Dodaj do ulubionych

staro nowo moda

07.06.06, 00:51
Na Śląsku Cieszyńskim do łask wracają tradycyjne stroje


Ewa Furtak 04-06-2006 , ostatnia aktualizacja 04-06-2006 20:00

Uważany przez lata za coś gorszego niż ubranie panoczków tradycyjny,
regionalny strój w wielkim stylu wraca na salony. Pierwszy dostaje się na
roczek, ostatni - do trumny.


W cieszyńskim parku Pokoju mimo deszczu zaroiło się w niedzielę od ludzi
ubranych w kolorowe, regionalne stroje z całego Śląska Cieszyńskiego. W takich
strojach występowali muzycy z regionalnych zespołów, ale ubrali się w nie
także tłoczący się pod parasolami widzowie. Zachęciło ich do tego Koło nr 6
Macierzy Ziemi Cieszyńskiej. Nie było to trudne, bo na Śląsku Cieszyńskim taki
strój jest w bardzo wielu domach. - Czasem jest przekazywany z pokolenia na
pokolenie - mówi Mariusz Makowski, historyk z Muzeum Śląska Cieszyńskiego.

Pokazywanie się w tradycyjnym stroju zrobiło się bardzo modne. Anna
Belko-Hajek pochodzi z Warmii. Podczas studiów poznała rodowitego
cieszynianina, kształcił się na weterynarza na tej samej uczelni. Pobrali się,
dziesięć lat temu zamieszkali w Cieszynie. - Moje rodzinne strony to trochę
taka Ameryka: mało jest u nas miejscowych, większość to ludzie, którzy
zjechali tam z najróżniejszych stron. Przez lata strój regionalny widziałam
tylko w muzeum i u koleżanki tańczącej w zespole ludowym. Tutaj, w Cieszynie,
gdy ktoś chce się odświętnie ubrać, nie wkłada garsonki czy garnituru, ale
właśnie regionalny strój - opowiada Anna.

Takie okazje to msze z okazji roczku, komunie, wesela, a nawet wyjścia do
teatru na występy regionalnych zespołów. Pięcioipółletnia Marysia, córka Anny,
podczas swoich pierwszych urodzin wystąpiła po raz pierwszy w życiu w
regionalnym, wypożyczonym stroju. Jej niespełna trzyletni brat Staś jako
pierwsza osoba w rodzinie doczekał się własnego stroju. Spodnie i kamizelkę
uszyła dla niego miejscowa krawcowa, wzięła za to 100 zł. Staś wyrósł już z
ubrania, ale zostanie ono w rodzinie. Dla następnych pokoleń.

Także w okolicach Istebnej, Jaworzynki i Koniakowa tradycyjne stroje wracają
do łask. Różnią się od tych z Cieszyna, bo to typowe stroje góralskie. Józef
Michałek, gospodarz z istebniańskiej Andziołówki, wspomina spotkanie Jana
Pawła II z góralami w Zakopanem. Podczas transmisji kazania kamera kilka razy
zatrzymała się na jego nieżyjącej już, ubranej w regionalny strój mamie. Widać
operatorowi kamery jej ubiór bardzo się spodobał. - Może to, co dzieje się
teraz, ma właśnie związek ze słowami Papieża? On przecież nieraz powtarzał:
"Nie wstydźcie się swojej tożsamości" - mówi Michałek. - Mnie ostatnio
zaczepiła sąsiadka. Powiedziała, że właśnie zamówiła sobie tradycyjny strój.
Do trumny...

Górale przestali się wstydzić, znowu zaczęli chodzić w regionalnych strojach.
Dla siebie, a nie po to, żeby przypodobać się turystom. Nie zraża ich, że
wełniane gacie drapią, a cepry nie potrafią zapamiętać, że chustka na głowę to
szatka, a nie szmatka.

Zbyszek Wałach ze słynnej istebniańskiej kapeli Wałasi uważa, że tradycję
noszenia regionalnego stroju zabiły lata PRL-u. Choć dzięki licznym Cepeliom
ludowa kultura wtedy kwitła, zaczęła się kojarzyć z "wiejskością" w negatywnym
znaczeniu tego słowa. Strój zaczął być postrzegany jako niemodny ubiór, w
którym poza dożynkami i występami na scenie chodzić nie wypadało. - Teraz jest
zupełnie inaczej - mówi Wałach.

Nawet młodzież dała się przekonać, że warto czasem zamienić dżinsy i
bawełniane koszulki na regionalne stroje. Strój ma np. Zuzanna Juroszek z
Jaworzynki, uczennica Zespołu Szkół Gastronomiczno-Hotelarskich w Wiśle.
Dostała go w prezencie od babci, nie lubi nikomu pożyczać. - U nas w
Jaworzynce, jak tylko jest jakaś okazja, jeden drugiego pyta: czy idziemy w
stroju? - opowiada Zuzanna.

Wielu młodych z beskidzkiej Trójwsi wyjeżdża teraz za chlebem do Irlandii czy
Londynu. Niektórzy proszą: "Mamo, proszę, przyślij mi w paczce naszą
istebniańską koszulę, bez niej jest jakoś głupio".
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka