quickly
11.04.07, 03:54
...i bede za wszystkie swoje grzechy zyl o chlebie i wodzie (no moze z
odrobina wedzonego boczku, bo wedliny w Polsce sa znakomite i do tego jeszcze
troche kiszonej kapusty, i jakies piwko albo dwa... ale poza tym, to bedzie
pelna asceza).
Po przylocie do kraju 15 czerwca mialem sie spotkac, jeszcze na samym
poczatku, z bardzo mila i sympatyczna osoba, ale sie nie spotkam... Jeszcze
pozniej mialem spotkac sie z jeszcze jedna mila osoba, no i... tez sie nie
spotkam. Trudno... tak jakos wyszlo. Nie ciekawa ta moja karma... Widocznie,
tam wysoko w gwiazdach, przed milionami lat bylo to juz dawno zaplanowane i
zapisane.
Czy plakac? Chyba nie... dosyc juz wylanych lez... Zreszta co mi to da?
Mam spiwor i plecak. Kupie sobie jeszcze (w celach obronnych) porzadny noz i
tak uzbrojony dotre do kraju... Co najwyzej w Singapurze kupie sobie jakis
maly, tani aparat cyfrowy, zeby (o ile przezyje) zarejestrowac to, co
widzialem.
Bede zyl w lesie. Tam sie czuje dobrze, wrecz znakomicie... Bez ludzi, bez
zwierzat i ryb (bo te klusownicy juz dawno je wytrzebili), i bez zadnej
nadziei na jutro...
Tak... to bedzie niezapomniane lato lesnego ludka. :)))