Dodaj do ulubionych

diagnoza w późnym wieku

07.03.15, 16:39
czy szukanie pomocy i diagnozy wynika z dyskomfortu, cierpienia czy z poczucia krzywdzenia bliskich

jak to się dzieje, że kontakt z psychiatrą kończący się diagnozą zdarza się w zupełnie dojrzałym wieku koło 40 - dopiero wtedy

jest kilka wątków na forum założonych bezpośrednio po diagnozie - o zaskoczeniu osoby dojrzałej

jak to jest, że bardzo długo nie wiemy, że coś bardzo poważnego dotyka nas czy bliskich?
kto pierwszy zgłębia problem bliscy, otoczenie? Czy osoba zaburzona dochodzi do wniosku, ze nie wytrzyma ze sobą czy przeraża ją to jak cierpią jej bliscy?







Obserwuj wątek
    • conte44 Re: diagnoza w późnym wieku 07.03.15, 20:59
      brz_a_sk napisała:
      > czy szukanie pomocy i diagnozy wynika z dyskomfortu, cierpienia czy z poczucia
      > krzywdzenia bliskich
      > jak to się dzieje, że kontakt z psychiatrą kończący się diagnozą zdarza się w zupełnie dojrzałym wieku koło 40 - dopiero wtedy
      > jest kilka wątków na forum założonych bezpośrednio po diagnozie - o zaskoczeniu
      > osoby dojrzałej
      > jak to jest, że bardzo długo nie wiemy, że coś bardzo poważnego dotyka nas czy
      > bliskich?
      > kto pierwszy zgłębia problem bliscy, otoczenie? Czy osoba zaburzona dochodzi d
      > o wniosku, ze nie wytrzyma ze sobą czy przeraża ją to jak cierpią jej bliscy?

      Może czasami dochodzi się do ściany i już wytłumaczenia, że to inni zawsze są winni też nie przekonują.
      Do tego kryzys wieku średniego powoduje obejrzenie się wstecz, a tam obraz jak po wojnie.
      Być może znalezienie wygodnej opieki na wtórnym rynku matrymonialnym 40-latków też nie jest już takie łatwe i chcąc nie chcąc trzeba się z życiem zacząć mierzyć?
      Bliscy i otoczenie to raczej widzą wszystko wcześniej, ale żeby ruszyć problem, to trzeba pewnie głowę boleśnie o mur rozbić, bo egocentryzm i egoizm powodują, że same cierpienia bliskich nic jednak nie zmieniają.
      • brz_a_sk Re: diagnoza w późnym wieku 07.03.15, 21:18
        tak sobie rozmyślałam nad zarzutami, że ktoś za wolno się połapał, że sierota, że naiwniak, że sam sobie winien

        ja akurat bardzo powoli łapię na czym polega to wszystko
        i pewnie dla tego szukałam odpowiedzi jak to jest po obu stronach

        chyba dla nikogo to nie jest proste

        pewnie wiele młodych ludzi dostaje diagnozę po próbie samobójczej i tak zaczyna kontakt z terapią i psychiatrią

        Wczoraj obejrzałam 50 twarzy Greya - to jest o zaburzeniach osobowości - można więcej rozumieć;
        bajka i o tym trzeba pamiętać; ale jeśli ktoś chce jest nad czym pomyśleć


        • brz_a_sk Re: diagnoza w późnym wieku 07.03.15, 22:07
          www.youtube.com/watch?v=bkpq_eQXKXU
          ten film prowadzi podobną drogą myślenia jak Ty opisujesz
          tak poznawałam osoby z diagnozowanym BPD

          czas czasem weryfikował długie znajomości opowieścią jednak o wyrządzonych dramatycznych krzywdach - CZASEM

          trudno jest decydować ile ludzie powinni wiedzieć o tym problemie

          kiedy zaczyna to dotyczyć bliskich zwłaszcza dzieci - zmienia się wyrozumiałość u najwyrozumialszych

          to nie jest proste

          nie bez powodu podkreślam, że jest to zaburzenie niebywale ciężkie

          czasem gdy widzę do czego zostaje sprowadzone życie ofiary - tak czasem świadomie tak nazywam, to nie dziwię się, że hamulce puszczają

          może gdyby ktoś wcześniej i lepiej rozpoczynał terapię? może byłoby mniej dramatów tak dotkliwych


          • conte44 Re: diagnoza w późnym wieku 07.03.15, 22:54
            Wg mnie to się różnie objawia. Ale już wcześnie wnioski typu: jestem choleryczką, potrzebuję emocji, lubię jak coś się dzieje, nie lubię ciszy, chcę mieć wianuszek adoratorów, mam wahania nastroju, poszukuję adrenaliny, mam myśli lub skłonności samobójcze, wszystkie związki mam burzliwe, bulimia lub inne zab. odż., predysponują do tezy, że coś jednak jest nie halo. Jak nie mija po 20 latach, to się ludzie dopiero budzą z letargu.
            • brz_a_sk Re: diagnoza w późnym wieku 07.03.15, 23:08
              tak sobie myślę, że czasem środowisko ma niestandardowe zachowania i nie spostrzega do czego prowadzą pewne sytuacje
              miewacie tak, że zatyka was na widok jakiejś sytuacji ? że macie ochotę wrzasnąć: poszaleli co oni robią tym dzieciom itd jak można tak żyć ...
              czasem ludzie jakby nie wiedzieli, że coś ma szalone konsekwencje
              albo, że coś jest niesamowicie wyraźnym sygnałem zaburzeń już

              zdarzyło mi się bardzo dziwić, dlatego to napisałam
              • conte44 Re: diagnoza w późnym wieku 07.03.15, 23:28
                Osobiscie nie znam nikogo z BPD, kto wychowalby sie w normalnym domu. Za to wszyscy, ktorych znam wychowali sie w domach, gdzie b. wazny byl wizerunek pokazywany na zewnatrz. Jak wtedy wyslac dziecko do lekarza od glowy?
                • brz_a_sk Re: diagnoza w późnym wieku 08.03.15, 07:40
                  oj tak
                  nawet można próbę samobójczą dziecka wyprzeć

                  wszystko to jest potwornie silne

                  co gorsza gdy zaczynamy widzieć co nam z życia wychodzi upieramy się, że 'poprawimy' dzieciom podejście do życia - dopiero zaczyna się masakra
                  pojęcie 'ja już wiem jak lepiej' warto przetrzepać w sobie jak stary dywan i nie nad głowami własnych dzieci
                  • conte44 Re: diagnoza w późnym wieku 08.03.15, 12:01
                    Poprawianie jest tak samo złe, jak i ignorowanie w stylu niech się wychowa same, bo im wcześniej samodzielne, tym lepiej. Swoją drogą zaskakujące jest również to, jak silnie wszelką toksynę dziedziczy się - we krwi i poprzez wychowanie - po rodzicach, szczególnie na linii matka-córka.
                    • brz_a_sk Re: diagnoza w późnym wieku 08.03.15, 12:44
                      samodzielne super nie z porzucenia, nie z zaniedbania z mądrej miłości :) brzmi pięknie i niestety jest super prawdziwe

                      tak geny i wychowanie - od rodziców jedno i drugie
                      najmniejsze znaczenie ma trucie - liczy się przykład

                      a trucie! tak - fatalnie wpływa, kojarzy się z jadem i faktycznie jak DDT przez pokolenia nie do wydalenia

                      co do poprawiania zawsze widzę Maleńczuka - www.youtube.com/watch?v=_-clFZFdLQk - wcale nie jest lepiej gdy sie nosi gruby portfel i kołnierzyk
                      nie ma nic gorszego niż wiedzieć za dorosłe dziecko lepiej
                      przecież dziś ludzie nie są głupsi i nie mają gąbki zamiast mózgu

                      czasem rodzice przejmują mózg dziecka, bo wiedzą lepiej jak nie spieprzyć życia - ci najczęściej się mylą po raz drugi, trzeci gdy dorwą wnuki


                      poprawiać najpierw siebie :) :) :)


                      • conte44 Re: diagnoza w późnym wieku 08.03.15, 13:29
                        Czy starzy noszą podkoszulek, czy krawat - nie ma znaczenia. Wg mnie tzw. zestaw w domu zawsze jest podobny: brak jasnych zasad, brak empatii, ani śladu wyższych uczuć, materializm, egocentryzm, bardzo burzliwe konflikty oraz pasożytnictwo jednych na drugich. To gwarantowany przepis na pokaleczoną głowę dzieciaka na lata. Wracając do tematu, może powodem późnych diagnoz jest też fakt, że panuje jakaś fałszywa opinia co do tego, że po 40-ce to już samo przechodzi. I taka nadzieja jednak pcha do specjalisty. Może i nieco przechodzi, ale wtedy po 40-ce musiałoby znaczyć coś ok. 60-tki. ;)
                        • brz_a_sk Re: diagnoza w późnym wieku 08.03.15, 13:50
                          że się ludzie nie kochają piszesz?
                          że są wściekli na swoje życie?
                          i wiedza jakie dziecko ma BYĆ - świetne

                          a czasem
                          dziecko jest jak telewizor - trzeba mieć
                          i jest fajnie gdy sąsiedzi nie mają lepszego

                          szkoda, że telewizora nie można wyprowadzać - po wybiegu - ach te brafffa

                          potem już nuda
                          coś ekscytującego by się przydało
                          a nie ten dzieciak i dzieciak łeeeeee

                          co do 40
                          kiedyś pisano, że rzadko dożywa do 40

                          potem, że coś się wycisza po 40

                          teraz pisze się o zmianach w mózgu
                          i o dominowaniu problemów uzależnieniowych, chorób ciała
                          chyba marnieje się wypala, spala
                          egzystencjalne problemy dochodza, długi, problemy prawne

                          róznie pewnie bywa
                          głośno jest o extremalnych sprawach
                          jeden zostaje despotą biznesmenem inny kloszardem
                          reszta mniej przyciąga uwagę
                          chyba cierpi się nadal

                          może ludzie się usamodzielniają?

                          oby










        • borderlineija Re: diagnoza w późnym wieku 09.03.15, 10:56
          ta choroba zniszczyła wszystkie moje związki, wszystkie moje relacje z ludzmi, którzy chcieli dla mnie dobrze. wiem, ze ma to podstawy w dziecinstwie i w moich relacjach z babcią, która mnie wychowywała a sama miała i nadal ma problem z emocjami. problemem jest moja zazdrość - najbliższych najchętniej zamknęłabym w złotej klatce. potrzebuję mnóstwo ciepła i zainteresowania a gdy tego nie ma jestem nieszczęśliwa. nieustanne podejrzenia, ze partner robi coś za moimi plecami. bardzo niska samoocena, nieakceptacja swojego wyglądu, mimo ze cieszę się ogromnym zainteresowaniem u mężczyzn. nie wierze również w swoje umiejętnosci, pomimo że wszyscy twierdzą, że mam ogromny talent i że teraz się marnuje. myślę również, że mam fobie społeczną, bo nieraz panicznie boję się wzroku innych ludzi i tego co o mnie myślą ale z drugiej strony bywa, że jestem szczęsliwa i o tym nie myślę. bardzo często zmienia się mój nastroj - rozchwianie emocjonalne. jest problem i ciężko mi go ogarnąć ale wiem, że muszę coś z tym zrobić, pracować nad sobą, tylko czy sama mogę dać radę? jeśli też masz podobny problem napisz: borderlineija@gmail.com
    • ea-0-szarri Re: diagnoza w późnym wieku 07.03.15, 21:34
      nie odpowiem za wszystkich
      gdybologii stosowanej też nie będę uprawiać
      napiszę o sobie:
      1. że coś jest ze mną "nie tak" było jasne od 10 roku życia - moja rodzina to zignorowała uznając, że "wyrosnę"
      2. studia, '95 rok, 3 m-ce w szpitalu psychiatrycznym; diagnoza: borderline; rozmowa ze studencką p. psycholog (chodziło o przyznanie mi urlopu zdrowotnego) "eeetam, nic pani nie jest; lekarze tak piszą, kiedy nie wiedzą, co pacjentowi jest"; uznałam więc, ze nic szczególnego mi nie jest, półtora roku później przerwałam terapię przy aprobacie mojej matki (bardziej ci to szkodzi niż pomaga)
      koniec części pierwszej
      radziłam sobie sama, ogarniałam jakoś siebie, nigdy nikt nie sugerował mi, że powinnam iść się leczyć, że jestem nienormalna, że ... krzywdzę innych, chociaż moje życie nie było stabilne, a związki udane
      3. urodziłam dziecko
      i to był moment, kiedy świat zaczął się walić
      emocjonalnie zbyt wiele kosztowało mnie wychowywanie dziecka, powroty do własnego dzieciństwa, szukanie takich sposobów, aby moja córka żyła inaczej niż ja...
      rok 2009 - depresja, psychiatra, terapie, szpitale, cztery lata później diagnoza: bpd +ChAD
      kilka lat wielkiego chaosu a na końcu brak nadziei i gigantyczne zmęczenie

      dlaczego tak późno?
      ano dlatego, że najbliżsi nie widzieli problemu
      nikt nie cierpiał na tyle mocno z mojego powodu, żeby wzywać policję, żaden partner mnie nie porzucił, nikt nie sugerował, że jestem nienormalna... a ja czułam się źle, lecz uważałam, że inni cierpią bardziej niż ja, inni mają gorzej i dają radę, więc i ja powinnam...
      i dlatego, że zaburzenia osobowości to nie nerwica, kiedy nagle pojawiają się objawy wywołujące dyskomfort i odczuwane jako coś obcego, zewnętrznego, chorego
      • brz_a_sk decyzja o terapii 09.04.15, 18:58
        czy bierzesz pod uwagę, że
        osoby zaburzone nie chcą iść na terapię, bo boją się, że zbyt wiele stracą
        czasem idą, bo COŚ jest już nie do zniesienia

        wiele osób zdaje sobie z tego sprawę, gdy ma przedstawić terapeucie oczekiwania i porozmawiać o gotowości do zmian

        większość osób, które sobie przypominam w momencie decyzji o starcie do terapii nie pytała rodziców czy partnera o radę

        same decydowały

        część manipulowała sobą jak i terapeutą to silniejsze od rozumu niestety


        • ea-0-szarri Re: decyzja o terapii 11.04.15, 12:55
          brz_a_sk napisała:

          > czy bierzesz pod uwagę, że
          > osoby zaburzone nie chcą iść na terapię, bo boją się, że zbyt wiele stracą

          hmmm...
          wiesz, zaburzenia osobowości to nie nerwica czy depresja, gdzie pojawia się objaw chorobowy, który swą nieznośnością (np. napadami lęku panicznego) skłania do szukania pomocy
          nie ma tak fajnie: byłam zdrowa - jestem chora - chcę być znowu zdrowa (mówię o poziomie motywacji do podjęcia terapii)
          przy czym dość zabawne było, że w przypadku mojej poszpitalnej pierwszej terapii od cholery ludzi wysyłało mi komunikat: im dłużej jesteś w terapii, tym mniej fajna jesteś
          przerwałam terapię i żyłam w miarę normalnie, więc PO CO miałabym szukać terapii?
          tylko dlatego, że moje życie było nieco niestandardowe? ja się w nim czułam nieźle, inni nie zgłaszali do mnie większych pretensji
          może Cię to dziwić, ale tak było

          > czasem idą, bo COŚ jest już nie do zniesienia

          ale to 90% pacjentów tak ma
          nerwice, depresje i inne diabły tak samo działają: się człowiek leczyć serio zaczyna, jak dupa od kopniaków boli

          > wiele osób zdaje sobie z tego sprawę, gdy ma przedstawić terapeucie oczekiwania
          > i porozmawiać o gotowości do zmian

          bo czasami może być trudno sprecyzować, jakich zmian się oczekuje
          ja podjęłam decyzję, ze zostanę starą panną z grubym pieskiem, bo bycie w związku nigdy nie było sensem mojego życia; pracę miałam nieźle do siebie i swoich wad dostosowaną, grono osób zaprzyjaźnionych, nie byłam od niczego uzależniona, nie cięłam się nałogowo, deprechy nauczyłam się przeczekiwać, miałam mnóstwo zainteresowań - życie było całkiem znośne

          > część manipulowała sobą jak i terapeutą to silniejsze od rozumu niestety

          mój Boże.... każdy w jakimś stopniu manipuluje innymi
          moja córka pierwsze próby manipulacji mną zaliczyła zanim się mówić nauczyła
          dlaczego terapeuta miałby być wyjątkiem?
          pytanie - co terapeuta z tym zrobi, jak sobie poradzi
          • brz_a_sk Re: decyzja o terapii 11.04.15, 14:53
            ea-0-szarri napisała:
            > ... wiesz, zaburzenia osobowości to nie nerwica czy depresja, gdzie pojawia się objaw chorobowy, który swą nieznośnością (np. napadami lęku panicznego) skłania do szukania pomocy
            nie ma tak fajnie: byłam zdrowa - jestem chora - chcę być znowu zdrowa (mówię o poziomie motywacji do podjęcia terapii) <

            szczerze mówiąc faktycznie znam BPD od kiepskiej strony, czy dramatycznie złej, jeśli chodzi o samopoczucie osób dotkniętych tym zaburzeniem; wiem, że czasem łapią chwile super i posłuchałam o tym nie raz - by zrozumieć, że tak to jest świetnie i **** czasem w mgnieniu oka zmiany; wiem jak patrzy się na siebie z perspektywy - nie jest lekko; czasem bywa nadmiernie przychylnie z wyparciem by odetchnąć a czasem nie ma się czego uczepić by przestać wyć i znaleźć sens by żyć

            wiem jak bywa ciężko podjąć terapię mimo, że aktualny stan jest absolutnie nie do zniesienia - wszystko fruwa, wnętrzności wyrywa a w koło wszyscy podejrzani o fatalne intencje;
            ale bywa i decyzja o terapii bardzo świadoma i wcale nie łatwiejsza - wyważona
            tak terapia zabiera prawo do pewnych zachowań ułatwiających życie mimo zaburzenia - doraźnie pomaga, generalnie nie
            łatwiej położyć się na psychiatrii czasem (mówię o oddziałach dla ludzi chorych nie jakichś mordowniach) niż podjąć decyzję o terapii

            rozróżniam terapię za kasę nie swoją, dla świętego spokoju, albo tę pogadamy ze zrozumieniem, a nawet tę gdzie klient (nie lubię tego słowa, ale jest poprawne :) i nie ma innego :( ) terapii uzależnia się od terapeuty i jest bliżej tych terapii gdzie border tyra ciężko i coś osiąga, czegoś się uczy - by żyć, by po pierwsze się nie zabić; by umieć się zaprzyjaźnić ze swoim śmiertelnym smutkiem i pustką; by ... być znośnym po pierwsze dla siebie

            nic w rozmowie o BPD dla mnie nie jest proste - raz, że jestem pewna nie da się poczuć borderem tak jaki border nie poczuje się normalsem - nie ma tak wg. mnie; chyba na tym forum jest zgoda na takie zdanie;
            dwa po napisaniu powinnam spojrzeć, które elementy mogą utrudnić borderowi czytanie całości - bo niestety tak to jest, że jeden element niejasny czy sporny nie pozwala zaakceptowac reszty, jest brany jako osobisty atak itd
            ale próbujmy
            wg mnie warto rozmawiać
            nawet gdy mamy zupełnie niejasne dla siebie wzajemnie cele (kto i po co je czasem majstruje, podsuwa na forum zostawiam wiatrakopogromcom)

            podsumuję tak terapia *może* pomóc - wymaga olbrzymiej determinacji


            ea-0-szarri napisała:
            > ... i od cholery ludzi wysyłało mi komunikat: im dłużej jesteś w terapii, tym mniej fajna jesteś przerwałam terapię i żyłam w miarę normalnie, więc PO CO miałabym szukać terapii? tylko dlatego, że moje życie było nieco niestandardowe? ja się w nim czułam nie źle, inni nie zgłaszali do mnie większych pretensji może Cię to dziwić, ale tak było <

            nie, nie dziwi mnie to
            z wielu powodów,
            uważam, że bardzo mało jest miejsc do terapii skutecznej - nie bez przyczyny, ludzie wymieniają się pozytywnymi informacjami w tej sprawie; są osoby, które bardzo potrzebują pomocy, nie pozorów czy kawki ze zrozumieniem, czy przepychanki kto kogo

            a polecam i ten punkt widzenia, wcale nie błahy, nie bezsensowny - diabli nie wiedzą jak działa to cholerne BPD co przyczyną a co skutkiem, jak się z tym zmierzyć ...
            polecam - psychiatria a filozofia i antropologia
            forum.gazeta.pl/forum/w,35861,149109105,157224670,psychiatria_a_filozofia_i_amtropologia.htmlcdn
            • ea-0-szarri Re: decyzja o terapii 11.04.15, 22:51
              brz_a_sk napisała:

              > szczerze mówiąc faktycznie znam BPD od kiepskiej strony, czy dramatycznie złej,
              > jeśli chodzi o samopoczucie osób dotkniętych tym zaburzeniem; wiem, że czasem
              > łapią chwile super i posłuchałam o tym nie raz - by zrozumieć, że tak to jest ś
              > wietnie i **** czasem w mgnieniu oka zmiany;

              pomiędzy skrajnościami są jeszcze całe światy...

              > łatwiej położyć się na psychiatrii czasem (mówię o oddziałach dla ludzi chorych
              > nie jakichś mordowniach) niż podjąć decyzję o terapii

              a idź do diabła
              każda terapia lepsza od najlepszego szpitala
              absolutnie KAŻDA
              bywałam, wiem - wolę zdechnąć niż znaleźć się tam po raz kolejny

              > rozróżniam terapię za kasę nie swoją, dla świętego spokoju, albo tę pogadamy ze
              > zrozumieniem, a nawet tę gdzie klient (nie lubię tego słowa, ale jest poprawn
              > e :) i nie ma innego :( ) terapii uzależnia się od terapeuty i jest bliżej ty
              > ch terapii gdzie border tyra ciężko i coś osiąga, czegoś się uczy - by żyć, by
              > po pierwsze się nie zabić; by umieć się zaprzyjaźnić ze swoim śmiertelnym smut
              > kiem i pustką; by ... być znośnym po pierwsze dla siebie

              piszesz tak, jakby nic od terapeuty nie zależało
              jakby tylko klient/pacjent ponosił odpowiedzialność
              i ja się z tym zgadzam za co regularnie przez moją t. jestem opierdalana...

              > nic w rozmowie o BPD dla mnie nie jest proste - raz, że jestem pewna nie da si
              > ę poczuć borderem tak jaki border nie poczuje się normalsem - nie ma tak wg. mn
              > ie; chyba na tym forum jest zgoda na takie zdanie;

              gorzej
              żaden człowiek nie poczuje się innym człowiekiem
              czasami tylko kogoś lepiej odczuwamy, rozumiemy, utożsamiamy się
              ale i tak jesteśmy samotni w swoim człowieczeństwie
              taki laif

              > dwa po napisaniu powinnam spojrzeć, które elementy mogą utrudnić borderowi czyt
              > anie całości - bo niestety tak to jest, że jeden element niejasny czy sporny ni
              > e pozwala zaakceptowac reszty, jest brany jako osobisty atak itd

              ja z automatu reaguję źle, kiedy stosuje się uogólnienia: każdy, wszyscy, wy
              i nie wiem, czy to kwestia, że ja bpd i bronię siebie
              raczej skłonność do bycia adwokatem diabła

              > polecam - psychiatria a filozofia i antropologia
              > forum.gazeta.pl/forum/w,35861,149109105,157224670,psychiatria_a_filozofia_i_amtropologia.htmlcdn

              po niedzieli, bo teraz z doskoku jestem
          • brz_a_sk Re: decyzja o terapii 11.04.15, 15:11
            cd
            brz_a_sk napisała:
            > ... osoby zaburzone nie chcą iść na terapię, bo boją się, że zbyt wiele stracą
            czasem idą, bo COŚ jest już nie do zniesienia

            wiele osób zdaje sobie z tego sprawę, gdy ma przedstawić terapeucie oczekiwania i porozmawiać o gotowości do zmian ... <


            ea-0-szarri napisała:
            > ... bo czasami może być trudno sprecyzować, jakich zmian się oczekuje ja podjęłam decyzję, ze zostanę starą panną z grubym pieskiem, bo bycie w związku nigdy nie było sensem mojego życia; pracę miałam nieźle do siebie i swoich wad dostosowaną, grono osób zaprzyjaźnionych, nie byłam od niczego uzależniona, nie cięłam się nałogowo, deprechy nauczyłam się przeczekiwać, miałam mnóstwo zainteresowań - życie było całkiem znośne <

            jeśli byłaś osobą, 'której życie było całkiem znośne' to oczywiste, ęe decydowałaś na zupełnie innym poziomie
            nie wkręcałaś się w związek - wydawało mi się, ze to bardzo długo jest prawie niemożliwe w przypadku BPD, ze czasem ktoś się na to decyduje ale w bardzo dojrzałym borderowym życiu; brak dobrej miłości i akceptacji, niejako źródło zaburzeń, potrzeba głasków i docenienia wydawał mi sie tlenem dla borderów, zmagających się ze swoja niestabilnością i cierpieniem ...

            terapia i potem na pewno autoterapia to samodyscyplina i obserwacja - taka przestrzegająca - ratunku odjeżdżam jak w ChADzie , odlatuję, spadam czy korci mnie tak, ze potem swojej głupoty nie zniosę i wkręcę się w spiralę ... mnóstwo problemów nie do zaakceptowania przez zainteresowanego - a nie tylko otoczenie przecież

            cdn


            • ea-0-szarri Re: decyzja o terapii 11.04.15, 23:01
              brz_a_sk napisała:

              > potrzeba głasków i docenienia wydawał mi sie tlenem dla borderów, zmagają
              > cych się ze swoja niestabilnością i cierpieniem ...

              ja się boję samych głasków, samego docenienia, samego "och i ach"
              taka relacja mnie śmiertelnie przeraża, bo wietrzę jakąś pułapkę

              jeżeli cokolwiek jest mi w życiu niezbędne, to mały cel, pasja, tworzenie czegoś i kiedy deprecha mi to odebrała i nie oddała, to zaczął się dramat - powolny, ale nieustannie postępujący

              >
              > terapia i potem na pewno autoterapia to samodyscyplina i obserwacja - taka prze
              > strzegająca - ratunku odjeżdżam jak w ChADzie , odlatuję, spadam czy korci mni
              > e tak, ze potem swojej głupoty nie zniosę i wkręcę się w spiralę ... mnóstwo pr
              > oblemów nie do zaakceptowania przez zainteresowanego - a nie tylko otoczenie p
              > rzecież

              trochę inaczej to widzę
              perfekcjonizm samozamordyzmu mnie nie kręci
          • brz_a_sk Re: decyzja o terapii 11.04.15, 15:59


            brz_a_sk napisała:
            > część manipulowała sobą jak i terapeutą to silniejsze od rozumu niestety <


            ea-0-szarri napisała:
            > mój Boże.... każdy w jakimś stopniu manipuluje innymi
            moja córka pierwsze próby manipulacji mną zaliczyła zanim się mówić nauczyła
            dlaczego terapeuta miałby być wyjątkiem?
            pytanie - co terapeuta z tym zrobi, jak sobie poradzi <

            no i tu mnie zaskoczyłaś! poważnie tak postrzegasz cały kosmiczny problem manipulowania, w tym i terapeutami i lekarzami??? no nie wierzę
            zgadzam się na ułatwiające dyskusję czasem uznanie, ze można nie nazywac tego manipulacja i kłamstwem ale 'działaniem w desperacji' ale, ze to błahy problem jak kombinowanie malucha jak pokazać mamie , ze jest od niej odrębnym człowiekiem i czemu by nie mial decydowac jak ona o sobie a lepiej o wszystkim; ta motywacja jets na tyle silna, ze gdy nie działaja opanowane techniki dziecko krzyczy ty mnie nie kochasz, aj scię nie kocham, nawet o umieraniu czasem pokrzyczy; labo bardziej ekstremalnie (takie sa extrema użyteczne w tym wieku przed samobójstwem) rzuci się na glebę itd
            tez jest to desperacja (i manipulacja :) )

            ale chyba wiesz o czym mowa kiedy piszę o utrapieniu obu stron gdy border uwodzi i tak sprawdza kto kogo i gdy border mimo ostrożności zakochuje się w terapeucie i uzależnia się itd itd

            - = = = =

            ja się tu naprawdę z nikim nie ścigam i choć zdarza mi się, że się wkurzę gdzieś poza forum potwornie i bordera jakiegoś bym w smole posmażyła, a i partnera też bo zdrowszy jakby - ech - to na ogół chyba głupot nie podsuwam pod rozwagę nawet zła nie bez powodu!
            nie wchodzę na głowę nikomu, nie narzucam się
            nie pytam nigdy o osobiste historie czy zwierzenia
            i szczerze powiem - są sprawy, których nawet na pw nie toleruję - jasno daję do zrozumienia - szlaban
            nikogo do niczego nie przekonuję w sumie, zawsze podkreślam - moje myśli mogą się komuś przydać, by sobie pomyślał i poszukał rozwiązań, wyjaśnień, sensu życia - czego chce

            kto lubi rozmawia, kto nie lubi mógłby uszanować i pozwolić innym być sobą
            dziwnie to brzmi w miejscu gdzie o krzywdzeniu innych się gada - takie to forum o krzywdach to i o pretensjach i winach i błędach ...

            ostatnio wiele osób umknęło na pw myślę, że jest pora by pomyśleć czy to sukces zrobić tu zamieszanie, za którym hop hop piękne cuda się na forum wydarzyły i zaraz będą same strusie

            ale co tam trzeba robić swoje - a ze szkoda, że poza forum się gada - a co zrobić jak nie ma dawnej stabilności i pajaclandia się robi
            niestety i ja widzę pozorantów,
            szanuję każdego rozmawiającego poważnie, jak mam coś do pogadania piszę
            po próżnicy nie gadam raczej
            i kiedy się orientuje, że nie ma o czym gadać z kimś, bo to np. Filip z konopi tu pączkuje to zmykam i tyle
            kiedyś wystarczyła chwila i było ok
            dziś w zamieszaniu tracą wszyscy
            bezsensu
            to tak przy okazji przedziwnosci co wzeszły tej wiosny na forum korzystając z tradycyjnych zamieszań cyklicznych

            szybko widać z kim warto popisac a z kim utrapienie
            • marekgazek Re: decyzja o terapii 11.04.15, 20:00
              brz_a_sk napisała:


              i kiedy się orientuje, że nie ma o czym gadać z kimś, bo to np. Filip z konopi tu pączkuje to zmykam i tyle "

              I to jest dobra umiejętność Brzask. Niestety ja wolę publicznie potępić króla klonów pewnie ku jego uciesze czasami bo jednak ma zainteresowanie dla własnej głupoty. Dobrze, że Pan Klon zbiegł do swoich okoliczności będąc fanem borderów do spóły z ruda.suka plus jeszcze paru o których wiem i on wie, że ja wiem też. Szczerze to wolę nawet pożreć się z Toxic, wendd która ostatnio zniknęła czy ea-0-szari niż rozmawiać z klonami. Pozdrowionka. Mareczek Gazeczek.
              • brz_a_sk Re: decyzja o terapii 11.04.15, 22:15
                jestem pewna, że to zostawię specjalistom
                wiem kto co potrafi i wiem jak doskonale
                i nie pomyli się

                widziałam spektakularne sukcesy w rozpoznawaniu nieszczerych intencji

                smutna historia :( i tyle :(

            • ea-0-szarri Re: decyzja o terapii 11.04.15, 23:32
              brz_a_sk napisała:


              > no i tu mnie zaskoczyłaś! poważnie tak postrzegasz cały kosmiczny problem manip
              > ulowania, w tym i terapeutami i lekarzami??? no nie wierzę

              problem jest cholernie złożony
              o wiele bardziej niż "bordy manipulują ludźmi"
              i jeżeli rozmowa dotyczyć kwestii "jak bordy strasznie manipulują" to ja się na taką rozmowę nie zgadzam
              popatrz na byłych partnerów bordów, którzy tutaj piszą: wedle nich bordy to samo czyste wredne zło...
              i co ja mam o nich myśleć?
              że wszyscy to przypadki ciężkich debili, którzy zakochali się w kimś kompletnie pozbawionym zalet? z takim zerem totalnym zamieszkali a nawet ślub wzięli?
              wolę myśleć, ze są jednak nieco bardziej rozgarnięci, a tylko manipulują (świadomie bądź nie) rzeczywistością
              ale oczywiście zaraz dostanę po łbie, że padli oni ofiarami wrednej manipulacji i kłamstwa...

              > zgadzam się na ułatwiające dyskusję czasem uznanie, ze można nie nazywac tego m
              > anipulacja i kłamstwem ale 'działaniem w desperacji'

              to niczego nie ułatwia, co najwyżej zmiękcza na poziomie werbalnym
              działanie w desperacji - być może, ale ważniejsze: dlaczego desperacja tak się manifestuje? i: czy można było inaczej?

              ale, ze to błahy problem
              > jak kombinowanie malucha jak pokazać mamie , ze jest od niej odrębnym człowieki
              > em i czemu by nie mial decydowac jak ona o sobie a lepiej o wszystkim; ta motyw

              > ale chyba wiesz o czym mowa kiedy piszę o utrapieniu obu stron gdy border uwodz
              > i i tak sprawdza kto kogo i gdy border mimo ostrożności zakochuje się w terapeu
              > cie i uzależnia się itd itd

              będę twarda:
              jak terapeuta mądry to i z zakochanym pacjentem sobie umie poradzić
              i z uwodzeniem
              i z próbami manipulacji
              po to się uczył i wykonuje ten zawód

              jakby pacjent nie był zaburzony to by się do terapeuty nie zgłaszał

              > nie wchodzę na głowę nikomu, nie narzucam się
              > nie pytam nigdy o osobiste historie czy zwierzenia

              czasami pojawiają się pytania pozornie ogólne, typu: jak to jest jeździć konno
              jeździłam konno wiele lat, ale nie wiem, jak to obiektywnie jest
              mogę tylko powiedzieć o własnym doświadczeniu
              a ktoś może to widzieć zupełnie inaczej
              miej to na uwadze, kiedy wydaje Ci się, że nie pytasz o osobiste historie...

              > kto lubi rozmawia, kto nie lubi mógłby uszanować i pozwolić innym być sobą
              > dziwnie to brzmi w miejscu gdzie o krzywdzeniu innych się gada - takie to forum
              > o krzywdach to i o pretensjach i winach i błędach ...

              ale rozmowa to nie wymiana monologów
              każdy powie swój i się rozejdziemy
              czasami trzeba się spierać i to nie jest złe
              • brz_a_sk Re: decyzja o terapii 12.04.15, 02:40
                ciekawie piszesz

                mam takie uwagi
                kwestia manipulowania dla jednych jest oczywista w BPD, dla innych termin objaśniający, że desperacja doprowadza do takich zachować i nie można ich uznać za manipulację wydaje się słuszniejszy
                co do mojego zdania na ten temat potrafię zrozumieć obie teorie i widzę kiedy skłaniam się zdecydowanie manipulacji a kiedy jestem w stanie zgodzić się, że ktoś nie znajdując innego wyjścia ratuje się i to jest jedynym motywem takich zachowań

                wydaje mi sie, że łącznie rozważań o manipulacji w BPD z tym czy partner coś tam jest droga błędna i prowadzi w stronę 'a u was biją murzynów' - wychodzi lipa

                co do tego z kim terapeuta czy psychiatra powinien sobie poradzić odpowiedź wydaje się oczywista z każdym albo go odesłać, czasem do diabła pewnie, bo bywają bezradni z różnych powodów;
                mam wrażenie, że nie wiele osób idzie po pomoc z założeniem- pościgamy się i do tego pouwodzę - i do tego zakochiwanie w terapeucie bez jego udziału - statystycznie znaczący problem; dla borderów trudny i kłopotliwy, dla terapeutów też bo raz bywa, że obsesyjnie pacjent się zakochuje i sa z tego powane kłopoty i bywa oczywiście, że polegnie terapeuta
                na tym forum wszyscy są w jednym zgodni - w sprawie oczarowania i rozkochania border miewa zalety super hiper i turbo - jak kogos wybierze to raczej ustrzeli

                i teraz ta ważna i zasadnicza różnica - to że ktoś chce i opowiada coś jest jego autonomiczną decyzją, to jest tak publiczne miejsce, że nie można zapominać iz podejmuje się decyzję wtedy gdy mówi się o sobie i o kimś - trzeba ważyć słowa;
                ja i prywatnie nie namawiam nikogo, by mówił wiecej niż sam uzna za wazne czy niezbędne; nie wypytuję - choćby dlatego, ze wcale nie jest lekko nosić cudze tajemnice - niestety taki to ma wymiar również; zdecydowanie uciekam od pewnych tematów; w rozmowie współdecyduje się i ten co mówi i ten co słucha
                na forum - hulaj dusza piekła nie ma - co najwyżej można kogoś kopnąć pod stołem by się chwilę zastanowił co plecie - raczej nie pomaga :)

                i ostatni drobiazg
                "czasami trzeba się spierać" napisałaś

                MOŻNA powiedziałabym, jeśli ma się ochotę, wie się po co i znajdzie się partnera do ciekawej dyskusji i temacik pasi, atmosfera sprzyja i MA SIĘ CHĘĆ i sens na horyzoncie widać

                miewam wrażenie, że często zamiast sporu lepiej robi chwila przerwy po przeczytaniu czegoś, pomyślenie nad tym co warte i olanie tego co nie warte uwagi
                czy wróci się pogadać potem czy wrzuci swoje uwagi tylko - a to już kwestia wyboru i DECYZJI

                by wiedzieć więcej czyta się i pyta się a dyskutuje gdy już ma się poukładane trochę - tak ja sobie żyję - wdzięczna gdy ktoś zechce odpowiedzieć i zadowolona gdy do dyskusji z mądrzejszymi ode mnie w temacie się załapię :)





                • ea-0-szarri Re: decyzja o terapii 13.04.15, 08:22
                  brz_a_sk napisała:

                  > kwestia manipulowania dla jednych jest oczywista w BPD, dla innych termin objaś
                  > niający, że desperacja doprowadza do takich zachować i nie można ich uznać za m
                  > anipulację wydaje się słuszniejszy

                  manipulacja to manipulacja - nic więcej nic mniej
                  można rozmawiać o przyczynach, dlaczego ktoś ucieka się do manipulacji i czy dałoby się inaczej
                  można też stawiać pod pręgierzem i oceniać, ale kto jest bez winy, żeby miał do tego prawo?

                  > wydaje mi sie, że łącznie rozważań o manipulacji w BPD z tym czy partner coś t
                  > am jest droga błędna i prowadzi w stronę 'a u was biją murzynów' - wychodzi li
                  > pa

                  nie, nie o to mi chodzi
                  nie wydaje mi się, żeby bordery robiły rzeczy nieznane innym ludziom
                  problem w intensywności, przyczynach i częstotliwości
                  ale np. manipulują wszyscy ludzie, manipulują sprzedawcy, reklamy; nawet małe dziecko wie, że żeby jego prośba została wysłuchana trzeba mamuśkę pozytywnie do siebie nastawić i mówi "kocham cię", albo "jesteś najlepszą mamą na świecie" albo odkurzy wcześniej dywany...
                  jasne, możemy się okopać: po jednej sprawiedliwi - po drugiej manipulujące bordy
                  ale wtedy nie ma rozmowy, nie ma żadnego wspólnego doświadczenia, do którego można byłoby się odwołać

                  > i do tego zakochiwanie w terapeucie bez jego udziału - statys
                  > tycznie znaczący problem; dla borderów trudny i kłopotliwy, dla terapeutów też
                  > bo raz bywa, że obsesyjnie pacjent się zakochuje i sa z tego powane kłopoty i
                  > bywa oczywiście, że polegnie terapeuta

                  pacjent zakochujący się w terapeucie to żadne dziwo
                  od cholery jest opracowań na ten temat i zdaje się, że dominuje pogląd, że zakochanie pacjenta należy traktować jako problem do przepracowania

                  > na tym forum wszyscy są w jednym zgodni - w sprawie oczarowania i rozkochania
                  > border miewa zalety super hiper i turbo - jak kogos wybierze to raczej ustrzel
                  > i

                  ja nie miewam rzeczonych zalet, więc trudno mi się z Tobą zgodzić
                  większy jest chyba problem w wypadku histrioników, bo tam seksualność mocno się manifestuje

                  > i teraz ta ważna i zasadnicza różnica - to że ktoś chce i opowiada coś jest jeg
                  > o autonomiczną decyzją, to jest tak publiczne miejsce, że nie można zapominać i
                  > z podejmuje się decyzję wtedy gdy mówi się o sobie i o kimś - trzeba ważyć słow
                  > a;

                  jasne, że trzeba uważać
                  ale też nie da się kompletne o sobie milczeć, bo robi się "starcie dogmatów"
                  ktoś swoje prywatne dośwadczenia przedstawia jako fakt wszystkich dotyczący. któs ze swoimi odmiennymi doświadczeniami robi to samo i - znowu: nie ma miejsca na rozmowę, nie ma miejsca na: ok, ale moje doświadczenie jest odmienne
                  mogę współczuć komuś, kogo bord skrzywdził - mogę mu współczuć jego doświadczenia z innym człowiekiem, ale kiedy ktoś zamiast: "ja doświadczyłem" mówi "wszystkie bordy krzywdzą" - to nie umiem ani współczuć, ani patrzeć spokojnie

                  > ja i prywatnie nie namawiam nikogo, by mówił wiecej niż sam uzna za wazne czy
                  > niezbędne; nie wypytuję - choćby dlatego, ze wcale nie jest lekko nosić cudze t
                  > ajemnice - niestety taki to ma wymiar również;

                  rozumiem pragnienie łatwiejszego życia i siedzenia w wygodnym fotelu, ale czy to zawsze możliwe?
                  ale ok - to twój wybór i będę go szanować

                  > "czasami trzeba się spierać" napisałaś
                  >
                  > MOŻNA powiedziałabym, jeśli ma się ochotę, wie się po co i znajdzie się partne
                  > ra do ciekawej dyskusji i temacik pasi, atmosfera sprzyja i MA SIĘ CHĘĆ i sens
                  > na horyzoncie widać

                  może inaczej: czasami trzeba głośno powiedzieć: nie zgadzam się z tym, co mówisz
                  chociaż łatwiej milczeć - wtedy ma się etykietkę osoby miłej, sympatycznej i nie grozi dostanie młotkiem po łbie
                  ale to mój wybór: milczę, potakuję bezmyślnie, czy wchodzę z polemiką
                  • brz_a_sk Re: decyzja o terapii 14.04.15, 17:45


                    > > brz_a_sk napisała:
                    kwestia manipulowania dla jednych jest oczywista w BPD, dla innych termin objaśniający, że desperacja doprowadza do takich zachować i nie można ich uznać za manipulację wydaje się słuszniejszy <<


                    >ea-0-szarri napisała:
                    manipulacja to manipulacja - nic więcej nic mniej można rozmawiać o przyczynach, dlaczego ktoś ucieka się do manipulacji i czy dałoby się inaczej, można też stawiać pod pręgierzem i oceniać, ale kto jest bez winy, żeby miał do tego prawo? <

                    pewnie mozna by o manipulacji niezła pracę napisać
                    co więcej lepiej by było przed tym poczytać co już jest - to fajny temat
                    kiedy manipulacja jets elementem zasadniczym gry - a ponoć wszyscy non stop gramy - brrr
                    ale czym innym jest manipulowanie ad hoc malucha by dostać od mamy 5 samochodzik dziś, czy żelki w sklepie czy UWAGĘ
                    czym innym zaloty czym innym uwodzenie Casanowa po pseudoszkółce dla miszczuf
                    czym innym manipulowanie terorystami przez brygadę; czy samobójca na parapecie, czym innym manipulowanie dzieckiem by było niesamodzielne a jeszcze czym innym manipulowanie ludźmi by nie rozpoznały naszych wad
                    (wiesz z jakiej ksiazki wzięłam to o nie manipulowaniu ale działaniach z desperacji )

                    warto Magię kłamstw obejrzeć by wiedzieć jak wiele jest do myślenia przed ocenianiem

                    wiem, ze to łatwe do atakowania ale ja mam wrażenie nieodparte, że oceniamy non stop i nie ma szans by nie robić tego
                    każdy wybór poprzedzony jest oceną
                    czasem zwalamy z siebie odpowiedzialnosc mówiac nie oceniałem nie wybierałaem - spadło z nieba - o znajomosci z nieodpowiednią osobą :) - też temat na niejedna bajkę
                    Wiem kiedy mówię: ale głupio pani robi ... a tu bach wiedza i szczęka w podłogę jak bardzo - ale w skrajne sytuacji ludzie mówią sobie nie oceniam nie reaguję - pewnie oni wiedzą co robia a nie sa s* i leja tacy dziecko pod okiem całej kamienicy czy bloku! i anioły nie oceniały
                    no nie jest to proste by dokonac wyboru ludzi do czegokolwiek nie oceniajać ich czasem totalnie


                    > > brz_a_sk napisała:
                    wydaje mi sie, że łącznie rozważań o manipulacji w BPD z tym czy partner coś tam jest droga błędna i prowadzi w stronę 'a u was biją murzynów' - wychodzi lipa <<


                    >ea-0-szarri napisała:
                    nie, nie o to mi chodzi nie wydaje mi się, żeby bordery robiły rzeczy nieznane innym ludziom
                    problem w intensywności, przyczynach i częstotliwości, ale np. manipulują wszyscy ludzie, manipulują sprzedawcy, reklamy; nawet małe dziecko wie, że żeby jego prośba została wysłuchana trzeba mamuśkę pozytywnie do siebie nastawić i mówi "kocham cię", albo "jesteś najlepszą mamą na świecie" albo odkurzy wcześniej dywany... jasne, możemy się okopać: po jednej sprawiedliwi - po drugiej manipulujące bordy ale wtedy nie ma rozmowy, nie ma żadnego wspólnego doświadczenia, do którego można byłoby się odwołać >

                    czy chodzi o to by pokazać paranoję mody/technik na psychologię reklamy i wciskania i ściemniania :(

                    czy chodzi o to by manipulację osoba najbliższą zrównać z pertraktacjami przy sprzedaży ropy?

                    ja tam wolę mieć poczucie, że manipulowanie mna się nie opłaci
                    co więcej wolę pomysleć ocennie - skurwiel - o kimś kto zbliża się do mnie korzysta z mojej uwagi i wkręca mnie w jakieś swoje gówno - to nie takie trudne w końcu zobaczyć po co szuja to robi świadomie i szkodzi, wykorzystuje, zawodzi i krzywdzi
                    trzeba nazywać sprawy jasno

                    mam taki sposób patrzenia - zgoda na wkręcanie opiera się na efekcie - gdy wkręcany korzysta więcej niż wkręcający - można to uznać za dopuszczalną dobra praktykę
                    reszta jest dowodem na WINĘ manipulującego, cwaniactwo czy brak szacunku itd
                    nie ma niewinnych krzywd - i zbiegów okoliczności - manipulowanie obciąża autora


                    > > brz_a_sk napisała:
                    i do tego zakochiwanie w terapeucie bez jego udziału - statystycznie znaczący problem; dla borderów trudny i kłopotliwy, dla terapeutów też bo raz bywa, że obsesyjnie pacjent się zakochuje i sa z tego poważne kłopoty i bywa oczywiście, że polegnie terapeuta <<



                    >ea-0-szarri napisała:
                    pacjent zakochujący się w terapeucie to żadne dziwo od cholery jest opracowań na ten temat i zdaje się, że dominuje pogląd, że zakochanie pacjenta należy traktować jako problem do przepracowania >

                    > > brz_a_sk napisała: na tym forum wszyscy są w jednym zgodni - w sprawie oczarowania i rozkochania: border miewa zalety super hiper i turbo - jak kogoś wybierze to raczej ustrzeli <<


                    >ea-0-szarri napisała:
                    ja nie miewam rzeczonych zalet, więc trudno mi się z Tobą zgodzić
                    większy jest chyba problem w wypadku histrioników, bo tam seksualność mocno się manifestuje <

                    a ze jak Ty nie to raczej nie masz wrażenia, że inni borderzy tak? hm no nie wynika jedno z drugiego ale może być podniesione jak ważne - swoje doświadczenie w kontrze do tego co widzisz u innych; chyba, ze raczej nie widzisz u borderów problemu 'uwodzenia' - dla hecy czy z ulegania urokowi
                    mnie się zdaje że jest to problem, nie pojedyncze przypadki
                    i co ciekawe ma złe skutki i dla terap. lekarzy ... i dla borderów





                    > > brz_a_sk :
                    i teraz ta ważna i zasadnicza różnica - to że ktoś chce i opowiada coś jest jego autonomiczną decyzją, to jest tak publiczne miejsce, że nie można zapominać iż podejmuje się decyzję wtedy gdy mówi się o sobie i o kimś - trzeba ważyć słowa; <<


                    >ea-0-szarri napisała:
                    jasne, że trzeba uważać ale też nie da się kompletne o sobie milczeć, bo robi się "starcie dogmatów" ktoś swoje prywatne dośwadczenia przedstawia jako fakt wszystkich dotyczący. ktoś ze swoimi odmiennymi doświadczeniami robi to samo i - znowu: nie ma miejsca na rozmowę, nie ma miejsca na: ok, ale moje doświadczenie jest odmienne mogę współczuć komuś, kogo bord skrzywdził - mogę mu współczuć jego doświadczenia z innym człowiekiem, ale kiedy ktoś zamiast: "ja doświadczyłem" mówi "wszystkie bordy krzywdzą" - to nie umiem ani współczuć, ani patrzeć spokojnie <

                    źle gdy ktoś ze swojej pewności robi dogmat powszechny - oczywiste
                    dobrze gdy ktoś pisze co sądzi!
                    każdy może napisać nie zgadzam się z tym i owym! i wspaniale gdy doda i - myślę tak i tak
                    i siak albo napisze tylko ja myślę to i to i mam swoje zdanie czy tylko podsumie wiedzę - różne inne zdania bez oceny kto najmądrzejszy
                    przecież najmądrzejszy bywa jeden a reszta się myli cokolwiek :)



                    > > brz_a_sk :
                    ja i prywatnie nie namawiam nikogo, by mówił więcej niż sam uzna za ważne czy niezbędne; nie wypytuję - choćby dlatego, ze wcale nie jest lekko nosić cudze tajemnice - niestety taki to ma wymiar również; <<


                    >ea-0-szarri napisała:
                    rozumiem pragnienie łatwiejszego życia i siedzenia w wygodnym fotelu, ale czy to zawsze możliwe?
                    ale ok - to twój wybór i będę go szanować<

                    załamka! pomieszałaś odpowiedzialność z olaniem
                    e tu nie chce mi się pisac nawet
                    albo jakieś zaćmienie albo jakieś dwa rożne kosmosy

                    tak walnęłaś kulą w płot, że ręce mi opadły
                    chyba przedziwne uczucia totalnego zaskoczenia i zadumy mnie obsiadły

                    i próbuję nie widzieć w tym fragm. oceny :) :) :)


                    > > brz_a_sk :
                    "czasami trzeba się spierać" napisałaś

                    > > MOŻNA powiedziałabym, jeśli ma się ochotę, wie się po co i znajdzie się partnera do ciekawej dyskusji i temacik pasi, atmosfera sprzyja i MA SIĘ CHĘĆ i sens na horyzoncie widać



                    >ea-0-szarri napisała:
                    może inaczej: czasami trzeba głośno powiedzieć: nie zgadzam się z tym, co mówisz chociaż łatwiej milczeć - wtedy ma się etykietkę osoby miłej, sympatycznej i nie grozi dostanie młotkiem po łbie ale to mój wybór: milczę, potakuję bezmyślnie, czy wchodzę z polemiką <

                    celem polemiki nie jest polemika
                    celem polemiki nie jest obrywanie czy nie młotkiem
                    wchodzenie w polemikę tylko po to by ktoś miał wrażenie, ze mamy prospołeczna postawę itd

                    to wszystko nie tak jak piszes
                    • ea-0-szarri Re: decyzja o terapii 15.04.15, 17:16
                      brz_a_sk napisała:

                      > pewnie mozna by o manipulacji niezła pracę napisać

                      nawet doktorat z habilitacją :)

                      > (wiesz z jakiej ksiazki wzięłam to o nie manipulowaniu ale działaniach z desper
                      > acji )
                      >
                      > warto Magię kłamstw obejrzeć by wiedzieć jak wiele jest do myślenia przed oceni
                      > aniem

                      nie kojarzę, szczerze mówiąc

                      > wiem, ze to łatwe do atakowania ale ja mam wrażenie nieodparte, że oceniamy non
                      > stop i nie ma szans by nie robić tego

                      oceniamy, oceniamy: w różnych celach, na różnych poziomach
                      nawet nieoceniający terapeuta zawodowo ocenia, czy i w jakim stopniu interpretować rewelacje pacjenta na słynnej kozetce (a co on sobie myśli... ha! oto tajemnica prawdziwa :D)

                      > no nie jest to proste by dokonac wyboru ludzi do czegokolwiek nie oceniajać ich
                      > czasem totalnie

                      pytanie: co, w jaki sposób i w jakim celu oceniamy?
                      znowu: temat - rzeka

                      > ja tam wolę mieć poczucie, że manipulowanie mna się nie opłaci

                      jasne- nie opłaci się, o ile wyłapiesz manipulację
                      moim zdaniem border kiepsko nadaje się dobrego manipulanta i genialnego kłamcę: po prostu z definicji jest zbyt impulsywny, żeby być stałym w kłamstwie i manipulacji (a dobre i fachowo zrobione wytrwałości i konsekwencji wymagają, bo inaczej to co chwila wpadka-monstrum i ogólna dupa)

                      > a ze jak Ty nie to raczej nie masz wrażenia, że inni borderzy tak?

                      odpowiem wprost: nie wiem
                      słyszałam/czytałam o takich przypadkach i nie były one umieszczone w kontekście BPD, a raczej: dlaczego zdarza się, że pacjent zakochuje się w terapeucie i co dalej, jeżeli się tak zdarzy
                      nie mam też znajomych z BPD - serio
                      na oddziale zakochała się jedna sztuka - nie BPD
                      więc brak mi doświadczeń własnych

                      > załamka! pomieszałaś odpowiedzialność z olaniem

                      być może
                      muszę to jeszcze przemyśleć

                      > i próbuję nie widzieć w tym fragm. oceny :) :) :)

                      że sparafrazuję Gajosa: a czy je się chwalę, że nie oceniam ;)
                      • brz_a_sk Re: decyzja o terapii 22.04.15, 13:24
                        rozmowa ma więcej szans gdy wchodzimy w nią z oczekiwaniem
                        by czas nam przyniósł coś zastanawiającego :)
                        myślę, że dobrze nam się rozmawiało


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka