dotarta
19.09.04, 20:59
Nie dosc,ze nie radze sobie w kontaktch roznych taaam nietylko damsko-meskich
bo ciagle kogos ranie swoja porazajaca osobowoscia to jeszcze dzis malo
zwierzaka nie wykonczylam...Mialam troche starego chleba-zaznaczam,ze nie
splesnielego-no i postanowilam labedzie nakarmic-dadajmy,ze miejsce w ktorym
sie znajdowalam sprzyjalo tego typu akcjom humanitarnym(a propoos czy akcje
ku pomocy zwierzakom tez sie nazywaja humanitarnymi?). Dzien piekny, troche
zbyt dmuchajcy moze, falki, blyski na wodzie i te sprawy... Labadek pojawil
sie dosc szybko i nawet zareagowal na stosowane przeze mnie sygnaly reczne
prywolujace...Biedaczek...zanurzyl ten swoj lepek, polknal kawalek chleba no
i wlasnie...chyba nie polknal...Pierwszy raz widzialam wyraznie na twarzy
labedzia jakis taki no nie wiem jak to nazwac...wyraz przestrachu? Nie to,ze
mu oczka sie wytrzeszczyly, co to to nie, ale wyraznie poczulam,ze cos z nim
nie tak...Labdek potrzymal przez chwile lepetynke w gorze poczym zafundowal
sobie lyka wody. W tym czasie ja jakos bezmyslnie wrzucilam do wody jeszcze
pare kawalkow chleba, zazanczam ze naprawde malych a nie cale
kromki...Labadek pochwycil jeden z nich i wyraznie mina zrobila mu sie
jeszcze bardziej nietega...Cos tam do niego mowilam zeby popil...No i
biedaczek popil...Ze dwa razy...Potem przyjzal mi sie, i daje slowo mine mial
a la "cos mi jest" i zaczal odplywac, a wtedy na jego szyjce tak z boku
dostrzeglam wypuklosc...Hm...Jak zyje nie zdarzylo mi sie zeby labedzie
odplynely nim czlowiek odejdzie...a ten po prostu prysnal w oka mgnieniu
dlawiac sie kawalkiem chleba...Chleba,ktory nie byl taki twardy bo bez trudu
go lamalam...biedaczek...I wtedy taka refleksja mnie naszla,ze nawet chyba i
wsrod labadkow sa pechowcy.