Dodaj do ulubionych

wontek niy ino do Slezana

04.11.05, 18:13
Państwo opiekuńcze - państwo kładące szczególny nacisk na rozwiązywanie
problemów społecznych, z często występującym ustrojem socjalistycznym,
panującym także w sferze gospodarczej i będącym przeciwieństwem liberalizmu
ekonomicznego.

Charakteryzuje się powszechnym dostępem do państwowego szkolnictwa i służby
zdrowia, osłonami socjalnymi w postaci ulg różnego rodzaju, zasiłkami dla
bezrobotnych, budownictwem komunalnym, wyższymi emeryturami i rentami,
dotacjami do eksportu itp. Wydatki socjalne finansowane są wysokimi podatkami.

Typowym przykładem p.o. jest Szwecja.

Idea państwa opiekuńczego jest krytykowana przez prawicowe partie polityczne
o charakterze konserwatywnym. Popierają ją często partie lewicowe oraz
narodowo-socjalistyczne.


Obserwuj wątek
    • szwager_z_laband Re: wontek niy ino do Slezana 04.11.05, 18:16
      Ewangeliści państwa opiekuńczego

      Ks. Robert A. Sirico Prawie każdy, bez względu na zapatrywania polityczne,
      zgadza się z tym, że system państwa opiekuńczego nie zdaje egzaminu. Są jednak
      tacy, a wśród nich również teologowie i duchowni, którzy głoszą: należy spędzić
      więcej państwowych pieniędzy na rozwiązanie danego problemu społecznego,
      obrócić się trzy razy i mieć nadzieję, że problem ten zniknie.

      Społeczni przedstawiciele instytucji religijnych okazali się niezdolni do
      dopasowania się do współczesnej rzeczywistości państwa opiekuńczego. Pomyślmy:
      kiedy gubernator stanu Michigan, John Engler odebrał zasiłek 80-ciu tysiącom
      zdolnych do pracy jego beneficjantom, głównymi krytykami tej decyzji stali się
      różni amerykańscy przywódcy religijni kościołów protestanckiego i rzymsko-
      katolickiego. Nie liczyło się dla nich to, że taka reforma pomoże wielu
      klientom opieki społecznej wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Działania
      gubernatora pogwałciły - według krytyków - swego rodzaju świecką
      ortodoksyjność, widoczną i trwałą u wielu wiernych. Jakikolwiek uczciwy, dobrze
      przemyślany plan zmierzający do reformy systemu pomocy socjalnej, bądź
      obejmujący obcięcie wydatków państwowych na zasiłki, pomimo tego, że
      przyczyniłby się do wzrostu wydatków na prywatną dobroczynność - jest często
      krytykowany, jako pozbawiony elementów miłosierdzia. Często zarzuca się wręcz
      złe intencje autorom takich planów.

      Cóż można na to wszystko odpowiedzieć? Nie podlega dyskusji fakt, że
      chrześcijanie mają moralny obowiązek służenia ubogim, bowiem to, co uczynią
      najmniejszym z braci Chrystusa, Jemu uczynią. Rozmaici przywódcy Kościoła
      jednakże zbyt często mieszają chrześcijański obowiązek pomagania ubogim z ideą
      wspierania 3-bilionowego przedsięwzięcia zwanego państwem opiekuńczym.

      Najlepiej by oczywiście było, gdyby państwowe wydatki przynosiły zakładane
      wyniki. Najczęściej jednak programy pomocy socjalnej równoznaczne są z
      marnotrawstwem publicznych środków. Badania wykazują, że zaledwie 20% z każdego
      dolara przeznaczonego na pomoc socjalną trafia do (rzeczywiście lub pseudo-
      przyp red.) potrzebujących. Reszta to koszty utrzymania administracji.

      Najczęściej też programy te owocują skutkami odwrotnymi do zamierzonych.
      Nakręcają jedynie spiralę coraz to nowych subwencji państwowych i tym samym
      utrwalają ubóstwo, niezależnie od tego kogo się to tyczy, bezrobotnych,
      samotnych matek, itd.. Odbiorcy opieki socjalnej coraz bardziej się od niej
      uzależniają.

      Tradycja religijna zawsze podkreślała centralną pozycję rodziny. Mimo tego,
      trudno znaleźć bardziej niszczący rodzinę czynnik niż państwowa biurokracja,
      która dostarcza finansowych bodźców zniechęcających do zawierania związków
      małżeńskich. W wielu przypadkach państwo opiekuńcze osłabiło wśród ludzi
      poczucie obowiązku małżeńskiego i zniszczyło wartości, które spajają rodzinę.
      Kiedy wierni myślą o ubóstwie, zbyt często czynią to w kategoriach
      materialnych. Problem ubóstwa, przynajmniej w USA nie tyle dotyczy otrzymywania
      materialnego wsparcia przez ludzi ubogich, co jest to problem polegający na
      zaniku więzi międzyludzkich.

      Marvin Olasky w swojej najnowszej książce "The Tragedy of American Compassion"
      ("Tragedia amerykańskiego miłosierdzia") przypomina nam, że miłosierdzie
      zawiera w sobie element "poczucia cierpienia" innych. Zbiurokratyzujcie
      miłosierdzie, a stanie się ono po prostu subsydiowaniem pewnych ludzi, co z
      kolei doprowadzi ich do bezosobowego uzależnienia się od subsydiów. To, czego
      natomiast brakuje, to większego poczucia więzi z tymi, którzy są w potrzebie. W
      ten sposób dostarczymy wzorców oraz bodźców tym biednym, którzy chcą odnaleźć
      drogę do wyjścia z ekonomicznego dołka. Niektórzy utrzymują, że redystrybucja
      jest kwestią sprawiedliwości społecznej. Jeśli jednak wszelkie relacje
      społeczne opierają się zaledwie na wymuszonej przez państwo wizji
      sprawiedliwości, co stanie się z miłością i współczuciem? Dobroczynność ma
      reprezentować posłuszeństwo względem nakazu sumienia. Jej charakter zmienia się
      więc, gdy rozpada się ona, stając się posłuszną przede wszystkim rządowym
      agendom.

      Istnieją jeszcze inne zagrożenia, przed którymi stają kapłani promujący państwo
      jako źródło pierwszej pomocy ubogim. Ograniczają one u wiernych motywację do
      osobistego zajmowania się w działalnością dobroczynną. Ludzie ci mogą
      myśleć: "Po co nam się angażować w pomoc ludziom cierpiącym, karmić biednych,
      czy troszczyć się o bliźniego. Wszystko to przecież robi państwo".

      Nie ma nic złego w tym, że Kościoły angażują się w działalność związaną z
      polityką, i wierni muszą niekiedy, z poczucia moralnego obowiązku, uczestniczyć
      w politycznych potyczkach . Jednak misja Kościoła nie powinna być ograniczana
      do roli lobbysty, gdyż pozbawia Go to duchowego pokarmu jakim jest dokonywanie
      aktów miłosierdzia. Działalność polityczna nakłada również moralny obowiązek
      wiedzy o gospodarce i o możliwych konsekwencjach ekonomicznych państwowych
      programów socjalnych.

      Należy mądrze rozważyć najbardziej odpowiednie sposoby, przy pomocy których
      nasz obowiązek względem ubogich zostanie najlepiej spełniony. Od czasów
      pierwszych chrześcijan obowiązek ten nigdy nie był bezwarunkowy. Kiedy św.
      Paweł zachęcał pierwszą chrześcijańską społeczność, aby pamiętała o tych,
      którzy znajdują się w potrzebie, czynił to z roztropnością i poczuciem
      realizmu. "Kto nie chce pracować, niechaj też nie je" - mówił on w Drugim
      Liście do Tessaloniczan. Chrześcijaństwo zasadza się na przekonaniu, że miłość
      to wartość fundamentalna, (na przestrzeni wieków - przyp. red.) nigdy jednak
      nie zajmowało się ono promowaniem subwencjonowania tych, którzy, choć mogliby,
      nie chcą wziąć odpowiedzialności za swoje życie.

      Współczesne państwo opiekuńcze jest po prostu niezdolne do tego, by rozróżnić
      to, co św. Paweł uważa za konieczne (a mianowicie odróżnić tych co nie chcą
      pracować od tych co chcą - przyp. red.). Scentralizowane państwo, zgodnie ze
      swą naturą wprowadza programy opierające się na założeniu, że można je
      ukształtować według elastycznego, centralnego planu dla uzyskania pożądanych
      wyników. Tymczasem, choć i prywatna charytatywność może nie być w stanie
      wykonać całego swego zadania, jednak tam, gdzie pozwala jej się działać robi to
      o wiele wydajniej i lepiej niż sektor publiczny. Także Papież wyraził
      zastrzeżenia co do współczesnego państwa opiekuńczego, które usiłuje zapewnić
      ludziom społeczne wsparcie od kołyski aż po grób. "Niewłaściwe funkcjonowanie i
      wady w państwie opiekuńczym są rezultatem błędnego pojmowania zadań właściwych
      państwu" - pisze Jan Paweł II. Alternatywną zasadą, którą wprowadza Papież,
      jest zasada pomocniczości: "Społeczność wyższego rzędu nie powinna
      interweniować w wewnętrzne życie społeczności niższego rzędu, pozbawiając tę
      drugą jej funkcji".

      Jakie obowiązki względem ubogich wynikają dla nas z przestrzegania zasady
      pomocniczości? "Zdawałoby się - pisze Papież - że potrzeby ubogich są najlepiej
      zrozumiane i zaspokajane przez ludzi, którzy są im najbliżsi i którzy zachowują
      się jak bliźni w stosunku do tych w potrzebie".

      Pokazuje to także nasze rodzinne doświadczenie. Jeżeli członek rodziny ma
      problemy, wówczas rodzina, jako pierwsza, ma obowiązek mu pomóc. To samo odnosi
      się do problemów związanych ze społeczeństwem czy danym rejonem. Ludzie
      najpełniej oddają się tym projektom, które realizowane są najbliżej nich.
      Wówczas mogą nadzorować sposób w jaki spożytkowywane są środki oraz
      bezpośrednio śledzić wyniki podejmowanych działań.

      Wiadomo, że biurokraci w stolicy nie mają bodźców ani wiedzy potrzebnej do
      tego, by zajmować się problemem ubóstwa w całym kraju. Absurdem jest, że władza
      centralna w ogóle ośmiela się podjąć tego zadania. Jest to nie do przyjęcia,
      podobnie jak socjalizm w którym rząd określa 5-letni plan produkcyjny i ustala
      wszystkie ce
      • szwager_z_laband Re: wontek niy ino do Slezana 04.11.05, 18:17
        Wiadomo, że biurokraci w stolicy nie mają bodźców ani wiedzy potrzebnej do
        tego, by zajmować się problemem ubóstwa w całym kraju. Absurdem jest, że władza
        centralna w ogóle ośmiela się podjąć tego zadania. Jest to nie do przyjęcia,
        podobnie jak socjalizm w którym rząd określa 5-letni plan produkcyjny i ustala
        wszystkie ceny.

        Nauka płynąca z historii socjalizmu jest podobna do tej, którą dostarcza nam
        obecnie państwo opiekuńcze. Żadna grupa zajmująca się planowaniem, bez względu
        na to, jak mądra i wrażliwa na potrzeby ludzkie, nie jest w stanie dostrzec
        najgłębszych potrzeb duszy ludzkiej, które tak często leżą u źródeł problemów
        ekonomicznych.

        Centralne planowanie, nieważne czy w wydaniu sowieckim, czy innym, rzadko
        dobrze wpływa na społeczeństwo, a zazwyczaj przeszkadza w zdobyciu odpowiedniej
        wiedzy dotyczącej lokalnych problemów, tak, aby opinia publiczna mogła się nimi
        skutecznie zająć. Gdyby centralnych planistów znacząco pozbawić władzy i
        funduszy na administrowanie programami walki z ubóstwem, znaczące kapitały i
        zasoby zostałyby uwolnione, tak, by lokalne problemy można było rozwiązywać na
        miejscu.

        Nadszedł czas, by przywódcy religijni porzucili wiarę w państwową opiekuńczość
        polegającą na coraz większej ilości programów socjalnych. Zamiast wspierać
        wzrost biurokracji, powinni oni przejąć od państwa swoje prawowite zadanie
        niesienia pomocy ubogim.

        Ks. Robert A. Sirico
        tłum. Agnieszka Łaska
        • szwager_z_laband i konsek inaczyj:) 04.11.05, 18:21
          zy państwo opiekuńcze jest przeżytkiem

          Odpowiedź na pytanie czy następuje obecnie zmierzch państwa opiekuńczego jest
          kwestią bardzo skomplikowaną, a znalezienie odpowiedzi na nie przyniosło by
          rozwiązanie wielu istotnych, bardzo złożonych zagadnień, zarówno z punktu
          widzenia teoretycznego, jak i praktycznego. Moim zamierzeniem nie będzie jednak
          udzielenie odpowiedzi na to pytanie, ponieważ jednoznaczna i wyczerpująca
          odpowiedź na dzień dzisiejszy jest chyba niemożliwa. Zaprezentuję natomiast
          kilka punktów widzenia oraz postaram się wyciągnąć parę konstruktywnych
          wniosków.

          Zagadnienie podziału, redystrybucji dochodu narodowego spotyka się z problemami
          natury etycznej oraz pragmatycznej. Kiedy administracja rządząca kieruje się do
          opinii publicznej z pytaniem o zwiększenie zabezpieczenia socjalnego,
          polepszenia standardu świadczeń zdrowotnych, społeczeństwo, kierowane emocjami
          widzi taką potrzebę i uzasadnia pozytywnie takie dążenia. Kiedy jednak pada
          stwierdzenie, że świadczenia takie obciążą kieszeń każdego z obywateli,
          większość zainteresowanych zmienia zdanie.

          Proces tworzenia się państwa socjalnego trzeba by rozpatrywać historycznie,
          ponieważ w perspektywie tej zmieniało się nastawienie rządzących do kierowania
          krajami. Począwszy od końca XIX w., a bardziej intensywnie w okresie po II
          wojnie światowej państwo obejmowało coraz szersze dziedziny życia społecznego
          kierując się w stronę welfare state, czyli formy państwa istniejącej w
          najbardziej uprzemysłowionych częściach świata, które stanowi cel i treść
          swojego istnienia, obejmując swoim władztwem wszystkich swoich obywateli. Taka
          koncepcja państwa socjalnego dominuje obecnie choćby w krajach Skandynawii,
          Wielkiej Brytanii, Niemczech, Kanadzie. Pierwsze działania w kierunku państwa
          socjalnego zaobserwowano w Prusach, kiedy w okresie rządów Bismarcka
          stwierdzono, że państwo należy angażować w działania socjalne, w celu
          zagwarantowania obywatelom świadczeń socjalnych. Aparat państwowy posiadał
          możliwości silnego ingerowania i interweniowania. Politykę na rzecz własnych
          obywateli prowadził także F.D. Roosevelt, przezwyciężając w ten sposób skutki
          wielkiego kryzysu na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku w
          Stanach Zjednoczonych. W praktyce walczono z bezrobociem, ubezpieczano
          bezdomnych, ustalano płace minimalne. Pomoc państwa własnym obywatelom jest
          niejako kompromisem politycznym, tworzącym zręby państwa socjalnego. Koncepcja
          pomocy państwa w Nowym Ładzie została uznana za pierwowzór nowoczesnego państwa
          opiekuńczego. Państwo socjalne cechuje się „nowym”, zreformowanym podejściem do
          stosunków społecznych, będących podstawą humanizacji pracy oraz świadczeń
          kompensacyjnych. Inna droga do welfare state prowadzona była w Wielkiej
          Brytanii, gdzie minimalny dochód, wyżywienie, zdrowie, edukację gwarantowało
          państwo w ramach uprawnień obywatelskich . W istocie, zdaniem Luhmanna cała
          sfera zaspakajania potrzeb ludzkich zostaje upolityczniona. Przyznanie
          kolejnych praw (politycznych), oraz wolności (słowa, religii, wolności od lęku,
          niedostatku) przyczyniło się do rozwoju aktywności coraz szerszych mas
          społecznych, świadomości obywatelskiej. Prawa te i wolności z czasem zostały
          zagwarantowane w takich dokumentach jak: Deklaracja Praw Człowieka ONZ,
          Europejskiej Karcie Socjalnej. Dzięki polityce socjalnej jest możliwe
          pogodzenie współistnienia demokracji oraz kapitalizmu. Jednak taki stan rzeczy,
          zdaniem wielu teoretyków, jest tylko stanem przejściowym, ponieważ nie sposób
          połączyć koncepcji socjalnego państwa opiekuńczego, celem którego jest
          zapewnienie choćby minimalnych świadczeń, pomocy, czy dochodu, z kapitalizmem,
          opartym na rywalizacji silnych podmiotów na rynku. Krytyka tej koncepcji
          państwa, skupia się z jednej strony na sprzecznościach projektu idei państwa
          socjalnego. Zdaniem Habermansa „rozwój państwa socjalnego prowadzi do
          wyczerpania się energii utopijnego społeczeństwa pracy”. Oznacza to, że nie
          jest prawdą, że dzięki szeroko rozbudowanej polityce socjalnej w państwie
          kapitalistycznym zostanie zlikwidowana niestabilność, nierówność, dysproporcja
          wynikająca z brutalnej gry rynkowej.

          Od połowy lat siedemdziesiątych coraz częściej pojawiają się głosy krytyki
          koncepcji państwa socjalnego, które, jak mówi Thurow „przestało być zdolną do
          bycia alternatywą, [...] zbankrutowało, znajduje się w odwrocie[...]”. Takie
          opinie i komentarze stały się powszechne, ze względu na pojawiające się procesy
          globalizacyjne. Kwestie gospodarczo-społeczne przestają być państwowe, zyskują
          zaś wymiar światowy; taki też charakter uzyskuje podział pracy oraz kwestie
          zabezpieczenia socjalnego. Liberalizacja, konkurencja, independencja na
          niespotykaną dotychczas skalę to zjawiska, sprzyjające otwarciu gospodarczemu w
          nieznanym kierunku, a przez co uniemożliwiające tworzenie państwa socjalnego
          (niemożliwość interwencji w sferę produkcji i konsumpcji).
          Innym zjawiskiem, powstałym na gruncie procesów globalizacyjnych jest „erozja,
          wydziedziczenie, lub wydzierżawienie państwa narodowego”. Państwo przestaje
          odpowiadać i brać odpowiedzialność za procesy, które mają miejsce. Tymczasem
          fundamentami państwa socjalnego jest odpowiedzialność, gwarancja bezpieczeństwa
          i eliminacja niestabilności.

          Przedmiotem zainteresowania państwa opiekuńczego stał się także problem
          omnipotencji jurysdykcji oraz biurokratyzacji rozciągających się na całość
          życia społeczeństwa. W tym ujęciu państwo w imię fałszywego ideału równości
          przekształca indywidualną wolność w pewnego rodzaju zniewolenie. W myśl teorii
          Habermansa następuje „kolonizacja życia codziennego”. Działanie państwa w celu
          uzyskania sprawiedliwości społecznej oraz bezpieczeństwa legitymizuje coraz
          większą biurokratyzację oraz jurysdykcję administracji rządzącej.

          Mimo istniejącej i wielowymiarowej krytyki państwa socjalnego, nie ma
          alternatywnego podejścia, gwarantującego rozwiązanie coraz bardziej złożonych
          problemów społecznych. Neoliberalne podejście, opierające się na postulatach
          ograniczenia zadań państwa, tworzeniu warunków do wolnej konkurencji przy
          jednoczesnym stwarzaniu równych szans obywatelom nie rozwiąże istniejących
          trudności.

          Innym ważnym dylematem koncepcji państwa socjalnego jest zaistnienie tzw.
          samoprzeciążenia systemu politycznego. Koncepcja ta zaakcentowana przez
          Luhmanna zakłada pojawienie się poglądu, że państwo bezpieczeństwa, w wyniku
          nadanych przez politykę gwarancji oraz zabezpieczeń socjalnych, może stanowić
          samoistne źródło dobrobytu, tzn. zabezpieczyć miejsca pracy, w ramach praw
          obywatelskich. Współczesne państwo jest coraz częściej postrzegane[...] jako
          gwarant praw nie tylko politycznych, ale i socjalnych. Odwrotnie, przeładowanie
          i samonapędzający się kryzys może także powstać na skutek braków, zaniechań w
          stosunku do kwestii socjalnych. Nieposłuszeństwo społeczne, negatywne postawy
          mogą być uzasadniane niedoborem czy brakiem określonych dóbr czy mocy
          pobudzających motywacje.

          Dzisiejsze państwo bezpieczeństwa, babcine, czy też nazywane przez
          Baumana „nianiusiowym” opiera się na bezpieczeństwie. W związku z zaistniałą
          potrzebą bezpieczeństwa w wielorakim wymiarze, jak pisze Luhmann, „państwo w
          rozbudowie biurokracji, w rozumieniu weberowskim, widzi szansę wywiązania się z
          zobowiązań”. Mimo zbiurokratyzowania struktur oraz panowania coraz większej
          racjonalizacji, trudności w zapanowaniu nad mnożącymi się programami
          zabezpieczeń nie maleje.

          Przypatrując się teorii kryzysu legitymizacji władzy można stwierdzić, że
          problem ten rodzi podobne konsekwencje, co samoprzeciążenie systemu. Nad
          państwem socjalnym, zdaniem Darendorfa, ciążą „nieograniczone zobowiązania
          wynikające z wydatków polityki społecznej”. Państwo jakoby znalazło się w
          • szwager_z_laband Re: i konsek inaczyj:) 04.11.05, 18:22
            Przypatrując się teorii kryzysu legitymizacji władzy można stwierdzić, że
            problem ten rodzi podobne konsekwencje, co samoprzeciążenie systemu. Nad
            państwem socjalnym, zdaniem Darendorfa, ciążą „nieograniczone zobowiązania
            wynikające z wydatków polityki społecznej”. Państwo jakoby znalazło się w
            impasie, ponieważ z jednej strony ciąży nad nim obietnica spełnienia postulatów
            socjalnych, które wiążą się nieuchronnie z podnoszeniem kosztów tej polityki, z
            drugiej strony stoi elektorat od którego, za sprawą podatków oraz różnych
            świadczeń, pobierane są środki przeznaczone na politykę społeczną. Luhmann
            twierdzi, że system polityczny ma określoną pojemność absorbowania kwestii
            społecznych, lecz na przeciwwadze stoi określony poziom samoreferencji.
            Państwo, jako samoreferencyjny system polityczny, również jest systemem
            samolegitymizującym się, ze względu na istnienie opinii publicznej, jako
            integralnego i nieodzownego elementu.

            Zaprezentowane wyżej teorie kryzysu rodzą przeświadczenie, że na obecnym
            poziomie rozwoju demokracji i kapitalizmu należałoby zrezygnować z państwa
            socjalnego, w którym znaczącą rolę odgrywają elity wielkiego biznesu nie tylko
            krajowego ale i ponadnarodowego. Istnienie i dalsze bogacenie się tej warstwy
            rodzi niezrównoważony, można by rzec dwubiegunowy rozwój społeczeństw, w
            których na jednym końcu występują nieliczni, choć bardzo majętni, wpływowi i
            opiniotwórczy członkowie społeczeństwa, na drugim zaś znaczna większość
            biednych obywateli. Mimo braku równowagi administracje państwowe, poprzez
            istniejący, a opisany wyżej kryzys legitymizacji, znajdują się pod presją
            jednych, jak i drugich. Mimo niezaprzeczalnego wpływu bogatych, elit, państwo
            nie jest w stanie realizować liberalnych koncepcji rynkowych, opartych prawie
            wyłącznie na leseferyźmie. Nie jest też w stanie realizować nadmiernego
            interwencjonizmu, zaspokajając większość potrzeb swoich obywateli.

            Można powiedzieć, że kolejne rządy umieszczone są pośrodku obu biegunów,
            bezwładnie próbując odnaleźć „złoty środek”, czy też „mniejsze zło” całej
            wielowymiarowej i niezmiernie skomplikowanej sytuacji.
            Nawiązując do pierwotnego pytania, czy państwo opiekuńcze jest przeżytkiem,
            uważam, że zdecydowanie nie jest. Mimo tego, że kształt, charakter państwa
            socjalnego ewoluuje pod wpływem różnych sił i procesów np. samoprzeciążenia,
            globalizacji. Osobiście przychylam się do zdania, że mimo wielu niedogodności,
            kryzysu, jaki trawi państwo opiekuńcze, jest ono jedyną alternatywą dla
            dzisiejszych społeczeństw. Prawdziwego, być może bardziej nieskazitelnego
            oblicza nabierze dopiero wówczas, kiedy system społeczno-gospodarczy, zacznie w
            pełni spełniać oczekiwania swoich twórców, przy minimalnym sprzeciwie jego
            odbiorców.



            Bibliografia:

            Bankowicz M., Tkaczyński J.W. 2003. Oblicza współczesnego państwa, Toruń.
            Dziewięcka-Bokun L., Mielecki J. 1997. Wybrane problemy polityki społecznej,
            Wrocław.
            Jasudowicz T. 1997. Administracja wobec praw człowieka, Toruń.
            Luhmann N., 1994. Teoria polityczna państwa bezpieczeństwa socjalnego, Warszawa.
            Ponikowski B., Zarzeczy J. 2002. Uwarunkowania współczesnej polityki
            społecznej, Wrocław. Sztompka P. 2002. Socjologia. Analiza społeczeństwa,
            Warszawa.
            Sztumski J. 1997. Zmierzch państwa opiekuńczego?, Polityka Społeczna, nr 1, s.
            1-3.

            Pomoce:
            Bauman Z. 2003. Ponowoczesny świat i jego wyznania, Res Humana, marzec –
            kwiecień, nr 2 (63), s. 26-32.
            Gilder G. 2001. Bogactwo i ubóstwo, Poznań.
            Grela L. 1994. Polityka społeczna – polityczne rozdroże, Polityka Społeczna, nr
            11/12, s. 1-4.
    • szwager_z_laband Re: wontek niy ino do Slezana 09.11.05, 23:10
      sam slezan udowou ize niy widziou :))

      abo?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka