miss_t1
20.05.06, 23:23
Studiuję na kierunku nauczycielskim, lubię to co robię (mam na myśli studia i
wiedzę tam zdobywaną, jeszcze nie pracuję), ale.. Teoria jest interesująca,
ale praktyka chyba mnie przerosła. Może zbyt wiele od siebie wymagam, może za
duży skok chciałam wykonać, chciałam być perfekcyjnym kompetentnym i
szanowanym nauczycielem już na wstępie, bez wcześniejszej praktyki. Praktyki
w szkole trochę "dały mi w kość". Czy przypominacie sobie początki swojej
kariery jako nauczyciele? Pamiętacie jakieś początkowe niepowodzenia,
problemy w kontaktach z uczniami i ich posłuszeństwem? Ja chyba od zawsze
chciałam być nauczycielem, z paru lekcji jakie przeprowadziłam na praktykach
jestem bardzo zadowolona, ba, nawet dumna, udało mi się zaciekawić dzieciaki,
nawet przekrzykiwały się w odpowiedziach. Natomiast zdarzył mi się pewien
nieprzyjemny incydent, to była młodzież gimnazjalna, otóż gdy odwróciłam się
do tablicy, rzucali we mnie kulkami z papieru, o czym dowiedziałam się jakiś
czas później, już po praktykach, pocztą pantoflową. Na lekcjach byli w
gruncie rzeczy posłuszni i nie sprawiali problemów. Mam odczucie, że po
prostu za mało się postarałam, lekcja była niezbyt ciekawa, ale sama teraz
nie wiem czy ja się do tego nadaję. Opiekunka praktyk stwierdziła, że mam to
coś co nauczyciel mieć powinien, potrafię zaciekawić (jak mi się chce ;)),
tyle, że nie jestem pewna, czy nie jestem "za miękka". Słyszałam kilka
historii o osobach, doświadczonych już nauczycielach, którzy po swoich
pierwszych lekcjach przychodzili do domu z płaczem: "Mama, dzieci, nie chcą
mnie słuchać!" (tak miała moja ciocia, w życiu bym nie pomyślała, ona taka
sroga nauczycielka :)) Chciałabym po prostu usłyszeć czy też borykaliście się
na początku swojej kariery z podobnymi problemami, jeśli tak to jak sobie z
nimi poradziliście i czy mam się czym przejmować (ja już myślałam, żeby
zrobić wszystko, żeby tylko nie pracować w tym zawodzie :P). W końcu chyba na
szacunek trzeba sobie zapracować, a mając styczność (nie bezpośrednio) ze
środowiskiem szkolnym, zewsząd słyszę, że młodzież nie liczy się z młodymi
nauczycielami. Przebrnąć przez to czy się poddać?