Dodaj do ulubionych

Coś do biura...

02.10.06, 20:23
No nie mam pomysłu co mogę sobie przygotować do biura.
Siedzę tam, cholera, po 10h dziennie. Wypadałoby coś jeść. Jak na razie jem
drożdżówki i owoce i kawę. I tak ostatnie pół roku, od czasu gdy w tym biurze
wylądowałem :-\
Ale powoli mam dość takiego jedzenia.

Kanapki mnie średnio interesują. Czy jest coś - jakiś placek/quiche albo inne
coś, co macie przetestowane - że można zrobić wcześniej, znaczy wieczorem
dnia poprzedniego (niczego nie będę robił rano - rano śpię :-) ). I żeby to
coś dało się donieść i potem jeszcze 'zjadliwie' wygladało?

Będę wdzięczny za pomoc.
Obserwuj wątek
    • ggigus a salatke do biura z sosem vinaigratte 02.10.06, 20:34
      w sloiczku?
      albo innym sosem
      • cyberski Re: a salatke do biura z sosem vinaigratte 02.10.06, 20:41
        pierogi na zimno?
        możliwości jest wiele :)
        • domwziemi hmmm... 02.10.06, 21:01
          eee, no tak, tylko pierogi trzeba najpierw ulepić.
          a ja się przyznam, że jak mam lepić pierogi, to dostaję głupawki po pierwszych
          dwóch i rzucam tę robotę w cholerę...

          no pomysł dobry, ale ja za leniwy...
      • domwziemi Re: to sobie powybrzydzam :-) 02.10.06, 21:03
        ale żeby się odgrzać dało.
        ciepłe żeby potem było.

        masz coś wypróbowanego? tylko bierz poprawkę, że jestem leniwym facetem...:-)
        • ggigus ryz z warzywami, makaronem daje sie swietnie podgr 02.10.06, 22:28
          zac, bo cyberskimisiu1b.pascal - wiem, o czym pisze! - nie ma pojecia o gotowaniu
          pierogi trzeba albo podsmazyc (ale wtedy trzeba patelnie) albo podgotowac, ale
          wtedy trzeba przy pierwszym gotowaniu nie do konca dogotowac pierogi, bo sie
          inaczehj przy drugim gotowaniu rozleca
          • cyberski Re: ryz z warzywami, makaronem daje sie swietnie 02.10.06, 22:43
            A na zimno to w Pani pojęciu niejadalne?
            • ggigus pierog na zimno sa malo jadalne 02.10.06, 22:58

              • cyberski Re: pierog na zimno sa malo jadalne 02.10.06, 22:59
                Mało jadalne tzn co?
                Smakują gorzej czy może inaczej niż pierogi na ciepło?
                • ggigus malo jadalne - ciezko strawne 02.10.06, 23:02
                  tym razem cyberszczaku, a juz smazone pierogi na zimno - ojej,
                  b.pascalomisiu1cyberszczaku
                  (jaka kolejnosc wolisz??)
                  • cyberski Re: malo jadalne - ciezko strawne 02.10.06, 23:03
                    A jak ktoś lubi ciężkostrawne to co?
                    Jego żołądek - jego wybór nieprawdaż...
                    • ggigus alez oczywiscie, ze jak ktos lubi 02.10.06, 23:05
                      rzeczy ciezkostrawne, to musi lubic wzdecia, uczucie ciezkosci, przesilona
                      watrobe, sennosc, bo zoladek pilnie pracuje, a wiec mala wydajnosc w pracy
                      i tak dalej
                      ale jak ktos lubi...
                      nieprawdaz, cyberszczakomisiu1b.pascalu?
                      taka kolejnosc pasuje?
                      • cyberski Re: alez oczywiscie, ze jak ktos lubi 02.10.06, 23:08
                        Brednie...
                        Nie ma dowodu na to, że ja lubiąc rzeczy ciężkostrawne mam wzdęcia, uczucie ciężkości, przesiloną wątrobę lub że jestem senny lub problemy z wątrobą.
                        Przynajmniej ani ja, ani lekarze tego nie zauważyli :)))

                        Co do pracy to nie wiem - nie musze już pracować, całe dnie zajmuje mi zajmowanie się przyjemnościami :))))
    • chihiro2 Re: Coś do biura... 02.10.06, 23:19
      Ja robie przerozne makarony z sosami, zupy - kremy, risotta, cala mase potraw
      indyjskich, tajskich, kotleciki z roslin straczkowych, salatki. Nigdy nie jem
      kanapek, bo to moze byc awaryjny posilek dla dziecka, ale nie dla doroslego
      czlowieka, ktorego stac na wiecej.
      • domwziemi ale mi na ambicję wjechałaś... 03.10.06, 07:21
        ...no ale dobrze, dobrze, masz rację... :-)

        kotleciki ze strączków mogą być jakimś wyborem.
        z kuchni hinduskiej - lubiłem palak paneer, ale w Polsce brakuje mi tandoor,
        zeby zrobić dobre roti. a bez wybierania sosu chlebkiem to juz nie smakuje tak
        samo...

        no właśnie - a Ty do tej hinduszczyzny - robisz sobie roti/chapati/naan czy
        jesz z polskim chlebem?
        • martvica Re: ale mi na ambicję wjechałaś... 03.10.06, 10:15
          Ja polecam sałatki na bazie 'wypełniaczy skrobiowych'. Nosiłam takie ze sobą,
          kiedy miałam praktyki w centrum ogrodniczym, zamiennie z jogurtem z płatkami.
          Bierzesz mały zamykany pojemniczek, wypełniasz go sałatką: ryż, kasza, ziemniaki
          lub makaron z kombinacja pasujących surowych i gotowanych warzyw i sosem na
          bazie oliwy lub jogurtu, jak tam wolisz - jak się nie ma dostepu do lodówki, to
          oliwny chyba bedzie lepszy.
          Jakieś domowe bułeczko-drożdżówki? Robiłam ostatnio cebularze ( z Galerii
          Potraw), myslę że zamiast cebuli można wykombinować nadzienie z soeczewicy na
          przykład.
          Pierogi na zimno - samosy. Jak juz jesteśmy przy hinduszczyźnie :)
        • chihiro2 Re: ale mi na ambicję wjechałaś... 03.10.06, 11:09
          Mieszkam w Anglii i tutaj nie ma problemu z kupnem gotowych dobrych chlebkow
          indyjskich. Ja ich jednak raczej unikam, bo sa w wiekszosci z bialej maki, z
          duza iloscia tluszczu i soli. Z reguly jem dania hinduskie z ryzem
          pelnoziarnistym, czasem kupuje pelnoziarnisty naan z czosnkiem i kolendra,
          czasem jem bez zadnych dodatkow, zwlaszcza jak potrawa zawiera ziemniaki.
          • domwziemi Re: ale mi na ambicję wjechałaś... 03.10.06, 20:40
            roti? z białej mąki? z tłuszczem?????
            co Wy tam w tej Anglii jecie??

            Tandoori roti są przecież bez tłuszczu... Wciąż pamiętam, że faceta piekącego
            roti poznawało się po tym, że miał opalone wszystkie włosy na prawym
            przedramieniu. Bo roti (to gwoli wyjaśnienia) robi się tak, że ten cienki
            placek nakłada się na zwinięty w kłąb wilgotny gałgan i przykleja do glinianej
            ścianki tandoor... A tandoor to najczęściej była beczka wylepiona gliną. Jak
            się rozgrzała - to włożenie tam ręki powodowało absolutną depilację :-)

            Więc w roti jaki są w polsce brakuje mi aromatu palonych włosów :-)))))))))))
            • chihiro2 Re: ale mi na ambicję wjechałaś... 03.10.06, 21:55
              Nie, roti nie. Roti w sklepach nie sprzedaja - chyba ze w indyjskich, ale ja i
              tak roti nie lubie za bardzo. Pisalam o naanach i chapati.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka