marcin841 15.07.05, 22:51 Wielki czlowiek Świeć Panie nad jego duszą www.chorzow.um.gov.pl/index.php4?KAT=2147&ID=111890392848325788 Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
marcin841 Ważniejsze wydarzenia z życia 15.07.05, 22:52 Ważniejsze wydarzenia z życia ks. Franciszka Gębały * 30 VII 1932 r. – Urodził się w Suszcu na ziemi pszczyńskiej. * 7 VIII 1932 r. - Został ochrzczony w parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika. * 1940 r. – Umiera Ojciec ks. Franciszka Antoni. Franciszek rozpoczyna naukę w szkole podstawowej. * 1942 r. – Administratorem parafii w Suszcu został ks. Mieczysław Jesionek (w l. 1957-1976 proboszcz). * 1943 r. - Przystępuje do pierwszej Komunii św. * 12 VI 1946 r. – Przyjmuje sakrament bierzmowania w kościele Wszystkich Świętych w Pszczynie. * 1951 r. – Zdaje maturę i zaczyna studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. * 1954 r. – Po zlikwidowaniu Wydziału Teologicznego na Uniwersytecie Jagiellońskim razem z innymi alumnami słucha wykładów w Seminarium Duchownym w Krakowie. * 16 VI 1956 r. - W kaplicy Seminarium Duchownego w Krakowie przyjmuje święcenia diakonatu z rąk wikariusza kapitulnego archidiecezji krakowskiej bp. Franciszka Jopa (biskupi katowiccy na wygnaniu). * 24 VI 1956 r. - Przyjmuje święcenia kapłańskie z rąk bp. częstochowskiego Zdzisława Golińskiego (trwa czas wygnania biskupów katowickich). * 2 VII 1956 r. – Prymicje w rodzinnym Suszcu. * 1 VIII 1956 r. – Zostaje wikarym w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Brzezinach Śląskich. Substytutem parafii był ks. Antoni Owczarek (w l. 1963-1975 proboszcz). * 30 VIII 1962 r. – Zostaje wikarym w parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Chorzowie Batorym. * 18 IV 1966 r. – Odbywa się spotkanie z okazji 10-lecia święceń kapłańskich (rocznik 1956) w Kokoszycach z udziałem ks. abpa Karola Wojtyły. * 1968 r. – Buduje dwie salki katechetyczne przy plebanii. Początek wielkiego zaangażowania w sprawy remontowe i budowlane, i kłopotów z komunistycznymi władzami. * 7 VI 1968 r. – Wydział ds. Wyznań wysyła do Kurii pismo sprzeciwiające się ewentualnemu mianowaniu ks. Gębały proboszczem w starohajduckiej parafii. * 1 X 1970 r. - Zostaje proboszczem parafii Wniebowzięcia NMP. * 7 X 1970 r. – Uroczyste pożegnanie dawnego i wprowadzenie nowego proboszcza z udziałem bp. Juliusza Bieńka. * 1971 r. – Postawiono garaż przy parafii. Ks. Gębała oskarżany przez władze o samowolne prace mające na celu rozbudowanie obiektów gospodarczych. Wzywany jest też Urzędu miejskiego na rozmowę. * 1972 r. – Prace nad budową pomieszczeń gospodarczych m.in. warsztat ślusarsko-mechaniczny. Powstaje pierwsza część tzw. „baszty” (salka). * 13-15 X 1972 r. – Wizytacja ks. bp. Józefa Kurpasa. * 1973 r. - Wybetonowano plac wokół kościoła i zmieniono ogrodzenie. * 1975 r. – Próba wybudowania kaplicy na cmentarzu. Nie powiodła się z powodu interwencji władz. * 15-26 X 1975 r. - Misje Święte. Prowadzą ojcowie werbiści. * 20 XI 1976 r. - Obchody 75-lecia kościoła Wniebowzięcia NMP oraz nadanie zasłużonemu kanceliście Pawłowi Kadukowi odznaczenia Pro Ecclesia et Pontifice. Podczas mszy św. ks. Gębała zwraca się do bp. Bednorza z prośbą o zgodę na budowę nowego kościoła. Do tej pory zmuszony jest bowiem odprawiać Msze św. na cmentarzu pod gołym niebem. Dzień później odbywa się kolejna msza św. na cmentarzu. Msze św. w każdą niedzielę od kwietnia do grudnia odprawiano aż do 1981 r. * 1977 r. – Postawienie garaży przy probostwie. * 16 I 1977 r. – Odwiedziny bp. Ignacego Jeża, który w l. 1937-1942 był wikarym parafii WNMP. * 2-13 III 1977 r. – Odnowienie misji świętych. * 1978 r. - Postawiono fundamenty pod kaplicę na starym cmentarzu. W tym samym roku - z powodu szkód górniczych - podjęty został remont ścian kościoła. Jednocześnie dokonano czwartego jego malowania. * 9-10 IX 1978 r. - Wizytacja bp. Czesława Domina. * 1978 r. - Kolejne prace gospodarcze - dobudowano publiczne WC w otoczeniu kościoła. * 18 VI 1979 r. – Umiera ks. T. Krząkała. * 1979 r. - Na probostwo przeprowadza się ks. emeryt Alojzy Tomecki. * 1980 r. - Powstaje tzw. „baszta”, czyli druga salka obok zbudowanej już wcześniej. wiosna 1981 r. – Powstaje druga salka w baszcie - z dobudowanym przedsionkiem i małą kuchnią. * 8 VI 1981 r. – Uroczyste obchody 25-lecia kapłaństwa ks. Franciszka. * 17 X 1981 r. – Poświęcenie krzyża na miejscu budowy kościoła Jezusa Chrystusa Dobrego Pasterza – z udziałem bp. Herberta Bednorza. * 1983 r. – W starohajduckim kościele przebudowano ogrzewanie. * 20-27 III 1983 r. – Ponownie ojcowie werbiści głoszą Misje święte. * 12-13 XI 1983 r. – Wizytacja bp. Czesława Domina. * 8 XII 1983 r. – Bp H. Bednorz poświęcił wzniesiony w latach 1982-1983 Dom katechetyczny im. Jana Pawła II. Kamień węgielny poświęcił papież podczas II pielgrzymki do Polski. * 1986 r. – Oddano do użytku Dom katechetyczny na starym osiedlu. Budowa trwała od 1982 r. * 14 V 1986 r. – Wmurowanie kamienia węgielnego pod kościół Jezusa Chrystusa Dobrego Pasterza. * 23 VI 1986 r. – Uroczyste obchody 40-lecia kapłaństwa ks. Alojzego Tomeckiego. * 2 III 1987 r. – Poświęcenie probostwa na starym osiedlu. Obiekt budowano od 1983 r. * 5 IX 1987 r. – Uroczyste obchody 50-lecia kapłaństwa bp. Ignacego Jeża. * 1989 r. – Ogromny wkład ks. Gębały w odnowę samorządowego życia politycznego w Chorzowie. * VI-IX 1989 r. – Kolejny remont i malowanie starohajduckiego kościoła. * 2 XII 1989 r. – Abp Damian Zimoń poświęcił kościół pw. Jezusa Chrystusa Dobrego Pasterza. W Testimonium napisano: „budowniczym kościoła był ks. Franciszek Gębała”. Kościół budowano od 1984 r. * 1990 r. - Początek budowy cmentarza na Niedźwiedzińcu. * 3 I 1990 r. - Apb Damian Zimoń przesłał na ręce ks. proboszcza Gębały podziękowanie za wybudowanie kościoła JChDP. * 12 IX 1992 r. - Pielgrzymka kapłanów i kleryków diecezji katowickiej do Hajduk w związku z ogłoszeniem ks. Józefa Czempiela Sługą Bożym. * IX 1992 r. – Na nowym cmentarzu bp Gerard Bernacki poświęcił kaplicę budowana od 1991 r. Obok stanęły także pomieszczenia gospodarcze, biuro i chłodnie. * 20-28 XI 1993 r. - Misje głoszą ojcowie oblaci z Koszutki. * 10-13 XI 1994 r.- Wizytacja abp. Damiana Zimonia. Poświęcenie ołtarza, chrzcielnicy i ambony w przebudowanym prezbiterium. * 2 VII 1995 r. – Uroczyste obchody 60-lecia kapłaństwa ks. Mieczysława Jesionka z udziałem ks. abpa Damiana Zimonia i bp. Ignacego Jeża. * 1995 r. - Ks. proboszcz Franciszek mianowany kapelanem Jego Świątobliwości (Prałatem). * Od 1995 r. - Regularnie współpracuje w organizowanych w Hajdukach corocznych sesjach naukowych. * 1996 r. – Powstają kolejne pomieszczenia gospodarcze i socjalne na nowym cmentarzu. * 20 VI 1996 r. – Uroczyste obchody 40-lecia kapłaństwa ks. Franciszka. * 15 IX 1996 r. – Obchody 95-lecia kościoła. * 1997 r. - Wybrukowano plac po stronie południowej, a także iluminowano kościół. * VI 1997 r. – Ukazuje się książka Śląski Machabeusz. Ksiądz Józef Czempiel i jego parafia, powstała z inspiracji ks. Franciszka i pod jego patronatem. * Odpowiedz Link Zgłoś
marcin841 Re: Ważniejsze wydarzenia z życia 15.07.05, 22:53 # VI 1997 r. – Ukazuje się książka Śląski Machabeusz. Ksiądz Józef Czempiel i jego parafia, powstała z inspiracji ks. Franciszka i pod jego patronatem. # 14 IX 1997 r. – Uroczyste obchody 60-lecia kapłaństwa bp. Ignacego Jeża. # 23-24 X 1997 r. – Peregrynacja kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. # 20 VI 1998 r. – Msza św. dziękczynna i uroczyste pożegnanie ks. proboszcza Gębały. # 1 VIII 1998 r. – Od tego dnia ks. Gębała przestał być proboszczem w parafii WNMP, a jego miejsce zajął ks. Henryk Aleksa. # 25 października 1999 r. - Z okazji 10-lecia powstania Związku Górnośląskiego ks. prałat Franciszek Gębała został wyróżniony Honorową Nagrodą Chorzowskich Kół Związku Górnośląskiego. W uzasadnieniu napisano, że nagrodę tę przyznano ks. Gębale za to, że jego „osobowość wywarła fundamentalny wpływ na działalność Związku Górnośląskiego”. # 2004 r. – W „Hajduczaninie” ukazują się wspomnienia ks. Franciszka pt. Co pamiętam z okupacji niemieckiej (1939-1945) i „wyzwolenia” Suszca przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 r. # 9 V 2005 r. - Ks. Franciszek umiera w swoim mieszkaniu na probostwie. # 12 V 2005 r. – Eksportacja zwłok z Domu katechetycznego oraz pogrzeb na starym hajduckim cmentarzu przy ul. Granicznej. Odpowiedz Link Zgłoś
rico-chorzow Re: Ważniejsze wydarzenia z życia 15.07.05, 23:20 Moj Opa boł kejś we radzie kościylny,a kejś przestoł chodzić do kościoła. Odpowiedz Link Zgłoś
marcin841 Wspomnienia 15.07.05, 22:53 spomnienia śp. ks. Franciszka Gębały (cz.1) W chwili swojego odejścia na emeryturę w roku 1998 ks. prałat Franciszek Gębała miał już napisane wspomnienia dotyczące najrozmaitszych prac budowlanych i remontowych, które przeprowadził w starohajduckim kościele i w jego otoczeniu, a także oczywiście tych związanych z budową nowego kościoła pw. Jezusa Chrystusa Dobrego Pasterza. Kiedy mi wręczał jeden z egzemplarzy wydruku komputerowego, prosił, by opublikować je dopiero po jego śmierci. Ta prośba nie zaskoczyła mnie. Był człowiekiem nadzwyczaj skromnym i pokornym. Opisując wydarzenia z lat 1970-1998 pragnął jedynie dać świadectwo prawdzie. Nigdy nie było jego celem chlubić się z dokonanych przez siebie prac. Traktował je jako owoc swojego powołania, jako swój duszpasterski obowiązek, codzienną pracę na rzecz parafii. Czyniąc zadość prośbie śp. ks. Franciszka dzisiaj rozpoczynamy publikację tych wspomnień. Są niezwykle skrupulatne. Ks. prałat pragnął w miarę możliwości i pamięci wielu wymienić i tym samym wyrazić im wdzięczność. Tekst ten jest świadectwem heroicznego wysiłku i cierpliwości, wielkiej odwagi, zaradności, a także inwencji, a przede wszystkim nadziei i woli zwycięstwa dobra. Niektóre partie wspomnień mają wręcz sensacyjny posmak. Całe są świadectwem czasów, które - w co trudno uwierzyć - tak niedawno jeszcze były rzeczywistością. To prawdziwa historia najnowsza Hajduk. Wspomnienia śp. ks. Franciszka Gębały cz. I Budowy, przebudowy, urządzenia oraz inne prace przy parafii Wniebowzięcia NMP w Chorzowie Batorym (1970-1998) I. Wspomnienia najpierw o pracach nielegalnych – samowolnych Oprócz zasadniczych obowiązków kapłańskich, nauczycielskich i pasterskich, proboszcz jest zobowiązany do troski o sprawy materialne parafii i do podejmowania budownictwa służącego wspólnocie parafialnej. Zacząłem od nielegalnych budów, bo taka była konieczność, zwłaszcza dla katechizacji dzieci. Nie dawano pozwoleń, a wykrycie przez „władze” nielegalnej budowy było surowo karane, do rozbiórki włącznie. W naszym wypadku dochodziło jednak do „powykonawczego zatwierdzenia budowy”. Jeszcze w roku 1968 wobec potrzeby salek katechetycznych - do nauczania mieliśmy 4000 dzieci szkolnych, 500 przedszkolaków i blisko 1000 młodzieży, pracowało 4 księży wikarych i 1 lub 2 katechetki, a miejsce do nauczania stanowiły tylko 4 salki wokół prezbiterium kościoła [dziś zakrystia i przedsionki] - ks. proboszcz dr Teodor Krząkała za namową wikarych zdecydował się na nielegalną budowę w ramach istniejącej drewnianej przybudówki przy probostwie wychodzącej w stronę ogrodu, stanowiącej letnią jadalnię i miejsce wypoczynku. Salka miała powstać na istniejących tam fundamentach. Projekt wykonał pan Podleski. Jednak przestrzeń ograniczona starymi fundamentami była za wąska pod salkę. Chcieliśmy wybudować dwie salki w czasie wakacji. Ks. Proboszcz przekazał mi projekty oraz gromadzenie materiałów, a sam, schorowany, wyjechał na leczenie do Jastrzębia Zdroju. Materiały, choć opłacone, musiały być „sprytnie” sprowadzane – cegła, cement, wapno, drewno – krawędziaki, deski, stal-dwuteowniki, papa, itd. Tylko stal zbrojeniową oraz żwir mieliśmy na miejscu. Pewne materiały, jak drewno, były od brata Ludwika w Suszcu, a inne w większości z „Geesu” (Gminnej Spółdzielni) w Tychach. Poszerzyliśmy fundamenty. Kopał nieodzowny, mocno zaangażowany pan Stasiek Trójca i częściowo ja. Zorganizowano pełną poświęcenia „drużynę do akcji”. Od strony ogrodu postawiono (wkopano w ziemię) gałęzie drzew liściastych zasłaniające miejsce budowy. Rosły fundamenty, mury, strop i dach. Budowano prawie równocześnie drugą salkę. Wracając z urlopu Ks. Proboszcz był nieco przestraszony. Powiedział: „Pójdziemy siedzieć”! (bo za to wsadzano do więzienia). Nie było jednak donosu do „władz”, więc budowano dalej. Tynkowano, malowano, wykonano podłogę. Już we wrześniu wprowadziliśmy tam dzieci na lekcji religii. I pomyśleć: nikt z władz nas nie zaatakował, bo nikt nie doniósł. Cdn. ks. Franciszek Gębała Od redakcji To prawda - nikt z parafian nie zadenuncjował prac, jednak ks. Gębała był już obserwowany przez władze komunistyczne. W związku ze słabym zdrowiem ks. proboszcza Krząkały coraz głośniej mówiło się, że zastąpić go może zaprzyjaźniony z nim wikary. 7 czerwca 1968 r. ks. Gębała został wezwany do Wydziału do Spraw Wyznań na rozmowę. W jej wyniku 12 czerwca kierownik Wydziału wysłał do Kurii w Katowicach zawiadomienie sprzeciwiające się ewentualnemu mianowaniu na proboszcza. W uzasadnieniu napisano, że „Ks. Franciszek Gębała w czasie przeprowadzonej w tut. Wydziale rozmowy (...) nie dał gwarancji, że będzie respektował obowiązujące zarządzenia państwowe, a w szczególności Zarządzenia Ministra Oświaty w sprawie prowadzenia punktów katechetycznych i rozporządzenia Ministra Finansów (...) w sprawie prowadzenia ksiąg przez osoby prawne”. Ks. Gębała miał jasną wizję duszpasterstwa, był człowiekiem, który nie pozwalał się zastraszać i znał granicę kompromisów. Taka postawa stała się źródłem wielu kłopotów z władzami, ale przede wszystkim była świadectwem wiary. Odpowiedz Link Zgłoś
marcin841 Homilia wygłoszona na pogrzebie 15.07.05, 22:54 Homilia wygłoszona na pogrzebie śp. ks. Prałata Franciszka Gębały Czcigodny Księże Arcybiskupie, Metropolito Damianie, biskupie Januszu, Drodzy Bracia w Chrystusowym Kapłaństwie, siostry zakonne, Szanowna Rodzino Zmarłego – dwaj bracia z rodzinami, siostro i bratowo z rodzinami, mili goście, przedstawiciele władz samorządowych, umiłowana rodzino parafialna. Św. Paweł w Liście do Hebrajczyków pisze: „Pamiętajcie o swych przełożonych, którzy głosili wam Słowo Boże, i rozpamiętując koniec ich życia, naśladujcie ich wiarę” (Hbr 13,7). „Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy.” (Hbr 11,1a) Stajemy przy trumnie śp. ks. Prałata Franciszka Gębały – Przewodnika na drodze wiary dla wspólnoty Ludu Bożego tej parafii. Sprawował pieczę nad powierzoną trzodą parafialną jako prezbiter - „starszy”, przełożony, proboszcz i ojciec duchowy przez długie lata. Jego śmierć nas wszystkich głęboko poruszyła i zasmuciła. Przyjmujemy jednak wolę Pana życia i śmierci, który nieoczekiwanie powołał drogiego nam proboszcza i konfratra do siebie, w duchu wiary, „bo przecież nie mamy tu miasta stałego, ale do niego zdążamy”. Nie tak dawno przeżywaliśmy smutek z powodu odejścia do Pana papieża Jana Pawła II, który ukazał nam „ars vivendi” i „ars moriendi” - sztukę życia i umierania po chrześcijańsku. Ta śmierć uświadomiła niejednemu niejako namacalnie, że umierają wielcy i mali tego świata. Człowiek kończy ziemską wędrówkę śmiercią, przejściem przez bramę do innego życia, innej rzeczywistości. Ale tu na ziemi przygotowuje swój przyszły los: szczęśliwy – w bliskości Boga, lub tragiczny – w oddaleniu od Niego. Tu winien każdy z nas wykorzystać dobrodziejstwa i pomoce, jakie Bóg daje człowiekowi do zbawienia. Kapłan otrzymuje od Boga wielkie dary i dobrodziejstwa: powołanie, sakrament kapłaństwa, który włącza go w funkcje Chrystusa Pana tak, że mówimy o kapłanie „alter Christus”. A Bóg domaga się od niego przede wszystkim wierności. „Pójdź, sługo wierny, byłeś wierny w małym...” Śp. ks. Franciszek należał do kapłanów wiernych do końca Bogu i ludziom. Był wierny swemu powołaniu, był wierny depozytowi wiary, był wierny w wypełnianiu duszpasterskich zadań. Słabości, dolegliwości, choroby to pochodna jego całkowitego zaangażowania w pracę, bez oszczędzania siebie. Wierny kapłan sprawdza się w próbach, cierpieniach i przeciwnościach. Nie słyszałem, żeby się ks. Franciszek skarżył czy narzekał. Kiedy po operacjach – bardzo poważnych – wracał do zdrowia i pytaliśmy go, jak się czuje, odpowiadał z uśmiechem: jak na tyle dolegliwości, czuję się świetnie! O niektórych dolegliwościach nie zwierzał się nawet najbliższym konfratrom. Żegnamy kapłana wielkiego zawierzenia Bogu i Matce Bożej, i czciciela Poprzednika – bł. Józefa Czempiela, człowieka ufnej wiary. „To dziedzictwo kapłańskiej wiary, posługi, solidarności z narodem w najtrudniejszych okresach stanowi fundament zaufania dla kapłana wśród społeczeństwa” - mówił o wierności kapłańskiej Jan Paweł II do kapłanów w 1979 r. w Częstochowie. Powiedziałem na wstępie, że rozpamiętując koniec życia naszych poprzedników duchowych – kapłanów – mamy naśladować ich wiarę i uczyć się od nich zawierzenia Bogu. Czego pragnie nas najbardziej nauczyć śp. zmarły duszpasterz? Przede wszystkim szczerej, radosnej, pokornej wiary, a nawet - chciałoby się powiedzieć – wiary dziecięcej, a zarazem bardzo dojrzałej. Tego uczył śp. ks. Franciszek na ambonie, w salce katechetycznej, na budowie. Uczył nie tylko słowem, ale swoją postawą, odniesieniem do drugiego człowieka. Głosił Wam, Drodzy Bracia i Siostry, Dobrą Nowinę o zbawieniu, o szczęściu, którego świat dać nie może, które wysłużył nam Odkupiciel na krzyżu, a po swoim zmartwychwstaniu pragnie nas nim obdarzyć na całą wieczność. Czy to nie znamienne, że ks. Franciszek zaproszony został do tej innej rzeczywistości właśnie wtedy, kiedy liturgia Kościoła wzywa nas, byśmy wpatrywali się w Chrystusa wstępującego do nieba i mówiącego do uczniów „nie smućcie się, poślę wam >Parakleta< Pocieszyciela, Ducha Prawdy, który od Ojca pochodzi”. Cóż, kiedy wielu współczesnych ludzi nie wpatruje się już w Chrystusa wstępującego do nieba, a w prawdy ostateczne powątpiewa. Pytamy dalej: skąd kapłan czerpie siły do wiernej służby? Ojciec św. Jan Paweł II mówił, że czerpie ją z „Wieczernika, Ogrójca, Kalwarii” i że jest wyssana z piersi naszych matek. Nasz śp. konfrater wyniósł tę głęboką wiarę z religijnej atmosfery domu rodzinnego, zwłaszcza od Matki, bo Ojciec wcześniej umarł. Mówi się, że wiarę kapłana można odczuć po sposobie odprawiania mszy świętej. Zmarły z wielkim przejęciem sprawował Eucharystię, nigdy się nie spieszył na mszy świętej, dla Jezusa miał zawsze czas. O konfesjonale mówi się, że jest to crux – krzyż dla kapłana spowiednika, ale gorliwego kapłana cechuje ukochanie konfesjonału, bo tam przecież okazuje się miłość miłosierna Pana. Zmarły konfrater chodził chętnie do konfesjonału, służąc tam wytrwale penitentom. Kiedy po operacji serca wracał już do zdrowia, cieszył się przede wszystkim z tego, że może iść do ołtarza i do konfesjonału, a do obecnego proboszcza mówił: „ksiądz ma wiele innych zajęć, ja tu będę posługiwał w konfesjonale”. Godny podkreślenia był Jego talent organizatorski i budowlany. Dbał o rozwój grup parafialnych, starał się, by zbudować dom parafialny – miejsce spotkań dla dzieci, młodzieży i starszych. Oczkiem w głowie była dla niego budowa kościoła Dobrego Pasterza na osiedlu. Założył też nowy cmentarz, postawił na nim kaplicę. Skąd czerpał energię? Jak zdobywał materiały trudno dostępne, sprzęt budowlany – to pozostanie Jego tajemnicą. Zawsze użyczał tego sprzętu również na inne budowy sakralne. Sam z tego skorzystałem. Wspominam Jego troskę o budowę kościoła na wielkim osiedlu, jego wędrówki do władz z prośbą o pozwolenie na budowę, to wytrwałe odprawianie mszy św. najpierw na cmentarzu, aby zwrócić uwagę na potrzebę kościoła na osiedlu. Widziałem, jak on i wspólnota parafialna radowali się, gdy ks. bp Herbert Bednorz poświęcił krzyż na placu budowy. Potem budowa ruszyła. Zmarły duszpasterz nie stronił od pracy fizycznej na budowie, czym zyskał sobie uznanie, sympatię wiernych i przyciągał w ten sposób męskie siły, aby włączyły się do dzieła budowy. Budował przez to jednocześnie wspólnotę parafialną wokół nowego kościoła. Zdarzało się, że jako dziekan, kiedy miałem do przekazania wiadomości proboszczom, śp. ks. Franciszka spotykałem nie na probostwie, ale na budowie. Często bardzo trudno go było rozpoznać: w roboczym ubraniu, obsypany pyłem cementowym, stojącego na dużej betoniarce czy steterze. Ciekawe refleksje snuje zmarły współbrat w swoim testamencie. Napisał: „administracja, sprawy budowlane to sprawy drugorzędne. Ale posługa czysto kapłańska jest rzeczą pierwszoplanową”. I tak było w rzeczywistości. Mimo zaangażowania w sprawy budowlane duszpasterstwo było dla niego pierwszoplanowe. Organizował wykłady, prelekcje, spotkania ze znanymi osobistościami duchownymi i świeckimi, był duszą tych spotkań. Pisze dalej w testamencie, że chciał mieć św. Franciszka jako wzór do naśladowania. Duch św. Franciszka cechował Zmarłego. Od drzwi probostwa potrzebujący nie odchodzili bez pomocy. Probostwo Wniebowzięcia NMP było przykładem zgodnego współżycia kapłanów różnych pokoleń, którzy tam przebywali. Chcę tu wspomnieć relacje ks. Franciszka do ks. dra Krząkały – jego poprzednika. Z radością i wielkim pożytkiem przebywało się w ich gronie. 21 lat gościł na probostwie emeryt – ks. proboszcz Alojzy Tomecki. I wreszcie Zmarły wspomina o sobie: „Na kapłańskiej emeryturze jestem wśród swoich, cieszę się z tego i wyrażam wdzięcznoś Odpowiedz Link Zgłoś
marcin841 Re: Homilia wygłoszona na pogrzebie 15.07.05, 22:55 Pisze dalej w testamencie, że chciał mieć św. Franciszka jako wzór do naśladowania. Duch św. Franciszka cechował Zmarłego. Od drzwi probostwa potrzebujący nie odchodzili bez pomocy. Probostwo Wniebowzięcia NMP było przykładem zgodnego współżycia kapłanów różnych pokoleń, którzy tam przebywali. Chcę tu wspomnieć relacje ks. Franciszka do ks. dra Krząkały – jego poprzednika. Z radością i wielkim pożytkiem przebywało się w ich gronie. 21 lat gościł na probostwie emeryt – ks. proboszcz Alojzy Tomecki. I wreszcie Zmarły wspomina o sobie: „Na kapłańskiej emeryturze jestem wśród swoich, cieszę się z tego i wyrażam wdzięczność aktualnemu proboszczowi”. Obserwowałem postawę Zmarłego do obecnego proboszcza, postawę pełną delikatności, życzliwości i taktu. Duch Franciszkowy objawił się również w przyjmowaniu wyrazów uznania i godności. Wyróżniony został godnością prałata, ale bliskie otoczenie mówi, że sutanny prałackiej nie ubrał. Wyróżnienia, uznanie traktował zawsze jako dodatkowy impuls do jeszcze intensywniejszej posługi dla Boga i dusz ludzkich. Dziękuje w testamencie za powołanie i dar kapłaństwa. Ks. Biskupowi dziękuje za powierzenie mu tak wielkiej parafii, do czego – jak pisze „w pełni nie mogłem dorastać”. Jedynie łaska Boża mogła słabość ludzką uzupełnić. Czyż to nie znamienny rys rozpoznania swojej osobowości i znak pokory? Dziękuje Matce, która 14 lat posługiwała jeszcze na probostwie. Dziękuje wikarym, którzy byli Jego pociechą. Dziękuje siostrom zakonnym, współpracownikom kościelnym i gospodyni – pani Jadzi Śledzionie. Dziękuje wszystkim konfratrom i dziękuje Wam, kochani parafianie. Czy nie jesteśmy winni podziękowania Tobie, księże Franciszku? Dziękujemy za kapłańską postawę, konfraterską życzliwość, otwartość serca, dobroć i duszpasterską gorliwość. Dajesz nam wymowną lekcję. „Do dóbr materialnych starałem się nie przywiązywać, choć wieloma zarządzałem. Wartościowych rzeczy nie posiadam, a książki i pamiątki proszę rozdać”. Czyż może być piękniejsze odejście kapłana, jak ta chwila, którą przeżył śp. ks. Franciszek? Po spotkaniu z Panem przy stole eucharystycznym wrócił do swojego skromnego mieszkania, skąd Bóg powołał go do wiekuistego domu Ojca. Żegna nas wszystkich i przeprasza za uchybienia. Ostatnie zdanie testamentu odczytałem jako okrzyk wiary płynący z gorącego serca, skierowany do nas: „Spotkamy się w niebie!” Życzymy Ci szczęśliwości wiecznej i o to się modlimy – przecież przedstawiłeś Panu pełne sieci i bogate w ziarno snopy. A my prosimy Cię, wstawiaj się za nami, wyproś nam u Pana wytrwałość w wierze i w pełnieniu naszego życiowego powołania do końca dni naszego życia. ks. Jan Gacka Odpowiedz Link Zgłoś
marcin841 Homilia podczas eksportacji 15.07.05, 22:56 Homilia podczas eksportacji śp. ks. prałata Franciszka Gębały Kto wierzy, wie, dokąd idzie! Wieczór. Szpital „bracki” w Chorzowie. Oddział Intensywnej Terapii. Pytam: Czy mogę odwiedzić chorego ks. Franciszka Gębałę? - Tak. Tylko trzeba nałożyć obuwie ochronne. Wchodzę. W otwartym boksie leży dwóch chorych. Ks. Franciszek z brzegu, przykryty białym prześcieradłem. Wokół Niego gąszcz przewodów, przyssawek i monitor tuż nad głową wykreśla rytm bijącego serca. Mówię: Szczęść Boże! Franku, żyjesz? - Żyję i to całkiem nieźle, tylko na uwięzi. - Ledwo żyjesz, a jeszcze żartujesz! Wtedy – już poważniej i dosadniej słyszę słowa: „Kto wierzy, wie, dokąd idzie”. Dar wiary przekazali Mu rodzice – Antoni i Monika, o których tak serdecznie wspomina w testamencie. A potem księża proboszczowie: ks. Jesionek, ks. Owczarek, ks. Krząkała. Kiedy miał 10 lat szalała wojna. Wtedy przyjął Komunię św. i sakrament bierzmowania. Wszystko w Suszcu, na ziemi pszczyńskiej. Razem z matka Moniką, braćmi: Ludwikiem, Benkiem, Jankiem oraz siostrą Anielką pracował na roli, ucząc się i modląc, wyprosił powołanie do kapłaństwa Chrystusowego. Maturę zdał w Pszczynie w 1951 r. Studia rozpoczął w Krakowie, początkowo na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, a później w Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym. W roku 1956 został wyświęcony na kapłana przez ks. bpa Zdzisława Golińskiego z Częstochowy, gdyż biskupi katowiccy byli na wygnaniu. Jako wikariusz 6 lat pracował w Brzezinach Śl., a następne lata u Was, w Chorzowie – Hajdukach nieprzerwanie przez 43 lata. A jakie to były czasy, to każdy starszy wie. Przez ten czas ks. Franciszek większość z Was ochrzcił, ubogacał innymi świętymi sakramentami. Gospodarny i niesamowicie pracowity wybudował kościół Dobrego Pasterza, dwa domy katechetyczne, probostwo, kaplicę cmentarną. Innym kapłanom pomagał w budowie kościołów, wypożyczając maszyny i doradzając w organizacji pracy. Przez kilka lat po stanie wojennym zaopatrywał cały dekanat w dary caritasowe. Kapłan. Proboszcz. Duchowy Ojciec hajduczan. Pasterz gorliwy, czuwający nad owczarnią, kierowany prostą, ale niezwykle mocną zasadą: „Kto wierzy, wie, dokąd idzie”. W 72 roku życia odszedł do Domu Ojca. Takie jest świadectwo ks. Franciszka. Jego życie jest świadectwem! W ten wieczór, kiedy leżał po zawale serca na OIOM-e – na odchodne, cichym głosem pożegnał mnie i wypowiedział drugie zdanie: „Wprawdzie leżę tu bezradny, ale nade mną jest BÓG”. Wyszedłem do samochodu, padał deszcz. Światła miasta lśniły blaskiem mokrego asfaltu. Czerwone światła skrzyżowanych dróg zatrzymały na chwilę samochód, w głowie pulsowało echo wyszeptanych słów: „Wprawdzie leżę tu bezradny, ale nade mną jest Bóg”. Dziś przypominam Wam te słowa wobec śp. ks. Franciszka, obecnego tu pośród nas, bo tyle razy słyszałem pełne boleści przekleństwa na okrutne czasy śląskiego dnia... Po wielekroć też atakujemy Boga wypominając: dlaczego akurat ja muszę cierpieć, umierać? Odpowiedzią są te słowa zasłyszane w szpitalu z ust cierpiącego kapłana: „Wprawdzie leżę tu bezradny, ale nade mną jest Bóg”. Zaufanie, zawierzenie Bogu to niezwykła moc, na której możesz budować wielkie dzieła. Możesz osiągnąć sukces w znaczeniu doczesnym i wiecznym. W ten potężny świat ludzi wiary prowadzą nas dopiero co usłyszane święte słowa z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła: „Umiłowani: Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec. Zostaliśmy nazwani Dziećmi Bożymi i nimi jesteśmy(...) Gdy Bóg się objawi, będziemy do Niego podobni”. Idziemy w stronę Ojca, w Jego ramiona, albowiem „wszystko, co mi daje Ojciec do mnie przychodzi, a tego, co do mnie przychodzi, precz nie odrzucę (...) bo wolą Ojca mego jest to, abym niczego nie stracił” - głosi Ewangelia wg św. Jana. Ks. Prałat zakończył Nieszpory swojego pracowitego życia, będąc „pośród swoich”, na emeryturze kapłańskiej i w Hajdukach na probostwie. Jego testament przepełniony jest wdzięcznością Bogu i ludziom. Ból pożegnania niech nam słodzi Hymn wielkanocnych nieszporów. Pomiędzy nami idziesz Panie, Po kamienistej drodze życia I słuchasz słów zrodzonych z lęku Przed jutrem pełnym tajemnicy. Niebawem skończy się udręka I dzięki Twemu zmartwychwstaniu Wejdziemy w progi Domu Ojca ... Kto wierzy, wie, dokąd idzie. Amen ks. Alfred Szkróbka Odpowiedz Link Zgłoś
marcin841 Bóg zapłać, księże Franciszku 15.07.05, 22:57 Bóg zapłać, księże Franciszku W Uroczystość św. Stanisława 9 maja AD 2005 odszedł do Pana śp. ks. Prałat Franciszek Gębała, po wspólnie celebrowanej Eucharystii o 8.00. Cichy, pełen pokory, o wielkim sercu dla Boga i drugiego człowieka. Tego serca doświadczałem jako jego następca od 12 czerwca 1998 r. W czasie tego pierwszego spotkania na probostwie obdarował mnie książkami Śląski Machabeusz. Ks. Józef Czempiel i jego parafia i Światło i cienie - książkami, których lektura ukazała mi historię parafii, do której posłał mnie ks. arcybiskup. Śp. ks. prałat jako Senior na probostwie cieszył się z wszystkiego, co działo się w parafii, z każdego parafianina, który przychodził na mszę św., na nabożeństwo, do konfesjonału... Cieszył się bardzo z prac, jakie były prowadzone – z odnowionego, wyremontowanego kościoła. Swoją osobą wprowadzał prawdziwie ciepły klimat na probostwie. A równocześnie przeżywał głęboko i bolał, gdy słyszał, że coś zniszczono, skradziono w kościele, na cmentarzu czy w obejściu probostwa. Do końca zatroskany o dobro wspólne naszej parafii. Zawsze służył pomocą, radą temu, który zaczynał – uczył się proboszczowania w tak wielkiej parafii. W jednym dniu dane nam było świętować nasze kolejne urodziny – przy ołtarzu i przy stole na probostwie, w gronie kapłanów dekanatu. Śp. ks. Prałat Franciszek nigdy się nie skarżył, nie narzekał, mimo swojego cierpienia (którego nie pokazywał na zewnątrz), spieszył codziennie – kilkakrotnie, choć jak mi kiedyś powiedział, lekarz zalecał mu, by tylko jeden raz dziennie pokonywał drogę do kościoła ze względu na obolałe i poranione nogi. Jak często ludzie usprawiedliwiają swoją nieobecność na mszy św. z błahych powodów... Odszedł do Pana po nagrodę nieba i ufam, że tam z nieba wstawia się wraz z bł. ks. J. Czempielem za swoimi parafianami i cieszyć się będzie z naszej wierności Bogu, Jego przykazaniom. Niech ta świadomość, że on czeka na nas w domu Ojca mobilizuje nas do tej wierności, dobra i miłości wzajemnej. Bóg zapłać, księże Franciszku, za każde dobro, którego doświadczyłem! ks. Henryk Aleksa (proboszcz parafii Wniebowzięcia NMP, następca ks. Franciszka Gębały od roku 1998) Odpowiedz Link Zgłoś
marcin841 Był w Chorzowie Batorym „od zawsze” 15.07.05, 22:58 Był w Chorzowie Batorym „od zawsze” Jako uczeń III Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Batorego miałem zwyczaj zatrzymywania się na krótką modlitwę przed lekcjami w pobliskim kościele Wniebowzięcia NMP. Nie pamiętam już, czy codziennie widywałem ks. Franciszka Gębałę. Zapewne wielokrotnie spotykałem Go podczas tych czterech szkolnych lat. Mimo iż w tamtym czasie mieszkałem jeszcze na terenie parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa, ks. Franciszek nie był dla mnie kimś zupełnie obcym. Myślę, że niejednemu z nas, młodych mieszkańców Hajduk, wydawało się, że ks. Gębała był w Chorzowie Batorym od zawsze. Co więcej, nazwisko „Gębała” kojarzyło się przede wszystkim z jedna osobą – proboszczem hajduckiej parafii mariackiej. Kiedy sam wybrałem drogę do kapłaństwa, w naturalny sposób moje osobiste więzi z ks. Franciszkiem zaczęły się zacieśniać. Myślę, że nabrały szczególnego wyrazu, gdy po III roku studiów filozoficzno-teologicznych, zobowiązany do 10-tygodniowego stażu pracy fizycznej, wybrałem miejsce budowy nowego kościoła pw. Jezusa Chrystusa Dobrego Pasterza (już wówczas byłem parafianinem najmłodszej hajduckiej parafii). W czasie wakacji 1989 roku ks. Franciszek Gębała był przez 2,5 miesiąca moim pracodawcą i przełożonym. W tamtych dniach nie tylko widywałem Go prawie codziennie, ale miałem okazję z Nim porozmawiać, wysłuchać dobrych rad i wykonać Jego służbowe polecenia. Poznawałem ks. Franciszka jako tytana pracy (któż Go takim nie poznał?!), ogromnie zaangażowanego w każdy obszar swej kapłańskiej działalności – od duszpasterza po budowniczego. Ks. Gębała zaszczycił mnie swą obecnością na moich kapłańskich prymicjach, a potem zaprosił mnie (jako „sąsiada”) z kazaniem prymicyjnym do parafii Wniebowzięcia NMP. Zawsze ciepło wspominał kapłanów, których Bóg postawił na Jego kapłańskiej drodze: ks. Owczarka, ks. Jesionka, ks. Krząkałę… Słuchałem z wielką uwagą Jego opowiadań na temat tych i innych kapłanów. Będę wspominał ks. Franciszka Gębałę równie serdecznie i jako kapłana, i jako starszego brata w posłudze. I choć dla Jego oczu słońce ziemi zgasło, wierzę, że cieszy się już Jezusem, który jest niegasnącym światłem dla wszystkich, także dla Niego. ks. Edward M. Nalepa Dyrektor Radia eM, hajduczanin Odpowiedz Link Zgłoś
marcin841 Dobrze móc spotkać na drodze życia takiego świadka 15.07.05, 22:58 Dobrze móc spotkać na drodze życia takiego świadka Byłem w VI klasie szkoły podstawowej, kiedy jako ministrant służyłem po raz pierwszy księdzu Prałatowi - wtedy nowemu wikaremu. Wiem, że powołanie jest darem Boga, ale wiem także, że człowiek potrzebuje impulsu ze strony człowieka. Potrzebuje świadka, aby mógł w pełni swego serca odpowiedzieć na Boże wezwanie. Dla mnie takim świadkiem był zmarły kapłan, potem proboszcz i prałat. Doświadczyłem Jego szczególnego świadectwa – był zaangażowany w budowanie tutaj na ziemi Królestwa Bożego poprzez różnorodną pracę duszpasterską i działania dla dobra wspólnoty, która została Mu wyznaczona dekretem księdza biskupa. Podziwiałem Go i gruntowało się powołanie – nie tylko moje, ale też niejednego kapłana z tej wspólnoty parafialnej. A cóż powiedzieć o wielorakiej pomocy i otwartym sercu w każdej potrzebie, jaka spadała na człowieka? Tutaj zawsze były drzwi otwarte. Tutaj człowiek nie odchodził z pustymi rękoma. Przecież były trudne czasy budowy nowych świątyń i wielu kapłanów pochodzących z parafii WNMP tym się trudniło. Zawsze mogli liczyć na bezinteresowne wsparcie, na radę i życzliwość ks. proboszcza Franciszka. Wierzę, że był to owoc zjednoczenia z Chrystusem, tej szczególnej łączności doświadczanej i przeżywanej na Eucharystii. Gdybym jednak na tym się zatrzymał, nie oddałoby to całej pełni naszego księdza prałata. A konfesjonał? Godziny „dyżuru” i danie ludziom możliwości skorzystania z łaski sakramentu pokuty czyniły jego posługę tak bardzo skuteczną. Wiele jeszcze myśli ciśnie się na usta. Nie wszystko do się wypowiedzieć, nie wszystko można przelać na papier. Jestem wdzięczny Panu Bogu, że spotkałem na drodze swego życia takiego kapłana, który swoją pokorą, pracowitością urzekał, a zarazem był sobą, co wynikało z Jego postawy, stylu życia. Piszę „na gorąco”, po pogrzebie, z potrzeby serca, aby w ten sposób podziękować za wszystko, co przez Jego ręce otrzymałem od Pana Boga. „Dobry Jezu, a nasz Panie…..” ks. Stanisław Noga proboszcz parafii na Górnym Tysiącleciu, hajduczanin Katowice, dnia 12.05.2005 r. Odpowiedz Link Zgłoś
marcin841 Jest i pozostanie dla mnie wzorem 15.07.05, 22:59 Jest i pozostanie dla mnie wzorem Śp. ks. Prałata poznałem jako wikariusz parafii Dobrego Pasterza w Chorzowie Batorym w latach 1987-1991. Ponieważ byłem dopiero drugim wikarym tej parafii, katechezy młodzieży i całe duszpasterstwo młodzieżowe odbywało się przez pół roku mego pobytu w Hajdukach jeszcze w parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Stąd moje częste wizyty w domu katechetycznym, na probostwie i w starym kościele parafii, gdzie proboszczem był wtedy ks. Gębała. Poza tym kierował w tym czasie budową kościoła Dobrego Pasterza, stąd częste jego wizyty na terenie budowy, gdzie sam lubiłem przebywać. A więc dużo spotkań, rozmów, wzajemnych kontaktów duszpasterskich i zwyczajnych, codziennych. Na pewno nie poznałem Go tak jak ci, którzy byli u Niego wikarymi czy mieszkali z Nim na probostwie, tym niemniej może moje uwagi z pewnego dystansu też mogą okazać się cenne. Zawsze uderzała mnie Jego ogromna, od razu wyczuwalna życzliwość. Byłem, mimo wszystko, gościem na terenie starej parafii, a nigdy nie czułem się nim. Ujmująca serdeczność, otwartość – po prostu nigdy nie czułem się przy Nim jako podwładny wobec przełożonego, jako młody, niedoświadczony wobec „starego wygi” duszpasterstwa. Poza tym uderzała mnie Jego aktywność i zaangażowanie w to co robił, serce, które wkładał we wszystko, co wykonywał. Było to widoczne zwłaszcza na budowie kościoła. Do dziś pamiętam, jak chodził po stromym dachu budującego się kościoła, by sprawdzić, czy rzeczywiście firma dekarska podwójnie zakłada poszczególne części blachy miedzianej, jak sam obsługiwał swego słynnego „sztetera” (zresztą wykorzystując go jako dźwig, a nie do betonowania). Skądinąd wiem, jak długo przygotowywał się do tej budowy i jak długo trwały starania o pozwolenie na nią. Widział ogromną potrzebę duszpasterską wybudowania tego kościoła i wszystkie swoje siły do tego celu wykorzystywał. Pozostała w mojej pamięci także wizyta u Niego, kiedy zostałem proboszczem u św. Jadwigi w Chorzowie. Jak zawsze życzliwie mnie przyjął, udzielał fachowych rad. Jak wielkim był fachowcem w dziedzinie budownictwa niech świadczy fakt, iż kiedy wspomniałem, że czeka mnie pokrycie dachu kościoła św. Jadwigi blachą miedzianą, to z wielką dokładnością – jak się później okazało - ocenił ilość potrzebnej na ten cel blachy. Uderzał mnie ten profesjonalizm, ta znajomość rzeczy. Oczywiście, że nie jest to sprawa duszpasterska, ściśle należąca do zadań kapłana, ale czasy były takie, że kapłani musieli się na tym znać i dokonywać nadzwyczajnych działań, by potrzebne materiały na budowę dosłownie zdobywać. Odwiedziłem go także w szpitalu w czasie, gdy przebywał na oddziale intensywnej terapii szpitala przy ul. Strzelców Bytomskich. Mimo podłączenia do różnych przyrządów i unieruchomienia w łóżku szpitalnym jakże pogodnie znosił swoje cierpienia, nie godząc się zarazem z tym stanem. Już planował, co trzeba zrobić po powrocie ze szpitala, już widział kolejne swoje zadania w zakresie utrwalania pamięci o przeszłości, wspominając o tym, co trzeba ocalić dla potomnych i mówiąc z wdzięcznością o ludziach, którzy Mu w tym pomagają. Ostatnie moje spotkanie z Nim miało miejsce ponad miesiąc temu. Może przesadnie określiłem to zdarzenie słowem „spotkanie”. 7 kwietnia odprawiałem jako koncelebrans Mszę św. w starohajduckim kościele. Ks. Gębała jak zwykle spowiadał i już w trakcie Mszy szedł z konfesjonału do zakrystii tym swoim wolnym, drobnym krokiem, podpierając się laską. Kiedy zatrzymał się, by skłonem ciała oddać hołd Panu Jezusowi w Najświętszym Sakramencie, spojrzał na mnie swym życzliwym wzrokiem i jakże znacząco dla mnie uśmiechnął się. Tylko tyle i – dla mnie - aż tyle. Cały ks. Franciszek - niewiele mówił (ponoć nawet nigdy nie przepadał za głoszeniem kazań w kościele), a tyle potrafił powiedzieć czynem i gestem. Tak wiele po sobie pozostawił. Nie tylko w wymiarze materialnym, ale przede wszystkim w wymiarze osobistego świadectwa, ludzkiego, ciepłego stosunku do człowieka. Jest i pozostanie dla mnie wzorem nie tylko kapłańskiej i chrześcijańskiej postawy, ale właśnie tej zwyczajnej, ludzkiej, codziennej troski o człowieka. Miłosierny Boże, spraw, aby Twój sługa, kapłan Franciszek, którego w ziemskim życiu zaszczyciłeś świętym posłannictwem, radował się wiecznie w niebieskiej chwale. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen. ks. Emanuel Pietryga proboszcz parafii św. Jadwigi Śląskiej w Chorzowie Odpowiedz Link Zgłoś
marcin841 Ciche dobro jednak widać 15.07.05, 22:59 Ciche dobro jednak widać Pierwszy raz spotkałem Go w maju 1982 roku. Był wówczas na krótko przed 50-tką. Przyjechałem do Hajduk z dekretem biskupim. Miałem zostać tu wikarym do jesieni 1986 roku. Był ciepły, późnowiosenny dzień, popołudnie. W powietrzu hajduckim wisiał charakterystyczny smog zakładów chemicznych. Kwitły bzy. Rozmawialiśmy w pomieszczeniu obok jadalni – na farze, na ulicy Farnej. Patrzę teraz, w lubelską noc na akwarelę z hajducką farą (mal. J.Herla 2004), która jest tu ze mną, 350 km od Chorzowa. Na odwrocie podpisy 8 moich młodszych Przyjaciół i Jego, starszego: „najserdeczniejszemu przyjacielowi w XXV rocznicę święceń kapłańskich” – ks. Franciszek Gębała. Chorzów Batory – Pszów 11 kwiecień 2004. Dotykam teraz tego obrazu jak relikwii. Nie mógł wtedy przyjechać do Pszowa, czuł się bardzo chory… Zawdzięczam Mu niemało. Spotkałem w Nim człowieka o wielkim sercu. Był kimś kompletnie pozbawionym zazdrości – duża rzadkość na tej ziemi. Wspierał prowadzone przeze mnie wówczas duszpasterstwo młodzieży z niezwykłą czystością serca. Dziś już wiem, jakiej klasy potrzeba, żeby pozwolić rozwijać się młodemu pod bokiem starszego. Jakie to trudne, by „on wzrastał, a ja bym się umniejszał”. Robił to z wdziękiem Jana Chrzciciela. Pomimo budowy kościoła, kłopotów finansowych potężnych, pomagał mi, jak umiał. Był człowiekiem pokornym, skromnie żyjącym, myślącym o sobie w kategoriach ewangelicznych, w jakich myślą święci: że są nieużytecznymi sługami Bożej sprawy. Nasza relacja była oparta na wzajemnym szacunku i zaufaniu. To, co udało nam się zrobić w pierwszej połowie lat 80-tych w Hajdukach, było tej Jego postawy owocem: ufał mi, nam. Potem, w czasie moich studiów KUL-owskich też pomagał mi jak umiał: zapraszał na kolędę, przekazywał intencje mszalne, cieszył się odwiedzinami. Bardzo się ucieszyłem, kiedy został prałatem. Ciche dobro jednak widać, myślałem wówczas z satysfakcją… Jeśli Kościół na Śląsku jest żywy i piękny, to dzięki takim jak farorz Gębała, nie mam wątpliwości. Nie mam też wątpliwości, że jest w niebie i nas wspiera. ks. Jerzy Szymik Lublin, 18 maja 2005 r. Odpowiedz Link Zgłoś
marcin841 „Do spotkania w niebie” 15.07.05, 23:01 „Do spotkania w niebie” Odszedł od nas ks. Prałat Franciszek Gębała – gorliwy kapłan, dobry gospodarz parafii i wielki autorytet moralny. Z Chorzowem był związany od 1962 r. aż do swojej śmierci. Pamiętamy, jak w latach 60-tych i początku lat 70-tych, gdy system PRL-u swoimi mackami obejmował wszystkie sfery naszego życia, jedyną oazą niezależnej myśli i działania był Kościół. Podejmowanie wtedy działań inwestycyjnych wiązało się niechybnie z utrudnienieniami, szykanami, a przede wszystkim z brakiem dostępu do materiałów budowlanych. W tym względzie niezłomna wola ks. Gębały była zachętą dla parafian do dalszych wysiłków. Wybudowanie domu parafialnego i kaplicy na cmentarzu było wynikiem stałej dążności do uzupełnienia potrzeb, niezbędnej infrastruktury parafialnej. Ogromnym osiągnięciem księdza prałata było wybudowanie kościoła na osiedlu, przy którym została utworzona parafia Jezusa Chrystusa Dobrego Pasterza. Starsi ludzie pamiętają, ile trzeba było zabiegów, ile własnej przedsiębiorczości, by móc doprowadzić dzieło budowy kościoła do końca. Ksiądz Franciszek Gębała był otwarty na rozwiązywanie problemów społecznych. To w Jego parafii poświęcono sztandar związku Solidarność, to on był też pierwszym duszpasterzem chorzowskiej „Solidarności”. Również w parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny rozpoczął swoją działalność Związek Górnośląski i to osobowość ks. Prałata Gębały wywarła fundamentalny wpływ na działalność Związku Górnośląskiego. Wręczając mu w imieniu Kół Związku Górnośląskiego Nagrodę Honorową Związku z okazji 10-lecia, pamiętam jego skromność, życzliwość i niechęć do „afiszowania” się swoimi dokonaniami. Bez jego wsparcia nie byłoby z pewnością przyparafialnej Ochronki, która w tym roku obchodzi swoje 15-lecie. Odszedł od nas kapłan, śląski proboszcz, który potrzeby duchowe parafian umiejętnie łączył z dobrymi uczynkami na rzecz wspólnoty. Wszystkim służył pomocą, dobrą radą – po prostu był dla nas Autorytetem. W swoim testamencie napisał: „...spotkamy się w niebie”. Oby to Jego przeświadczenie się spełniło. Daj Boże! Joachim Otte zastępca Prezydenta Chorzowa ds. społecznych Odpowiedz Link Zgłoś
marcin841 Plac 15 Grudnia placem Ks. Franciszka Gębały! 15.07.05, 23:01 Plac 15 Grudnia placem Ks. Franciszka Gębały Z radością i nadzieją informujemy, że zgodnie z wolą wyrażoną przez przedstawicieli hajduckiego środowiska oraz samorządu miasta Chorzowa rozpoczynamy wspólne starania o zmianę nazwy placu 15 Grudnia w Hajdukach na plac Księdza Franciszka Gębały. Przypominamy, że dotychczasowa nazwa, która jest złym reliktem przeszłości, zawsze raziła także ks. prałata Gębałę. Nazwa ta upamiętniała dokonane w atmosferze kłamstwa i przemocy połączenie Polskiej Partii Socjalistycznej i Polskiej Partii Robotniczej w Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą, które miało miejsce w 1948 r. Jesteśmy najgłębiej przekonani, że hajduczanie rozstaną się z tą nazwą bez żalu. Pragniemy, by ten piękny plac położony blisko starohajduckiego kościoła, nieopodal huty i zakładów chemicznych, w samym sercu Hajduk został nazwany placem Księdza Franciszka Gębały. Wierzymy, że stanie się to wolą wszystkich mieszkańców Hajduk, wyrazem ich pamięci o wspaniałym i bliskim nam Człowieku, która zawsze pozostanie wśród nas. Jacek Kurek Odpowiedz Link Zgłoś
marcin841 Duszpasterska posługa ks. Franciszka Gębały w licz 15.07.05, 23:02 Duszpasterska posługa ks. Franciszka Gębały w liczbach (dane obejmują okres do 1998 r.) Ks. Franciszek Gębała w podczas posługi duszpasterskiej w parafii Wniebowzięcia NMP ochrzcił 1704 osoby. Pierwszym ochrzczonym dzieckiem był Wiesław Langer. Przygotował do I komunii św. 4338 dzieci, udzielił ślubu 542 parom. Pierwszą parą byli: Krystyna Kępska i Zygmunt Gęsior. Spisał 4365 protokołów przedmałżeńskich, ogłosił ok. 6500 zapowiedzi, odprawił 16200 Mszy św. (w tym za parafian ok. 1780), chorych zaopatrzył sakramentalnie w domu ok. 5910, a szpitalu 3500. Wyspowiadał przeszło 500.000 osób. Odprawił 1200 pogrzebów. W czasie jego proboszczowania z parafii wyszło 13 księży, 13 sióstr zakonnych i 1 brat. Od 1970 r. pełniło tu posługę duszpasterską 35 wikarych. oprac. Jacek Kurek Odpowiedz Link Zgłoś
mr.superlatywny Re: Ksiądz prałat Franciszek Gębała 17.07.05, 01:33 Martin: mój respekt pszet Ksiyndzem i pszet Tobom. I oczywiscie forum jest publiczne, dlo szyskich, dymokratyczne. Ale chyba trocha pszesodzosz, trocha to za fest stylizujesz, za bardzo pszezywosz...... No i wonio trocha, hmm, Teheranem. Kapewu? Odpowiedz Link Zgłoś
yasmin_ch Re: Ksiądz prałat Franciszek Gębała 17.07.05, 01:46 przyznam racje Superlatywnemu. osobiscie mi watek w niczym nie wadzi, choc do Koscilo na chodze. nie wszystko trzeba przeciez czytac, ale jakis tam umiar dobrze zawsze miec na wzgledzie pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
marcin841 Re: Ksiądz prałat Franciszek Gębała 17.07.05, 11:23 Jeden watek duzo, malo? Jak dla mnie wystarczajaco. Chcesz wchodzisz czytasz, nie chcesz nie wchodzisz, proste. Nie ma spamu, narzucania sie. Czy nie za duzo artykulow? Ja nie wiem kazdy sadzi po sobie, jednemu starczy inny chce wiecej drugi mniej. Wiadomo nie kazdemu sie dogodzi, jednak lepiej za duzo jak zamalo, bo przeciez nie chcesz nie czytasz, proste. Piszemy duzo o politykach, sportowcach, aktorach, muzykach. A o ksiezach nie wolno? Wiadomo ludzi innej wiary, niewierzacych to razi, ale jak juz pisalem nie chcesz nie czytasz. Abstrahujac od spraw wiary to i tak byl wspanialy czlowiek, mozna juz powiedziec ze hajduczanin, a to jest kawalek najnowszej historii Hajduk. Odpowiedz Link Zgłoś