IP: *.adsl.inetia.pl 13.11.08, 15:19
Polecam ciasto na niedzielę

Składniki:
1 kostka masła,
2 szklanka cukru,
1 łyżeczka soli,
4 jajka,
1 szklanka suszonych owoców,
1 szklanka orzechów,
sok cytrynowy,
proszek do pieczenia,
3-4 szklanki dobrej whisky

Sposób przygotowania:

Przed rozpoczęciem mieszania składników, sprawdź czy whisky jest dobrej jakości.
Dobra... prawda? Przygotuj teraz dużą miskę, szklankę itp. utensylia
kuchenne.
Sprawdź czy na pewno whisky jest taka, jak trzeba ... ,by być tego pewnym>
nalej jedną szklankę i wypij tak szybko, jak to tylko możliwe. Operację powtórz.
Przy użyciu miksera elektrycznego ubij kostkę masła na puszystą masę, dodaj
łyżeszke sukru i ubjaj dalej. W miedzyszasie zprawdź, czy wisky jest na pewno
taka jak czeba.
Najlepiej sklaneczke. Otfórz druga butelkie jeźli czeba. Wszuś do mniski dwa
jajki, obie szlanki z owosami i upijaj je mikserem. Sprawś jakoź wiski żepy
pootem gośie nie mufili sze jest trojnoca.
Wszuś do miszki szyśką sul, jaka masz w domu czy so tam masz,szysko jedno so,
f sumje fsale nie nie ma snaszenia so fszuśisz ! Fypij skok
sytrynnmowy.
Fymjeszaj fszysko z oszehami i sukrem fszystko jedno i frzudź monki ile tam
masz fdomu, osmaruj piesyk masem i wyklej siasto na plache piesyka, usaw ko na
350 stofni, saaaamknij źwiszki. Sprawś jakoś fiski sostanej ot pieszenia siasta...
I iś spaś.
Obserwuj wątek
    • obrotowy fuj ! :) 13.11.08, 17:42
      whisky do slodkiego ciasta?

      ni hollery.

      tylko koniak.

      • Gość: janusznowy Re: fuj ! :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.08, 17:55
        jeden z naszych kabareciarzy piekł takie ciasto na ekranie tv.
        smakowało pysznie.:)

        perfekcja jest nieosiągalna
        • osv Re: Polecam :D 13.11.08, 21:43
          "PARYZ"-tårta / nazwa miejscowa ; )) /

          200g migdalow
          200g masla
          200g maki
          200g cukru
          mala lyzeczka cukru pudru z wanilia


          Migdaly sparzyc,obrac,drobno posiekac.
          Dodac do maki, masla i cukru/+ wanilia, zagniesc ciasto.
          Schlodzic. Podzielone na trzy czesci ciasto, rozwalkowac w formie 3
          kol, o srednicy ok 30cm.Piec na zloty kolor na specjalnym pergaminie
          w temperaturze 250C, 5-8 min - nie spalic! Wyjac ostroznie, powinno
          stwardniec.
          /sensu stricto ! ; ))/

          I warstwe - przelozyc najlepszym dzemem malinowym
          II warstwe - przelozyc kremem waniliowym/ gotowany! z 05l mleka /
          ekskluzywny, jest robiony wlasnorecznie!

          Ubic smietanke kremowke z odrobina wanili i cukru pudru - mozna
          dodac troszke skorki cytrynowej.Pokryc dokladnie boki i gore tortu
          kremem ze smietanki.
          Udekorowac: phisalis- /suszone kwiaty z pomaranczowym owocem w
          srodku/, kiwi-polksiezyce, mandarynki, truskawki + duze czarne
          jagody... kreatywnosc indywidualna!

          Tort powinien byc schlodzony przez okolo 5 godzin, az
          sie "przegryzie" ; )))

          kawa + drink: wytrawne martini, dzin, grape tonic, dwa plasterki
          cytryny:zolty i zielony, kostki lodu, moga byc z soku z dzikiego
          bzu...


          Perfekcja jest nieosiagalna...ale przy odrobinie fantazji wszystko
          jest mozliwe! ; DD

          www.youtube.com/watch?v=mbs64GvGgPU
          ; DD
          • Gość: janusznowy Re: Polecam :D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.08, 22:40
            kabarety.tworzymyhistorie.pl/053_hrabi_kobieta.php
            jutro zabieram się za torcik :)))

            perfekcja jest nieosiągalna
            • Gość: viviene Re: Polecam :D IP: 212.59.248.* 13.11.08, 22:58
              no to ja też chcę torcik:)
              poczekam zatem do jutra:)
              • Gość: janusznowy ok. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.08, 23:22
                ta łza co z oczu twoich spływa
                jak ogień pali moją duszę
                i wciąz mnie męczy myśl straszliwa
                że cię pożegnać dzisiaj muszę...

                perfekcja jest nieosiągalna
      • dwausmiechy Re: fuj ! :) 20.11.08, 10:48
        whisky jest w ogóle okropna, a koniak nie lepszy :))
        chyba , żeby "zabić smak"
    • altinka Re: Polecam 13.11.08, 19:01
      Smakoszu :):) Świetne.
      • osv Polecam ... 02.12.08, 01:05
        ...a moze tym razem cos dla ducha...?
        / ooo! widze, ze sie juz ulotnil ??/

        polecam znakomitego meksykanskiego pisarza...swietnego styliste,
        malujacego z pasja ludzkie charaktery :


        " Stoisz przed lustrem.
        Patrzysz na swoje odbicie.
        Szukasz d´Artagnana skaczacego z balkonu wprost na grzbiet konia,
        ktory czeka gdzies w zaulku.
        Chcialbys zobaczyc Czarnego Korsarza na maszcie okretu "Folgore"
        podczas ataku na Maracaibo. Oczyma wyobrazni widzisz hrabiego Monte
        Christo, siebie samego za mlodu, z zastygla fala sztucznej siwizny
        na skroniach, i widzisz tez Alejandra Seville, siebie samego z
        czasow, gdy kreciles " Siedmiu chlopcow z Ecija", i jestes nimi
        wszystkimi, i zdaje ci sie, ze sam jeden mozesz zagrac siedmiu
        osiemnastowiecznych bandytow.I jestes rowniez garbatym Henrim de
        Lagard`ere, ktory ucieka sie do przebrania, aby zwiesc dwor Ludwika
        XIII i ocalic honor Blanki de Nevers.

        Tyle, ze teraz Alejandro, nie potrafisz pozbyc sie tego urojonego
        kalectwa, garb przyrosl ci do plecow, nie jest juz z gumy, lecz z
        kosci, wiec potrzasasz glowa, pragnac, aby szklana tafla pokazala ci
        znowu zgrabna sylwetke zamaskowanego Zorro, gotowego bronic
        tradycyjnych wartosci Starej Kalifornii.

        Juz nim nie jestes.
        Chocbys potrzasal glowa nie wiadomo jak dlugo.
        Nie wroci Zorro ani hrabia Monte christo, ani kawaler de Lagardére.
        Nigdy wiecej nie bedziesz trzecim ani czwartym muszkieterem...
        - Alejandro, nie nadajesz sie juz do filmow plaszcza i szpady.

        Ugryzles sie w jezyk, choc miales ochote ich spytac, kto tu jest
        gwiazda, powiedziec, ze filmy sa zogromnialym odbiciem twojego zycia
        i ze Mexigrama ani razu nie zaproponowala ci roli na twoja miare.
        Nigdy nie byles popychadlem zadnego producenta czy rezysera.
        Nazywasz sie Alejandro Sevilla i jestes najwiekszym amantem w
        historii meksykanskiego kina.
        Byles nim przez trzydziesci lat.
        Podkladales glos za Charles`aBoyera. Miales flirt z Hollywood.
        Zdobyles slawe kochanka Marleny Dietrich -
        czy zasluzenie, to juz teraz nieistotne.

        Za sprawa kina uwierzyles, ze pozostaniesz wiecznie mlody. Tyle, ze
        kiedys zadna poczatkujaca aktoreczka nie odmawiala ci
        swojej "syreniej pupci", a teraz odrzucaja cie nawet
        statystki, /.../ reagujac drwina albo soczystym policzkiem.
        A Peggy Silvester powiedziala nawet, ze nie zamierza z toba
        pracowac, bo jestes panem has been, relikwia przeszlosci,
        i /.../

        - Mozemy ci zaproponowac role ojca rodziny. Wiesz, typ nowoczesny i
        wyrozumialy. Albo bardziej tradycyjny: niezrozumiany neurotyk.
        Zasmiales sie. To wytwornia zalezala od ciebie, a nie na odwrot.


        /.../ choc wiesz, ze jestes raczej wielkim oszustem, cieniem bez
        wlasnej twarzy i /.../ kiedy w koncu spadasz z masztu i
        podejrzewasz, ze sie z ciebie po cichu smieja, idziesz w
        ciemnych okularach i szalu do kina, zeby zobaczyc sie na duzym
        ekranie, a tam publicznosc smieje sie na glos, krzyczy: daj sobie
        spokoj, dziadku, do przytulku, mumio, do ziemi, grzybie, a producent
        wszystkich twoich filmow, twoj stary przyjaciel, nie ma oporow, zeby
        ci powiedziec:
        - Alejandro, aktor musi najpierw umiec zaistniec, a potem zniknac,
        zeby nie przestal istniec.

        /.../ Powoli zamknely sie za toba wszystkie drzwi. Przestano dawac
        ci nawet role typu mai´tre d´hotel.
        Umiem nosic frak, przekonywales.
        To znajdz prace w luksusowej restauracji, uslyszales w odpowiedzi.
        Ale nie ma juz restauracji takich jak dawniej, westchnales w duchu,
        bo i tak nikt by cie nie zrozumial.


        /.../ miales wszystkie kobiety, Alejandro. Wszystkie.
        Ale kochales tylko jedna. Nazywala sie Cielo* de la Mora. /.../
        Korzystales z romantycznych scen, zeby " przystawiac jej miecz do
        gardla" i obserwowac jej reakcje. Nawet te najbardziej oburzone w
        koncu ci ulegaly. A jednak z nieznanych przyczyn Cielo* de la Mora
        od poczatku wzbudzala twoj szacunek. Osmieliles sie jedynie
        zaspiewac jej na ucho: " Ten pieprzyk, ktory masz, moja gwiazdko z
        nieba, nad gorna warga, musi byc moj..."
        - Inaczej zgine smiercia marna - dokonczyla.

        Jej mroczna, ale przyciagajaca wzrok uroda wydawala sie kryc jakas
        tajemnice. Podobnie jak czujne, choc zawsze polprzymkniete oczy.
        Spojrzenie, ktorego nie mial odwagi
        rozszyfrowac.Inne aktorki, owszem, patrzyly w sposob calkowicie
        czytelny. Niektore przyjmowaly twoje awanse z mysla o swoim.
        Wykorzystywaly cie i ty o tym wiedziales.
        Kazdemu "bzykanku" nadawales jednak szczegolna wartosc. Czy to bylo
        szczere, czy nie szczere, jedyne w swoim rodzaju czy zwyczajne - nie
        mialo najmniejszego zanczenia.

        Umiales wyczuwac kobiety, odgadywac ich slabosci, czytac w nich jak
        w otwartych ksiazkach, lekcewazyc je i bezlitosnie porzucac.
        To byly twoje " panny", twoje "laski", twoje "dziewczynki"
        i "sloneczka" wszystkie w koncu anonimowe, niewarte wspomnienia, bo
        przewidywalne.
        Tylko Cielo* de la Mora wydala ci sie zagadkowa, tajemnicza. Nie
        ludziles sie jednak.
        Bo czy w spojrzeniu tej wspanialej kobiety o bardzo czarnych wlosach
        i bardzo bialej skorze naprawde cos sie krylo?


        /.../ Rzadko, bardzo rzadko trafialy sie spojrzenia obojetne.
        Alejandro Sevilla dzialal na kobiety jak magnes. Ba, czasem hold
        skladali ci, Alejandro, nawet mezczyzni, nasladujac twoje pozy,
        twoje tyrady, sposob w jaki sie ubierales, gdy na chwile
        przestawales byc muszkieterem.

        " Czemu podsycasz plomien mojej zazdrosci dwuznacznosciami?"
        " Szczerze mowiac, najdrozsza, nie zdolalas odcisnac na mojej duszy
        pietna."
        " Cierpie na dekadencka milosc."
        " To bez znaczenia."
        " Reszty nie trzeba."


        Cielo* de la Mora byla inna. Nie tylko miala w sobie "tajemnice",
        ale na dodatek w obliczu twoich zalotow i amatorskich popisow
        zachowywala niezmacony spokoj.
        Nie zeby traktowala cie z przymruzeniem oka. Albo z ciebie kpila.
        Nie, byla twoja " normalnoscia".
        Usmiechnieta, warta swojego swietlistego imienia, wydawala sie
        promieniowac blekitem.
        Przyciagala cie jej kontemplacyjna pogoda, powaga i powsciagliwosc.
        Nie znales takiej drugiej.
        Dlatego sie w niej zakochales.
        Ani jej ani tobie nie zalezalo na malzenstwie.
        Cielo* de la Mora stanowila dla ciebie kolorystyczna przeciwage.
        Sluchala cie we wszystkim, dajac do zrozumienia, ze miedzy toba i
        nia istnieje glebokie porozumienie.

        Zblizyl ja do ciebie przemysl filmowy.
        I on tez ja od ciebie oddalil.
        /.../ na planie filmowym ...wtraciles: " Kochanie, chodzi wlasnie o
        to, aby stworzyc wrazenie, ze Meksyk nie jest wcale krajem tropikow,
        bananowa republika, ze tu tez bywa zimno, jak w Europie...

        Zasmiala sie, odwrocila i wsiadla do taksowki, a ty szepnales:
        - Chodzi o to, aby pokazac, ze jestesmy cywilizowani...
        - Chodzi o to, aby ukryc, jacy jestesmy naprawde - rzucila przez
        okno.



        W swoim pozegnalnym liscie Cielo* de la Mora napisala mniej wiecej
        tyle. Ze przed laty zakochala sie w zdjeciu. Zanim cie jeszcze
        poznala, zanim zobaczyla cie na ekranie.
        Ze aktora nalezy podziwiac z daleka. Ze to czysta prawda: slawa
        komplikuje codzienne uczucie.

        Przypomniales sobie rzeczy, ktore zdazyly ci juz wyleciec z pamieci.
        - Zawsze kiedy chce ci powiedziec cos waznego, Alejandro, mowisz, ze
        sie spieszysz, wychodzisz, nie sluchasz.
        A teraz pisala:

        " Jak mam ci wytlumaczyc te moja chec, zeby uciec, zeby przestac byc
        osoba, ktora bylam przy tobie, zeby zaczac zycie od nowa?"

        I wyjechala.Wolna.Niby ptak, ktory zna jedynie rozklad por roku, zew
        cieplych krajow, instynktowna niechec do chlodu.

        Oszukiwales sam siebie. Kolejne z nieustannie popelnianych przez
        ciebie glupstw, Alejandro. Nawet nie wiesz ile ich masz na koncie.
        Sa niczym krzywy kregoslup twoich egzystencji, Wiem, ze nigdy nie
        przyjmiesz tego do wiadomosci. Biczujesz sie.
        Jak masz sie przyznac, ze twoje zycie jest farsa, ze istnieje
        wylacznie w takim wymiarze, w jakim postrzegala cie Cielo* de la
        Mora: jako statyczna projekcja slawy.

        • osv Re: Polecam ... 02.12.08, 01:07
          /.../
          Plaza de los Arcos de Bele´n w poblizu stacji Salto de Agua
          przyciaga te sama publike, ktora odwiedza tak zwane teatrzyki
          ogrodkowe w centrum miasta, anonimowe bary,
          przybytki wciaz rozbrzmiewajace slowami boler, dansingi, gdzie
          przetrwaly tance takie jak danzo´n...

          Calkiem niedawno zaczeto urzadzac tu jarmark, jeden z tych, ktore
          odbywaja sie w kazdej dzielnicy tego gigantycznego miasta i czesto
          stanowia jedyna rozrywke biedakow, czyli znakomitej wiekszosci
          mieszkancow.
          /.../ Masa ludzi.
          Publika.
          Jarmark na Plaza de los Arcos de Bele´n oferuje cala game atrakcji,
          od osmiornicy po kolo fortuny, od karuzeli z konikami po strzelnice,
          od handlarzy medykamentow - przeciwko
          dolegliowsciom takim jak ischias, impotencja, koszmary senne,
          odciski, zla krew, dobre zycie - po magikow i wrozbiarzy, ktorzy
          strecza na rogach ulic ze swoimi szklanymi kulami, przybrani w
          spiczaste czapki w gwiazdki, rywalizujac o zainteresowanie
          przechodniow.
          Tropiciele okazji, niespelnieni tenorzy, brzuchate odaliski,
          niewatpliwi weterani rewolucji i watpliwi zolnierze imperium,
          deklamatorzy powszechnie znanych wierszy, recytatorzy
          konstytucji i ksiazek telefonicznych, halasliwi sprzedawcy losow na
          loterie.
          Szmer wymienianych nowin, zjadliwe posykiwanie balkonowych
          plotkarek, placz bezrobotnych cyrkowych pajacow.
          Ludzie zjawiaja sie tu piec razy w tygodniu, przez piec kolejnych
          wieczorow, aby pokazac, ze jednak o czyms decyduja. /.../







Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka