Gość: Maciek
IP: *.przeworsk.sdi.tpnet.pl
30.11.01, 14:33
Jestem "nowym" - w sensie stażu - uczestnikiem rozmów na forum "Gazety" i
zabieram głos w sprawie, która mnie nurtuje od jakiegoś czasu i wiąże się
poniekąd z okienkiem jakie zamieszcza gazeta.pl p.t. "nasza sonda". Podejście
autorów owej sondy choć "poprawne politycznie" budzi mój sprzeciw. Za
utworzeniem takiego okienka przemawia taki oto wniosek "jesteśmy społeczeństwem
demokratycznym i otwartym, więc każdy może zabrać głos na każdy temat".
Demokracja stanowi panaceum na wszystko - bardzo to amerykańskie, ale takiego
punktu widzenia poprzeć nie mogę. Nauka bowiem, w moim najgłębszym przekonaniu,
nie może być pochodną sondowania opinii publicznej. Nauka jest niedemokratyczną
dziedziną działalności człowieka, dostępną jedynie nielicznym, a fakty, które
dzięki nauce przedostają się na światło dzienne, są nieraz bardzo niewygodne
dla wielu ludzi - są politycznie niepoprawne. Ponieważ w USA panuje
swoisty "kult demokracji" to możliwe okazało się u nich wprowadzenie (gdzieś w
pasie biblijnym) zakazu nauczania teorii ewolucji w szkołach, jako stojącej w
jawnej opozycji do biblijnego oglądu świata. Naturalnie, chciałbym, aby nauka
była dziedziną wolną od wszelkich rozgrywek politycznych, choć zdaję sobie
sprawę, że i naukowcy jako ludzie mają swoje namiętności, ambicje i lękami.
Dobrze jest jeśli pomimo tych ułomności ludzkich nauka doznaje wzrostu (Enstein
był, zdaje się, zwolennikiem determinizmu - "der Herrgott wuerfelt nicht"), źle
natomiast jeśli wady nasze biorą górę - szkodę wtedy ponosi nie tylko nauka,
ale też i Człowiek.
Nie tak dawno telewizja publiczna wyświetlała pewnien film dokumentalny o
tym, jak to błędne poglądy na sprawy płci, akceptowane w środowisku, zapewne ze
względu na ich humanistyczną wymowę, zrujnowały życie pewnemu młodemu
mężczyźnie. Pewien, dość wpływowy naukowiec, lansował oto teorię (w latach 50 i
60-tych) jakoby płeć człowieka a ściślej jego z określoną płcią identyfikacja,
była wynikiem wyłącznie wychowania. Bohaterowi tego filmu rodzina za namową
lekarzy stworzyła prawdziwe piekło poprzez nieadwkwatne do jego płci
traktowanie (ubieranie, czesanie i.t.p.). A przecież wystarczyła tylko prosta
obserwacja życia zwierząt (u których wychowanie nie odgrywa tak wielkiej roli
jak u człowieka), aby rozstrzygnąć dylemat: "Nature or nurture". Ponieważ
jednak przyjmowanie wzorca zwierzęcego było z przyczyn politycznych (bądź
religijnych, co na jedno wychodzi) dla psychologów nie do przyjęcia, a być może
niebagatelny wpływ na przyjęcie tych szkodliwych poglądów miały i cechy
osobiste ich orędownika, przyjęto więc pogląd zupełnie błędny, który pokutował
w środowisku aż do lat 90-tych, a być może jest przez niektórych uznawany do
chwili obecnej. Okazuje się więc, że nawet naukowcy z całkiem pokaźnym (pod
względem objętościowym raczej) dorobku mogą funkcjonować całkiem nieźle
lansując poglądy teleż nonsensowne co niebezpieczne. Wspomina o tym także i
nasz wielki Lem w swoich "Dziurach w całym" - myślę tu o owym badaczu dziur z
szacownego (bądź co bądź), MIT - nie jakichś czarnych dziur, ale dziur w ogóle:
n.p. w serze i.t.p.. Wprawdzie, w swoim "Profesorze Dońdzie" Lem stawia tezę,
że nawet głupiec czasem powie prawdę. Chociaż nie można wykluczyć takiej
ewentualności w stu procentach (głupiec czy szarlatan może mieć niekiedy
rację), ale nie oznacza to wcale, że należy z uwagą wysłuchiwać każdego odepta
śwarnetyki (termin ukuty przez Lema).
Wracając więc do wspomnianego na wstępie okienka p.t. "Nasza sonda" uważam,
że jest ono zupełnie bezwartościowe poznawczo. Po prostu nie można poprzez
głosowania ustalić, czy na przykład na Marsie jest woda czy nie. Droga do
odpowiedzi na to pytanie nie jest ani prosta ani łatwa, a już na pewno nie jest
wynikiem chciejstwa artykułowanego drogą ankiet. Zamiast więc pytać, "Czy
według Ciebie jest woda na Marsie?" zapytajcie raczej "Czy chciałbyś, aby na
Marsie była woda?". Jak widać, choć pytanie sięga istoty Waszej sondy, to brzmi
zupełnie niedorzecznie.