Dodaj do ulubionych

szkoła podstawowa -porażka

20.11.06, 11:10
zastanawiam się dlaczego program szkoły podstawowej jest taki durny.
Po co dzieci uczą się gry na flecie. Zabiera to mnóstwo czasu a potem w życiu
doroslym nie jest to do niczego potrzebne. W sobote moja córka poswięciła 2
godz aby nauczyć się ody do radości bethovena. Czyz to nie głupota?
Przecież mogła pouczyc się innych przedmiotów np matmy, angielskiego.
w czwartek zaś ma klasówkę z plastyki. Za moich czasów plastyka polegała na
malowaniu róznymi technikami, lepieniu z modeliny, plasteliny. Przeciez jest
tyle ciekawych sposobów na malowanie, rysowanie. Po co robią dzieciom
klasówkę z technik malarstwa. Zaznacze że moja córka jest w V klasie. Czy w
życiu dorosłym to się jej do czegoś przyda. Czy na egzaminie do gimnazjum
bedzie takie pytanie?. Pewnie nie.
Kolejny przemot to religia- robienie jakis durnych bębenków. Na szczęście to
przedmiot dodatkowy więc mozna go zyczajowo "olać" Zastanawiam się czy nie
wypisze dziecko z tego przemiotu, ponieważ Pani która go prowadzi przerasta
sama siebie w zadawaniu idiotycznych prac domowych.
Obserwuj wątek
    • fatima7 Re: szkoła podstawowa -porażka 20.11.06, 12:05
      Zgadzam się z Tobą całkowicie. Mój syn skonczył właśnie podstawówkę, ale w
      gimnazjum równiez na przedmiotach takich jak plastyka, muzyka, technika itp
      nauczyciele przechodza sami siebie. Zachowują sie tak jakby uczyli co najmniej
      przedmiotów tak waznych jak polski, angielski czy matematyka. Kartkówki,
      durnowate rysunki na technice, co pochłania duzo cennego czasu, który moglby byc
      wykozystany na inne przedmioty. A najbardziej rozsmieszyło mnie ostatnio kiedy
      pani na technice kazala uczniom pisac bez przygotowania pismem technicznym,
      olowkiem i z prawidlowymi odstepami, ale nie na papierze milimetrowym jak nalezy
      tylko w cwiczeniach z liniami. Wszyscy dostali ponizej 3,0. Ciekawa jestem
      jakona by to napisala tak poraz pierwszy bedac 13 latka. Na muzyce nauczycielka
      nie bierze pod uwage ze chlopcy maja mutacje, ale nie falszuja i zaniza im oceny
      a dziewczyny moga nawet tekst zapomniec i dostaja 5. Takze nie przejmuj sie
      podstawowka, bo czym dalej tym gorzej. Powiedzialam mojemu synowi ze ma sie
      uczyc tych przedmitow ktore mu sie przydadza. Ale jesli uczen chce isc do
      dobrego LO to musi miec oceny dobre ze wszystkiego, ale co ma zrobic uczen
      ktoremu z powodu mutacji obniza sie oceny, pomimo ze spiewa nie falszujac, z
      plastyki bo kreska zła, a z techniki pismo tech, nie wyszlo. Paranoja totalna,
      zeby uczen stresowal sie muzyka czy innymi z pozoru blachymi przedmiotami. Chce
      zauwazyc, ze nauczyciele np. chemii czy fizyki i innych nie przezywaja tak
      prowadzenia i sprawdzania wiadomosci jak nauczyciele np. plastyki czy techniki.
      • blessyou1 Re: szkoła podstawowa -porażka 20.11.06, 12:53
        O przyjęciu do liceum decydują punkty za test gimnazjalny oraz punkty za oceny
        z wybranych przedmiotow (kazda szkoła ma własne kryteria ale na ogół chodzi o
        przedmioty podstawowe) tak więc uczen nie musi mieć super ocen ze wszystkiego
        ale oczywiście współczuję z powodu głupich nauczycieli
        • monia323 Re: szkoła podstawowa -porażka 20.11.06, 13:16
          a średnia z ocen- bierze się pod uwagę?
          • no-surprises Re: szkoła podstawowa -porażka 20.11.06, 13:23
            Za świadectwo z wyróżnieniem otrzymuje się dodatkowe punkty (a ono ma wiele
            współnego ze średnią ocen), a często tzw. michałki tę średnią zawyżają.
            No i nie należy zapominać o konkursach przedmiotowych i innyc szczególnych
            osiągnięciach.

            Głupi nayczyciele, mądrzy rodzice i najmądrzejsze dzieci - tak wygląda
            współczesna szkoła. Otóż to.
            • gobi03 Re: szkoła podstawowa -porażka 21.11.06, 05:13
              > Głupi nayczyciele, mądrzy rodzice i najmądrzejsze dzieci - tak wygląda
              > współczesna szkoła. Otóż to.

              Powiedzmy szczerze - nie ma porozumienia między nauczycielami i rodzicami
              odnośnie nauczanego materiału. Wszystko wygląda inaczej niż za "moich" czasów:
              dziwna terminologia ("Nauczanie Zintegrowane" i wszystko jasne!), inne
              wiadomości i sposób podania, nawet zadania są inaczej skonstruowane. Dla
              wielkiej części rodziców obecne nauczanie wygląda obco, nauka jest zbyt ciężka i
              niepotrzebna. Jak tu docenić nauczyciela, skoro nie wie się, co on osiąga?
      • randybvain Re: szkoła podstawowa -porażka 20.11.06, 18:33
        Wszystkie przedmioty sa wazne... ale nie dla rodzicow i dzieci. Problem nie
        polega na tym, ze wymagania dotyczace przedmiotu sa wygorowane, ale na tym, ze
        jest on na sile nauczany niezaleznie od potrzeb i mozliwosci ucznia. To uczen i
        rodzic powinni wybierac, ktore przedmioty sa dla niego wazne, a nie szkola.

        P.S. W szkole uczy sie pisma technicznego? Zartujesz? (nie) - W dobie
        komputerow, gdy kazdy rysunek techniczny nie jest robiony na jakiejs desce
        kreslarskiej a na ekranie? Upadek....
        • plutonowy_grenedier Re: szkoła podstawowa -porażka 20.11.06, 20:49
          Nie tylko pisma technicznego, ale również rysunku i rzutowania. Miałem przez dwa
          lata techniki w gimnazjum na każdej lekcji rzutowanie brył. Na szczęście
          plastyki nie miałem aż tak bardzo rozbudowanej, ale rozumiem problem tych,
          którzy muszą uczyć się tego, nie da się ukryć bzdurnego, przedmiotu. Niestety,
          daleko nam do osiągnięcia systemu amerykańskiego w którym do głosu dochodzi
          wniosek, że szkoda marnować czas i pieniądze na uczenie ludzi tego, czego nie
          będą w życiu potrzebowali z wyjątkiem podstaw, które każdy powinien znać oraz
          umiejętność wykorzystywania informacji i "kombinowania". Prawdziwa wiedza pojawi
          się na uniwersytecie i będzie to widza, którą wykorzystasz w życiu zawodowym.
          Oczywiście ceną za to są różne "wałki" jak np. to, że co trzeci amerykański
          student nie wskaże USA na mapie świata. Jednak taki system jest najbardziej
          ekonomiczny i najskuteczniejszy dla dalszej przydatności człowieka do pracy.
        • unsatisfied6 Re: szkoła podstawowa -porażka 20.11.06, 23:07
          randybvain napisał:

          > Wszystkie przedmioty sa wazne... ale nie dla rodzicow i dzieci. Problem nie
          > polega na tym, ze wymagania dotyczace przedmiotu sa wygorowane, ale na tym,
          ze
          > jest on na sile nauczany niezaleznie od potrzeb i mozliwosci ucznia. To uczen
          i
          >
          > rodzic powinni wybierac, ktore przedmioty sa dla niego wazne, a nie szkola.
          >
          > P.S. W szkole uczy sie pisma technicznego? Zartujesz? (nie) - W dobie
          > komputerow, gdy kazdy rysunek techniczny nie jest robiony na jakiejs desce
          > kreslarskiej a na ekranie? Upadek....
        • unsatisfied6 to nie żart 20.11.06, 23:20
          randybvain napisał:

          > P.S. W szkole uczy sie pisma technicznego? Zartujesz? (nie) - W dobie
          > komputerow, gdy kazdy rysunek techniczny nie jest robiony na jakiejs desce
          > kreslarskiej a na ekranie? Upadek....

          to nie żart - to fakt .

          dawno nie miałeś chyba styczności z "polską" szkołą :))
          uczą wszystkich dzieciaków grać na fujarze prostej ( nazywają
          to "fletem" , bo brzmi przyzwoiciej i bardziej "muzycznie" ) ,
          na matematyce robią zadania typu jak z szóstki rzymskiej zrobić
          np trójkę za pomocą "operacji przestawiania zapałek" - to podobno
          uczy "kreatywnego myślenia" . na informatyce jest taka "różnorodność"
          podejść do nauczania przedmiotów , że USA mogła by z nas brać przykład ,
          albo nawet cywilizacje z innych planet - mają od painta do protokołów
          przekazu danych niezależnie od tego czy pierwsza klasa gimnazjum czy
          ostania liceum - najdziwniejszym jest fakt , że mało do kogo dociera
          że daleko jesteśmy w tyle - oczywiście to zależy od pktu widzenia:))),
          bo obserwując to z drugiej strony wielu twierdzi , że jesteśmy daleko
          do przodu . i to też nie jest żart - to fakt .
          • randybvain Re: to nie żart 22.11.06, 18:54
            dawno nie miałeś chyba styczności z "polską" szkołą :))
            > uczą wszystkich dzieciaków grać na fujarze prostej ( nazywają
            > to "fletem" , bo brzmi przyzwoiciej i bardziej "muzycznie" ) ,
            > na matematyce robią zadania typu jak z szóstki rzymskiej zrobić
            > np trójkę za pomocą "operacji przestawiania zapałek" - to podobno
            > uczy "kreatywnego myślenia" .

            I chyba dobrze. Musialbym zaczac brac jakies tabletki.
    • gobi03 Re: szkoła podstawowa -porażka 20.11.06, 23:27
      Szkołę trzeba przeorganizować tylko nie ma człowieka z wizją, no i odważnego, bo
      tu chodzi o kompletny przewrót.
      Szkoła nie spełnia oczekiwań społeczeństwa. Cele nauczania są przestarzałe i nie
      odpowiadają współczesnym potrzebom. Metody niby próbuje się poprawiać, ale to i
      tak niewiele wobec braku zainteresowania/zapotrzebowania na te gigantyczne
      ilości teorii. Nauka praktyczna właściwie nie istnieje.
      Pytasz "dlaczego"? Dlatego, że o nauczaniu decydują profesorowie pozbawieni
      podstawowej przesłanki: komu ma służyć szkoła. Oni myślą, że zadaniem szkoły
      jest przygotowanie przyszłych studentów, a kto się nie nadaje, ten jest odpadem.
      • unsatisfied6 i masz rację i się mylisz 21.11.06, 08:56
        gobi03 napisał:

        > Szkołę trzeba przeorganizować tylko nie ma człowieka z wizją, no i odważnego,
        b
        > o
        > tu chodzi o kompletny przewrót.
        > Szkoła nie spełnia oczekiwań społeczeństwa. Cele nauczania są przestarzałe i
        ni
        > e
        > odpowiadają współczesnym potrzebom. Metody niby próbuje się poprawiać, ale to
        i
        > tak niewiele wobec braku zainteresowania/zapotrzebowania na te gigantyczne
        > ilości teorii. Nauka praktyczna właściwie nie istnieje.
        > Pytasz "dlaczego"? Dlatego, że o nauczaniu decydują profesorowie pozbawieni
        > podstawowej przesłanki: komu ma służyć szkoła. Oni myślą, że zadaniem szkoły
        > jest przygotowanie przyszłych studentów, a kto się nie nadaje, ten jest
        odpadem
        > .
        >

        masz rację , że szkołę trzeba przeorganizować , mylisz się natomiast w kwestii
        czynnika sprawczego tego przedsięwzięcia . nie człowiek odważny i z wizją
        może tego dokonać - tych podejrzewam w kraju nie brakuje . owszem tacy
        ludzie na odpowiednich stanowiskach to warunek konieczny do przeprowadzenia
        ewentulnego przewrotu w oświacie ale zdecydowanie jest nierealny i nie jest
        warunkiem wystarczającym .

        tylko ty i ja i każdy inny obywatel tego kraju mogą dokonać tego przewrotu -
        to znaczy innymi słowy tego może dokonać wpływ nielicznych na dzień dzisiejszy
        obywateli naszego kraju na kształtowanie świadomości społeczeństwa - ze
        świadomością , jaką ma dzisiejsze społeczeństwo , żaden człowiek i żadna
        nielczna grupa ludzi bez stworzenia wspólnego frontu i uświadomienia
        społeczeństwa o konieczności przeorganizowania szkoły , nie jest w stanie
        stworzyć warunków koniecznych w demokracji na stworzenie potrzeb
        przeprowadzenia odpowiednich i skutecznych dla naszego kraju zmian .
        • ratyzbona Re: i masz rację i się mylisz 21.11.06, 21:47
          Z jednej strony macie rację - przedmioty plastyczne i techniczne są koszmarne
          zwłaszcza przy takiej ilości przedmiotów w ogóle. Ale nie uważam żeby były nie
          potrzebne - w podstawówce śpiewanie i ranie na istrumentach sprawia jeszcze
          dzieciakom radość ( oczywiście abstrahując od zachowań skretyniałych
          nauczycieli) a rysowanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło z resztą powiedzmy
          sobie uczciwie umiejętnośc rysowania aż tak zbędna nie jest. Oczywiście rysunek
          techniczny w gimnazjum śmieszy ale z drugiej strony pomyślcie o tych
          dzieciakach które interesuje architektura dla nich to frajda. Szkoła nie
          powinna przygotowywać tylko do pracy czy studiów ale dawać też jakieś
          umiejętności. Wszyscy jesteśmy tacy mądrzy ale większośc z nas miała do
          czynienia tylko z jednym istrumentem muzycznym jakim był flet prosty, a zasad
          perspektywy nauczylismy się na plastyce. Chodzi mi o to że języki, matematyka
          czy historia są ważne ale edukacja nie skałda się tylko z wkładania setek
          informacji do głów dzieciaków. Gdyby tak było wystarczylo by je posadzić nad
          książką w zamkniętym pokoju i odpytywać co pół godziny.
          • unsatisfied6 jest po prostu tak jak z budowaniem domu 21.11.06, 22:46
            ratyzbona napisała:

            > Z jednej strony macie rację - przedmioty plastyczne i techniczne są koszmarne
            > zwłaszcza przy takiej ilości przedmiotów w ogóle. Ale nie uważam żeby były
            nie
            > potrzebne - w podstawówce śpiewanie i ranie na istrumentach sprawia jeszcze
            > dzieciakom radość ( oczywiście abstrahując od zachowań skretyniałych
            > nauczycieli) a rysowanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło z resztą powiedzmy
            > sobie uczciwie umiejętnośc rysowania aż tak zbędna nie jest. Oczywiście
            rysunek
            >
            > techniczny w gimnazjum śmieszy ale z drugiej strony pomyślcie o tych
            > dzieciakach które interesuje architektura dla nich to frajda. Szkoła nie
            > powinna przygotowywać tylko do pracy czy studiów ale dawać też jakieś
            > umiejętności. Wszyscy jesteśmy tacy mądrzy ale większośc z nas miała do
            > czynienia tylko z jednym istrumentem muzycznym jakim był flet prosty, a zasad
            > perspektywy nauczylismy się na plastyce. Chodzi mi o to że języki, matematyka
            > czy historia są ważne ale edukacja nie skałda się tylko z wkładania setek
            > informacji do głów dzieciaków. Gdyby tak było wystarczylo by je posadzić nad
            > książką w zamkniętym pokoju i odpytywać co pół godziny.

            muzyka i platyka umiejętnie nauczana , oprócz innych niezaprzeczalnych
            artystycznych walorów , to wyższe umiejętności przyswajania wiedzy .
            kształci wyobraźnię wzbogacając percepcję , kształci jakby szkielet przepływu
            myśli - przypuszczam , że tworzy efetkywne połączenia neuronowe , które
            zwiększają skuteczność przyswajania wiedzy .

            ale to co jest w szkole jest dalekim od tego czym powinna być edukacja .
            edukacja to jak stawianie domu - zaczyna się od położenia silnych fundamentów i
            buduje solidnie kolejne etapy . można zbudować mniejszy lub większy dom .

            budowanie nie polega na kładzeniu cegieł gdzie popadnie .
            nie da się go budować , jak w naszym szkolnictwie raz od drugiego
            piętra , później wrócić do fundamentów , a od czasu do czasu położyć dachówkę
            na dachu i zostawiając bez żadnego przymocowania - tak budowany dom , to
            w rezultacie zwyczajna ruina i marnowanie środków , czasu i pieniędzy .
          • gobi03 Re: i masz rację i się mylisz 21.11.06, 23:28
            > Z jednej strony macie rację - przedmioty plastyczne i techniczne
            > są koszmarne zwłaszcza przy takiej ilości przedmiotów w ogóle.
            > Ale nie uważam żeby były niepotrzebne

            Ja też nie. Wręcz przeciwnie - uważam, że szkoła powinna
            dawać każdemu szansę (a nie konieczność) własnoręcznego
            ubicia masła albo zrobienia prostego radia (wiem, że jest to
            w zasięgu 15-latka, bo widziałem!).

            > ... pomyślcie o tych dzieciakach które interesuje architektura
            > dla nich to frajda. Szkoła nie powinna przygotowywać tylko
            > do pracy czy studiów ale dawać też jakieś umiejętności.

            Tu leży właśnie problem, bo ci, którzy decydują o "umiejętnościach"
            pragną u dzieci znajomości orbitali i podtlenków, ewentualnie
            różniczkowania i całkowania. Zresztą, nauczanie teorii w sposób
            teoretyczny jest dużo tańsze, niż udostępnienie warsztatów,
            skansenów "dydaktycznych" i nauczania na odległość dla - powiedzmy -
            młodych astronomów.
            Trzeba by zadbać
            - o warunki materialne;
            - o podwójne kadry (bo w takim skansenie musi być i nauczyciel,
            który zna się na starych technologiach i wychowawca, który
            zna uczniów); a przede wszystkim
            - o _organizację_ nauczania pozwalającą jednemu uczniowi wybrać
            dawne technologie, a innemu np. ochornę zdrowia/higienę/pierwszą pomoc
            czy coś jeszcze innego.

            Dlatego każdy musi przebrnąć przez Ordowik, gonady, bogactwa naturalne
            i co poeta miał na myśli. Dla ogłupoty i oszczędności.
            • unsatisfied6 nie tylko mozliwe - to standard dobrej szkoły USA 22.11.06, 07:52
              gobi03 napisał:

              > > Z jednej strony macie rację - przedmioty plastyczne i techniczne
              > > są koszmarne zwłaszcza przy takiej ilości przedmiotów w ogóle.
              > > Ale nie uważam żeby były niepotrzebne
              >
              > Ja też nie. Wręcz przeciwnie - uważam, że szkoła powinna
              > dawać każdemu szansę (a nie konieczność) własnoręcznego
              > ubicia masła albo zrobienia prostego radia (wiem, że jest to
              > w zasięgu 15-latka, bo widziałem!).
              >
              dzieciaki w szkołach w USA mają program ściśle dla nich określony .
              przedmioty zazębiają się ze sobą . kierunek edukacji skierowany
              jest na kreatywne i krytyczne myślenie . w szkołach już średnich
              piszą własne opowiadania , robią projekty z elektroniki i innych
              przedmiotów - na studiach , podczas gdy tam byłem , mój roomate-fizyk
              naprzykład zrobił jako jeden z wielu projektów jakieś urządzenie które
              wskazywało na to czy jakieś drzwi lub okno jest otwarte w pomieszczeniu , kilka
              innych projektów , to jakieś podzespoły do komputera zrobionch przez kolegów
              z computer science , samochód mało litrażowy przez innych itp - żaden z tych
              projektów nie był traktowany jako coś niebywałego i gazety nie umieszczały
              to jak w przypadku np projektów dokononych na polskiej uczelni jako
              "wielkie osiągnięcie i sukces polskiej nauki" - pamiętam tak było
              w przypadku projektu samochodu zaprojektowanego przez kadrę Politechniki
              Wrocławskiej . zdziowiony byłem na uczelni amerykańskiej , że to
              co u nas graniczy z cudem , tam jest normą .

              warto dodać , że wg badań ( cognitive science ) , optymalne wyniki w nauce
              są nieosiągalne , gdy uczeń jest zbytnio przeładowany materiałem/ wiedzą i musi
              spędzić więcej niż 40 godzin tygodniowo ( zajęcia na uczelni + praca własna )
              nad wdrożeniem tej wiedzy . wg wyników tych badań relacja między godzianami
              spędzonymi na uczelni i pracą własną wynosi 1:3 , co oznacza około 12-14 godzin
              zajęć tygodniowo na uczelni ( oczwywiście nie liczę tutaj godzin koniecznych
              do realizowania własnych projektów z koniecznością wykorzystania sprzętu
              na uczelni - to jest wliczane w pracę własną ucznia ) . porównując ich
              12-14 godzin na uczelni z naszymi 30-38 godzin na studiach dziennych i
              wysoki standard ich edukacji wyższej , to okazuje się że rezerwy w środkach
              i potencjale są dla kształcenia w Polsce - brak natomiast ich optymalnego
              wykorzystania . skoro oni spędzają na zajęciach 12-14 godz tygodniowo , to
              co nasi studenci wykonują podczas po prostu ponad połowę czegoś , co nie ma
              żadnego pragmatycznego zastosowania i skutkuje ponadto w obniżaniu ich
              potencjału twórczego i poznawczego .
            • unsatisfied6 bezstresowe nauczanie 22.11.06, 08:22
              gobi03 napisał:

              > Tu leży właśnie problem, bo ci, którzy decydują o "umiejętnościach"
              > pragną u dzieci znajomości orbitali i podtlenków, ewentualnie
              > różniczkowania i całkowania. Zresztą, nauczanie teorii w sposób
              > teoretyczny jest dużo tańsze, niż udostępnienie warsztatów,
              > skansenów "dydaktycznych" i nauczania na odległość dla - powiedzmy -
              > młodych astronomów.
              > Trzeba by zadbać
              > - o warunki materialne;
              > - o podwójne kadry (bo w takim skansenie musi być i nauczyciel,
              > który zna się na starych technologiach i wychowawca, który
              > zna uczniów); a przede wszystkim
              > - o _organizację_ nauczania pozwalającą jednemu uczniowi wybrać
              > dawne technologie, a innemu np. ochornę zdrowia/higienę/pierwszą pomoc
              > czy coś jeszcze innego.
              >
              > Dlatego każdy musi przebrnąć przez Ordowik, gonady, bogactwa naturalne
              > i co poeta miał na myśli. Dla ogłupoty i oszczędności.
              >

              brak dobych warunków materialnych to powielany niezupełnie prawdziwy mit -
              owszem przydałoby się , żeby te były większe , ale o efektywności edukacji nie
              decyduje tylko masa środków przeznaczona na edukację ale również ich alokacja
              i wykorzystanie .

              niejedno laboratorium komputerowe czy jęzkowe w polskiej szkole jest
              zdecydowanie lepiej wyposażone niż w szkole amerykanskiej , co okazuje się
              wcale nie stanowi o wyższych standardach nauczania .

              fundamentalnym czynnikiem ekonomicznego zagospodarowania w edukacji jest
              potencjał ludzki - ucznia i nauczyciela . bez optymalnego ich użycia żadne
              środki materialne nie są w stanie stworzyć dobrych warunków edukacji .

              bezstresowe nauczanie skierowane na pragmatyczne optymalne rezultaty , które
              zostało przez środowisko "polskiej" szkoły wykpione , jest podstawą dobrej
              oświaty . w bezstersowym nauczaniu terminy testów jak również precyzyjnie
              określony zakres materiału i oceny ( głównie średnia ważona ) z każdego
              przedmiotu są przekazane uczniowi na początku roku w syllabus . ustne odpowiedzi
              nie są oceniane z wyjąkiem prezentacji , a służą przygotowaniom do prezentaji
              i testów . materiał jest wdrażany krok po kroku bez żadnych skoków w każdej
              szkole o każdym standarcie - od najniżeszego do najwyższego .

              spośród wielu szkół pdst w Polsce , które doświadczyły moje dzieciaki ( wiele
              razy się przeprowadzałem ) tylko jedna stosowała jeden z wielu elementów
              bezstresowago nauczania - każdy z uczniów tej szkoły mógł poprawić ocenę i
              wpisywało mu się wyższą z dwóch . stosowano ponadto średnią ważoną . szkoła ta
              jednakże została zlikwodowana . przypadek czy reguła zdecydowała o likwidacji
              tej szkoły pozbawionej wszelkich patologii , zdobywającej sukcesy i o kosztach
              na jednego ucznia w granicah średniej ? z moich własnych doświadczeń ,
              likwidacja tej szkoły wygląda mi raczej na stosownie reguły - dla innych
              zapewne , może to być doświadczane jako przypadek .
    • anty5 Re: szkoła podstawowa -porażka 22.11.06, 08:43
      > zastanawiam się dlaczego program szkoły podstawowej jest taki durny.
      > Po co dzieci uczą się gry na flecie. Zabiera to mnóstwo czasu a potem w życiu
      > doroslym nie jest to do niczego potrzebne. W sobote moja córka poswięciła 2
      > godz aby nauczyć się ody do radości bethovena. Czyz to nie głupota?

      Kolejna mamusia (z bogatej kolekcji), która wie lepiej.

      Kolejny przemot to religia- robienie jakis durnych bębenków. Na szczęście to
      > przedmiot dodatkowy więc mozna go zyczajowo "olać"

      Przypominam, że jest to "przedmiot" falultatywny - nie chcesz? nie posyłasz dziecka na religię i po kłopocie.
      • monia323 Re: szkoła podstawowa -porażka 22.11.06, 09:48
        tak też zdecydowałam.
      • unsatisfied6 czemu służy taki argument - antagonizowanie 22.11.06, 11:58
        anty5 napisał:

        > > zastanawiam się dlaczego program szkoły podstawowej jest taki durny.
        > > Po co dzieci uczą się gry na flecie. Zabiera to mnóstwo czasu a potem w ż
        > yciu
        > > doroslym nie jest to do niczego potrzebne. W sobote moja córka poswięciła
        > 2
        > > godz aby nauczyć się ody do radości bethovena. Czyz to nie głupota?
        >
        > Kolejna mamusia (z bogatej kolekcji), która wie lepiej.
        >

        czemu służy taki argument?

        1. zmienia tor dyskusji na jałową i bezproduktywną nie prowadzącą
        do żadnych konstruktywnych wniosków .

        musiałbym dokładniej prześledzić , kiedy tego typu argumenty pojawiają
        się na forum - na podstawie tego jednego przypadku , gdy taki argument pojawia
        się w krótkim czasie po umieszczeniu postu , w którym podałem
        jakieś kreatywne podejście do rozwiązania problemu , które mogłoby stać
        się jakimś zalążkiem merytorycznej dyskusji , nie mogę generalizować ,
        że jest to reguła .

        2. i nauczyciel i rodzice są najbardziej zainteresowanymi grupami w dobrej
        edukacji i atmosferze szkoły . zamiast prowadzić dialog celem polepszenia
        tych warunków , taki argument antagonizuje dwie grupy , czego wynikiem
        może być tylko pogorszenie warunków edukacji w Polsce - gdzie dwóch się
        bije tam trzeci korzysta , to w tym przypadku można zinterpretować ani
        rodzice anie nauczyciele nie mogą dojść do porozumienia , więc warunki
        kształcenia w szkole utworzy w ich imieniu "trzeci" ..
    • ste3fa Re: szkoła podstawowa -porażka 22.11.06, 15:11
      to że dziecko jednych rzeczy uczy się chętnie innych mniej chętnie to prawda
      stara jak szkoła. program musi być dla wyszstkich nie dla jednostek. sama uczę w
      podstawówce i zdaje sobie sprawę z niedoskonałości programów nauczania i wielu
      błędów istniejącego systemu oświaty.
      jakieś 2 lata temu w woj lubelskim test konczący szkołe podstawową oparty był w
      całości na wiedzy z historii sztuki zdobywanej na teoretycznych lekcjach
      plastyki. może w dorosłym zyciu nie ułatwi to Twojemu dziecku zdobycia pracy ale
      da ogólny zasób wiadomości. ja nie narzekam że w szkole podstawowej nauczono
      mnie co to jest perspektywa, kim był rembrandt czy wbito mi do głowy znajomość
      nut i takich pojęć jak piano itp, nauczono odróżniać gamę durową od molowej.
      ponieważ miało to miejsce jakiś czas temu uczyli mnie nauczyciele, którzy nie
      byli specjalistami ale za to mieli miłość do przedmiotu. a umiejetnośc gry na
      flecie w niczym jej też nie zaszkodzi wyrobi sobie słuch, rytmikę nigdy nie
      wiadomo czy kiedyś tego nie wykorzysta
      • sigrun Re: szkoła podstawowa -porażka 23.11.06, 10:23
        ste3fa napisała:

        > to że dziecko jednych rzeczy uczy się chętnie innych mniej chętnie to prawda
        > stara jak szkoła. program musi być dla wszystkich nie dla jednostek.

        Zgadzam się w pełni. Wiedza zdobywana na tym etapie rozwoju dziecka powinna być
        jak najbardziej wszechstronna, a nie ściśle ukierunkowana. Już pomijam fakt, że
        zbytnie ukierunkowanie okazuje się na dłuższą metę sporym ograniczeniem, a nie
        rozwojem (vedi absolwentów zza oceanu - znakomici fachowcy w wyuczonej
        konkretnej dziedzinie, którzy mają jednak słabe pojęcie o innych dziedzinach
        bądź tego pojęcia nie mają wcale).
        Ostatnio zauważyłam trend rozprzestrzeniający się wśród coraz młodszych pokoleń
        rodziców: szkoła ma spełniać wymogi rodziców, czyli uczyć wyłącznie przedmiotów
        "potrzebnych" (czytaj przydatnych pociechom do przyszłej pracy na saksach) oraz
        przejmować w pełni na siebie obowiązki wychowawcze, naprawiając tym samym ich
        błędy rodzicielskie, podczas gdy oni po pracy będą mogli spokojnie zrelaksować
        się przy pudle i "pyffku".
        Po co synalkowi wkuwanie ułamków, skoro jest pecet? ;-) Na co mu francuski,
        skoro i tak pojedzie zmywać gary do wujka w Londynie lub zostanie blacharzem w
        pobliskiej wsi?
        Smutne to i straszne zarazem :-(
        • randybvain Re: szkoła podstawowa -porażka 23.11.06, 19:48
          A ja jestem właśnie za ukierunkowaniem i specjalizacją. Jeśli idę do lekarza,
          to on ma być dobrym lekarzem, a nie miernym, ale za to znającym na pamięć nazwy
          wulkanów na Filipinach. Od iluś lat praktykuje się w szkole kształcenie dzieci
          na omnibusów, ale omnibusy zyskują jedynie na teleturniejach i rozwiązywaniu
          krzyżówek. A nie są to zajęcia zawodowe i wysoko i regularnie płatne. Możesz
          się śmiać z amerykańskiego lekarza, że nie wie, gdzie jest Polska, ale to on
          najszybciej i najprościej cie wyleczy. Od Bechkama też nie wymaga się
          umiejętności grania na fujarce ani obliczania pochodnych. Nawet, jeśli mu się
          zachce nagle, to ma otwartą drogę.
          • sigrun Re: szkoła podstawowa -porażka 24.11.06, 09:17
            andybvain napisał:

            > A ja jestem właśnie za ukierunkowaniem i specjalizacją. Jeśli idę do lekarza,
            > to on ma być dobrym lekarzem, a nie miernym, ale za to znającym na pamięć nazwy
            >
            > wulkanów na Filipinach. Od iluś lat praktykuje się w szkole kształcenie dzieci
            > na omnibusów, ale omnibusy zyskują jedynie na teleturniejach i rozwiązywaniu
            > krzyżówek. A nie są to zajęcia zawodowe i wysoko i regularnie płatne. Możesz
            > się śmiać z amerykańskiego lekarza, że nie wie, gdzie jest Polska, ale to on
            > najszybciej i najprościej cie wyleczy. Od Bechkama też nie wymaga się
            > umiejętności grania na fujarce ani obliczania pochodnych. Nawet, jeśli mu się
            > zachce nagle, to ma otwartą drogę.
            Tak, tylko jak moja pociecha dorośnie i zdecyduje się założyć rodzinę z takim
            "fachowo ukierunkowanym" lekarzem czy innym sławnym kopaczem piłki, to co oprócz
            "wysokich i regularnych zarobków" jej zaoferuje? O czym będą ze sobą rozmawiać
            przy rodzinnym stole lub lampce wytrawnego Chianti? Cóż, obawiam się, że po
            krótkim czasie zacznie brakować tematów do konwersacji ;-)
            • wisteria_lane Re: szkoła podstawowa -porażka 27.11.06, 13:07
              > Tak, tylko jak moja pociecha dorośnie i zdecyduje się założyć rodzinę z takim
              > "fachowo ukierunkowanym" lekarzem czy innym sławnym kopaczem piłki, to co
              oprócz
              > "wysokich i regularnych zarobków" jej zaoferuje? O czym będą ze sobą rozmawiać
              > przy rodzinnym stole lub lampce wytrawnego Chianti? Cóż, obawiam się, że po
              > krótkim czasie zacznie brakować tematów do konwersacji ;-)

              Myślę, że to chybiony argument.

              Jeżeli dziewczynka nauczyła się grać przez dwie godziny to gratulacje!!!a moje
              dziecko prawdopodobnie nigdy się nie nauczy:(

          • gytha_ogg Re: szkoła podstawowa -porażka 25.11.06, 17:59
            randybvain napisał:

            > A ja jestem właśnie za ukierunkowaniem i specjalizacją. Jeśli idę do lekarza,
            > to on ma być dobrym lekarzem, a nie miernym, ale za to znającym na pamięć nazwy
            >
            > wulkanów na Filipinach.

            halo, ten topik jest chyba o podstawowce. wskaz mi dzieciaka z podstawowki,
            ktory zdecydowal juz, jaka chce sobie w zyciu obrac kariere :) wlasnie dlatego
            na wczesnym etapie edukacja MUSI byc wszechstronna - dziecko musi sprobowac
            roznych rzeczy, aby przekonac sie, w czym jest dobre, co go interesuje, a
            dopiero w starszym wieku moze swiadomie zdecydowac, ktora droga podazy i w jakim
            kierunku sie wyspecjalizuje.
            pozdrawiam.
            • randybvain Re: szkoła podstawowa -porażka 27.11.06, 14:23
              Zgadzam sie. W podstawowce niech decyduja rodzice.
        • gobi03 Re: szkoła podstawowa -porażka 28.11.06, 02:12
          > Zgadzam się w pełni. Wiedza zdobywana na tym etapie rozwoju
          > dziecka powinna być jak najbardziej wszechstronna
          Zgadzam się w pełni. Zależy jendak, co kto rozumie jako
          "wszechstronna". Bo obecnie to niestety jest wciąż wiedza
          "papierowa", że tak się wyrażę. A te nieszczęsne flety
          (nie papierowe) to taki >>Miś na miarę naszych czasów
          i możliwości<<, czyli dno.
          Dzięki fletom widać, jak bardzo upadliśmy.

          > Ostatnio zauważyłam trend rozprzestrzeniający się wśród
          > coraz młodszych pokoleń rodziców: szkoła ma spełniać wymogi
          > rodziców, czyli uczyć wyłącznie przedmiotów"potrzebnych"
          > (czytaj przydatnych pociechom do przyszłej pracy na saksach)
          > oraz przejmować w pełni na siebie obowiązki wychowawcze,
          > naprawiając tym samym ich błędy rodzicielskie, podczas gdy
          > oni po pracy będą mogli spokojnie zrelaksować
          > się przy pudle i "pyffku".

          A czy to źle? Rozumiem, że z twojego punktu widzenia może to być
          nieco niewygodna sytuacja, ale zechciej przyznać im trochę racji.
          a) szkoła ma spełniać wymogi rodziców - to moim zdaniem dobrze,
          bo wbrew pozorom szkola nie jest dla MEN;
          b) szkoła ma uczyć wyłącznie przedmiotów potrzebnych - a po co
          miałaby marnować czas dzieciom, skoro marnują go poza szkołą?
          c) rzeczy przydatnych do przyszłej pracy na saksach - myślę, że
          przesadzasz z tymi saksami, ważne żeby znalazły pracę, a tego im
          :ogólnologia" nie zapewni;
          d) ... obowiązki wychowawcze - na pewno nie "w pełni", to już twoja
          wyobraźnia podpowiada, ale:
          e) naprawiać ich błędy rodzicielskie - również myślę, że to dobrze,
          że rodzice zdają sobie sprawę z niedoskonałości i niedociągnięć,
          słyszą o krajach, gdzie dzieci mają zdrowe zęby i nie moczą się w nocy
          i nie marnują sobie życia przez szybki ślub z pijakiem, rodzice pragną
          lepszej przyszłości dla swoich dzieci i zdają sobie sprawę, że oni
          nie będą w stanie przerwać błędnego koła. Tu szkoła niech działa.
          e) ja też lubie pyffko, i co w tym złego?
          • sigrun Re: szkoła podstawowa -porażka 29.11.06, 12:55
            gobi03 napisał:

            > Dzięki fletom widać, jak bardzo upadliśmy.

            W takim razie upadła też reszta Zachodu, gdzie tak napiętnowane w tym wątku
            flety pokutują do dziś, ba, jeszcze w towarzystwie trójkątów, cymbałów i
            marakasów ;-)

            > A czy to źle? Rozumiem, że z twojego punktu widzenia może to być
            > nieco niewygodna sytuacja, ale zechciej przyznać im trochę racji.
            > a) szkoła ma spełniać wymogi rodziców - to moim zdaniem dobrze,
            > bo wbrew pozorom szkola nie jest dla MEN;

            Niestety nie zawsze priorytety rodziców są jedynie słuszne i dobre dla dziecka.
            Z drugiej strony szkoła to nie przechowalnia, jak niestety coraz większa część
            rodziców sądzi.

            > b) szkoła ma uczyć wyłącznie przedmiotów potrzebnych - a po co
            > miałaby marnować czas dzieciom, skoro marnują go poza szkołą?

            Najlepiej żeby szkoła nie uczyła wcale - po co sprawiać dodatkowy stres
            genialnemu potomstwu?

            > c) rzeczy przydatnych do przyszłej pracy na saksach - myślę, że
            > przesadzasz z tymi saksami, ważne żeby znalazły pracę, a tego im
            > :ogólnologia" nie zapewni;

            Póki co, to mit zagranicy nadal jest na topie jako najbardziej rentowne zajęcie
            dla przyszłych pokoleń.

            > d) ... obowiązki wychowawcze - na pewno nie "w pełni", to już twoja
            > wyobraźnia podpowiada, ale:

            Nie wyobraźnia, tylko realia w których mam "zaszczyt" pracować ;-)

            > e) naprawiać ich błędy rodzicielskie - również myślę, że to dobrze,
            > że rodzice zdają sobie sprawę z niedoskonałości i niedociągnięć,
            > słyszą o krajach, gdzie dzieci mają zdrowe zęby i nie moczą się w nocy
            > i nie marnują sobie życia przez szybki ślub z pijakiem, rodzice pragną
            > lepszej przyszłości dla swoich dzieci i zdają sobie sprawę, że oni
            > nie będą w stanie przerwać błędnego koła. Tu szkoła niech działa.

            A właśnie, że sobie sprawy nie zdają bądź starają się tego nie dostrzegać -
            dziecko jest genialne, prawe i wspaniałe, szykanowane przez głupich i
            niekompetentnych belfrów, którzy mają jeszcze na tyle tupetu by od nich
            czegokolwiek wymagać, zadawać prace domowe, robić kartkówki, wywoływać do
            tablicy. Skandal! ;-PPP

            > e) ja też lubie pyffko, i co w tym złego?

            Nie powiedziałam, że i ja nie lubię. Tylko między jednym łykiem a drugim
            poświęcam choć trochę wolnego czasu na zabawę z córką ;-)
    • marabut123 Re: szkoła podstawowa -porażka 23.11.06, 15:48
      Chyba dobrze, że na muzyce posłucha Mozarta, to nasza europejska kultura.
      Jeśli popróbuje zagrać na flecie to też mu nie zaszkodzi. Muzyka jest raz w
      tygodniu, wiec na pewno nikt nie zrobi z dziecka wirtuoza w tej dziedzinie.
      Pozna za to najbardziej podstawowe pojęcia z muzyki. Były prezydent USA potrafi
      grać na saksofonie i nie uważa, żeby mu to w życiu przeszkadzało.
      W ameryknskiej szkole tak nakierowanej na umiejętności praktyczne są orkiestry,
      zespoły taneczne, śpiewacze i uważa się, że rozwija to aktywość i spojrzenie
      na świat. Chodzi o to żeby tą jedną godzinę w tygodniu wykorzystać mądrze.
      Jeśli już rzecz w tym co może sie w życiu przydać - to jest nie do
      przewidzenia. Często dziecko uzdolnione matematycznie w klasie maturalnej
      postanawia zdawać na prawo i wtedy musi szybko uczyć sie historii.
      Niekiedy uczeń zainteresowany przyrodą chce nagle zdawać na ekonomię i
      przedmioty które latami uważał za drugorzędne np. matematyka stają sie tymi
      najważniejszymi. Nie mówmy więc że muzyka nigdy sie nie przyda. Życie jest
      pełne niespodzianek
      • unsatisfied6 fujara prosta to nie saks 23.11.06, 16:24
        marabut123 napisał:

        > Chyba dobrze, że na muzyce posłucha Mozarta, to nasza europejska kultura.
        > Jeśli popróbuje zagrać na flecie to też mu nie zaszkodzi. Muzyka jest raz w
        > tygodniu, wiec na pewno nikt nie zrobi z dziecka wirtuoza w tej dziedzinie.
        > Pozna za to najbardziej podstawowe pojęcia z muzyki. Były prezydent USA
        potrafi
        >
        > grać na saksofonie i nie uważa, żeby mu to w życiu przeszkadzało.
        > W ameryknskiej szkole tak nakierowanej na umiejętności praktyczne są
        orkiestry,
        >
        > zespoły taneczne, śpiewacze i uważa się, że rozwija to aktywość i spojrzenie
        > na świat.

        różnica polega na tym , że w USA przedmiot muzyka i granie na instrumentach nie
        jest objęte minimum minimum programowym - odbywa się to w ramach zajęć
        pozalekcyjnych lub fakultatywnych . Bill Clinton nie uczęszczał do szkoły
        muzycznej i nie ćwiczył z przymusu jak wszyscy uczniowie szkoły w Polsce
        na fujarze prostej . wielu chciałoby zagrać coś na saksie , nie wyobrażam
        sobie natomiast jakiegoś entuzjazmu z powodu gry na fujarce .

        problem nie polega na tym czy przedmiot jest ważnym czy nie , ale
        na tym ile tego minimum i jakie przedmioty uczeń ma do wyboru , na której
        chce uczęszczać , a nie musi , bo "nie wiadomo co w w przyszłości mu
        się przyda" - gorszy start w życiu dorosłym mają niesty ci , co nie wiedzą ,
        co im w życiu może się przydać a szkoła dając im wszystko daje praktycznie
        bardzo mało czasu tym co wiedzą , co dla nich w życiu może być przydatne .
        • ste3fa Re: fujara prosta to nie saks 27.11.06, 17:18
          dziecko w szkole podstawowej nie ma jeszcze zielonego pojęcia co mu się bardziej
          w życiu przyda czy matematyka czy znajomość nut.
          a takie wypowiedzi świadczą o niespełnionych ambicjach rodziców,
          a grając na fujarze prostej twoja pociecha może sobie na przykład wyrobić
          poczucie rytmu, nauczyć się systematyczności, nabrać przekonania że wynik jej
          pracy zależy od niej samej od włożonego w tą pracę wysiłku.
          czy to nie dziwne że dzieci nie znają tradycyjnych przyśpiewek ze swojego
          regiionu?? natomiast świetnie odróżniają mandarynę od innej dody??
          szkoła jest też po to, aby pokazac że poza dodą i mandaryną istnieje jeszcze
          inny świat muzyki, możliwe że dziecko teraz tego nie doceni ale jak trochę
          podrośnie to sobie przypomni
          • sigrun Re: fujara prosta to nie saks 27.11.06, 18:56
            Fujara to nie flet ;-PPP Można na przykład nią zostać ;-P
            Otóż to, w niniejszym wątku jest mowa wyłącznie o szkole PODSTAWOWEJ, nie o
            liceum czy studiach. Po co kilkuletniej córce dwie godziny muzyki? Ano po to by
            właśnie miała przynajmniej możliwość złapania tzw. bakcyla. Tu zupełnie nie
            chodzi o naukę gry samą w sobie. Do tego potrzebne są lata ćwiczeń po kilka
            godzin dziennie codziennie ;-) Jednak, wierzcie lub nie, to właśnie dzięki tym
            dwóm godzinom muzyki tygodniowo w podstawówce jestem po dziś dzień nieuleczalną
            melomanką i muzykiem amatorem.
            Jeśli nie pokażemy dzieciom wszystkich możliwych dróg rozwoju i doświadczania
            świata, jak możemy później od nich wymagać dokonania wyboru? Między czym, jeśli
            ograniczymy ich parametry wyboru do minimum?
            Ergo flet prosty to nie fujara. Fujarą można co najwyżej zostać, bo "fujara" to
            ograniczona osoba, która pozbawiona swoich ściśle określonych ram, nie jest w
            stanie spokojnie funkcjonować ani tym bardziej zaadaptować się do nowej sytuacji.
            Ale cóż, rodzice z kompleksem genialnego dziecka koniec końców stworzą, ku
            przeciwności losu, fujarę właśnie ;-)))
            • unsatisfied6 generalizujesz 27.11.06, 22:40
              sigrun napisała:

              > Fujara to nie flet ;-PPP Można na przykład nią zostać ;-P
              > Otóż to, w niniejszym wątku jest mowa wyłącznie o szkole PODSTAWOWEJ, nie o
              > liceum czy studiach. Po co kilkuletniej córce dwie godziny muzyki? Ano po to
              by
              > właśnie miała przynajmniej możliwość złapania tzw. bakcyla. Tu zupełnie nie
              > chodzi o naukę gry samą w sobie. Do tego potrzebne są lata ćwiczeń po kilka
              > godzin dziennie codziennie ;-) Jednak, wierzcie lub nie, to właśnie dzięki tym
              > dwóm godzinom muzyki tygodniowo w podstawówce jestem po dziś dzień
              nieuleczalną
              > melomanką i muzykiem amatorem.
              > Jeśli nie pokażemy dzieciom wszystkich możliwych dróg rozwoju i doświadczania
              > świata, jak możemy później od nich wymagać dokonania wyboru? Między czym,
              jeśli
              > ograniczymy ich parametry wyboru do minimum?
              > Ergo flet prosty to nie fujara. Fujarą można co najwyżej zostać, bo "fujara"
              to
              > ograniczona osoba, która pozbawiona swoich ściśle określonych ram, nie jest w
              > stanie spokojnie funkcjonować ani tym bardziej zaadaptować się do nowej
              sytuacj
              > i.
              > Ale cóż, rodzice z kompleksem genialnego dziecka koniec końców stworzą, ku
              > przeciwności losu, fujarę właśnie ;-)))

              zapwne krytykując moją postawę wobec niezaprzeczalnie wspaniałego programu
              nauczania , piszesz w odniesieniu do mnie i mojego dziecka "rodzic z
              kompleksem genialnego dziecka" . mam dwie córki . dwie chodziły do szkoły
              muzycznej ale przerwały "edukację muzyczną" .starsza nic nie potrafi
              zagrać na pianinie , ma szóstkę z muzyki , młodsza spotyka koleżankę
              sprzed 4 lat , która kontynuuje tę edukację na fortepianie sobie czasami
              pogrywają - młodsza ma piątkę z muzyki i nie narzekam , bo to też dobra
              ocena , tylko dziwnym jest fakt , że w muzycznej miała szóstkę i doskonale
              rozczytuje nuty ( nigdy z tym nie miała większych kłopotów ) , podejrzewam
              że nauczyciel który ją uczy nie potrafi tak biegle rozczytać nut ,
              ale nie twierdzę , że powinien umieć :)). młodsza córka grywa sobie
              na pianinie różne utworki z klasyki i ostanio siadła do kolęd a lubi
              słuchać ... nie znam tych zespołów - ale to nie Mandaryna , albo jakiś
              wrzask nie podobny do niczego i ulobionymi utowrami muzyki klasycznej
              jest Chopin .

              pondato nie nazywaj fujary , na których grywają uczniowie szkół
              szumnie intrumentem muzycznym - często niedostrojone dobre mogą być
              do pasania krów a nie do "łapania muzycznego bakcyla" .

              twój pkt widzenia odnośnie ludzi , których "nazywasz fujarami"
              dotyczy tej części populacji , która trochę inaczej od reszty zapatruje
              się na aktywny udział obywateli w kształtowaniu ich środkowiska .
        • duch-duch7 Re: fujara prosta to nie saks 28.11.06, 20:15
          różnica polega na tym , że w USA przedmiot muzyka i granie na instrumentach nie
          jest objęte minimum minimum programowym - odbywa się to w ramach zajęć
          pozalekcyjnych lub fakultatywnych .

          Najpierw zapoznaj się z programami w USA odnośnie podstaw programowych z
          muzyki. bo niestety jest ona obowiązkowa na kazdym etapie kształcenia w
          wymiarze 1-2 tyg. Różnie jest w każdym stanie, ale podstawa jest wszędzie taka
          sama. Dodatkowo są zajęcia instrumentalne, chór, zespół muzyczny itp. w
          zależności od potrzeb i zainteresowań. Jak już coś piszesz to przynajmniej
          miej o tym pojęcie.
          P.S Nie odpowiadaj na siłę, bo to się źle czyta.
          • unsatisfied6 dziwny zbieg okoliczności czy reguła 28.11.06, 21:21
            duch-duch7 napisała:

            > różnica polega na tym , że w USA przedmiot muzyka i granie na instrumentach
            nie
            >
            > jest objęte minimum minimum programowym - odbywa się to w ramach zajęć
            > pozalekcyjnych lub fakultatywnych .
            >
            > Najpierw zapoznaj się z programami w USA odnośnie podstaw programowych z
            > muzyki. bo niestety jest ona obowiązkowa na kazdym etapie kształcenia w
            > wymiarze 1-2 tyg. Różnie jest w każdym stanie, ale podstawa jest wszędzie
            taka
            > sama. Dodatkowo są zajęcia instrumentalne, chór, zespół muzyczny itp. w
            > zależności od potrzeb i zainteresowań. Jak już coś piszesz to przynajmniej
            > miej o tym pojęcie.
            > P.S Nie odpowiadaj na siłę, bo to się źle czyta.

            fakt , mogłem być nieprecyzyjny i ... znalazłaś błąd - jak niemalże
            wszyscy forumowicze tego forum . nie znajdujesz tych błędów i nie
            podejmujesz dyskusji , gdy w wielu innych przypadkach ewidetnie mam rację a
            inni "forumowicze" się mylą .

            cóż , niech tak pozostanie - wirtualnych przyjacieli tutaj na tym forum nie
            znajdę ( może czasami jakaś zabłąkana duszczyka jedynie ) a znajdzie się
            wielu "cenzorów" szukających braku kropki lub przecinka , błędu ortografcznego
            lub jakiś małej nieścisłości .

            nie pamiętam , jak wygląda cały proces kształcenia w szkole w USA - jest
            inny i przydałoby się czerpać z jakiś wzorców skoro nasz jest tak nieudolny
            i wyniki mamy najgorsze spośród testowanych 41 krajów . ty jako "znawca"
            powinnaś wskazać te różnice i podyskutować , jakie u nas ewentulnie metody
            należałoby wprowadzić , by społeczeństwo mogło czerpać z zasobów twojej
            wiedzy "w imię dobra dzieci" - bo przecież edukatorzy tylko "w imię dobra
            dziecka" dokonują decyzji po "dyskusjach ze społeczeństwem" , chociażby
            na tym forum .
      • gobi03 Re: szkoła podstawowa -porażka 28.11.06, 02:25
        Wygląda na to, że ciągle jeszcze patrzysz na edukację jako
        zamknięty proces trwający od 7 roku życia do określonego
        momentu (wyzwolenie, matura, magisterka itp.). I piszesz, że
        życie pełne jest niespodzianek. Żadna to niespodzianka, jak
        komuś w wieku 40 lat przyjdzie się przekwalifikować. Nic
        dziwnego w tym, że co kilka lat zmieniamy pracę. Ciągłe
        uczenie się jest teraz normą, w bardziej rozwiniętych krajach.
        To tylko stare myślenie daje złudzenie, że szkoła musi dzieci
        naładować wiedzą i kulturą na całą przyszłość. Teraz to już
        najzwyczajniej w świecie niemożliwe. Kultura bardzo się zmieniła,
        a szkoła trwa w kulcie książki i teatru. Ludzie już nie odróżniają
        sosny od jodły, a szkoła wciąż o namorzynach.
        I jeszcze ten kult matury - bazsensownej sesji egzaminacyjnej na
        uwieńczenie bezsensownie straconych lat uczenia bez sensu. Tak, jakby
        szesnastolatek nie mógł iść na studia medyczne albo trzydziestolatek
        na politechniczne.
        • randybvain Re: szkoła podstawowa -porażka 29.11.06, 14:52
          Tak, jakby
          > szesnastolatek nie mógł iść na studia medyczne albo trzydziestolatek
          > na politechniczne.


          A co, może? Tak, bez znajomości i problemów?
          • gobi03 Re: szkoła podstawowa -porażka 04.12.06, 15:11
            Ja uważam, że istnieje taka potencjalna możliwość - wiek nie gwarantuje poziomu
            wiedzy i nie przesądza o zbyt niskim poziomie. Inaczej mówiąc - można znaleć
            szesnastolatka, który nadawałby się na studia medyczne. Takie jest moje zdanie.
            To tylko drański system edukacji utrudnia życie ludziom. Podobnie jak zasady
            przyznawania prawa jazdy, które wyglądają jak zmuszanie do korupcji.
            • ajala1 Możliwości i ograniczenia 05.12.06, 23:21
              gobi03 napisał:

              > Ja uważam, że istnieje taka potencjalna możliwość - wiek nie gwarantuje
              poziomu
              > wiedzy i nie przesądza o zbyt niskim poziomie. Inaczej mówiąc - można znaleć
              > szesnastolatka, który nadawałby się na studia medyczne. Takie jest moje
              zdanie.
              >
              > To tylko drański system edukacji utrudnia życie ludziom.
              ***Wiedza to nie wszystko, stopień dojrzłości emocjonalnej i poczucia
              odpowiedzialności ma tu większe znaczenie. A jeszcze większe doświadczenie
              życiowe. Nie chciałabym leczyć sie u 16-letniego lekarza.
              Możliwości "drański system edukacji" daje. Można promować ucznia w trakcie roku
              szkolnego do klasy programowo wyższej, nawet już po miesiącu nauki. Jeśli uczeń
              będzie wyjątkowo genialny wystarczy mu 6 lat na ukończenie podstawówki,
              gimnazjum i liceum, czyli w wieku 13-14 lat już może teoretycznie startować na
              studia. To tyle od strony przepisów.

              gobi03 napisał: Podobnie jak zasady
              > przyznawania prawa jazdy, które wyglądają jak zmuszanie do korupcji.
              ***Co to znaczy "przyznawanie"? Ja musiałam zdać egzamin teoretyczny i
              praktyczny, nikt mi niczego nie przyznawał. To nie są zasady, tylko zwyczaj
              wprowadzony przez ludzi niestety niedoskonałych, a próbujących uzyskać coś, co
              im się nie należy - nieudolnym zdającym - prawo jazdy, nieuczciwym
              egzaminatorom - łapówki.
              Wracając do głównego wątku, czyli szkoły podstawowej i jej "durnych" programów,
              czy przedmiotów zbędnych z punktu widzenia rodziców. Tak się składa, że dzieci
              mają i ludzie wykształceni i ci, którzy dawnych 8 klas nie ukończyli. Mają też
              różne priorytety w życiu. I już sobie wyobrażam jak wspólnie decydują o
              programie i przedmiotach "niezbędnych" lekarz, prawnik, handlarz z bazaru,
              kierowca, sprzątaczka... abstynent, alkoholik, złodziej, czy katechetka /oni
              też mają dzieci/.
              Perspektywa i wyobraźnia jest potrzebna nie tylko pod kątem plastyki, ale życia
              w ogóle. Mam uczniów, którzy w przyszłości planują zostać: mistrzem olimpijskim
              w pływaniu /na co mu wszystko oprócz wf/, papieżem /po co mu np. chemia, wf
              itd; muzyka akurat się przyda/, politykiem, zawodowym żołnierzem /a tu co
              byście wyrzucili drodzy rodzice i forumowicze?/.
              Niestety to prawda - na świecie jest najwięcej /samozwańczych/ lekarzy i
              nauczycieli - każdy, niezależnie od wykształcenia i zawodu, wie jak uczyć i jak
              leczyć. A druga prawda bardzo smutna - mądry ustępuje głupiemu, co toruje
              głupocie drogę do opanowania świata.
              Zanim wypowiem się na jakimś forum, staram się mieć coś do powiedzenia
              podbudowane wiedzą i konkretnym doświadczeniem, np. nie wypowiadam się
              autorytatywnie na tematy związane z budownictwem, a przecież mieszkam w domu,
              ale zbudować go nie potrafię. Mówiąc prościej - być uczniem teraz czy kiedyś,
              to nie to samo co być nauczycielem. Zanim więc zrezygnujemy z wielu przedmiotów
              na wniosek "światłych jednostek rodzicielskich", zastanówmy się, czy nam też
              nie przydały się w życiu wiedza i umiejętności wyniesione z podstawówki z
              każdego przedmiotu /no mnie to się chyba przysposobienie obronne najmniej
              przydało/ i czy warto pozbawiać dzieci na fali aktualnego koniunkturalizmu
              możliwości ogólnego, ale jednocześnie wszechstronnego rozwoju.
              Oby tylko "flety proste" były naszym zmartwieniem w przyszłości.
              • gobi03 Re: Możliwości i ograniczenia 06.12.06, 12:02
                > > To tylko drański system edukacji utrudnia życie ludziom.
                > ***Wiedza to nie wszystko, stopień dojrzłości emocjonalnej i poczucia
                > odpowiedzialności ma tu większe znaczenie. A jeszcze większe doświadczenie
                > życiowe. Nie chciałabym leczyć sie u 16-letniego lekarza.
                > Możliwości "drański system edukacji" daje. Można promować...

                Jeżeli dostanie się na studia 5-letnie, to ukończy je mając 21 lat - to dobry
                wiek, by jechać do Iraku na wojnę, a w Ameryce nawet można już napić się wódki,
                więc nie widzę powodu, żeby nie leczyć.

                Promować oczywiście można, ale czy komuś się to udaje? Ile to przypadków? Ja
                myślę, że wybitnie zdolnych uczniów mamy około 3% populacji - jak się ich
                zdolności rozwija? Tylko wysyłając takiego zdolniachę na dziesiątki konkursów,
                bo jak się z łatwością uczy, to każde śmiecie przyjmie...


                > > przyznawania prawa jazdy, które wyglądają jak zmuszanie do korupcji.
                > ***Co to znaczy "przyznawanie"? Ja musiałam zdać egzamin teoretyczny i
                > praktyczny, nikt mi niczego nie przyznawał. To nie są zasady, tylko zwyczaj
                > wprowadzony przez ludzi niestety niedoskonałych, a próbujących uzyskać...

                Przyznaje Państwo Polskie, ale chętnych oddało na pastwę łapówkarzom i
                wydrwigroszom. W innych krajach można jeździć przed uzyskaniem prawa jazdy,
                choćby i rok - tylko z zachowaniem pewnych ograniczeń. I wcale nie mają większej
                wypadkowości, bo to przecież nie zależy od umiejętności parkowania ani ruszania
                pod górę - tylko od zdrowego rozsądku!

                > Wracając do głównego wątku, czyli szkoły podstawowej i jej
                > "durnych" programów, czy przedmiotów zbędnych z punktu widzenia
                > rodziców. Tak się składa, że dzieci mają i ludzie wykształceni i ci,
                > którzy dawnych 8 klas nie ukończyli. Mają też różne priorytety w życiu.
                > I już sobie wyobrażam jak wspólnie decydują o
                > programie i przedmiotach

                O jakim programie? Dlaczego wspólnie? Z jakiej przyczyny mielibyśmy
                kontynuować średniowieczny system klasowo-lekcyjny? Cele stawiane wówczas przed
                szkolnictwem są już dawno nieaktualne, środki dydaktyczne również, warunki życia
                uczzniów uległy ogromnej zmianie, inna czeka ich przyszłość i mają inne
                potrzeby, a my wciąż trwamy w gorsecie programów i klas. Ten gorset dusi
                zdolnych a obciera mniej zdolnych, ale broni się go jak świętości!
                Edukacja ma dwa cele: wychowanie i edukację. Edukacja służy pracy i powinna
                zrealizować ścieżkę podającą umiejętności i wiadomości potrzebne w przyszłym
                zawodzie (ewentualnie 2 lub 3 wybranych zawodach). I koniec. Co więcej to
                rozrywka, nie edukacja.
                Wychowanie ma pomóc odnaleźć się w społeczeństwie. Tu można zrobić ćwiczenia z
                pierwszej pomocy, uprawiać sport zespołowy, uczyć się dyskutować itd.
                Odpowiednio szeroki asortyment porpozycji pozwoli uzupełnić godziny pobytu w
                szkole związane z edukacją godzinami związanymi z wychowaniem. W ten sposób
                szkoła może realizować funkcję opiekuńczą bez najmniejszego problemu.

                > Zanim wypowiem się na jakimś forum, staram się mieć coś do powiedzenia
                > podbudowane wiedzą i konkretnym doświadczeniem,
                A naprawdę masz coś do powiedzenia?
                " Mam uczniów, którzy w przyszłości planują zostać: mistrzem olimpijskim
                w pływaniu /na co mu wszystko oprócz wf/, papieżem /po co mu np. chemia, wf
                itd; muzyka akurat się przyda/, politykiem, zawodowym żołnierzem /a tu co
                byście wyrzucili drodzy rodzice i forumowicze?/."

                To czysta erystyka, bo nie podejrzewam cię o taki brak dojrzałości. Papież to
                nie zawód, a pragnienie zostania papieżem to nie jest plan życiowy. Co innego
                polityk, tak delikatnie przez ciebie dopisany - powinien znać języki, ekonomię,
                nauki społeczne, być sprawny fizycznie itd. Przyszłu polityk powinien angażować
                się w życie swego środowiska i otrzymać pomoc od wychowawców w takich sprawach,
                jak założenie klubu samopomocy koleżeńskiej. Czy uważasz, że wiedza o gonadach i
                erach prechistorycznych ze szkółki będzie mu pomocna np. przy głosowaniu w
                sprawie powołania Parku Narodowego? Chyba raczej powinien umieć skorzystać z
                pomocy doradców i umiejętnie ich sobie dobierać.
                • gobi03 errata 06.12.06, 12:42
                  oczywiście "prehistorycznych"
                  oraz "szkolnictwo to edukacja i wychowanie"
                • lineborder Re: Możliwości i ograniczenia 06.12.06, 22:31
                  > Chyba raczej powinien umieć skorzystać z pomocy doradców i umiejętnie ich sobie dobierać.
                  już mamy takich polityków - patrz minister rolnictwa
                • ajala1 "Nieżyciowe" plany życiowe 07.12.06, 22:45
                  gobi03 napisał:
                  > To czysta erystyka, bo nie podejrzewam cię o taki brak dojrzałości. Papież to
                  > nie zawód, a pragnienie zostania papieżem to nie jest plan życiowy.
                  ***Mistrz olimpijski to też nie zawód. A to są plany moich uczniów, czy realne
                  czy utopijne to już inna sprawa. Zapewne życie je zweryfikuje.
                  gobi03 napisał:
                  > A naprawdę masz coś do powiedzenia?
                  ***A jak sądzisz? Równie mądre pytanie, jak Twoje.
                  Typowe zachowania osób, którym brak merytorycznych argumentów - dyskredytowanie
                  osoby rozmówcy.
                  > O jakim programie? Dlaczego wspólnie? Z jakiej przyczyny mielibyśmy
                  > kontynuować średniowieczny system klasowo-lekcyjny?
                  *** Zgadzam się, zbyt mało rycerzy, a zbyt wiele "zakutych łbów" się
                  dochowaliśmy. Rozumiem, że Ciebie ten system nie obejmował.
                  Wyjaśnię, żeby nie było nieporozumień i zbędnego wylewania brudów. Jeśli chcesz
                  dyskutować w takim stylu - proszę bardzo, ale nie ze mną. Za średniowieczna
                  jestem /aż dziwne, że informatyki uczę;)/ i za dużo tych klasowo - lekcyjnych
                  systemów pokończyłam również na UW.
                  A co do doradców, to muszę chyba po raz pierwszy posłuchać U6 - wprawdzie
                  obraża mnie bez przerwy, ale to wynik jego frustracji/bezsilności, czy
                  jakkolwiek by to zwał. Wciąż sugeruje, że mi płacą za te wypowiedzi - najwyższy
                  czas, żeby na takiej wiedzy i doświadczeniu zacząć zarabiać przyzwoite
                  pieniądze. Muszę to przemyśleć, w końcu Państwo Polskie zainwestowało w moje
                  wykształcenie całkiem sporo, czas zbierać profity, a nie tylko obelgi
                  od "wizjonerów".
                  "Asortyment propozycji uzupełniających godziny pobytu w szkole" - no to jest
                  genialne w swej prostocie! Dobrze, że mnie nikt przez całą edukację nie zmuszał
                  do korzystania z fletów prostych i w ogóle wszelkich fujar.



                  • unsatisfied6 a kto ci więcej zapłaci ? 08.12.06, 00:02
                    ajala1 napisała:

                    > A co do doradców, to muszę chyba po raz pierwszy posłuchać U6 - wprawdzie
                    > obraża mnie bez przerwy, ale to wynik jego frustracji/bezsilności, czy
                    > jakkolwiek by to zwał. Wciąż sugeruje, że mi płacą za te wypowiedzi -
                    najwyższy
                    >
                    > czas, żeby na takiej wiedzy i doświadczeniu zacząć zarabiać przyzwoite
                    > pieniądze. Muszę to przemyśleć, w końcu Państwo Polskie zainwestowało w moje
                    > wykształcenie całkiem sporo, czas zbierać profity, a nie tylko obelgi
                    > od "wizjonerów".


                    a kto ci więcej zapłaci ?
                    gdybyś była człowiekiem o takich walorach jak o sobie piszesz , nie brałabyś
                    judaszowych srebrników za złe używanie swej wiedzy i umiejętności .
              • unsatisfied6 po co mam się silić na merytoryczny argument 06.12.06, 18:55
                ajala1 napisała:

                > > przyznawania prawa jazdy, które wyglądają jak zmuszanie do korupcji.
                > ***Co to znaczy "przyznawanie"? Ja musiałam zdać egzamin teoretyczny i
                > praktyczny, nikt mi niczego nie przyznawał. To nie są zasady, tylko zwyczaj
                > wprowadzony przez ludzi niestety niedoskonałych, a próbujących uzyskać coś,
                co
                > im się nie należy - nieudolnym zdającym - prawo jazdy, nieuczciwym
                > egzaminatorom - łapówki.

                tobie za wysiłek który wkładasz w tak kłamliwe argumenty ktoś musi płacić -
                nie wierzę , że robisz tak parszywą robotę za darmo .

                zdawałem prawo jazdy w Polsce po swoim wieloletnim pobycie za granicą -
                miałem już przejechane około 1000000 mil - oczywiście miałem prawo jazdy
                za granicą ... teoretyczny w Polsce zdałem bez problemu . o sposobach
                oblania kursantów na praktycznym można by było pisać elaboraty . bezczelność
                i sposoby wyłudzania pieniędzy od egzaminatorów są znane wielu aplikantom na
                prawo jazdy - ja nie zdałem kolejnych dwóch jazd nie z powodu braku umiejętności
                jeżdżenia .

                ty umieszczając taki bezczelnie kłamliwy argument w kontekście tematu
                o ewentualnym dialogu o programie edukacji stawiasz tylko swoją osobą
                w niekorzystnym świetle i twoje tezy mogą budzić duże wątpliwości .
                • lineborder megaloman do milionowej potęgi 06.12.06, 20:49
                  • unsatisfied6 mylisz się , nie jestem megalomanem 06.12.06, 21:21
                    mylisz się , nie jestem megalomanem .

                    mylisz się - stąd tyle wiem a raczej domyślam się , bo ciągle mam wrażenie że
                    nic nie wiem i że nikt nie daje prawdziwych odpowiedzi na pytania
                    które mnie nurtują - szukam odwiedzi na kilka pytań i zdaję sobie sprawę z
                    tego , jak daleko mi do doskonałości i do solidnej wiedzy na tematy , które
                    są poruszane na forum . podejmuję często dyskusję w tematach które do tej pory
                    w życiu mnie nie interesowały , bo widzę taką konieczność , gdyż ci znają te
                    odpowiedzi nie chcą jej udzielić , albo sami jej nie znają i podają rzekomo
                    fachowe wskazówki i informacje - porównałbym się raczej do kupującego
                    mieszkanie klienta ( przyrównanie ajali1) - nie znam się na budownictwie , ale
                    czuję jak ktoś mi chce sprzedać kit , ze dziurawy dach mieszkania sam się
                    zalepi i za kilka miesięcy nie będzie ciekł , a krzywe ściany i podłoga muszą
                    być , bo po latach się same wyprostują .
                    • playadelsol Re: mylisz się , nie jestem megalomanem 06.12.06, 23:11
                      fajnie to napisałes, ale nie jesteś w stanie dokonać logicznej analizy, stąd Twoje problemy na drodze do wiedzy "absolutnej", zresztą mozna to inaczej nazwać, ale zdaje mi się ze wiem o co Ci chodzi - w kazdym razie trudno CI bedzie osiągnąc to do czego zmierzasz bez umiejętności logicznej analizy, co jasno wynika z Twoich postów
                      troche szkoda, bo mowiac z doświadczenia, fajnie byc blisko "słońca" :)
                      • unsatisfied6 różnica 06.12.06, 23:28
                        playadelsol napisała:

                        > fajnie to napisałes, ale nie jesteś w stanie dokonać logicznej analizy, stąd
                        Tw
                        > oje problemy na drodze do wiedzy "absolutnej", zresztą mozna to inaczej
                        nazwać,
                        > ale zdaje mi się ze wiem o co Ci chodzi - w kazdym razie trudno CI bedzie
                        osią
                        > gnąc to do czego zmierzasz bez umiejętności logicznej analizy, co jasno
                        wynika
                        > z Twoich postów
                        > troche szkoda, bo mowiac z doświadczenia, fajnie byc blisko "słońca" :)

                        znać prawdę to co innego niż szukać prawdy - ty jeżeli ją znasz , należysz
                        do kłamców .
    • bagienny1 Re: szkoła podstawowa -porażka 06.12.06, 17:39
      Witam! niedawno natknąłem się na bardzo przydatną stronę. adres: www.pracadomowa.pl
      są tam rozwiązania wszystkich zadań z książek do LO i gimnazjum
      polecam, bo naprawdę fajna sprawa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka