adam.strzelbaa
22.12.05, 14:29
Dzisiaj poczucie humoru Arnolada jest legendarne w kręgach
kulturystycznych.Wprawdzie jest całe mnóstwo ilustrujących to opowieści, ale
jedna wybija się ponad resztę: ,,słony kawał" , jaki Arnold zrobił naiwnemu
kulturyściemniej więcej w tym okresie, kiedy wygrywał zawody w Stuttgarcie.W
Austrii, w czasie treningów w zwiazku, Arnold, Karl Kainrath, Kurt Marnul i
Hans Gobetz poznali niejakiego C. Jego ojciec był zamożnym człowiekiem,
właścicielem zajazdu i sklepu miesnego w Gleidorf, tuż koło Grazu. C.
podziwiał Arnolda, pragnąc mieć takie samo ciało, i zachowywał się w jego
obecności jak zakochana dziewczyna.
C.płaszczył się przed Arnoldem i podziwiał go do szaleństwa. Pomiedzy
zainteresowaniem, którego Arnold zawsze pragnął a bezmyślnym kultem bohatera
istniała jednak cienka granica. Wkrótce Arnoldowi obrzydła gorliwość i ślepe
oddanie C. Pewnego razu, Gobetz i Arnold, szukając jakiejś rozrywki
postanowili odwiedzić C. w domu jego ojca. Ojciec chcąc pomóc w karierze
swojemu niezdarnemu synowi. postawił przed "zaprzyjaźnionymi" kulturystami
wielki porcje mięsa, które od razu pochłoneli. Ojciec natychmiast podsunął im
nowe porcje, które goście również zjedli, po czym wyszli, a C. nadal nie znał
tajemnicy sukcesu Arnolda.
Wreszcie podszedł ostrożnie do Arnolda i zaczął błagać go o wyjawienie
sekretu jego osiągnięć. Jakie sa naprawde metody treningowe Arnolda? Co na
przykład jada? Arnoldowi zaświeciły się oczy. Kiedy młody kulturysta zamienił
sie w słuch, Arnold dał mu taką oto radę: ,,Jeśli chcesz zbudować sobie takie
ciało jak moje, musisz zmielone łupiny orzecha zmieszać z łyżeczką soli.
zjedz jedną łyżeczkę tej mikstury pierwszego dnia. Następnego dnia zjedz
dwie, a trzeciego trzy.
I tak dalej, aż po miesiącu dojdziesz do trzydziestu łyżeczek dziennie. Wtedy
zaczniesz nabierać ciała takiego jak moje i przyrośnie ci kupa mięśni".
C. był zachwycony. Natychmiast rozpoczął dietę solną Arnolda, nie zdając
sobie sprawy w swoim zaślepieniu, że duża ilość soli jest zabójcza dla
każdego, zarówno dla zwykłego człowieka, jak i dla supermana, i że dla
kulturysty nawet niewielka ilość soli jest przekleństwem, bo zatrzymuje w
jego ciele płyny, których kulturyści chcą się pozbyć.
Wszyscy zgodnie twierdzą, że C. zaprzestał diety siedemnastego dnia, w
chwili, kiedy zjadł na raz siedemnaście łyżek mieszanki z soli i łupin
orzecha. Istnieje jednak różnica zdań co do efektów diety Arnolda. Jedni
twierdzą, że C. pokrył się krostami na twarzy i całym ciele; inni mówią, że
wylądował w szpitalu. Dwie rzeczy są jednak pewne. Po pierwsze, że jeszcze
dziś, po z górą dwudziestu latach C. robi się śmiertelnie bladyna jakąkolwiek
wzmiankę o Arnoldzie. Po drugie, że był to pierwszy, a jak twierdzą
niektórzy, najlepszy z kawałów Arnolda. Z pewnością przyczynił się do
narastającego wokół niego mitu w świecie kulturystycznym, zdobywając mu
szerokie uznanie i wywołując u niego salwy śmiechu za każdym razem, kiedy
opowiadał tę historię.
Arnold został wychowany w szkole Gustawa Schwarzeneggera, szkole upokorzeń,
tyle, że teraz on był górą. Teraz on mógł wyrównać stare porachunki
wykorzystując obcych, znajomych, a nawet przyjaciół do roli ofiar, których
niedola miała uleczyć jego dawne rany. Kiedyś to on był poniżany i
pomniejszany. Teraz role się odwróciły. Ilość ofiar Arnolda w okresie
monarchijskim może wydawać się niezwykła , jeśli nie pamięta się o jego
pozycji w owym czasie. Był wschodzącą gwiazdą kulturystyki, przykładem i
inspiracją dla tych, którzy mieli zamiar osiągnąć sukces w tej dziedzinie
sportu. Kulturyści pragnący dorównać mu szukali jego porad i stosowali się do
nich z nabożnym oddaniem. C., ten ze ,,słonej opowieści", był pierwszą z
wielu ofiar.
Arnold powiedział kiedyś swojemu koledze, że jeśli ten zje kilo lodów,
nabierze muskułów. Dzisiaj większość kulturystów zdaje sobie sprawę, że woda
pozbawia ich mięśnie wyrazistości; biorą oni tyle środków moczopędnych przed
ważnymi zawodami, że czasami, na sekundy przed rozpoczęciem widowiska, można
dostrzec ich za kulisami jak wymiotują na skutek ubocznych efektów tych
medykamentów. Ta informacja najwyraźniej nie dotarła do ofiary Arnolda,
bowiem nieszczęśnik zaczął pochłaniać góry lodów. Dowiedziawszy się, że robi
on to za radą boskiego Arnolda, dziewięciu innych kulturystów zaczęło
postępować tak samo - i pożałowali tego.
Była też dieta cukrowa, wariacja na temat soli, tyle, że tym razem Arnold
radził zjadać kostki cukru. Jedna pierwszego dnia, dwie następnego, aż do
trzydziestu po miesiącu.
Inny z kulturystów niemal zadławił się na śmierć, kiedy Arnold poradził mu,
żeby zamiast specjalnie przygotowanej pasty z białek i witamin zjadł te
składniki bezpośrednio, tak jak jabłko. Kiedy Marnul ostrzegał go, że takie
żarty mogą komuś zaszkodzić, Arnold roześmiał się i wykpił stwierdzeniem, że
oszukani są poprostu głupcami.
Rola Arnolda jako trenera stanowiła idealną pozycję do robienia kawałów
niczego nie poderzejwającym adeptom kulturystyki. Jeden z początkujących
kulturystów, który poprosił Arnolda o przyjęcie do grupy, dowiedział się, że
zalezy to od zdania egzaminu odpowiedniego do jego zawodu: ,,Jaki jest twój
zawód?", zapytał Arnold. ,,Alpinista", padła odpowiedź. ,,Dobrze" odparł
Arnold. ,,Twój egzamin będzie polegał na tym, że wyjdziesz oknem i wyjdziesz
oknem i zejdziesz po murze na ulicę". Sala była na drugim piętrze. Aplikant
zdał egzamin wyznaczony przez Arnolda.
Żarty Arnolda miały jeszcze jeden aspekt, nawet bardziej kuszący.
Utwierdzenie swojej mocy nie tylko dawało mu poczucie siły i zadowolenia, ale
również dzieliło wszystkich na ofiary i prześladowców. Ci drudzy przyglądali
się, śmiejąc się wraz z Arnoldem szczęśliwi, że zostali wybrani do tego
wspaniałego spisku, gdzie są ,,my" i ,,oni". Przede wszystkim, bardzo dobrze
zdawali sobie sprawę z jego siły. Każdy z żartow pozwalał Arnoldowi
przywdziewać jeszcze mocniejszą, nieprzeniknioną zbroję, zwyciężać, zdobywać
przyjaciół, podziw i dominującą pozycję.
W coraz większym stopniu jego żarty zmierzały do bardziej poważnego calu:
zniszczenia wszelkich przeciwników, którzy mogli mu zagrozić w przyszłych
konkursach. W Monachium powiedzał jednemu z rywali o przydomku ,,Power Mike",
że najnowszą techniką amerykańskiej kulturystyki jest wydobywanie z siebie
wrzasku w czasie pozowania na scenie. ,,Power Mike" zastosował się do tej
rady i jak wspomina z rozbawieniem po latach Arnold, zrobił z siebie idiotę.
Amerykanie często trenowali u Putzigera i stanowili doskonały cel dla żartów
Arnolda. Z ujmującym uśmiechem zaproponował im kiedyś, że nauczy ich kilku
słów po niemiecku, żeby łatwiej im było zadomowić się w Monachium. Amerykanie
przyjęli ofertę z wdzięcznością mówiąc między sobą, że ten młody Austriak to
równy gość. Lekcje zaczęły się i uczniowie chętnie przyswajali zwroty
Arnolda, chcąc je wykorzystać przy nadarzającej się okazji
Arnold zapewnił ich, że dzięki tym zwrotom zdobędą wiele przyjaciół pośród
Niemców. I Amerykanie zaczęli ich używać, nie zdając sobie sprawy, że na
przykład jeden ze zwrotów, jakich nauczyli się od młodego człowieka
brzmiał ,, Jak sie masz, stara świnio. Czy ciągle jeszcze walisz konia?"
Według jednego ze świadków, kulturysty Helmuta Riedmeiera, kiedy jedna z
kelnerek zagadnęła niefortunnie Arnolda, czy chciałby jeszcze czegoś, ten
majac już w czubie sporo piwa odparł: ,,Tak, zerżnąć cię".
Źródło: ,,Nie autoryzowana biografia Arnolda Schwarzeneggera" Wendy Leigh