titta
13.07.07, 17:30
Wczoraj zadzwonil kolega (Meksykanin): bierze urlop, zeby dotrzymac mi
towarzystwa w DF (hura!). Chcial sie dowiedziec jakie sa plany i czy ma
wziasc samochod. No i mi sie wyrwalo (po lekturze forum ;): zapytalam czy to
dobry pomysl poruszac sie samochodem po Meksiko City... Ugryzlam sie w jezyk
ale za pozno. Chlodnym tonem zostalam zapewniona, ze w koncu to on tam
mieszkal... "Ochlodzenie" trwalo tylko kilka sekund no ale... On i tak, nie
jest specjalnie wrazliwy. Kilku innych znajomych potrafilo np.:
-Skomentowac "europejskosc" dziewczyny, ktora przepakowala koszyk po
wrzuceniu do niego butelki przez Meksykanina;
-Obrazic sie, bo dziewczyna poprawila (zawiazala jeszcze raz) wezel
cumowniczy przy lodce;
Rekordem jednak bylo "zranienie uczuc" po tym jak dziewczyna (w tym wypadku
ja) powiedziala koledze, zeby nie wylaczal jeszcze gotujacej sie wody (nie
moglam znalezc herbaty)...
No i co wy na to?
Czy wszyscy Meksykanie tak maja czy tylko ci, ktorzy stujuja w Europie? ;)
A ja chyba przestane czytac. Zbyt taktowna nie jestem i jeszcze podziele sie
jakimis "wiadomosciami i radami" z moimi gospodarzami ;)