to_ja_obiekt
01.11.03, 16:04
Nastrój jest w sam raz, zapada zmrok, a jeszcze do tego zapaliłam tzw.
kominek zapachowy, do którego wkropliłam odrobinę olejku bergamotowego i
ylang-ylang. Włączyłam też CD Barry White'a. Super!
OK, to ja pierwsza. Zawsze, a szczególnie w szczenięcych latach, uwielbiałam
słuchać historii o duchach, mimo że później strasznie bałam się iść spać i
paliłam przez całą noc światło. Zawsze też wierzyłam w istnienie duchów i
dalej wierzę, ale przenigdy nie chciałabym ducha zobaczyć. Pewnie umarłabym
ze strachu. Ale podobno duchy nie odwiedzają tych, którzy się ich boją, tak
zawsze babcia mi powtarzała. Zapytała mnie kiedyś, czy chcę, by odwiedziła
mnie po śmierci, oczywiście nie chciałam. Dotrzymała słowa:)
Mój dziadek został wdowcem w wieku 30 lat, z trójką malutkich dzieci, z
których najmłodsze miało 3 miesiące. Jego żona zmarła w wieku 24 lat w powodu
powikłań poporodowych. Dziadek został w rozpaczy, zresztą nie tylko on, jego
zmarła żona również. Dziadek opowiadał mi niejednokrotnie, jak to w nocy
budził go płacz jego dziecka, ale za chwilę słyszał, że kołyska zaczyna się
kołysać, a dziecko radośnie gaworzyć. Nie muszę chyba dodawać, że przy
kołysce nikogo (żywego) nie było. Dzieci podrosły, ale dziadkowi trudno było
samemu je wychować, ożenił się więc z drugą kobietą, z którą miał również 3
dzieci (między innymi moją Mamę). Druga żona dziadka nie była niestety
najlepszą macochą dla swoich pasierbic. Przyrodnia siostra mojej Mamy
niejednokrotnie płakała i tęskniła za swoją prawdziwą matką, którą straciła w
wieku 3 lat, ale wciąż pamiętała i kochała. Kiedyś położyła się spać i
zaczęła straszliwie płakać (miała tego dnia utarczkę z macochą). Nagle
usłyszała, że ktoś obok niej szlocha, odwróciła się więc zaskoczona i
zobaczyła stojącą przy łóżku postać ubraną na biało, z przysłoniętą twarzą.
Nie namyślając się wiele wyciągnęła rękę by zerwać zasłonę z twarzy tej
istoty... Jej ręka przeniknęła prze próżnię, a postać szybko odpłynęła w
kierunku okna i zniknęła. Dziewczynka zdrętwiała ze strachu, nie mogła
wydobyć z siebie słowa, krzyknąć, ani poruszyć się. Dopiero po chwili zdała
sobie sprawę, że to była jej zmarła matka, która przyszła do niej z zaświatów
i szlochała nad losem swojego dziecka. Ta dziewczynka to oczywiście moja
ciotka, która ma teraz 72 lata i dopiero niedawno opowiedziała mi tę
historię. Powiedziała mi również, że od tamtej pory nigdy nie płakała po
położeniu się do łóżka. Kończąc tę historię - mój dziadek nigdy nie zapomniał
swojej pierwszej żony, kochał ją i wspominał przez całe życie, a gdy o niej
mówił miał łzy w oczach. Jego drugie małżeństwo nie należało do udanych
(dziadek nawet mówił - chyba nieco żartobliwie - że wolałby spędzić w
więzieniu 25 lat). Dziadek zmarł w grudniu zeszłego roku w wieku 98 lat. Mam
nadzieję, że tam gdzie teraz jest, spotkał swoją ukochaną pierwszą żonę (tę
drugą pewnie też! ;)