Dodaj do ulubionych

Podziynkowana od Madohory

13.05.08, 16:36
Tak naprowda to musza wom podziynkować, bo jo sie dużo od wos nauczyłach. Niy
byda ukrywać, że na początku podglądałach różne fora co by załapać o co w tym
wszystkim idzie. A szczególnie chciałach podziynkować jedny osobie. Ona sie
niy ujawnio, wiync jo tyż niy powiym komu co mi co jakiś czas przysyłała
jakiegoś wysołego maila abo jakoś muzyczka i zaroz mi sie lży na duszy robiło.
No i wom wszytkim. A w nastympnym poście mocie ody mie w prezyncie szarada.
Obserwuj wątek
    • madohora Re: Szarada Anagramowa 13.05.08, 16:50
      Upał. W ogródku już GRIL się rozpala
      Zebrała się grupa ludzi do odbycia narad
      A będą mówić co gdzieś się tam działo
      No I żartować z sobą chyba dość śmiało
      Wódki? Nie WINA proszę lecz nie wiele
      Bo jeszcze na jedną imprezę idę W niedzielę
      Upał. To wierzba. Do tego skwaru PALMA by pasowała
      Trzydzieści stopni W cieniu chyba jest bez mała
      Już wieczór się kończy. nadchodzi noc CICHA
      A ja o jednym miejscu w Gliwicach tu klikam...


      Z liter wyróżnionych w tekście należy ułożyć rozwiązanie, miejsce w które bardzo
      lubię chodzić jak jestem w waszych stronach

      P - - - - - - - - - (10 liter) w G - - - - - - - - (9 liter)

      Życzę przyjemnej zabawy.
      • szwager_z_laband Re: Szarada Anagramowa 13.05.08, 19:23
        palmiarnia w Gliwicach;)
        • ballest Re: Szarada Anagramowa 13.05.08, 20:43
          Palmengarten in Gleiwitz, Laband hat recht, stimmt Madohora?
          • sloneczko1 Re: Szarada Anagramowa 13.05.08, 22:33
            a ta osoba co tak lubi wysyłać różne maile to Ballest;)

            zgodłach?
            • sloneczko1 Madohoro:) 13.05.08, 22:36
              miło mi było Cie poznać:)
              • cirano Re: Madohoro:) 14.05.08, 07:27
                Ja. Fajno babka ta Nikiszowianka.
                Tsza ji pomoż na jeji forum
            • ballest Re: Szarada Anagramowa 14.05.08, 20:59
              sloneczko1 napisała:

              > a ta osoba co tak lubi wysyłać różne maile to Ballest;)
              >
              > zgodłach?
              a moze bys se przestala zy mnom d..a wycierac!
              • sloneczko1 Re: Szarada Anagramowa 14.05.08, 22:46
                godosz o dupie Maryny?
                • ballest Re: Szarada Anagramowa 14.05.08, 22:51
                  Ja, ale yno wtedy, jesli Maryna (Maria) na imie mosz;)
                  • sloneczko1 Re: Szarada Anagramowa 14.05.08, 23:00
                    przeca wiysz żech je Maryna ze młyna:)
                    • ballest Re: Szarada Anagramowa 14.05.08, 23:19
                      acha;)
                      Ze mlyna boua moja Oma!
                      • hanys_hans Re: Szarada Anagramowa 15.05.08, 06:26
                        ballest napisał:

                        > acha;)
                        > Ze mlyna boua moja Oma!

                        na wiela liter.....?
                        • sloneczko1 Re: Szarada Anagramowa 15.05.08, 08:38
                          tego młyna jusz niy ma;)
                        • ballest Re: Szarada Anagramowa 15.05.08, 22:51
                          hanys_hans napisał:

                          > ballest napisał:
                          >
                          > > acha;)
                          > > Ze mlyna boua moja Oma!
                          >
                          > na wiela liter.....?

                          na 5 liter;)
    • madohora Re: Podziynkowana od Madohory 14.05.08, 16:38
      Ja rozwiązanie ni mogło być inne jak Palmiarnia w Gliwicach.
      A jo tak tam lubia chodzić, bo mie intrygujom "te ryby niy ryby czyli
      aksalotle". Jak mie podpuścicie to wom moga i trzy strony o tych stworzyniach
      napisać. Ale to jest fenomyn natury.
      • ballest Re: Podziynkowana od Madohory 14.05.08, 20:57
        No to napisz, bo jou do Palmiarni zawsze na Wagáry uaziou!
        • szwager_z_laband Re: Podziynkowana od Madohory 15.05.08, 18:27
          za to sie nolezy dopiyro jedna zajta(strona) - no to jo prosza o
          drugo;)
        • madohora Re: Palmiarnia w Gliwicach moimi oczami 20.05.08, 14:07
          Dzisiaj mamy jakiś okropny dzień. Po szybie za nic u poety Leopolda Staffa spływają krople deszczu. W głowie huczą mi słowa „to w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny”
          Obserwuję te krople, nagle jedna zatrzymała się w połowie drogi. Mam wrażenie, że moje życie również tak gdzieś zawisło. Tak jak ta kropla. Zastanawiam się co mam zrobić aby jakoś poprawić sobie ten dzisiejszy nastrój. Zjadłabym loda, może to poprawiłoby mi jakoś nastrój?
          Ale jest trochę za zimno na loda i jeszcze w dodatku lekko zaczyna swędzieć mnie gardło, nie lód odpada. Basen? Chyba też nie a jak się jeszcze doprawię. Nagle tak jak temu „Pomysłowemu Dobromirowi” spada mi na głowę jakiś kasztan. Przecież jest takie miejsce, gdzie nawet przy takiej pogodzie jak ta jest pięknie! Palmiarnia! W dodatku zawsze o tej porze roku trafiam tam na drzewa mandarynek oblepione taką ilością owoców jak nasze wiśnie.
          Wyjechać gdzieś, zobaczyć coś dla mnie to nie jest żaden problem. Jakoś nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy mając gdzieś wyjechać wybierają się jak ta przysłowiowa sójka za morze. Marudzą, zastanawiają się a to im to nie pasuje, a to znowu tamto. Dla mnie jedno słowo, pięć minut i już jestem gotowa.
          Na chwilę siadam na ławeczce w prowizorycznej altance, gdzieś za plecami deszcz wybija swoją szaloną, monotonną melodię a ja jestem w zupełnie innym świecie. Wokół mnie, gdzie tylko nie odwrócę wzroku rozsiadły się kolorowe kwiaty o egzotycznych nazwach.
          Z jednej strony patrzę na olbrzymią palmę i wydaje mi się, że ona nie ma końca. Podnoszę wzrok i widzę tylko pień, który dla mnie zdaje się nie mieć końca. Siedzę na tej ławeczce.
          Z jednej strony dochodzą mnie ciągle dźwięki deszczu, a z drugiej gdzieś słyszę monotonny szum zaimprowizowanego strumyczka. Zamykam oczy i wyobrażam sobie, że gdybym była poetą to pewno tutaj, w tym miejscu mogłabym tworzyć najpiękniejsze wiersze.
          A co mi tam, w końcu mogę się pobawić. Nie, nie w poetę ale wyobraźmy sobie, że jestem pisarką, autorką romansów lub czegoś co określa się mianem kobiecej literatury.
          Potrzebny jest mi pomysł. O, już mam. Ostatnio tak modne są różnego rodzaju przeniesienia
          w czasie. Dobrze, niech moja bohaterka będzie z poprzedniej epoki. Podchodzi do mnie ubrana w białą bluzeczkę z falbankami, długą kwiecistą spódnicę i obowiązkowo musi mieć biały, słomkowy kapelusz z długą powiewającą szarfą. Potem pomyślę co z nią zrobię. Ważne, że jest!
          Otwieram oczy i aż chcę krzyknąć, bo właśnie spod gąszczu drzew w moją stronę zmierza kobieta ubrana tak jak sobie to przed chwilą wyobraziłam. Siada obok mnie i zaczyna niezobowiązującą rozmowę. Nie mogę ani jej uszczypnąć ani siebie, przecież nie nogę być aż tak niegrzeczna. Nie, pytania które mi zadaje są jak najbardziej realne i jak najbardziej z naszej epoki. W końcu podnosi się i idzie dalej. Odczekałam chwilę i też zmierzam na dalsze oglądani. Oczywiście żółwie, w dużych akwariach. Pewno ktoś mnie uzna za idiotkę ale zawsze „wykłócam się” z jednym z nich. Tak sobie, o wszystko. Dlaczego mam komuś zatruwać życie wiecznym utyskiwaniem, jak mogę to powiedzieć temu stworzeniu. Nie wiem czy usłyszy czy mnie zrozumie ale zawsze ma tak samo mądrą minę.
          Przechodzę przez kolejne sale, chandra już gdzieś zniknęła. Nie słyszę też tych monotonnych kropli deszczu. A może po prostu przestało padać? A więc przechodzę przez kolejne sale zatrzymując się w każdej przez dłuższą chwilę. Biorę głęboki oddech i napawam się tą zielenią.
          Chyba mają rację ci wszyscy, którzy mówią o terapii kolorami. Zieleń to najpiękniejszy i najbardziej uspokajający i nastrajający optymistycznie kolor świata.
          Jeszcze tylko chwila i znajdę się przy dużym akwarium z aksolotlami meksykańskimi. Niesamowite zwierzęta, stanowiące do dzisiaj zagadkę dla wszystkich genetyków.
          Na czym polega ta ich niezwykłość? Zaliczają się do płazów. Ciemne osobniki dochodzą do 30 cm, białe są zazwyczaj mniejsze. Mają małe kończyny i spłaszczoną bocznie płetwę ogonową. Oddychają podobnie jak ryby trzema parami zewnętrznych skrzeli, które znajdują się po obu stronach głowy. Młode aksolotle nie osiągają stadium dorosłego. W stadium larwalnym są gotowe do rozrodu. Tylko w określonych warunkach aksolotl może utracić zewnętrzne skrzela
          I pozostałe cechy larwalne i przekształcić się w dorosłe stadium płaza ogoniastego (podobnego do naszej salamandry). Ciekawostką jest to, że zazwyczaj przekształcają się osobniki o ciemnym ubarwieniu. Potrafię stać lub siedzieć tutaj godzinami i je obserwować. Ktoś powie cóż może być ciekawego w takiej niby rybie – niby jaszczurce zazwyczaj niemal leżącej na dnie akwarium ale mnie tak fascynuje ich fenomen, że nie potrafię się oprzeć. Równie dobrze mogłabym zapytać co jest fascynującego w pająkach. A ludzie je dzisiaj hodują.
          Chyba już pora skończyć te kontemplacje i pójść dalej. Oczywiście muszę sobie zobaczyć kaktusy. Kiedyś miałam ich pełno w domu. Niestety liczne wyjazdy nieco przetrzebiły moją kolekcję. Co prawda te rośliny nie potrzebują za dużo dla ich uprawiania ale w moim przypadku jednego i to najważniejszego im zabrakło czyli serca no i czasu. Teraz wchodzę na górną galerię, gdzie mogę podziwiać tę palmę, której pień widziałam na dole i dokładnie, niemal z lotu ptaka zobaczyć te pomarańczowe i mandarynkowe drzewa obwieszone kulkami owoców.
          Dzisiaj mam jeszcze dodatkową atrakcję, gdyż ktoś zorganizował tutaj wystawę fotografii młodzieży szkolnej pt. Gliwice – moje miasto. Intrygujące i zastanawiające jest to jak młodzież widzi pewne rzeczy. Ze zdjęć patrzą na mnie takie szczegóły, które dorosłemu fotografowi pewnie nie wpadły by do głowy. Ktoś zrobił nawet zdjęcie hydrantu ale jakby to określił fachowiec artystyczne zdjęcie. Poza tym szczegóły architektury na które przechodząc w pośpiechu przez jakieś miasto nawet nie zwraca się uwagi.
          Odwracam się jeszcze za siebie, przystaję przy barierkach. Chcę tę chwilę zachować jeszcze przez chwilę, chcę być jeszcze chociaż minutkę dłużej. Niestety pora już wracać z powrotem.
          Deszcz za oknem przestał już padać a i moja chandra gdzieś zniknęła.


          bp2.blogger.com/_l1ya7PKzQHw/R9ca9FkR9pI/AAAAAAAAAZ0/lleInL47hzw/s1600-h/P1010259.JPG
          bp1.blogger.com/_l1ya7PKzQHw/R9cYX1kR9jI/AAAAAAAAAZI/JuzRlYflPdI/s1600-h/P1010267.JPG
          • szwager_z_laband Re: Palmiarnia w Gliwicach moimi oczami 21.05.08, 07:34
            fajnies to szkryfua :)

            mosz wiyncyj tekstow?
            • annak12 Re: Palmiarnia w Gliwicach moimi oczami 21.05.08, 07:51
              Mo dar szkryflania:)trocham My poznali na Zeflugu i to po naszymu.
              • szwager_z_laband Re: Palmiarnia w Gliwicach moimi oczami 21.05.08, 07:54
                bezto ze mi sie podobo, bezto sie pytom o jeszcze:)
                • annak12 Re: Palmiarnia w Gliwicach moimi oczami 21.05.08, 07:56
                  kuknij na jej forum-Nikiszowiec:)
          • annak12 Re: Palmiarnia w Gliwicach moimi oczami 24.05.08, 09:59
            to by boła atrakcja
            gliwice.naszemiasto.pl/wydarzenia/856479.html
            • ballest Re: Palmiarnia w Gliwicach moimi oczami 24.05.08, 10:44
              Madohora bardzo fajnie skreslou, myslam, ze zacznie kedys po slonsku tysz skryslac.
              Palmiarnia bydom remontowac, jak UE srodki dou.
    • madohora Re: Podziynkowana od Madohory 24.05.08, 10:35
      To faktycznie by była gratka.
      A co do tekstów to jo jest teraz trocha zajynto. Te dziołszki co mie poznały w
      Rudzie to wiedzom. Trzymejcie kciuki, bo to już 28 maja miyndzy 10.00 a 17.00. A
      jak mi sie udo dziś dokończyć to wom coś wciepna w poniydziałek.
      • annak12 Re: Podziynkowana od Madohory 24.05.08, 11:13
        Ano,bydam z Tobom w tym czasie.
        Powodzynia!
    • annak12 ReMadahoro! 28.05.08, 09:33
      Pewno cie teraz zżyro tryma
      wiyc,co czimiam,aż cztyryma!

      połomania jynzyka:))
      • ballest Re: ReMadahoro! 28.05.08, 12:43
        No to zyczam Ci dzisiej wielgachnego sukcesu!
        • szwager_z_laband Re: ReMadahoro! 28.05.08, 20:42
          no, jo tysz przeca!

          a ciekawosc moie pozyro:)
          • ballest Re: ReMadahoro! 28.05.08, 20:58
            Jakos se nie melduje, moze juz fajruje!
            • annak12 Re: ReMadahoro! 30.05.08, 10:07
              na to wyglondo,co wziona tysz ksionżeczka do nabozynstwa:)
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=49353&w=80027434
              • ballest Re: ReMadahoro! 30.05.08, 13:25
                No richtig, ale nie wierzam, ze uoba z tym opom yno godzinki
                rzykajom, a moze to taki mody opa;)
                • madohora Re: ReMadahoro! 30.05.08, 14:54
                  Niy ballest niy umiałach z nim pożykać, bo byłach pod czyjnym okiym moi
                  rodzinki. A mój kuzyn to jest gorszy od Cerbera. Jak mi sie roz trafił masażysta
                  (taki prawdziwy) ale jak on masowoł...to go zaroz moj kuzyn zwolnił, chociaż u
                  niego robił.
                  • sloneczko1 Re: ReMadahoro! 31.05.08, 23:18
                    mosz namiary na tego masażysty?
                    • madohora Re: ReMadahoro! 02.06.08, 15:29
                      Kurcze, Słoneczko1 ni mom.I ni moga przeżałować żech ich od niego niy wziyła.
                      Ale wiysz jak łon by mi sie przydoł. Jak żech przyjechała do dom, toch
                      wymalowała sama jedna izba, pomyła wszystkie łokna, przestawiła meble i pomyła w
                      doma. Tak myśla, że niy ino mie by sie przydoł...
                      • ballest Re: ReMadahoro! 02.06.08, 18:41
                        Uo Maryjko, tys je ale robotnou;)
                        • madohora Re: ReMadahoro! 03.06.08, 17:28
                          Ballest, jak robia to robia a jak sie lynia, to sie lynia
                        • madohora Re: Po prostu Igor 03.06.08, 17:31
                          Spełniam waszą prośbę i daję wam opowiadanie. Z uwagi na to że jest trochę
                          długie podzielę je na kilka części.
                          To tak a propo tego masażysty...

                          Prolog

                          Stoję na chodniku w Milanówku z Arisem, wilczurem Kasi. Pies jest piękny, duży,
                          czysty i zadbany. Poza tym dziennie godzinę biegamy razem to i ja i pies mamy
                          niezłą kondycję.
                          Przyjechałam tutaj, bo moje życie na chwilę się zawaliło. Straciłam pracę. Ze
                          znalezieniem nowej są problemy, więc gdy Kasia zaproponowała mi bym spróbowała w
                          Warszawie nie wahałam się ani chwili. Wyszłam z tym Arisem, bo muszę odreagować
                          po kolejnej porażce. Okazuje się, że znalezienie pracy w stolicy też nie jest
                          takie proste jakby się wydawało. Niestety jestem w takim wieku i mam taki wygląd
                          i sposób bycia, że ani na kelnerkę ani do agencji towarzyskiej się nie nadaję.
                          Naprzeciwko zatrzymuje się jakiś facet i patrzy na mnie wydaje mi się, że trochę
                          dziwnie, trochę jakby nierealnie i uśmiecha się lekko. A mnie w tym momencie nie
                          przychodzi nic innego do głowy i mówię cicho niby to do siebie, niby do niego; „
                          Co się k…gapisz ja przyjechałam tutaj szukać pracy a nie na podryw” Nie wiem czy
                          usłyszał ale za chwilę każde z nas rusza w swoją stronę
                        • madohora Re: Po prostu Igor -2- 03.06.08, 17:32

                          Dwa lata później.
                          Z Warszawy wróciłam powrotem do domu i znalazłam pracę tutaj na miejscu. Teraz
                          firma wysyła mnie na szkolenie do Warszawy. Niedaleko mam rodzinę więc
                          wymyśliłam sobie, że pojadę trochę wcześniej i przenocuję u nich. Na miejscu
                          dowiaduję się, że oczekują jeszcze jednego gościa tak więc nie będzie mi się
                          nudzić. Zresztą moja rodzina jest bardzo otwarta i jedna osoba mniej czy więcej
                          to dla nich żaden problem tym bardziej, że mieszkają tylko w dwójkę w dość dużym
                          domu. Siedzimy sobie, gadamy, gdy naszą rozmowę przerywa dzwonek do drzwi i
                          kuzyn wprowadza do pokoju swojego gościa.
                          Na chwilę zaniemówiłam a i mężczyzna chyba był zaskoczony, chociaż nie sądzę by
                          od razu mnie skojarzył. Przede mną stal tamten gość z przed dwóch lat i znowu
                          patrzył na mnie w ten sam sposób. Dzisiaj nie mogłam mu już powiedzieć tego
                          samego co wtedy za to wyciągnęłam rękę:
                          - Aleksandra
                          - Igor
                          Cały czas jakoś tak wychodziło, że mimo tego że staraliśmy się rozmawiać każdy z
                          każdym przez większość czasu rozmawiałam z Igorem. Okazało się, że wiele rzeczy
                          nas łączy, potrafimy rozmawiać na wiele tematów, ale podświadomie było mi głupio
                          za tamte słowa wypowiedziane w bezsilnej złości na los. Gdy siadaliśmy do
                          kolacji Igor niby przypadkiem musnął moją dłoń, potem chciał za wszelką cenę
                          sprawdzić, która jest godzina na moim zegarku, chociaż ogromny zegar wisiał na
                          ścianie w pokoju.
                          Ale w jakiś sposób te jego gesty, trochę nieśmiałe, trochę dziecinne sprawiały
                          mi przyjemność. Wieczór upłynął w bardzo milej atmosferze przepełnionej
                          delikatnym flirtem.
                          Noc
                          Nie mogę zasnąć nie analizuje tej sytuacji, po prostu nie chce mi się spać. Noc
                          jest ciepła, świeci księżyc i jak szalona pachnie maciejka. Leżę z oczami
                          utkwionymi w sufit.
                          Nie, nie marzę. Nie myślę nie rozpamiętuję. Nic z tych rzeczy. Po prostu słyszę
                          gdzieś w swojej głowie i w swoim sercu każdą myśl, która przelatuje przez głowę
                          i przez serce Igora. O teraz myśli o mnie, ciepło i miło ale nie ma w tym nic z
                          seksu. Nie myśli o tym, że chciałby się ze mną przespać. Rozpamiętuje, że miło
                          mu się ze mną rozmawiało, że chciałby abyśmy zostali przyjaciółmi na trochę
                          dłużej niż ten wspólnie spędzony dzień. Może wybierzemy się razem na spacer do
                          Łazienek albo do Wilanowa. To mogą być też moje myśli mogę po prostu marzyć w
                          ten sposób. A jednak to nie są moje myśli, to nie moje marzenia mnie opętały.
                          Teraz ja patrzę w okno i zaczynam przez chwilę marzyć o tym, że jak wrócę to w
                          końcu wsiądę sobie na konia i pojadę w teren, że wybiorę się w góry, które
                          zdradziłam z powodu pracy. Myślę jak przyjemnie będzie wejść znowu na
                          Szyndzielnię i zjeść obiad w schronisku na Błatni. A potem przez moment
                          zastanowiam się czy Marek w końcu do mnie zadzwoni, bo przecież nie dzwonił już
                          chyba z dwa lata i nie mam pojęcia co się z nim dzieje. A teraz zgrzyt, coś się
                          komuś nie udało w pracy, jest tym zmartwiony i to bardzo. Do mojej
                          podświadomości docierają jakieś imiona i nawet jakieś tam nazwisko. W moim życiu
                          zdarzały się już takie sytuacje ale to zawsze dotyczyło jakichś emocji
                          przeżywanych wspólnie z innymi, ich stanów duchowych takich jak radość,
                          zdenerwowanie czy tęsknota. Kiedyś ale wtedy byłam jeszcze nastolatką miałam
                          kolegę. Wówczas wydawało nam się, że łączy nas wielkie uczucie i z tym jednym
                          jedynym kolegą nie mieliśmy potrzeby używać telefonu po to aby się umówić.
                          Zawsze, gdy chciałam go zobaczyć zjawiał się w tym miejscu i w tym czasie który
                          ja sobie wymyśliłam oczywiście nie mówiąc mu o tym, a gdy z jakiegoś powodu nie
                          chciałam lub nie mogłam się z nim widzieć, wystarczyło że pomyślałam o tym z
                          minutę i mogłam realizować swoje plany, bo kolegę miałam z głowy na pewno nie
                          przychodził.
                          Ale przecież Igora znam zaledwie kilka godzin.
                          Ranek
                          Spotykamy się rano przy śniadaniu, ja milcząc piję kawę i nagle Igor zadaje mi
                          pytanie:
                          - Kto to jest Marek ?
                          Już chcę mu wytłumaczyć, że Marek to mój serdeczny przyjaciel z którym
                          poznaliśmy się na studiach i który z czasem stał się niemal członkiem naszej
                          rodziny, takim moim trochę starszym bratem. Gdy nagle uświadamiam sobie, że
                          przecież on nie może wiedzieć nic o Marku, bo wczoraj akurat na ten temat nie
                          rozmawialiśmy. A Igor , Igor patrzy na mnie i zadaje kolejne pytanie:
                          - Czy zabierzesz mnie z sobą na tę Szyndzielnię, rzadko mam okazję wyjechać w
                          góry a i konno też bym sobie pojeździł
                          Tym razem ja nie pozostaję dłużna;
                          - A dopóki jesteśmy tutaj to co wybierzemy? Łazienki? – Ja je bardzo lubię – czy
                          Wilanów ?
                          Acha i jeszcze jedno. Czy mógłbyś mi powiedzieć kim jest dla Ciebie Pan jakiś tam?
                          I chciałam Ci podziękować za sposób w jaki o mnie myślałeś, ciepło i milo ale
                          nie drapieżnie. Teraz już wiemy, oboje wiemy, że stało się coś co podobno albo w
                          ogóle się nie zdarza albo zdarza raz na ileś tam tysięcy przypadków. Chciałoby
                          się krzyczeć „Ciszej, słyszę Twoje mysli”
                        • madohora Re: Po prostu Igor -3- 03.06.08, 17:33
                          Epilog
                          Przeprosiłam rodzinę, spakowałam się i wyjechałam. Stwierdziłam, że resztę czasu
                          spędzę jednak z koleżankami i kolegami z kursu. Całe życie ludzie ludziom
                          opowiadali różne bajki, wiec ja też spreparowałam bajeczkę na własny użytek.
                          Prawda jednak była taka, że przeraziłam się tego, co się stało i nie chciałam
                          kontynuować znajomości z Igorem. Mimo że z niego jest bardzo miły, sympatyczny i
                          przystojny facet. Zrobiłam sobie takie założenie, takie gdybanie a gdyby tak coś
                          nas z Igorem połączyło, jakaś nić sympatii inna niż przyjaźń i co ? Będziemy
                          razem a jemu zdarzy się skok w bok i ja będę z nim to przeżywać? Będzie na mnie
                          zły i pomyśli sobie coś co dla mnie nie będzie miłe a ja zaraz w progu albo
                          jeszcze lepiej minutę po jego złych myślach zrobię mu awanturę nawet nie
                          podnosząc słuchawki telefonu. A zresztą dlaczego tylko on, ja pomyślę sobie o
                          koledze z pracy, że jest przystojny albo stwierdzę ot tak sobie, że przespałbym
                          się z tym starszym taksówkarzem a Igor zrobi mi piekło w mojej głowie. Uciekłam,
                          po prostu uciekłam przed nami samymi.
                          • ballest Re: Po prostu Igor -3- 03.06.08, 18:31
                            Madohora, a teraz z reka na sercu, wydarzyla sie ta historia naprawde?
                            Piszesz zawsze takie "mistyczne" histpryjki a jou nie wiem czy to prowda albo
                            twoj wymysl!
                            Opowiadanko jest Super!
                            • madohora Re: Po prostu Igor -3- 04.06.08, 09:44
                              Ta historia jest prawdziwo ino w tym poczatku. Faktycznie my sie spotkali w
                              Milanowku (byłach tam u koleżanki)i naprowdy mu tak brzydko powiedziałach. A
                              dokładnie "Co sie c...gapisz". I potym żech go spotkała za jakiś czos u mojego
                              kuzyna. Reszta to ino moja fantazja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka