Dodaj do ulubionych

Niebezpieczeństwa związane z rozwojem nauki.

IP: *.tpnet.pl 05.09.07, 20:47
Teoretycznie zawsze może istnieć niebezpieczeństwo związane z rozwojem
nauki,czyli katastrofy od skali mikroskopowej do obejmującej cały znany
świat.Dawno temu widziałem takie zagrożenia w wyodrębnieniu wolnych
kwarków.Tam gdzie działalność nauki powoduje powstanie form nieobecnych w
przyrodzie niebezpieczeństwo jest duże(w rzadkich wypadkach szczególnie
zdolnych lub pechowych naukowców).Nie widzę nic zdrożnego w noszeniu
materiałów radioaktywnych przez Curie w kieszeni,co wywołuje nawet rany.Nie
popełnia błędu logicznie ten,kto nie ma prawdziwych danych,w tym żadnych.To
raczej sprawa psychologii i metodologii.Ciekawe są szczegóły projektu Chronos
III Rzeszy(obiektów latających "UFO").Z 7 naukowców w czasie
eksperymentu(udanego,jeśli chodzi o meritum) zginęło 5,pojawiło się
niewyjaśnione promieniowanie,efekty wizualne i krystaliczne zmiany struktury
materii w tym organicznej.Siła efektu nieznanych zjawisk przyjmuje
potencjalnie wszystkie możliwe wartości. ;-)
Obserwuj wątek
    • madcio Re: Niebezpieczeństwa związane z rozwojem nauki. 06.09.07, 00:46
      > Ciekawe są szczegóły projektu Chronos III Rzeszy(obiektów
      > latających "UFO").
      Lubię szczególnie ten ucieszny bełkot na temat UFO w służbie III rzeczy. Ktoś
      mógłby się zastanawiać, jak hitlerowcy mając takie rzeczy do dyspozycji mogli
      przegrać wojnę... raczysz to wyjaśnić?? :)))
      • europitek Re: Niebezpieczeństwa związane z rozwojem nauki. 06.09.07, 16:04
        Taka porażka jest możliwa. Oprócz poziomu techniki liczy się też ilość środków bojowych w dyspozycji stron konfliktu.
        I Herkules ... i dalej wiadomo co.
        Masz nawet taki przykład z II wojny światowej. Japończycy zbudowali dwa najpotężniejsze pancerniki w historii marynarki wojennej, ale zbyt wiele to one nie zmieniły w przebiegu wojny na Pacyfiku.
        • Gość: darkonza Re: Niebezpieczeństwa związane z rozwojem nauki. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.07, 10:41
          niemcy budowali doskonałe czołgi typu tygrys a później tygrys
          królewski tylko że oba typy wyprodukowano w ilości około 1800 sztuk
          a rosjanie takiego t-34 około 55 000 sztuk
          amerykanie dorzucili 50 000 sztuk shermanów
          tak więc przewaga jakościowa uzbrojenia nic nie gwarantuje
        • madcio Re: Niebezpieczeństwa związane z rozwojem nauki. 08.09.07, 15:52
          > Taka porażka jest możliwa.
          Tak, ale... wiesz że niemcy w końcowej fazie wojny robili wszystko, włącznie z
          startowaniem samolotów z paliwem starczającym zaledwie na kilka minut lotu?

          Co ma to do rzeczy? To proste: gdyby niemcy mieli UFO, to im bliżej by było
          przegrania wojny, tym pewniej by je użyli w prawdziwej walce, choćby latające
          talerze przypadkowo wybuchały, napromieniowywały śmiertelnie pilotów w ciagu
          godziny i tak dalej. A pararewelacje, które swego czasu czytałem, twierdziły, że
          jeszcze przed wojną talerzyki sprawowały się ZNACZNIE lepiej, niż "przypadkowe
          wybuchy".

          Puszczanie UFO byłoby zauważalne dla wszystkich zainteresowanych i zapisałoby
          się w każdym podręczniku historii, a nie na paru stronach internetowych
          popapranych idiotów, dla których "logika" to rodzaj owocu.

          > I Herkules ... i dalej wiadomo co.
          Zależy od różnicy poziomu technologicznego. Milion jaskinowców może naskoczyć
          bombowcowi przenoszącemu ładunki termojądrowe.

          Każdy Obcy, który raczyłby przybyć do naszego układu słonecznego, przez sam ten
          fakt byłby na podobnym poziomie (w końcu nie przyleciał na hulajnodze).
          Szczególnie, gdyby się pojawił ot, tak sobie znikąd.
          • Gość: wr ufo było obserwowane w całej historii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.07, 01:35
            pioruny kuliste, takie niewyjaśnione zjawisko.

            Nie wystarczy latać aby wygrywać wojny,
            ziemię wroga trzeba opanować, a nie spalić...
            • madcio Re: ufo było obserwowane w całej historii 10.09.07, 00:10
              O czym ty bełkoczesz, że się uprzejmie spytam? Nic, co powiedziałeś tutaj, nie
              podważyło mojego twierdzenia, że gdyby niemcy mieli takie zabawki, to by je
              użyli w II światowej, co zostałoby zapisane w każdym pieprzonym podręczniku
              historii na świecie. Obojętnie, która strona by wygrała.

              > Nie wystarczy latać aby wygrywać wojny,
              Wygrywać?!...

              Ekhem.

              Mam dla ciebie zupełną nowość, zaskakującą wiadomość. Hitlerowcy przegrali
              wojnę. PRZEGRALI. Czaisz bazę? Dostali wpie.. ziomalu.

              I to właśnie jest interesująca sprzeczność z rzekomym posiadaniem przez nich UFO
              czy innej superzaawansowanej technologii. Jak to możliwe, że mimo posiadania
              czegoś takiego przegrali?
          • europitek Re: Niebezpieczeństwa związane z rozwojem nauki. 10.09.07, 18:51
            Gdybym miał do wyboru zostać wodzem armii składającej się z jednego wymienionego bombowca lub miliona jaskiniowców, to wybrałbym to drucie - wygrana murowana. I jestem tego zdania nie z powodu przeczytania "Podniebnej krucjaty" P. Andersona, choć trzeba przyznać, że zwrócił on uwagę na ciekawe aspekty problemu.
            I dla jasności: tenże bombowiec nie mógłby moim jakiniowcom nawet naskoczyć (chyba nie oczekujesz, że staliby oni wszyscy na jednym polu wznosząc obelżywe okrzyki pod adresem nalatującego "żelaznego ptaka"). W walce z tymi jaskiniowcami byłby on tak przydatny, jak żółta łódź podwodna czwórki z Liverpoolu.

            Faktem jest, że tonący brzytwy się chwyta, chociaż bywają od tego dziwaczne wyjątki. Przykładem mogą być np. właśnie hitlerowcy, dysponujący pod koniec wojny niedużą ilością bombowców dalekiego zasięgu (o ile pamiętam, to Moskwa leżała w ich zasięgu, gdyby startowały z bazy w Meklemburgii), które nie zostały użyte do działań bojowych.
            W przypadku ufoidów i innych cudeniek masz zapewne rację - ich użycie zostałoby zauważone przez "konkurencję". Jednak zdecydowannie nie doceniasz znaczenia ilości (skali) prowadzonych działań, dla których masowość użycia odpowiednich środków bojowych jest nie mniej istotna niż ich jakość. Rozumiał to nawet Pizarro, który w czasie podboju Imperium Inków, pomimo gigantycznej przewagi technologicznej konkwistadorów zmuszony był stosować w czasie bitew taktykę "zabij generała". Innym przykładem może być klęska Denikina, który miał najnowocześniejszą armię w Europie, w starciu z Armią Czerwoną. Technologia jest tylko jednym z elementów dających szanse na zwycięstwo.
            • Gość: darkonza Re: Niebezpieczeństwa związane z rozwojem nauki. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.09.07, 10:49
              >Technologia jest tylko jednym z el
              > ementów dających szanse na zwycięstwo.

              paradoksalnie zbyt duża przewaga technologiczna może utrudniać
              zwycięstwo, co na przykładzie walki między jednym bombowcem a
              milionem jaskiniowców już można zacząc podejrzewać
              z tym problemem spotkali się amerykanie choć chyba wziąż go nie
              dostrzegają!!!!
              na dzień dzisiejszy łatwo są w stanie pokonać każdego przeciwnika
              wyposażonego w czołgi samoloty i okręty, natomiast takiego który
              dysponuje tylko brudnymi gaciami i kałasznikowem w ręku już
              gorzej...problem z jaskiniowcami (dobrze ukrytymi w jaskiniach heh)
              prawdopodobnie mieliby jeszcze większy bo ani czołgów przeciwko komu
              nie ma wysłąć, kierowanych rakiet użyć też nie ma jak, ani nawet
              rozmów podsłuchać...

              • Gość: Inżynier Korzyści i niebezpieczeństwa rozwoju nauki IP: *.dsl.rcsntx.swbell.net 18.09.07, 15:16
                Gość portalu: gość napisał(a):
                > Teoretycznie zawsze może istnieć niebezpieczeństwo związane z
                > rozwojem nauki,czyli katastrofy od skali mikroskopowej do
                > obejmującej cały znany świat. Dawno temu widziałem takie
                > zagrożenia w wyodrębnieniu wolnych kwarków.

                Zawsze gdy używa się nowego narzędzia, do którego nie ma dobrej
                instrukcji obsługi to jest nebezpieczeństwo obrażeń. Nowe wynalazki
                i odkrycia powodują takie ryzyko. Piloci oblatujący nowe samoloty
                czasem giną. Ale zyski z tych wynalazków i odkryć są zanacznie
                większe. Obecnie ludzie w krajach korzystających z tych odkryć żyją
                około 80 lat, a 200 lat temu żyli 40 lat umierając wskutek chorób,
                niedożywienia itp.

                Natomiast zawsze byli ludzie panicznie bojący się nieznanych im
                rzeczy i zjawisk. Jest więc naturalne, że zawsze znajdą tacy co
                nauczyli się pisać i czytać ale boją się wszystkiego czego nie widzą
                gołym okiem i nie mogą dotknąć swoim palcem. To oni palili
                czarownice i książki na stosach. Moim zdaniem to tacy ludzie są
                niebezpieczni, a nie nowe odkrycia i wynalazki.
                • europitek Re: Korzyści i niebezpieczeństwa rozwoju nauki 18.09.07, 19:44
                  I słusznie, bo żadne odkrycie nie sprowadza żadnego niebezpieczeństwa w sposób samoistny.
            • madcio Re: Niebezpieczeństwa związane z rozwojem nauki. 11.09.07, 15:57
              > Gdybym miał do wyboru zostać wodzem armii składającej się z jednego
              > wymienioneg o bombowca lub miliona jaskiniowców, to wybrałbym to
              > drugie - wygrana murowana.

              Przypomnę, co napisałem, bo najwyraźniej zobaczyłeś co inengo, niż zostało
              napisane:
              > Milion jaskinowców może naskoczyć bombowcowi przenoszącemu
              > ładunki termojądrowe.

              ...czy już zauważyłeś, że piszesz kompletnie nie na temat?? :) Jeśli nie kumasz,
              przeczytaj zacytowane zdanie tyle razy, aż do ciebie ono dotrze.

              Już jasne?
            • madcio Walka na tych zasadach. 11.09.07, 16:19
              Zresztą, przemyślałem sprawę i stwierdziłem, że przeanalizuję sytację z punktu
              widzenia prawdziwej walki między tymi dwiema grupami.

              Pominę w tych rozważaniach taki drobiazg, jak niemożliwość istnienia miliona
              jaskiniowców naraz (bodajże globalna populacja ludzka w czasach
              przehistorycznych była znacznie mniejsza), nie mówiąc o milionie w miarę blisko
              siebie, by można było w ogóle mówić o "braniu udziału w walce" z bombowcem. To
              tylko gendankenexperiment.

              Kolejnym założeniem jest pełna forma i pełne wyposażenie obydwóch grup, więc bez
              cwaniakowania typu "a jak im się skończy paliwo, to się gnojów zatłucze". :)

              Po pierwsze, o jaką w ogóle walkę tu może chodzić? Podstawową tezą, którą
              postawiłem, a która europitek przegapił, było to, że i milion jaskiniowców NIC
              nie może zrobić bombowcowi. Tylko czy jakakolwiek walka ma sens? Załoga bombowca
              niczego nie oczekuje od jaskiniowców i nic ich oni nie obchodzą. Sami
              jaskiniowcy raczej nie rzuciliby się do bitki - prędzej zwialiby do domu, a
              potem natworzyli kilka krwawo zwalczających się religii na ten temat. ;)

              Jeśli zaś jakimś niepojętym cudem jaskiniowcy sprawiali jakiekolwiek problemy,
              zawsze można puścić bombę. O ile bezpośrednio od eksplozji termonuklearnej
              zginie stosunkowo niewiele jaskiniowców, o tyle efekty wtórne i promieniowanie w
              ciągu następnych godzin, dni i miesięcy drastycznie ją zredukują niemal do zera.
              Z jaskiń trzeba w końcu wyjść, ekhem.

              W zasadzie przeżyją tylko ci, co byli na krawędziach obszaru rażenia. Proszę
              pamiętać, te milion jaskiniowców musi być na ograniczonym terenie, by fraza
              "walka z" miała jakiś sens.

              Dlatego europitek nie ma racji mówiąc, że bombowiec może naskoczyć
              jaskiniowcowm. Oczywiście, atakowanie wodorówką jaskiniowców samo w sobie jest
              kompletnie bez sensu, ale co tam. :)

              Dlaczego na tym kończę? Kontekst, w jakim umieściłem teoretyczną walkę między
              bombowcem a milionem jaskiniowców było porównanie poziomu technologicznego
              Obcych oraz naszych współczesnych możliwości.

              Ponieważ można założyć, że ich możliwości w zakresie siania destrukcji oraz
              własnej obrony są mniej więcej proporcjonalne do ich możliwości transportowych,
              wniosek jest tylko jeden: NIC nie moglibyśmy im zrobić, a oni wszystko.
              Przynajmniej w zakresie destrukcji, bo np. okupacja planety (bez sensu,
              oczywiście, równie bez sensu, co jakikolwiek interes załogi bombowca do
              jaskiniowców) wymagałaby innych, bardziej wyrafinowanych środków.

              Wniosek ostateczny jest wbrew pozorom dość optymistyczny: jeśli nie znajdzie się
              jakiś szczególnie psychopatycznie homicydalny Obcy, najprawdopodobniej my
              zostaniemy po prostu kompletnie olani. :)
              • europitek Re: Walka na tych zasadach. 16.09.07, 22:52
                Cieszę się, że się wczułeś w ten zacny wątek, któy jest jednym z obecnie najpoważniejszych na całym forum.

                W kwestii skuteczności broni jądrowej (przenoszonej przez wspomniany bombowiec) przeciwko jaskiniowcom, to już ktoś zauważył jej brak z powodów "lokalowych" (patrz NORAD). Ja ze swej strony dołożę jeszcze to, że każda broń (poza żołnierzem-człowiekiem) jest dedykowana do wykonywania konkretnych zadań (zwalczania konkretnych celów). Broń masowego rażenia nie nadaje się w ogóle do walki z przeciwnikiem rozproszonym, co wykorzystywano już w latach 70. do opracowywania odpowiednich taktyk wojennych.
                W takim konflikcie rzeczony bombowiec nie miałby w ogóle żadnego celu, którego zniszczenie mogłoby osłabić siłę rażenia maczug rzeszy jaskiniowców. Przy rozproszeniu rzędu 3 osoby na kilometr (mniej więcej obszar Polski) bombowcowi udałoby się wyeliminować znikomy procent sił wroga, co nie miałoby żadnego wpływu na marsz jaskiniowców na siedzibę bombowca (lotnisko) i zrównanie jej z ziemią przez dwudziestoletnie okładanie maczugami.
                Bombowiec ten rzeczywiście mógłby spowodować śmierć małej grupy wrogów, co jednak nie miałoby żadnego znaczenia dla wyniku konfliktu. Prawdopodobnie więcej ich uległoby w czasie trwania konfliktu losowym wypadkom lub zginęło w czasie wzajemnych bójek niż zginęło w wyniku działań wroga.
                Z podobnym problemem zpotkali się już wojskowi w paru krajów, gdy okazało się, że wojny wyłącznie w powietrza nie można wygrać bez dodatkowych "argumentów".
                A w kwestii rostrzygnięcia takiego konflitu, to zostałby on definitywnie rozstrzygnięty z chwilą zajęcie lotniska bazowego tegoż bombowca. Wtedy też stałoby się jasne, co jaskiniowcy mogą zrobić bombowcowi.

                Cytat:
                > Ponieważ można założyć, że ich możliwości w zakresie siania destrukcji oraz
                > własnej obrony są mniej więcej proporcjonalne do ich możliwości transportowych,
                > wniosek jest tylko jeden: NIC nie moglibyśmy im zrobić, a oni wszystko.
                No, nie jest to takie oczywiste ... dla mnie.
                Zakładasz tu istnienie u ufoków dużego podobieństwa cywilizacyjnego i psychologicznego do ludzi. Ja nie byłbym tego taki pewien i nie tylko dlatego, że wyprawy eksploracyjne mają najczęściej charakter cywilny (i pokojowy), lecz również możliwe różnice w charakterze rozwoju cywilizacyjnego. Chociaż zapewne niektóre technologie pokojowe mogliby szybko przestawić na wykorzystanie czysto militarne, ale do tego potrzebne jest również "właściwe" nastawienie mentalne.
                I nie jest to wcale takie nierealne. Wystarczy znacznie dłuższy od ludzkiego czas życia osobniczego, by agresywność takiej cywilizacji była nieporównanie mniejsza od naszej.
                • Gość: darkonza Re: Walka na tych zasadach. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.09.07, 09:03
                  > Zakładasz tu istnienie u ufoków dużego podobieństwa
                  cywilizacyjnego i psycholog
                  > icznego do ludzi. Ja nie byłbym tego taki pewien i nie tylko
                  dlatego, że wypraw
                  > y eksploracyjne mają najczęściej charakter cywilny (i pokojowy),

                  obawiam się że to ma małe znaczenie
                  całą historia spotkań międzykulturowych to historia tragiczna
                  z reguły jest tym gorzej im większe różnice miały miejsce,
                  generalnie silniejszy tratuje słabszego zgodnie z okrutnymi zasadami
                  tego świata...
                  tak jest w przypadku różnic tylko kulturowych, co by było gdyby
                  gdyby spotkały się różne gatunki?
                  kontakt z ufokami to jeszcze większa przepaść niż różnice
                  międzygatunkowe
                  mimo że humanizm obecnie się rozprzestrzenił w umysłach ludzkich,
                  tolerancja i inne takie....to jednak w przypadku gdy zaistnieje choć
                  cień zagrożenia zwyciężają instynkty...
                  na szczęscie odległości międzygwiezdne są bardzo duże :)
                  • europitek Re: Walka na tych zasadach. 18.09.07, 01:22
                    No właśnie. Słusznie zauważasz "tego świata". Nie każdy świat musi być tak podobny, by ziemskie "zasady główne" miały na nim dominujące znaczenie. A nawet i na "tym świecie" znajdziesz gatunki obywające się bez starć ze skutkiem śmiertelnym. Czy uważasz, że inteligencja i wiedza są funkcją drapieżnictwa? Czy gatunek mobilnych autotrofów musi prowadzić ostrą walkę konkurencyjną o dostęp do światła swej gwiazdy dziennej?
                    A co do spotkań międzykulturowych, to najczęściej okazywało się, że jedni mają "worek" czegoś, co przydałoby się innym bardziej niż dotychczasowym właścicielom. Reszta to tylko ideologia dorabiana na biegu do bieżących potrzeb.
                    • Gość: darkonza Re: Walka na tych zasadach. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.07, 07:59
                      > Czy uważasz, że inteligencja i wiedza są funkcją drapieżnictwa?

                      moim zdaniem zdecydowanie tak, żadne zwierze nie będzie miało
                      takiego parcia na rozwój intelektu jak drapieżnik słabo wyposażony w
                      kły i pazury
                      aby jakieś istoty stały się rozumne, stworzyły cywilizację
                      techniczną ich mózgi muszą posiadać już pewne zdolności które to
                      umożliwią, i moim zdaniem tylko drapieżniki taką "bazę" mogą posiadać
                      mózg drapieżnika musi wykształcić wyobraźnię przetrzenna jakże
                      przydatną dla nas w tej chwili
                      mózg drapieżnika musi umieć dokonać skomplikowanych obliczeń
                      mających podpowiedzieć mu w jakim miejscu może dopaść uciekającą
                      ofiarę
                      te wykształcone dawno cechy procentują dziś wieloma umiejętnościami
                      koniecznymi do stworzenia cywlizacji, takimi jak np: doskonała
                      współpraca na lini "oko-mózg-ręka", bez tej zręczności którą
                      posiedliśmy dzięki drapieżniczemu stylowi życia dziś nawet potężny
                      intelekt mógłby nie doprowadzić do powstania cywilizacji ze względu
                      na brak zdolności manualnych
                      obawiam się że przeżuwacze trawy nie są w stanie pójść tą drogą
                      obawiam się że im bardziej drapieżny i agresywny gatunek tym łatwiej
                      może tą drogą podążyć
                      a i szybkość rozwóju ewentualnej cywlizacji będzie
                      najprawdopodobniej zależna od agresywności, pazernośći, sprytu rasy
                      która tą cywilizację tworzy...nijak mi nie pasuje tutaj powolny
                      spokojny przeżuwacz

                      > No właśnie. Słusznie zauważasz "tego świata". Nie każdy świat musi
                      być tak podo
                      > bny, by ziemskie "zasady główne" miały na nim dominujące
                      znaczenie.

                      prawdopodobnie ewentualne inne światy różnią się bardziej od naszego
                      niż nasze dwa najbardziej odległe ewolucyjnie gatunki, jednak
                      podstawowa zasada doboru naturalnego musi istnieć w tej samej
                      postaci również u nich,
                      według tej zasady silniejszy zwycieża,
                      według tej zasady dwa gatunki korzystające z tych samych zasobów
                      będą o nie walczyć

                      > A co do spotkań międzykulturowych, to najczęściej okazywało się,
                      że jedni mają
                      > "worek" czegoś, co przydałoby się innym bardziej niż
                      dotychczasowym właścicielo

                      jeśliby więc okazało się że mamy cokolwiek co może być użyteczne dla
                      przybyszów z innego świata to zgodnie z zasadami panującymi w naszym
                      świecie prędzej czy później dojdzie do starcia o te zasoby...które
                      będzie skutkować marginalizacją lub całkowitym zlikwidowaniem
                      jednego z oponentów

                      na szczęście trudno sobie wyobrazić coś co mogłoby być przydatne dla
                      odwiedzających nas obcych...żaden surowiec ani materiał nie jest
                      wart tyle aby dla niego pokonać międzygwiezdne odległości
                      natomiast ziemia jako teren do kolonizacji jest również
                      (najprawdopodobniej) nieprzydatna ze względu na w zupełności pewną
                      odmienność biologiczną którą zauważono już w "wojnie światów"

                      > m. Reszta to tylko ideologia dorabiana na biegu do bieżących >
                      potrzeb.

                      i właśnie jakaś dziwna ideologia która panuje wśród obcych, lub
                      zapanowała na moment, lub kieruje się nią tylko część z nich mogłaby
                      doprowadzić do naszego unicestwienia....za powód mógłby wystarczyć
                      nawet ogromny stopień naszej odmienności i negatywna reakcja na ten
                      fakt....podobnie jak my negatywnie reagujemy na pająką czy karalucha
                      w domu, trzymając chomika w tym czasie tylko dlatego że tak jak my i
                      on ssakiem jest a nie np: owadem
                      • europitek Re: Walka na tych zasadach. 18.09.07, 20:42
                        W związku z Twoimi wyjaśnnieniami odnośnie roli drapieżnictwa w rozwoju inteligencji mam pytanie. Dlaczego najinteligentniejsza istota Ziemi nie jest typowym drapieżnikiem? I dlaczego jej najbliżsi krewni też nie są?
                        A podchodząc do sprawy z innej strony, to można twierdzić, że roślinożercom (przeżuwacze tu raczej nie pasują) - słabiej wyposażonym w "środki przymusu bezpośredniego" bardzo przydałoby się takie "urządzenie", które dałoby możliwość neutralizacji kłów i pazurów drapieżców. Ponieważ bronie roślinożerców mają mniejszą siłę rażenia, więc czym mogą one rekompensować taką słabość?
                        Co do samej agresywności, to ma ona również drugie dno - konkurencję wewnątrzgatunkową. I tu taka wybujała cecha może okazać się samobójcza. W przypadku wielu gatunków drapieżników (np. likaony, dingo, niektóre wielkie koty) wewnątrzgatunkowa agresja jest mocno wytłumiona (obserwacje), gdyz prowadziłaby do nieustannych wzajemnych okaleczeń.

                        Cytat:
                        > jeśliby więc okazało się że mamy cokolwiek co może być użyteczne dla
                        > przybyszów z innego świata to zgodnie z zasadami panującymi w naszym
                        > świecie prędzej czy później dojdzie do starcia o te zasoby...które
                        > będzie skutkować marginalizacją lub całkowitym zlikwidowaniem
                        > jednego z oponentów
                        Problem tylko w tym, że o zasadach panujących w naszym świecie też trzeba poinformować drugą stronę, by wiedziała, że odpuszczanie tubylczym słabeuszom byłoby przez tych ostatnich odebrane jako nietakt lub nawet obraza.
                        Warto też pamiętać, że ziemski ewolucjonizm jest uogólnieniem warunków panujących w tym konkretnym miejscu i czasie. W szczególności muszą istnieć silniejsi i słabsi oraz zasoby muszą być ograniczone i zbyt małe z punktu widzenia aktualnego na nie zapotrzebowania. I zwłaszcza to ostatnie nie musi być prawdą - szczególnie w odniesieniu do gatunku potrafiącego pokonywać odległości międzygwiezdne. Poszukanie sobie innego kawałka kosmicznego gruzu może być efektywniejsze niż konkurencja z dotychczasowym właścicielem, zwłaszcza, że przedmiot sporu mógłby ulec uszkodzeniu.

                        A co do ideologii, nawet tych obłędnych, to jestem zdania - również na podstawie ziemskich obserwacji - że mają z reguły głęboko ukryte racjonalne podstawy (realne interesy do załatwienia). Patologie organiczne dotykają jednostek, ale nie wielkoskalowych zbiorowisk osobników, więc jako podłoże takich ideologii też odpadają. Dlatego też nawet ludzie nie walczą z innymi gatunkami dla samej walki, lecz ze względu na przewidywane konkretne korzyści. Walka oznacza zainwestowanie zasobów własnych i ma przynieść ich powiększenie.
                        • Gość: darkonza Re: Walka na tych zasadach. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.09.07, 10:00
                          > W związku z Twoimi wyjaśnnieniami odnośnie roli drapieżnictwa w
                          rozwoju intelig
                          > encji mam pytanie. Dlaczego najinteligentniejsza istota Ziemi nie
                          jest typowym
                          > drapieżnikiem?

                          Nie jestem pewien czy mówiąc o nie typowym drapieżnictwie chodzi Ci
                          o brak kłów i pazurów czy jednak o wszystkożerność....
                          W każdym razie człowiek mimo braku kłów i pazurów jest
                          najdoskonalszym drapieżnikiem choć tytuł ten przyznaje się takim
                          osobnikom jak T-rex (ostatnio chyba są spore wątpliwości czy był on
                          drapieżnikiem). Wyginięcie "ssaczej" megafauny przypisuje się
                          klimatowi lub wirusom jakoś mniej chętnie człowiekowi (trudno się
                          przyznać do tego że się jest istotą morderczą?)
                          a wystarczy spojrzeć na przykłady z histori nam bliższej pokazujące
                          że człowiek bardzo skutecznie eksterminował wiele gatunków nie
                          potrzebując do tego żadnych środków technicznych. Po prostu w
                          wyścigu zbrojeń okazało się że chwytne manipulatory w połączeniu z
                          mózgiem który potrafi precyzyjnie nimi sterować, a także planować
                          działania nie może się równać ani szybkość, ani siła, ani kły i
                          pazury razem wzięte.
                          Dla mnie człowiek nie będąc typowym (typowe jest to co w większości
                          występuje) drapieżnikiem jest w rzeczywistości o wiele groźniejszy
                          od tych typowych... taki jedyny w swoim rodzaju "naddrapieznik"
                          dysponujący aresenałem jakiego nie posiada żaden inny osobnik choć
                          na pierwszy rzut oka to właśnie te inne są lepiej wyposażone.

                          > A podchodząc do sprawy z innej strony, to można twierdzić, że
                          roślinożercom (pr
                          > zeżuwacze tu raczej nie pasują) - słabiej wyposażonym w "środki
                          przymusu bezpoś
                          > redniego" bardzo przydałoby się takie "urządzenie", które dałoby
                          możliwość neut
                          > ralizacji kłów i pazurów drapieżców. Ponieważ bronie roślinożerców
                          mają mniejsz
                          > ą siłę rażenia, więc czym mogą one rekompensować taką słabość?

                          patrząc na to czym dysponują roślinożercy można wysnuć wniosek że
                          jednak rozwiązaniem prostszym i skuteczniejszym w ich przypadku jest
                          np: szybkość.
                          Intelekt jednak bardziej przydaje się przy planowaniu mordu niż jego
                          unikaniu, dlatego też dzielac zwierzęta na drapieżniki i
                          roślinożerców to z reguły zdecydowanie większe możliwości mają mózgi
                          drapieżników co by potwierdzało że to z nich mogą ewoluować istoty
                          inteligentne

                          > Co do samej agresywności, to ma ona również drugie dno -
                          konkurencję wewnątrzga
                          > tunkową. I tu taka wybujała cecha może okazać się samobójcza. W
                          przypadku wielu
                          > gatunków drapieżników (np. likaony, dingo, niektóre wielkie koty)
                          wewnątrzgatu
                          > nkowa agresja jest mocno wytłumiona (obserwacje), gdyz
                          prowadziłaby do nieustan
                          > nych wzajemnych okaleczeń.

                          o ile mi wiadomo wykopaliska archeologiczne świadczą o tym że
                          wczesne kultury ludzkie były nieprawdopodobnie wręcz brutalne, że
                          trudno znaleźć osobnika który zginął śmiercią naturalną....i choć
                          dla rozwoju gatunku zbyt wysoka agresja moze stać się zabójcza to
                          jednak z pewnością jej brak ten rozwój hamuje (przynajmniej do
                          pewnego etapu), dlatego istnieje jakieś optimum agresji (niestety
                          chyba dośc wysokie) które powoduje rozwój gatunku nie prowadząc do
                          jego samounicestwienia

                          > > jeśliby więc okazało się że mamy cokolwiek co może być użyteczne
                          dla
                          > > przybyszów z innego świata to zgodnie z zasadami panującymi w
                          naszym
                          > > świecie prędzej czy później dojdzie do starcia o te
                          zasoby...które
                          > > będzie skutkować marginalizacją lub całkowitym zlikwidowaniem
                          > > jednego z oponentów
                          > Problem tylko w tym, że o zasadach panujących w naszym świecie też
                          trzeba poinf
                          > ormować drugą stronę, by wiedziała, że odpuszczanie tubylczym
                          słabeuszom byłoby
                          > przez tych ostatnich odebrane jako nietakt lub nawet obraza.

                          źle sie wyraziłem chyba, móiąc o zasadach panujących w naszym
                          świecie miałem na myśli przykłady z naszego świata....obawiam się że
                          wynikają one z podstawowych praw takich jak dobór naturalny i że
                          przybyszów w kontakcie z nami również by dotyczyły
                          • europitek Re: Walka na tych zasadach. 21.09.07, 03:07
                            Wobec tego sprecyzuję.
                            Jeśli - Twoim zdaniem - drapieżniki powinny być inteligentniejsze od innych ogranizmów, to dlaczego najinteligentniejszy nie jest typowy drapieżnik tylko wszystkożerca?
                            Jeśli z jakiegoś powodu taki drapieżnik na pół etatu (a może i ćwierć) stał się inteligentniejszy od zawodowca, to może jednak drapieżnictwo nie jest czynnikiem determinującym inteligencję. Sam nawet proponujesz, że chwytny manipulator tego półdrapieżnika okazał się lepszy od drugiej połówki drapieżnictwa.
                            I nie chodzi przecież o to kto jest groźniejszy, lecz inteligentniejszy.

                            Cytat:
                            > Intelekt jednak bardziej przydaje się przy planowaniu mordu niż jego
                            > unikaniu,
                            Czyżby? Wyobraź sobie, że jesteś roslinożercą, którego podchodzi drapieżnik. Dla Ciebie udany jego atak to śmierć - dla niego nieudany atak to konieczność poszukania innej ofiary. Kto więc ma większą motywację do "ćwiczenia" mózgowia, ofiara kombinująca, jak nie dać się przechytrzyć myśliwemu, czy też ów myśliwy?
                            Ciut wyżej proponujesz roślinożercom inwestowanie w szybkość. OK, ale nie zapominaj, że poruszanie się z dużą prędkością wymaga błyskawicznego przetwarzania ogromnej ilości informacji, by na ten przykład nie wyrżnąć łbem w najbliższe drzewo i nie rzucać się do ucieczki bez powodu. Więc jednak potrzebny jest solidny mózg.

                            Cytat:
                            > przybyszów w kontakcie z nami również by dotyczyły
                            Ale równie dobrze można by twierdzić, że nas będą dotyczyły ich zasady.
                • madcio Re: Walka na tych zasadach. 21.09.07, 22:10
                  > Przy rozproszeniu rzędu 3 osoby na kilometr (mniej więcej obszar
                  > Polski) bombowcowi udało by się wyeliminować znikomy procent sił
                  > wroga,
                  Tak się kończy przyjmowanie absurdalnych założeń typu milion jaskiniowców. Mój
                  przykład miał raczej unaocznić absurdalność takiego konfliktu, prównując go z
                  konfliktem ludzie - obcy, który byłby równie bezsensowny.

                  > co nie miałoby żadnego wpływu na
                  > marsz jaskiniowców na siedzibę bombowca (lotnisko)
                  Nikt tu o żadnym lotnisku nie mówił. Ani o 20-letniej kampanii. Ani o inych
                  rzeczach, które ad hoc wymyśliłeś dla potwierdzenia swojej tezy. Ładnie kręcisz. :)

                  Ja wiem, że ludzie lubią kretyńskie filmy, gdzie herosi załatwiają kosmiczną
                  inwazję ponimo przeważającej przewagi wroga, ale nie spodziewałem się, że ta
                  choroba też cię dotknie. "Indepedence Day", anyone?

                  > > Ponieważ można założyć, że ich możliwości w zakresie siania
                  > > destrukcji oraz własnej obrony są mniej więcej proporcjonalne
                  > > do ich możliwości transportowych, wniosek jest tylko jeden:
                  > > NIC nie moglibyśmy im zrobić, a oni wszystko.
                  > No, nie jest to takie oczywiste ... dla mnie.
                  Coś ci się pomyliło. Więcej niżej.

                  > Zakładasz tu istnienie u ufoków dużego podobieństwa
                  > cywilizacyjnego i psychologicznego do ludzi.
                  Nie. Zakładam tylko i wyłącznie zaawansowaną technologię kosmitów.

                  > (...)
                  To, o czym mówisz, jest zupełnie nie na temat. Uzasadniasz, dlaczego kosmici nie
                  mieliby nas atakować, podczas gdy ja nic o tym nie mówiłem. Ja twierdzę, że oni
                  mogliby zrobić WSZYSTKO, a my NIC. Nigdzie temu nie zaprzeczyłeś.

                  Innymi słowy, GDYBY kosmitom się zachciało, mogliby nas zmieść z powierzchni
                  ziemi, jak człowiek rozgniata palcem mrówkę na stole.

                  Jeszcze raz: nie mówię, że to by zrobili albo nie zrobili. Mówię, że MOGLIBY.
                  • europitek Re: Walka na tych zasadach. 22.09.07, 03:39
                    Przyjmowanie absurdalnych założeń jest wręcz konieczne przy rozpatrywaniu absurdalnych sytuacji. Takie absurdy to całkiem sympatyczna rozrywka w szarzyźnie powszedniego realizmu i dlatego je lubię, pod warunkiem, że w tym szaleństwie jest jakaś metoda.

                    A co do "Independence Day", to to straaaszna "kicha".
          • Gość: darkonza Re: Niebezpieczeństwa związane z rozwojem nauki. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.09.07, 10:36
            > Tak, ale... wiesz że niemcy w końcowej fazie wojny robili
            wszystko, włącznie z
            > startowaniem samolotów z paliwem starczającym zaledwie na kilka
            minut lotu?

            koledze chodzi chyba o mysliwce rakietowe takie jak "Me 163 Komet"
            one miały paliwa na kilka minut lotu nie dlatego ze im nie
            napełniano zbiorników, lecz dlatego ze takie były założenia
            konstrukcyjne
            Komet miał być obroną przed bombowcami alianckimi, dzięki silnikowi
            rakietowemu osiągał prędkośc nawet do 1000km/h i nieprawdopodobnie
            szybko wspinał się na pułap lotu alianckich bombowców
            wywalał amunicję i lotem ślizgowym wracał na ziemie.....więc to że
            miał paliwa na kilka minut lotu nie było aktem desperacji lecz ideą
            myśliwca "tylko błyskawicznie" przechwytującego, "błyskawicznie" bo
            bardzo szybko był w stanie osiągnąć cel..."tylko" bo nic innego po
            takim osiągnieciu i ostrzelaniu celu nie mógł on już nic zrobić...
            • madcio Re: Niebezpieczeństwa związane z rozwojem nauki. 11.09.07, 15:53
              > > Tak, ale... wiesz że niemcy w końcowej fazie wojny robili
              > > wszystko, włącznie z startowaniem samolotów z paliwem
              > > starczającym zaledwie na kilka minut lotu?
              > koledze chodzi chyba o mysliwce rakietowe takie jak "Me 163 Komet"
              Coż, nie jestem historykiem, a ta informacja o kilkomunutowych lotach była
              czytana dawno. Jednak pamiętam, że kontekst wyraźnie wskazywał na normalne samoloty.

              I czemu to takie niewiarygodne? Tonący brzytwy się chwyta, wojna jest
              przegrywana, rzesza, co miała przetrwać tysiąc lat upada z hukiem, paliwa
              brakuje, jak zresztą wszystkiego...
              • Gość: darkonza Re: Niebezpieczeństwa związane z rozwojem nauki. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.09.07, 10:30
                > Coż, nie jestem historykiem, a ta informacja o kilkomunutowych
                lotach była
                > czytana dawno. Jednak pamiętam, że kontekst wyraźnie wskazywał na
                normalne samo
                > loty.

                również historykiem nie jestem ale siedziałem swego czasu dośc
                nieźle w temacie i o takich historiach nie słyszałem - co oczywiście
                nie oznacza ze nie miały miejsca...
                jednak watpliwe jest budowanie samolotow i wysłanie ich w powietrze
                po to aby za kilka minut spadły z braku paliwa...to moze pasować do
                japończyków i ich "kamikaze" ale niemcy raczej swoich ludzi
                szanowali znacznie bardziej
                pozatym odrobina logiki podpowiada że lepiej wysłać w powietrze 10
                samolotów z pełnym bakiem niż 30 z 1/3 paliwa...akurat niemcy
                powinni na to wpaść :)

                > I czemu to takie niewiarygodne? Tonący brzytwy się chwyta, wojna
                jest
                > przegrywana, rzesza, co miała przetrwać tysiąc lat upada z hukiem

                nie bardzo zgodnie z tematem wątku...ale świat nawet sobie nie zdaje
                sprawy jak wiele miał szczęscia że rzesza upadła....sporego pecha
                niemcy mieli, że akurat wcześniej niż u nich w pewnym kraju na
                wschodzie również wprowadzono ustrój totalitarny, który akurat
                zdąrzył się do wojny przygotować znacznie lepiej niż rzesza bo i
                potencjał miał większy i czasu sporo
                gdyby nie ten zbieg okoliczności, gdyby zsrr spóżnił sie o kilka lat
                chociaż, dziś cała europa mówiłaby po niemiecku, a być może cały
                świat
      • petrucchio ;-) 07.09.07, 11:44
        madcio napisał:

        > Lubię szczególnie ten ucieszny bełkot na temat UFO w służbie III
        > rzeczy. Ktoś mógłby się zastanawiać, jak hitlerowcy mając takie
        > rzeczy do dyspozycji mogli przegrać wojnę... raczysz to wyjaśnić??

        A kto mówi, że Amerykanie byli gorsi? Prowadzili przecież udane badania nad
        niewidzialnością i teleportacją:

        en.wikipedia.org/wiki/Philadelphia_Experiment

        ... a z kolei Sowieci byli tradycyjnie mocni w dziedzinie telepatii,
        psychokinezy i wszystkiego, co paranormalne, a nie wymaga wielkiego budżetu.

        www.meta-religion.com/Paranormale/Clairvoyance/soviet_remote_viewers.htm

        Nie można też dowieść, że alianci (a w szczególności Amerykanie) nie byli
        cichcem wspierani przez kosmitów z okolic Zeta Reticuli:

        en.wikipedia.org/wiki/Zeta_Reticuli

        ... w zamian za co US Marines pomagali później Retikulanom w walce z plagą
        ksenomorfów z Acherona:

        en.wikipedia.org/wiki/LV-426
        • Gość: darkonza Re: ;-) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.07, 12:47
          no z tych badań śmiać się można
          ale nie z niemieckich...
          doszczętnie zniszczony kraj ale ze znakomitą kadrą inżynierską która
          mimo fatalnych warunków pracy, braków dosłownie wszystkiego czego
          może zabraknąć wyprzedziła cały świat w rozwoju wszystkich
          podstawowych typów uzbrojenia.
          Tak w skrócie mówiąc:
          - najlepsze czołgi
          - okręty podwodne typ XXI wyprzedzające konkurencję o dzesięciolecie
          - pierwsze karabiny szturmowe - dziś podstawowa broń piechoty,
          najbardziej znany AK-47 jest kopią niemieckiego STG-44
          - V-2 i werner von braun który zbudował niezawodną rakietę
          księżycową w kilka lat, dziś amerykanie twierdzą ze potrzebują na
          zbudowanie takiej rakiety (po 50 latach) lat 15
          - pierwsze myśliwce odrzutowe, znacznie leksze od pojawiających się
          u aliantów spóźnionych odpowiedników
          długo by wymieniać
          poczytajcie o operacji "paperclip"
          Co zabawne do dziś nie odtajniono części ze skradzionych wtedy
          niemcom patentów - zupełnie nie wiadomo dlaczego :)
        • kala.fior -- z tej samej serii (z IHT) 07.09.07, 14:15
          It is widely rumored on the Internet that the Hollow Earth theory was taken
          seriously by top-ranking Nazis who believed in the occult sciences. In some
          circles of the German navy it was purportedly believed that the Hollow Earth
          theory would make it easier to pinpoint the exact position of British ships
          because, if infrared rays were used, the curvature of the Earth would not have
          obscured observation.

          Hitler allegedly sent an expedition to the Baltic island of Rügenwhere a Dr.
          Heinz Fischer trained a telescopic camera toward the sky in order to spot the
          British fleet sailing on the interior of the convex surface of the hollow Earth.
          It is even said that some V1 missile shots went astray because their trajectory
          was calculated on the basis of a hypothetical concave surface instead of a
          convex one.
        • madcio Re: ;-) 08.09.07, 15:56
          Dżezus... czyta się to jak wyjątkowo kiepskie SF. Albo jak majaczenia
          scjentologa, co zresztą na jedno wychodzi (założyciel scjentologii był marnym
          pisarzyną SF, który stwierdził, że więcej zarobi wymyślając nową religię).

          A jak już mowa o channelingowcach z Zeta Reticuli, zawsze mnie interesowało,
          czemu nigdy nie podają informacji, które byłyby:
          1. Niemożliwe do zmyślenia przez channelingowca.
          2. Nieznane wcześniej ludzkości.
          3. No i zarazem łatwe do weryfikacji.

          Wbrew pozorom, nie jest trudne znalezienie rzeczy, która spełnia te trzy warunki
          - wystarczy matematyka. Na Fermata kosmici się spóźnili, ale założę się, ze
          matematycy mają jeszcze niejeden problem tego typu. Channelingowiec nawet nie
          musiałby rozumieć czegokolwiek - wystarczy bezmyślnie klepać matematykom, co
          podyktowali kosmici.

          Oczywiście, spodziewam się, że NIGDY czegoś takiego nie będzie, jeśli kosmici to
          wymysł chorego mózgu rzekomego channelingowca. :>
          • petrucchio Re: ;-) 08.09.07, 17:39
            madcio napisał:

            > Na Fermata kosmici się spóźnili, ale założę się, ze
            > matematycy mają jeszcze niejeden problem tego typu.

            Najlepiej hipoteza Riemanna, bo:

            (1) Jest to problem ważny dla wielu gałęzi matematyki, a czeka na rozwiązanie
            już półtora wieku.

            (2) Dotyczy funkcji zeta, więc powinien być bliski sercu mieszkańców układu Zeta
            Reticuli.

            (10) Za poprawny dowód CMI wypłaci milion dolarów nagrody, a i Medal Fieldsa
            piechotą nie chodzi (o ile czanelingowiec jeszcze się kwalifikuje, czyli nie
            dobiegł czterdziestki, ale podróże UFO z prędkością nadświetlną podobno odmładzają).

            Jeśli kogoś dziwi numeracja, to wyjaśniam, że Retikulanie mają tylko trzy
            pazury, dlatego używają systemu trójkowego.
      • Gość: Uczony Re: Niebezpieczeństwa związane z rozwojem nauki. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.07, 09:37
        madcio napisał:

        > Lubię szczególnie ten ucieszny bełkot na temat UFO w służbie III
        rzeczy. Ktoś
        > mógłby się zastanawiać, jak hitlerowcy mając takie rzeczy do
        dyspozycji mogli
        > przegrać wojnę... raczysz to wyjaśnić?? :)))
        Można to wyjaśnić tym, że Amerykanie mieli również dostęp do
        technologii pozaziemskich.
        • madcio Re: Niebezpieczeństwa związane z rozwojem nauki. 10.09.07, 00:09
          > Można to wyjaśnić tym, że Amerykanie mieli również dostęp do
          > technologii pozaziemskich.
          Problem w tym, że takie coś byłoby raczej... zauważalne na polu bitwy.
          Delikatnie mówiąc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka