Dodaj do ulubionych

Dla nauczycieli geografii i pasjonatów

29.08.06, 21:41
Pluton już nie jest planetą - to już chyba wszyscy wiedzą :)

Rysy mają 2503 metry

Nil NIE JEST najdłuższa rzeką Polski

a wskazac Afrykę na mapie świata powinien potrafic kazdy

to tytułem podsumowania poprzedniego wątku

a teraz pora otworzyć ten :)

zaczne od pytania:

jaka wysokość ma Mount Everest?

myslicie że to proste? no to piszcie :) bo ja się spotkałem przynajmniej z 3 wersjami :)
Obserwuj wątek
    • ajala1 Re: Dla nauczycieli geografii i pasjonatów 29.08.06, 23:11
      Ostatnie posty z wątku "zadowolonych nauczycieli" bardziej pasują tu. Bo każdy
      geograf to jednocześnie podróżnik, a każdy podróżnik to w mniejszym lub
      większym stopniu geograf.
      W Kłodzku, swego czasu, gdyby nie kask, obiłabym sobie głowę w tunelach
      twierdzy. Byłam wtedy studentką /na praktykach/ i miałam przed sobą i za sobą
      rosłych kolegów. Było zabawnie, ale tylko dla mnie /jestem dość "nikczemnego"
      wzrostu/, dla nich już mniej. Ale masz rację - dla dzieciaków to rzeczywiście
      atrakcja.
      Tylko raz byłam w Przemyślu i oczarował mnie Kościół Karmelitów Bosych, a
      szczególnie ambona. Fajnie jest wybrać się z dzieciakami do jakiegoś zakładu
      pracy, np. huty szkła lub wytwórni czegos tam innego /nie wiem, czy jeszcze
      organizują wejścia dla zwiedzających/.
      Generalnie dla dzieci atrakcyjne są niestety ... hipermarkety z atrakcjami,
      jakie oferują. A co jeszcze może zachwycić lub chociaż zainteresować dzieci np.
      w okolicy Cieszyna?
      • scanner2 Re: Dla nauczycieli geografii i pasjonatów 29.08.06, 23:58
        a skąd mam wiedzieć? :P (oj jak Ty wszystko zauważysz od razu :D:D:D:D)

        hipermarkety w bielsku, i aquapark w gołębiowskim w wisle

        no i góry oczywiście ale który dzieciak teraz po górach chce chodzic

        za główna atrakcję uznaję więc wyciąg na czantorię,a na górze tor saneczkowy
      • scanner2 Re: Dla nauczycieli geografii i pasjonatów 30.08.06, 00:20
        w przemyslu nigdy nie byłem niestety, w ogóle w tamtych rejonach :(

        a co mogłabys polecić w swojej okolicy? :)
        • toolkien Re: Dla nauczycieli geografii i pasjonatów 30.08.06, 12:50
          hmmm, w Krakowie o to nie jest trudno, ale oni i tak urywają się z wycieczek po
          mieście do... Centrum Handlowego Galeria Kazimierz albo Kraków Plaza :).
          Pozostało mi wspinanie się z nimi po Skałkach Twardowskiego, albo łażenie po
          jaskiniach ze młodocianymi speleologami - to są dopiero pasjonaci - lubie takim
          dotrzymywać kroku :)
          Pozdrawiam cieplutko :)
          • scanner2 Re: Dla nauczycieli geografii i pasjonatów 31.08.06, 00:59
            Krakow to chyba najlepsze miejsce na wycieczki :)

            speleologia to dość klaustrofobiczny sport :) choć w jaskiniach bywa bardzo pieknie :)
            • ajala1 Re: W jaskiniach bywa i pięknie i strasznie 02.09.06, 10:57
              Kwestię wchodzenia do jaskiń z dziećmi i młodzieżą trzeba przemyśleć. Ja kiedyś
              nie przemyślałam, ale okazało się że mam więcej szcześcia, niż rozumu.
              Oczywiście był przewodnik, ale też wykazał się wówczas brakiem
              wyobraźni /delikatnie mówiąc/. Było to na początku mojej kariery
              pedagogicznej /o rany, ale to smiesznie brzmi :))/. Miałam jeszcze zapał i
              olbrzymią tolerancję dla dzieci, totez w wakacje zamiast wypoczywać jeździłam
              na kolonie i obozy jako opiekun - wychowawca /potem jako kierownik/.
              W Tatrach wszystkim znana jest Jaskinia Śnieżna - w sumie wszystkie
              wycieczki /nawet emerytów/ do niej trafiają. Ja trafiłam już po raz któryś tam
              ze swoją grupą. Oprócz mnie były jeszcze inne grupy /z tej samej kolonii/ - w
              sumie około 45 osób /dokładnie nie pamiętam, to było kilkanaście lat temu/, w
              tym 3 nauczycielki - opiekunki i przewodnik. Cała grupa weszła - przewodnik na
              początku, ja gdzieś w środku, koleżanki na końcu. Dzieci w wieku od 10 do 15
              lat. Gdy byliśmy już w połowie drogi /tzn. początek grupy/, nagle zgasły
              światła. No i teraz wyobraźcie sobie taki długi wąż dzieciaków w kompletnch
              ciemnościach. Ciasno, wąskie przejścia, jakieś jeziorka po lewej. Wtedy dopiero
              dotarło do mnie znaczenie słów "egipskie ciemności". Przewodnik i owszem miał
              małą latarkę, ale był gdzieś za jakimiś zakrętami i w połowie akcji mu zgasła.
              Niestety nie była to era komórek. Czekaliśmy chwilę i nic. Dzieciaki zaczęły
              panikować, krzyczeć, płakać. Powiem szczerze, że to straszne przeżycie -
              drżałam na myśl, co w tej panice mogą zrobić, czy np. nie zepchnie gdzieś jeden
              drugiego. no i ta całkowita bezradność. Niestety byliśmy już w takim miejscu,
              że praktycznie bez różnicy było, czy będziemy przesuwać sie do przodu, czy do
              tyłu. Zresztą o jakim przesuwaniu mowa - ciemno tak, że spokojnie mogłam sobie
              włożyć palec w oko i bym tego nawet nie zauważyła /co najwyżej poczuła/, przede
              mną i za mną stłoczone dzieciaki. Ja i tak miałam lepiej niz kolezanki z końca -
              słyszałam, co mówi przewodnik. Grupę, która weszła w pewnej odległości za
              nami, goprowcy zdołali szybko wyprowadzić. Nas wyprowadzali pojedynczo - trwało
              to bardzo długo. Zakończyło się sczęśliwie, tylko wspomnienia o przygodzie
              pozostały. Trzeba mieć farta, żeby trafić akurat na awarię prądu /która podobno
              zdarza się tam nie częściej niż raz na 10 lat/ i jeszcze wejść z taką dużą
              grupą i bezmyślnym przewodnikiem.
              Ale ja w ogóle mam farta do różnych bardziej lub mniej bezpiecznych "przygód"
              nie tylko zawodowo, ale i prywatnie.
              Teraz nie wchodzę już do żadnej jaskini z grupą większą niż 20 osób - w tym
              dwie osoby opieki + przewodnik.
    • ajala1 Re: Dla nauczycieli geografii i pasjonatów 30.08.06, 20:43
      Ja, jeśli chodzi o lokalizację, mam z jednej strony bardzo dobrze, z drugiej
      bardzo źle. Duże miasta ow odległości 1-2 godzin jazdy: Warszawa, Toruń,
      Bydgoszcz, Poznań, Łódź. W związku z tym wycieczka nie jest kosztowna, bo
      jednodniowa, no i koszty transportu niespecjalnie wygórowane. Z drugiej strony
      tak samo daleko w góry /moje ukochane/, jak i nad morze. Tu wycieczki muszą być
      minimum 3-dniowe. My nawet do kina jeździmy sobie do Warszawy, do teatru do
      Łodzi, na łyżwy lub do obserwatorium do Torunia, czy tak, jak ostatniego roku -
      na rewię do Włocławka. Dawno temu zabrałam dzieci z małej wiejskiej szkoły
      na "Metro" i zrobiło się wtedy w całej szkole /a nawet gminie/ musicalowo. Po
      paru latach zabrałam dzieci z dużej miejskiej szkoły do Miejsc Pamięci
      Narodowej i ... "umarłam ze wstydu" za ich zachowanie.
      No dobra panowie, zwłascza scanner2, jeśli już COŚ wiesz o mojej okolicy, nie
      dziel się tym ze wszystkimi na forum. Jeśli musisz wiedzieć napewno - wyślij
      maila. Pzdr:)



      • scanner2 Re: Dla nauczycieli geografii i pasjonatów 30.08.06, 21:49
        sprawdź pocztę :)
    • ajala1 Re: Dla nauczycieli geografii i pasjonatów 30.08.06, 22:39
      No i co z tą Sagarmatą? Ile w końcu ma metrów npm?
      Scanner2 - zazdroszczę Ci tych gór:))
      Dziama3 - podaj jakiś region, który Cię interesuje. Może znajdą się ludzie,
      którzy wiedzą coś na temat "rekordów" lub anomalii, które warto obejrzeć - a to
      przecież najbardziej interesuje dzieci.
      • dziama3 Re: Dla nauczycieli geografii i pasjonatów 30.08.06, 23:03
        Dziama mieszka na Podkarpaciu. Wycieczki muszą być umiarkowane finansowo, a
        uczniowie są teraz w II gimnazjum.
      • dziama3 Re: Dla nauczycieli geografii i pasjonatów 30.08.06, 23:10
        Dla mnie Bieszczady są super, ale boję sie że znów dzieciaki będą mamrać że ich
        ciągamy po krzakach i muszą robić po 30 km. A ostatnio ich nieźle po tych
        krzakach prześcigaliśmy (Magurski Park Narodowy). Ledwo żyły... Ale w nocy się
        i tak tłukli. Myślę teraz o jakimś mieście, ale żeby się to nie skończyło na
        zamkach, muzeach i hipermarkecie... Chyba że jest jakieś wypasione muzeum?
    • ajala1 Re: Dla nauczycieli geografii i pasjonatów 30.08.06, 23:51
      Dawno temu zrobił na mnie wrażenie Łańcut, teraz w miarę sympatyczny zrobił się
      Wrocław, aczkolwiek przejechać przez niego w piątek to osiągnąć szczyt
      cierpliwości. Jak duże miasto to zdecydowanie Kraków - tych klimatów się nie
      zapomina. Jak za mocno szaleją, to może ich do Częstochowy na kolanach pognać?
      Dzieciaki maja niezwykłą moc regeneracji - zapewne po tych 30 km jeszcze
      chętnie by poszalały na dyskotece lub na koncercie. Jeśli się nie obawiasz
      zbytniej niesubordynacji z ich strony - zobacz, gdzie są jakieś fajne
      koncerty /oczywiście zgodne z ich zainteresowaniami muzycznymi/. No, ale tu
      opieka musiałaby być potrójna. Najlepsze byłoby Trójmiasto /z Malborkiem po
      drodze/, no ale to za daleko /i w związku z tym za drogo/.
      A w ogóle to najlepiej bawiliby się np. w Jankach pod Warszawą - zakupy na
      maksa;)
      Najbardziej wypasione muzeum zwiedzałam w Wiedniu /Muzeum Ziemi, bo niemiecka
      nazwa jest dla mnie nie do zapamiętania/, nawet Wersal nie zrobił na mnie
      takiego wrażenia /a do Luwru nie chciało nam się czekac - kolejka była
      straszliwa/. No nie jeszcze w Hiszpanii - Muzeum Salvadora Dali - to dopiero
      odlot.
      I niestety z przykrością stwierdzam, że żadne Muzeum w Polsce nie jest aż tak
      wypasione, aby zainteresować młodziez gimnazjalną bez reszty.
      Ja jestem jednak za "krzakami". W Bieszczadach - w okolicy Wołkowyji jest
      fantastyczny ksiądz - z wykształcenia historyk sztuki, pasjonat zarówno tych
      gór, jak i historii zamieszkujących te tereny Polaków i Ukraińców. Gdyby udało
      Ci się namówić go na połażenie z Twoją gromadką, odkrylibyście i miejsca
      niezwykłe i zupełnie nowa historię II wojny. To bardzo ciekawy, ale
      jednocześnie bardzo skromny człowiek. W dodatku za nic nie chce przyjąć
      zapłaty - udało nam sie wreszcie wcisnąć mu pare groszy z przeznaczeniem na
      mszę w intencji naszego szczęśliwego powrotu, bo nic nie chciał wziąć, a dwa
      dni z nami wędrował.
      Zaznaczę, że w Bieszczadach byłam już po raz ....dziesty, ale za każdym razem
      odkrywam je na nowo.
      No oczywiście niezawodne bywa też Zakopane, masz i miasto i góry. Dla mnie
      Tatry są najpiękniejsze wczesną jesienią.
      O rany, kończę, jutro poważne zebranie, a za kilka dni początek roku szkolnego
      z toną papierów.
      To rzeczywiście wątek dla pasjonatów:))



      • dziama3 wycieczki 31.08.06, 00:24
        Ajala, uczysz geografii? Bo ja angielskiego, i najchętniej zabrałabym ich i
        siebie do Londynu. No, ale to marzenie ściętej głowy. A może Unia by taki
        wyjazd dofinansowała?
        • scanner2 Re: wycieczki 31.08.06, 00:52
          dziama3 napisała:

          > Ajala, uczysz geografii? Bo ja angielskiego, i najchętniej zabrałabym ich i
          > siebie do Londynu. No, ale to marzenie ściętej głowy. A może Unia by taki
          > wyjazd dofinansowała?

          Oj, oj :)

          szczególnie ten dodatek: "i siebie" intrygujący jest :)

          zreszta do Londynu to spory kłopot, autobus jedzie długo, samolot przy takiej duzej grupie to tez niezbyt prosta sprawa.
          Zeby wycieczka do Londynu autobusem miała sens to chyba musiałaby byc na minimum 8 dni, ale lepiej na 10 np i połączyc ją ze zwiedzaniem krajów po drodze (niemcy, holandia, belgia)no ale koszty bylyby spore....

          a o takich objazdowych ekspresowych wycieczkach jest całkiem zabawny film; "Jeśli dzis wtorek to jestesmy w Belgii", koniec lat 60-tych, produkcja anglielska, da się obejżec :)
        • ajala1 Unia i owszem, ale prędzej sponsor 02.09.06, 10:21
          Unia sfinansuje, ale w ramach projektów, np. Socrates Comenius. Musiałabyś
          poszukać szkół partnerskich i opracować projekt lub dołaczyć do tego, który oni
          realizują. Niestety w krajach UE /"piętnastki"/ Polska nie jest zbyt popularna.
          Na ogół trzeba mieć osobiste znajomości/kontakty z nauczycielami z tych szkół,
          bo w innym przypadku nie chce im się podejmować współpracy.
          Inna możliwość, którą ja wykorzystałam - to wygrywanie konkursów sponsorowanych
          przez duże /a nawet wielkie/ firmy. Oczywiście nie zawsze nagroda może być
          przeznaczona na wycieczkę, najczęściej są to bardziej lub mniej cenne nagrody
          rzeczowe. Bywa, ze sponsor określa konkretnie na co mają być przeznaczone
          pieniądze lub wręcz dostarcza np. sprzęt komputerowy /tego jeszcze nie
          wygrała.:))/.
          Oczywiście nie wygrywam tych konkursów sama, tylko przede wszystkim z dziećmi,
          a także z innymi nauczycielami - realizując określone projekty. To wymaga i
          uzdolnionych /ale często po prostu pomysłowych/ uczniów i bardzo zaangażowanych
          nauczycieli - współpracowników. No i oczywiście sam udział w konkursie nie daje
          nigdy żadnej gwarancji na wygraną, ale daje szansę. Trzeba wyszukać w
          internecie lub z oferty własnego regionu, co może zainteresować Ciebie i
          dzieci. No i oczywiście, co jest w zasięgu waszych możliwości realizacyjnych.
          Są jeszcze projekty grantowe w wielu miastach, ale pieniądze dostajesz już na
          konkretne działanie w środowisku lokalnym /i raczej na pewno nie na wycieczki
          zagraniczne/.
          Dziama3 masz olbrzymią przewagę nade mną w kwestii grantów unijnych - ja nie
          znam języka angielskiego i o wszelkie tłumaczenia dokumentów muszę prosić
          anglistów.:(
          • dziama3 Re: Unia i owszem, ale prędzej sponsor 02.09.06, 11:09
            Wiem o czym mówisz. Moi uczniowie byli z nami w Danii, ale u zaprzyjaźnionej
            szkoły, bo faktycznie kraje starej Unii nie są zainteresowane Polską. Chcą
            współpracować albo ze "swoimi" (np. Niemcy, Francja) albo z krajami całkiem
            egzotycznymi (np. w Azji czy Afryce). Nie ustaję w poszukiwaniach szkoły
            partnerskiej. Inny problem polega na tym, że moja szkółka jest mała, więc i
            wybór zdolnej i pomysłowej młodzieży bardzo ograniczony.
    • scanner2 A więc Czomolungma :) 31.08.06, 00:56
      najpowszechniej podawana wysokość to 8848 metrów

      ostatno coraz częsciej podaje się 8850

      ale spotkałem sie z jeszcze jedna wysokością, której nie pamiętam, ale była o kilkadziesiąt metrów niższa, niz te przytoczone

      PS ajala
      to tylko pagórki, choc trochę w nogach je czuć a i zadyszki mozna dostac :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka