller Dinge (najdalsze peryferie
        wszystkich rzeczy) jest najtrudniejszy do obserwacji, stąd niepoznawalny i nie
        do zrozumienia. Na owych najdalszych peryferiach wszystkich rzeczy mają miejsce
        stany nieustalone, wzbudzające najostrzejsze spory czy rzarliwe knflikty. Tam
        króluje największa spekulacja, niokiełznana fantazja czy intelektualne
        hohsztaplerstwo (jak to pisze Leo3.)
        Jadąc dzisiaj w delegację udało mi się wynotować kilkanaście przykładów z
        różnych dziedzin życia, gdzie z takimi sytuacjami mamy do czynienia. Tj. albo
        obserwowany obiekt/stan leży baaardzo daleko, albo trwa baaardzo krótko, albo ma
        wymiar baaardzo mały, albo jest baaardzo trudno uchwytny, przez co odbiór tej
        sytuacji/obiektu jest niezmiernie subiektywny dlatego rodzi konflikty/spory
        między ludźmi:

        - granica między jawą i snem, w tym uchwycenie przez zasypiającego momentu
        zasypiania.
        - obraz na najdalszej granicy szerokości naszego pola widzenia (przewidy)
        - aberacja sferyczna soczewki (im dalej skraja, tym gorzej)
        - granica między zagrodami/państwami (jeden twierdzi ten kamyk jeszcze jego,
        drugi że jest pół na pół).
        - granica zakresu obowiązywania aktów prawnych (czasami wręcz komiczne sytuacje)
        - granica życia i śmierci
        - granica między zwierzęciem a człowiekiem
        - granica między grzechem a niegrzechem
        - granica między materią ożywioną a nieożywioną.
        - granica między stanem chorobowym a niechorobowym (w tym choroby psychicznej)
        - granica między naszą wolną wolą a odruchami
        - granica pomiędzy konturem przedmiotu na obrazie a tłem
        - granica pomiędzy punktem w przestrzeni a otaczającą go przestrzenią (czy
        granicą tą jest np. pobocznica kuli, sześcianu, albo innej bryły geometrycznej?)
        - granica na skórze bliźniąt sjamskich (gdzie kończy się skóra dziecka A i
        zaczyna skóra dziecka B, i przez jakie nerwy obsługiwany jest graniczna linia
        ciała (jaka ona szeroka?)

        > jestem ateista nie uznajacym ZADNEGO cudu

        Takiego cudu jak ty ja też nie uznaję.
        Pozdr.
        • Gość: Leonard3 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: 83.238.145.* 13.02.07, 22:07
          Fedra, wiele z sytuacji ktore opisales to rzeczywiscie szara strefa.
          -Granica miedzy jawa a snem - zasypianie,przyjemne doznanie , zauwaz ze
          nastepuje rowniez krotkotrwaly stan "of hyperalertness" , fizjologiczny atawizm,
          kiedy ludzkie zwierze po raz ostatni "skanuje" otoczenie wszystkimi zmyslami
          prze zasnieciem.
          -Granica miedzy zyciem a smiercia - dla lekarza zadna tajemnica- dla
          umierajacego wielka tajemnica.
          -Granica miedzy zwierzeciem a czlowiekiem. Tu niestety trudno odrzucic
          gorzka refleksje , ze czesto ublizamy zwierzetom insynuujac nasze podobienstwo
          do nich. Czlowiek, najokrutniejsze stworzenie pod sloncem.
          -Granica miedzy grzechem a niegrzechem. Jesli nie zobiektywizujemy tej granicy,
          to pozostaniemy najokrutniejszym zwierzeciem pod sloncem. Ratunek w prostych
          Boskich przykazaniach - poniewaz w przeciwnym razie czlowiek potrafi
          racjonalnie umotywowac kazda podlosc.
          - Granica miedzy nasza wolna wola a odruchami. Nasz Neo-cortex zapewnia
          nam kontrole nad kazdym instynktem i granica jest wyrazna. Jesli chodzi
          o odruchy fizjologiczne to potrafia je kontrolowac Yogini. Normalny czlowiek
          nie potrzebuje tej umiejetnosci.
          W sumie to jednak szara , konfliktogenna strefa nie jest az tak szeroka
          zeby dawac nam wymowke poblazliwosci wobec wlasnego egoizmu.
        • Gość: Ewolucjonista Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.07, 23:18
          Gość portalu: fedra napisał(a):

          > Mój znajomy mthematyk pisze, der Rand aller Dinge (najdalsze peryferie
          > wszystkich rzeczy) jest najtrudniejszy do obserwacji, stąd niepoznawalny i nie
          > do zrozumienia.

          To prawda, że opis czasem się załamuje na granicy systemu, którego dotyczy
          (przykład: osobliwość pierwotna Big Bangu). Ale część z twoich przykładów
          granicznych dotyczy innego typu problemów - czasem pozornych, czasem
          polegających nie na niemożności obserwacji czy poznania, lecz na tym, że
          rzeczywistość jest ciągła (i próby wprowadzania ostrych granic prowadzą do
          paradoksów typu Zenona z Elei). Szczególnie podatna na takie problemy jest
          filozofia tomistyczna, zakładająca ostro rozgraniczone byty o odmiennej
          istocie/formie substancjalnej - i nieradząca sobie z opisami przejścia "bytu A"
          w "byt B" (choćby w ewolucji, ale nie tylko).

          > - granica między jawą i snem, w tym uchwycenie przez zasypiającego momentu
          > zasypiania.

          jest jeszcze półsen... budząc się nagle, np. pod wpływem hałasu, pamiętamy
          zarówno końcówkę snu, jak i to, co nas obudziło, czyli mózg gdzieś tam śledzi
          bodźce zmysłowe, tylko filtruje je mocniej niż na jawie. A tak czy owak, pytanie :
          a) jak miałoby wyglądać to uchwycenie momentu zaśnięcia (chcesz świadomie
          wiedzieć - o, już śpię? o, już świadomie zauważyłem, że wyłączyła mi się
          świadomość? to dość paradokaslny pomysł. Poza tym, nawet gdyby momemt zasypiania
          był świadomie rejestrowany, nie pamiętalibyśmy go po przebudzeniu, tak jak nie
          pamiętamy tego co się działo tuż przed utratą przytomności z innych przyczyn
          (tzw. niepamięć następcza), bo nie dochodzi do konsolidacji pamięci krótkotrwałej.
          b) jak krótki miałby być ten graniczny "moment zasypiania" (czy między jawą a
          snem następuje zerojedynkowy przeskok w nanosekundę?)...

          > - obraz na najdalszej granicy szerokości naszego pola widzenia (przewidy)

          Tu sytuację komplikuje fakt że peryferie pola widzenia mają znikomą
          rozdzielczość w porównaniu z plamką żółtą, więc i tak znaczną część naszego pola
          widzenia stanowią "domysły" - mózg "maluje" nam obraz tym, co widzieliśmy
          obrzucając wzrokiem dany widok - kierując nań plamkę żółtą.

          > - aberacja sferyczna soczewki (im dalej skraja, tym gorzej)

          To chyba w ogóle nie jest kwestia niemożności poznania Rand der Dinge.

          > - granica między zagrodami/państwami (jeden twierdzi ten kamyk jeszcze jego,
          > drugi że jest pół na pół).

          A jakiej szerokości jest granica państwa - mikrona, nanometra? A jakiej
          szerokości jest granica lądu i morza, albo ile trwa przejście dnia w noc -
          nanosekundę? W przyrodzie istnieją płynne przejścia. Np. granice terytoriów
          zwierząt są rozmyte i nakładają się. Człowiek próbuje zerojedynkowo sobie
          podzielić świat, i pakuje się w takie problemy jak z miedzą. Tu wchodzi w grę
          kwestia dokładności pomiaru, przyjętych kryteriów demarkacji granicy - np. czy
          jeżeli rzeka po powodzi zmieni bieg, to granica w traktacie zapisana jako
          biegnąca "środkiem koryta" też się pzesuwa, czy pozostaje tam, gdzie była
          narysowana na mapie przed powodzią itp. Ale to nie są fundamentalne ograniczenia
          poznawcze, tylko kłopoty z narzuceniem naszego szufladkowania światu rzeczywistemu.

          > - granica zakresu obowiązywania aktów prawnych

          Tu znów mówimy o arbitralnych konwencjach (typu, kiedy ma obchodzić szabat czy
          pościć wierzący na statku zakotwiczonym na międzynarodowej linii zmiany daty,
          albo czy legalny był stosunek płciowy odbyty podczas przyjęcia urodzinowego z
          solenizantką wchodzącą w wiek legalnego obcowania płciowego - czy liczyć okrągły
          wiek od godziny urodzenia, czy od północy, od rozpoczęcia zalotów czy od
          zakończenia stosunku itp. - a od rozstrzygnięcia może zależeć, czy ktoś zostanie
          uznany za pedofila i skazany, czy będzie legalnie czysty...
          Ale to znów bierze się z uwomności rozgraniczeń. Powiedzmy 18-latek nabywa prawa
          polityczne. Ale czy gdyby dziecko urodziło się np. o 23.30, a nie o 0.30
          następnego dnia, to jeśli za 18 lat w jego urodziny wypadłyby wybory, to mogłoby
          głosować, bo już byłoby dojrzałe, a tak musi odczekać 4 lata do następnych?
          Oczywiście to wynika z założenia, że z dnia na dzień w urodziny człowiek
          przeskakuje z jakiegoś stanu A do stanu B (dojrzałości płciowej, politycznej,
          małżeńskiej, zdatności do służby wojskowej itp.), podczas gdy w rzeczywistości
          rozwój człowieka jest procesem ciągłym.

          > - granica życia i śmierci

          Umieranie zwykle jest rozciągnięte w czasie - kiedy indziej umiera mózg (a nawet
          kiedy indziej kora, a kiedy indziej pień mózgu), a kiedy indziej np. rogówka
          oka. Znów, tylko jeśli się np. uważa, że śmierć to momemt (punktowy) oddzielenia
          "duszy" od ciała - pojawia się problem demarkacji - czy w narządach
          podtrzymywanych przy życiu do transplantacji jest dusza? Czy po przeszczepie
          serce dawcy ma w sobie resztkę duszy dawcy czy przenika w nie dusza biorcy (i
          czy w momencie włożenia do klatki piersiowej czy zagojenia szwów?). Znów -
          sztuczne problemy z powodu określonego modelu filozoficznego.

          > - granica między zwierzęciem a człowiekiem

          Człowiek jest zwierzęciem - ssakiem naczelnym, kręgowcem, strunowcem itp.
          I tak jak przejście od noworodka do dorosłego jest płynne, tak samo płynne było
          przejście od przedludzkich naczelnych do wczesnych ludzi.

          > - granica między grzechem a niegrzechem

          To znów jest arbitralne. Dla katolika grzechem może być złamanie postu w piątek,
          ale zmiana lokalnych przepisów sprawia, że post przestaje obowiązywać. Pytanie,
          czy np. Polak w Niemczech powinien był pościć w piątek zgodnie z wytycznymi
          polskimi czy zgodnie z przepisami miejscowej diecezji?

          > - granica między materią ożywioną a nieożywioną.

          Znów - to zależy, jak sobie arbitralnie zdefiniujemy życie. Od tego zależy, czy
          np. wirusy albo hipercykle spełnią to kryterium czy nie. Przejście jest ciągłe.

          > - granica między stanem chorobowym a niechorobowym (w tym choroby psychicznej)

          Jw. Pewne zachowania w pewnych kulturach czy w pewnych czasach są uważane za
          społecznie akceptowane i normalne, a z perspektywy czasu czy innej kultury
          wydają się chorobliwe - powiedzmy praktyki religijnych ekstaz czy
          samooumartwień, itp., odmienne obyczaje seksualne (zachowanie katolickich
          dziewcząt na wiejskich dyskotekach z perspektywy prawowiernego muzułmanina),
          żywieniowe (jedzenie zgniłego mleka - serów - albo mózgu żywej małpy), itp.

          > - granica między naszą wolną wolą a odruchami

          Polecam artykuł "Iluzja woli nie boli" w aktualnych "Charakterach".

          > - granica pomiędzy konturem przedmiotu na obrazie a tłem

          Albo między ciemnym błękitem nieba w zenicie a bladym na horyzoncie...

          > - granica pomiędzy punktem w przestrzeni a otaczającą go przestrzenią

          Znów - skutek absolutyzowania abstrakcyjnej geometrii (bezwymiarowych punktów,
          płaszczyzn bez grubości itp.).

          > - granica na skórze bliźniąt sjamskich (gdzie kończy się skóra dziecka A i
          > zaczyna skóra dziecka B, i przez jakie nerwy obsługiwany jest graniczna linia
          > ciała (jaka ona szeroka?)

          To można zaobserwować - wystarczy nakłuwać różne miejsca i obserwować, które
          dziecko reaguje. Albo przekonać się pod mikroskopem...
          • Gość: fedra Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.02.07, 15:10
            Gość portalu: Ewolucjonista napisał(a):

            > To prawda, że opis czasem się załamuje na granicy systemu, którego dotyczy
            ... etc.

            Szeroko i logicznie ustosunkowałeś się do mego postu. To postawa chwalebna
            cechująca ludzi solidnych. Mam pośród swego mendla podwładnych tobie podobnego.
            Ten to stosunkowo młody człowiek, dobrze wykształcony o szerokiej wiedzy,
            elokwentny i o rzutkim umyśle, jest b. dobrze zapowiadającym się konstruktorem,
            ale obawiam się że nie wyjdzie poza niveau solidnego rzemieślnika. Dlaczego?
            Dwu rzeczy nie za bardzo rozumie:
            a) "In der Beschränkung zeigt sich erst der Meister."
            b) "To nie sztuka wybudować nowy dom, sztuka sprawić by miał w sobie duszę."

            Ad a) nie potrafi bez zaprzęgnięcia najnowszych osiągnięć technologii ruszyć z
            miejsca.
            Ad b) nie wie co to dusza.

            Podobnie postrzegam Ciebie. Nie załapałeś, że chodziło mi nie o rozłożenie na
            czynniki pierwsze kwestii granic, spisanych przezemnie jak leci, ale o pokazanie
            pól konfliktów naukowych/życiowych, które żywe będą zapewnie wiecznie.
            A teraz na przykładzie jednego z tematów, tj. granicy między jawą a snem.
            Ty:
            "a) jak miałoby wyglądać to uchwycenie momentu zaśnięcia (chcesz świadomie
            wiedzieć - o, już śpię? ....
            b) jak krótki miałby być ten graniczny "moment zasypiania" (czy między jawą a
            snem następuje zerojedynkowy przeskok w nanosekundę?)..."
            Ja:
            Nie wchodzę w kwestię jak miałoby wyglądać uchwycenie momentu
            zasypiania/budzenia się, sprawę stawiam po prostu inaczej. Pytam się po czym
            człowiek ma poznać że już się obudził lub już zasnął? Może to dla Ciebie
            absurdalne pytanie, ale jak np. wstał o 6 rano i zrobił sobie herbatę i ją pije,
            to się już obudził, albo nadal śni, że wstał o 6 rano, zrobił sobie herbatę i ją
            pije. W tej otóż sprawie nie ma kto za konkretnego człowieka zadecydować, a
            człowiek nie ma się z kim umówić, kiedy występuje u niego granica snu i jawy.

            Nie chwaląc się, - osobiście mam się też za rzemieślnika, ale ze świadomością:
            " serce i dusza równie mówi do mnie co mędrca szkiełko i oko!"
            Pozdr.
            • Gość: Leonard3 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.adsl.inetia.pl 14.02.07, 17:19
              Podobne watpliwosci, Fedra, o granice miedzy jawa a snem daly poczatek kilku
              ruchom filozoficzno-religinym a nawet trafly do przedszkoli
              w postaci piosenki dziecinnej " all is just a dream".
              Czy widziales film "dzien swistaka"?
              Bohater jest skazany na przezywanie tego samego dnia ciagle od poczatku.
              Budzi sie, goli sie, pije herbate,wychodzi na ulice etc. Dopiero po
              pewnym czasie zdaje sobie sprawe , ze jest to ten sam ciagle powtarzajacy sie
              dzien. Cokolwiek by nie probowal zrobic inaczej - zawsze konczy sie tak samo.
              Bohater budzi sie, goli sie, pije herbate,etc.etc. Nie moze sie uwolnic
              od tej powtarzalnej i przewidywalnej rzeczywistosci ciagle tego samego dnia.
              Uwalnia go od niej dopiero akt niepowtarzalnej i altruistycznej dobroci
              ktorej nie czynil do tej pory . Bohater zaczyna znowu zyc normalnie.
              Zycie kazdego czlowiek to tylko sen bez znaczenia i konsekwencji dopoki
              nie uczyni cos bezinteresownie altruistycznego. Paradoksalnie tylko
              altruistyczna milosc jest jedyna realna rzeczz w nierealnym swiecie.
            • Gość: Ewolucjonista Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.07, 18:50
              Gość portalu: fedra napisał(a):
              > Nie załapałeś, że chodziło mi nie o rozłożenie na czynniki pierwsze
              > kwestii granic, spisanych przezemnie jak leci, ale o pokazanie
              > pól konfliktów naukowych/życiowych, które żywe będą zapewnie wiecznie.

              Preambułą do twojej wyliczanki było stwierdzenie, że istnieją kłopoty poznawcze
              na peryferiach opisywanych obiektów:
              > Mój znajomy mthematyk pisze, der Rand aller Dinge (najdalsze peryferie
              > wszystkich rzeczy) jest najtrudniejszy do obserwacji, stąd niepoznawalny
              > i nie do zrozumienia.
              Stąd ustosunkowałem się pod tym kątem. Przykłady granic dotyczyły bowiem kilku
              różnych kategorii granic:
              1) wspomnianych przez owego matematyka granicznych peryferii jakiegoś zjawiska
              (i związanych z tym nieuchronnych problemów z obserwacją, opisem i zrozumieniem
              zjawiska);
              2) umownych granic nakładanych przez człowieka arbitralnie przez człowieka na
              ciągłe przejścia
              3) granic, które mogą nie być oczywiste, ale metodologicznie nie przedstawiające
              specjalnych trudności do wyznaczenia.
              Uwaga matematyka była relewanatna dla kategorii 1 i głównego tematu wątku - tj.
              wszechświata, zdefiniowania jego zakresu w czasie i przestrzeni. Natomiast
              większość twoich przykładów dotyczyła problemów z kategorii 2, ew. 3 - i na to
              starałem się zwrócić uwagę. Czyli, o ile rzeczywiście w przypadku granic
              wszechświata problem tkwi w poznaniu, to w pozostałych chodzi o uzgodnienie
              konwencji (problem tkwi w arbitralnej umowie między ludźmi).

              Granice państwowe (czy miedze), granice człowieczeństwa, grzechu, życia,
              zdrowiem i chorobą - by wymienić te ciekawsze prawnie/moralnie - są arbitralne i
              nakładane na ciągłą rzeczywistość, gdzie przejścia są płynne (a my byśmy woleli,
              żeby dało się rozstrzygać zerojedynkowo).

              A więc w przypadku owych "pól konfliktów naukowych/życiowych, które żywe będą
              zapewnie wiecznie" chodzi nie o problemy obserwacyjne, czy poznawcze - bo można
              obserwować grunt na granicy, skórę bliźniąt syjamskich czy umieranie z dowolną
              dokładnością i równie dokładnie opisywać. Konflikty nie polegają na tym, że się
              nie da opisać ani zrozumieć zjawiska. Chodzi o jego interpretację. Np. dwaj
              geodeci z sąsiednich państw mogą być zgodni co do współrzędnych geograficznych
              dowolnego punktu w terenie, a różnią się tylko INTERPRETACJĄ PRAWNĄ TRAKTATU
              granicznego. Dwaj lekarze mogą być zgodni, że pacjent ma martwą korę mózgową, a
              czynny pień mózgu. Stan faktyczny da się tu poznać całkiem precyzyjnie.
              Natomiast różnią się tym, czy leży przed nimi żywa osoba, czy tylko zespół
              narządów do pilnego przeszczepu. Ale to zależy od ich ARBITRALNEJ DEFINICJI
              ŚMIERCI (i może na nią rzutować np. pogląd o istnieniu duszy i momencie jej
              rozłączenia z ciałem). Podobnie jest z kwestią grzechu - to zwykle kwestia
              apriorycznego uznania jakichś kryteriów (różnych dla różnych religii, a nawet
              diecezji w tym samym kościele). Grzech nie istnieje jako "obiektywana
              rzeczywistość przyrodnicza". To jest etykieta przykładana do danego obiektywnego
              zachowania przez wyznawców określonego arbitralnego kodeksu - np. bigamia dla
              mormonów czy muzułmanów może być normalna, a dla katolików - grzeszna. Zabicie
              człowieka może być oceniane jako zbrodnia, albo jako wojenne bohaterstwo.
              Jedzenie pewnych pokarmów będzie nieczyste dla jednych, a czyste dla innych. Ale
              te problemy tkwią w przyjętych subiektywnie zestawach norm, a nie w naturze świata.

              > Pytam się po czym człowiek ma poznać że już się obudził lub już zasnął?

              Że zasnął - z definicji nie bardzo może (tak samo, jak nie może sobie
              uświadomić, że jest nieprzytomny). Jeśli w ogóle się nad tym zastanawia to albo
              śni (ale faza REM następuje nie od razu po zaśnięciu), albo jest na jawie
              zwyczajnie, albo np. jest w półśnie, albo ma halucynacje.
              Tu problem - skądinąd bardzo ciekawy, ale zupełnie innej natury niż wytyczenie
              miedzy - dotyka samej natury świadomości. Trudno jest "stanąć obok" - np. jeśli
              ktoś ma urojenia, trudno mu je samemu wykryć, bo dla niego są bardzo
              realistyczne. Może pomóc jakieś logiczne myślenie (sfabularyzowany przykład
              pokazano na filmie "Piękny umysł", gdzie matematyk schizofrenik zdemaskował
              swoich urojonych "towarzyszy" zauważając, że np. dziecko od lat nie rośnie i
              pozostaje w tym samym wieku), ale nie jest to łatwe. Natomiast dla lekarza czy
              neurofizjologa obserwującego czynność mózgu może to być dość trywialne
              rozróżnienie. Ale powtórzę, to wynika z tego, że pytasz o stany zaburzenia
              świadomości. Jeśli np. okłamiesz spowiednika - podasz mu złe dane wejściowe - to
              on poda fałszywą ocenę grzeszności twojego postępku. Jeżeli twój mózg dostaje
              zafałszowane dane wejściowe (marzenia senne czy halucynacje), może mylnie
              zinterpretować stan czuwania.
              Natomiast większość problemów poruszanych w tym wątku dotyczy sytuacji, w której
              obserwatorzy - fizycy, kosmologowie itp. są przytomni, mogą intersubiektywnie
              sprawdzić swoje obserwacje i reguły wnioskowania. I wtedy problemem są
              ograniczenia rzeczywistości.
              Natomiast jeśli zaczęlibyśmy się zastanawiać, co by było, gdyby kosmolog miał
              omamy, albo jak poznać czy alternatywny model rzeczywistości mu się tylko nie
              przyśnił, wkraczamy w inną, acz też fascynującą sferę - natury świadomości (skąd
              wiemy, że wiemy? na ile można wierzyć własnym zmysłom? itp.).

              I - nawiązując do twojej oceny mojego postu - to nie chodzi o moją niezdolność
              wyjścia poza konkret, a o to, że moim zdaniem w twoim poście były pomieszane
              różne kategorie problemów, potraktowane jako przykłady tego samego - trudności z
              uzgodnieniem granic - i to w kontekście uwagi niemieckiego matematyka o
              niepoznawalności stanów granicznych. Ja tylko zwracałem uwagę, że było to
              wrzucenie do jednego worka problemów w istocie różnych, co zaciemnia ich
              ewentualną analizę.
              • Gość: fedra Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.02.07, 20:11
                Gość portalu: Ewolucjonista napisał(a):

                > Preambułą do twojej wyliczanki było stwierdzenie, że istnieją kłopoty
                > poznawcze na peryferiach opisywanych obiektów:
                Do kategorii "kłopoty poznawcze" zaliczam nie tylko problemy związane z brakiem
                naukowego instrumentarium materialnego (przyrządy/aparatura) i niematerialnego
                (teorie/modele teoretyczne/programy komputerowe), ale także kwestie uzgodnienia
                pomiędzy fachowcami/naukowcami poznanego faktu.
                Co z tego, że jeden astronom zaobserwował ze 100% pewnością jakieś nieznane
                dotąd ciało kosmiczne, skoro żaden inny nie potrafi tej obserwacji potwierdzić.


                > .............................
                > I - nawiązując do twojej oceny mojego postu - to nie chodzi o moją niezdolność
                > wyjścia poza konkret, a o to, że moim zdaniem w twoim poście były pomieszane
                > różne kategorie problemów, potraktowane jako przykłady tego samego - trudności
                > z uzgodnieniem granic
                • Gość: Leonard3 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.adsl.inetia.pl 14.02.07, 20:35
                  Kolego Fedra, Jak widze idealem dyskusji dla kolegi jest monolog
                  a w ostatecznosci dialog. Poniewaz kolega demonstracyjnie nie zauwaza moich
                  postow - ja rowniez demonstracyjnie kolegi na tym forum zauwazac nie bede.
                  Pozdrawiam i bez odpowiedzi (prosze).
                  • Gość: fedra Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.02.07, 21:06
                    Gość portalu: Leonard3 napisał(a):

                    > Kolego Fedra, Jak widze idealem dyskusji dla kolegi jest monolog
                    > a w ostatecznosci dialog. Poniewaz kolega demonstracyjnie nie zauwaza moich
                    > postow - ja rowniez demonstracyjnie kolegi na tym forum zauwazac nie bede.
                    > Pozdrawiam i bez odpowiedzi (prosze).

                    To nie było demonstracyjne niezauważanie, lecz podświadomym odczuciem, że zbyt
                    wiele nas łączy a zbyt mało dzieli. Drugą przyczyną była obawa, że nasi
                    adwersarze wykorzystają taką okazję do przytyku typu: Ale sobie słodzą! Co
                    jeszcze, trochę nie odpowiada mi zaczepny styl dyskusji prowokowany przez
                    niektórych forumowiczów, co nie sprzyja spokojnej dyskusji.
                    Co do Pana, Panie Leo3, to wysoce doceniam Pna przbogaty zasób słów,
                    sarkastyczny ton, i ostry język (może czasami za cięty).
                    - Filmu "dzien swistaka"? nieststy nie oglądałem, powinienem żałować?
                    Ostatnio b. rzadko ogladam filmy. Z dawnych dla mnie wyjatkowych to: "Zeszełego
                    roku w Marienbadzie", "Piknik nad wiszącą skąłą", "Ścieżki chwały"
                    Pozdrawiam i proszę o wycofanie Pańskiego "i bez odpowiedzi (prosze)"
                    --------------------------
                    Es lebe Pax, Frieden, Mir!
                    • leonard3 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? 14.02.07, 21:18
                      Panie Fedra, bardzo przepraszam i prosze mi wybaczyc bledny osad Pana motywow.
                      • Gość: Ewolucjonista Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.07, 21:40
                        leonard3 napisał:

                        > Panie Fedra, bardzo przepraszam i prosze mi wybaczyc bledny osad Pana motywow.

                        Ale sobie słodzą! :-)
                • Gość: fedra Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.02.07, 20:48
                  Gość portalu: Ewolucjonista napisał(a):
                  Och, za wcześnie mi się wysłał,zatem c-d.:
                  Co z tego, że jeden astronom "A" zaobserwował ze 100% pewnością jakieś nieznane
                  dotąd ciało kosmiczne, które nazwał X-1234, skoro żaden inny nie potrafi tej
                  obserwacji potwierdzić.
                  W takiej sytuacji mamy gotowy spór naukowy typu:
                  - Astronomowie "A", "B", "C" ..... "P", "R", "S" stwierdzą, że ciało X-1234
                  nie istnieje.
                  - Astronomowie "A1", "B1", "C1" ..... "P1", "R1", "S1" zachowają się
                  wstrzemięźliwie.
                  Taki stan może trawć do końca istnienia gatunku ludzkiego. Taki przypadek jest
                  zatem aktem poznania dokonanym przez pojedyńczego człowieka (załozywszy
                  oczywiście, że astronom "A" był obiektywny, uczciwy, oraz w stanie pełnej
                  zdolności i poczytalności umysłowej), natomist czy jest to akt poznania ludzkości???
                  ---------------------------------------
                  Dwaj lekarze mogą być zgodni, że pacjent ma martwą korę mózgową, a
                  czynny pień mózgu. Stan faktyczny da się tu poznać całkiem precyzyjnie.
                  Ale to zależy od ich ARBITRALNEJ DEFINICJI ŚMIERCI
                  ---------------------------------------
                  W nauce definicje wszystkiego są arbitralne pojedynczego człowieka, lub pewnego
                  grona ludzi. Gwarantuję Ci, że co podręcznik medycyny, to inne granice pnia mózgu!
                  ---------------------------------------
                  Ja tylko zwracałem uwagę, że było to wrzucenie do jednego worka problemów w
                  istocie różnych, co zaciemnia ich ewentualną analizę.
                  --------------------------------------
                  Tu pełna zgoda z tym miszmaszem i trudnościami z tym związanymi. Nie było to
                  jednak zamierzone, ot tak po prostu.
                  Oczekuję jednak komentarza do problemu, jak/po czym człowiek ma poznać, że już
                  nie śpi.
                  Pozdr.
                  • Gość: Ewolucjonista Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.07, 22:13
                    Gość portalu: fedra napisał(a):
                    > Co z tego, że jeden astronom "A" zaobserwował ze 100% pewnością jakieś nieznane
                    > dotąd ciało kosmiczne, które nazwał X-1234, skoro żaden inny nie potrafi tej
                    > obserwacji potwierdzić.

                    To jest problem techniczny - w nauce tego typu rzeczy są standardem - jeśli
                    ciało niebieskie istnieje to powinno się dać przeprowadzić powtórną obserwację
                    (zwłaszcza, że zwykle instrumenty naukowe stają się coraz czulsze). Jeśli to
                    była incydentalna obserwacja, nie przecząca radykalnie znanej nam fizyce itp. (w
                    rodzaju - zauważyłem przelot meteoru), to zostanie przyjęta do wiadomości i
                    ujęta w statystykach. Jeśli jakaś radykalnie sprzeczna z dotychczasowym stanem
                    wiedzy - zostanie przyjęta sceptycznie i badacze będą szukać innych wyjaśnień,
                    albo uznają, że autor obserwacji się pomylił, uległ złudzeniu albo oszukuje -
                    chyba że uda się niezależnie ową obserwację potwierdzić.
                    Czym innym są obserwacje typu: "podczas samotnego spaceru w lesie widziałem jak
                    zając uciekł przed lisem" (w porządku, pewnie tak było), a "zobaczyłem jak zając
                    uciekł przed kosmitą" (tu bez poważnych dowodów hipoteza zerowa jest taka, że
                    relacja jest w najlepszym razie oparta na niekdokładnej obsrwacji).

                    > czy jest to akt poznania ludzkości???

                    Jakoś nie myślę w kategoriach "ludzkości" jako podmiotu poznającego. W zasadzie
                    ludzkość widzi oczami wszystkich ludzi, ale trudno powiedzieć, że "ludzkość w
                    każdej chwili dokonuje aktu poznania miliardów widoków". Obserwacje spisane czy
                    udokumentowane mogą wchodzić w (potencjalny) zasób wiedzy ludzkości, ale akt
                    poznania raczej dotyczy pojedynczych osób.

                    > W nauce definicje wszystkiego są arbitralne pojedynczego człowieka, lub
                    > pewnego grona ludzi. Gwarantuję Ci, że co podręcznik medycyny, to inne
                    > granice pnia mózgu!

                    Powiedzmy (skądinąd nasi dwaj lekarze mogliby wtedy uzgodnić swoje stanowisko co
                    do faktów np. na poziomie drobniejszych struktur neuroanatomicznych, nawet jeśli
                    uczyli się z podręczników z innymi ogólnymi definicjami, więc rozmycie
                    definicyjne na tym poziomie da się łatwo przezwyciężyć). W nauce daje się na
                    ogół dość skutecznie wyjaśnić i doprecyzować definicje, jawnie wskazując
                    założenia. Powiedzmy, na gruncie kladystyki wszyscy jesteśmy rybami kostnymi
                    (Osteichthyes). Oczywiście można powiedzieć, że tu oto mamy zoologa A, który
                    mówi, że kręgowce dzielą się rozłącznie na ryby, płazy, gady, ptaki i ssaki, i
                    drugiego, który mówi, że kręgowce lądowe są podzbiorem ryb, jako potomkowie
                    dewońskich ryb mięśniopłetwych. Ale można explicite ustalić, jak każdy z nich
                    definiuje naturalne grupy systematyczne, i wtedy okazuje się, że zgadzają się co
                    do faktów (cech posiadanych przez poszczególne gatunki zwierząt, oraz ich
                    wzajemnych pokrewieństw), natomiast mają inne formalne kryteria wyróżniania
                    taksonów. A więc w efekcie okazuje się, że chodzi o konwencje etykietowania, a
                    nie o "naturę rzeczywistości".
                    Więc owi lekarze mogą narysować wspólnie uzgodnioną mapę czynnych i martwych
                    części mózgu, nawet jeśli inaczej by na niej wyznaczyli granicę pnia. I ich spór
                    będzie dotyczył formalnego zaetykietowania pacjenta jako denata lub żywej osoby
                    mimo zgody co do tego, ile jest w nim żywego, a ile martwego.

                    > Oczekuję jednak komentarza do problemu, jak/po czym człowiek ma poznać, że już
                    > nie śpi.

                    To jest problem, który niektórych pcha do solipsyzmu - skąd wiadomo, że inni mi
                    się nie śnią. Albo można się zastanawiać, skąd wiem, że moja świadomość nie jest
                    tylko symulacją w jakimś komputerze. Albo czy ktoś mi celowo nie podsuwa
                    fałszywego strumienia bodźców - taki był schemat sytuacji w "Matriksie". I
                    oczywiście takiego podejrzenia, że tylko mi się wydaje, że to jawa, trudno się
                    pozbyć w sposób pewny absolutnie. Tym bardziej, że np. śniąc, rzadko wiemy, że
                    śnimy (choć to się zdarza). Na ogół po prostu oszczędniej jest przyjąć, że
                    jesteśmy na jawie (jeśli śnimy, to trudno, ale jeśli jesteśmy na jawie i
                    postanowimy pofrunąć z dachu, może nas to drogo kosztować). A tradycyjnym
                    sposobem było spróbować się uszczypnąć... :-)
                    • Gość: fedra Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.02.07, 19:28
                      Gość portalu: Ewolucjonista napisał(a):

                      > Czym innym są obserwacje typu: ... uciekł przed kosmitą" (tu bez poważnych
                      > dowodów hipoteza zerowa jest taka, że relacja jest w najlepszym razie ...

                      I tu się mylisz! Dla mnie nie wierzącego w kosmitów przykład ten szczególnie
                      nie wsmak, ale wiem, że Ty jako uczciwy badacz nie masz prawa go odrzucić, tylko
                      dlatego że tak nieprawdopodobny. Radzę trochę poczytać historię odkryć.

                      > więc rozmycie definicyjne na tym poziomie da się łatwo przezwyciężyć).

                      Często da się przezwyciężyć, ale tam gdzie chodzi o wykazanie prymatu swoich
                      ambicji, pychy, jak i reprezentowanej filozofii, tam nawet uzgodnienie tak
                      prozaicznej kwestii jak nazwy, bywa wręcz niemożliwe.
                      Przykład z wczoraj:
                      Po zatyrzymaniu przez CBA znanego chirurga, pojawiają się różne opinie fachowców
                      z branży. Jedni twierdzą, że niwłaściwie kwalifikował on do przeszczepów
                      pacjentów, a inni że właściwie. Może uznasz, że to są kwestie arbitralnych
                      decyzji poszczególnego lekarza. Ja mogę twierdzić iż jeden miał większą wiedzę o
                      stanie pacjenta z jednej strony, a inny z drugiej strony. Może rzeczywiście
                      występuje w takich przypadkach różnica punktów widzenia poszczególnego medyka i
                      brak szansy na konsensus. Właśnie pięknym przykładem na na niemożliwość poznania
                      krawędzi rzeczy są decyzje transplantacyjne. Czy chirurg jest w stanie ogarnąć
                      wszelkie uwarunkowania pacjenta + aparatury + pobranego do transplantacji
                      organu + oszacować swoje umiejętności, by przewidzieć dalekosiężne skutki
                      (powiedzmy na 10 20 lat wprzód)? W takich przypadkach zawodzi na razie ludzki
                      umysł, brak programów symulacji komputerowej dla tych celów, a decydować
                      przecież trzeba.

                      > To jest problem, który niektórych pcha do solipsyzmu -

                      Dlaczego zaraz "pcha", może tylko skłania do analizowania takiego wariantu jako
                      jednego z wielu.

                      > A tradycyjnym sposobem było spróbować się uszczypnąć... :-)

                      Naturalnie żartujesz.
                      • Gość: Ewolucjonista Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.07, 21:55
                        Gość portalu: fedra napisał(a):

                        > Gość portalu: Ewolucjonista napisał(a):
                        > I tu się mylisz! Dla mnie nie wierzącego w kosmitów przykład ten szczególnie
                        > nie wsmak, ale wiem, że Ty jako uczciwy badacz nie masz prawa go odrzucić,
                        > tylko dlatego że tak nieprawdopodobny. Radzę trochę poczytać historię odkryć.

                        Jeżeli ktoś twierdzi, że zaobsrerwował zjawisko pospolite, nie ma specjalnego
                        powodu mu nie wierzyć (choć oczywiście może zmyślać, i relacja naocznego świadka
                        nie jest stuprocentowym dowodem), jeśli ktoś twierdzi, że zaobserwował zjawisko
                        nadzwyczajne, wypada domagać się nadzwyczajnie mocnych dowodów (empirycznie
                        weryfikowalnych). Dlatego relacje o kosmitach wymagają mocniejszych dowodów niż
                        powiedzmy obserwacje dzikich zwierząt (chyba, że ktoś twierdziłby, że
                        zaobserwował np. żywego wilka tasmańskiego).

                        > Właśnie pięknym przykładem na na niemożliwość poznania
                        > krawędzi rzeczy są decyzje transplantacyjne. Czy chirurg jest w stanie ogarnąć
                        > wszelkie uwarunkowania pacjenta + aparatury + pobranego do transplantacji
                        > organu + oszacować swoje umiejętności, by przewidzieć dalekosiężne skutki
                        > (powiedzmy na 10 20 lat wprzód)? W takich przypadkach zawodzi na razie ludzki
                        > umysł, brak programów symulacji komputerowej dla tych celów, a decydować
                        > przecież trzeba.

                        Właściwie sam sobie odpowiadasz. To nie jest casus trudności "poznawania
                        krawędzi", tylko decydowania przy niepełnej informacji. A to co innego.

                        > > To jest problem, który niektórych pcha do solipsyzmu -
                        >
                        > Dlaczego zaraz "pcha", może tylko skłania do analizowania takiego wariantu jako
                        > jednego z wielu.
                        >
                        > > A tradycyjnym sposobem było spróbować się uszczypnąć... :-)
                        >
                        > Naturalnie żartujesz.
                        • Gość: frdra Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.02.07, 13:38
                          Gość portalu: Ewolucjonista napisał(a):

                          > To nie jest casus trudności "poznawania
                          > krawędzi", tylko decydowania przy niepełnej informacji. A to co innego.

                          Na niedostatek informacji cierpimy zawsze. Nie było, nie ma, nie będzie
                          eksperymentu badawczego gdzie będziemy dysponowali kompletnym zestawem
                          informacji. Co gorsza, te info które mamy nie zawsze jest pewne, częstokroć w
                          części fałszywe. Chwała więc badaczom co mimo takich rzeczywistych ograniczeń
                          nie poddają się.

                          Fajnie się z Tobą dyskutowało, ale co miłe musi się skończyć. Dziękuję i żegnam
                          na jakiś czas.
        • Gość: kapitalizm1 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: *.oc.oc.cox.net 18.02.07, 04:47
          Gość portalu: fedra napisał(a):

          kapitalizm1 napisał:

          > obawiam sie, ze z tutejszymi mistykami nie pogadasz,


          A czy nie widzisz podobieństw mistyków ducha do mistyków materii, do których sam
          należysz przecież (Twe słowa: masz racje piszac, ze materia/energia po prostu
          istnieje, nigdy nie miala poczatku, ani konca,).

          - albo nie bardzo mnie zrozumiales albo nie znasz wiesz co to mistycyzm,

          otoz ja wyraznie zaznaczylem, ze nie uznaje zadnego pozazmyslowego poznania, po
          prostu uznaje istnienie materii jako warunku koniecznego dla istnienia
          (czegokolwiek) - jest to stanowisko kategorycznie zaprzeczajace wszelakiej
          mistyce,


          > Ale nie martw się, to całkiem naturalne, że opowiadasz się po jednej ze stron.

          - nie,

          materia ma zero wspolnego z mistycyzmem, zreszta duch (masz na mysli
          swiadomosc?) rowniez nie moze istniec bez materii (ciala) - wiec pozostaje
          tylko jedna opcja, a mianowicie to czlowiek, czyli polaczenie ducha
          (swiadomosci) z cialem (materia), moze ulegac zludzeniom i slepo wierzyc w
          istnienie tajemniczego, niepoznawalnego aspektu wszystkich zjawisk - inaczej w
          mistycyzm,


          > Człowiek rozumny ma trudności pogodzić się z tym, że może istnieć NIC, a już
          wogóle WIELKIE NIC.

          - nie,

          czlowiek rozumny nie ma z tym zadnych trudnosci, on wie, ze istnieje tylko COS.
          • Gość: IOIOIOI skoro to pojecie istnieje nie jest zbyteczne n/t IP: 80.48.74.* 18.02.07, 13:34
    • Gość: Leonard3 Re: Czy "Wszechświat" to pojęcie zbyteczne? IP: 83.238.147.* 26.02.07, 15:55
      Zauwazcie jak bigot ateistyczny Marcinlet zabrania udzialu w forum teiscie
      Leonardowi. Skad my to znamy? "Psom i Polakom wstep wzbroniony"!!!
      A moze Marcinlet dokleisz "zolta gwiazde" przy moich postach ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka