isaara
01.04.04, 19:48
Nie ufam sobie. Nie chce do niego pisać, nie chce wychodzić z inicjatywą.
Chce się ukryć, schować, milczeć przez kilka dni – tak jak on to czasami
robi. Ale nie ufam sobie. Może zaraz jakaś przekora?
Znamy się tylko od miesiąca i tak naprawdę nawet nie mogę powiedzieć, ze jest
w moim typie. Przynajmniej, jeśli chodzi o wygląd.
A z drugiej strony podkręcił mnie tak strasznie, ze nie mogę przestać myśleć
o nim, o tym by znaleźć wreszcie spokój po szalonym i wyczerpującym seksie z
nim.
Nie chce związku, nie chce zobowiązań – tak powiedział. W gruncie rzeczy ja
tez tego nie chcę, chociaż On prawie przekonał mnie, ze właśnie moje dążenie
do stałego związku jest źródłem nieporozumień. Czyżbym nieświadomie wysyłała
wiadomość: „Chcę prawdziwej miłości. Chce z być z tobą na dobre i na złe?”
Nie... Coś jest nie tak. Za bardzo się szarpię z własnymi uczuciami by
jednoznacznie dążyć do związku z czlowiekiem, którego prawie nie znam i który
jest kompletnie nie w moim typie.
What the hell going on?
Wiec upijam się kolejny dzien z rzędu. Ile można pić? Ile można palić? Ile
dni można rozdrapywać się niepewnością? Nie wiem, ale nie mogę spać, nie mogę
pracować!
To nie w porządku, dlaczego mam poświęcić mój spokój z powodu faceta, którego
nawet dobrze nie znam? Czyżby? Nie. To niemożliwe...