Dodaj do ulubionych

Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA - Wstęp

13.01.09, 19:00
Wiele się ostatnio mówi i pisze o obecnym amerykańskim kryzysie
finansowym. Jednakże zauważa brak jego ujęcia z perspektywy
historycznej i jakiejkolwiek głębszej refleksji nad jego genezą.
Jest przecież oczywiste, iż tak poważny kryzys nie wziął się „z
niczego”, oraz iż musiał on narastać przez dłuższy okres czasu. A
przecież dzisiejszy kryzys finansowy w USA bierze się po pierwsze z
tego, iż pieniądz nie ma obecnie pokrycia nie tylko ani w złocie,
ale także ani w srebrze, ani też w innym kruszcu, jak to miało
miejsce jeszcze w XX wieku , ale że nie ma on dziś pokrycia nawet w
realnych dobrach (towarach i usługach) wytwarzanych przez gospodarkę
amerykańską, a po drugie z tego, iż od czasów Reagana, a szczególnie
Clintona, Amerykanie byli zachęcani przez kolejne rządy do
zaciągania kredytów konsumpcyjnych, aby w ten sposób stworzyć w USA
iluzję dobrobytu i prosperity .
Obserwuj wątek
    • wstretny.burzuj Zadłużenie USA 13.01.09, 19:01
      Dzisiejsze USA żyje bowiem, co najmniej od czasów prezydenta
      Reagana , głównie z zaciągania coraz to nowych długów. Dług
      zagraniczny USA, dziś największy na swiecie, to 12.25 bilionów
      dolarów , to jest 88,5% PKB USA. Oznacza to, że każdy Amerykanin
      (łącznie z niemowlakami i staruszkami) jest winien reszcie świata
      około 40 tysięcy dolarów USA, albo po dzisiejszym kursie, dobrze
      ponad 100 tysięcy złotych , zaś dług publiczny rządu federalnego to
      w USA obecnie 60.8% PKB czyli USD 8,414,000,000,000 a więc per
      capita USD 27,693.60 czyli około 84 tysięcy złotych . Według innych
      źródeł, np. America's Total Debt Report, całkowity dług USA wynosił
      na początku grudnia roku 2008 ponad 53 biliony dolarów, to jest
      $175,154 na każdego mieszkańca USA, albo $700,616 na czteroosobową
      rodzinę (a więc ponad dwa miliony złotych – dokładnie 2,115,860
      zł) , z czego $33,781 przybyło w roku bieżącym (2008), kiedy to
      całkowity dług Stanów Zjednoczonych zwiększył się o 4.3 bilionów
      USD, i przekracza on obecnie ponad 5 razy roczny PKB USA. Co gorsza,
      80% (czyli 42 biliony dolarów) tego długu zostało utworzone po roku
      1990, kiedy to USA zajęte były pożyczaniem na niespotykaną dotąd
      skalę.

      Jest więc oczywiste, iż takie obciążenie, nie może nie mieć wpływu
      na gospodarkę tego mocarstwa, choćby z tego powodu, iż ten dług
      trzeba obsługiwać, czyli przynajmniej spłacać jego oprocentowanie,
      albo ogłosić niewypłacalność, z wszelkimi jej konsekwencjami. Zaś
      dzisiejsze USA nie jest już w stanie obsługiwać swego olbrzymiego
      długu, i postępuje jak ktoś, kto bierze pożyczki (często na
      lichwiarskich warunkach) na spłatę oprocentowania uprzednio
      zaciągniętych pożyczek.

      Pomimo łatwego (przynajmniej dotychczas) dostępu przeciętnego
      Amerykanina do kredytu konsumpcyjnego, a więc do iluzji dobrobytu,
      amerykańska elita pieniądza tak bardzo oddaliła się od reszty
      społeczeństwa, że oprócz szacunkowych danych na temat jej dochodów,
      właściwie nic więcej o niej nie wiadomo. Według danych
      (autorytatywnego w tej dziedzinie) miesięcznika Forbes, najbogatsza
      warstwa Amerykanów skupia obecnie w swoich rękach około 40% ogólnego
      majątku kontrolowanego przez osoby prywatne, czyli inaczej pomiędzy
      12% a 20% rocznych dochodów całego społeczeństwa USA. Pensja
      przeciętnego członka elity finansowej USA jest średnio 11 razy
      większa od płacy pracownika znajdującego się w dolnych 20% najmniej
      zarabiających. Dla porównania: w Japonii najbogatsi zarabiają
      przeciętnie 4 razy więcej, we Francji 7 razy więcej, a w Wielkiej
      Brytanii 9 razy więcej niż najbiedniejsi.

      Osobną sprawą jest majątek korporacji, a w tym członków ich zarządów
      i rad nadzorczych. W ciągu ostatnich 20 lat największe amerykańskie
      korporacje wyrosły na prawdziwe gospodarcze giganty. I tak obroty
      firmy naftowej Exxon, są równe obrotom Arabii Saudyjskiej, majątek
      producenta urządzeń elektronicznych General Electric równa się
      narodowemu majątkowi Kolumbii, a dochody czołowego producenta
      samochodów General Motors są porównywalne z dochodami gospodarek
      Hong Kongu i Turcji. Peter Capelli z Wharton School of Business ze
      stanu Pensylwania określił amerykańskie korporacje jako „państwa w
      państwie”. Określenie to jest szczególnie trafne, ponieważ
      największe i najmajętniejsze z nich są chronione przez specjalne
      ustawy, choćby z tego powodu, iż finansują one kampanie wyborcze
      dwóch największych partii politycznych USA (demokratycznej i
      republikańskiej).

      Myląca jest więc materialna zamożność przeciętnych mieszkańców
      Stanów Zjednoczonych. Faktem jest, iż maja oni więcej pieniędzy niż
      reszta świata, i że mieszkają w większych, a na pewno lepiej
      wyposażonych domach niż nawet Australijczycy. Ale ten pozornie
      wysoki standard życia bynajmniej nie odzwierciedla ich rzeczywistej
      sytuacji finansowej. Jeżeli już, to raczej potwierdza fakt, iż banki
      USA oferują (a raczej oferowały do niedawna) niezmiernie atrakcyjnie
      oprocentowane kredyty i że w USA skutecznie działa reklama. Prawdę o
      rzeczywistej kondycji finansowej społeczeństwa Stanów Zjednoczonych
      mówią zaś statystyki bankructw. Należy bowiem pamiętać iż bankructwo
      stało się w ostatnich latach wręcz modnym sposobem wychodzenia z
      finansowej zapaści. W latach 1990-2000 liczba bankructw
      konsumenckich w Stanach Zjednoczonych się potroiła . Co ciekawsze,
      to zdaniem ekspertów tylko niewielki odsetek tych bankrutów to
      ludzie, którzy maja nieodpowiedzialny stosunek do pieniądza, a
      szczególnie kredytu. Według owych ekspertów znaczna większość
      rezydentów USA, którzy ogłosili bankructwo, uczyniła to z takich
      powodów jak utrata pracy, niemożliwe do spłacenia koszty opieki
      medycznej oraz rozwód. Profesor Elizabeth Warren z wydziału prawa na
      prestiżowym Harvard University twierdzi np. iż „ludzie bankrutują,
      bo stają się ofiarami okoliczności, a nie mają żadnych
      oszczędności” (w roku 1999 przeciętny dług amerykańskiego
      gospodarstwa domowego przekroczył poziom ich rocznego dochodu).

      Jedna trzecia mieszkańców USA nie posiada dziś żadnych finansowych
      zabezpieczeń, a więc żyje „z dnia na dzień” a następne 30% ma
      oszczędności mniejsze niż 3,000 USD, a więc praktycznie żadne (jak
      na warunki amerykańskie) . Wydłużenie godzin pracy czy zwiększenie
      wydajności (a właściwie intensywności) pracy w celu uzyskania
      wyższej pensji nie wchodzi w rachubę, jako iż Amerykanie przodują
      dzisiaj zarówno w wydajności jak i w intensywności pracy. Pod koniec
      lat 1940. przeciętne zadłużenie amerykańskiego gospodarstwa domowego
      wynosiło około 1/3 ich rocznego dochodu, a pod koniec XX wieku
      przekroczyło poziom ich dochodu. Jest to analogiczne do stanu
      finansów całej gospodarki, która z globalnego wierzyciela (świat był
      winien Ameryce pod koniec lat 1920. około 20 miliardów ówczesnych
      dolarów) stała się globalnym dłużnikiem: pod koniec lat 1970. USA
      były dłużne reszcie świata ponad 600 miliardów dolarów, a na
      początku XXI wieku już około 2 biliony czyli 2 tysiące miliardów
      dolarów, a dziś (dane CIA za rok 2007) niewyobrażalne wręcz 12.25
      bilionów dolarów.
      • wstretny.burzuj American Dream 13.01.09, 19:01
        Jeremy Rifkin w swej książce The European Dream pisze, iż w USA
        rozwiewa się z wolna mit pucybuta zostającego w jednym pokoleniu
        milionerem. Wprawdzie 55% Amerykanów uważa, że dojdzie do dużych
        pieniędzy, jednak nie tyle własną pracą, ile dzięki spadkowi, grze
        na giełdzie lub w kasynie. Obroty gier hazardowych rosną więc w USA
        o ok. 9% rocznie, czyli znacznie szybciej niż PKB, a na
        najróżniejsze loterie Amerykanie wydają więcej niż na telewizję,
        płyty i taśmy, książki, kino i teatr łącznie. Gry losowe zmieniają
        więc amerykańską kulturę: w telewizji komercyjnej jest tam obecnie
        170 programów w rodzaju „Milionerów” - „to już nie jest Marzenie
        Amerykańskie, a jedynie sen na jawie”, narzeka Rifkin (op. cit.).

        W USA (w zależności od źródła) od 12% do 17% ludności żyje poniżej
        granicy nędzy, podczas gdy w Finlandii 5.1%, w Niemczech 7.5%, w
        Szwecji 6%, Francji 8%, a nawet we Włoszech, znanych z dużego
        rozwarstwienia społecznego, mniej niż w USA - około 14%. Jednak
        nadal wielu Amerykanów (i, niestety, słusznie) biedę kojarzy głównie
        z czarnymi („afroamerykaninami” według, obowiązującej obecnie w USA,
        politycznie poprawnej terminologii), albowiem tylko 8% białych
        mieszkańców USA żyje poniżej granicy nędzy, za to czarnych aż 24%.
        Najniższa płaca w USA to tylko 39% przeciętnej płacy, w Unii
        Europejskiej zaś 53%. W USA urlopy są bardzo krótkie (przeciętnie
        tydzień urlopu na rok pracy), i nie ma tam instytucji urlopu
        macierzyńskiego, podczas gdy w UE obowiązują trzy miesiące urlopu
        macierzyńskiego bądź „tacierzyńskiego” (w Szwecji – nawet 64
        tygodnie czyli ponad rok).

        Gospodarka amerykańska rosła niemalże bez przerwy (poza kryzysem lat
        1930. i kilkoma recesjami mniejszego rzędu) od roku 1820 aż do końca
        II Wojny Światowej, i to rosła ona zdecydowanie szybciej niż
        europejska. Jednak po roku 1945 przewaga USA zaczęła maleć. Europa
        była zniszczona przez wojnę, ale dzięki planowi Marshalla już w
        latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia jej zachodnia część
        stanęła na nogi. Do roku 2002 Unia Europejska (UE) doganiała USA,
        osiągając ok. 97% amerykańskiej wydajności (productivity). Europa
        wyprzedza też USA w innowacyjności, jeśli idzie o organizację pracy.
        I tak przykładowo: Belgia wprowadziła tzw. kredyty czasowe, dzięki
        którym pracownik może w swym życiu zawodowym wziąć roczny urlop albo
        zredukować czas swej pracę do pół etatu nie tracąc zasiłków.
        Pracownik może też wystąpić w niektórych krajach UE o specjalną
        przerwę w pracy, aby np. zająć się rodziną, i otrzymuje wówczas
        wyrównanie, a po przekroczeniu 50 lat może zredukować swój czas
        pracy o 1/5. A, mimo to, wydajność pracy (liczona na godzinę pracy)
        była we wspomnianej tu Belgii, podobnie jak i we Francji, wyższa niż
        w USA. 37% Amerykanów pracuje ponad 50 godzin tygodniowo, a 80%
        dłużej niż 40 godzin, tak więc amerykańscy rodzice uskarżają się, że
        nie mają czasu dla dzieci, współmałżonków, i ogólnie dla rodziny, co
        ma poważne społeczne konsekwencje. Według wartości koszyka zakupów
        Amerykanie są o 29% zamożniejsi niż Europejczycy, ale jeśli jakość
        życia mierzyć czasem wolnym, to Europejczycy mają rocznie 10 tygodni
        (ponad 2 miesiące) czasu wolnego więcej niż Amerykanie.

        USA marnotrawią energię na wielką skalę, ale „dzięki” poważnym
        mankamentom w metodologii liczenia PKB, owo marnotrawstwo poprawia
        im statystykę: choć USA mają o ok. 160 mln ludzi mniej niż UE, to
        zużywają one o 1/3 więcej energii, a owo marnowanie energii
        przekłada się w Ameryce na większy PKB. Jednakże jakość życia jest
        wyższa w UE niż w USA. Unia Europejska wydaje mniej na zbrojenia
        (bowiem nie prowadzi ona obecnie wojen imperialnych, jak USA),
        Amerykanie wydają też więcej na zwalczanie przestępczości.
        Amerykańskie państwowe szkoły (głównie średnie, choć coraz częściej
        także podstawowe i wyższe) są znane na świecie ze swego przerażająco
        niskiego poziomu nauczania i opanowania przez młodzieżowe gangi i
        handlarzy nielegalnymi narkotykami. W Unii Europejskiej mamy obecnie
        ok. 322 lekarzy na 100 tys. mieszkańców, a w USA tylko 279, mimo iż
        Amerykanie wydają więcej na medycynę (pod koniec XX wieku w USA
        wydawano ponad 13% PKB na ochronę zdrowia, a w tym samym czasie w
        Niemczech nieco ponad 10% a w Wielkiej Brytanii tylko ok. 7%, przy
        praktycznie identycznych wskaźnikach zdrowotności). Amerykanie
        uważają, iż dobrobyt materialny daje im fizyczne bezpieczeństwo. Ale
        w roku 1999 w Unii było 1.7 zabójstw na 100 tys. mieszkańców, a w
        USA aż 6.3 (w roku 2002 nawet ok. 9). W UE na 100 tys. mieszkańców
        tylko 87 osób przebywa w więzieniach, w USA aż 685, czyli osiem razy
        więcej (co czwarty więzień na świecie siedzi w amerykańskim
        więzieniu). Na jednego policjanta wypadało w roku 2002 w USA mniej
        osób niż w Unii (przykładowo w USA 318 osób, a w zbliżonej kulturowo
        Wielkiej Brytanii, mającej wciąż kłopoty z Ulsterem, 350, a w
        Japonii nawet aż 480), a przestępczość jest i tak większa w USA.

        USA jest zaś niemalże niekwestionowanym światowym liderem jeśli
        chodzi o wydatki na reklamę: w roku 1990 tylko mała Dania wydawała
        większą część swego PKB na ten cel. W tymże samym roku
        amerykański „przemysł reklamowy” („advertising industry”) wydawał
        rocznie około 238 ECU (około 189 USD) na przeciętnego Amerykanina
        (tylko duński „przemysł” reklamowy wydawał wówczas więcej per
        capita). Nic więc dziwnego, iż amerykańskie reklamy z dość dużym
        powodzeniem sprzedawały amerykański model konsumpcji, a także
        ów „osławiony” mit Ameryki nie tylko wewnątrz USA, ale też i poza
        jego granicami.

        Emmanuel Todd w swej głośnej książce o schyłku Ameryki nie ma
        wątpliwości, iż opinie o wszechmocy USA są mocno przesadzone,
        albowiem obecne USA, w odróżnieniu od czasów apogeum swej potęgi
        (koniec II Wojny Światowej i wczesne lata 1950.), nie jest w stanie
        kontrolować postępowania już nie tylko Rosji, Chin czy też
        zjednoczonej Europy (UE), ale nawet i Japonii czy Indii. Wnioski swe
        opiera Todd na analizie danych statystycznych z dziedziny
        demografii, ekonomii oraz na analogiach historycznych.

        Tak więc, ni mniej ni więcej, Todd (a pamiętajmy, iż przewidział on
        dość dokładnie upadek ZSRR), dochodzi do wniosku, iż najpotężniejsze
        państwo końca XX i początku XXI wieku przestaje być
        demokracją: „Historia nie stoi w miejscu - rozprzestrzenianie się
        demokracji na całym świecie nie może nam przesłaniać faktu, że
        najstarsze demokracje, tj. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy
        Francja, wciąż się zmieniają, Obecnie wszystko wskazuje, że
        przekształcają się one powoli w oligarchie.” Jest to, oczywiście,
        bardzo niepokojący wniosek, bowiem jeśli przyjmiemy że Todd ma
        rację, to USA z gwaranta światowego pokoju, mogą się przemienić w
        najważniejszy czynnik zagrażający owemu pokojowi (zdaniem wielu USA
        już obecnie jest największym zagrożeniem dla pokoju światowego). A
        nie zapominajmy, iż pomimo relatywnego spadku siły gospodarczej USA,
        kraj ten dysponuje najnowocześniejszą bronią masowej zagłady (broń A-
        atomowa, B-biologiczna i C-chemiczna) oraz najnowocześniejszymi
        środkami jej przenoszenia: rakietami balistycznymi, bezpilotowymi
        samolotami (pociskami kierowanymi) typu Cruise, bombowcami
        naddźwiękowymi i typu „stealth” (to jest trudno wykrywalnymi przez
        tradycyjny radar), okrętami podwodnymi dalekiego zasięgu z napędem
        nuklearnym oraz wielkimi lotniskowcami i krążownikami rakietowymi z
        tymże rodzajem napędu. Nie trzeba więc mieć wiele wyobraźni, aby
        uzmysłowić sobie tragiczne konsekwencje ewentualnego upadku
        demokracji w Stanach Zjednoczonych Ameryki, kraju obecnie
        dominującego politycznie, gospodarczo, a przede wszystkim militarnie
        na całym świecie. Podobne opinie wyraża też Robert Reich
        (ekonomista, profesor prestiżowego University of Ca
        • wstretny.burzuj Problemy wynikające z zadłużenia USA (1) 13.01.09, 19:02
          Tymczasem, jak to zauważa Joseph Stiglitz , Ameryka, najbogatszy
          kraj świata, najwyraźniej nie jest w stanie żyć z własnych środków,
          pożyczając dziennie ponad miliard dolarów. Ponieważ Stany
          Zjednoczone szukają w tej sytuacji kozła ofiarnego, nieuniknione
          wydaje się więc, iż staną się nim Chiny, z ich dużym dodatnim saldem
          bilansu handlowego, podobnie jak deficyty ery Reagana doprowadziły
          do skupienia „słusznego gniewu USA” na Japonii ponad dwie dekady
          temu. Ale to jest tylko szukanie winnego, nic więcej, gdyż zdaniem
          Stiglitza „deficyt finansowy i handlowy USA są intymnie połączone”.
          Stwierdził on już 5 lat temu: „jeśli kraj oszczędza mniej niż
          inwestuje, to musi pożyczyć różnicę z zagranicy, a więc deficyt
          budżetu i deficyt handlowy są dwoma stronami tej samej monety.
          Oszczędności danego kraju składają się z dwóch komponentów:
          prywatnego i publicznego. Nieodpowiedzialne obniżki podatków
          Reagana, połączone z lichymi (paltry) oszczędnościami USA,
          oznaczają, iż Stany Zjednoczone nie miały innego wyboru jak tylko
          pożyczać za granicą. I teraz znów Ameryka powtarza to samo
          szaleństwo. Sprawy mogą się tylko pogorszyć, szczególnie przy
          zwiększonych inwestycjach, o ile prywatne oszczędności USA nie
          powiększą się w takim tempie, jak tego jeszcze nikt w Stanach
          Zjednoczonych nie widział.”

          Zdaniem Stiglitza (US Economic Folly.. op. cit.) mamy do czynienia z
          trzema podstawowymi problemami gospodarki amerykańskiej, a więc też
          i światowej:
          1. Deficyty Ameryki oznaczają wyższe realne stopy procentowe, a
          więc w konsekwencji mniejsze inwestowanie i niższy wzrost
          ekonomiczny, a to wszystko będzie szczególnie kosztowne dla krajów
          rozwijających się.
          2. Ogromny deficyt handlowy Ameryki może stać się źródłem
          globalnej niestabilności, choćby tylko dla tego, że dolar USA jest
          wciąż walutą światową, a USA wciąż największą gospodarką świata.
          3. Szukając winnych, Ameryka może znów wprowadzić
          protekcjonizm, jak to niegdyś zrobił Reagan. Bush jr. może
          oficjalnie chwalić wolne rynki, jak to robił Reagan, ale ponieważ
          potrafił on przewyższyć Reagana w finansowej nieodpowiedzialności,
          więc może też przewyższyć Reagana w hipokryzji dotyczącej handlu (co
          też miało miejsce – LK).

          Konkluzja Stiglitza jest zaś następująca: „Europa oddana jest
          finansowej odpowiedzialności – niemalże ze zbytnim zapałem,
          zapominając o tym, że dobrze zaprojektowany deficyt w czasach
          recesji może dać wysokie zwroty. Administracja Busha przepchnęła zaś
          ogólne obniżki podatków, które powodują deficyty, dostarczając tylko
          skromnej ilości bodźców do realnego rozwoju gospodarki. Jednakowo
          martwiąca - dla Ameryki i świata - jest ścieżka, na którą wkroczyły
          Stany Zjednoczone: deficyty, na ile tylko oko może widzieć. W
          dłuższym okresie czasu polityka ta wróży źle dla Stanów
          Zjednoczonych - i stąd też dla reszty świata.”

          Niall Ferguson pyta się zaś: „czy globalne hipermocarstwo
          (hyperpower) może też być globalnym hiperdlużnikiem (hyperdebtor)?
          Według prof. Fergusona debaty o koszcie okupacji Iraku przez armię
          USA i jej niezbyt licznych kolaborantów i o kosztach
          zrekonstruowania, zniszczonej przez wojnę i okupację, gospodarki
          tego nieszczęśliwego kraju starają się ominąć to ważne pytanie,
          jakby owe koszty były tylko częścią budżetu przeznaczonego na wojnę.
          W rzeczywistości, bezpośrednie wydatki rządowe na pomoc i
          rekonstrukcję są nieprawdopodobnie niskie. Wygrawszy wojnę bardzo
          tanio (koszty tej wojny były około 79 miliardów dolarów, to jest
          mniej niż 1% rocznej produkcji amerykańskiej gospodarki),
          administracja Busha juniora widocznie spodziewała się, że
          rekonstrukcja Iraku będzie się samofinansować. Błahe 2.4 miliardów
          dolarów zostało przydzielone powojennemu Office for Reconstruction
          and Humanitarian Assistance (Biuro Odbudowy i Pomocy Humanitarnej).

          Jednakże, zdaniem Fergusona, historia uczy nas, że rekonstrukcja
          Iraku będzie wymagać użycia kapitału zagranicznego, szczególnie po
          to, aby zmodernizować przestarzały przemysł naftowy tego kraju. Czy
          same Stany Zjednoczone będą w stanie dostarczyć koniecznej gotówki,
          nawet w formie pieniędzy z prywatnego sektora? Odpowiedź, zdaniem
          Fergusona, jest tak – ale tylko tak długo, jak zagranica będzie
          chciała pożyczać pieniądze USA. Faktem jest bowiem, iż Ameryka jest
          nie tylko największą gospodarką świata. To jest też największy
          kredytobiorca świata. Jej militarna potęga jest, zdaniem Fergusona,
          podżyrowana (underwritten) przez kapitał zagraniczny. To jest, jak
          twierdzi Ferguson, niezwykła okoliczność. W okresie największej
          potęgi imperialnej Europy, kiedy to Wielka Brytania kontrolowała
          większość Bliskiego Wschodu, dominujące mocarstwo (brytyjskie) było
          wierzycielem, a nie dłużnikiem, inwestując duże porcje swych
          własnych oszczędności w rozwój gospodarczy swych własnych kolonii,
          protektoratów i dominiów. Wielka Brytania, bankier świata przed
          rokiem 1914, nigdy nie musiała się martwić się o kurs funta
          szterlinga w okresie swej największej potęgi imperialnej.

          Ale dzisiaj, kiedy Ameryka obala „nielegalne reżymy” („rogue
          regimes”), najpierw w Afganistanie i teraz w Iraku, jest ona także
          największym dłużnikiem świata. To może doprowadzić się do bardzo
          kruchego Pax Americana, jeśli zagraniczni inwestorzy zdecydują się
          zmniejszyć ich udziały w gospodarce amerykańskiej, na przykład
          zamieniając dolary USA na euro. Stany Zjednoczone są dziś (koniec
          roku 2008) winne zagranicznym inwestorom ponad 12 bilionów (12
          tysięcy miliardów) USD. Jest to skutkiem większego, niż
          kiedykolwiek, deficytu bilansu płatności (current account) USA. W
          roku 2002 deficyt bilansu płatności, czyli różnica między ilością
          pieniędzy, które płyną do kraju i ilości, która wypływa, był około
          5% Produktu Narodowego Brutto USA. W roku 2003 i następnych owe
          deficyty się zaś zwiększyły, i według najnowszych danych, dostępnych
          w momencie pisania tych słów, deficyt bilansu płatniczego USA
          (current account deficit) wynosił w roku 2002 ok. 481 miliardów USD,
          w roku 2003 ok. 542 mld USD, w roku 2004 już 668 miliardów USD, a w
          roku 2005 prawie 805 miliardów USD, zaś w roku 2007 „ustabilizował
          się” na poziomie ok. 739 miliardów USD.

          Jak podaje prof. Ferguson, Kenneth S. Rogoff, główny ekonomista
          Międzynarodowego Funduszu Walutowego (IMF), skomentował w roku 2003
          finansową zależność USA od zagranicznych inwestorów, mówiąc,
          że „byłby on nieźle zmartwiony (pretty concerned) o kraj rozwijający
          się, który miał by tak wielkie deficyty rachunku bieżącego rok po
          roku, 5% PKB albo więcej”. Oczywiście, Rogoff szybko dodał, że Stany
          Zjednoczone „nie są nowym rynkiem” (emerging market). Ale jego
          konkluzja była taka, że „niektóre elementy tego rachunku (dla krajów
          rozwijających się - LK) nadal mają zastosowanie (w przypadku USA –
          LK).”

          USA do niedawna była w zupełnie innej sytuacji finansowej, będąc de
          facto bankierem i wierzycielem świata. Najgłośniejszym przykładem
          eksportu kapitału z Ameryki był tzw. Plan Marshalla, w ramach
          którego Stany nie tyle pożyczyły ale wręcz rozdały 11.8 miliardów
          (ówczesnych, a więc o znacznie większej niż dziś sile nabywczej)
          dolarów, aby ożywić zniszczone II Wojną Światową gospodarki Europy,
          aby były one zdolne później kupować dobra i usługi w USA.
          Amerykańskie pożyczki ożywiały gospodarkę świata przez co najmniej
          dwie dekady. Od roku 1960 do roku 1976 Stany Zjednoczone miały
          nadwyżkę płatności prawie 60 miliardów ówczesnych dolarów . Dopiero
          za prezydentury Ronalda Reagana USA zaczęły żyć na kredyt, poprzez
          chroniczne deficyty rachunku bieżącego, finansujące nadmierną
          konsumpcję i nadmierne wydatki militarne USA.

          • wstretny.burzuj Problemy wynikające z zadłużenia USA (2) 13.01.09, 19:04
            USA do niedawna była w zupełnie innej sytuacji finansowej, będąc de
            facto bankierem i wierzycielem świata. Najgłośniejszym przykładem
            eksportu kapitału z Ameryki był tzw. Plan Marshalla, w ramach
            którego Stany nie tyle pożyczyły ale wręcz rozdały 11.8 miliardów
            (ówczesnych, a więc o znacznie większej niż dziś sile nabywczej)
            dolarów, aby ożywić zniszczone II Wojną Światową gospodarki Europy,
            aby były one zdolne później kupować dobra i usługi w USA.
            Amerykańskie pożyczki ożywiały gospodarkę świata przez co najmniej
            dwie dekady. Od roku 1960 do roku 1976 Stany Zjednoczone miały
            nadwyżkę płatności prawie 60 miliardów ówczesnych dolarów . Dopiero
            za prezydentury Ronalda Reagana USA zaczęły żyć na kredyt, poprzez
            chroniczne deficyty rachunku bieżącego, finansujące nadmierną
            konsumpcję i nadmierne wydatki militarne USA.

            Niemniej radykalne obcięcie konsumpcji i wydatków militarnych nie
            jest możliwe w USA, gdyż spowodowałoby radykalny spadek popytu
            (aggregate demand), a co za tym idzie, poważną i długotrwałą
            recesję. Już w roku 1961 na Indiana University opracowano modele
            ekonometryczne , według których rozbrojenie Stanów Zjednoczonych
            rozłożone na 2 do 5 lat spowodowałoby nieuchronny wzrost bezrobocia
            do około 12 milionów, i to tylko przy założeniu spadku zbrojeń o
            1/3. Spadek PKB wynosiłby w tym scenariuszu pomiędzy 22% a 24%.
            Zdaniem ekonomistów z Indiana University, gospodarka amerykańska
            mogłaby się dostosować tylko do rozbrojenia rozłożonego na co
            najmniej 12 do 15 lat, i to też niekoniecznie, oraz pod warunkiem
            znalezienia odpowiednio silnych bodźców zastępczych, np. szeroko
            zakrojonego programu badań kosmicznych lub pomocy dla krajów
            postkomunistycznych bądź III świata.

            Niektórzy ekonomiści uważają, że owa transformacja USA ze światowego
            wierzyciela na światowego dłużnika nie jest powodem do zmartwień.
            Ich zdaniem, przepływy kapitału do Stanów Zjednoczonych są głownie
            dowodem na to, że jest to dobre miejsce do inwestowania. W każdym
            razie, zagraniczni kapitaliści wydają się akceptować znacznie niższe
            zyski ze swych inwestycji w Stanach Zjednoczonych niż te, które
            otrzymują amerykańscy kapitaliści, kiedy inwestują za granicą. To
            jest, zdaniem Fergusona, jedyny sposób, aby wyjaśnić, dlaczego Stany
            Zjednoczone konsekwentnie otrzymują wyższy dochód ze swych
            inwestycji za granicą niż dochody płacone przez USA obcokrajowcom,
            którzy zainwestowali swe kapitały w Ameryce. To z kolei mogłoby
            doprowadzić do wniosku, że Mr. Rogoff i ogólnie MFW nie mają
            większych powodów do zmartwień.

            Jednakże, zdaniem Fergusona: „bycie hiperdlużnikiem może nie mieć
            większego znaczenia w ekonomii, ale może mieć spore znaczenie w
            królestwie (realm) strategii.” Jego zdaniem:
            Krytycy kolonializmu (brytyjskiego – LK) mogą wiele mówić o perfidii
            imperium, ale jedną niezaprzeczalną korzyścią płynącą z brytyjskiej
            hegemonii było to, że zachęcała ona inwestorów, by zaryzykowali oni
            swe kapitały w biednych krajach. (…). Brytyjskie rządy w Egipcie nie
            zaczęły się z wojskową okupacją w roku 1882. Wcześniej, przez lata,
            brytyjscy inwestorzy zwiększali swe udziały w Egipcie (najlepszym
            przykładem jest Kanał Sueski). To jest właśnie ta decydująca różnica
            między dniami kiedy Brytania władała Bliskim Wschodem, a dniem
            dzisiejszym, kiedy Stany Zjednoczone mają aspiracje przeprowadzenia
            radykalnych zmian w tym regionie. I tak:
            · Po pierwsze, mało wskazuje, aby USA były gotowe topić swe
            dolary w pustyni. Więcej niż połowa bezpośrednich inwestycji
            zagranicznych USA jest w Europie, w porównaniu z lichym (paltry) 1%
            na Bliskim Wschodzie.
            · Po drugie, nie może być żadnych gwarancji, że zagraniczni
            inwestorzy będą chętnymi bez końca, aby inwestować tak duże części
            ich oszczędności w amerykańskich obligacjach rządowych (government
            bonds) i w innych tzw. papierach wartościowych z niskim ryzykiem
            („low-risk securities”). Obecnie (2003 – LK) wydają się oni być
            zadowoleni z perspektywy trzeciego roku rozczarowywań z niskich
            zysków (returns) na Wall Street i z najniższych od roku 1962
            profitów (yields) z amerykańskich obligacji skarbowych. Ale jak
            długo pozostaną oni zadowoleni?

            Jednakże, jak to ironicznie zauważa Ferguson, istnieje iskierka
            nadziei, „migotliwe światełko komfortu” (glimmer of comfort). Dobrą
            wiadomością dla USA jest, zdaniem Fergusona, to, że, w przeszłości
            jedno wielkie imperium polegało, jak obecnie USA, na pożyczkach
            zagranicznych. Złą wiadomością jest zaś to, że była to carska Rosja,
            która zależała od kolejnych ogromnych pożyczek zagranicznych - w
            dużej mierze od francuskich inwestorów - aby zmodernizować swą armię
            i flotę. Jednakże owa zależność Rosji od francuskiego kapitału
            zmusiła rząd carski do bycia posłusznym poradom przychodzącym z
            Paryża. Spójrzmy, mówi Ferguson, jak to się skończyło: Rosja była
            pierwszym europejskim imperium, które upadło – najpierw militarnie,
            a później politycznie - w wyniku kosztów prowadzenia wojny. Tak więc
            Ferguson ironicznie nazywa obecną politykę zagraniczną, a
            szczególnie finansowanie wydatków militarnych z pożyczek
            zagranicznych, metodą cara Mikołaja Drugiego.

            Stephen Roach, główny ekonomista wielkiej firmy finansowej
            (investment bank) Morgan Stanley uważa zaś wręcz, iż „Ameryka ma
            najwyżej dziesięcioprocentową szansę uniknięcia
            ekonomicznego ‘armageddonu’” . Podczas zamkniętego posiedzenia w
            listopadzie roku 2004, dostępnego tylko dla wtajemniczonych
            ekspertów, wypowiedział on (jak się wkrótce okazało, zasadniczo
            słuszną) opinię, iż gospodarka USA ma 30% szansę natychmiastowej
            recesji, oraz 60% szansę, iż owa recesja zostanie opóźniona, ale
            kosztem totalnego załamania nieco później.

            Jego argumentacja oparta była na tym, iż rosnący dług zagraniczny
            USA oznacza spadek kursu dolara amerykańskiego, a co za tym idzie
            coraz wyższe stopy procentowe, a w wszystko po to, aby przyciągać
            coraz bardziej niezbędny dla USA kapitał zagraniczny. Roach
            przypomina, iż tylko w celu sfinansowania swego deficytu rachunku
            bieżącego (current account deficit), USA musi importować dziennie
            2.6 miliardów dolarów, to jest w skali rocznej 80% oszczędności
            netto całego świata (gospodarka USA to obecnie znacznie mniej niż ¼
            gospodarki światowej). Oczywiście, taka sytuacja nie jest możliwa do
            utrzymania w dłuższym okresie czasu, szczególnie, iż dług
            gospodarstw domowych w USA osiągnął 85% rocznego PKB (a jeszcze 20
            lat temu było to mniej niż 50%). Co więcej: gospodarstwa domowe w
            USA pożyczają na zmienny procent (flexible interest rates), co
            oznacza, iż są bardzo uzależnione od zmian w wysokości stóp
            procentowych.

            Ponieważ w samym tylko roku 2002 dolar amerykański (USD) stracił
            prawie 14% swej wartości, a właściwie siły nabywczej (purchasing
            power) względem innych ważniejszych walut (trade-weighted value) i
            ponieważ trend ten kontynuował się w latach późniejszych, to coraz
            bardziej wydaje się prawdopodobne, iż USA będą chciały rozwiązać
            problem swych deficytów i długów właśnie poprzez faktyczną
            dewaluację dolara. Jednakże zdaniem ekspertów (np. cytowanego
            uprzednio noblisty Stiglitza oraz The Economist), takowa dewaluacja,
            szczególnie jeśli będzie przeprowadzona nagle, może zatrząść całą
            gospodarką światową. Jest to, oczywiście, bezpośrednia konsekwencja
            tak chwalonej przez konserwatywnych ekonomistów globalizacji, która,
            jak prawie każde zjawisko, ma dwie strony.

            Tak więc amerykański „cud gospodarczy”, zapoczątkowany przez
            Reagana , a kontynuowany przez jego następców, doprowadził do
            olbrzymiego zadłużenia zarówno państwa, jak i jego mieszkańców. Z
            oczywistych przyczyn taki model rozwoju gospodarczego nie może być
            polecany innym krajom. Stanom Zjednoczonym udało się na pewien czas
            ograniczyć dość radykalnie skutki dług
            • wstretny.burzuj Problemy na rynku nieruchomości 13.01.09, 19:05
              Kolejnym problemem, z którym gospodarka USA ma do czynienia od lat,
              ale który dopiero ostatnio (to jest od roku 2007) doczekał się
              większego zainteresowania, jest słabość amerykańskiego rynku
              nieruchomości mieszkalnych, a szczególnie rynku kredytu hipotecznego
              dla klientów o niskiej wiarygodności (tzw. pożyczki sub-prime) oraz
              problemy z pożyczkami na 100%, a nawet więcej wartości nieruchomości
              (tzw. transakcje lewarowe) . Słabość tego rynku powoduje trudniejszy
              dostęp do kredytu, co musi się odbić na kondycji całej gospodarki
              USA. Na początku spadają akcje instytucji finansowych zajmujących
              się udzielaniem kredytów hipotecznych, ale niepokój udziela się też
              bankom finansującym biznes, np. Firmie Cerebrus Capital Management,
              która chce przejąć za 12 miliardów dolarów koncern motoryzacyjny
              Chrysler, po jego nieudanej fuzji z koncernem Daimler-Benz
              (producentem samochodów Mercedes). Wartość rynkowa grupy Citigroup
              (największa instytucja finansowa USA, obejmująca m. in. Citibank)
              spadła w ciągu połowy roku 2007 o około 50 mld dolarów, a ostatnio
              we wrześniu roku 2008 rząd USA był zmuszony do de facto
              nacjonalizacji Fannie Mae i Freddie Mac – spółek, które finansują i
              gwarantują około połowy wszystkich kredytów hipotecznych udzielonych
              w Stanach Zjednoczonych (to jest około 6 bilionów dolarów, niemalże
              równowartość półrocznego produktu brutto całego USA).

              Tak więc obecnie (koniec roku 2008) najbardziej niepokojąca wydaje
              się sytuacja na rynku nieruchomości USA, jako iż:
              · Problemy rynku sub-prime są zapewne tylko
              przysłowiowym „wierzchołkiem góry lodowej”;
              · Inwestycje na rynku mieszkaniowym mają zawsze ogromny efekt
              mnożnikowy, stąd osłabienie tego sektora musi oznaczać osłabienie
              całej gospodarki USA a także
              · Dom (mieszkanie) nie jest w USA dłużej
              inwestycją „tradycyjną”, czyli skarbonką, do której się wkłada
              pieniądze, a skarbonką, z której się pieniądze wyjmuje, często na
              sfinansowanie bieżącej konsumpcji, tak więc problemy na rynku
              finansowania nieruchomości mogą (a nawet muszą) spowodować
              zmniejszenie kredytu konsumpcyjnego, co z kolei musi doprowadzić do
              recesji, jako iż współczesna gospodarka USA jest bardzo mocno oparta
              na kredycie, w tym kredycie mieszkaniowym i konsumpcyjnym.

              Wyżej wymienione problemy mają oczywiście swe skutki głównie w
              nadmiernej liberalizacji rynku finansowego, o czym już pisałem
              wcześniej, omawiając poglądy Ryfkina. W skrócie chodzi tu głównie o:
              · Obniżenie standardów udzielania pożyczek (co daje się
              obecnie, to jest w roku 2008, zauważyć również i w Polsce) co z
              kolei doprowadziło do udzielania ich, i to na wielką skalę, klientom
              z definicji niewypłacalnym;
              · Rozpowszechnienie pożyczek bardziej ryzykownych, np.
              finansujących nie (jak dawniej) góra 80% ceny zakupu nieruchomości,
              a nawet ponad 100% owej ceny (czyli nawet koszta samego zakupu) oraz
              pożyczek typu „interest only” czyli wymagających spłaty jedynie
              odsetek (oznacza to w praktyce, iż klient ma wciąż ten sam dług) a
              także pożyczek o bardzo niskim oprocentowaniu w kilku pierwszych
              latach, tak więc klient, który początkowo wydawał się być
              wypłacalny, stawał się szybko de facto bankrutem, oraz
              · Udzielanie pożyczek głównie na zmienny procent, co było
              wygodne dla pożyczkobiorców kiedy Rezerwa Federalna obniżała stopy
              procentowe, ale co może a nawet i musi spowodować niewypłacalność
              wielu kredytobiorców, gdy owe stopy procentowe zaczną rosnąć (co
              jest związane, m. in. z omawianym tu wysokim zadłużeniem
              zagranicznym USA).

              Mechanizm narastania długu gospodarstw domowych w USA był stosunkowo
              prosty: łatwy dostęp do kredytu powodował wzrost owego zadłużenia.
              Początkowo wzrost zadłużenia gospodarstw domowych wydawał się być
              dobry dla gospodarki, jako iż rósł popyt, w tym i na nieruchomości.
              Wzrost popytu spowodował jednak także wzrost cen owych
              nieruchomości, co m. in. zachęcało banki do masowego udzielania
              kredytów konsumpcyjnych zabezpieczonych hipotecznie. Jednakże od
              roku 2004 stopy procentowe w USA rosną, głównie ze względu na
              rosnący dług zagraniczny (wymagający do jego obsługi ściągania coraz
              więcej pieniędzy z zagranicy) i obawy „przegrzania” gospodarki. Tak
              więc stopa dyskontowa Rezerwy Federalnej USA jest dziś o ok. 4
              punkty procentowe wyższa niż w roku 2002. Dla gospodarstw domowych
              oznacza to nawet 40% podwyżkę miesięcznych rat, co dla wielu z nich
              może oznaczać niewypłacalność.

              Problemem są tu nie tyle „tradycyjne” pożyczki na zakup
              nieruchomości, ale pożyczki konsumpcyjne pod zastaw nieruchomości,
              najczęściej nie w pełni jeszcze spłaconych. Ma to swe źródła w
              niewłaściwym wykorzystaniu tych pożyczek, które zamiast na remonty
              bądź modernizację nieruchomości (podwyższające ich wartość) były po
              prostu „przejadane”. W samym tylko roku 2005 Amerykanie pożyczyli w
              ten sposób prawie 900 mld dolarów, a dług gospodarstw domowych USA
              przekroczył 12 bilionów (tysięcy miliardów) USD (w tym 10 mld USD
              kredytu hipotecznego), co jest porównywalne z wysokością PKB USA
              (ok. 13.5 bln USD w roku 2007). Dług zagraniczny USA to dziś ok.
              12.25 bilionów dolarów, to jest 88,5% PKB USA. Oznacza to więc , że
              każdy Amerykanin jest winien reszcie świata co najmniej około 40
              tysięcy dolarów USA. W roku 1999 długi amerykańskich gospodarstw
              domowych przekroczyły ich dochody (disposable income czyli
              dochód „do dyspozycji”), a w roku 2004 wynosiły one już ponad 123%
              tego dochodu .

              Problemy kredytobiorców są także problemami kredytodawców, stąd też
              fala bankructw małych amerykańskich instytucji udzielających kredytu
              hipotecznego. Ponieważ bankructwa te obejmowały dotychczas tylko
              małe instytucje, to były one często lekceważone, aż doszło do
              kłopotów takich gigantów jak uprzednio wspomniane Fannie Mae i
              Freddie Mac. Zwraca się też uwagę na to, iż nieruchomości, nawet
              jeśli nadmiernie obciążone długami, mają jednak zawsze jakąś realną
              wartość, stąd nie można porównywać obecnego kryzysu z niedawnym
              kryzysem związanym z nadmiernym finansowaniem firm internetowych
              (tzw. dot com), których realna wartość okazywała się często zerowa
              (tzw. wirtualne firmy). Jednakże reperkusje obecnych problemów z
              kredytem hipotecznym muszą być poważne. Kredytodawcy zaczęli już
              zaostrzać kryteria udzielania pożyczek, co musi oznaczać niższy
              kredyt, a więc i niższą podaż na dobra i usługi. Z kolei musi się
              zwiększyć podaż nieruchomości i muszą spaść ich ceny, jako iż na
              rynku pojawiają się domy i mieszkania, zabrane niewypłacalnym
              dłużnikom, co niektórzy porównują nawet do sytuacji z początku lat
              1930.

              Sytuacja obecna jest jednak diametralnie różna od tej z lat 1930.
              Dawniej USA były fabryką i bankierem świata, dziś są one głównie
              największym konsumentem na świecie oraz jego największym dłużnikiem:
              deficyt obrotów Stanów Zjednoczonych z zagranicą wynosił w roku 2006
              około 862 mld USD, a dług zagraniczny USA wynosi obecnie (dane za
              rok 2007) ok. 12.25 bilionów dolarów, to jest 88,5% PKB USA, czyli
              około 40 tysięcy dolarów per capita. Oznacza to, że Amerykanie
              konsumują więcej niż produkują. Stopa oszczędności amerykańskich
              gospodarstw domowych jest też ujemna od końca XX wieku (jak to już
              pisałem, przeciętne zadłużenie amerykańskiego gospodarstwa domowego
              wynosiło już w roku 1999 103% jego rozporządzalnego dochodu i ciągle
              się zwiększa). Wydaje się więc oczywiste, iż taka nierównowaga nie
              może się utrzymywać przez dłuższy okres czasu. Jednakże kłopoty
              Ameryki oznaczają też kłopoty dla reszty świata, w tym chyba głównie
              dla Chin i Indii, które rozwijają się obecnie tak szybko m. in.
              dzięki eksportowi na rynek amerykański, eksportowi który jest jednak
              finansowany olbrzymim i rosnącym długiem Ameryki (zagranicznym i
              wewnętrznym, głównie konsumenckim).
              • wstretny.burzuj Niestabilność systemu 13.01.09, 19:06

                O krótkotrwałym charakterze amerykańskiego boomu gospodarczego z
                końca XX wieku zadecydował też, jeszcze jeden czynnik. Otóż
                rozpowszechnione przekonanie, iż cykl koniunkturalny przestał
                obowiązywać, sprawiło, że dał on o sobie znać ze zdwojoną siłą.
                Wiara inwestorów w to, iż banki centralne (w tym głównie Rezerwa
                Federalna USA) zdołały uwolnić się od ograniczeń cyklu gospodarczego
                (koniunktury), jest nieomylnym znakiem tego, iż zbliża się poważny
                kryzys. Rynki finansowe nie są bowiem samoregulującymi się
                systemami. Jak to wykazał Hyman P. Minsky a później także George
                Soros , rynki te są ze swej istoty niestabilne - najbardziej zaś
                wówczas, gdy panuje przekonanie o ich stabilności. Zdaniem
                Minsky’ego (op. cit.) złożone gospodarki kapitalistyczne naturalnie
                dążą do niestabilności, a cykle koniunkturalne spowodowane są zbyt
                ryzykownymi pożyczkami, udzielanymi przez banki. Stąd też
                owo „spekulatywne finansowanie” ma, zdaniem Minsky’ego, negatywny
                wpływ na inwestycje i ceny zasobów (asset prices) a więc należy,
                jego zadaniem, zwiększyć zarówno rolę rządu w finansowaniu
                konsumpcji w czasie wysokiego bezrobocia oraz generalnie zwiększyć
                nadzór rządu (w USA Rezerwy Federalnej) nad bankami.

                Psycholog i ekonomista Daniel Kahneman, kolejny cytowany tu Laureat
                nagrody Nobla z ekonomii, twierdzi , iż jesteśmy skłonni przypisywać
                rynkom i giełdzie cechy ludzkie, aby osiągnąć iluzję ich
                przewidywalności (rozumiejąc ich intencje, możemy niejako
                przewidywać ich przyszłe zachowanie). Jednakże Keynes dawno temu
                opisał giełdę (a więc pośrednio nieregulowane rynki) nie jako
                miejsce, gdzie zachodzą racjonalne zachowania (w przypadku giełdy
                obiektywna wycena rynkowej wartości firm), ale jako konkurs
                piękności, w którym zwycięża ta osoba, która najlepiej trafi w gust
                jurorów („beauty is in the eye of beholder”).

                Zagraniczni (tu głównie poza-amerykańscy) właściciele kapitału dali
                się też uwieść wyjątkowo kreatywnym metodom rachunkowym oraz
                statystykom wydajności przypominającym te fabrykowane za czasów
                sowieckich i PRLowskich, i zainwestowali w cud gospodarczy, który
                najprawdopodobniej nigdy nie miał miejsca. Sytuacja gospodarcza USA
                była bowiem ostatnio niemal zawsze bardzo niestabilna. Gdy po
                bankructwie koncernów WorldCom i Enron spadło zaufanie do standardów
                amerykańskiej rachunkowości, jedno z głównych źródeł
                amerykańskiego „cudu gospodarczego”, czyli napływ zagranicznego
                kapitału, zaczęło wysychać, co, obok kłopotów związanych z nadmierną
                ekspansją kredytu konsumpcyjnego, jest główną przyczyną obecnego
                kryzysu finansowego w USA. Tak więc zadaniem londyńskiego The
                Economist z sierpnia 2004 roku „USA cierpi od lat na strukturalne
                deficyty, które ograniczą skuteczność i trwanie jego
                kryptoimperialnej roli w świecie. […] Głównym problemem wydaje się
                być rosnąca zależność od kapitału zagranicznego, niezbędnego aby
                finansować nadmierną prywatną i publiczną konsumpcję w USA. Trudno
                jest przywołać z historii jakieś imperium, które by długo wytrzymało
                tak wielką zależność od pożyczania pieniędzy za granicą”.

                Ponieważ amerykańskie gospodarstwa domowe wydają obecnie więcej niż
                zarabiają, a więc mają tzw. negatywną stopę oszczędności, więc
                bankructwo grozi w USA zarówno państwu jak też i jego obywatelom. Z
                wyżej wymienionych powodów model amerykański wydaje się więc nie być
                modelem ani wzorcowym, ani też przyszłościowym, przez co zmniejsza
                się radykalnie jego atrakcyjność dla reszty świata, a szczególnie
                krajów wysoko rozwiniętych, a szczególnie dla Australii i Nowej
                Zelandii, które także mają bardzo poważne problemy z rosnącym oraz
                praktycznie nie kontrolowanym zadłużeniem zagranicznym. Co więcej,
                nawet znani amerykańscy konserwatywni komentatorzy coraz częściej
                zgadzają się z tezą głoszącą iż Stany Zjednoczone Ameryki to kolos
                na glinianych nogach, który wkrótce pójdzie śladami byłego Imperium
                Brytyjskiego . Twierdzą oni, iż USA popełniają obecnie te same błędy
                co Wielka Brytania w roku 1941, która ustami swych generałów, a
                nawet samego Churchilla, wyśmiewała Japonię i Japończyków, którzy
                kilkanaście tygodni po tych uwagach wzięli do niewoli 100 tysięcy
                brytyjskich żołnierzy i oficerów. Japończykom udało się nawet
                zatopić ten sam okręt, na którym premier Churchill wygłosił swą
                buńczuczną mowę, a porażka na froncie dalekowschodnim była
                największą i najbardziej upokarzającą klęską w całej burzliwej
                historii Imperium Brytyjskiego. Podobnie lekceważyli sobie Japonię i
                Japończyków Amerykanie, którzy byli przed a nawet i bezpośrednio po
                Pearl Harbour święcie przekonani o rychłym końcu wojny, którą mieli
                oni (Amerykanie) łatwo wygrać, bowiem, „jak powszechnie wiadomo -
                wskutek jedzenia wyłącznie ryżu, Japończycy mają niski wzrost i
                słaby wzrok”, zapominając choćby o tym, iż Japonia była jedynym
                krajem Dalekiego Wschodu, który oparł się europejskiej i
                amerykańskiej kolonizacji oraz iż Japonii udało się przebyć długą
                drogę od feudalizmu do zawansowanej, kapitalistycznej potęgi
                industrialnej w oszałamiającym tempie czterdziestu lat.

                Tylko dzięki wielkiej mobilizacji przemysłu udało się Ameryce wygrać
                wojnę z Japonią. Ale jak pisze Reese :
                Dziś nie bylibyśmy w stanie tego dokonać. Dopuściliśmy do tego, by
                nasz przemysł uwiądł. Przenoszenie produkcji poza granice kraju
                osłabia nie tylko naszą gospodarkę, lecz także potencjał obronny. Ja
                sam nie nazywam USA supermocarstwem. Nie przy tak słabej armii,
                która potrzebuje naboru gwardzistów i rezerwistów, by prowadzić
                umiarkowaną w skali wojnę przeciwko słabemu przeciwnikowi. Nie przy
                naszych ograniczonych mocach produkcyjnych, chwiejącym się systemie
                szkolnictwa publicznego, wstydliwie słabych przywódcach, najwyższym
                na świecie deficycie handlowym i sięgającym 7.2 miliardów dolarów
                zadłużeniu wewnętrznym. Jeśli przyjrzymy się sobie uczciwie, to
                zobaczymy, że od końca II wojny światowej Stany Zjednoczone działały
                jak tyran. Zastraszaliśmy i pokonywaliśmy kraje pozbawione
                rzeczywistej siły, po czym nasi generałowie i politycy chodzili w
                glorii należnej pogromcom Imperium Rzymskiego lub Napoleona.
                Mieliśmy dużo szczęścia, że Związek Radziecki rozpadł się sam od
                środka. Arogancja i pycha prowadzą do niedoceniania innych i
                przeceniania siebie, a to bardzo groźne.(...) Jeśli nie potraktujemy
                poważnie dręczących nas problemów gospodarczych i politycznych, to
                może się okazać, że pójdziemy w ślad Imperium Brytyjskiego i
                staniemy się przypisem w podręcznikach historii pisanych przez
                przyszłe pokolenia.
                • wstretny.burzuj Zakończenie 13.01.09, 19:07
                  Tak więc dzisiejsze USA mają takie niewątpliwe „osiągnięcia”, jak :
                  · 12% ludności (ok. 36.5 mln, czyli prawie tyle ile cala
                  ludność Polski) żyjącej poniżej granicy ubóstwa (below poverty line);
                  · 44 miliony (to jest ponad 14% całej populacji USA)
                  Amerykanów pozbawionych ubezpieczenia medycznego;
                  · Olbrzymią różnicę pomiędzy 10% najbogatszych, którzy
                  zabierają 30% całego dochodu a najbiedniejszymi 10%, którym przypada
                  tylko 2% tegoż dochodu, stad wysoki (45) indeks Giniego (większy
                  indeks Giniego, czyli większe nierówności w podziale dochodu, maja
                  tylko państwa III Świata, takie jak np. Boliwia, Botswana, Brazylia,
                  Chile, Egipt, Haiti, Kolumbia, Paragwaj czy RPA);
                  · Dług publiczny wynoszący 60.8% GDP (czyli 8.4 bilionów USD,
                  więcej niż cały PKB Chin - drugiej gospodarki świata);
                  · Produkcję przemysłową rosnącą tylko o 0.5%;
                  · Największy na świecie deficyt rachunku bieżącego wynoszący
                  $738.6 miliardów USD oraz
                  · Największy na świecie dług zagraniczny wynoszący $12.25
                  bilionów USD.

                  Trudno się więc dziś nie zgodzić z tymi, którzy porównują
                  współczesne USA z wieżą o złotym czubku, stojąca na glinianych
                  nogach, a szczególnie z Toddem, który w roku 1976 przewidział rozpad
                  Związku Radzieckiego, a w roku 2002 nieunikniony schyłek potęgi
                  kolejnego supermocarstwa – tym razem Stanów Zjednoczonych Ameryki, a
                  także Galbraithem i innymi, którzy wskazują na statystyczno-
                  księgowe manipulacje zaciemniające prawdziwy obraz amerykańskiej
                  gospodarki , i wreszcie z cytowanym tu Charley Reesem, znanym
                  niezależnym konserwatywnym publicystą, który wyraźnie napisał, że
                  kontynuując politykę Reagana, USA najprawdopodobniej pójdzie w ślad
                  Imperium Brytyjskiego i stanie się przypisem w podręcznikach
                  historii pisanych przez przyszłe pokolenia.

                  Bibliografia

                  Książki i artykuły

                  · Arends, B. Economic „Armageddon” predicted „Boston Herald”
                  23/11/2004
                  · Bieńkowski, W. Reaganomika i jej wpływ na konkurencyjność
                  gospodarki amerykańskiej Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe,
                  1995
                  · Bieńkowski, W. i Radło, M.-J. Amerykański model rozwoju
                  gospodarczego – Istota, efektywność i możliwość zastosowania
                  Warszawa: SGH, 2006
                  · Dugas, C. Consumer Bankruptcies in October Top 100,000 „USA
                  Today” 5/11/2008
                  · Ferguson, N. Empire: The Rise and Demise of the British
                  World Order and the Lessons for Global Power New York: Basic Books,
                  2003
                  · Ferguson, N. The True Cost of Hegemony: Huge Debt „New York
                  Times” 20/4/2003
                  · Galbraith, J. K. The Economics of Innocent Fraud Boston:
                  Houghton Mifflin, 2004
                  · Kahneman, D., i Tversky, A. Prospect theory: An analysis of
                  decisions under risk „Econometrica” Nr. 47 z roku 1979
                  · Lubowski, A. Giełda drży, kiedy spada apetyt na
                  ryzyko „Gazeta Wyborcza” 30/07/2007
                  · Minsky, H. P. John Maynard Keynes Boston: McGraw-Hill, 2008
                  (pierwsze wydanie New York: Columbia University Press, 1975)
                  · Minsky, H. P. Stabilizing an Unstable Economy Boston: McGraw-
                  Hill, 2008 (pierwsze wydanie New Haven: Yale University Press, 1986)
                  · Reese, C. Stany Zjednoczone to kolos na glinianych
                  nogach „Gazeta Wyborcza” 22/12/2005
                  · Reich, R. Supercapitalism – The Battle for Democracy in an
                  Age of Big Business Cambridge: Icon Books, 2008
                  · Rifkin, J. The European Dream New York: Penguin, 2004
                  · Skousen, M. Are Financial Markets Inherently Unstable? „The
                  Freeman: Ideas on Liberty” styczeń 1999
                  · Stewart, K. J. i Reed, S. B. Consumer Price Index Research
                  Series Using Current Methods „Monthly Labor Review” czerwiec 1999
                  · Stiglitz, J. Globalisation and Its Discontents London: Allen
                  Lane, 2002
                  · Stiglitz, J. US Economic Folly Should Worry Us
                  All „Guardian” 17/12/2003
                  · Todd, E. Schyłek imperium – Rozważania o rozkładzie systemu
                  amerykańskiego Warszawa: Wydawnictwo Akademickie Dialog, 2003
                  · Warren, E. Rewriting the Rules: Families, Money and Risk
                  privatizationofrisk.ssrc.org/Warren/ (8/12/2008)
                  · Weidenbaum, M. L. Industrial Impact of Disarmament: An
                  Exploratory Analysis „American Journal of Economics and Sociology”
                  10/1963 Vol. 22, No. 4

                  Internet (stan na 8/12/2008)
                  · demographia.blogspot.com/2007/12/demographia-posts-
                  usa-household-debt-to.html
                  · mwhodges.home.att.net/nat-debt/debt-nat.htm
                  ·
                  www.financialsense.com/editorials/hodges/2007/0315.htm
                  l
                  · www.scaruffi.com/politics/problems.html
                  · www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/

                  Streszczenie

                  W artykule przedstawiono problemy, które zostały spowodowane
                  nadmiernym zadłużeniem wewnętrznym i zewnętrznym USA, które
                  przekroczyło w roku 2008 dwa mln. zł. na 4-osobową rodzinę. Tak
                  wysokie obciążenie, nie może oczywiście pozostać bez wpływu na
                  gospodarkę. Myląca jest także materialna zamożność przeciętnych
                  mieszkańców USA, a to ze względu na wysokie zadłużenie gospodarstw
                  domowych: w roku 1999 przeciętny dług amerykańskiego gospodarstwa
                  domowego przekroczył poziom ich rocznego dochodu. Według wartości
                  koszyka zakupów Amerykanie są o 29% zamożniejsi niż Europejczycy,
                  ale jeśli jakość życia mierzyć czasem wolnym, to Europejczycy mają
                  go znacznie więcej niż Amerykanie. Opinie o wszechmocy USA są także
                  mocno przesadzone, albowiem obecne USA, w odróżnieniu od czasów
                  apogeum swej potęgi, nie są w stanie kontrolować postępowania
                  większych państw. Ten najbogatszy kraj świata, nie jest dziś w
                  stanie żyć z własnych środków, pożyczając dziennie ponad miliard
                  dolarów. Globalne hipermocarstwo może więc być globalnym
                  hiperdlużnikiem tylko tak długo, jak zagranica będzie chciała
                  pożyczać mu pieniądze. Kenneth S. Rogoff, główny ekonomista MFW,
                  skomentował zaś w roku 2003 finansową zależność USA od zagranicznych
                  inwestorów, mówiąc, że „byłby on nieźle zmartwiony o kraj, który
                  miał by tak wielkie deficyty rachunku bieżącego jak USA. Zaś zdaniem
                  prof. N. Fergusona: „bycie hiperdlużnikiem może nie mieć większego
                  znaczenia w ekonomii, ale może mieć spore znaczenie w królestwie
                  strategii”. Tak więc amerykański „cud gospodarczy”, zapoczątkowany
                  przez Reagana, a kontynuowany przez jego następców, doprowadził do
                  olbrzymiego zadłużenia zarówno państwa, jak i jego mieszkańców. Z
                  oczywistych przyczyn taki model rozwoju gospodarczego nie może być
                  więc polecany innym krajom.

                  Summary

                  This paper presents problems caused by excessive internal and
                  external indebtness of the US, that in year 2008 exceeded 2 mln PLN
                  per 4-person family. Such high debt must influence the overall
                  economy. Material well-being of average Americans is also
                  misleading, because of high debts incurred by the households: in
                  year 1999 average household debt exceeded its yearly income.
                  According to purchasing power, Americans are 29% more wealthy than
                  Europeans, but the latter have more free time to disposal. Also
                  opinions on military might of the US are exaggerated, as today’s
                  America is unable to dictate its position to the largest countries.
                  This wealthiest country on the Earth is forced to borrow over 1
                  billion (1 thousand million) dollars a day. The global
                  • kala.fior Gdzie ten kryzys ? 17.01.09, 20:13
                    Postanowiłem przeczytać podsumowanie i abstrakt, może znajdę jakąś nowa
                    informacje lub interesujący pomysł i warto będzie przeczytać resztę. Zawiodłem się.

                    Kagan pisze w zakonczeniu:
                    > Tak więc dzisiejsze USA mają takie niewątpliwe „osiągnięcia”, jak :
                    > · 12% ludności (ok. 36.5 mln, czyli prawie tyle ile cala
                    > ludność Polski) żyjącej poniżej granicy
                    > ·
                    ...dalej na tą same melodie. są to rzeczy znane, USA nie jest rajem biedaków, a
                    mógłby być. Tylko co to ma do "genezy kryzysu finansowego"? Koszt siły roboczej
                    w USA jest najniższy wśród krajów rozwiniętych wiec raczej ta bida powinna
                    pomagać ekonomii.

                    I tak na marginesie, jaki ma sens porównywanie ilości biednych w USA do ludności
                    Polski? Co ma piernik do wiatrak, to jest słaba dziennikarka lub błąd
                    metodologiczny (zgoda, z armaty do wróbla, ale Kagan ma zapędy naukowe wiec
                    powinien nie robić takich kleksów).

                    Następnie Kagan przytacza parę dowodów na rozpaczliwe położenie USA:

                    > · Dług publiczny wynoszący 60.8% GDP (czyli 8.4 bilionów USD,
                    > więcej niż cały PKB Chin - drugiej gospodarki świata);

                    Znowu metodologiczny błąd, co ma PKB Chin do długu USA? Tego rodzaje porównania
                    nie zawieraj żadnej informacji. Trzeba porównać zadłużenie USA do innych
                    rozwiniętych krajów i tu, o dziwo, USA jest gdzieś w środku, Japonia, Niemcy,
                    Francja etc maje większy dług niż USA, parę innych ma mniejszy.
                    Samo w sobie nie wskazuje na bliska zapaść, 1:0 dla rzeczywistości.

                    > ·Produkcję przemysłową rosnącą tylko o 0.5%;

                    he, he stare cyferki nie? Nie jest to moja specjalność ale USA są już
                    spoleczenstwem postindustrialnym wiec tego typu indykatory maja chyba niewielkie
                    znaczenie, poza tym są krótkofalowe, może analiza długofalowego trendu ma sense
                    ale nie o to tu chodzi. Idzie recesja i nic w tym dziwnego.
                    2:0 dla rzeczywistości.

                    > · Największy na świecie deficyt rachunku bieżącego wynoszący
                    > $738.6 miliardów USD oraz

                    USA ma największą ekonomie świata, wiec nic dziwnego za będą "największe" w
                    prawie każdej kategorii. Czy duży deficyt jest problemem? Są na ten temat
                    dyskusje od przynajmniej stu lat. Z obserwacji, to zależy od ogólnej sytuacji i
                    zdolności obsługi długu.
                    USA ma najwyższe oceny rzetelności kredytowej na świecie AAA (S&P), Aaa (Moody),
                    we wszystkich kategoriach. Historia kredytowa jest nieskazitelna. USA nie ma
                    najmniejszych trudności upchania wszystkich instrumentów finansowych rządu USA.
                    Ale na przykład niektóre kraje zony Euro (Grecja, Hiszpania, Włochy) pożyczają
                    już drożnej niż koledzy po Europie.
                    Liberalni ekonomiści, jak n.p. prof. P.Krugeman radzi Obamie zwiększyć deficyt i
                    przyspieszyć inwestycje które i tak są niezbędne (drogi, mosty, siec elektryczna
                    etc).
                    Wiec, deficyt jest duży, ale nawet większy jest możliwy i sensowny, dłużnik ma
                    się doskonale.
                    3:0 dla rzeczywistości.

                    > · Największy na świecie dług zagraniczny wynoszący $12.25
                    > bilionów USD.
                    >
                    Nie dość ze jest dług to jeszcze trzymają go obcokrajowcy!
                    Tak naprawdę to ja nie wiem co to znaczy "zagraniczny" w tym kontekscie.
                    Tradycyjnie dług zagraniczny uważany jest za bardziej ryzykowny ponieważ
                    wierzyciel znajduje się w innym systemie prawnym i ekonomicznym i może zmieni
                    priorytety w innym kontekscie niż dłużnik, dochodzą również ryzyka walutowe.
                    Dolar jest (jeszcze!) waluta świata. 80% (z grubsza) handlu światowego jest w
                    dolarach. Wierzyciele rządu USA są również największymi inwestorami
                    zagranicznymi USA, USA jestich największym runkiem zbytu.
                    Dłużnicy i wierzyciele siedzą w tej samej łódce.
                    Islandia i Norwegia powinny martwic się o swój dług zagraniczny, ale nie USA.
                    I ostatni argument, 'sovraign credit ratings', maximum w każdej kategorii.

                    4:0 dla rzeczywistości.



                    • kala.fior LK:rzeczywistość 4:0 podsumowanie 17.01.09, 20:27
                      Lechu obiecał pokazać "Genezę obecnego kryzysu finansowego w USA" ale tak
                      naprawdę nic na ten temat nie napisał, w każdym razie nie ma śladu tego w
                      streszczeniu.
                      Dzisiejszy kryzys przemysłu finansowego USA ma niewiele wspólnego z
                      jakimikolwiek kłopotami finansowymi rządu USA (a jak już to trzeba to udowodnić).

                      Natomiast LK usiłował udowodnić że generalnie gospodarka USA jest w złym stanie
                      i że źle się tam żyje. Może tak i jest, ale LK tego nie dowiódł.
                      • polski.burzuj Re: LK:rzeczywistość 4:0 podsumowanie ? 17.01.09, 20:45
                        Uwazasz wiec, ze krzyzys finansowy w USA jest tylko jakims drobnym,
                        odizolowanym problemem, nie majacym nic wspolnego z cala systauacja
                        gospodarcza USA, oraz ze rzad USA nie ma zadnych klopotow
                        finansowych, i ze USA, tak naprawde, to nie ma zadnego dlugu
                        zagranicznego i ze ogolnie to sytuacja w USA jest super?
                        I o jakim "przemysle finansowym USA" ty piszesz? W USA jest sektor
                        finansowy (banki, ubezpieczenia) itd., ale on nic przeciez realnego
                        nie produkuje, wiec nie nalezy do przemyslu, a do tzw. uslug
                        niematerialnych.
                        I udowodnilem, ze:
                        1. Gospodarka USA znajduje sie w stanie kryzysu. Skoncentrowalem sie
                        na finansach, ale realny sektor gospodarki USA to wrecz tragedia,
                        szczegolnie przemysl przetworczy...
                        2. W USA wiekszosc ludzi zyje dzis marnie, a spory odsetek zyje tam
                        wrecz w nedzy. Co nie przeszkadza temu, ze sa tam miliony
                        milionerow...
                        • kala.fior Re: LK:rzeczywistość 4:0 podsumowanie ? 17.01.09, 21:18
                          nie denerwuj mnie bo przeczytam resztę,

                          pa, czas na zupkę,
                          • polski.burzuj Re: LK:rzeczywistość 4:0 podsumowanie ? 17.01.09, 21:28
                            Rosolek jak u mnie?
                      • polski.burzuj Re: LK:rzeczywistość 4:0 podsumowanie ? 17.01.09, 21:00
                        Jedynym celem mego eseju bylo pokazanie genezy obecnego kryzysu w
                        USA. A jakie beda jego skutki, to nikt jeszcze dobrze nie wie, ale
                        na pewno niemile i dla USA i dla reszty swiata. Tyle, ze moze on
                        zakonczyc na dobre obecna supremacje USA, a wiec moze wyjsc reszcie
                        swiata na dobre!
                    • polski.burzuj Re: Gdzie ten kryzys ? W USA! 17.01.09, 20:37
                      1. Tania sila robocza znaczy slaby wewnetrzny rynek, bo za co ma
                      niby kupowac ta tania sila robocza? Nie widzisz, jak kapitalizm ma
                      wbudowana podstawowa sprzecznosc: maksymalizacja zysku odbywa sie w
                      nim przewaznie poprzez obnizke kosztow, glownie kosztow pracy. Ale
                      intres pojedynczego kapitalisty (placenie mozliwie jak najmniej za
                      prace) jest niezgodny tu z interesem calej klasy kapitalistow, gdyz
                      obnizajac zatrudnienie i place obnizaja oni tez popyt, co prowadzi
                      do dalszych ciec w zatrudnieniu i w placach i do kolejnej recesji...
                      2. Porownania maja sens, inaczej nie bybys w stanie pojac ile to
                      jest np. 8.4 bilionów USD.
                      3. Okazalo sie wlasnie w USA, i to po raz kolejny, ze bez silnego
                      przemyslu sektor finansowy staje sie pasozytem i obciazeniem. USA to
                      nie Szwajcaria (a i tak ta druga, choc jest "bankierem swiata", to
                      ma tez silny przemysl). A bajki o spoleczenstwie postindustrialnym
                      to sobie mozesz wlozyc pod poduszke. Jak sobie wyobrazasz zycie bez
                      rolnictwa i przemyslu? Co bedziesz jadl? W co sie ubierzesz? Skad
                      wezmiesz wode i energie?
                      4. Czy duży deficyt budzetu jest problemem? Oczywiscie, ze tak.
                      Zycie na kredyt doprowadzilo USA do tej zapasci. I nie rozsmieszaj
                      mnie tymi agencjami oceniajacymi zdolnosc kredytowa - przeciez one
                      sa wszystkie na garnuszku rzadu USA, to co maja mowic? Ze rzad USA i
                      cale USA to de facto bankrut? Przeciez nie za to im (AAA (S&P), Aaa
                      (Moody)etc.) placa, ale zeby mowili to co ty, czyli "byczo jest"!
                      5. Uwazasz, ze zagraniczny dlug USA wynoszacy ok. $12.25 bilionów
                      USD to nic? Ze to zaden problem? Ze on sie sam splaci? Ze to nie
                      zycie na kredyt spowodowalo obecny kryzys w USA? To co go
                      spowodowalo? Spisek komunistyczny?
                      • kala.fior Re: Gdzie ten kryzys ? W USA! 17.01.09, 21:16
                        Dyskutowałem z argumentami Twojego wypracowania a nie o ekonomii USA.

                        polski.burzuj napisała:

                        > 2. Porownania maja sens.....

                        Piernika z wiatrakami również?

                        > 3. Okazalo sie wlasnie w USA, i to po raz kolejny, ze bez silnego
                        ciach..ciach..
                        A bajki o spoleczenstwie postindustrialnym
                        > to sobie mozesz wlozyc pod poduszke. Jak sobie wyobrazasz zycie bez
                        > rolnictwa i przemyslu? Co bedziesz jadl? W co sie ubierzesz? Skad
                        > wezmiesz wode i energie?

                        No, LK:rzeczywistość 5:0 (do jaja).

                        > 4. Czy duży deficyt budzetu jest problemem? Oczywiscie, ze tak.
                        > Zycie na kredyt doprowadzilo USA do tej zapasci.

                        Taaaa, a dlaczego Lehmans splajtował a Fanny i Frededy M. zostały upaństwowione?
                        Ty naprawdę nie rozróżniasz ekonomii USA jako państwa i prywatnego przemysłu
                        finansowego? Interesujące...

                        >nie rozsmieszaj
                        > mnie tymi agencjami oceniajacymi zdolnosc kredytowa - przeciez one
                        > sa wszystkie na garnuszku rzadu USA, to co maja mowic? Ze rzad USA i cale USA
                        to de facto bankrut? Przeciez nie za to im (AAA (S&P), Aaa (Moody)etc.) placa,
                        ale zeby mowili to co ty, czyli "byczo jest"!

                        Bylem oczywiscie pewien ze to właśnie powiesz, sprzedawczyki i korupcja i
                        problem mamy z głowy, ale sam widzisz tu jakiś paradoks, to może lepiej się nim
                        zainteresować a nie bredzić o spiskach?

                        Jest wiele takich agencji i nie tylko w US, i każdy bank ma własny wydział
                        analiz ekonomicznych, te makro analizy to ich specjalność.
                        I nadal kupuj te T-bills z Myszka Miki... głuptaski .-)


                        > 5. Uwazasz, ze zagraniczny dlug USA wynoszacy ok. $12.25 bilionów
                        > USD to nic? Ze to zaden problem? Ze on sie sam splaci? Ze to nie
                        > zycie na kredyt spowodowalo obecny kryzys w USA? To co go
                        > spowodowalo? Spisek komunistyczny?

                        Ten dług, jak Ci już raz tłumaczyłem wcale nie jest taki "zagraniczny", mamy
                        jedną dolarową światową ekonomie (drobna przesada, ale ale może dojdzie..).
                        Dług jest problemem jeżeli są kłopoty z obsługą , a tych nie ma.

                        Poza tym, taki długofalowy dług nie musi być spłacony, wystarczy ze odsetki się
                        płaci regularnie odsetki. Wierzyciele tez to uwielbiają i spłacone papiery zaraz
                        zastępują nowymi. Masz konto w banku, dostajesz procent? No świetnie, właśnie
                        pożyczyłeś bankowi twoje oszczędności na podobnych warunkach.

                        Kiedyś spytałem znajomego finansistę "co to jest dług"?
                        odpowiedz:
                        "It's a vague promise to settle the principal in an unspecified future".
                        [możesz to użyć w swoim wypracowaniu ale podaj źródło "kala.fior"]
                        • polski.burzuj Re: Gdzie ten kryzys ? W USA! 17.01.09, 21:38
                          1. Nie, dolarow z dolarami...
                          2. A gdzie argumenty?
                          3. Sektor finansowy USA polega dzis niemalze w 100% na lichwie,
                          spekulacji i oszustwie (Madoff et al.)
                          4. Nie moze byc zdrowych finansow panstwa bez zdrowych bankow. A
                          najbardziej chory jest przeciez Fed.
                          5. Te agencje to sa zwykle tuby propagandowe rzadu USA. I nie moja
                          wina, ze glupole kupuja wciaz obligacje bankruta, ktorym jest, i to
                          od dawna, rzad federalny USA...
                          6. Jakbys nie zonglowal faktami, to nie zmienisz tego, ze Amerykanie
                          zyja od lat na kredyt, ze tak sie nie da dluzej zyc, czyli zyc na
                          koszt reszty swiata.
                          7. Sam widzisz, ze system finansowy USA to system luster albo zamek
                          zbudowany na ruchomych piaskach, oparty na lichwie i niemozliwych do
                          zrealizowania obietnicach, czyli inczej gigantyczna piramida
                          finansowa, przy ktorej ta Madoffa to jak Gubałówka przy Mt.
                          Everest...
                          POZDR.
                          • kala.fior Re: Gdzie ten kryzys ? W USA! 17.01.09, 22:44
                            "lichwa" fajne słowu, dawno go nie slyszalem.

                            Wiec masz problemy z pożyczaniem pieniaczy na procent?

                            To prywata alergia czy jakaś ideologia?

                            • charioteer1 Re: Gdzie ten kryzys ? W USA! 17.01.09, 22:54
                              Hmmm, ciekawy pomysl:

                              > z pożyczaniem pieniaczy na procent?
                              • kala.fior Re: Gdzie ten kryzys ? W USA! 17.01.09, 23:11
                                .-)))))))

                                to ten czekspel płata bardzo zabawne figle!
                              • polski.burzuj Re: Gdzie ten kryzys ? W USA! 18.01.09, 13:12
                                ;)
                            • polski.burzuj Re: Gdzie ten kryzys ? W USA! 18.01.09, 13:11
                              Lichwa to pozyczanie pieniedzy na LICHWIARSKI procent. Przy oficjalnych stopach
                              procentowych w okolicy paru %, ja place mojemu bankowi okolo 20% za pozyczki
                              zaciagniete przy pomocy karty kredytowej. A moj bank to Commonwealth Bank of
                              Australia...
    • kala.fior wierutne bzdury 13.01.09, 19:18
      wstretny.burzuj napisała:

      > Wiele się ostatnio mówi i pisze o obecnym amerykańskim kryzysie
      > finansowym. Jednakże zauważa brak jego ujęcia z perspektywy
      > historycznej i jakiejkolwiek głębszej refleksji nad jego genezą.

      Liliputy ekonomi jak prof. Paul Krugeman czy Joseph Stiglitz od lat piszą
      książki, artykuły daje wykłady (nawet w youtube) na ten temat.
      Chyba kazdy szanujace sie makro ekonomist juz sie nad tym rozwodzil nie mowica
      juz o Stross-Khanie (wordbank).

      A tu lokalny guru nam prawi swój unikalny pogląd.
      • wstretny.burzuj Re: wierutne bzdury 13.01.09, 19:35
        A nie wolno mi miec wlasnego pogladu na ten temat?
        • kala.fior Re: wierutne bzdury 13.01.09, 19:41
          wolno, ale nie kreuj się na jedynego guru zadającego sobie pytanie jak do tego
          doszło.

          <merde , dałem się sprowokować>

          • wstretny.burzuj Re: wierutne bzdury 13.01.09, 19:49
            Mam prawo sie za takiego uwazac. Nie musze przeciez miec racji!
      • stefan4 Re: wierutne bzdury 14.01.09, 09:43
        kala.fior:
        > wierutne bzdury
        [...]
        > Liliputy ekonomi
        [...]
        > lokalny guru nam prawi swój unikalny pogląd.
        [...]

        Z jednej strony usłyszałem argumentację. Z drugiej strony inwektywy. Sam nie
        znam się na ekonomiii, ale jak mi się dobrze wytłumaczy, to zaczynam rozumieć.
        Jak myślisz, komu z Was dwóch uwierzę po tej wymianie opinii?

        - Stefan

        www.ipipan.gda.pl/~stefan/oswiadczenie_antylustracyjne.html
        • wstretny.burzuj Re: wierutne bzdury 14.01.09, 10:19
          Przeciez to normalne na tym forum, ze argumentacja schodzi na poziom
          ad personam, a to z braku argumentow ad rem...
          Po prostu "opiekun" tegoz forum nie potrafi odpowiednio pokierowac
          dyskusja, aby nie schodzila ona na manowce atakow personalnych... On
          tylko zaognia "flame wars" swymi nietaktownymi wystapieniami!
    • stefan4 Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA 14.01.09, 10:01
      Czy to jest Twój artykuł przeznaczony do jakiejś publikacji? To jest temat
      ciekawy i na czasie. Chciałbym o nim wiedzieć trochę więcej.

      Po pobieżnym przejrzeniu mam drobną uwagę krytyczną albo raczej rzecz, która
      mnie (niefachowcowi) utrudniała wyciąganie wniosków. Przeszkadza mi
      niejednolitość jednostek.

      Czasem porównujesz obywateli USA z obywatelami Niemiec a czasem Finlandii
      • wstretny.burzuj Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA 14.01.09, 10:26
        1. Tak, i mam nadzieje, ze sie wkrotce gdzies ukaze, w pelnej
        wersji, czyli z odnosnikami itp..
        2. Masz sporo racji, ale UE to jednak nie USA - UE nie ma silnego
        prezydenta, silnego parlamentu, nie ma wreszcie sil zbrojnych
        broniacych calej Unii (czy tez napadajacych kogos/cos w imieniu
        calej Unii), nie ma nawet wspolnej waluty (strefa euro jest znacznie
        mniejsza niz Unia). Stad te klopoty z porownaniami. Niemniej b.
        dziekuje za te merytoryczna uwage.
        3. Wiem, ze wklejanie calego artykulu na forum to niebzyt dobry
        pomysl, poniewaz czasem sie mi cos tam powtarza, a czasem serwer
        Agory ucina zbyt dlugi tekst bez ostrzezenia.
        4. Wiecej moge ci napisac majlem (moj adres to
        lech.keller@gmail.com).
        Pozdr. :-)
        PS: Oswiadczenia lustracyjnego nie zalaczam z przyczyn tajemnicy
        sluzbowej.
        • jotde2 do wstretny.burzuj 15.01.09, 11:46
          piszesz o obecnym kryzysie i o tym co do niego doprowadziło .
          mam wrażenie że krytykujesz postępowanie rządów usa ale może inaczej
          by sie niadało ? tzn . dało by sie np.utrzymywać pokrycie pieniądza
          w złocie tylko pytanie gdzie dziś byśmy byli ? jak by rozwineła sie
          technologia i pkb bez tych wzlotów i upadków ? może ten szybki bieg
          do przodu i przysiad to najlepszy sposób na rozwój bo lepiej
          odpadają najgorsi niż przy równym marszu ? zawsze możemy pomyśleć by
          przysiad był płytszy by niezwalniał biegu.
          • stefan4 lepiej cieszmy się życiem... 15.01.09, 12:58
            jotde2:
            > może ten szybki bieg do przodu i przysiad to najlepszy sposób na
            > rozwój

            Może... Ale porównaj USA z Europą, która ma mechanizmy zabezpieczające przed
            nierównomiernością rozwoju; niedoskonałe, ale silniejsze niż USA. W mniejszym
            stopniu niż USA działa zrywami.

            Jakość życia średniego Europejczyka jest znacznie wyższa niż jakość życia
            średniego Amerykanina. Amerykanin ma więcej pieniędzy, ale krótszy urlop, mało
            podróżuje dla przyjemności, i w ogóle niewiele wie o świecie. Zamiast cieszyć
            się życiem
            • burzu-azja Re: lepiej cieszmy się życiem... 15.01.09, 14:14
              A tu 100% zgoda, Stefan. Model amerykanski jest najgorszym z
              mozliwych, i mam nadziej, ze sie wreszcie zalamie na dobre, i ze
              bedziemy mieli w Polsce cos na wzor modelu skadnynawsko-niemiecko-
              frnacuskiego, tez dalekiego od idealu, ale znacznie bardziej
              strawnego dla 99% Polakow niz ten, tak u nas wciaz rekamowany model
              amerykanski.
              • jotde2 Re: lepiej cieszmy się życiem... 15.01.09, 18:26
                > A tu 100% zgoda, Stefan. Model amerykanski jest najgorszym z
                > mozliwych

                wszystko jedno co wam sie wydaje .
                przetrwają najsilniejsi i tyle .jeśli europa w ostatnich np. 20
                latach rozwijała sie szybciej niż stany to ten model zwycięży.
                pozatym korzystanie z życia nieoznacza spędzania nocy pod namiotem z
                komarami ;)
                • burzu-azja Re: lepiej cieszmy się życiem... 15.01.09, 20:03
                  Nie rozumiesz chyba, ze REALNIE to od conajmniej 10-20 lat
                  najsszybciej rowijaja sie Chiny, tyle, ze jak uprzednio w Europie i
                  w Ameryce Pln. oraz Australii, ten rozwoj oznacza degradacje
                  srodowiska i produkcje coraz wiecej smieci i zanieczyszczen.
                  Jelsi zas chodzi o USA, to mniej wiecej od rzadow Reagana ten kraj
                  zaczal sie chylic ku upadkowi - spadajaca produkcje przemyslu i
                  rolnictwa maskowano tam fikcyjnymi zyskami bankow, towarzystw
                  ubezpieczeniowych i tzw. funduszy inwestycyjnych (wl.
                  spekulacyjnych) oraz konsumowano na kredyt. Oczywiscie taka piramida
                  "Scheme in which each person who joins the scheme has to recruit a
                  certain number of people to the scheme in order to make money. Each
                  person pays a fee to the instigator of the scheme to join, and
                  receives a fee for introducing new members. The longer the scheme
                  goes on the harder it is for existing members to recruit new
                  members. As a result the people at the bottom of the pyramid usually
                  lose money. As with pyramid selling this type of pyramid scheme is
                  illegal in many countries." (encyclopedia.farlex.com/Pyramid+
                  (finance), p. tez en.wikipedia.org/wiki/Ponzi_scheme,
                  en.wikipedia.org/wiki/Bernard_Madoff etc.) musi sie kiedys
                  zapasc... A tam gdzie sa komary, tam przynajmniej mamy wode a nie
                  scieki...
                  • jotde2 Re: lepiej cieszmy się życiem... 16.01.09, 07:23
                    > Nie rozumiesz chyba, ze REALNIE to od conajmniej 10-20 lat
                    > najsszybciej rowijaja sie Chiny

                    nooo,zagalopowałeś sie .
                    chiny może sie i szybko rozwijają ale jeszcze niewyszły z czarnej
                    d... ;) jaki jest chinskie pkb per capita w porównaniu do usa ?
                    jak wyścigną w tym stany to bedzie można mówić że ich model jest
                    lepszy. narazie to bym porównywał do stanów tylko europe (sume
                    starych państw ).

                    ten rozwoj oznacza degradacje
                    > srodowiska i produkcje coraz wiecej smieci i zanieczyszczen.

                    alterglobalista ?ja bym sie spierał o wielkość naszego wpływu na
                    środowisko.a śmieci jak mi sie niewalają po podłodze tylko sobie
                    leżą gdzieś w hałdach to mi nieprzeszkadzają :)

                    > zapasc... A tam gdzie sa komary, tam przynajmniej mamy wode a nie
                    > scieki...

                    coś ty niewymyślił ;)

                    woda z kranu jest znacznie czystsza niż ta z rzeki ( pomijam
                    zanieczyszczenia ale jak myślisz ?co sie dzieje z truchłami
                    zwierząt ? min.rybami)
                    • burzu-azja Re: lepiej cieszmy się życiem... 16.01.09, 10:21
                      1. OK, per capita sa Chiny oczywiscie nisko, ale zobacz jak blisko
                      Polski! W wyscigu o globalna supremacje liczy sie bowiem nie PKB per
                      capita, a caly PKB. Najwyzszy PKB per capita ma "potezny"
                      Luksemburg...
                      2. Smieci na haldach zanieczyszczaja wode, ktora po nich splywa, a
                      ktora pozniej pijesz... Ziemia to bowiem ZAMKNIETY ekosystem.
                      Paradoksalnie, najmniej nam wszystkim szkodza smieci na twej (i mej)
                      podlodze...
                      3. Wole wode pobierana ze zbiornika z komarami niz te pobierana za
                      scieku... Pomysl, co jest latwiej odfiltrowac: truchla ryb czy
                      chemikalia?
                    • stefan4 Re: lepiej cieszmy się życiem... 16.01.09, 17:16
                      jotde2::
                      > śmieci jak mi sie niewalają po podłodze tylko sobie
                      > leżą gdzieś w hałdach to mi nieprzeszkadzają :)
                      [...]
                      > woda z kranu jest znacznie czystsza niż ta z rzeki

                      ...a w klatce jest znacznie bezpieczniej i wygodniej niż na wolności. Byle
                      tylko miała złote pręty i żeby dozorca regularnie napełniał żłób paszą...

                      - Stefan

                      www.ipipan.gda.pl/~stefan/oswiadczenie_antylustracyjne.html
                • stefan4 Re: lepiej cieszmy się życiem... 15.01.09, 23:09
                  jotde2:
                  > wszystko jedno co wam sie wydaje .
                  > przetrwają najsilniejsi i tyle .jeśli europa w ostatnich np. 20
                  > latach rozwijała sie szybciej niż stany to ten model zwycięży.

                  Nie zawsze wygrywa rozwijający się szybciej
                  • jotde2 Re: lepiej cieszmy się życiem... 16.01.09, 07:14
                    . Słynna American way of life polega
                    > na tym, że ponieważ nowojorczycy wolą patrzeć w telewizor niż
                    spędzać noc z
                    > komarami, to trzeba wszędzie na świecie zastąpić komary
                    telewizorami i najlepie
                    > j całkiem
                    > skasować noce.

                    :)))))))

                    > Nie zawsze wygrywa rozwijający się szybciej
                  • burzu-azja Re: lepiej cieszmy się życiem... 16.01.09, 10:27
                    1. Masz racje Stefan. W ewentualnym konflikcie liczy sie glownie
                    obecna sila gospodarki, zas tempo jej rozwoju jest wazne, ale nie az
                    tak.
                    2. Jestem tez pesymista ad UE. Ma ona nieco zdrowsza gospodarke niz
                    USA, ale to nie oznacza, ze gospodarka UE jest zdrowa. Ona jest
                    tylko mniej chora niz amerykanska - zarazek (rak) liberalizmu tez ja
                    toczy...
                    3. Super napisales to o komarach i telewizorach. Zreszta gdyby tylko
                    jakies 20% mieszkancow NYC chcialo spedzic noc (weekend) na lonie
                    natury, to by zakorkowali "na amen" wszystkie wyjazdy z NYC... Oni
                    sa de facto niewolnikami tego wspolczesnego Babilon City...
          • burzu-azja Re: do wstretny.burzuj 15.01.09, 14:11
            1. Pokrycie pieniadza w zlocie jest dzis niepraktyczne, gdyz wtedy
            tempo rozwoju gospodarki zalezalo by od tempa wydobycia i rafinacji
            zlota. Pieniadz oparty na zlocie byl dobry w gospodarce praktycznie
            statycznej, rosnacej w srednim tempie ponizej 1% na rok.
            2. Mnie chodzilo o to, ze pieniadz powinien miec pokrycie w REALNYCH
            dobrach i uslugach, a nie w nic nie wartych "uslugach" produkowanych
            przez nadmuchany do wszelakich mozliwych granic finansowy sektor
            USA. Pisze o tym np. prof. Kowalik w 'Przegladzie' z dnia 18
            stycznia b.r.
            3. Kapitalizm wolnorynkowy prowadzi tylko do cyklicznych kryzysow i
            do zniszczenia srodowiska: im bardziej je niszczymy, np. wydobywajac
            z ziemi surowce i jej przetwarzajac, a "przy okazji" wytwarzajac
            zanieczyszczenia i smieci, tym wyzszy mamy PKB.
            4. Technologia ma sluzyc czlowiekowi, a nie go zabijac czy kaleczyc.
            Np. samochod osobowy wydaje sie byc bardzo atrakcyjny jako srodek
            transportu, ale ile osob zginelo juz i zginie pod kolami wynalazku
            P. Benza a wprowadzonemu do masowej produkcji przez P. Forda? Majac
            do dyspozycji tylko koleje i rowery, poruszalibysmy sie moze mniej
            swobodnie, ale ilu tragedii ludzkich bysmy unikneli? Czemu np. jesli
            mam sprawe do zlatawienia w Wieluniu, to musze tam jechac
            samochodem, bo Wielun, choc bardzo ladne i mile miasto, ma fatalne,
            i coraz gorsze polaczenia kolejowe z Warszawa czy Lodzia? Jesli to
            ma byc postep, to ja juz wole zacofanie...
            Pozdr. :)
            • jotde2 Re: do wstretny.burzuj 15.01.09, 18:33
              ad4.

              a czemu robić zakupy w hipermarkecie jeśli w pobliskim sklepie jest
              drożej ale tylko troche i wliczając czas wyjdzie niż taniej w
              markecie.
              ano dlatego że lubimy,że wygodniej to zrobić raz na tydziń ,wrzucić
              w bagażnik niż co dzień targać siaty.czemu jechać samochodem ? bo
              dojade wszędzie .czemu jade samochodem nawet jeśli mam sprawe np.na
              targach w poznaniu (zaraz koło dworca) -bo przyzwyczajenie to druga
              natura człowieka i zmiana tego jest uciążliwa.
              sumując -po głębszym zastanowieniu niewszystko już sie wydaje takie
              jakim sie wydawało na początku.
              • burzu-azja Re: do wstretny.burzuj 15.01.09, 20:10
                Twoja wygoda oznacza niestety wieksze i czesto nieodwracalne
                zanieczyszczenie srodowiska oraz zuzycie nieodnawialnych zasobow
                energii, a jadac samochodem ryzykujesz zycie i zdrowie: swoje, swych
                pasazerow i innych uzytkownikow drog i ulic. Tyle, ze ja sobie z
                tego zdaje sprawe i staram sie ograniczac jazde samochodem, ale
                polski rzad robi wszystko, aby mnie zmusic do krzystania z
                samochodu, bo zarabia na kazdym litrze benzyny, ktory ja kupuje...
                Niestety, PO, PiS, SLD czy PSL stawiaja wyzej zlotowki niz ludzi.:(
                PKB im rosnie, a oni, nie rozumiejac co to jest PKB (taki np.
                Balcerowicz tez nie ma pojecia co to jest ten PKB, o ktorym tak
                czesto sie wymadrza) ciesza sie jak idiota co zrobil wiadomo co w
                gacie...
                • jotde2 Re: do wstretny.burzuj 16.01.09, 07:34
                  > Twoja wygoda oznacza niestety wieksze i czesto nieodwracalne
                  > zanieczyszczenie srodowiska oraz zuzycie nieodnawialnych zasobow
                  > energii,

                  bo sie rozpłacze ;) strasznie dramatyzujesz .poza tym żyjemy w
                  społeczeństwie niekooperatywnym ,wszyscy patrzymy jedynie na swój
                  interes ,robimy sobie dobrze ( są wyjątki ,krańcowym przykładem
                  mogą tu być np samobójcy) a Ty propagujesz powrót do komunizmu ?

                  a jadac samochodem ryzykujesz zycie i zdrowie: swoje, swych
                  > pasazerow i innych uzytkownikow drog i ulic.

                  a tracąc czas na zakupach w osiedlowych sklepikach czy na dojazd na
                  dworzec i oczekiwanie na pociąg nietylko coś ryzykuje ale jestem
                  pewny swojego wiekszego zmęczenia i np. mniejszej ilośći czasu na
                  zabawe z dzieckiem czy gorszej kondycji w pracy).

                  Tyle, ze ja sobie z
                  > tego zdaje sprawe i staram sie ograniczac jazde samochodem,

                  oboje sobie zdajemy z czegoś sprawe .Ty unikasz ciutke wiekszego
                  ryzyka a ja straty czasu czy niewygody .
                  • burzu-azja Re: do wstretny.burzuj 16.01.09, 10:34
                    1. Nie placz, wstarczy ze bedziesz mniej jezdzil samochodem...
                    2. To kapitalizm robi z nas potworow, a tracimy na tym wszyscy,
                    nawet najbogatsi, ktorzy zyja za drutami pod wysokim napieciem i
                    boja sie wyjsc na ulice ze swych twierdz...
                    3. Propaguje demokratyczny socjalizm, a nie komunizm, szczegolnie w
                    jego sowieckiej badz chinskiej wersji...
                    4. Czekajac na pociag baz nim jadac mozesz czytac, uzywac laptopa,
                    podrywac wspolpasazerke itp. itd. I jadac pociagiem jestem czesto
                    szybciej na miejscu i na 100% jestem mniej zmeczony. Porownaj podroz
                    pociagiem z Warszawy do Paryza i jazde tamze samochodem... Pociagiem
                    sie tam jedzie wrecz komfortwowo: BWE do Berlina i dalej ICE oraz
                    Thalys, albo Jan Kiepura do Kolonii i dalej Thalys... Gdyby Geremek
                    myslal, to by tez jechal pociagiem do Strasburga...
                  • stefan4 Re: do wstretny.burzuj 16.01.09, 16:51
                    jotde2:
                    > a tracąc czas na zakupach w osiedlowych sklepikach czy na dojazd na
                    > dworzec i oczekiwanie na pociąg nietylko coś ryzykuje ale jestem
                    > pewny swojego wiekszego zmęczenia i np. mniejszej ilośći czasu na
                    > zabawe z dzieckiem czy gorszej kondycji w pracy).

                    Że niby samochodem wygodniej?

                    Posłuchaj, mieszkałem w mieście uniwersyteckim na wschodzie stanu Kansas. Od
                    terenów narciarskich w Winter Park w Colorado mniej więcej tak samo daleko jak z
                    Gdańska do Zakopanego. Miałem 5 dni wolnego. Mieszkając w Gdańsku wsiadłbym do
                    nocnej kuszetki, rano wysiadłbym wyspany w górach, 5 dni jeździłbym na nartach i
                    wróciłbym nocną kuszetką wypoczęty i świeży. Ale to niestety była Hameryka,
                    więc żadnego pociągu nie było. Musiałem spędzić cały dzień za idiotyczną
                    kierownicą na debilnie nudnej autostradzie przez pustą prerię i zajechałem w
                    zwykłym stanie otępienia samochodowego. Potem musiałem tak samo wrócić. Z
                    moich 5 dni wolnego zrobiły się tylko 3 na nartach, a 2 zeżarł amerykański bożek
                    ,,wolności''
                    • burzu-azja Re: do wstretny.burzuj 16.01.09, 22:27
                      Otoz to. W USA (poza moze NYC) nie mozna pojechac sobie do centrum
                      miata na piwo tramwajem jak np. w Warszawie, Krakowie, Lodzi czy
                      Poznaniu. Trzeba albo samochodem (i wtedy nici z piwa), albo
                      taksowka, co oznacza, ze piwo staje sie nagle bardzo drogie... I
                      stad, po roku mieszkania w USA, mialem tych calych Stanow dosc, bo
                      sie zrobilem niewolnikiem samochodu. Z Minneapolis do Chicago
                      (wielkie wielomilionowe metropolie) jezdzi jeden pociag dziennie, a
                      samoloty w zimie lataja z wielogodzinnymi opoznieniami i lotniska sa
                      tam bardzo daleko od miast i bardzo nieciekawe...
    • harlista Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA - W 15.01.09, 01:14
      Kagan,
      A moze sprobowalbys na tym temacie zrobic Doktorat czy inne PhD
      • burzu-azja Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA - W 15.01.09, 09:20
        Czemu nie? Znaz kogos, kto by, jak to sie mowi w zargonie
        akademickim, "otworzyl mi przewod"?
        lech.keller@gmail.com
    • latarnick Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA - W 15.01.09, 09:27
      > Amerykanie byli zachęcani przez kolejne rządy do
      zaciągania kredytów konsumpcyjnych, aby w ten sposób stworzyć w USA
      iluzję dobrobytu i prosperity .

      no ale przeciez podaja w mediach, ze to kredyty inwestycyjne
      (mortgage) przyznawane analfabetom powalily Ameryke... ponadto byly
      to kredyty obarczone dosc niskim FIXED interest rate (stala? stopa
      procentowa)!!
      • burzu-azja Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA - W 15.01.09, 09:35
        O ile wiem to mortgage jest kredytem konsumpcyjnym udzielonym pod
        zastaw nieruchomosci.
        en.wikipedia.org/wiki/Mortgage
    • asteroida2 Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA - W 15.01.09, 17:48
      Wszystko to ładne, ale mówienie o pogodzie która była wczoraj, nie czyni z
      człowieka meteorologa. Analizy ekonomiczne są tylko tak dobre, jak dobrze
      przewidują przyszłe zjawiska. Bo analiza oczywiście część zjawisk pomija, więc
      kluczowe jest pokazanie (empiryczne) że wszystko to czego się nie uwzględniło,
      sumarycznie jest mniej istotne od tego co się uwzględniło. A więc: na podstwie
      tych danych, potrafisz powiedzieć w jak głęboki i jak długotrwały kryzys weszły
      teraz USA?

      Inaczej jest to tylko zbieranie znaczków.
      • burzu-azja Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA - W 15.01.09, 20:18
        Przyszlosc ma jedna podstawowa ceche: na dluzsza mete nie da sie jej
        przewidziec, a juz na pweno nie droga ekstrapolacji z przeszlych czy
        obecnych trendow.
        A jaki jest naprawde ten krzyzys w USA, to sie moge tylko domyslac,
        albowiem dane, ktore mam z USA (np. via CIA) sa bardzo malo
        wiarygodne. Wiadomo od dawna (pisal o tym lata temu np. John
        Kennenth Galbraith), ze USA ma kilka urzedow statystycznych, ale
        kazdy z nich notorycznie falszuje dane, np. zanizajac inflacje i
        bezrobocie. Inflacje (dokl. CPI) sie zaniza manipulujac tzw.
        koszykiem dobr i prowadzac tzw. hedoniczna ksiegowosc, z bezrobocie
        odpowiednio dobierajac probke, na ktorej sie owo bezrobocie mierzy i
        manipulujac definicja bezrobotnego. Podobnie jest z liczeniem PKB -
        tam mozliwosci szachrajstw sa wrecz nieograniczone, bo jak nawet
        dobry ekonomista czy ksiegowy moze sam policzyc PKB calych Stanow
        Zjednoczonych Ameryki? Oczywiscie, podobne przekrety robi sie w UE,
        Japonii czy w Chinach, ale na zdecydowanie mniejsza skale...
        Pozdr. :)
      • stalybywalec Uzupełnienie do rozprawki Mr Zorby 15.01.09, 21:37
        asteroida2 napisał:
        A więc: na podstwie
        > tych danych, potrafisz powiedzieć w jak głęboki i jak długotrwały kryzys weszły
        > teraz USA?
        >

        To za czasów siwego satyra-miłośnika cygara, krzyczącego do jankesów:- Bogaćcie
        się, rozkręcono na niespotykanie nieracjonalną spiralę życia na kredyt,
        wmawiając im, że konsumpcjonizm jest panaceum na wszystkie bolączki kapitalizmu.
        I co z tego wyszło:
        - 75% PKB USA stanowi popyt wewnętrzny, ale aż 86% towarów pochodzi z
        importu(Chiny, Indie)
        - następna tykająca bomba, powstała z powszechności kredytowania wszystkiego...
        no i w efekcie dzisiaj w usa na egzekucję komorniczą czeka ponad 11 mln. domów
        (1 dom to śr.2 os.)
        Wracając do pytania asteroidy2, można dziś zaryzykować tezę, iż będzie to
        kryzys bardzo ostry , a reperkusje jego mogą całkiem realnie przerodzić się w
        masowy bunt społeczny. Przecież, zapomniany już nieco stary Marks (w NY jak
        ciepłe bułeczki rozchodzi się jego Kapitał} prorokował:"kapitalizm, w końcu,
        zeżre się sam". Z logicznego punktu widzenia, nic dodać nic ująć.
        • burzu-azja Re: Uzupełnienie do rozprawki Mr Zorby 15.01.09, 22:19
          No wiesz, na rewolucje w USA to bym raczej nie liczyl.
          Przewiduje "tylko" postepujaca pauperyacje, wzrost przestepczosci, i
          ograniczenie roli, jaka USA gralo na scenie swiatowej od mniej
          wiecej 100 lat...
          mwhodges.home.att.net/nat-debt/debt-nat.htm
    • jack79 Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA - W 16.01.09, 10:41
      bardzo fajna diagnoza
      przydałaby sie jeszcze częśc druga dotycząca leczenia
      • burzu-azja Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA 16.01.09, 10:59
        Pacjent jest w tak zlym stanie, ze zostaje chyba tylko eutanazja,
        aby mu skrocic meki agonalne... Natomiast nalezy, i to jak
        najszybciej, odizolowac (w miare zdrowa) reszte swiata od tego
        terminalnie chorego pacjenta, jakim jest gospodarka USA...
        • jack79 Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA 16.01.09, 11:41
          burzu-azja napisała:

          > Pacjent jest w tak zlym stanie, ze zostaje chyba tylko eutanazja,
          > aby mu skrocic meki agonalne... Natomiast nalezy, i to jak
          > najszybciej, odizolowac (w miare zdrowa) reszte swiata od tego
          > terminalnie chorego pacjenta, jakim jest gospodarka USA...

          no tak
          ale ktoś musi zastąpić tego konsumenta bo bez niego produkcja sensu
          nie ma, można co prawda ja ograniczyc ale to oznacza bezrobocie i
          biede ludzi na całym świecie którzy nic nie zawinili
          dotychczas świat był łodygą a usa kwiatem
          bez kwiata łodyga tez cienko przędzie

          myśle że aby zakończyć kryzys wystarczyłoby zastąpic dolara w roli
          swiatowej waluty jakaś inną, tyle że usa raczej nigdy sie na to nie
          zgodzą (posiadaja środki przymusu) a i kandydatów jest niewielu
          paradoskalnie najbardziej nadawałby się juan?
          • burzu-azja Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA 16.01.09, 11:50
            Zastapic USA powinny Chiny i Rosja (wojsko) oraz UE i Japonia
            (gospodarka). A waluta swiatowa logicznie powinien byc euro.
            • jack79 Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA 16.01.09, 12:16
              burzu-azja napisała:

              > Zastapic USA powinny Chiny i Rosja (wojsko) oraz UE i Japonia
              > (gospodarka). A waluta swiatowa logicznie powinien byc euro.

              obawiam sie że siła i pieniądz musi pochodzić z tego samego kraju -
              inaczej stan jest mocno niestabilny i bedzie prowadził do wojny

              co do euro to ono też nie jest do końca "czyste"
              • burzu-azja Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA 16.01.09, 12:34
                No tak, ale obecny system tez ciagle generuje konflikty zbrojne,
                glownie z powodu USA (agresje USA na Koree, Wietnam, Kube, Irak czy
                Afganistan oraz poparcie USA dla kolejnych agresji Izraela, poza ta
                z roku 1956).
                I nie ma dzis idealnej waluty - euro jest tylko najmniejszym zlem.
          • burzu-azja Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA 16.01.09, 11:51
            PS: USA nie maja srodkow przymusu w odniesieniu do Chin i Rosji, a
            nawet i Indii i UE (szczegolnie W. Brytanii i Francji)...
            • jack79 Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA 16.01.09, 12:12
              burzu-azja napisała:

              > PS: USA nie maja srodkow przymusu w odniesieniu do Chin i Rosji, a
              > nawet i Indii i UE (szczegolnie W. Brytanii i Francji)...


              co do Rosji i ewentualnie Chin to sie zgodzę
              ale francja i angole to wątpie żeby miały środki do natychmiastowej
              odpowiedzi (rakiety miedzykontynentalne lub okręty podwodne przy
              wybrzeżu usa)
              • burzu-azja Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA 16.01.09, 12:37
                Wystarczy, ze jedna glowica jadrowa trafi w amerykanskie
                megalopolis, ktore sie rozciaga od Bostonu przez NYC, Filadelfie i
                Baltimore do Waszyngtonu (DC)... To tylko powstrzymuje USA od
                ewentualnego ataku na Europe.
    • adrem63 Ciekawy tekst, 16.01.09, 11:48
      wydaje mi się, że go już kiedyś czytałem. A może to jest
      zdyskontowanie wcześniej napisanych tekstów wobec sprawdzającej się
      przepowiedni upadku imperium, nad którym już nikt nie panuje, albo
      panują siły nie legitymizowane publicznie,
      znajdujące się poza polem widzenia przeciętnego obserwatora.

      Czytałem kiedyś książkę niemieckiego autora, której Leitmotiv to
      teoria spiskowa dotycząca elit finansowych zmierzających do
      przejęcia faktycznej choć najpierw zakulisowej władzy nad całym
      światem. Muszę przyznać, że obecny rozwój wypadków zdaje się
      potwierdzać tamte rozważania i sugestie.

      Dla mnie obecny kryzys gospodarki USA ma podłoże w neoliberalnej
      wierze w kapitał, że potrafi się samokreować, ma zdolności
      reprodukcyjne i nieograniczone możliwości. Jak widać w USA nastąpiło
      pewne przesunięcie akcentów.
      Wytwarzanie bogactwa które kiedyś odbywało się głównie w sferze
      produkcji, teraz miało realizować się w sferze finansów.

      Rozwijająca się głównie po upadku „żelaznej kurtyny” globalizacja i
      deregulacja uskrzydliła kapitał, który znajdował odtąd żerowiska na
      całym świecie. Zamieniając państwa w rynki na których panuje królowa
      spekulacja.
      Tymczasem sfera finansów nie wytwarza bogactwa sama, jest rodzajem
      drenażu z realnej gospodarki, zmuszonej płacić podatek finansowy.
      Im wyższe zyski sfery finansowej tym większa utrata zdolności
      rozwojowych realnej gospodarki i jej uzależnienie.

      W rozważaniach o przyczynach kryzysu nie można pomijać także roli
      spekulacji chociaż jest to niewątpliwie zjawisko pochodne od
      grzechu pierworodnego jakim jest kanonizacja kapitału.
      Jednak powszechność spekulacji na wszelkich rynkach i wynikająca
      stąd niestabilność systemu w skali globalnej powinna być postrzegana
      jako jedna z przyczyn sytuacji kryzysowych wymagająca
      natychmiastowej interwencji regulacyjnej.
      Przykładem jak na dłoni jest właśnie kryzys na rynku kredytów
      hipotecznych w USA lub sytuacja na rynku ropy naftowej co w efekcie
      zepsuło także rynek motoryzacyjny.

      Tymczasem śmieszne, pajacowate rządy państw nie robią nic poza
      działaniami na zachowanie systemu produkującego gigantyczne
      zadłużenia i nierówności społeczne.

      W Europie jest być może nieco lepiej (jeszcze), ale wyraźnie widać,
      że politycy nie mają zamiaru ruszyć własnymi głowami, a raczej
      naśladują to co robi Ameryka.
      Zmiany w systemie wymagają porozumienia wielu państw i jeśli tego
      nie dokona Obama i demokratyczne siły w USA to przyszłość rysuje się
      tragicznie nie tylko dla USA lecz także Europy.

      • burzu-azja Re: Ciekawy tekst 16.01.09, 12:01
        Mozliwe, ze probowalem go uprzednio tez przetestowac na tym forum.
        I zgoda - napisales "dla mnie obecny kryzys gospodarki USA ma
        podłoże w neoliberalnej wierze w kapitał, że potrafi się
        samokreować, ma zdolności reprodukcyjne i nieograniczone możliwości.
        Jak widać w USA nastąpiło pewne przesunięcie akcentów. Wytwarzanie
        bogactwa które kiedyś odbywało się głównie w sferze produkcji, teraz
        miało realizować się w sferze finansów." Podobnie uwaza np. prof.
        Kowalik (p. ostatni "PRZEGLAD").
        I tez zgoda: "... sfera finansów nie wytwarza bogactwa sama, jest
        rodzajem drenażu z realnej gospodarki, zmuszonej płacić podatek
        finansowy. Im wyższe zyski sfery finansowej tym większa utrata
        zdolności rozwojowych realnej gospodarki i jej uzależnienie."
        Stad postulowalem, aby od PKB USA (i innych panstw) odejmowac te
        czesc, ktora "powstala" na skutek finansowej spekulacji.
        I niestety tu tez masz racje "... śmieszne, pajacowate rządy państw
        nie robią nic poza działaniami na zachowanie systemu produkującego
        gigantyczne zadłużenia i nierówności społeczne." Wynika to ze zlego
        systemu nauczania ekonomii i politologii, gdzie gore wziela (neo)
        liberalna ortodoksja i produkuje tepych idiotow, w ktorych wmowiono,
        ze nie moze byc nic lepszego niz wolnorynkowy kapitalizm, najlepiej
        w jego amerykanskim wydaniu...
        Na Obame zas nie licze (nie dla tego, ze czarny, ale dla tego ze po
        prosty plytki i glupi, choc przy Buszu uchodzi za intelektualiste),
        a licze zas raczej na zachodnioeuropejska scojaldemokratyczna
        lewice. W niej nasza ostatnia nadzieja...
        Pozdr. (lech.keller@gmail.com)
        • adrem63 Re: Ciekawy tekst 16.01.09, 16:23
          Skoro się prawie zgadzamy to może zgodzisz się z tym co wynika
          pośrednio z mojego tekstu, że sektor finansowy powinien być w
          istotnej części znacjonalizowany, powinien służyć gospodarce,
          a wypracowane zyski powinny być z definicji niewielkie i mieć
          cel społeczny. Mówię o bankach i ubezpieczeniach społecznych.

          Giełdy papierów wartościowych powinny funkcjonować jako mechanizm
          inwestowania długoterminowego, a nie spekulacji kasynokapitałem
          ( wprowadzić podatek Tobina ). Kapitały społeczne powinny być
          szczególnie chronione przed użyciem na giełdach.

          Co do Obamy
          to jest wielka niewiadoma, ale już niedługo okaże się czy mamy do
          czynienia z człowiekiem wielkiego formatu, który chce coś naprawić
          czy z pajacem, który tylko chciał być prezydentem.
          Trzeba jednak przyznać, że nawet przy najlepszych zamiarach i
          zdolnościach zadanie zreformowania systemu jest gigantyczne i jego
          zrealizowanie będzie wymagało całego szeregu korzystnych
          okoliczności.
          Ew. reforma natrafi na silny opór beneficjentów tego systemu, którzy
          musieliby na tym mocno stracić ( elity finansowe ).
          • burzu-azja Re: Ciekawy tekst 16.01.09, 16:33
            1. Zawsze uwazalem, ze wszystkie banki powinny byc panstwowe, z
            dopuszczeniem malych, lokalnych spoldzielczych kas oszczednosciowo-
            pozyczkowych. I ze ubezpieczenia i systemy emerytalne tez powinny
            byc w 100% panstwowe i obowiazkowo reasekurowane.
            2. Gield w ich obecnej postaci nie powinno byc. Obrot akcjami
            powinien byc mozliwy tylko przez odpowiednie urzedy panstwowe, a to
            w celu eliminacji spekulacyjnych zyskow i zmuszenia bogaczy do
            placenia podatkow.
            3. Obama nie ma szans. Johnson - bialy Amerykanin (WASP) z Texasu,
            naprawde inteligentny facet sie poddal, bo zobaczyl, ze jego plany
            elimianacji ubostwa w USA napotkaly na wspomniany przez ciebie silny
            opór beneficjentów tego systemu, którzy musieliby na tym mocno
            stracić (elity finansowe, glownie wiadomo jakie). I przed tymi
            elitami przestrzegal tez gen. Eisenhower w swej ostaniej mowie jako
            prezydent, a to byl tez czlowiek formatu o kilka stopni wyzszego niz
            Obama, ktory jest zwyklym pajacem udajacym intelektualiste.
            Pozdr. :)
    • burzu-azja Cykle koniunkturalne 16.01.09, 12:57
      A slyszeliscie moze tez cos o cyklach koniunkturalnych?
      One sa z grubsza co 10 lat, a sa tez i tzw. fale Kondratieffa
      (rosyjski ekonomista wykonczony przez Stalina), ktore maja z grubsza
      50 lat. Nalozenie sie "dna" tych dwoch cykli ok. lat 1975-1980
      spowodowalo wielka, ogolnoswiatowa recesje, ktora szczegolnie mocno
      dotknela Polske. Teraz sobie wyliczmy te "dna" cyklu: ok. roku 1980
      (kryzys "naftowy"), ok. roku 1990 (kryzys na gieldzie z r. 1987),
      pozniej ok, roku 2000 (the bursting of the Dot-com bubble) i teraz,
      ok. roku 2010 (a decline associated with the Subprime mortgage
      crisis) . I gorzej, bowiem cykl Kondratieffa jakby sie wydluzal, i
      wciaz jestesmy w jego "dolku".
      Niestety, dopoki bedzie kapitalizm, dopoty beda te cykle i zwiazane
      z nimi recesje...
      P. tez en.wikipedia.org/wiki/Business_cycle
      en.wikipedia.org/wiki/Market_trend
      • burzu-azja Re: Cykle koniunkturalne 16.01.09, 13:02
        A ich przyczyna? Lezy w naturze kapitalizmu, ktory jest dosc dobry w
        produkcji, ale tragiczny w dystrybucji, stad wbudowana w ten system
        niestabilnosc spowodowana naturalna w kapitalizmie tendencja do
        olbrzymiej nadprodukcji (dazenie do maxymalizacji potencjalnego
        zysku) i bardzo nierownomiernej dystrybucji bogactwa (spoleczna
        produkcja vs indywidualna konsmpcja w sensie, ze produkuje sie
        wspolnie, a konsumuje indywidualnie, a wielkosc konsumpcji
        przewaznie nie jest zwiazana z produktywnoscia danego czlowieka).
    • aksiegowy Kagan - ale dales - 4 litery 16.01.09, 13:59
      tyle tutaj przeklaman, polprawd, czy wrecz glupich argumentow ze az
      nie wiem gdzie zaczac. text dlugi, a zostalo mi 15 minut do
      mitingu.
      Takze krociutko
      Patrzysz na spoleczenstwo z punktu widzenia kogos pracujacego na
      zmywaku, komu suma 30K zadluzenia jest niemozliwa do splacenia.
      Kazdego zadluzenie jest proporcjonalne do jego mozliwosci jego
      obslugi. Ci co zarabiaja powyzej 200K na rok maja inne zadluzenie
      niz ci co zarabiaj 20K na rok. A srednie maja to do siebie ze po
      prostu nie oddaja prawdziwego obrazu. np. Jak w bloku 30
      rodzinnym - ktos bije zone codziennie - to nie znaczy za srednio
      kazda kobieta w tymze bloku jest bita raz na miesiac.

      Zakladasz ze caly kredyt jest kredytem konsumentckim i jako taki
      zostal "przejedzony" - nie bierzesz pod uwage ze wiekszosc tegoz
      kredytu zostala zainwestowana i dlatego tez amerykanie maja
      wiecej.

      Co do pytania w Yellowstone - ktory to twoj kamping - to choc moze
      komus w PL trudno w to uwierzyc - tam naprawde dba sie o ludzi.
      Jak ktos ma malutkie pojecie o naturze - bo wiekszosc wakacji
      zamiast spedzac pod grusza, spedzal na Karaibach mieszkajac w
      wygodnym hotelu a teraz ma kaprys by pojechac w plener - to sluzba
      parku bedzie miala na niego oko - coby sobie krzywdy nie zrobil.

      To tyle - obowiazki wzywaj :-)
      Wez pastylke

      AK
      • burzu-azja Re: Kagan - [...] 16.01.09, 14:12
        1. Bez chamstwa, prosze.
        2. Nie pracuje na zmywaku, ale w uczelni wyzszej, wiec dla mnie 30
        tys. dolarow USA to powazna suma. Ile osob na swiecie zarabia 200
        tys. USD na rok i wiecej?
        3. Przeciez o to chodzi, ze ten kredyt zostal przejedzony - inaczej
        by nie bylo zadnego kryzysu... A przecietny Amerykanin zarabia
        REALNIE mniej niz 10-20 lat temu.
        4. Znow - daj sobie spokoj z chamskimi atakami ad personam...
        • aksiegowy Re: Kagan - [...] 16.01.09, 16:26
          1 Ok - ponosi mnie jak widze ze znowu piszesz bzdury - tyle ze tym
          razem dlugo i zawile.
          2 przenies sie na zmywak w USA - bedziesz mial mniej stresu a tyle
          samo pieniedzy - znowu porownujesz swoja sytuacje do warunkow w
          Stanach. Mieszaniec Pcimia Dolnego nie bedzie zarabial tyle samo
          co mieszkaniec Nowego Jorku.
          3 Podaj twoja definicje przejedzenia. Bo wedlug mnie jak cos
          zostanie (np fix asset) to nie jest to przejezeniem a najwyzej zla
          investycja,
          A co do Realnego zarabiania - czy to twoja opinia czy fakt

          4. masz racje - to ja nie bede bral juz pastylek :-)

          5. nie jedz pociagiem - idz na piechote - bo wypadkowosc jest
          mniejsza

          AK
          • burzu-azja Re: Kagan - [...] 16.01.09, 16:42
            1. Zadne usprawiedliwienie.
            2. W USA tez pracowalem (zarabialem w roku 1996 ok. 60K brutto na
            rok). I co z tego, jak zycie jest b. drogie w USA (chyba, ze sie
            mieszka w slumsach i je bryje oraz chodzi na piechote).
            3. Gdybys znal ksiegowosc, to bys wiedzial, ze ten sam "asset" moze
            miec rozna wartosc, w zalenosci od przyjetej metody ksiegowania.
            Czynna fabryka samochodow moze byc warta miliony, zamknieta popada w
            ruine - co z tego, ze ma wysoka wartosc "historyczna". Niektore
            zamkniete fabryki maja nawet ujemna wartosc (aby cos na ich terenie
            wybudowac, trzeba najpierw wydac miliony na oczyszczenie
            srodowiska). Przyklad to budynek d. ZWLE im R. Luxemburg w Warszawie
            (zatrucie rtecia).
            4. Przecietne realne zarobki spadaja w USA, tyle, ze gorne 20% ma
            sie coiraz lepiej, a pozostale 80% coraz gorzej.
            5. Nie masz racji. Wiesz jak duzo ginie rocznie w PL przechodniow, a
            jak malo pasazerow pociagow?
            • aksiegowy Re: Kagan - [...] 16.01.09, 18:03
              1. Jak kazde inne
              2. 60K placi sie dzieciom po normalych studiach w normalych
              firmach. Zycie w Stanach nie jest duzo drozsze od zycia w PL.
              3. jak czesto to bywa - twoja odpowiedz jest nie na temat. to bylo
              proste pytanie
              4. jak wyzej - to nie bylo moim pytaniem - po prostu powtarzasz
              frazes
              5. gdzies tam wyzej udowadniales ze jazda pociagiem jest zdrowsza i
              bardzie ekologiczna niz jazda samochodem. Chodzenie piechota jest
              najbardziej ekologiczne
              • burzu-azja Re: Kagan - [...] 16.01.09, 22:31
                2. To bylo ponad 10 lat temu. Dzis to by bylo dobrze ponad 100k na
                reke. Zycie w Stanach jest duzo drozsze niz w Europie, chyba ze sie
                mieszka w slumsach i je junk food. I po studiach to juz nie sa
                dzieci...
                5. Pociag zuzywa na pasaazera kilka razy mniej energii niz samochod
                osobowy i jest czesto od samochodu szybszy. A najbardziej
                ekologiczny jest rower...
                9. A co do reszty - zeszles z tematu.
                • kala.fior Re: Kagan - [...] 17.01.09, 21:24
                  A może kolega poszukałby tabelkę siły nabywczej?

                  Nie podam moich skompromitowanych i skorumpowanych źródeł.

                  Przeciętny Amerykanin jest nadal na 1 pozycji (Norwegia i Luksemburg są przed
                  ale to z "technicznych" przyczyn).

                  • polski.burzuj Re: Kagan - [...] 17.01.09, 21:40
                    PKB USA jest zlozony glownie z nic nie wartej "produkcji" sektora
                    finansowego tegoz USA. Mylisz dobrobyt z PKB per capita...
                    • polski.burzuj Mylisz PKB per capita z dobrobytem... 17.01.09, 22:03
                      1. Około 80% PKB USA to usługi, zaś wiele z nich jest de facto
                      bezwartościowe poza granicami USA (np. usługi świadczone na terenie
                      USA przez amerykańskich prawników, księgowych, maklerów giełdowych,
                      doradców podatkowych itp.). Stąd PKB USA wydaje się być mocno
                      zawyżony. Oprócz tego w ostatniej dekadzie wieku XX wprowadzono w
                      USA nową metodologię liczenia PKB, która jest niekompatybilna z
                      metodami używanymi w reszcie krajów świata. Polega ona na sztucznym
                      zawyżaniu wartości niektórych towarów, głównie wyrobów tzw. high
                      tech („zaawansowanej technologii”, np. komputery i ich
                      oprogramowanie), których ceny są mnożone przez arbitralnie ustalane
                      przeliczniki (mnożniki) mające kompensować spadek ich cen, związany
                      z postępem technologicznym, a także poprzez dodawanie do PKB
                      hipotetycznych czynszów, „zarabianych” przez osoby mieszkające w
                      swoich własnych mieszkaniach (tzw. imputed rents). Nie chodzi tu
                      głównie o prawidłowość owej metodologii, ale raczej o to, iż tylko
                      USA używa owe arbitralne mnożniki i uwzględnia fikcyjne dochody z
                      nieistniejących realnie czynszów, przez co PKB USA jest sztucznie i
                      arbitralnie zawyżony względem reszty państw, które nie używają owych
                      mnożników i nie dodają do PKB fikcyjnych dochodów z wynajmu
                      mieszkań. Oficjalną nazwą owych mnożników jest „Hedonic Methods for
                      Quality Adjustment”, czyli „Hedoniczna Metoda Wyrównywania Zmian
                      Jakościowych” – p. np. artykuł Kenneth J. Stewarta i Stephen B.
                      Reeda “Consumer Price Index research series using current methods” w
                      Monthly Labor Review z czerwca 1999.

                      2. Według ONZ: PKB oznacza jedynie produkcję tych dóbr i usług,
                      które są wprowadzone na rynek. Wśród owych dóbr i usług znajdują się
                      nie tylko poprawiające dobrobyt (welfare) ludności danego kraju, ale
                      też i te, które ów dobrobyt umniejszają. PKB mierzy usługi rządowe
                      po koszcie i zawiera tylko mała część tej produkcji rolników, która
                      zostaje w gospodarstwie rolnym, oraz nie zawiera produkcji
                      gospodarstw domowych, szczególnie wytwarzanej przez kobiety,
                      albowiem do PKB jest liczone tylko to, co jest sprzedane, i w
                      praktyce nawet nie zawsze. Produkcja sektora nieformalnego nie jest
                      w ogóle zawarta w PKB. Ogólne dane odnośnie całego PKB i średnich na
                      osobę (per capita) nie dostarczają żadnej informacji o dystrybucji
                      dochodów oraz o korzyściach gospodarczych dla różnych grup w
                      społeczeństwie, które mogą one zyskać na skutek rozwoju
                      gospodarczego. PKB nie mówi też niczego o warunkach pracy i
                      satysfakcji z niej uzyskanej; nie mówi też nic o stopniu udziału w
                      narodowym życiu różnych grup społecznych oraz nie mówi nic o innych
                      ważnych wymiarach rozwoju takich jak sytuacja demograficzna i
                      warunki polityczne. Międzynarodowe porównania często zawodzą ze
                      względu na to, że kursy wymiany walut nie są odpowiednie do
                      ustalenia względnej siły nabywczej walut, szczególnie w obszarze
                      konsumpcji dóbr i usługi przez gospodarstwa domowe. Studia
                      alternatywnych metod porównywania PKB między krajami bazujące na
                      sile nabywczej walut wskazują, iż konwencjonalne konwersje walut (to
                      jest według kursu ich wymiany) mogą przesadnie zwiększać względną
                      ekonomiczną odległość między krajami o wysokim i niskim PKB per
                      capita. Jest to dobrze zilustrowane przez fakt, że nikt nie mógłby
                      utrzymać się przy życiu w wysoko rozwiniętych („przemysłowych”)
                      krajach z dochodów ocenionych na całkowicie wystarczające do
                      przeżycia w biedniejszych („rozwijających się”) krajach.

                      Źródło: United Nations: Overall Socio-economic Perspective of the
                      World Economy to the Year 2000 (New York: UN, 1990 p. 21)
      • adept44_ltd Re: Kagan - ale dales - 4 litery 18.01.09, 17:14
        Kagan dał, ale nikt nie chciał wziąć, więc wystawiliśmy na allegro, by tak
        samotnie nie poniewierała się na mrozie...
        • polski.burzuj Re: Kagan - ale dales - 4 litery 18.01.09, 22:09
          Ales ty dowciapny... :(
    • polski.burzuj Re: Geneza obecnego kryzysu finansowego w USA 19.01.09, 20:16
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=90042588&a=90042588
    • dr.rehabilitowany Teoria a praktyka w ekonomii 20.01.09, 08:34
      Pamietajmy takze, iz burzuazyjna (neoklasyczna) teoria ekonomii mowi
      nam, ze rynki powinny najlepiej funkcjonowac bez interwencji
      panstwa. Tyle, ze w teorii to pierze z poduszki i olowiana kula tez
      powinny spadac na Ziemie z takim samym przyspieszeniem. Ale tylko w
      teorii - rzeczywistosc fizyczna jest bowiem o wiele bardziej zlozona
      nawet w przypadku pierza i olowiu (tu wplyw atmosfery), a ze
      rzeczywsitosc ekonomiczna jest nieporownwalnie bardziej zlozona niz
      fizyczna (wystarczy wymienic tylko to, ze ekonomia jest dziedzina
      dzialalnosci ludzi, ktorzy bynajmniej nie postepuja racjonalnie i
      przewidywalnie), to sobie mozemy te burzuazyjno-neoliberalne bajki o
      dzialaniu rynkow miedzy bajki wlozyc, a burzuazyjnych ekonomistow
      wyslac do bardziej pozytecznych zajec, takich jak np. sprzatanie
      ulic i chodnikow ze sniegu w zimie i ze smieci w pozostalych porach
      roku.
    • madcio M'kay. 20.01.09, 20:04
      Od wczoraj nie polepszyło się, to poleciało zgodnie z kos. Grzecznie rozmawiać,
      please.
      • dr.rehabilitowany Re: M'kay. 20.01.09, 20:15
        Odczep sie cenzorze od mego watku! I tak z niego nic nie rozumiesz...
    • qfiz Co po ? 24.01.09, 20:11
      burzu-azja napisał:

      > Zastapic USA powinny Chiny i Rosja (wojsko) oraz UE i Japonia
      > (gospodarka). A waluta swiatowa logicznie powinien byc euro.

      To ostatnie - zgoda,
      ale US powinno pozostać równoważnym Europie graczem na rynku
      finansowym.
      Do takiego parytetu powinna dążyć i stara się to czynić Europa.
      Dlaczego? Czyżby nie widziała swojej historycznej szansy?

      Otóż widzi, ale jak się zdaje, po prostu nie życzy sobie takiej
      repolaryzacji.
      EU zbudowana jest na równowadze i równoważeniu, a nie dążeniu
      do hegemonii.

      I obecnie to w jej ręku tkwią atuty pozwalające na spokojne
      (w sensie bez "przejściowej" katastrofy) rozegranie tej partii.

      We współczesnym świecie rolę EP mogłaby i powinna pełnić
      podobna instytucja ponadpaństwowa.

      Rola UN została mocno osłabiona przez US w wyniku rozgrywki wokół
      wojny irackiej, ale nadal wokół niej
      możliwe jest zbudowanie analogicznych do EU struktur.

      US powinno tu dostarczyć armii jako narzędzia zażegnywania
      konfliktów światowych i za tę cenę reszta świata mogłaby zgodzić się
      na dalsze dotowanie tej gospodarki na zbliżonych do dotychczasowych
      zasadach.

      W mojej ocenie wykluczone jest, aby rolę "żandarma" na usługach
      rządu światowego mogło tu pełnić państwo totalitarne lub wciąż
      bliższe takowemu.

      Najkorzystniej byłoby skłonić US do zaakceptowania takiego warunku.
      Mamy tu bowiem do czynienia z realnie najsprawniejszym mechanizmem
      tego typu (armia US), którego roli nie sposób byłoby przecenić,
      gdyby działał zgodnie z interesem (i za wolą, pod realną kontrolą)
      reszty świata.

      To jednak kwestia wynegocjowania nowego consensusu światowego i musi
      rozegrać się między EU i US po jasnym postawieniu warunków
      brzegowych takiego wyjścia z obecnego kryzysu.

      Katastrofalne perspektywy wymagają równie radykalnych rozwiązań
      zaradczych. US można radykalnie odciąć jak chorą narośl od reszty
      świata, ale oznaczałoby to rezygnację z jednego z największych
      centrów cywilizacyjnych (jak w układzie Grecja-Egipt-Rzym-Kartagina,
      gdy skończyło się to... upadkiem cywilizacji.)

      Korzystniej będzie spróbować uzdrowić chore centrum, jednak na
      warunkach podyktowanych przez resztę.
      Oczywiście US należy dać tu "wyjść z twarzą", aby przełknęły tę
      gorzką kurację i nie straciły pary.
      Inaczej nici z tego.
      • dr.niekoszerny Re: Co po ? Koniec USA. 24.01.09, 21:29
        1. Nie warto byc hegemonem. USA dostaly ostatnio dobra lekcje na ten
        temat, jako iz starajac sie utrzymac swa hegemonie, wprowadzily m.
        in. tortury, szpiegowanie wlasnych obywateli, ponizajace procedury
        na granicy itp., a ich proxy na Bliskim Wschodzie dostal pozwolenie
        na uzywanie metod iscie nazistowskich.
        2. ONZ to trup, podobnie jak NATO. Nie warto w nie dalej ladowac
        pieniedzy. Moim zdaniem Polska powinna wystapic z ONZ. Wystarczy nam
        UE.
        3. Armia USA sie tak skompromitowala, zarowno nieskutecznoscia jak i
        barbarzynstwem, ze powinna zostac raz na zawsze zamknieta w swoich
        koszarach na terenie USA.
        4. Uważam też, ze USA można i NALEŻY radykalnie odciąć, jak chorą
        narośl, od reszty świata. I wcale by to nie oznaczało rezygnacji z
        jednego z największych centrów cywilizacyjnych , albowiem USA stało
        sie za prezydentury GW Bush'a centrum swiatowego barbarzynstwa.
        Pozdr. :)
      • adrem63 Re: Co po ? 26.01.09, 21:03
        qfiz napisał:
        > Korzystniej będzie spróbować uzdrowić chore centrum, jednak na
        > warunkach podyktowanych przez resztę.
        Dopuszczam myśl, że to centrum uzdrowi się samo.
        Zdaje się, że nigdy nie było bliżej tego.

        Ameryka powinna porzucić marzenia o hegemonii i przyjąć za naturalny
        świat wielobiegunowy w którym panowałaby względna równowaga sił.
        Może powinna nastąpić nawet swego rodzaju dehegemonizacja, na wzór
        niemieckiej powojennej denazifikacji, bo i zjawisko całkiem podobne.

        Nikogo nie trzeba wykluczać czy izolować tylko wciągać do coraz
        ściślejszej
        współpracy. Celem zrównoważony rozwój świata.

        ONZ trzeba utrzymać, jako rodzaj parlamentu światowego, ale
        zreformować.
        Prawo veta pożegnać, a decyzje podejmować większości np. 2/3 głosów.
        • dr.niekoszerny Re: Co po ? 26.01.09, 21:33
          1. Popieram ten pomysl adrema ad dehegemonizacji USA, na wzór
          niemieckiej powojennej denazifikacji, 'bo i zjawisko całkiem
          podobne'.
          2. ONZ to jednak trup. Trzeba zamknac te organizacje, a na jej
          miejsce stworzyc nowa, najlepiej z siedziba w Warszawie, to jest
          pomiedzy Wschodem a Zachodem, w kraju ktory ma troche z Europy i
          troche z Azji...

          • adrem63 Re: Co po ? 26.01.09, 23:06
            Ad.2
            No jeśli z siedzibą w Warszawie to zgadzam się, może jeszcze z Wałęsą
            na czele ?
            We people want it.
            :)
            • dr.niekoszerny Re: Co po ? 27.01.09, 15:00
              Z Wałęsą za kratkami, razem z Balcerowiczem i innymi złodziejami...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka