Gość: aneta
IP: 195.205.44.*
18.09.03, 17:54
Czy Wy też macie czasami wrażenie, że żyjecie w nienormalnym kraju albo że
odbyliście podróż w czasie np. w XIX wiek albo czasy tzw. realnego socjalizmu?
Mnie zdarza się to często, zwłaszcza, że jestem szczęśliwą posiadaczką dzieci
w wieku szkolnym. Właśnie dowiedziałam się, że w gimnazjum im. B. Prusa w
Warszawie (ul. Zwycięzców, Saska Kępa), do którego uczęszcza jedno z moich
dzieci, z inicjatywy Urzędu Dzielnicy Praga Południe jest organizowany
konkurs pod hasłem "Moi rodzice wolni od nałogów". Jako rodzic objęty (wbrew
własnej woli) konkursem uważam, że ingeruje się w ten sposób w moje życie
osobiste - niezależnie od tego, czy posiadam jakieś nałogi, czy nie - na
dodatek wykorzystując do tego moje dziecko.
Domyślam się intencji organizatorów konkursu, są one zresztą opisane na
stronie internetowej Urzędu i pewnie gdzie indziej też. Brzmią pięknie, ale
jeśli ich realizacja ma się odbywać w taki sposób, to należy się zastanowić,
czy pomysłodawcy tej imprezy na pewno żyją w realnym świecie i czy mają równo
pod sufitem. Bo mnie to śmierdzi Pawką Morozowem i, przepraszam za wyrażenie,
kółkiem różańcowym równocześnie.
A może ogłosić konkurs pod hasłem "Moi rodzice są bogaci" albo "Moi rodzice
się nie kłócą" albo "Moi rodzice mnie nie biją" albo "Moi rodzice są
uczciwi"? Tylko po co? I co poczują dzieci, których rodzice nie spełniają
tych, pozytywnych skądinąd, wzorców?