Dodaj do ulubionych

za mało matematyki

IP: *.smrw.lodz.pl 13.09.04, 22:18
Uważam, że 4 godziny matematyki w tygodniu w szkole podstawowej to stanowczo
za mało. Całe lata uczyłam po 5 godzin i bardzo brakuje tej godziny z puli
dyrektorskiej. Nie muszę chyba przekonywać, że dobrze opanowane podstawy
matematyki procentują w każdej dziedzinie. Spłycanie wiedzy mnie poraża!
Obserwuj wątek
    • Gość: W Re: za mało matematyki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.04, 22:44
      zgadzam się, matematyki powinno być dużo więcej, tylko moze w troszkę innej(
      ciekawszej) formie... żeby dzieciakom sie nie znudziło
      proponuję im pokazać film "Pi" , jezeli się nie wystarszą, to matematykę
      pokochają miłością dozgonną:D
      • Gość: Wróg nauk logiczny [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.04, 22:07
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • truten.zenobi ortografia uber ales! 14.09.04, 13:20
      Ciesz się że jeszcze nie została zredukowana do jednej godziny w miesiącu!
      Przesadzam - chyba nie? bo jak interpretować likwidację obowiązkowej matematyki
      na maturze a j. polski w obecnej formie (czyli bez własnego myślenia, logiki,
      umiejetności argumentacji, - tylko ortografia i umiejętnośc powielania zapisków
      z lekcji) zostaje.
      Ale szkoła w polsce nie ma przygotowywać przyszłych inżyniewrów, czy kadrę
      zarządzającą, ale pomywaczy, robotników rolnych, itp. A takim ludziom odrobina
      wiedzy może wiecej szkodzić niż pomagać.
      Dlatego też lekcje religii odbywają się nawet w żłobkach.
    • Gość: Vp Re: za mało matematyki IP: 195.117.30.* 14.09.04, 17:56
      > Uważam, że 4 godziny matematyki w tygodniu w szkole podstawowej to stanowczo
      > za mało.

      Też tak uważam. Także uważam, ze matematyka powinna być obowiązkowa na maturze.
      Jestem po matmie (ale nie uczę w szkole) i mogloby się wydawać że objawiam
      samouwielbienie, ale nie: Tak też uważał mój najlepszy nauczyciel, polonista i
      większość innych nauczycieli z LO. Bo po co wydziwiać, gdy najważniejsze
      przedmioty to język polski i matematyka, tak zawsze było, jest i będzie. A jak
      ktoś usiłuje być nowoczesny a nie ma pomysłu, to rozwala co się da, żeby tylko
      zaistnieć.
      Mam kilku znajomych asystentów na uczelniach (różnych) i oni wprost załamują
      ręce. Matematyczny poziom maturzystów jest coraz gorszy, wręcz tragiczny.
      Osobnik z piątką na maturze (wybrał i zdawał matematykę!!!) robi wielkie oczy,
      gdy mu się każe narysować wykres funkcji liniowej y=ax, o czymś takim jak
      proporcja nigdy nie słyszał, obliczenia procentowe czarna magia, przeliczanie
      jednostek totolotek, w zadaniu wychodzi długość czy objętość ujemna - żadnego
      zastanowienia że coś może być nie tak, zerowa umiejętność ułożenia równania do
      zadania tekstowego typu: Hania miała 5 jabłek, a Jacek dwa razy więcej, zjedli
      po jednym, ile jabłek im razem pozostało. To nie ktoś jeden się trafił, coraz
      częściej 3/4 grupy jest na takim poziomie. Na dodatek coraz bardziej widać
      różnice między szkołami, bez pytania mój kolega asystent wie, że kto coś umie
      musiał skończyć albo szkołę A albo B (dwa najbardziej renomowane licea w
      mieście), każda inna wypuszcza półanalfabetów. Potem nie wiadomo co z takimi
      zrobić, są przerażeni, nie potrafią nadrobić braków jeszcze z podstawówki,
      dostają pały i przenoszą się na płatne studia zaoczne. Stamtąd nikt ich nie
      ruszy, bo płacą i dostają dyplomy za samo zgłaszanie się po wpis w indeksie.
      Potem rozpowiadają, że specjalnie się ich szykanuje, bo są biedni i z małych
      miasteczek, bo nie zapłacili łapówki komu trzeba, bo nie mają rodziców na
      stołkach itd.
    • Gość: Kazek Re: za mało matematyki IP: *.p-s-inter.net 14.09.04, 18:34
      Jestem polonistą, i podobnie jak wspominany przez kogoś wyżej nauczyciel bardzo
      szanuję matematykę uważam, iż bez tej nauki precyzyjnego myślenia oraz
      wyobraźni (tak tak) nie ma mowy o dobrym humaniście.
      Natomiast nie rozumiem Waszego uporu co do matury. O ile nauczanie tego
      przedmiotu jest konieczne w rozwoju młodego człowieka, o tyle obowiązek
      egzaminacyjny to zupełnie inna sprawa. Naprawdę nie uważacie, iż jest możliwe
      uczenie czegoś bez młota w postaci egzaminu?
      Pierwszym rocznikiem, który matematyke zdawał jako przedmiot nieobowiązkowy
      byli maturzyści 1989 i pamiętam, że przyjęto to jako wreszcie jakąś zmianę w
      szkolnictwie. Zmianę na lepsze, w absolutnie powszechnym (wtedy) odbiorze.
      Uczniowie i tak są w wielu szkołach przemeczeni. Zamiast dac im się w pewnym
      już momencie rozwijać swobodniej (koniec liceum to chyba taki moment,
      nieprawdaż?), chcecie im narzucać kolejne obowiązki? Przypominam, że po
      gimnazjum, każdy te matematyke zdaje (w ramach egzaminu z przedmiotów
      matematyczno - przyrodniczych).
      • Gość: Ania Kazku......... IP: 195.150.115.* 14.09.04, 19:17
        ...... dlaczego w takim razie każdy ma obowiązek zdawać literaturę, potocznie
        zwaną językiem polskim?
        • Gość: Kazek Re: Kazku......... IP: *.p-s-inter.net 14.09.04, 20:12
          To zupełnie inne pytanie :-)).
          Oczywiście jako polonista... itd. etc....
          ale na serio to jest temat powszechnie uznawany za rozstrzygnięty, a ja wcale
          nie wiem... Ale nie chciałbym w tej chwili rozpętywać akurat dyskusji na ten
          temat, bo nie czuje się przygotowany.
          W każdym razie ja akurat należę do tej grupy nauczycieli (chyba jestesmy w
          mniejszości) którzy uważają, że kurs jezyka polskiego w liceum nie powiniem
          przypominac skróconego HLP (przedmiot akademicki - historia literatury
          polskiej), powinien zaś przygotowywac do komunikacji językowej, do której
          zaliczałbym także umiejętność czytania WSPÓŁCZESNEJ literatury i uczestniczenia
          we WSPÓŁCZESNYM życiu literackim, co akurat w szkołach z racji obowiązującej
          podstawy programowej jest traktowane po macoszemu.

          Natomiast może Cię zaskoczę, ale kto wie, czy nie miałbym pod niektórymi
          względami poglądów dośc bliskich Twoim.
          Inna rzecz, że komunikować się językowo musi każdy. Matematyki bez wątpienia
          uczyc się warto, ale nie każdy musi znać ją na poziomie maturalnym
          (szczególnie, że większość nie zna jej nawet na poziomie podstawowym, bo jak
          inaczej wytłumaczyć tak duże poparcie różnych frustratów w wyborach?).
          • Gość: Ania Re: Kazku......... IP: 195.150.115.* 14.09.04, 20:56
            Nie myśl przypadkiem że ja jestem przeciw literaturze. Wręcz przeciwnie.......
            UWIELBIAM czytać. Zawsze duzo czytałam. Zawsze.......... z wyjątkiem kilku lat
            w liceum i zaraz po maturze. Głównie dlatego, że lekcje polskiego były istnym
            koszmarem........ nalezało mieć zawsze zdanie zgodne z naszą polonistką, nie
            było miejsca na własne przemyślenia, a z zadanych lektur byliśmy odpytywani na
            zasadzie: "jakiego koloru sumienkę miała Izabela Łęcka" ;)
            Oczywiście wszelkie prace pisemne musiały byc zgodne z jedynym słusznym punktem
            widzenia szanownej pani profesor.
            Wiem że lekcje polskiego wyglądały tak nie tylko w mojej szkole... ale w wielu
            innych jest podobnie. Z tego powodu żywiłam ogromną niechęć do matury z j.
            polskiego. Udało mi się ją jednak szczęsliwie zdać. Minęło kilka lat,
            zapomniałam o naszej szanownej pani.... i znów kocham literaturę.

            PS. A tak w ogóle to jestem po mat-fizie :-))
            • Gość: Kazek Re: Kazku......... IP: *.p-s-inter.net 15.09.04, 17:21
              Nie ma problemu ;-))
              w moim liceum wszyscy najlepsi humaniści byli po mat-fizie :-))
    • Gość: ala i as Re: za mało matematyki IP: *.citysat.com.pl / *.citysat.com.pl 14.09.04, 19:23
      Może być nawet i 6 godzin, jeżeli uczniowie będą mieli opanowane podstawy z
      klas najmłodszych.Niestety, jest inaczej, nieliczni naprawdę umieją(nie chodzi
      tu o talent matematyczny)a inni, co ambitniejsi, miotają się od jednych
      korepetycji do drugich.Po prostu, nauczyciele realizują program i nie mogą
      sobie pozwolić na logiczne uporządkowanie wiedzy. Ten problem widoczny jest w
      klasach gimnazjalnych.
      • Gość: Melchior Re: Za mało zdrowego rozsądku ! IP: *.c.net.pl 14.09.04, 22:58
        Dyskusja staje się absurdalna. Matematyk ma za mało godzin, polonista, biolog,
        historyk, chemik i fizyk oczywiście też, że o nauczycielach j. obcych nie
        wspomnę.
        To paranoja polskiej szkoły - przeświadczenie większości nauczycieli, że wciąż
        za mało - głównie encyklopedycznej - wiedzy wtłaczają do uczniowskich głów. No
        bo jak można np. nie znać układu wydalniczego ślimaka, całek czy rzeki w Peru
        na 6 liter ? Toż to zgroza, żeby w szkole tego nie nauczyli.
        Abstrakcyjne w stosunku do możliwości przeciętnego ucznia wymagania edukacyjne
        (na różnych poziomach kształcenia - do szkół ponadgimnazjalnych włącznie)
        i "nadgorliwość" wielu nauczycieli, którzy gonią z programem, ba muszą
        realizować - często z powodów ambicjonalnych - wariant rozszerzony, to jedne z
        głównych przyczyn frustracji szkolnej wśród uczniów i pedagogów. Niemożność
        sprostania wymaganiom rodzi bowiem nerwice i agresję, powoduje niechęć do
        szkoły.
        Szkoda, że w polskiej zbiurokratyzowanej coraz bardziej oświacie zdrowy
        rozsądek i pragmatyzm w działaniu zostały zagłuszone przez patetyczne mówienie
        o powołaniu nauczycieli, misji szkoły i wypisywanie setek papierów, które mają
        czarno na białym potwierdzać "świetną" jakość kształcenia w Polsce.
        • Gość: Kazek Re: Za mało zdrowego rozsądku ! IP: *.p-s-inter.net 15.09.04, 17:28
          Myslę, że zupełnie nietrafnie na to patrzysz.
          Co do absurdaolności i przeładowania progaramów - zgoda. Ale co do kwestii
          ambicjonalnych, to uwierz, że nie u nauczycieli sa one największym problemem.
          nauczyciel nie goni z programem dlatego, że ma takaochotę, tylko dlatego, że
          taka a nie inna podstawa programowa jest mu narzucona. A jesli programu nie
          zrealizuje, to rodzice, w tym pewnie Ty, zrobią mu piekło na ziemi po
          egzaminach.
          Swoje uwagi powinieneś kierować do urzedników ministerstwa, autorów postawy
          programowej, autorów informatorów maturalnych i gimnazjalnych. Kierowanie ich
          do nauczycieli to jak pretensje do miesiąca grudnia, że zimno.
          • Gość: b Re: Za mało zdrowego rozsądku ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.04, 17:54
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=245&w=15276767
        • fan_gazety No tak, wszyscy chcą więcej godzin... 15.09.04, 18:22
          ale czy to faktycznie trąci absurdem? Mam wrażenie, że jednak nie. Może
          przyczyną tych kłopotów jest założenie, że szkoła powinna uczyć jak najwięcej
          wyszczególnionych przedmiotów? Może tych przedmiotów jest po prostu za dużo? I
          dlatego szkoła próbuje uczyć wszystkiego bardzo dobrze, a w rezultacie uczy
          wszystkiego słabo (myślę tu o podstawówkach i gimnazjach)? W sytuacji, gdy czas
          jest ograniczony, następuje naturalna konkurencja między przedmiotami podczas
          układania ramowych planów nauczania, rozkładu godzin itp. Otóż teraz moim
          zdaniem jest zupełnie nieuzasadniona przewaga (to już dotyczy także liceów)
          przedmiotów humanistycznych. Nieuzasadniona jest dlatego, że rozwój
          społeczeństw zachodnich zdaje się zależeć obecnie raczej od wiedzy ścisłej i
          wcale nie widziałbym tu matematyki, choć sam baaaardzo lubię i cenię - w LO
          mialem jej mnóstwo :-) - a raczej nauki przyrodnicze. To technologie sa motorem
          napędowym rozwoju, czy to dobrze, czy nie (to już inna sprawa). Tymczasem MENiS
          tak jakby tego nie zauważał - w LO np. olbrzymia przewaga języków i -
          generalnie - przedmiotów humanistycznych (religii więcej w mojej szkole niż
          chemii, biologii, geografii czy fizyki). Probleem więc wydaje się mi szerszy,
          niż tylko dotyczący matematyki. Sądzę, że zdecydowanie za mało nacisku jest
          obecnie w szkołach na kształtowanie podejścia do świata, jakie
          reprezentują "twarde" nauki, czyli takie których podstawą jest weryfikacja
          stawianych hipotez. Moim zdaniem, znacznie łatwiej jest "ścisłowcowi" rozwijac
          sobie samemu wiedzę humanistyczną (mnóstwo przykładów wsród noblistów, ale
          przecież nie tylko), niż "humaniście" nauczyć się patrzeć na świat z
          perspektywy nauk ścisłych.

          PS. Przykładem takim jak tym o ślimaku, można sprowadzić do absurdu nauczanie
          każdego przedmiotu. Nie rzecz w tym, żeby informacji o układzie wydalniczym
          ślimaka nie było, tylko żeby uczniowie wiedzieli, dlaczego akurat o nim mowa.
          Przypomnę tylko, że ewolucyjne spojrzenie na świat święci triumfy od ponad 150
          lat, czego wyrazem ostatnio jest łamanie barier między humanistycznym i
          przyrodniczym rozumieniem natury ludzkiej. Dowodem na szybki rozwój tego
          procesu są bardzo dobrze przyjęte kiążki P.Bussa: "Psychologia
          ewolucjonistyczna", "Ewolucja pożądania - jak ludzie dobierają się w pary"
          oraz "Zazdrość - niebezpieczna namiętność". W każdej z nich cytowanych jest
          kilkaset pozycji stricte naukowych, dotyczących badań nad naturą ludzką.
          • Gość: Kazek Re: No tak, wszyscy chcą więcej godzin... IP: *.p-s-inter.net 15.09.04, 19:05
            Mimo, że jestem polonista, myślę, że To, co piszesz, naprawdę warto przemyśleć-
            nawet jesli się z tym nie do końca zgadzam.
            Jedna uwaga. Dość dziwnie piszesz "olbrzymia przewaga języków i -
            generalnie - przedmiotów humanistycznych (religii więcej w mojej szkole niż
            chemii, biologii, geografii czy fizyki)" - wiesz, religia to przedmiot dość
            specyficzny i nie zaliczałbym go do innych humanistycznych. Choć faktem jest,
            iż to absurd, że ta sama reforma, podczas której ograniczano ilośc godzin
            lekcyjnych np. z języka polskiego ;-)), spowodowała zwiększenie ich z religii.
            Widocznie licealiści sś faktycznie zbyt mało obciążeni pracą :-((
            • fan_gazety Religia jest niestety przedmiotem 16.09.04, 11:23
              choć nie miała takim być. A jeśli tak - to humanistycznym przecież. Przyznaję -
              po Twojej wątpliości zdałem sobie sprawę, że ścisłej definicji
              słowa "humanistyczny" to ja nie znam. Ale jednak chyba wszystko w porządku z
              zaklasyfikowaniem religii właśnie tak, bo:

              humanistyczny to (www.wiem.pl):
              2. ‘skoncentrowany na człowieku, jego wartościach, zdolnościach, możliwościach,
              osiągnięciach’ 3. ‘charakteryzujący się troską o człowieka, związany z postawą
              moralną, intelektualną proponowaną przez humanizm’

              A nawiązując jeszcze raz do tych przesunięć w rozkładach godzin itp., to cieszę
              się że też widzisz problem. Tylko co z tego ;-(. Uczniowie i tak nie powinni
              odczuwać że coś jest nie tak, trzeba ich tym nie obciążać i robić swoje,
              prawda? Bo to ich organizacyjny problem...
    • Gość: Madzia Re: za mało matematyki IP: *.pl / 213.155.191.* 15.09.04, 20:26
      jak dla mnie to zdecydowanie za duzo ;)) w szkole podstawowej miałam chyba 4
      (bo polskiego 5 o ile pamiętam) a polskiego zawsze było godzine wiecej..
      chociaz mogę się mylić. Natomiast w liceum miałam na początku chyba 3 godziny a
      potem 2 i całe szczęscie,bo tylko nerwy człowiek traci przez ten paskudy
      przedmiot.. zdawanie egzaminu do liceum z matematyki to była tragedia..gdyby
      nie korepetycje pewno bym sobie nie poradziła..no ale to wszystko juz za mną...
      tylko tak się zastanawiam,co bedzie,jeśli mi na studiach dadzą statystykę :-//
      ps.a tak w ogóle nie rozumiem dlaczego uważacie ,ze 4 godziny to mało?a niby
      dlaczego ten przedmito ma byc faworyzowany w stosunku,np. do historii, biologii
      czy wosu? czy jest w czymś lepszy?bardziej przydatny?jakos nie sądzę..
      • fan_gazety Statystyka - to rzecz, która może bawić i uczyć! 16.09.04, 11:35

        > potem 2 i całe szczęscie,bo tylko nerwy człowiek traci przez ten paskudy
        > przedmiot..
        ** Szczerze współczuję, naprawdę... Naprawdę szkoda, że z dyscypliny, która
        może być piękną przygodą z własną głową, tak często czyni się takie rzeczy.
        >
        > tylko tak się zastanawiam,co bedzie,jeśli mi na studiach dadzą statystykę :-
        //
        ** jak dla mnie (ze statystyką mam praktycznie do czynienia na co dzień)
        podstawowa wiedza statystyczna dja olbrzymią frajdę, bo:
        a) pozwala spokojniej wsiąść do samolotu,
        b) mniej pieniędzy wydać na Lotto,
        c) stwierdzić, że świat wcale nie jest taki zły,
        d) pozwala pięknie zrozumieć niektóre sformułowania w mediach i zobaczyć
        róznorodność treści statytycznych (zwłaszcza tych o procentach :-) )
        wypowiadanych przez polityków czy ekonomistów,
        e) i z wielu jeszcze bardziej prozaicznych powodów.

        > ps.a tak w ogóle nie rozumiem dlaczego uważacie ,ze 4 godziny to mało?a niby
        > dlaczego ten przedmito ma byc faworyzowany w stosunku,np. do historii,
        biologii
        >
        > czy wosu? czy jest w czymś lepszy?bardziej przydatny?jakos nie sądzę..
        ** No, to jest pytanie. Najlepiej byłoby jednak, gdyby istniały większe
        możliwości wyboru zestawu przedmiotów/godzin przez uczniów w LO.
        • verdana Re: Statystyka - to rzecz, która może bawić i ucz 16.09.04, 12:12
          Dla mnie niewiarygodnym absurdem jest załozenie, ze niemal dorośli (albo juz
          całkiem dorosli) ludzie w LO muszą wszyscy uczyć się wszystkiego.
          Rozumiem gimnazjum - wtedy jest za wcześnie na wybór specjalizacji. Ale w
          liceum, szczególnie w wyższych klasach uczeń powinien mieć mozliwość wyboru
          pomiedzy różnymi zajęciami. Wybitni humanisci nie muszą 11 rok uczyć się fizyki
          (i tak nic nie rozumieją), a niezwykle zdolny matematyk wkuwać dat rozbicia
          dzielnicowego. Nie przekonują mnie argumenty "o potrzebnosci wszystkiego" - tym
          bardziej, że 1. To nie jest wszystko (gdzie ekonomia, filozogia, nauki
          społeczne, geologia czy astronomia?). 2. Jakos kraje Zachodu i USA dają pewien
          wybór młodzieży, nie uwazając, że to zuboży jej wiedzę 3. Jest technicznie
          niemozliwe nauczenie się 12-14 przedmiotów naraz. Powoduje to uczenie się "po
          łebkach", bez zainteresowania, sciąganie itd.
          A jeśli chodzi o szkoły podstawowe - może i więcej matematyki by się przydało,
          ale i angielskiego (2 godziny - co to jest?), polskiego itd. A dzieci z 4 lkasy
          mają często 6-7 godzin nauki dziennie. Nie jest fizycznie możliwe zwiekszenie
          ilości lekcji. I tak jest ich za dużo na ten wiek.
          • fan_gazety Co więc trzeba by zrobić? 16.09.04, 12:51

            > Dla mnie niewiarygodnym absurdem jest załozenie, ze niemal dorośli (albo juz
            > całkiem dorosli) ludzie w LO muszą wszyscy uczyć się wszystkiego.
            ** :-) jak bym mojego syna słyszał...

            > Rozumiem gimnazjum - wtedy jest za wcześnie na wybór specjalizacji. Ale w
            > liceum, szczególnie w wyższych klasach uczeń powinien mieć mozliwość wyboru
            > pomiedzy różnymi zajęciami. Wybitni humanisci nie muszą 11 rok uczyć się
            fizyki
            ** No właśnie. To trochę wygląda tak. Uczniowie mówią (a także często ich
            rodzice): "chcemy mieć mozliość faktycznego wyboru", a MENiS i tradycja
            edukacji w Polsce na to: "Ależ my wiemy, co dla Was lepsze". Problem jest
            jeszcze taki, że różnicowaniie zajęć kosztuje, bo trzeba płacić nauczycielom
            uczącym małe grupki (inaczej wybór staje się teorytyczny, bo co ta za wybór,
            gdy "możesz wybrać, ale tylko wtedy, gdy grupa będzie miała min. 20 osób itp).
            Nie sądzę, żeby znalazły się na to pieniądze. W tej dziedzinie więc chyba cał
            nadzieja w szkolnictwie prywatnym. Szkoda tylko, że wtedy nie będzie to
            dostępne dla wszystkich. Ale i teraz przecież każda szkoła nie jest dostępna
            dla wszystkich.

            >
            > (i tak nic nie rozumieją), a niezwykle zdolny matematyk wkuwać dat rozbicia
            > dzielnicowego. Nie przekonują mnie argumenty "o potrzebnosci wszystkiego" -
            tym
            ** Tu mam sprzeczne odczucia, bo niby mnie też nie przekonują, ale ani przez
            momemnt nie żałuję ani tego, że w moim LO chodziło się na wszystkie spektakle
            taetralne w mieście, czytało grubo ponad 20 lektur na rok, jednocześnie mając 6-
            7 godzin matmy. Czy to rzeczywiście było takioe złe. W końcu - z tych szkół
            przed starą maturą wyszło iluś ludzi, którzy całkiem dobrze radzą sobie w życiu.
            > A jeśli chodzi o szkoły podstawowe - może i więcej matematyki by się
            przydało, ale i angielskiego (2 godziny - co to jest?), polskiego itd. A dzieci
            z 4 lkasy mają często 6-7 godzin nauki dziennie. Nie jest fizycznie możliwe
            zwiekszenie ilości lekcji. I tak jest ich za dużo na ten wiek.
            ** No właśnie tak. Więc i tak trzeba coś wybrać. Tylko co???
            • Gość: nie-matematyczka Re: Co więc trzeba by zrobić? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.09.04, 15:17
              Fan _Gazety wypowiada się b.rozsądnie-zgadzam się ze wszystkimi wypowiedziami.
              Choć matematyka w szkole średniej byla moją zmorą ,a matura z matmy dlugo mi
              się śnila ,to myslę,że rozwinela we mnie umiejętność logicznego myślenia.Choć w
              trakcie 4 lat w klasie mat-fiz renomowanego LO nie bylam w stanie samodzielnie
              zrobić ani jednego zadania / o maturze nie wspomnę / ,to okazalo się na
              studiach przyrodniczych ,że najlepiej ze wszystkich radzę sobie wlaśnie w
              zadaniach wymagających matematyki.
              Nie zmuszlabym natomiast ,aby wszyscy obligatoryjnie zdawali matematykę na
              maturze.Dla wielu będzie to koszmar /np.ja / odbijający się echem jeszcze wiele
              lat.
          • Gość: blus Od kiedy specjalizacja? IP: *.imp.gda.pl 19.10.04, 11:37
            > Dla mnie niewiarygodnym absurdem jest załozenie, ze niemal dorośli (albo juz
            > całkiem dorosli) ludzie w LO muszą wszyscy uczyć się wszystkiego.
            > Rozumiem gimnazjum - wtedy jest za wcześnie na wybór specjalizacji. Ale w
            > liceum, szczególnie w wyższych klasach uczeń powinien mieć mozliwość wyboru
            > pomiedzy różnymi zajęciami.
            Dotknęłaś baredzo waznego problemu moim zdaniem.
            Od kiedy wprowadzac specjalizacje.
            Obecnie jest to dokonywane na poziomie liceum. Na poczatku można wybrać między
            klasą matematyczno-informatyczną , matematyczno-fizyczną ,bilogiczno-chemiczną
            i humanistyczną. Kto nie jest zdecydowany wybiera ogólną , która obecnie po
            reformie nie ma racjii bytu , bo nie przygotowuje do niczego rozszerzonego
            wymaganego na studia.
            Mnie wydaje się ,że specjalizacja od pierwszej klasy liceum jest juz przesadą.
            Obecnie brakuje czegoś co nazywało się fakultetami. Jestem za specjalizacją w
            ostatniej klasie liceum.
            >Wybitni humanisci nie muszą 11 rok uczyć się fizyki
            >
            > (i tak nic nie rozumieją), a niezwykle zdolny matematyk wkuwać dat rozbicia
            > dzielnicowego. Nie przekonują mnie argumenty "o potrzebnosci wszystkiego" -
            tym
            >
            Jaki 11 rok. Fizyka jest od pierwszej klasy gimnazjum , a więc 6 nie jedynasty.
            Ponad to wybitni humaniści fizyki akurat muszą się uczyć bo ta nauka pozwala
            zrozumiec otaczający nas świat. Mogę co najwyżej zgodzić się ,że powinni oni
            uczyć się nieco innej fizyki ( fizyki dla poetów) niz przyszli) inzynierowie

            Wydaje mi się ,że specjalizacja jest wrogiem dobrego wykształcenia. Popatrz na
            przyrodę. Ziemię opanował gatunek który w niczym nie wyspecjalizował się
            zbytnio , ani nie potrafił latać , ani pływać zbyt dobrze , ani najszybciej
            biegać , ani pełzać itp.
      • Gość: fun zadajesz dużo pytań IP: *.lubin.dialog.net.pl 22.10.04, 00:18
        a ich logika wskazuje, że miałaś tej matematyki za mało. Nie rozumiesz np. do
        czego Ci statystyka, nie rozumiesz, że jest w programie, bo jest potrzebna w
        Twoim przyszłym zawodzie a ustalili to ci, którzy są o wiele mądrzejsi od
        Ciebie. Tylko, że Ty sobie tego nawet wyobrazić nie umiesz. Nie masz jeszcze
        pojęcia, że żeby Twoja przyszła praca badawcza miała jakąkolwiek wartość, musi
        być opracowana statystycznie, bo w przyrodzie wszystko dzieje się z pewnym
        prawdopodobieństwem. Itd. Zresztą po co ja to piszę?
    • Gość: zuzia Re: za mało matematyki IP: *.smrw.lodz.pl 21.10.04, 21:39
      Dziękuję za interesujące wypowiedzi.
      Z uporem twierdzę, że na poziomie szkoły podstawowej powinno być 5 godzin
      matematyki tygodniowo na każdym poziomie. Byłoby cudownie gdybym miała po
      jednej godzinie wyrównawczej dla każdej mojej klasy a na niej 2-3 uczniów.
      Dorzucę ciekawostkę - jako dziecko (wiek podstawówki)-miewałam od czasu do
      czasu bóle głowy, wtedy często siadałam do zadań i ból znikał jak ręką odjąć.
      Vivat matematyka ! ( i abyście zdrowe synapsy mieli)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka