Dodaj do ulubionych

Pytanie do doświadczonych nauczycieli

20.05.06, 23:23
Studiuję na kierunku nauczycielskim, lubię to co robię (mam na myśli studia i
wiedzę tam zdobywaną, jeszcze nie pracuję), ale.. Teoria jest interesująca,
ale praktyka chyba mnie przerosła. Może zbyt wiele od siebie wymagam, może za
duży skok chciałam wykonać, chciałam być perfekcyjnym kompetentnym i
szanowanym nauczycielem już na wstępie, bez wcześniejszej praktyki. Praktyki
w szkole trochę "dały mi w kość". Czy przypominacie sobie początki swojej
kariery jako nauczyciele? Pamiętacie jakieś początkowe niepowodzenia,
problemy w kontaktach z uczniami i ich posłuszeństwem? Ja chyba od zawsze
chciałam być nauczycielem, z paru lekcji jakie przeprowadziłam na praktykach
jestem bardzo zadowolona, ba, nawet dumna, udało mi się zaciekawić dzieciaki,
nawet przekrzykiwały się w odpowiedziach. Natomiast zdarzył mi się pewien
nieprzyjemny incydent, to była młodzież gimnazjalna, otóż gdy odwróciłam się
do tablicy, rzucali we mnie kulkami z papieru, o czym dowiedziałam się jakiś
czas później, już po praktykach, pocztą pantoflową. Na lekcjach byli w
gruncie rzeczy posłuszni i nie sprawiali problemów. Mam odczucie, że po
prostu za mało się postarałam, lekcja była niezbyt ciekawa, ale sama teraz
nie wiem czy ja się do tego nadaję. Opiekunka praktyk stwierdziła, że mam to
coś co nauczyciel mieć powinien, potrafię zaciekawić (jak mi się chce ;)),
tyle, że nie jestem pewna, czy nie jestem "za miękka". Słyszałam kilka
historii o osobach, doświadczonych już nauczycielach, którzy po swoich
pierwszych lekcjach przychodzili do domu z płaczem: "Mama, dzieci, nie chcą
mnie słuchać!" (tak miała moja ciocia, w życiu bym nie pomyślała, ona taka
sroga nauczycielka :)) Chciałabym po prostu usłyszeć czy też borykaliście się
na początku swojej kariery z podobnymi problemami, jeśli tak to jak sobie z
nimi poradziliście i czy mam się czym przejmować (ja już myślałam, żeby
zrobić wszystko, żeby tylko nie pracować w tym zawodzie :P). W końcu chyba na
szacunek trzeba sobie zapracować, a mając styczność (nie bezpośrednio) ze
środowiskiem szkolnym, zewsząd słyszę, że młodzież nie liczy się z młodymi
nauczycielami. Przebrnąć przez to czy się poddać?
Obserwuj wątek
    • baba67 Re: Pytanie do doświadczonych nauczycieli 21.05.06, 11:02
      Moja rada- nie zatrudniaj sie w gimnazjum.Przegloduj,udzielaj korkow, sprzataj
      mieszkania, ale konsekwentnie odmawiaj zatrudniania sie tam.Czekaj na okazje
      pracy w sp lub LO.
      Z tego co piszesz, wynika jasno, ze jestes osoba wrazliwa, inteligentna osoba,
      ktora moze byc wspanialym nauczycielem, ale NIE TAM.
      Zapewniam Cie, ze po roku, o ile nie zalamiesz sie nerwowo, bedziesz klebkiem
      nerwow totalnie zniecheconym do idei nauczania-a szkoda by bylo.
      Do pracy w gimnazjum trzeba miec specjalne predyspozycje-bardzo duza odpornosc
      psychiczna i nie miec specjalnych ambicji metodycznych, a u Ciebie tego nie widze .
    • baba67 Re: Pytanie do doświadczonych nauczycieli 21.05.06, 11:12
      A to, ze sobie na szacunek w gimnazjum mozna zapracowac zaciekawiajac uczniow,
      to spokojnie wloz miedzy bajki.
      Respekt tam mozna sobie "wypracowac" jedynie za pomoca strun glosowych,
      uporczywego zawiadamiania rodzicow, dyrekcje i wychowawczynie, a przede wszystkim
      bezwzglednoscia w tepieniu przeszkadzaczy.Trzeba miec dusze policjanta i po
      prostu znajdowac upodobanie w takich dzialaniach.jesli ktos sie koncentruje na
      tym, zeby lekcja byla ciekawa i na tym, zeby przestrzegac kulturalnych form
      skonczy z koszem na glowie.Pamietaj, ze jesli uczen Cie opluje, nawyzywa od
      kurw, to i tak NIE mOZE BYC WYRZUCONY ZE SZKOLY.To Ty bedzisz musiala szukac
      sobie pracy.Takie sa nowe, genialne przepisy pierdzistlkow z kuratorium, ktorzy
      nie maja pojecia o pracy w szkole.
      • miss_t1 Re: Pytanie do doświadczonych nauczycieli 21.05.06, 14:40
        Toś mnie dopiero zdołował :D Jesteś nauczycielem, że tak dużo wiesz o młodzieży
        gimnazjalnej? Bo miałam z nimi styczność przez dłuższy czas (7 miesięcy), tyle,
        że ich nie uczyłam - staż w szkole, ale nie na stanowisku nauczyciela, i miałam
        okazję ich sobie trochę poobserwować i wydaje mi się, że wcale nie są aż tacy
        źli, troszkę demonizujesz. Z nimi też się można dogadać, widzę, że dogadywali
        się z nauczycielami, niekoniecznie tylko z "dyktatorami" :) A ten incydent z
        koszem, nie zdażył się w gimnazjum, tylko w technikum. Do końca życia mam
        uciekać przed pracą?? :/
        • baba67 Re: Pytanie do doświadczonych nauczycieli 21.05.06, 18:04
          Ja jestem baba, jak w nicku.Uczylam w gimnazjum, ale juz nie ucze i nie zamierzam.
          Nie mowie, ze trzeba byc dyktatorem, trzeba miec duza odpornosc psychiczna,
          naprawde bardzo gruba skore,co nie znaczy, ze nie mozna byc prywatnie fajna i
          kulturalna osoba.
          Zapewniam Cie, ze te 7 miesiecy kiedy ich nie uczylas, to nie jest zadne
          doswiadczenie.Praktyki pod kierunkiem rowniez nie daja obrazu pracy nauczyciela.
          Autentycznie kulturalne i normalne osoby, z ktorymi pogadujesz na przerwach na
          lekcji musza umiec pacyfikowac.Incydent z koszem mial wieksze prawdopodobienstwo
          zdarzenia sie w gimnazjum.Nie masz uciekac przed praca w ogole, tylko przed
          praca w gimnazjum i w zawodowkach.Szkoda zdrowia.Azrobisz oczywiscie jak
          zechcesz-moze jednak masz predyspozycje, trudno wyrokowac na podstawie posta.
          • cytryna76 Re: Pytanie do doświadczonych nauczycieli 21.05.06, 20:56
            Potwierdzam - absolutnie nie zatrudniaj się w gimnazjum, bo to piekło na ziemi!
            No chyba, że nasz nerwy ze stali i osobowość kata, a z tego co napisałaś
            wynika, że tak nie jest.
            I nikt tu nie demonizuje pracy w gimnazjum. Dla większości nauczycieli to istny
            horror. Poczytaj sobie posty na innych forach, a przekonasz się, jak powszechna
            jest taka opinia. Ale jeśli nie wierzysz i chcesz uczyć się na własnych
            błedach, proszę bardzo - zatrudnij się i zobaczymy, co powiesz po pół roku
            pracy.
            Jak też uważałam, że opinia o pracy w gimanzjum jest mocno przesadzona.
            Sądziłam, że skoro jestem nauczycielem z powołania, to na pewno dam sobie radę,
            że wystarczy uczniów zainteresować przedmiotem, przekonac do siebie, a osiągnę
            wspaniałe rezulataty. Podobnie jak Ty, otrzymałam bardzo dobrą opinię od
            opiekuna stazu, ze niby mam to "coś". Przekonanie, ze to wystarczy w gimnazjum
            nalezy włożyć między bajki.
            Dziś po 4 latach w gimnazjum jestem wypalona zawodowo, wykończona psychicznie i
            marzę o zmianie pracy. Nadal lubię uczyć - problem w tym, że w gimnazjum nie
            chodzi o uczenie czegokolwiek, a głównie o to, przy przetrwać bez kosza na
            głowie. Każda lekcja to walka z uczniami, którym wszystko wolno. Zapomnij o
            metodyce i temu podobnych rzeczach,a przygotuj sie na nieprawdopodobne
            chamstwo, wulgaryzmy i brak zainteresowania czymkolwiek. Do tego dochodzi Twoja
            bezsilność, bo w świetle prawa nie masz możliwosci żadnego skutecznego
            przeciwdziałania.
            Oczywiście takie rzeczy mają miejsce również w zawodówkach, liceach
            profilowanych i w niektórych technikach - czyli w tych szkołach, do których
            trafia potem cała ta rozwydrzona młodzież gimnazjalna.
            W praktyce dziś każdy kto chce się realizować jako nauczyciel powinien szukać
            pracy w podstawówce lub w dobrych szkolach średnich, najlepiej w dobrych
            ogólniakach. Nigdy w życiu w gimnazjum!
            Moja siostra, która widzi, w jakim stanie wracam z pracy, nie ma już
            wątpliwosci, że w gimnazjum się nie zatrudni, choćby miała sciany gryźć. A Ty
            zrobisz, jak zechcesz.
      • mmaly Re: Pytanie do doświadczonych nauczycieli 26.08.06, 19:33
        > A to, ze sobie na szacunek w gimnazjum mozna zapracowac zaciekawiajac uczniow,
        > to spokojnie wloz miedzy bajki.

        No nie wiem. Nie chcę być zarozumiały, ale z przyczyn rodzinnych przez ostatnie
        trzy lata jeździłem na dwa dni tygodnia do innego miasta, sto kilkadziesiąt
        kilometrów, więc na własne życzenie zmniejszyłem sobie ilość godzin w szkole
        średniej, a w tym drugim mieście wziąłem pół etatu w gimnazjum.
        W tym roku z gimnazjum się pożegnałem i przestaję tak jeździć, wracam na etat z
        hakiem w szkole średniej, ale mam bardzo miłe wspomnienia z gimnazjum. Byłem
        nastawiony nieufnie, z uwagi na takie właśnie głosy, jak Twój. Ale mimo to
        bardzo dobrze myślę o tych moich gimnazjalistach, a po ostatniej lekcji z klasą,
        którą uczyłem przez całe gimnazjum, napisałem o nich nawet wpis w blogu:

        "Po wystawieniu ocen są dwa rodzaje lekcji z klasami, które kończą naukę,
        klasami prawie że absolwentów. W ostatnich tygodniach zaznałem właśnie dwóch
        takich skrajnie odmiennych przypadków.
        Jedną klasę uczyłem tylko w tym roku szkolnym, przejąłem ich po koleżance. Nigdy
        nic między nami nie zaiskrzyło, byli bierni i mierni, jak tylko ich
        sklasyfikowałem przestali się pojawiać w ogóle. Tuż przed maturą ustną nagle
        kilka osób przyszło niby to poćwiczyć, ale tak poza tym to zawsze się tylko
        urywali, wymigiwali od nauki i ciężko się było z nimi w ogóle dogadać.
        W drugiej klasie uczyłem przez całe trzy lata i bywało różnie. Nie byli jacyś
        szczególnie dobrzy, klasa jak klasa. Byli zróżnicowani. 24 bardzo różne pod
        każdym względem osoby. Ale na ostatniej lekcji, już dawno po klasyfikacji,
        zjawiło się 19 osób. Podręcznik już skończony, lekcja na luzie, a oni jednak
        dobrze się bawili właśnie tym, by w ostatnim tygodniu nauki jeszcze coś z tego
        angielskiego zrobić. Układaliśmy komiksy po angielsku, rozmawialiśmy.
        Przypominali mi o jakichś wydarzeniach z tych minionych lat, kiedy to bardzo mi
        zaleźli za skórę i kiedy pomiędzy nami trzaskały pioruny. Pytali czy pamiętam
        takie czy inne zajście. Dziwili się, że nie pamiętam czegoś, co dla nich jest
        przedmiotem anegdot do tej pory.
        Rozmawialiśmy o nieporozumieniu między nimi a koleżanką nauczycielką, która tego
        dnia oskarżyła Dominika o to, że wręczył jej w podziękowaniu za minione trzy
        lata ... kosz na śmieci.
        Jest coś magicznego w tym momencie, w którym na dwie minuty przed dzwonkiem
        otwierasz drzwi klasy, w ktorej przy zasuniętych żaluzjach panuje lekki półmrok,
        i wypuszczasz tych ludzi, którzy już nigdy nie wrócą na lekcję z tobą, na
        rozświetlony słońcem korytarz. Niektórzy z nich też to czują, przed wyjściem
        zatrzymują się na chwilę, energicznie potrząsają ci dłoń i wygłaszają jakieś
        jednozdaniowe przesłanie, niczym błogosławieństwo na drogę, albo niczym garść
        ziemi na trumnę...
        Takie magiczne rozstania pamięta się przez całe życie. I czasem ta magia bierze
        się z czegoś bardzo przyziemnego, prostego, albo wręcz wulgarnego. Gdy kiedyś
        przed laty tak się żegnałem z czterdziestoosobową grupą zawodówki mechanizacji
        rolnictwa i gdy w upalne, duszne przedpołudnie siedzieliśmy na tej ostatniej w
        życiu wspólnej lekcji wokół pomnika w parku, dostałem od nich na pożegnanie
        prezent, który wprawił mnie w osłupienie, ale patrząc w ich szczere oczy
        zrozumiałem, że nie mogę tego prezentu nie przyjąć. I tak oto wylądowałem z
        butelką tak zwanego kwacha, czyli wina za 3,50, w garści. I nie wiem jak się
        czuje ktoś, kto dostaje kosz na śmieci, ale ja na nich się wtedy nie umiałem
        gniewać."

        Co ciekawe, jakiś czas później znalazłem pod tym wpisem komentarz od
        gimnazjalistki. Ale już go nie będę cytował, bo by mi było głupio. Jak ktoś
        będzie chciał to sprawdzi.
        W każdym razie ani gimnazjum, ani zawodówka nie są takie straszne, jak się je
        maluje. Mówię to naprawdę z głębokim przekonaniem.
    • piecykmart gimnazjum albo życie twój wybór 24.05.06, 10:27
      zgadzam się z przedmówcami. Mam w rodzinie jedną nauczycielkę gimnazjum i
      jednego kumpla ze studiów.
      Obydwoje mówiąc o pomysłodawcach tego typu szkoły posługują się bardzo
      niecenzuralnym słownictwem.
      Obydwoje szukają innej roboty. Kumpel w sierpniu jedzie na rekonesans do
      Londynu.
      Tworzenie szkół i to dużych (w moim mieście wszystkie gim. to duże szkoły)
      gdzie bez żadnej selekcji upychA się młodzież w najgorszym wychowawczo wieku TO
      DOWÓD NA TO, ŻE REFORMATORZY POLSKIEGO SZKOLNICTWA NIE MAJĄ POJĘCIA ANI O PRACY
      W SZKOŁACH ANI O ETAPACH ROZWOJU PSYCHICZNEGO CZŁOWIEKA.
      Sami uczniowie - ci chcący się uczyć i mający wszystkie klepki w porządku -
      czas spędzony w gimnazjum uważają za stracony.
      Tam panuje prawo dżungli, rządy psychopatycznych i agresywnych osobowości.
      Nic z tego, że tych psycho jest niewielu, tak potrafią zastraszyć i
      zmanipulować resztę, że przeprowadzenie normalnej lekcji graniczy z cudem.
      A KURATORYJNE I MINISTERIALNE PIERDZISTOŁKI UBEZWŁASNOWOLNIŁY NAUCZYCIELI.
      Zróbcie coś z tymi problemami mówią , ale przepisy przez nich firmowane
      zabraniają zrobić cokolwiek skutecznego.


      • gdabski Re: gimnazjum albo życie twój wybór 25.05.06, 22:40
        > Sami uczniowie - ci chcący się uczyć i mający wszystkie klepki w porządku -
        > czas spędzony w gimnazjum uważają za stracony.

        Czyżby mi którejś klepki brakowało?

        /Gdabski
        • danuta49 Ty chodziłeś do gimnazjum przy liceum - 26.05.06, 06:08
          bezrejonowego.Takich jest promil, a i tak je likwidują(zamienieją w rejonowe!).
          • baba67 Re: Ty chodziłeś do gimnazjum przy liceum - 26.05.06, 12:56
            Zdrowym odruchem co swiatlejszych dyrektorow jest tworzenie w rejonowych
            gimnazjach klas profilowanych, gdzie przyjmowane sa dzieci spoza rejonu i
            rejonowe z dobrym wynikiem sprawdzianu w stopniami z przedmiotow kierunkowych.
            Do pewnego stopnia rozwiazuje to problem o tyle, ze te dzieciaki trafiaja do
            klasy gdzie jest atmosfera pracy i rzeczywiscie cos z tego gimnazjum wynosza.
            Nie zmienia to faktu, ze do szkoly spokojnie sobie chodza uczniowie po wyrokach
            oczekujacy (latami) na miejsce w placowce dla mlodziezy trudnej i bezpiecznie
            tam nie jest.
            Ponadto w klasach nieprofilowanych upycha sie gorszych sredniakow i spady,
            ktore przychodza do szkoly by porozrabiac.Atmosfera rodem z poprawczaka-nie
            wiesz mozna samemu niczego napisac na tablicy, bo kiedy sie odwrocisz zaczyna
            sie albo bijatyka, albo niszczenie gazetek.O tym, zeby bylo tam cicho w ogole
            nie ma mowy-zeby byc slyszalnym trzeba krzyczec.
            Ani dyrekcja, ani pedagog nic z tym zrobic nie moga.
            W wiekszosci przypadkow tym hotszitem uszczesliwiani sa nauczyciele w miare
            sprawiedliwie, ale sa swiete krowy mat i polonistki, ktore dostaja tylko lepsze
            klasy, co oczywiscie nie sprzyja dobrej atmosferze w gronie pedagogicznym.
            • danuta49 Nauczyciele są różni to i klasy różne dostają!!! 26.05.06, 14:31
              >W wiekszosci przypadkow tym hotszitem uszczesliwiani sa nauczyciele w miare
              sprawiedliwie, ale sa swiete krowy mat i polonistki, ktore dostaja tylko lepsze
              klasy, co oczywiscie nie sprzyja dobrej atmosferze w gronie pedagogicznym.<
              Nie widzę powodu dla takiej "sprawiedliwości" - najwazniejszy jest uczeń i jego
              rozwój, a nie "sprawiedliwa" dystrybucja kłopotów wśród nauczycieli!!!
              • baba67 Re: Nauczyciele są różni to i klasy różne dostają 26.05.06, 18:41
                No pewnie, pewnie, tak tez owe swiete krowy uwazaja...
                Zreszta co to znaczy dobro uczniow ?Chyba dobro pan, ktore maja chody u dyrekcji..
                • danuta49 Re: Nauczyciele są różni to i klasy różne dostają 26.05.06, 23:29
                  Oczywiście - najlepiej uczniów po szkołach a potem po nauczycielach i klasach
                  rozlosować żeby była pełna równość.Bo nauczyciele są oczywiście jednakowo
                  wspaniali wszyscy;-)Oczywiście bywaja dyrektorzy, którzy faworyzują znajomych,
                  ale wielu po prostu zalezy na szkole.To co prezentujesz, to ideologia
                  klimakterycznych bab, którym nie wyszło bo za leniwe albo za tępe.Tylko one
                  tego w życiu sobie nie powiedzą.Więc winne będą układy, które im tych
                  zdolniejszych nigdy nie dają, toteż i sukcesów brak;-)
                  • baba67 Re: Nauczyciele są różni to i klasy różne dostają 27.05.06, 09:02

                    Zdaje sie , ze zgadywanie nie jest Twoja najlepsza strona
                    nie mam klimakterium
                    odeszlam ze szkoly i jestem z tego bardzo zadowolona-obecna moja kariera
                    rozwija sie na razie tak jak powinna-jest niezle, a bedzie jeszcze lepiej
                    nie ucze polskiego ani matematyki, a z mojego przedmiotu obowiazki byly
                    sprawiedliwie podzielone
                    uwazam sie za osobe inteligenta i z inicjatywa-wzielam swoj los w swoje rece
                    nie chcac uczestniczyc w w chorych ukladach szkolnictwa publicznego
                    zatem Twoich chamskich insynuacji nie biore do siebie.
                    Mniemam po gwaltownosci reakcji (moze tez nie jestem dobra w zgadywaniu ?), ze
                    taka swieta krowa mam do czynienia.
                    Tak, uwazam, ze obowiazki powinny byc sprawiedliwie podzizelone, choc to trudne.
                    W opisywanym przypadku 2 panie (matematyczka i polonistka) nie byly lepsze od
                    pan, ktorym wlepiano tylko gorsze klasy (sila rzeczy).Natomiast nie wiem
                    dlaczego nauczyciele poczatkujacy , mniej doswiadczeni maja dla wygody takich
                    pan wykonywac czarna robote.
                    Ja bym nawet wstydzila sie byc taka swieta krowa i nie wyobrazam sobie
                    normalnych relacji z kolezankami w takiej sytuacji.
                    • danuta49 Jedna szkoła to nie wszystkie!!! 27.05.06, 12:26
                      1.Napisałam,że to ideologia(!) klimakterycznych bab, a nie że ty nią jesteś.Z
                      twoich postów w innych miejscach wiem, że już nie pracujesz w szkole.
                      2.To,że w twojej szkole dzielono klasy po znajomości nie znaczy, że tak jest w
                      innych szkołach.
                      3.Jeśli nauczyciel odnosi wybitne sukcesy w pracy z tymi zdolniejszymi (to też
                      wymaga umiejętności i wcale nie jest ani łatwe ani częste!)to marnowanie jego
                      mozliwości na rolę "klawisza" jest ewidentne!!!
                      • baba67 Re: Jedna szkoła to nie wszystkie!!! 27.05.06, 15:55
                        no dobrze, przepraszam, zle Cie zrozumialam.
                        Niemniej na jakiej podstawie dzielic nauczycieli na tych lepszych i gorszych ?
                        Jesli nauczyciel dostaje dobre klasy to jasne, ze ma sukcesy, bylby partaczem,
                        gdyby nie mial.Z kolei dlaczego inny nauczyciel ma byc wyznaczony do roli
                        klawisza ? Na jakiej konkretnie podstawie ?
                        Gdyby wybral taka prace, toby skonczyl resocjalizacje.
                        Na ogol niestety panie uprzywilejowane to osoby przede wszystkim sprytne-maja
                        dosc duzy staz. a wiec dyrekcje znaja z okresu, kiedy dyrekcja jeszcze nie byla,
                        a wiec sa na Andrzejku i Kasiu.Po drugie wykorzystaly dogodny moment i napisaly
                        jakies programy autorskie, ktore polegaja na czestych wyjsciach w godzinach
                        lekcyjnych a jakze.
                        Ja nie odmawiam tym paniom talentow, ale ich pozycja oparta jest na sprycie i
                        znajomosciach.Bardzo przyjemnie jest pracowac z uzdolniona mlodzieza no i
                        sukcesy sa, bo pracowaly na te sukcesy i panie z podstawowki.
                        Mlode osoby skazane sa na role klawisza no i oczywiscie nie maja sukcesow bo
                        nie maja z kim ich osiagac.Podobnie osoby nie znajace dyrekcji z dawnych czasow.
                        Te osoby nie sa gorsze, po prostu nie maja ukladow.
                        • danuta49 W doskonałych klasach tej samej szkoły niewielu 27.05.06, 17:03
                          nauczycieli odnosi znaczace sukcesy!!!Ty dalej opisujesz jedną, swoją, byłą
                          szkołę.We wszystkich (tak, tak!) liceach w Polsce w każdym przedmiocie do setki
                          nauczycieli, którzy ze względu na kwalifikacje i potencjał są w stanie odnosic
                          systematycznie(!) znaczące sukcesy.W gimnazjach to jest troche więcej, ale na
                          pewno grubo poniżej 5%.I to skazywanie ich na role klawiszy uważam za
                          absurd.Naprawdę nie wszyscy nauczyciele są tacy sami i naprawdę dobry dyrektor
                          zna różnicę pomiędzy przecietniakami i outsiderami, a wirtuozami!!!
                          • baba67 Re: W doskonałych klasach tej samej szkoły niewie 27.05.06, 20:02

                            No to widac moj dyrektor nie byl naprawde dobry...Obawiam sie, ze tych
                            naprawde dobrych dyrektorow jest rownie niewielu jak nauczycieli-wirtuozow.
                            I w ogole uwazam, ze skazywanie JAKKICHKOLWIEK nauczycieli na role klawiszy
                            jest niemoralne, a taki wlasnie los zgotowaly im pierdzistolki za pomoca swych
                            genialnych przepisow.
                            • danuta49 Czasem to uczniowie(rodzice) chcą tego nauczyciela 27.05.06, 20:35
                              a nie innego!Bo mają do niego zaufanie, że ich dobrze nauczy.Oczywiście to
                              najczęsciej uczniowie i rodzice z tych ambitniejszych klas - przyszłym
                              lokatorom Wronek to obojętne! Też to "olewać" w imie pracowniczej
                              nauczycielskiej "sprawiedliwości"???A to rodzice utrzymują szkoły!
            • brutus36 Re: Ty chodziłeś do gimnazjum przy liceum - 23.08.06, 20:26
              baba67 napisał:

              > Ani dyrekcja, ani pedagog nic z tym zrobic nie moga.

              Giertych sobie z gnojarstwem poradzi.

    • robertrobert2 Re: Pytanie do doświadczonych nauczycieli 27.05.06, 21:10
      polecam lekturę
      www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/section?Category=szkolabezprzemocy
      tam się dowiesz paru rzeczy
      a swoją drogą życzę wytrwałości i szczęścia i odrobiny dystansu bo sie spalisz
      • robertrobert2 Re: Pytanie do doświadczonych nauczycieli 27.05.06, 21:11

        www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/section?Category=szkolabezprzemocy
        • miss_t1 Re: Pytanie do doświadczonych nauczycieli 27.05.06, 22:52
          Dzięki za link, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że problem jest tak poważny,
          to, że jakiś tam uczeń odszczeknął się do nauczyciela uważałam za odosobniony
          przypadek, nie mówiąc już o incydencie z koszem na głowie nauczyciela w
          Toruniu. Ja miałam praktyki w małej wiejskiej szkole, gdzie na każdy rocznik
          przypadają tylko dwie klasy a i b, po parenaście osób, ponadto wiadomo, mała
          miejscowość, wszyscy się znają, trochę to inaczej wyglądało, ale też znowu nie
          byli tacy święci. To już nie te dzieciaki co kiedyś, choćby jeszcze kilka lat
          temu. To wszystko przez te gimnazja.
          • kacka3 Re: Pytanie do doświadczonych nauczycieli 28.05.06, 17:00
            Niestety, negatywne sytuacje, o których piszą nauczyciele, zdarzają się w
            większości gimnazjów. Mam w rodzinie nauczycieli i wiem, że są wykończeni
            psychicznie pracą, w której potrzebny byłby raczej dobry policjant, strażnik
            miejski albo ochroniarz a nie pedagog-pasjonat. Wszystko uległoby zmianie,
            gdyby w naszych wspaniałych przepisach pojawiły się zmiany - na lepsze, np.
            możliwość ukarania ucznia czymś więcej poza zapisem w dzienniku bądź
            zaproszeniem rodzica do szkoły. Nie ma żadnego "bata" na tych, którzy wyją,
            plują, gwiżdżą, wybijają okna, zrzucają doniczki na głowy przechodniów, gryzą
            itp... autorytet nauczyciela sięgnął dna, młodzież wie, że nauczyciel mało
            zarabia i nie ma na ucznia żadnych sankcji, że się boi i w gruncie rzeczy nie
            może pracować metodycznie ani niczego wymagać, a jak coś się stanie, to prędzej
            zwolnią pedagoga, któremu o pracę dość trudno (niż demograficzny). Tak więc
            moja rada - nie stawiać na szkołę, młoda naczycielko, bo możesz po kilku latach
            mieć niezłą depresję.
            • anka1210 Rodzic swoje 3grosze 01.06.06, 20:55
              Mam dzieci w wieku gimnazjalnym, bliski kontakt ze szkołą podstawową
              (pomocniczy)przez 8 lat. Parę moich uwag:
              1. Dzieciaki zwłaszcza dziewczynki w klasach V-VI nie gorzej niż starsi koledzy
              potrafią trzaskać drzwiami uciekając z lekcji, rzucać komórkami, przeklinać,
              rozsadzac zajęcia
              2. W moim gimnazjum nic podobnego, mimo iż rejonowe,przepełnione, owszem z
              klasami profilowanymi, się nie dzieje
              Zadaję sobie pytanie dlaczego? i nie znam pełnej odpowiedzi . Mogę tylko
              dywagować. Myślę,że składa się na to min. - autorytet- przede wszystkim
              dyrektora,ale i wielu nauczycieli, z daleka widać, że tym ludziom się chce,
              jako całemu zespołowi, a nie tylko niektórym nauczycielom.
              • anka1210 Re: Rodzic swoje 3grosze 01.06.06, 21:09
                Atmosfera, którą się czuje jako przyjazną, ale w której wiadomo, że pewnych
                rzeczy nie wypada np. przyjść do szkoły w zbyt krótkiej bluzce.
                Spójny, wypracowany przez cały zespół system oceniania i reagowania na
                zachowania uczniów dobre czy nie.Konsekwencja.
                Na pewno nie wszystko przebiega bezproblemowo. W szkole podstawowej w której
                uczyły się moje dzieci też było wielu świetnych fachowców, ale mało było
                konsekwencji i gry zespołowej. Dzieci to widzą i wykorzystują. W podst. i w
                gimnazjum sa te same dzieci. Zyczę sukcesów młodej nauczycielce mimo wszystko.
                • romangiertych4 Re: Rodzic swoje 3grosze 02.06.06, 15:36
                  a co wy na to
                  www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20060602/SZKOLABEZPRZEMOCY/60601006
    • rentra Re: Pytanie do doświadczonych nauczycieli 02.06.06, 19:58
      Moja Droga!
      Nauczyciel przede wszystkim musi być wytrwały, konsekwentny i ... bardzo
      ważne!... sprawiedliwy!!! Jeżeli taka będziesz, nie bój się przeszkód. Musisz
      je pokonać w każdym zawodzie. Jestem nauczycielem dyplomowanym z 26-letnim
      stażem i wierz mi - nigdy nie wracałam do domu z płaczem. Młodzież jest
      wspaniała, dasz Jej serce- zrewanżuje się dwukrotnie, ale musi widzieć, że
      kochasz to, co robisz! Od wielu lat prowadzę zajęcia ze studentami, robie dla
      Nich lekcje pokazowe, pozwalam prowadzić zajęcia w moich klasach i widzę , jak
      wiele entuzjazmu jest w tych młodych ludziach. Podziwiam Ich! Bądź wytrwała, a
      zapracujesz sobie na sukces i co najważniejsze- szacunek swoich uczniów(prawie
      wszystkich), bo nieliczne wyjątki niestety też się zdarzają. Życzę powodzenia!
      • baba67 Re: Pytanie do doświadczonych nauczycieli 02.06.06, 22:19
        Tylko jedno pytanie -
        gdzie uczysz?
        Jesli w gimnazjum publicznym to jestes po prostu swieta.
        W dobrze zarzadzanych podstawowkach w niezlych dzielnicach czy malych
        miejscowosciach mozna jeszcze czerpac radosc z uczenia.W gimnazjach w wiekszych
        ierzcie życia tak poważnie
        i tak nie miastach jest coraz gorzej.
    • 37g Re: Pytanie do doświadczonych nauczycieli 04.06.06, 21:22
      Witam! Jestem nauczycielem z prawie 10 letnim stażem. Uczę w gimnazjum w
      Łodzi.Jesteśmy b. dużą szkołą 25 oddziałów. Klasy sa bardzo różne i uczniowie
      również. Incydenty sie zdarzaja słownictwo niecenzuralne także, ale trzeba
      sobie z tym radzić. Dużo zależy od samego nauczyciela, jego konsekwencji,
      uporu, podejści w rozwiązywaniu problemów. Większość dzieci jest " normalna",
      lekcje prowadzi się tak jak sie zaplanowało i jestem w stanie zainteresować ich
      swoim przedmiotem Mam dobry kontakt z młodzieżą i dlatego nie wyobrażam sobie
      innej pracy.. nauczycielka.
      • pani_inzynier A w technikum budowlanym? 07.06.06, 10:30
        Mam mozliwosc podjecia pracy jako nauvczyciel przedmiotów zawodowych ale waham
        sie strasznie. Nie mam doswiadczenia w nauczaniu, le podobno mam sliny
        charakter:)
        Jak jest w technikach???
        • duchczasow Re: A w technikum budowlanym? 10.06.06, 14:02
          W technikach jest róznie :) Wybacz banał na wstepie, ale jest konieczny.
          Uczę w technikum od 15 lat i uwielbiam ten typ szkoły.Miałam zarówno klasy pełne
          olimpijczyków, jak i półanalfabetów z wyrokami w zawieszeniu.
          Chłopcy są konkretni, logiczni, leniwi jak diabli, oceny lekceważą,nabywanie
          umiejętności cenią, kuciem na pamięć gardzą; szacunek zdobędziesz natychmiast,
          jesli sie naprawde znasz na tym, czego ich masz uczyć. Bo jeśli dostaniesz
          przedmioty, z którymi stykałas sie na studiach przez semestr, to na 100 %
          trafisz na zapaleńców, którzy będa wiedzieli więcej niż ty - i wtedy masz po
          ptokach, najprościej mówiąc.
          Potrzebujesz jeszcze: realizmu- nie będziesz uczyc ludzi o ambicjach
          akademickich; poczucia humoru - pozwoli ci we wszystkich wstępnych kłopotach
          dostrzec urok sportu, a nie wojny; imnóstwainnychcechktórychkoniecznośćodkryjesz
          samodzielnie:)
          • pani_inzynier Re: A w technikum budowlanym? 15.06.06, 10:24
            Bardzo dziekuje podnioslomnie to na duchu alei tak sie waham bo zaproponowali mi
            w pierwszym roku 66o na reke :/ wiec niewiem czy warto dla takich
            pieniedzyzmieniac prace
            • mmaly Re: A w technikum budowlanym? 26.08.06, 19:42
              > w pierwszym roku 66o na reke :/ wiec niewiem czy warto dla takich
              > pieniedzyzmieniac prace

              Dla pieniędzy może nie warto.
              Ale dla doświadczenia pracy w technikum warto. To jest niesamowite
              doświadczenie. Tego nie zaznasz w renomowanym ogólniaku. To jest super prosta,
              super zdrowa praca na super zdrowych zasadach. Zasady są tak proste, że nikt się
              w tym nie pogubi - muszą być proste. I jest po prostu nie z tej ziemi.
    • bambolina1 bzdury 24.08.06, 13:55
      młodzież nie liczy się z młodymi
      > nauczycielami.

      Błąd. Uczyłam w liceum, gimnazjum,a teraz w technikum.Mam dopiero 25 lat.
      Wszędzie miałam jedną klasę, na którą każdy nauczyciel (nawet z
      doświadczeniem) 'psioczył',narzekał,były płacze,wzywanie rodziców itd. U mnie
      czegoś takiego nigdy nie było. Każda z tych klas była potem moją ulubioną
      klasą.

      Uważam, że n-le ciągle mylą pojęcia: nie ma złych klas, są źli nauczyciele.
      Wystarczy dobrze podejść do dzieciaków/młodzieży. Każda klasa ma słaby punkt i
      można ją czymś udobruchać:)Uczę samych chlopaków 16-20 lat. Większość lubi
      piłkę nożną, a ja mam to szczęście,że się na niej znam:)To jest moja karta
      przetargowa.

      W momencie, gdy nauczyciel wchodzi do klasy uczniowie już wiedzą czy da
      się "pojechać" czy nie.Od pierwszych sekund go "badają".Wtedy nie ma znaczenia
      czy lekcja była ciekawa czy nie. Jesteś słaba - przepadłaś.Musisz od razu
      pokazać kto rządzi.

      ps. Za bardzo się przejmujesz.Im bardziej się starasz, tym gorzej Ci będzie
      wychodziło. Jeśli lubisz uczyć to wyluzuj i baw się tym.
      • mmaly Re: bzdury 26.08.06, 19:53
        > Musisz od razu
        > pokazać kto rządzi.

        Zgadzam się z całym Twoim postem oprócz tego zdania.
        Nie, nimi nie trzeba rządzić. Nie można się ich bać, na pewno. Ale rządzić nimi
        to ja bym raczej nie radził. O wiele lepiej idzie, jak to jest zdrowy układ na
        zdrowych zasadach.
        Moi panowie w technikum mają taki system nagród za aktywność, w wyniku którego
        najaktwyniejsi po paru miesiącach robią co chcą. Pracujemy 2/3 lekcji w
        laboratorium językowym i tym najaktywniejszym wolno wówczas robić, co zechcą. Co
        ciekawe, wcale im to nie szkodzi. Większość z nich uczy się tym aktywniej i to
        zarówno w szkole, jak i w domu. A niektórzy nawet przez wakacje. Nie chciałbym
        nimi rządzić, lepiej im to wychodzi, gdy są samodzielni.
        • bambolina1 Re: bzdury 26.08.06, 21:47
          Przepraszam, źle się wyraziłam.Nie chodziło mi o rządzenie jako rządzenie:)
          Chodziło mi o to o czym Pan napisał:że nie należy pokazywać swego strachu, bo
          wyczują to w sekundę. Chodziło mi też o to,że uczeń musi wiedzieć, że jest
          uczniem,a nauczyciel nauczycielem i żadnegranice nie mogą zostać przekroczone,
          np.:nakładanie kosza na głowę, popychanie czy nawet rzucanie kulkami. Szacunek
          musi być:)

          Ehh też bym chciała mieć laboratorium językowe;))

          Moi panowie w technikum mają taki system nagród za aktywność, w wyniku którego
          > najaktwyniejsi po paru miesiącach robią co chcą

          Moi panowie w technikum nie mają aż tak wielkiej swobody. Czasami pozwolę na
          luźniejszą lekcje,np. grają wtedy w karty:)Czasami sama z nimi zagram;)

          Pzdr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka