vandikia
29.01.07, 09:38
tesc powiedzial mi, ze droga dobra do jazdy, czarna, to wsiadlam w auto i do
wawy. zaczelo sypac ostro..marznacy snieg. 1 raz wjechalabym nowiutkiemu
nissankowi w dupeczke..jechalam 20/h ale i tak nie moglam zahamowac, jakos
wezykiem zahamowalam. po tej akcji zatrzymalam sie na przystanku autobusowym
i zadzownilam do meza, ze dalej nie jade, rzekl mi: nie wyglupiaj sie.
no to jade. drugi raz na żwirki wjechalabym pod wywrotke, po prostu zamknelam
oczy, bo juz nic nie moglam zrobic...3-4 cm sie zatrzymalam przed nia.
i najgorsze na slimaku na trasie lazienkowkiej. trzeba bylo zjechac na
dol.... za mna samochod osobowy zawirowal wokol wlasnej osi i stanal w
poprzek, przede mna autobus.... dalam mu zjechac w pol slimaka i
ruszylam..cholera ruszyc rzecz prosta, ale zatrzymac sie... udalo mi sie
walnac w kraweznik i tak odbijajac sie od niego zjechalam. noga tak mi sie
trzesla, ze nie moglma sprzegla utrzymac...
jak juz zaparkowalam przed robota i zgasilam silnik to mialam ochote sie
rozplakac.
drogie kolezanki forumowiczki kierowczynie, nie sluchajcie mezow, ktorzy
wmawiaja wam, ze zimowe opony są zbednym wyposazeniem waszego auta.