Dodaj do ulubionych

Mam problem

IP: 158.75.53.* 14.03.02, 00:57
Jestem zadurzony w koleżance z klasy. Nie wiem czy to jest miłość, czy po
prostu zauroczenie, a może boję się nazwać to miłością? Przecież jestem jeszcze
młody i nie doświadczony- co ja mógłbym o tym wiedzieć? Pewne jest, że ogromnie
się tym przejmuję. Jeszcze nigdy tak się kimś nie przejmowałem! Myślę o Niej
cały czas, przez co zawalam naukę. Zdarzyło mi się płakać z jej powodu. Mój
problem leży w tym, że jestem nieśmiałą i zakompleksioną osobą. A jak wiadomo
takie cechy nie sprzyjają "rozwojowi znajomości". Właściwie to jestem w klasie
maturalnej i za 2 miesiące mam maturę. Zdaję, więc sobie sprawę, że potem nie
będzie już okazji żeby cokolwiek zrobić... A teraz będzie najlepsze: W lutym
fartownie zdobyłem Jej adres i mimo, że było już kilka dni po walentynkach, to
wysłałem kartkę. Napisałem wiersz, a ona najprawdopodobniej poznała mój
charakter pisma! Obiawiło się to tym, że nagle wzrosło Jej zainteresowanie moją
osobą. Chyba tylko głupiec by nie poznał, że Ona jest zainteresowana [i to
bardzo]. Teraz to ona szukała mojego wzroku, szukała okazji do rozmów itp. Jaki
to był wspaniały okres. No właśnie- był. Zamiast przejąć inicjatywę
delektowałem się sytuacją. Myślałem: "ona chce-hurra!". Dlatego jej entuzjazm
opadł- przypuszczam, że właśnie przez moją bierną postawę. Na to złożyła się
równeż moja nieśmiałość i paraliż. Wyobraźcie sobie sytuację: Siedzę na ławace
z kolegami, Ona włancza się do naszej dyskusji. I w tej chwili przestaję się
udzielać, drętwieję, w gardle mi usycha! Debil ze mnie! Obecnie mam
przysłowiowego "doła". Czuję pretensję do siebie, że nic nie zrobiłem. A jak
wspomniałem jej entuzjazm opdał znacznie. Po okresie wzajemnego zainteresowania
[choć z mojej strony nie okazywanego tak spontanicznie], sytuacja przepełniła
się nastrojem nijakości. Jedyne na co mogę się zdobyć to zwykłe "Cześć" NIECH
KTOŚ DORADZI, co mam zrobić? Czasu coraz mniej. Myślałem o zaproszeniu jej do
jakiegoś lokalu. Ale jeśliby odmówiła to nie zniósłbym tego! Spaliłbym się
psychicznie! Miałbym pretensje do siebie, że nie poczyniłem odpowiednich kroków
wcześniej, gdy była zainteresowana. Chociaż możliwe, że wciąż jest
zainteresowana, ale jak długo można dawać tak wyraźne znaki komuś [mnie] i nie
otrzymywać odpowiedzi?! Co robić? Jak zainicjować coś?
Obserwuj wątek
    • Gość: samanta Re: Mam problem IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 01:05
      Ech Ty pierdolo!:))))) (bez obrazy!) Umow sie z nia do kina albo na kawe i
      juz.A jak odmowi? No to co? jeszcze nie raz przyjdzie ci przezyc odmowe kobiety
      wiec sie przyzwyczajaj.:) To przeciez takie normalne! Wolisz siedziec i plakac
      w kacie? Badz mezczyzna do diabla!:)Powodzenia i milej randki !!!!:)
    • ya_bolek Re: Mam problem 14.03.02, 04:10
      To niesamowite, ale jakbym czytal o sobie wiele lat temu. Myslalem ze
      nie bylo na swiecie bardziej chorobliwie niesmialego czlowieczka niz ja.
      A jednak. Doskonale wiem, co masz na mysli opisujac ze delektowales sie tym,
      ze ona sie Toba interesuje, Twoja biernosc i paraliz, suchosc w gardle, totalny
      brak inicjatywy. Nigdy tego nie zapomne.
      A teraz uwazaj. Z autopsji moge Ci powiedziec, ze tacy niesmiali ludzie bardzo
      zle koncza. Wcale Ci nie zycze, zeby przytrafilo Ci sie to co mnie. Mniejsza o
      szczegoly.
      Najlepszym sposobem na niesmialosc jest obgadanie sprawy z jakims dobrym kumplem.
      Z kims, komu mozesz zaufac, kto nie bedzie sie z Ciebie smial. Zreszta, nie masz
      sie czego wstydzic, co innego gdybys sie zakochal w jakims kolesiu.
      Pogadaj z kumplem o swojej milosci, on Ci na pewno opowie o swojej i jak sobie z
      tym radzi. Takie rozmowy najlepiej prowadzi sie przy dobrym piwie.
      Zakompleksienie to troszke inna sprawa. Tutaj nie bede sie wymadrzal, choc sam
      mialem z tym nie mniejsze problemy. Chcesz wiecej pogadac - zapodawaj smialo na
      moj adres.


      Gość portalu: Oferma napisał(a):

      > Jestem zadurzony w koleżance z klasy. Nie wiem czy to jest miłość, czy po
      > prostu zauroczenie, a może boję się nazwać to miłością? Przecież jestem jeszcze
      >
      > młody i nie doświadczony- co ja mógłbym o tym wiedzieć? Pewne jest, że ogromnie
      >
      > się tym przejmuję. Jeszcze nigdy tak się kimś nie przejmowałem! Myślę o Niej
      > cały czas, przez co zawalam naukę. Zdarzyło mi się płakać z jej powodu. Mój
      > problem leży w tym, że jestem nieśmiałą i zakompleksioną osobą. A jak wiadomo
      > takie cechy nie sprzyjają "rozwojowi znajomości". Właściwie to jestem w klasie
      > maturalnej i za 2 miesiące mam maturę. Zdaję, więc sobie sprawę, że potem nie
      > będzie już okazji żeby cokolwiek zrobić... A teraz będzie najlepsze: W lutym
      > fartownie zdobyłem Jej adres i mimo, że było już kilka dni po walentynkach, to
      > wysłałem kartkę. Napisałem wiersz, a ona najprawdopodobniej poznała mój
      > charakter pisma! Obiawiło się to tym, że nagle wzrosło Jej zainteresowanie moją
      >
      > osobą. Chyba tylko głupiec by nie poznał, że Ona jest zainteresowana [i to
      > bardzo]. Teraz to ona szukała mojego wzroku, szukała okazji do rozmów itp. Jaki
      >
      > to był wspaniały okres. No właśnie- był. Zamiast przejąć inicjatywę
      > delektowałem się sytuacją. Myślałem: "ona chce-hurra!". Dlatego jej entuzjazm
      > opadł- przypuszczam, że właśnie przez moją bierną postawę. Na to złożyła się
      > równeż moja nieśmiałość i paraliż. Wyobraźcie sobie sytuację: Siedzę na ławace
      > z kolegami, Ona włancza się do naszej dyskusji. I w tej chwili przestaję się
      > udzielać, drętwieję, w gardle mi usycha! Debil ze mnie! Obecnie mam
      > przysłowiowego "doła". Czuję pretensję do siebie, że nic nie zrobiłem. A jak
      > wspomniałem jej entuzjazm opdał znacznie. Po okresie wzajemnego zainteresowania
      >
      > [choć z mojej strony nie okazywanego tak spontanicznie], sytuacja przepełniła
      > się nastrojem nijakości. Jedyne na co mogę się zdobyć to zwykłe "Cześć" NIECH
      > KTOŚ DORADZI, co mam zrobić? Czasu coraz mniej. Myślałem o zaproszeniu jej do
      > jakiegoś lokalu. Ale jeśliby odmówiła to nie zniósłbym tego! Spaliłbym się
      > psychicznie! Miałbym pretensje do siebie, że nie poczyniłem odpowiednich kroków
      >
      > wcześniej, gdy była zainteresowana. Chociaż możliwe, że wciąż jest
      > zainteresowana, ale jak długo można dawać tak wyraźne znaki komuś [mnie] i nie
      > otrzymywać odpowiedzi?! Co robić? Jak zainicjować coś?

      • ja_nek Re: Mam problem 14.03.02, 13:08
        Niepotrzebnie nazwałeś się ofermą. Nie każdy był od razu Casanovą.
        Nie przejmuj się tym, że nie wiesz jak do Niej podejść i zacząć rozmawiać.
        Ja też byłem chorobliwie nieśmiały. Lata temu...

        Ja też wiem jak to jest: suchość w gardle, bierność i paraliż. Założe się, gdybyś
        miał do Niej podejść i zagadać, to prędzej byś się pod ziemię zapadł.
        Posłuchaj. Twoja nieśmiałość jest do przezwyciężenia.
        Na pewno jest w Tobie coś wartościowego.

        PAMIĘTAJ! JEŚLI NIE PODEJDZIESZ DO NIEJ I NIE ZACZNIESZ Z NIĄ ROZMAWIAĆ ONA
        ZNIKNIE Z HORYZONTU PO ZDANIU MATURY!
        JEŚLI CHCESZ, ABY Z TWEGO UCZUCIA COŚ WYSZŁO M U S I S Z ZACZĄĆ DZIAŁAĆ!
        Musisz, bo inaczej Ją stracisz, ktoś zgarnię Ci Ją sprzed nosa!!!

        Jeśli nie zaczniesz z Nią rozmawiać i będziesz się biczował emocjonalnie nie
        będziesz mógł sobie tego długo wybaczyć.
        Powinieneś o swoim problemie porozmawiać z kimś bliskim, ale mądrym. Nie każdy
        kolega nadaje się do rozmowy i porady.
        Nie bój się nazywać Tego miłością. Kiedy człowiek zakochuje się po raz pierwszy,
        zawsze ma trudność z określeniem, czy to jest to, czy jeszcze nie.
        Sposób w jaki o tym piszesz: wyglada mi na to, ze nie chodzi o tylko o fizyczne
        zauroczenie. Inaczej by Cię tak nie wzięło.

        "Mój problem leży w tym, że jestem nieśmiałą i zakompleksioną osobą."
        Nie jesteś ani pierwszy ani ostatni. Za ileś lat myśląc o swojej nieśmiałości
        uśmiechniesz się tylko.
        Powinieneś do niej podejść i zaproponować spotkanie. Nie bój się, kobiety nie
        gryzą. Nic Ci nie zrobi.

        "Zamiast przejąć inicjatywę delektowałem się sytuacją. Myślałem: "ona chce-
        hurra!". Dlatego jej entuzjazm opadł- przypuszczam, że właśnie przez moją bierną
        postawę. Na to złożyła się równeż moja nieśmiałość i paraliż."
        Jeśli nie zrobisz niczego Ona pomyśli, że straciłeś zainteresowanie. Przecież Ona
        sama do Ciebie nie podejdzie! To Ty musisz z Nią porozmawiać, ale nie na
        przerwie. Zaproś Ją do kawiarni i opowiedz o tym wszystkim. tylko nie płacz ani
        nie rozklejaj się. kobiety myślą wtedy, że jest się miękkim i niemęskim. Ale łzy
        w oczach mogą być. Bądź szczery i delikatny. Opowiedzenie komuś, że się bardzo
        kocha, że się jest zauroczonym, to trochęvtrudne dlatej osoby.
        Bądź cierpliwy, ale działaj. najtrudniejsze to jest się przełamać, później
        pójdzie łatwiej.

        "Ale jeśliby odmówiła to nie zniósłbym tego! Spaliłbym się psychicznie!"
        Nie spróbujesz, to niczego się nie dowiesz. A tak na marginesie nieraz podrywając
        dziewczynę dostaniesz kosza. Ale czy tylko dlatego nie nalezy podrywać i szukać
        sobie kogoś?
        Sama kobieta do Ciebie nie przyjdzie, to Ty musisz wykazać się inicjatywą.
        MUSISZ! przestań tak o tym myśleć, tylko zacznij działać.

        Pozdrawiam
        Janek
    • bigstar Re: Mam problem 14.03.02, 16:11
      ty sie niczym nie przejmuj...zachowujesze sie tak...bo sie niezle
      zadurzyles...i nie boj sie bo nie ma czego. Raz sie zyje i raz
      umiera.....zapytaj ja...czy nie mozesz jej odprowadzic do domu...albo umow sie
      na kawe i ciastko...a pozniej do kina....zorganizuj jej ladny wieczor...taki,
      zeby tego nie zapomniala.....i czy sie z toba umowi, czy nie...dowiesz sie
      tylko wtedy jak sie zapytasz....
      Jak cie lubi, to powie tak....( a moze ona juz tez sie w tobie
      zadurzyla...tylko tego nie pokazuje...i moze tez sie denerwuje, jak cie
      widzi...tylko ty tego nie widzisz....)
      Czasami trzeba w zyciu zaryzykowac....wiec ryzykuj...bo jak nic nie
      zrobisz ...to bedziesz tego bardziej zalowal, niz jak cos zrobisz....
      Ja czesto robilam pierwszy krok...i nie zaluje....i bede probowac dalej....
      Powodzenia...i jak sie uda...to napisz jak bylo.....
      • Gość: ja Re: Mam problem IP: 213.76.173.* 14.03.02, 20:00
        Kto nie zaryzykuje... ten nic nie ma:-)
        Pozdrawiam! Odwagi:)
    • Gość: Mikey Re: Mam problem IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.02, 22:46
      hehe, myślę, że każdy miał taki sam problem, wcześniej czy później
      ja, oczywiście, też kiedyś byłem nieśmiały, ale jakoś się przełamałem
      jak już wiele osób sugerowało, po prostu podejdź do niej i spytaj, czy pójdzie
      z tobą do kina albo do jakiejś knajpy
      może pomoże ci telefon, bo podczas rozmowy tel. nie musisz się martwić o swoje
      niewerbalne zachowanie, :)
      co jeśli odmówi?
      hmm, po prostu spróbujesz jeszcze raz
      wiem, że na początku to nie jest łatwe, ale człowieku, życie nei jest łatwe...

      oczywiście, trzeba najpierw znaleźć jakiś pretekst do rozmowy, ale o to nie
      jest trudno, bo przecież chodzicie do tej samej klasy, no nie?
      zawsze możesz zadzwonić i spytać np. o temat na wypracowanie albo o pracę
      domową, bo jakoś dziwnie zapomniałeś zapisać
      może jeszcze piszecie tę samą maturę?
      zdajecie na ten sam wydział?
      o właśnie, może spytasz ją czy idzie na dzień otwarty szkół wyższych? :)
      spytaj ją i zorientuj się, że jakoś przypadkowo idziecie na to samo
      spotkanie, :)
      kurde, w liceum to było tyle możliwości...
      tylko miej odwagę je wykorzystać! :)

      pozdrawiam
    • Gość: inaaa Żaden problem IP: *.tvsat364.lodz.pl 17.03.02, 19:26
      Zdajecie maturę , no to masz okazję zapytać ją osobiscie czy w towzrzystwie np.
      czy jest już przygotowana do matury, może popros o pomoc bo czegos nie
      rozumiesz i wtedy moze ona przejmie inicjatywę, a jezeli ci odmówi to powiedz
      przy niej "tak myślałem - szkoda, ale może kiedy indziej?" Ja z moim chłopakiem
      przed matura nie chodzilismy do lokalu, tylko ze szkoły do domu pieszo.
      A tak wogóle zazdroszczę wam że macie takie fajne młodzieńcze problemy.
      Acha jeszcze jedno z mojej klasy jest kilka małżeństw.
    • Gość: exoferma Re: Miałem problem IP: 158.75.53.* 20.03.02, 18:32
      haaaaahahhah aaahhah... pszepraszam za ten bełkot, ale od jakichś 20 minut nie
      myślę zbyt trzeźwo . Zrobiłem to!! Zrobiłem!!!! AAAAAAA! Ale pokolei. Tydzień
      temu po części dzięki waszym zachętom zdecydowałem, że zaproszę Ją na ten
      weekend do lokalu. Ustaliłem, że najpóźniej w czwartek coś zrobię... Dzisiaj
      jest środa. Wróciłem z próbnej matury, i po kilku próbach podniesienia
      słuchawki w końcu uniosłem ją! Dzwonię, nikt nie odbiera. Boże! Dzwoniłem potem
      jeszcze około 4 razy i nic. Za piątym razem już zwątpiłem, bo znowu długo nikt
      nie odbierał. Ale... ktoś odebrał! Spytałem czy jest, ktoś poprosił ją do
      telefonu. No i spytałem się, czy by się nie wybrała- odpowiedź była pozytywna.
      Odłorzyłem słuchawkę, 5 minut patrzyłem się w ścianę. Poszedłem do pokoju,
      przchodząc obok lustra spostrzegłem przez chwilę swój szaleńczy uśmiech.
      Wszedłem do pokoju i gleba, kolejne 10 minut na podłodze z oczami w suficie.
      Powtarzałem tylko jej słowa: "Chętnie, chętnie, chętnie...
      Dziękuję za rady:D Jeśli macie jeszcze jakieś w związku z zaistniałą sytuacją
      to walcie!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka