julia333
14.05.08, 10:32
Dzisiaj mijają dokładnie 3 miesiące od chwili odejścia mojej
kochanej psinki. 14.02. godz. 18:10 na zawsze pozostaną w mojej
pamięci jako najsmutniejszy dzień w moim zyciu. Psinek bardzo
cierpiał... najgorsze jest to, że zabrakło mi odwagi by się z nim
pożegnać. Mam tak wielkie poczucie winy, że byłam złą opiekunką dla
niego (moja choroba nie jest żadnym usprawiedliwieniem), że
zaniedbałam go... Po jego śmierci wpadłam w totalną depresję (dla
wielu to dziwne jak można rozpaczać za psem). Bez psa wytrzymałam 2
miesiące, teraz mam małego okruszka, który sprawił, że wyrwałam się
z tego załamania. Jednakże mój psinek zawsze jest obecny w pamięci,
mam jego zdjęcie na półce. Mineły dopiero 3 miesiące, a mnie się
wydaję, że to cała wieczność. Czasami, gdy teraz przytulam mojego
maluszka mam jakieś durne myśli, że zdradziłam pamięc tamtego
psiaka. Szkoda, że wtedy Was nie znalazłam. Jest odrobinę lżej
widząc, że to nie tylko ja wpadłam w takiego doła, że nie jestem
jakiś dziwolagiem rozpaczajacym za psem. Hmm, nadal jest mi cięzko
pisać o tym wszystkim. Psinek był ze mną ponad 15 lat, to kawał
czasu. Był ze mną przy wszystkich ostatnich zawirowaniach życiowych.
To on był moją ostoją, a nie drugi człowiek.