Dodaj do ulubionych

Czarnobyl za Odrą?

18.07.07, 10:24
www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=swiat&name=345
W ciągu sześciu ostatnich lat w niemieckich elektrowniach nuklearnych doszło
do tysiąca awarii.

Niemcy uważają swoje siłownie jądrowe za najbezpieczniejsze na świecie.
Prawda jednak jest inna. Tylko w ubiegłym roku w elektrowniach atomowych
Republiki Federalnej wystąpiło 126 awarii. W latach 2000-2006 zarejestrowano
ich około tysiąca. Najnowsza seria wypadków znów rozpaliła dyskusję na temat
energetyki nuklearnej.
Sytuacja jest najbardziej niepokojąca w elektrowniach starszych. Jak
stwierdził na łamach dziennika "Frankfurter Rundschau" specjalista od
reaktorów atomowych, Michael Sailer, personel tych siłowni niemalże stracił
już kontrolę nad skomplikowaną aparaturą, która ze względów bezpieczeństwa
ulega nieustannym modyfikacjom. Pierwsze pokolenie specjalistów nuklearnych
odeszło już na emeryturę, obecnym pracownikom brakuje doświadczenia. W 2000
r. rządząca w Niemczech koalicja socjaldemokratów i Zielonych kanclerza
Gerharda Schrödera podjęła decyzję o wycofaniu się z energetyki nuklearnej
(Atomausstieg). Ostatnia siłownia jądrowa, Neckarwestheim II, powinna zostać
zamknięta w 2021 r. Na razie jednak w Niemczech pracuje 17 siłowni
nuklearnych, które produkują 12,6% wytwarzanego w RFN prądu. Najzdolniejsi
inżynierowie i specjaliści unikają podejmowania pracy w branży, która
nie ma przyszłości.
Zawód specjalisty nuklearnego nie cieszy się powodzeniem. Na domiar złego
koncerny energetyczne nie kwapią się z inwestycjami w często przestarzałe
siłownie. Na konsekwencje nie trzeba było długo czekać.
28 czerwca przestały działać aż dwie elektrownie atomowe. Najpierw doszło do
krótkiego spięcia w siłowni Brunsbüttel pod Hamburgiem (Szlezwik-Holsztyn).
Brunsbüttel, która rozpoczęła produkcję prądu w 1976 r., należy do
najstarszych i najbardziej archaicznych instalacji atomowych. To także
rekordzistka na polu nieprawidłowości i wypadków. W historii Brunsbüttel
zanotowano 437 awarii. W wyniku ostatniego krótkiego spięcia reaktory zostały
automatycznie wyłączone.
Dwie godziny później w położonej nad Łabą, oddalonej zaledwie 100 km od
Brunsbüttel elektrowni atomowej Krümmel wybuchł pożar w budynku
transformatorów. Jeden z transformatorów został poważnie uszkodzony. Siłownię
wyłączono, straż pożarna walczyła z ogniem i dymem przez dwa dni. Według
telewizji NDR, ekspert towarzystwa rzeczoznawców Germanischer Lloyd, który na
zlecenie urzędu kontroli energetyki atomowej badał budynek, stwierdził, że
zamontowane w nim automatyczne urządzenia gaśnicze mają zbyt małą wydajność,
aby poradzić sobie z tak wielkim pożarem. Przedstawiciele szwedzkiego
koncernu energetycznego Vattenfall, do którego należą obie pechowe siłownie,
zapewniali, że w Krümmel wszystko było pod kontrolą i nie było żadnego
zagrożenia dla reaktora. W ciągu następnych dni stopniowo ujawniano wszakże
kolejne wiadomości, "od których mogą zjeżyć się włosy na głowie", jak to
określił w swym elektronicznym wydaniu magazyn "Der Spiegel". Awaria w
Krümmel okazała się znacznie poważniejsza, niż przypuszczano. Gryzący,
zawierający toksyczną dioksynę dym poprzez systemy wentylacyjne przedostał
się do pomieszczenia kontroli reaktora. Obsługujący reaktor pracownik musiał
założyć maskę przeciwgazową. Co więcej, zagrożony został sam reaktor, a
personel elektrowni reagował zdumiewająco nieudolnie i chaotycznie. Według
wstępnej analizy, na stacji transformatorów zapaliła się substancja
chłodząca. Drugi transformator pozostał sprawny, nie było więc potrzeby
alarmowego wyłączenia całej siłowni, wystarczyło obniżyć moc o 30%. Pracownik
obsługi reaktora błędnie jednak zrozumiał polecenie kierownika zmiany i
wyłączył oba transformatory.
Obserwuj wątek
    • stix Czarnobyl za Odrą? 18.07.07, 10:25
      W ten sposób siłownia przez dwie, trzy sekundy pozostawała bez zasilania (potem
      zaczął napływać prąd z ogólnej sieci). W wyniku tej przerwy zawiodła pompa
      utrzymująca poziom wody w reaktorze. W tym momencie powinien zadziałać system
      pomp awaryjnych, ale odmówił posłuszeństwa. Kiedy pompa przestała pracować,
      automatycznie zamknęły się rury, odprowadzające z reaktora gorącą parę do
      turbiny. Zaczęło wzrastać ciśnienie. Wśród personelu zapanowało zamieszanie.
      Pracownik obsługi reaktora ręcznie odkręcił dwa zawory bezpieczeństwa, które
      pozostawały otwarte przez cztery minuty - o wiele za długo. Ciśnienie w
      reaktorze wprawdzie spadło, ale niebezpiecznie (o cały metr) obniżył się także
      poziom wody, w której znajdują się uranowe pręty.
      Gdyby pręty zostały odsłonięte, mogłoby dojść do stopienia jądra reaktora o
      nieobliczalnych konsekwencjach. Minęło siedem minut, zanim udało się opanować
      sytuację. Podobno do chaosu doszło, gdyż zdenerwowany pracownik tylko do połowy
      wcisnął jeden z guzików. Zdaniem komentatorów, nie ma żadnych gwarancji, że
      przy kolejnej awarii niedoświadczonemu personelowi znów dopisze szczęście.
      Wypadek w elektrowni Krümmel rozsierdził kanclerz Angelę Merkel, która jako
      federalny minister ochrony środowiska zebrała już smutne doświadczenia z
      koncernami energetycznymi, lekceważącymi przepisy bezpieczeństwa. Siłownia
      pozostaje zamknięta. Merkel zażądała "jak najbardziej surowego wyjaśnienia"
      wszystkich okoliczności awarii. Decyzję w sprawie ponownego jej uruchomienia
      podejmą wspólnie rząd federalny i władze Szlezwiku-Holsztyna. Jeśli Krümmel
      znów zacznie produkować prąd, to najwcześniej we wrześniu.
      Gniew polityków SPD, Partii Lewicy oraz Zielonych zwrócił się przeciwko
      Vattenfalowi, który z takim opóźnieniem przedstawił dramatyczny przebieg
      wydarzeń. Federalny minister ochrony środowiska, Peter Gabriel, potępił
      szwedzki koncern i nie wykluczył, że elektrownia Krümmel utraci licencję. Tym
      bardziej że także w swej ojczyźnie Vattenfal ma kłopoty.
      Latem 2006 r. w elektrowni atomowej Forsmark na północ od Sztokholmu o mało nie
      doszło do katastrofy, gdy po nagłej awarii zasilania odmówił posłuszeństwa
      awaryjny system chłodzenia reaktora, w centrali kontrolnej zaś przestały
      działać komputery. 11 lipca br. szwedzki dziennik "Göteborgs-Posten"
      poinformował, że Vattenfal musiał zwolnić ośmiu pracowników najważniejszej
      szwedzkiej elektrowni jądrowej Ringhals, ponieważ w stanie upojenia
      alkoholowego napastowali koleżanki. Władze koncernu podkreślają, że winowajcy
      byli "budowlańcami" bez dostępu do instalacji nuklearnych, ale złe wrażenie
      pozostało. O problemach szwedzkiego personelu Vattenfala z mocnymi trunkami
      informowano już wcześniej.
      Aktywiści niemieckiej Partii Zielonych podejrzewają, że szwedzki koncern
      poinformował o prawdziwym przebiegu awarii z opóźnieniem na skutek sugestii
      odpowiedzialnego za energetykę atomową Ministerstwa ds. Socjalnych Szlezwiku-
      Holsztyna. Politycy w Kilonii nie chcieli bowiem, aby wiadomość o wypadku
      zakłóciła odbywający się właśnie w Berlinie szczyt energetyczny z udziałem
      Angeli Merkel. Kanclerz federalny dyskutowała wtedy z dyrektorami
      najważniejszych firm energetycznych o ewentualnym powrocie do energetyki
      atomowej.
      W Niemczech toczy się obecnie gorąca dyskusja na ten temat. Politycy ugrupowań
      lewicowych domagają się, aby Atomausstieg stał się podstawową zasadą polityki
      energetycznej kraju. Ale konserwatyści, a także producenci prądu marzą o
      odrodzeniu elektrowni nuklearnych. Angela Merkel podkreśla, że Atomausstieg
      jest częścią umowy koalicyjnej chadeków z socjaldemokratami, a pakty muszą
      zostać dotrzymane. Jeśli jednak w 2009 r. CDU/CSU wygra wybory, wówczas
      renesans energetyki nuklearnej będzie bardzo prawdopodobny. Merkel zdaje sobie
      sprawę, że bez siłowni atomowych jej plan ratowania klimatu poprzez znaczne
      ograniczenie niemieckich emisji dwutlenku węgla nie ma szans powodzenia.
      Koncerny energetyczne umiejętnie wykorzystują lęk przed globalnym ociepleniem i
      zamawiają plakaty z idyllicznymi wizerunkami elektrowni atomowych i
      podpisem: "Obrońcy klimatu, których nie chcą Niemcy".
      Ostatnie wypadki nad Łabą stały się jednak poważnym argumentem dla przeciwników
      atomu, zwłaszcza że awarie zaczęły się mnożyć. Przy próbie ponownego
      uruchomienia siłowni w Brunsbüttel prawdopodobnie na skutek błędów personelu
      dwukrotnie został zablokowany system filtrów wody reaktora. Kiedy wreszcie
      elektrownia znów zaczęła produkować prąd, w instalacji reaktora nieoczekiwanie
      nagromadził się wodór. Zaistniało niebezpieczeństwo groźnego wybuchu tego gazu
      (do eksplozji wodoru w Brunsbüttel doszło już w 2001 r.). Natychmiast moc
      elektrowni zredukowano o 75%.
      Trwają dyskusje polityków i ekspertów, ale pewne jest jedno. Jeśli Niemcy
      zamierzają korzystać z energetyki atomowej, nawet przez najbliższe lata,
      powinni bardziej zadbać o swe elektrownie i szkolenie pracowników. Zdaniem
      Renate Künast, przewodniczącej Partii Zielonych w Bundestagu, w każdej
      elektrowni jądrowej Republiki Federalnej możliwa jest obecnie katastrofa na
      skalę Czarnobyla.

      Brak inwestycji, brak umiejętności

      Lars Olov Höglund, były główny inżynier szwedzkiej elektrowni atomowej
      Forsmark, ostro skrytykował politykę atomową Republiki Federalnej. Przed
      kamerami ARD, pierwszego programu niemieckiej telewizji publicznej, powiedział,
      że Niemcy nie inwestują w elektrownie jądrowe od ponad 20 lat. W
      następstwie "niemal automatycznie zmniejszają się kompetencje personelu".
      Kierownictwo nie potrafi odróżnić rzeczy ważnych od nieważnych. Najwidoczniej
      konsekwencją tego są awarie w Krümmel i Brunsbüttel.
      • rybniker Re: Czarnobyl za Odrą? 18.07.07, 12:27
        Stix padosz ze teraz fizyka to twoj czarny kon ?
    • szwager_z_laband Re: Czarnobyl za Odrą? 18.07.07, 15:48
      nojbezpieczniejsze som te polske jednak - dowom Ci recht;)

      ps

      jo by wszyske atomowe zabroniou i szlus.
      • ballest Re: Czarnobyl za Odrą? 18.07.07, 16:06
        Gynau tak samo myslam, bo bezpiecznych atomowych nie ma, ale najgorsze jest to,
        ze nas stixik nie wspomniou, ze Poloki z Litwinami, Lotwinami i Estonczykami
        chcom nowou budowac!
        Co za PARANOJA!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka