berserker1
23.11.05, 21:29
Muszę stwierdzić, że budzą we mnie litość naiwniacy łudzący się, że w szkole
lub na jakimś śmiesznym kursie nauczą się porządnie języka obcego. Sądzę, że
większośc ludzi nie zdaje sobie sprawy z ogromu pracy, jakiej takie
przedsięwzięcie wymaga.
Przeraża mnie to, że nauka języków obcych, zwłaszcza języka angielskiego,
stała się absolutnym priorytetem w edukacji najmłodszych. Wmawia się nam, że
języka obcego trzeba nauczać od żłobka, więc wszyscy frajerzy wyrzucają co
semestr ciężką kasę na dodatkowe godziny języka angielskiego od
najwcześniejszych lat edukacji dziecka. Oprócz tego płacą horrendalne kwoty
za bzdurne podręczniki pełne potwornych, bijących w oczy obrazków. Ludzie
nabierają się na to, a w rzeczywistości chodzi tu o o pieniądze, i to duże.
Nauka języków obcych to przemysł. Co roku sprzedaje się się nowe podręczniki,
które - zwłaszcza w szkole - są tak skonstruowane, że rozwiązania wpisuje się
do książki, tak że następna osoba nie może już z niej skorzystać.
Nic z tego wszystkiego nie wynika. Dzieci, a nie tylko one, uczą się całymi
latami (a każdy rok to co najmniej 60 zł za książki plus ew. opłaty za kurs),
by po wielu latach edukacji umieć policzyć do 20, wymienić z
poprzedzającym "eee..." dziesięć kolorów i być może wydukać, jak się
nazywają. Prymus nawet powie wam, ile ma lat.
I po co to wszystko? Lepiej, niech sobie dzieciątka pobiegają po świeżym
powietrzu, bo całe lata tej ich nieszczęsnej nauki języka obcego można będzie
nadrobić w dwa tygodnie, gdy tylko porządnie wezmą się do pracy.
I jeszcze jedno. Nie wierzcie w naukę przez zabawę! Czegoś takiego nie ma.
Jest albo nauka (wtedy człowiek się męczy, ale i uczy), albo zabawa (wtedy
jest zadowolony i zielony).
No to teraz mnie zagryźcie...