aadrianka
23.01.08, 08:26
Wątek trochę śmietnikowy, ale jestem pewna, że większość
Biuściastych miała co najmniej jeden Straszny Sen na tle stanikowym.
A że podobno koszmar senny można oswoić opowiadając o nim...
Czekam m.in na sorbetową Arabelkę jak kania na dżdż*, i dziś
właśnie przyśniło mi się, że przyszła, w towarzystwie drugiego
stanika. Arabelka w rozmiarze 65GG okazała się mieć tragicznie małe
miski: marszczące się na czubku piersi, z góry tworzące już nie
buły, a dorodne bochenki, upychające biust pod pachy. Dramat, ale
jeszcze nic w porównaniu z drugim stanikiem, który okazał się być
karmnikiem (dzieci nie posiadam, ale kolejna koleżanka niedawno
zaciążyła, więc pewnie to stąd). Stanik zabudowany był po zęby i
bardzo przypominał ohydztwo w odcieniu żółtobeżowym, które mama
kupiła mi za moich wczesnolicealnych lat, i przy którym triuphowska
Doreen stanowi szczyt urody i rozbuchanego erotyzmu... tu z kolei
obwód 65 okazał się duuuużo za duży i bezradnie obserwowałam w
lustrze, jak piersi wysmykują się dołem, by osiąść na żebrach.
Zgodnie z oniryczną logiką wysnułam wniosek, że Freya produkuje
rozciągliwce, więc po prostu muszę wymienić na 60tkę. Zamówienie
składałam nie wiedzieć czemu bezpośrednio do producenta, za pomocą
nader skomplikowanego formularza, przewidującego tysiące rubryk na
dane adresata, m.in. wykształcenie:) Rubryki pt szkoła średnia i
podstawowa sobie darowałam, poprzestając na uczelni wyższej. Mętnie
sobie w tym śnie skojarzyłam, że "magister" po angielsku ma coś
wspólnego z "master", wpisałam zatem "master of filologia germańska"
i obudziłam się w trakcie poprawiania na "german philology"
(filology?)...
* do dziś nie wiem, czy i jaki jest mianownik.