333a3
04.01.07, 12:40
1 stycznia wracając do domu z Sylwestra znalazłem siedzącą na schodkach zziębniętą, otuloną tylko w lichy paltocik dziewczynę.
Kiedy zapytałem kim jest-odparła,że jest Nowym Rokiem 2007. Powiedziałem jej, że każdy Nowy Rok na poczatku jest małym, nagim chłopczykiem przepasanym szarfą z napisem, a nie wyrośniętą dziewczyną. Coś tu nie gra. A ona na to, że
to głupie przesądy i tak w ogóle to, żebym nie interesował się małymi, gołymi
chłopczykami bo mogę skończyć za kratkami.
Zaprosiłem, więc ten Nowy Rok do domu, pomogłem zdjąć paletko i okazało się, że stoi przede mną prześliczna, bardzo rozwinięta dziewczyna przepasana szarfą z napisem"Nowy Rok 2007". Ponieważ była bardzo wyziębiona, zacząłem ogrzewać ją własnym oddechem-od stóp poczynając. I tak powoli, centymetr po centymetrze przesuwałem się do góry. Doszedłem do miejsca, które wcale zimne nie było, ale chuchanie na nie sprawiło,że Nowy Rok zaczęła żywiej reagować-co więcej po pewnym czasie okryła się rumieńcem. Tak więc od kilku dni w znoju i trudzie, poświęcam się dla wszystkich-bez wyjątku zziębniętych dziewczyn, dmucham i chucham, chucham i dmucham, żeby ten Nowy Rok 2007 był taki trochę romantyczny, trochę rozmarzony, cały czas pogodny i szczęśliwy.