Dodaj do ulubionych

przerwana lekcja... terapii...

07.10.11, 11:15
Wczoraj na sesji powiedział, że terapia nie ma sensu. Że jedna sesja przy tak złożonej strukturze jak moja to za mało. Że jedna sesja przy tak silnym uczuciu do niego to za mało.
Że właśnie to mnie frustruje i wywołuje stany psychotyczne.

Sześć lat chodziłam do niego. Sześć lat rzucałam, atakowałam terapię. Sześć lat jego starań i moich. Nie dało rady.

Nie wiem dokąd pójść...
Obserwuj wątek
    • a.g.g.a Re: przerwana lekcja... terapii... 07.10.11, 21:34
      Współczuję,tak po prostu,po ludzku szczerze współczuję..
      Nie znam kompletnie Twojej sytuacji,ale tak przyszło mi do głowy,że gdy minie pierwszy ból,w końcu będziesz mogła wykorzystać to czego nauczyłaś się na terapii.6 lat NIE MOGŁO przejść bez efektu,bez jakiejkolwiek zmiany.Będziesz mogła wykorzystać to czego się nauczyłaś właśnie bez niego,on nie będzie Cię już "rozpraszał"..
      Ech,ja też tak cholernie silnie reaguję na terapeutę..Tyle że my pracujemy nad tym,bym ja się usamodzielniała.Kurewsko (sorry)to trudne..Bo jak pracować na terapii w obliczu rozstania z terapeutą i co zrobić,gdy terapeuta jako jedyny człowiek na świecie daje mi to czego ja potrzebuję/chcę/pragnę..
      Trzymaj się mocno!
    • bloodyandblunt Re: przerwana lekcja... terapii... 09.10.11, 09:54
      a moze tak bedzie lepiej.
      Wiesz kiedyś miałem taka sytuacje która mnie tak mocno psychicznie obciażyła ze zadnego
      innego wyjscia nie miałem ja no skończyć ze sobą
      ale nie zrobiłem tego
      z perspektywy patrze na to ze jednak moja wola przetrwania jest bardzo silna i
      chec przezycia jeszcze jakis fajnych spraw w życiu zwyciezyła (oczywiscie nie odbyło sie bez kosekwencji)
      ale ale
      byc moze pewna zaleznoc twoja od terapeuty cie wykancza
      byc moze to juz nie to
      byc moze teraz masz potrzebe na wpół nieuswiadomioną ze go nie potrzebujesz jako stróza twojego porządku psychicznego
      byc moze potrzebujesz się troche "zdegenerować" bez niego i spojrzec ze masz prawo sie
      je***nać jak normanlny czlowiek w kryzysie wstac otrzepać i pujsc dalej
      wszystko dla ludzi
      wiesz ja tak bardzo nie wierze w terapeutów no moze w totalnej rozwałce
      ale kuzwa jest przez długi czas chodzenie do terapeuty
      czym w rodzju troche zależnosci ze jednak "ktos tam jest kto mnie wyciagnie"
      no i nadal nie buduje sie swojej tkz pewnosci w swiecie
      wiesz to sa moje gdybania moje doswiadczenia tak naprawdę nie wiem jak jest u ciebie

      moze ja juz sie czasem w takim syfie znajdowałem a mimo to znajdowałem drogę w górę ze troche mam dystansu
      wiesz smieje sie z powiedzenia ze co nas nie zabije to nas wzmocni (bo pozostawi syf i dotkliwie porani) ale moze coś w tym jest ze kurcze nie ma tego złego
      trzymaj sie
      • poinsecja09 Re: przerwana lekcja... terapii... 09.10.11, 17:40
        ja tez przerwałam, bo nie dałam rady.
        W jakim nurcie była Twoja terapia?
        • perfekcjonizm Re: przerwana lekcja... terapii... 10.10.11, 11:51
          wiesz ja chcialam przerwać a on, że nie i basta, a na drugiej sesji 180 stopni zmiany. Ze on mnie nie trzyma itd.

          Zgłupialam.

          Terapię psychoanalityczną mam. Jeszcze mam...
      • perfekcjonizm Re: przerwana lekcja... terapii... 10.10.11, 12:18
        Wiesz co to mnie na pewno nie zabije, a wzmocnić wzmocni... moje mechanizmy obronne. Tyle.
        Dzięki, że napisałeś. Dzięki temu, że piszecie zmuszam się do myślenia. Coś mi tu nie gra. Wydaje mi się, że on to robi specjalnie.
      • mu.rena Grzeczna prośba 10.10.11, 23:08
        Bloody, to jest bardzo świadomy i bardzo dojrzały komentarz. I bardzo mi się podoba. Nie mógłbyś czasem wrzucać takich postów rano na dobre rozpoczęcie dnia ? :)
    • perfekcjonizm Re: przerwana lekcja... terapii... 10.10.11, 11:49
      dziekuję Ci za te słowa a.g.g.a, dziekuję wszystkim.
      Nie wiem co myśleć. Nie mogę uwierzyć, że on tak po prostu ze mnie zrezygnuje. Nie mogę w to uwierzyć. Czuję się troszkę tak jak wówczas, kiedy byłam małym dzieckiem. Był taki moment w moim życiu, pamiętam to doskonale, kiedy wszyscy musieli mnie absolutnie słuchać. Ach, jak ja nie znosiłam sprzeciwu. Kiedy coś było nie po mojej myśli, darłam się strasznie, próbowałam wymuszać na ludziach jakiś zachowania. Teraz to pamiętam.

      Tak pomyślałam sobie, czy to jest tak, że ja próbuję wymusić coś na nim.
      • a.g.g.a Re: przerwana lekcja... terapii... 10.10.11, 13:33
        Ja też miewam problemy z rozróżnieniem terapeutycznego "kombinowania" od zwykłego zachowania terapeutki.Czasem coś takiego powie,że aż mnie skręci z bólu i lęku i zastanawiam się intensywnie czy ona zrobiła to specjalnie i w jakim celu?
        Zdarzało się,że wychodziłam trzaskając drzwiami i nie umawiając się na nastepną sesję,straszyłam zakończeniem terapii.Wszystko po to,by ona o mnie walczyła i cały czas,non stop utwierdzała mnie w przekonaniu,że jej na mnie zależy.
        I zrobiła to tak,że cały czas kontrolując sytuację i patrząc na moje bóle "zmusiła"mnie do brania odpowiedzialności za swoje decyzje i zachowania.
        Jej na mnie zależy,chce mi pomóc,ale TO JA DECYDUJĘ O WSZYSTKIM.Tak to wygląda,mimo że obłędnie mocno chciałabym żeby to ona decydowała nie ja.
        Może Tobie też o to chodzi,by on,niezależnie od Twoich zachowań,walczył o Ciebie?
        Ale chyba niestety,nie tak to idzie w terapii...sama się przekonałam..
        • perfekcjonizm Re: przerwana lekcja... terapii... 10.10.11, 14:28
          Bliskie mi to co piszesz. Możesz napisać coś więcej o spychaniu odpowiedzialności za nasze życie na terapeutę? Jak to u Ciebie wyglądało?
          • a.g.g.a Re: przerwana lekcja... terapii... 10.10.11, 15:22
            Tak z grubasza,bardziej mi zależało na tym żeby terapeutka brała odpowiedzialność za moje zachowanie,bo z decyzjami odnośnie życia jakoś sobie radziłam.Chiałam żeby wiedziała,że każde jej zachowanie,ton głosu nawet spojrzenie mocno na mnie oddziałuje i to ONA jest odpowiedzialna za to,jak ja się zachowuję.I to ona powinna robić wszystko by mi było jak najlepiej.I potwornie mnie irytowała jej neutralność i nieinwazyjność.Gubiłam się,gdy taka otwarta i szczera przed nią,mam sama sobą kierować.
            Zaczęłam ją szantażować,że przerwę terapię,chciałam zmusić żeby to ona zadecydowała,kiedy ma być koniec.A ona zachowała swoją nieinwazyjność.O jak ja przeżywałam,że jej na mnie nie zależy,co ja nie wyprawiałam..Aż doszło do decydującej sesji,kiedy zrozumiałam w końcu że to JA mam ponosić wszelkie decyzje dotyczące terapii i w terapii.Terapeutka przyznała,że po to się tak zachowywała,żebym to zrozumiała,bo inaczej całe życie będę szukać osoby,którą będę obarczać odpowiedzialnością za swoje życie
    • a.g.g.a Re: przerwana lekcja... terapii... 10.10.11, 13:43
      A, tak mi jeszcze przyszło do głowy,że może kontakt z nim,z terapeutą,zamiast pracy nad sobą,stał się głównym celem terapii...?
      Nietrudno o taki "wkręt" ,szczególnie w sytuacji,gdy brakuje bliskich osób,dokucza samotność,a tu jest dla nas terapeuta,który daje to czego sie pragnie..
      • perfekcjonizm Re: przerwana lekcja... terapii... 10.10.11, 13:54
        Jesteś kochana :) Jak ja to teraz dobrze zrozumiałam. Tak, tak... moje leczenie już się nie liczy, liczy się tylko on, ON. Kurcze, ale jak do tego doszło? Kiedy ja się tak wkręciłam?
        • a.g.g.a Re: przerwana lekcja... terapii... 10.10.11, 15:27
          Heh,ja się wkręciłam w czerwcu tego roku,nie mam pojęcia dlaczego i co takiego się wydarzyło..I na dzień dzisiejszy nie mam pojęcia jak się odkręcić...Albo rzeczywiście przerwać terapię(co chyba jednak nie jest najlepszym pomysłem)albo powiedzieć o tym terapeutce(czego też sobie w ogóle nie wyobrażam).Jakoś musi się to rozwiązać...myślę,że dojrzeję do tego by o tym porozmawiać..
        • aigala perfekcjonizm 10.10.11, 19:43
          hej, pisałam do Ciebie na maila gazetowego, ale wywala mi wiadomość, chyba nie aktywowałaś adresu gazetowego?
          Napisałam jakimś cudem na Twój profil, nie wiem czy dotarła, bo to chyba nie jest połączone z mailem a z wiadomościami w profilu, chyba trzeba edytować profil i wtedy tam jest opcja "wiadomości".
          Kurczę, nie wiem jak to wytłumaczyć:D

          Generalnie myśl, dużo myśl, bo wszystko co czujesz ma swoją przyczynę, zwłaszcza, że to co teraz czujesz jest tak intensywne.
          Ahhh, przypomniało mi się jedno ćwiczenie-pytanie, które co jakiś czas zadaje mi terapeutka, jest komicznie proste a genialne, mi bardzo pomaga dotrzeć do tego jaka emocja w danej chwili mnie wytrąca. Bo czasem jest coś takiego "boli mnie w środku, serce mnie boli", ale nie wiem z jakiego powodu.
          Ale wstydzę się tu na forum pisać, mogę Ci na maila wysłać:D

          Trzymam kciuki!
    • perfekcjonizm Re: przerwana lekcja... terapii... 11.10.11, 09:35
      Przede wszystkim, dziękuję, że mnie wspieracie.
      Dziękuję. Więcej opisałam na blogu.

      Najgorszy z tego wszystkiego jest ból.
    • perfekcjonizm Re: przerwana lekcja... terapii... 11.10.11, 11:32
      "Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...

      Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny..."

      "A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze..."


      literat.ug.edu.pl/staff/013.htm
      • a.g.g.a Re: przerwana lekcja... terapii... 11.10.11, 11:48
        Perfekcjonizm,jak ja Cię rozumiem...doskonale rozumiem jaki to ból,doskonale rozumiem co czujesz.Trzymaj się dziewczyno!
        Aigala szkoda,że wstydzisz się napisać to pytanie na forum.Przyznaję że sama bym skorzystała
        • perfekcjonizm Re: przerwana lekcja... terapii... 11.10.11, 12:14
          Wiesz, wiecie? momentami czuję ulgę, jakby mi ktoś zwrócił moje życie.
          Trzymam je w swoich rękach, ten dziwny twór, przyglądam się, obracam je, lekko odpycham, troszkę jak niechciane dziecko. Moje życie. MOJE NOWE ŻYCIE :) oby...
          • a.g.g.a Re: przerwana lekcja... terapii... 11.10.11, 13:28
            No proszę,widzisz..Bardzo dobry znak:)Może na początku nie będzie łatwo,ale myślę,że dopiero teraz zaczną procentować lata terapii,kiedy jesteś wolna,bo tak naprawdę jesteś wolna! Wierzę,że możesz kochać swojego terapeutę.I nie wiem gdzie jest granica między przeniesieniem a zwyczajnym uczuciem.Ja się cieszę,żę mam babkę terapeutkę,bo na bank bym się zakochała,bez dwóch zdań.Kurde,przecież terapeuta też może stać się świadkiem życia pacjenta i realnie bliską dla pacjenta osobą.I nie jest to żadne przeniesienie.
            Nigdy nie byłam rozpieszczana,ale mam podobny stosunek do ludzi,szczególnie tych bliskich mi.Jestem terrorystką i każdy ma zaspakajać moje potrzeby i zawsze stawiać mnie na piedestale.Na początek bardzo dobrze zdawać sobie z tego sprawę.A jak się w głowie zasieje ziarenko,to ono juz będzie sobie tam rosło.
        • aigala Re: przerwana lekcja... terapii... 11.10.11, 13:36
          a.g.g.a napisała:
          > Aigala szkoda,że wstydzisz się napisać to pytanie na forum.Przyznaję że sama by
          > m skorzystała

          A widzisz a.g.g.a, przestalam lubic pisac na tym forum, bo wiele moich mysli jest interpretowanych zupelnie inaczej niz bym sobie tego zyczyla. A nie lubie rzucac slow na wiatr, wysilac sie dla kogos i byc na koniec opatrznie zrozumiana a generalnie na tym forum dzieje sie to bardzo czesto, ot, taka jego specyfika i piszac tu nalezy sie po prostu z tym pogodzic ;) Tylko, ze ja po prostu chronie siebie, po co mi sie zastanawiac dlaczego ktos sie poczul urazony moja wypowiedzia skoro nie mialam zlych intencji; dlaczego usiluje mnie przekonywac do swoich racji, gdy mam zupelnie inny pkt widzenia itd.
          Czasem dziele sie tym co przeszlam, ale czasem wole to zrobic z tego powodu komunikowac sie bardziej, ze tak powiem, prywatnie ;)

          Perfekcjonizm, tyle lat terapii uposazylo Cie w niejedna umiejetnosc, mysl wiec teraz, jak sprawic, aby w syt w ktorej sie znalazlas znalezc cos, co moze byc nawet szansa na cos nowego, wartosciowego. Nie zniszcz waszej relacji, bron jej bo jest cenna. Nie wiem tylko jak wykaraskac sie z emocji jakie w Tobie klebia, jak je nakierowac na to, ze to jest/byl wspanialy TERAPEUTA a nie MĘŻCZYZNA. Nie wiem jak. Nie mam pojecia. Ale doskonale rozumiem, ze emocje z tym z wiazane sa niewyobrazalnie trudne do ograniecia, przytlaczajace tak, ze uniemoziwiaja oddychanie.
          Mysle jednak, ze skoro terapeuta sprawil, ze taki uciekinier jak Ty ;) wytrwalas tyle lat w terapii, jest po prostu "dobry" w tym co robi i jego decyzje nie sa pochopne, maja swoje uzasadnienie. Dzis pewnie swiat wali ci sie na glowe. A wiesz co mi przyszlo na mysl? Ze pewnie czujesz sie jak po rozstaniu z ukochanym-chodzi mi o to ze proces jaki wtedy nastepuje podobny jest do (sorry) żałoby. Najpierw nieogarniony bol, koniec, swiat sie konczy, nie ma czym oddychac. Potem stagnacja, "mam czym oddychac, tylko po co, dla kogo?" A potem-"przeciez to nie koniec, cos zamknelam, ale otworzylam cos nowego".

          Tak wiec pochylam sie nad Twoja zaloba, nie wiem jak Ci pomoc, co Ci radzic. Po prostu wspolczuje. Jak to mowia, czas najlepiej leczy rany... Stare, patetyczne, ale jakze prawdziwe.
          • perfekcjonizm Re: przerwana lekcja... terapii... 11.10.11, 15:00

            Dziewczyny, kochane moje :) Zupełnie się nie znamy ale lejecie teraz miód ma moje serce.
            Dziękuję, dziękuję, że mogę się ogrzać przy cieple Waszych słów. Dziękuję, że jesteście.

            Wiecie, chodzi o to, że najważniejsze momenty mojego życia w ciągu ostatnich lat przechodziłam z nim. Teraz on w tym uczestniczy czysto formalnie w celu domknięcia terapii.
            Moja dawna przyjaciółka napisała mi wczoraj, że odkąd on się pojawił ja zamknęłam się na innych. Nie dawałam do siebie dostępu. Potem był już tylko on i moje nagie myśli, uczucia obnażane tylko przed nim.

            Ostatnio rozpisuję się na forach, bo tyle tego wszystkiego we mnie, że nie mogę tego pomieścić. Szukam pokrewnych dusz, szukam ciepła, zrozumienia. Jestem tak bardzo zmęczona tą wielomiesięczną walką. Ja krzyczę. Krzyczę, bo wali się potęga mojej iluzji.

            Aigala. Wiesz, ja to już tak mam, że jak jest ciężko to piszę, ryzykując różne komentarze. ALe te negatywne zdarzają się niezwykle rzadko. Przynajmniej ja tak to odbieram.
            Oczywiście bardzo się boję krytyki. Potwornie się boję i często tak mam, że przy otwieraniu komentarza bije mi mocniej serce. Ale piszę także dlatego, żeby otrzymywać informacje zwrotne, jakie by nie były, zawsze dają do myślenia.

            Poza tym pisząc chcę być bliżej ludzi. Wciąż z trudem przychodzi mi bycie blisko w realnym świecie. Nie dlatego, że jestem nieśmiała, bo nie jestem chyba, ale dlatego, że zwyczajnie nie mam nic do powiedzenia. Szybko męczę się ludźmi, bo bardzo się angażuję emocjonalnie we wszelkie relacje.

            No i tak to.
            • a.g.g.a Re: przerwana lekcja... terapii... 11.10.11, 15:25
              Perfekcjonizm,fakt,że się nie znamy i praktycznie nie zdarza mi się,bym jakiejkolwiek osobie z forum szczerze współczuła.Ale Ty jakoś do mnie przemówiłaś.Twoje uczucia są prawdziwe,głębokie i szczere.Poza tym,mimo że ja nie mam borderline,mamy wiele wspólnych cech. Twoje słowa
              "Poza tym pisząc chcę być bliżej ludzi. Wciąż z trudem przychodzi mi bycie blisko w realnym świecie. Nie dlatego, że jestem nieśmiała, bo nie jestem chyba, ale dlatego, że zwyczajnie nie mam nic do powiedzenia. Szybko męczę się ludźmi, bo bardzo się angażuję emocjonalnie we wszelkie relacje." są jak moje słowa,ja mam IDENTYCZNIE.I jeszcze nie spotkałam osoby,która by tak miała.
              W kupie rażniej:)
              • perfekcjonizm Re: przerwana lekcja... terapii... 11.10.11, 16:29
                Ja też mam problem ze współodczuwaniem :) Jestem strasznie zaabsorbowana sobą.
                Staram się nad tym pracować, ale przychodzi mi to z trudem.

                Dla mnie to co piszesz też jest jakieś bliskie :) może dlatego, że dotyczy mnie :)

                Ech... i tak dzień pracy dobiega końca. Jadę jeszcze po mleko dla moich kotów a potem szybko do domu, kąpiel, kakao i ciepłe łóżko. Trochę się boję bólu... że wróci... bo teraz dosyć zelżał. Mam taki odruch by polecieć do mojego terapeuty i powiedzieć: "Panie M. Wytrzymałam, wytrzymałam kolejny dzień!" A on wtedy pogłaskał mnie jakimś miłym słowem mówiąc: "No widzi Pani, ta terapia jednak coś Pani dała. Jest Pani dużo silniejsza, niż wtedy kiedy przyszła Pani do mnie pierwszy raz."

                A ja cieszyłabym się jak dziecko, że jestem już taką mądrą, dużą dziewczynką.

                Ech... i znów durna ryczę... ech...
    • perfekcjonizm dziękuję 12.10.11, 10:45

      Dziś już o wiele lepiej. Dziękuję za wczorajsze wsparcie :)*
      • a.g.g.a Re: dziękuję 12.10.11, 15:11
        Proszę bardzo:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka