Dodaj do ulubionych

Depopulacja

08.12.16, 19:50
Coś w tym być musi, bo arytmetyka nie kłamie.

Tekst linka
Obserwuj wątek
    • cirano Re: Depopulacja 09.12.16, 08:16
      Być może mają niektóre szczepienia skutki takie jak tu autor pisze, ale ich konieczności trudno dziś zaprzeczyć. Wiele śmiertelnych chorób zostało wyeliminowanych lub ograniczonych
      • 1fatum Re: Depopulacja 09.12.16, 10:10
        Dobrze powiedziane Być może mają niektóre szczepienia skutki takie jak tu autor pisze .... Co z pozostałymi?
        Szczepienia mają wpływ na system odpornościowy i mają sens tylko wtedy, kiedy nie jest ich zbyt wiele, bo w zbyt dużej ilości, organizm nie może się bronic.

        Jakoś nie szczepią nas na dżumę, czy cholerę, a żyjemy. O szczepieniach przeciwko ospie są przeciwstawne opinie. Ludzie zaszczepieni przeciwko grypie zaczynają chorować i to ciężko.

        Naprawdę żyjemy opiniami z okresu wprowadzania szczepień. Ci, który mają zdanie krytyczne milkną, albo milkną na zawsze. Szczepionki są ogromną rzeka kasy płynącej do farmacji i medyków.

        Skoro szczepionki nie są złe, to czemu nie ma przyjęcia na siebie odpowiedzialności za negatywne skutki?
        Słyszmy - szczepionka. Jednak nie mamy pojęcia co ona zawiera.


        Tekst linka


        Tekst linka


        Tekst linka
        • cirano Re: Depopulacja 09.12.16, 12:10
          No dobra, a co z gruźlicą, z Heine - Medina i paru innymi? Dziś nie radziłbym żadnej matce z tych szczepień nich zrezygnować. Pauszal powiedzieć - szczepienia dzieci są złe...?
          • 1fatum Re: Depopulacja 09.12.16, 16:21
            Skoro szczepionki przeciw gruźlicy są skuteczne, to dlaczego mamy nawrót i to z nacznie gorszej formie, bo lekoopornej.

            Jeszcze gorzej jest z choroba Heine-Medina.

            Tekst linka

            Co innego nam wmawiają, a inne są fakty.

            WCZESNE SZCZEPIENIA CELEM ZATUSZOWANIA REAKCJI UBOCZNYCH

            Gdybyśmy pozostawili dziecko w tym idealnym otoczeniu, zaczęłoby ono w końcu chodzić i mówić i wszyscy mogliby potwierdzić, że rozwija się ono doskonale. Gdyby zaszczepić takie dobrze rozwinięte dziecko, każdy mógłby bez problemu dojrzeć związek między szczepieniem a ewentualnymi upośledzeniami i powikłaniami po szczepieniu. Przed szczepionką mieliśmy przecież normalnie rozwinięte dziecko, które chodziło i mówiło i które nagle po kilku tygodniach lub miesiącach tego nie robi i w ogóle nie rozwija się tak, jak tego byśmy oczekiwali. Całe grono krewnych i przyjaciół mogłoby więc potwierdzić poprzedni normalny rozwój dziecka i każdy sąd uznałby, że dziecko doznało uszkodzeń w wyniku szczepienia.

            Nagle do odpowiedzialności pociągnięty byłby lekarz, który nie poinformował należycie rodziców o możliwości wystąpienia takich powikłań i przemysł farmaceutyczny, który wyprodukował tą truciznę.

            Sprzedawcy szczepionek bardzo szybko rozwiązali problem odpowiedzialności za skutki szczepień: żaden pediatra nie czeka dzisiaj ze szczepionką, aż dziecko osiągnie taki etap rozwoju, który mógłby być potwierdzony przez osoby trzecie.

            Tylko dlatego szczepi się dzisiaj dzieci w stadium, w którym nie są jeszcze w pełni rozwinięte, mianowicie w wieku 3-6 miesięcy!

            Przez to bardzo trudno jest udowodnić, że dalszy stan zdrowia dziecka jest wynikiem powikłań poszczepiennych. Nikt z rodziny ani nikt z dalszego otoczenia dziecka nie jest w stanie udowodnić przed sądem prawidłowego rozwoju dziecka przed szczepieniem i tym samym związku między szczepieniem a szkodami na zdrowiu dziecka.


            Tekst linka

            800 skutków ubocznych, narkolepsja i wzrost ryzyka stwardnienia rozsianego o 300%
            Sądzisz, że działania niepożądane po szczepionkach to odosobnione przypadki? Jesteś w grubym błędzie! Oto przykład: szczepionka dla niemowląt Infanrix Hexa, bardzo polecana w Polsce przez lekarzy, jako nowocześniejsza i bardzo komfortowa dla dziecka, zawiera aluminium. Według poufnego dokumentu producenta, potentata farmaceutycznego GlaxoSmithKline, szczepionka ta jest powiązana z wystąpieniem ponad 800 działań niepożądanych takich jak zespół nagłego zgonu niemowląt, cukrzyca, autyzm, epilepsja. Organizacja Initiative Citoyenne z Belgii, analizując dokumenty GSK potwierdziła, iż od czasu wdrożenia szczepionki w 2000 r. zanotowano przynajmniej 73 ofiary śmiertelne! Inny przykład: tiomersal zawierający neurotoksyczną rtęć jest składnikiem pełnokomórkowej szczepionki przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi (od dawna niestosowanej w innych krajach europejskich ze względu na dużą liczbę powikłań). W Polsce niemowlęta otrzymują aż cztery dawki! A to właśnie rtęć niszczy mózg, układ nerwowy i jest bezpośrednią przyczyną stwardnienia rozsianego. „British Medical Journal”, znane na całym świecie i poważane za naukowy rygor czasopismo medyczne, 30 stycznia 2013 roku opublikowało wyniki badania dowodzącego, że szczepionka przeciw grypie H1N1 Pandermix spowodowała tysiące przypadków narkolepsji u dzieci – ciężkiej i nieuleczalnej choroby mózgu. Narkolepsja jest zaburzeniem neurologicznym, które powoduje wzmożoną senność, a także niekontrolowane, nagłe napady snu w ciągu dnia i zmianę zachowania.


            LEKARZE NIE SZCZEPIĄ SIĘ SAMI I NIE SZCZEPIĄ SWOICH RODZIN
            Jeśli szczepionki są tak bezpieczne, jak przekonują nas o tym teorie medyczne, to oczywiście lekarze jako pierwsi powinni ustawiać się do szczepienia? W końcu pracują w swoich klinikach, szpitalach, przychodniach etc. codziennie wystawiani na kontakt z zainfekowanymi pacjentami. Należą do grupy „wysokiego ryzyka”, która powinna szczepić się z uwagi na stały kontakt z chorobami zakaźnymi. Tymczasem, jak się okazuje, wielu lekarzy „odmawia” szczepienia siebie lub swojej rodziny.
            „Journal of the American Medical Association” opublikował artykuł „Rubella Vaccine and Susceptible Hospital Employees: Poor Physician Participation” („Szczepionka przeciw różyczce a podatni pracownicy szpitali: mały udział lekarzy”). Donosi on, że najniższy odsetek szczepionych przeciwko różyczce dotyczy grupy ginekologów położników, następni w kolejności są pediatrzy. Jego autorzy wysuwają wniosek, że „lęk przed nie przewidzianymi reakcjami na szczepionkę” był główną przyczyną niewielkiego udziału lekarzy.
            Dr Mendelsohn wspomina o lekarzu z Los Angeles, który odmówił zaszczepienia swojego siedmiomiesięcznego dziecka. Lekarz ten oświadczył podobno: „Jestem zaniepokojony tym, co może się zdarzyć, gdy wirus szczepionki nie tylko daje małą ochronę przed odrą, ale może też pozostawać w organizmie, działając w sposób, o którym niewiele wiemy”. Co ciekawe, ten sam lekarz nadal szczepił własnych pacjentów i usprawiedliwiał to postępowanie, twierdząc, że: „jako rodzic mam luksus własnego wyboru tego, co jest najlepsze dla mojego dziecka. Jako lekarz muszę jednak akceptować zalecenia swojego zawodu”.
            „British Medical Journal” (27.01.1990) zamieścił artykuł „Attitudes of General Practitioners Towards Their Vaccination Against Hepatitis B”. („Pogląd lekarzy rodzinnych w sprawie ich szczepienia przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B”). Z 598 lekarzy zapytanych o szczepienie przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B 528 (86%) wierzyło, że wszyscy lekarze rodzinni powinni zostać przeciwko niemu zaszczepieni. Jednak 309 z nich nie zaszczepiło się! W artykule czytamy: „Z 309 respondentów, którzy nie zaszczepili się, 249 podało jako powód „tak się jakoś złożyło…” To każe przypuszczać, że albo lekarze nie wierzą w to, iż potrzebują być zaszczepieni, albo że mają trudności w poddaniu się temu prewencyjnemu zabiegowi”. (Co ciekawe, 7 z 309 nie szczepionych lekarzy jako powód podało: „nie wierzę szczepionce” – zaś 4 innych: „nie udowodniono korzystnego działania szczepionki”).
            W pewnym artykule na temat szczepionki przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B (BMJ, 21.07.1990) stwierdza się: „Infekcja wirusem zapalenia wątroby typu B jest poważnym zagrożeniem dla wszystkich pracowników służby zdrowia. Chirurdzy są szczególnie zagrożeni z potencjalnie niszczycielskimi konsekwencjami dla ich zdrowia i możliwości zarobkowania, jeśli staną się nosicielami”. Tymczasem albo chirurdzy nie traktują tych zagrożeń poważnie, albo zdają sobie sprawę, że szczepienie nie zapewnia ochrony, gdyż dalej czytamy: „Mimo poważnych dowodów na istnienie podwyższonego ryzyka infekcji wysoki odsetek chirurgów w tym badaniu «nie» był szczepiony… Jest to oczywiste fiasko poczynań chirurgów w sprawie własnej ochrony i ich wpływu na niższy personel, aby się zabezpieczył”. Dr Robert Mendelsohn stwierdził: „W grupie wysokiego ryzyka zachorowania na tę poważną chorobę blisko dwie trzecie personelu medycznego odmówiło przyjęcia szczepionki, nawet gdy była oferowana za darmo”.
            Kiedy profesor Gordon Stewart z Wielkiej Brytanii zaczął odkrywać przypadki uszkodzeń mózgu wśród dzieci szczepionych wcześniej przeciwko kokluszowi, wielu lekarzy zaczęło obawiać się potencjalnych niebezpieczeństw, jakie może spowodować szczepionka przeciwko tej chorobie. Wyrażając swoje wątpliwości na temat bezpieczeństwa jej stosowania, dr P.M. Jeavons („The Lancet”, 25.10.1975, str. 811) zasugerował: „Dlaczego nie wydzielić kokluszu z potrójnej szczepionki i dać możliwość wyboru tym, którzy tak jak ja nigdy nie pozwolą zaszczepić przeciwko tej chorobie własnych dzieci…?”
            Wydaje się, że wielu lekarzy zgadza się ze słowami dra Jamesa A. Shannona:
            Jedyna całkowicie bezpieczna szczepionka to taka, której się nigdy nie stosuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka