Dodaj do ulubionych

Nie ma jutro!

08.07.07, 12:36
odra.okis.pl/article.php/170
Z Markiem Edelmanem rozmawia Paweł Tomczyk

– Moi rodzice, którzy wojnę i okupację przeżyli będąc dziećmi, wychowali mnie
w przekonaniu, iż po Niemcach nie można się spodziewać niczego dobrego. Do
tego dołożyła się komunistyczna propaganda. W efekcie pojęcie „dobry Niemiec”
było dla mnie przez wiele lat sprzecznością samą w sobie. Kiedy już po
studiach jeździłem do RFN, by na czarno zarobić na wynajmowanie mieszkania w
Polsce, mój ojciec nie potrafił się z tym pogodzić…
– Znam to, znam… Nie z własnego doświadczenia, ale z opowieści rodziców,
nienawidzących swych dzieci za to, że jadą na wycieczkę do Berlina.

– Ale przecież poznają kraj, ludzi, Niemcy poznają ich, i z takich kontaktów
może wreszcie wyrosnąć jakaś autentyczna, pozbawiona uprzedzeń i kompleksów
przyjaźń.
– Tak, tak… Ale wyobraźmy sobie, że mamusia takiego podróżnika siedziała na
Pawiaku, gdzie była dwa tygodnie, przez dwadzieścia cztery godziny na dobę,
przesłuchiwana przez gestapo. Leżała jako strzęp człowieka i wreszcie za
łapówkę, na którą złożyła się cała rodzina, została jakoś wykupiona. Przez
parę miesięcy potem nie mogła chodzić, bo miała odbite pięty… Trudno żądać
wyrozumiałości od takiej osoby. Ona nie wie, kto personalnie ją bił, wie, że
to był człowiek w niemieckim mundurze, reprezentujący całe państwo. A państwo
nie jest abstrakcją – składa się z obywateli. Jej przekonanie, że wszyscy
obywatele niemieccy popierają to państwo, jest uzasadnione. Bo gdy szła
ulicą, to młodzi, dwudziestoparoletni chłopcy, którzy służyli w armii
niemieckiej, na przykład w lotnictwie, wytykali ją palcami albo bili. Albo
przychodzili do jej domu, wyrzucali wszystkie rzeczy na podwórko i szukali
złota. Jeżeli jej nie zabili, to zabili jej kolegę. Ile jest w Warszawie
miejsc upamiętniających publiczne egzekucje, podczas których rozstrzeliwano
ludzi z łapanki, przypadkowych cywilów? Taka kobieta po prostu nie może, nie
umie powiedzieć: „Jedź sobie do Niemiec moje dziecko i poznaj ich!” Bo sama
poznała ich aż za dobrze. I boi się, że innych, lepszych Niemców po prostu
nie ma. Oczywiście że nie wszyscy Niemcy mają głęboko zakodowane te dwanaście
lat hitleryzmu. Są również pewno bardzo mili ludzie, pragnący dobrego świata,
ale trzeba na nich trafić. A jej się akurat przez te pięć lat okupacji nie
udało trafić na takiego Niemca. Wielu innym też… Nie można więc chyba mieć
pretensji, że są w Polsce rodzice, którzy nie chcą, by ich dzieci jeździły do
Niemiec. A jeśli dzieci jadą, to rodzicom jest przykro, że ich dzieci są już
jakby po innej stronie. Bo sami znają z niemieckiego tylko słowa: raus
verfluchte i mach mal los.
– … obserwuję z lekkim niepokojem, że dzisiaj te okupacyjne
historie „wychodzą z mody”, jeśli można tak powiedzieć. Nie wypada – wydaje
się – wchodzić do Unii z takimi lekturami pod pachą. Być może za parę lat
Zośka, Alek, Rudy i ich koledzy nie będą bohaterami, tylko ofiarami
nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, którym po prostu nie udało się przeżyć
wyjątkowo ciężkich czasów?
– Wie pan, to bardzo trudno powiedzieć. To zależy, jakie warunki kulturowe i
ekonomiczne będzie miało społeczeństwo. Czy Unia Europejska potrafi
rzeczywiście scalić tę Europę? Widzimy, co się dzieje na Bliskim Wschodzie,
gdzie jest zupełnie inna kultura i gdzie dyktatura rządzi praktycznie
wszędzie. Gdzie gardzi się życiem ludzkim albo mówi się, że dobrze jest
zginąć, bo na tamtym świecie będziesz miał hurysy z obydwu stron. A że tych
dyktatorów trzeba likwidować, to nie ulega żadnej wątpliwości. Może być nawet
kulawa demokracja, ale niech będzie, bo wtedy rodzą się świeże gałązki
zieleni. Przecież w Polsce KOR był też tylko drobną gałązką świeżej zieleni –
raptem dwadzieścia osób. A wyszła z tego dobra sprawa. Nie ingerowano w
wewnętrzne sprawy Niemiec i widzieliśmy, co z tego wynikło. Dlatego trzeba
było ingerować w Iraku… to, czy Irak miał bombę atomową, czy jej nie miał,
było sprawą obojętną. To była dyktatura podtrzymująca terroryzm na świecie,
faszystowskie, szowinistyczne elementy. I to było niebezpieczne. Nie tylko
dla samego Iraku nawet, ale dla całego świata.

– To brzmi trochę jak „mniejsze zło”?
– To nie jest sprawa mniejszego zła, tylko sprawa przyszłości. Trzeba
niszczyć dyktatury. Trzeba było zniszczyć Pol Pota. Nie ma o czym mówić. Że
to akurat zrobili Wietnamczycy, którzy sami mają dyktaturę? Trudno, ale
dzięki temu sześć milionów ludzi żyje, nie są codziennie zabijani. Przecież
gdyby nie zniszczono Pol Pota, to najprawdopodobniej już by nie żyli. Gdyby
Kambodża zwyciężyła, to cała Azja Południowo-Wschodnia mogłaby się stać
jednym wielkim obozem zagłady. Mówi się, że dzisiaj Japonia jest krajem
demokratycznym, ale przecież demokrację jej narzucono, konstytucję podyktował
Mc Arthur. Okupacja amerykańska zmusiła Japończyków do demokracji. Kto
widział Most na rzece Kwai, ten wie, że Japończycy zachowywali się w obozach,
i nie tylko w obozach, jak normalni bandyci. Żeby była demokracja, trzeba
czasami na początku użyć siły. I potem bardzo pilnować, żeby się znów nie
odrodziło coś złego. To chyba wszystko.

– Ale w jaki sposób pilnować, jeśli ostatnio mówi się przede wszystkim o
przyjaźni z Niemcami, o Niemcach jako naszym największym orędowniku w Unii. A
przyjaciołom trudno patrzeć na ręce, wypada mieć do nich zaufanie. W związku
z tym dyskutujemy z nimi na przykład o zwrocie berlińskiej biblioteki, tak
jakbyśmy ją im ukradli. I w tym wszystkim odzywa się nagle w „Tygodniku
Powszechnym” pan, przypominając wyraźnie i ostro sprawy odległej zdawałoby
się już przeszłości.
– Stwierdzenie, że chodziło mi w tej wypowiedzi tylko o Niemców, jest
nieścisłe. To jest ogólna sprawa ustrojów totalitarnych – jak one zaczynają i
jak muszą skończyć. To jest sprawa psychiki ludzkiej, która tak szybko, z
pokolenia na pokolenie, się nie zmienia. Mamy tego przykład naoczny chociażby
w Polsce. Tu jest pełno ludzi myślących i postępujących tak samo jak za
czasów PRL. Przyzwyczajenia są dziedziczone z pokolenia na pokolenie. Często
szkoła, nauczyciele też są tacy. Humanizm jest trudny do wszczepienia
społeczeństwu, które w ten czy inny sposób przeżyło ustrój totalitarny. Bo
ono w ogóle nie rozumie, co to znaczy różnić się? Bo jeśli już różnimy się,
to ja muszę mieć rację… Jedno pokolenie tego nie załatwi. Niemcy są
najlepszym przykładem demokracji, w której obyczaje i sposób myślenia
pozostały totalitarne. Różnica między Niemcami Wschodnimi a Zachodnimi jest
ogromna. Wschodni Niemcy w myśleniu są zupełnie komunistyczni. Tam wybuchają
największe nacjonalizmy. Mimo iż w porównaniu z tym, co było w czasach NRD,
żyje im się dzisiaj znacznie lepiej. Podsumowując, powiedziałem to dlatego,
że wyszła sprawa Centrum Wypędzonych, które – czy autorzy tej idei chcą, czy
nie chcą – bez żadnych wątpliwości stanie się centrum nacjonalistycznym.
Jeżeli się mówi, że Niemcy ponieśli tak straszne straty w trakcie
przesiedleń, nazywa się je wypędzeniem – to wokoło tego powstaje ruch
nacjonalistyczny. Musi powstać. Już mamy pierwsze sygnały. Minęło pół roku
dyskusji na ten temat w Niemczech i już organizacje zrzeszające mieszkańców
byłych Prus Wschodnich zaczynają żądać odszkodowań od Polski. To pierwszy
krok, po którym można obawiać się następnych.
Obserwuj wątek
    • stix Nie ma jutro! 08.07.07, 12:39
      – Ale podobno tak popularna ostatnio u nas pani Erika Steinbach w Niemczech
      jest postacią praktycznie nieznaną?
      – Być może jest to margines, być może społeczeństwo niemieckie nie popiera w
      tej chwili tych dążeń, ale nie wolno być lekkomyślnym. Trzeba sobie
      przypomnieć, że antyhitlerowskich głosów było w 1931 roku 13 milionów. A dwa
      lata później podczas Parteitagów cały naród krzyczał… Największe postaci
      Niemiec – poza tymi, którzy uciekli – współpracowały z tą ideologią... choćby
      Martin Heidegger. Nie chcę wymieniać żadnych innych nazwisk, ale akurat sprawa
      Heideggera jest powszechnie znana. Amerykanie okazali się genialni, gdy po
      śmierci Rudolfa Hessa nie pozwolili zrobić mu grobu.

      – Również twierdzę Spandau, w której był trzymany, zrównano z ziemią…
      – Tak. Dzięki temu nie ma miejsca, wokół którego można by się jednoczyć.
      Nacjonalizmy w dzisiejszych Niemczech nie wygasły do końca. Wprawdzie nie ma
      Żydów i nie ma się na kim mścić – zresztą za to akurat grożą wielkie kary – ale
      podpalić dom Kurdów czy Turków już jest elegancko. I kary w takich wypadkach –
      o ile znajdzie się winnych – nie są wcale odstraszające. Stosunek Niemców do
      obcych nie jest niczym nowym. Dwanaście lat hitleryzmu zostawiło głęboki ślad w
      tym społeczeństwie. I niech mi nie mówią, że społeczeństwo składa się tylko z
      jednostek… Społeczeństwo działa jak masa. I działa pod wpływem propagandy,
      która może być dobra czy zła, jako jedność.

      – Dwadzieścia lat temu na spotkaniu ze studentami Katolickiego Uniwersytetu
      Lubelskiego Andrzej Wajda opowiedział zdarzenie z planu Miłości w Niemczech –
      filmu o uczuciu między Niemką a Polakiem, co wówczas było zbrodnią „zhańbienia
      rasy”. Przygotowania do sceny egzekucji tego Polaka zakończono w piątek i w
      kamieniołomach gdzieś za miastem pozostała świeżo wzniesiona solidna, drewniana
      szubienica. Kiedy w poniedziałek ekipa przybyła na plan, okazało się, że
      szubienicy nie ma, została ścięta piłą spalinową. Wajda opowiadał o swoim
      zaskoczeniu, bo przecież Wochenende w Niemczech to jest w zasadzie święty czas
      wypoczynku. A tu komuś najwyraźniej zachciało się zapakować tę ciężką piłę na
      samochód, pojechać za miasto i wykonać kawał solidnej pracy. Co było powodem?
      To, że współcześni Niemcy wciąż nie potrafią tak naprawdę uporać się z
      poczuciem odpowiedzialności za zbrodnie II wojny światowej. Tłumaczą sobie, że
      wszystkiemu winien był Hitler. No, ale przecież sam Hitler nie dałby rady.
      Zatem jeszcze hitlerowcy… Ale ilu ich było? Kilkaset tysięcy. A tymczasem
      transporty do obozów zagłady przejeżdżały przez normalne, ciche niemieckie
      miasteczka, ktoś musiał je odprawiać, ktoś przestawiał zwrotnice, żeby pociąg
      pojechał we właściwą stronę…
      – Dobrze jest odwrócić głowę od nieszczęścia. Nieprzyjemne rzeczy wypiera się z
      pamięci, ale jak przychodzi odpowiedni bodziec, to ta pamięć łatwo się
      odświeża. Bardzo łatwo pobudzić pamięć w stronę niechęci, nienawiści, trudniej
      w stronę miłości, dobroci. Człowiek jest taką istotą, która lubi być władczą.
      Herrschaft – jak to się mówi po niemiecku – jest bardzo charakterystyczne dla
      człowieka. Te wszystkie humanitarne idee to wykwity kultury, która w Europie
      kształtowała się przez wiele lat, obejmując państwa dobrobytu – bo tam, gdzie
      jest głód, tam nie ma humanitaryzmu. I dlatego też są ludzie, którzy uważają,
      iż Niemcy byli bardzo poszkodowani przez to, że ich wysiedlono z terenów
      Polski, i tym samym stali się podobni do wszystkich narodów Europy, które były
      ofiarami. Chcą w ten sposób znaleźć aprobatę elitarnych kręgów europejskich, w
      ogóle tej Europy, która ma demokrację od dwustu lat i w związku z tym prawa
      jednostki są tam bardziej szanowane. W Niemczech to wszystko wciąż jest bardzo
      młode, więc mówienie, że Niemcy własną ciężką pracą stworzyli ten demokratyczny
      kraj, to jest chyba przesada. Bo nie Niemcy swą ciężką pracą, ale po prostu
      narzucono im ustrój demokratyczny, dając przy okazji kolosalną ilość pieniędzy.
      Rzeczywiście potem pracowali ciężko i umieli te pieniądze spożytkować. A w
      dobrobycie, jak się ma pełny żołądek i do tego mercedesa, nienawiść nie jest
      taka wielka. Taka jest prawda. I dlatego właśnie to jest tak niebezpieczne. Bo –
      broń Boże – jakiekolwiek załamanie niemieckiej koniunktury może być przyczyną
      tragedii. Tradycje totalitaryzmu, pogardy dla człowieka, pochwały zbrodni i
      usprawiedliwiania morderstw są tam jeszcze bardzo świeże. Pięćdziesiąt czy
      sześćdziesiąt lat to bardzo niewiele, ledwie dwa-trzy pokolenia. W domu uczą
      się tego samego, znamy przykłady. Przecież mamusia nie mówi, że tatuś był
      esessowcem i pracował w obozie zagłady, a cała rodzina o tym wiedziała, bo
      korzystała z „Winterhilfu” – nosiła ciepłe rzeczy pozyskiwane z obozów. Nie
      mówi, więc młodzi Niemcy tego nie wiedzą. Ale instynkt, że tak powiem narodowy,
      szowinistyczny jest w każdym człowieku. Każdy lubi być lepszy od innych. I jak
      tylko powiedzą, że jest prześladowany, to ten instynkt się budzi. Jestem
      prześladowany, no to im pokażę! Na początku chcę być równy, a potem – jak się
      win nie udaje zatrzeć – to ja się odegram. Dlatego powstawanie takich ośrodków
      jest niebezpieczne.

      ------------------------
      Dlaczego Niemcy tak boją się szubienicy?
    • stix Nie ma dobrych Niemców... 08.07.07, 12:41
      "Oczywiście że nie wszyscy Niemcy mają głęboko zakodowane te dwanaście
      lat hitleryzmu. Są również pewno bardzo mili ludzie, pragnący dobrego świata,
      ale trzeba na nich trafić. A jej się akurat przez te pięć lat okupacji nie
      udało trafić na takiego Niemca. Wielu innym też…"
    • stix Amerykanie ucywilizowali Niemców i Japończyków? 08.07.07, 12:42
      "Mówi się, że dzisiaj Japonia jest krajem demokratycznym, ale przecież
      demokrację jej narzucono, konstytucję podyktował Mc Arthur. Okupacja
      amerykańska zmusiła Japończyków do demokracji. Kto widział Most na rzece Kwai,
      ten wie, że Japończycy zachowywali się w obozach, i nie tylko w obozach, jak
      normalni bandyci. Żeby była demokracja, trzeba czasami na początku użyć siły. I
      potem bardzo pilnować, żeby się znów nie odrodziło coś złego."
    • stix Niemcy nacjonalistami (nazistami)? 08.07.07, 12:44
      "Różnica między Niemcami Wschodnimi a Zachodnimi jest
      ogromna. Wschodni Niemcy w myśleniu są zupełnie komunistyczni. Tam wybuchają
      największe nacjonalizmy. Mimo iż w porównaniu z tym, co było w czasach NRD,
      żyje im się dzisiaj znacznie lepiej. Podsumowując, powiedziałem to dlatego,
      że wyszła sprawa Centrum Wypędzonych, które – czy autorzy tej idei chcą, czy
      nie chcą – bez żadnych wątpliwości stanie się centrum nacjonalistycznym.
      Jeżeli się mówi, że Niemcy ponieśli tak straszne straty w trakcie
      przesiedleń, nazywa się je wypędzeniem – to wokoło tego powstaje ruch
      nacjonalistyczny. Musi powstać. Już mamy pierwsze sygnały. Minęło pół roku
      dyskusji na ten temat w Niemczech i już organizacje zrzeszające mieszkańców
      byłych Prus Wschodnich zaczynają żądać odszkodowań od Polski. To pierwszy
      krok, po którym można obawiać się następnych."
    • stix Niemców trzeba krótko trzymać? 08.07.07, 12:46
      "– Ale podobno tak popularna ostatnio u nas pani Erika Steinbach w Niemczech
      jest postacią praktycznie nieznaną?
      – Być może jest to margines, być może społeczeństwo niemieckie nie popiera w
      tej chwili tych dążeń, ale nie wolno być lekkomyślnym. Trzeba sobie
      przypomnieć, że antyhitlerowskich głosów było w 1931 roku 13 milionów. A dwa
      lata później podczas Parteitagów cały naród krzyczał… Największe postaci
      Niemiec – poza tymi, którzy uciekli – współpracowały z tą ideologią... choćby
      Martin Heidegger. Nie chcę wymieniać żadnych innych nazwisk, ale akurat sprawa
      Heideggera jest powszechnie znana. Amerykanie okazali się genialni, gdy po
      śmierci Rudolfa Hessa nie pozwolili zrobić mu grobu."
    • stix Stosunek Niemców do obcych... 08.07.07, 12:47
      "– Również twierdzę Spandau, w której był trzymany, zrównano z ziemią…
      – Tak. Dzięki temu nie ma miejsca, wokół którego można by się jednoczyć.
      Nacjonalizmy w dzisiejszych Niemczech nie wygasły do końca. Wprawdzie nie ma
      Żydów i nie ma się na kim mścić – zresztą za to akurat grożą wielkie kary – ale
      podpalić dom Kurdów czy Turków już jest elegancko. I kary w takich wypadkach –
      o ile znajdzie się winnych – nie są wcale odstraszające. Stosunek Niemców do
      obcych nie jest niczym nowym. Dwanaście lat hitleryzmu zostawiło głęboki ślad w
      tym społeczeństwie. I niech mi nie mówią, że społeczeństwo składa się tylko z
      jednostek… Społeczeństwo działa jak masa. I działa pod wpływem propagandy,
      która może być dobra czy zła, jako jedność."
    • stix Wszyscy Niemcy są winni... 08.07.07, 12:48
      "To, że współcześni Niemcy wciąż nie potrafią tak naprawdę uporać się z
      poczuciem odpowiedzialności za zbrodnie II wojny światowej. Tłumaczą sobie, że
      wszystkiemu winien był Hitler. No, ale przecież sam Hitler nie dałby rady.
      Zatem jeszcze hitlerowcy… Ale ilu ich było? Kilkaset tysięcy. A tymczasem
      transporty do obozów zagłady przejeżdżały przez normalne, ciche niemieckie
      miasteczka, ktoś musiał je odprawiać, ktoś przestawiał zwrotnice, żeby pociąg
      pojechał we właściwą stronę…"
      • stix Włoski więzień Aldo Coradello... 08.07.07, 13:48
        tydzienzulawski.republika.pl/interest.htm
        Ocena postępowania ludności niemieckiej przez więźniów obozu jest jednoznacznie
        negatywna. Więzień Aldo Coradello pisze w swoich wspomnieniach:
        "Odpowiedzialność za te wszystkie okrutne czyny spada na całą partię
        nazistowską i na większą część narodu niemieckiego. Bo cóż to za naród, który
        spokojnie znosił te straszliwości dokonywane rzekomo w imię patriotyzmu? Cóż to
        za ludzie, którzy dzień po dniu spokojnie wysłuchiwali przemówień wodzów
        politycznych: <<zniszczymy rasę żydowską, naród rosyjski, polską nację>>. Czyż
        żaden Niemiec nie zadał sobie trudu, żeby choć przez chwilę rozważyć te słowa?
        Największym wstydem jest stosowanie dziś tej <<broni nieświadomości>>, jako
        jedynego usprawiedliwienia, na to – co robiło Gestapo w okupowanych krajach, a
        co w obozach".
    • stix Niemcy boją się szubienicy? 08.07.07, 12:49
      "– Dwadzieścia lat temu na spotkaniu ze studentami Katolickiego Uniwersytetu
      Lubelskiego Andrzej Wajda opowiedział zdarzenie z planu Miłości w Niemczech –
      filmu o uczuciu między Niemką a Polakiem, co wówczas było zbrodnią "zhańbienia
      rasy". Przygotowania do sceny egzekucji tego Polaka zakończono w piątek i w
      kamieniołomach gdzieś za miastem pozostała świeżo wzniesiona solidna, drewniana
      szubienica. Kiedy w poniedziałek ekipa przybyła na plan, okazało się, że
      szubienicy nie ma, została ścięta piłą spalinową. Wajda opowiadał o swoim
      zaskoczeniu, bo przecież Wochenende w Niemczech to jest w zasadzie święty czas
      wypoczynku. A tu komuś najwyraźniej zachciało się zapakować tę ciężką piłę na
      samochód, pojechać za miasto i wykonać kawał solidnej pracy. Co było powodem?"
    • stix Prawda o Niemcach... 08.07.07, 12:50
      "– Dobrze jest odwrócić głowę od nieszczęścia. Nieprzyjemne rzeczy wypiera się
      z
      pamięci, ale jak przychodzi odpowiedni bodziec, to ta pamięć łatwo się
      odświeża. Bardzo łatwo pobudzić pamięć w stronę niechęci, nienawiści, trudniej
      w stronę miłości, dobroci. Człowiek jest taką istotą, która lubi być władczą.
      Herrschaft – jak to się mówi po niemiecku – jest bardzo charakterystyczne dla
      człowieka. Te wszystkie humanitarne idee to wykwity kultury, która w Europie
      kształtowała się przez wiele lat, obejmując państwa dobrobytu – bo tam, gdzie
      jest głód, tam nie ma humanitaryzmu. I dlatego też są ludzie, którzy uważają,
      iż Niemcy byli bardzo poszkodowani przez to, że ich wysiedlono z terenów
      Polski, i tym samym stali się podobni do wszystkich narodów Europy, które były
      ofiarami. Chcą w ten sposób znaleźć aprobatę elitarnych kręgów europejskich, w
      ogóle tej Europy, która ma demokrację od dwustu lat i w związku z tym prawa
      jednostki są tam bardziej szanowane. W Niemczech to wszystko wciąż jest bardzo
      młode, więc mówienie, że Niemcy własną ciężką pracą stworzyli ten demokratyczny
      kraj, to jest chyba przesada. Bo nie Niemcy swą ciężką pracą, ale po prostu
      narzucono im ustrój demokratyczny, dając przy okazji kolosalną ilość pieniędzy.
      Rzeczywiście potem pracowali ciężko i umieli te pieniądze spożytkować. A w
      dobrobycie, jak się ma pełny żołądek i do tego mercedesa, nienawiść nie jest
      taka wielka. Taka jest prawda. I dlatego właśnie to jest tak niebezpieczne. Bo –
      broń Boże – jakiekolwiek załamanie niemieckiej koniunktury może być przyczyną
      tragedii. Tradycje totalitaryzmu, pogardy dla człowieka, pochwały zbrodni i
      usprawiedliwiania morderstw są tam jeszcze bardzo świeże. Pięćdziesiąt czy
      sześćdziesiąt lat to bardzo niewiele, ledwie dwa-trzy pokolenia. W domu uczą
      się tego samego, znamy przykłady. Przecież mamusia nie mówi, że tatuś był
      esessowcem i pracował w obozie zagłady, a cała rodzina o tym wiedziała, bo
      korzystała z "Winterhilfu" – nosiła ciepłe rzeczy pozyskiwane z obozów. Nie
      mówi, więc młodzi Niemcy tego nie wiedzą. Ale instynkt, że tak powiem narodowy,
      szowinistyczny jest w każdym człowieku. Każdy lubi być lepszy od innych. I jak
      tylko powiedzą, że jest prześladowany, to ten instynkt się budzi. Jestem
      prześladowany, no to im pokażę! Na początku chcę być równy, a potem – jak się
      win nie udaje zatrzeć – to ja się odegram. Dlatego powstawanie takich ośrodków
      jest niebezpieczne."
      • bonbon1 Re: Prawda o Niemcach... 08.07.07, 12:56
        Czesc stix, niestety przeczytalem jedynie ostatnie zdanie twoich, z pewnoscia
        interesujacych jak zwykle, wypowiedzi. Tak napewno sa takie osrodki, gdzie
        uzyskasz pomocy. Mocno w to wierze.
        • pauulek Re: Prawda o Niemcach... 08.07.07, 13:15
          Toszek?
          • bonbon1 Re: Prawda o Niemcach... 08.07.07, 13:19
            Kto mo troszka, to do Toszka.
            Kto mo bzika, to do Rybnika,
            A kto na nic, to do Branic.
            :)
          • gryfny Re: Prawda o Niemcach... 08.07.07, 13:20
            Branice?
            • bonbon1 Re: Prawda o Niemcach... 08.07.07, 13:27
              www.branice.pl/
    • pauulek Re: Nie ma jutro! 08.07.07, 13:21
      "Kiedy już po
      studiach jeździłem do RFN, by na czarno zarobić na wynajmowanie mieszkania w
      Polsce, mój ojciec nie potrafił się z tym pogodzić…"
      To je richtig fajne zdanie , kaj bola angla, francjo italia abo usa?Ruskie
      ruble tyz boly dobre, mog sie na BAM-ie dorobic niy niymieckie marki i chlyb mu
      lepiyj smakowaly
      • bonbon1 Re: Nie ma jutro! 08.07.07, 13:25
        ...i na czarno oczywiscie. Jak to stix zawsze pisze, bezwzglednie karac
        wszystkich przestepcow.
        • stix Likwidacja niemieckich przestępców. 08.07.07, 13:34
          www.poszukiwania.pl/portal/modules.php?name=News&file=print&sid=353
          Dochodziła godzina 16.00 gdy wreszcie wystawione czujki usłyszały turkot wozów.
          Była to ekspedycja patrolująca teren Janowa. Wśród jej członków znajdował się
          kat i oprawca ludności polskiej, Niemiec Schubert zwany Krwawym Julkiem. To na
          niego partyzanci 8 listopada 1944 roku urządzili zasadzkę aby wykonać wyrok
          śmierci za zbrodnie jakich się dopuścił.

          Krwawy Julek był na liście niemieckich zbrodniarzy numerem jeden w regionie.
          Partyzanci wielokrotnie starali się go zlikwidować, jednak Niemiec pilnował się
          i zawsze uchodził z życiem. Sytuacja mogła się zmienić po akcji, w której co
          prawda Schubert uszedł z życiem, jednak zginął komendant posterunku w Żarkach
          Schmidt. Po jego śmierci komendantem został mianowany oberleutnant Brzeźniok.

          Brzeźniok został przeniesiony z Buska gdzie współpracował z polskim ruchem
          oporu. Po jego przybyciu Armia Krajowa uruchomiła swoje kontakty i nawiązała z
          nim współpracę. Brzeźniok na stanowisku komendanta chronił w granicach swoich
          możliwości okoliczną ludność przed morderczymi zapędami swojego zastępcy. Po
          jakimś czasie Schubert zaczął podejrzewać Brzeźnioka ale z powodu braku dowodów
          nie potrafił udowodnić zwierzchnikom jego związków z podziemiem.

          Nie mogąc doprowadzić do zdekonspirowania Brzeźnioka partyzanci podjęli decyzję
          o niezwłocznej likwidacji Schuberta. Oczekiwali nadarzającej się okazji aby
          kolejna akcja zakończyła się sukcesem. I właśnie taka okazja nadarzyła się 8
          listopada 1944 r.

          Przeprowadzenie akcji zostało powierzone grupie Twardego. Jako miejsce zasadzki
          został wybrany obszar na trasie Żarki-Janów w okolicach Diabelskich Mostów.
          Odział partyzancki podzielił się na trzy grupy, którymi dowodzili Bas, Dańko i
          Kotek. Wybrane miejsce było dobrze ulokowane. Dawało pełny obraz zasadzki,
          stanowiska na Diabelskich Mostach, na których usadowiło się 6 strzelców
          wyborowych, trzymały w szachu zaatakowanych Niemców. Reszta oddziałów ulokowała
          się po obydwu stronach szosy.

          Cała akcja została zaplanowana i przygotowana na najwyższym poziomie. Jedynym
          problemem była obecność w grupie Niemców Brzeźnioka, któremu nie mogło się nic
          stać podczas akcji. Przy planowaniu akcji partyzanci podjęli decyzję aby pomimo
          jego obecności w ekspedycji przeprowadzić atak i wyeliminować Schuberta.

          Po 16.00 wyłonił się pierwszy wóz, za nim pojawiły się następne. Padł strzał,
          pierwszy strzał, który był znakiem rozpoczęcia akcji. Po nim otworzyli do
          kolumny ogień inni partyzanci. Cała kolumna wozów została „zalana” ogniem z
          karabinów. Na znak Twardego wstrzymano ogień i udano się do wozów. Na miejscu
          okazało się, że zginął Polak, który był woźnicą. Zginął ponieważ nie dostosował
          się do instrukcji, która mówiła żeby furmani wożący Niemców po pierwszym
          strzale zeskakiwali na stronę, z której padł pierwszy strzał.

          Partyzanci zaczęli przeszukiwać miejsce zasadzki. Według informacji powinno
          znajdować się 12 Niemców i 20 granatowych policjantów. Po pierwszych
          oględzinach okazało się, że 4 policjantów zginęło, a co gorsza brakowało 3
          niemców. Nie można było również odnaleźć Brzeźnioka ani Schuberta. Dopiero
          ponowne sprawdzenie doprowadziło do odnalezienia ciała Schuberta, które
          znajdowało się pośród zabitych koni. Identyfikacji zbrodniarza dokonali
          partyzanci na podstawie znalezionej przy nim legitymacji. Na szczęście odnalazł
          się również Brzeźniok, któremu nic się nie stało.

          Przeprowadzenie z powodzeniem tej akcji odbiło się szerokim echem. W dniu 11
          listopada 1944 r. dowódca oddziału Twardy rozkazem naczelnego wodza Polskich
          Sił Zbrojnych na zachodzie odznaczony został Krzyżem Virtuti Militari. Dowódcy
          Bas, Dołek, Dańko i Kotek otrzymali krzyże walecznych.

          Obecnie miejsce przeprowadzonej akcji na Schuberta upamiętnia obelisk
          ufundowany przez członków grupy partyzanckiej.

          • bonbon1 Re: Likwidacja niemieckich przestępców. 08.07.07, 13:42
            pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BB%C3%B3%C5%82ty_Tygrys
            Jestes stix tak oczytany jak przyszle pokolenia Polakow
            • socer-schlesier Re: Likwidacja niemieckich przestępców. 08.07.07, 15:01
              Stix wklejasz tylko "opowiadania" z lat 39-45".Daj cos do poczytania z lat powojennych co sie na Slasku dzialo np.cos z okresu powojennego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka