no_illusion
15.01.09, 19:39
Zerwałam, żeby ratować siebie.
Jeżeli jeszcze jest co ratować... bilans mojego związku z osobą z
BPD? Rozpad emocjonalny, ogromne koszty dot. zdrowia fizycznego,
obniżenie własnej wartości, poczucie winy... A jeszcze rok temu
byłam wesołą, otwartą, pewną siebie kobietą. Oczywiście nikt mnie
nie zmuszał, oczywiście można zarzucić mi masochizm, potrzebę
silnych wrażeń, dla tego związku zerwałam swoją poprzednią
wieloletnią znajomość i poleciałam jak ta ćma. Ciąg dalszy mniej
więcej pokrywa się z opisywanymi przez Was przeżyciami. Osoba, z
którą byłam związana, fundowała mi na przemian raj i piekło,
stopniowo przestawałam być partnerem, a stawałam się zmanipulowaną
ofarą. Tylko prosiłam i przepraszałam, a ona trafiała w moje
najczulsze punkty z ogromną sadystyczną siłą rażenia. Cios od osoby,
która mówi, że kocha, nie tylko mówi, ale której miłość czułam całą
sobą, która potrafiła dać z siebie bardzo wiele, a niedługo później
z nienawiścią znęcać się nad każdą moją słabością, taki cios zabija.
Musiało dojść prawie do tragedii, żebym się opamiętała.
Z mojej strony było prawdziwe uczucie, głębokie zaangażowanie,
ciepło, bliskość.. co dostałam w zamian? Kij i marchewkę,ciągłą
szarpaninę, ciosy, niekończące się wątpliwości, pretensje wynikające
z paranoidalnego myślenia, potworną agresję, niszczenie. Nie
poddawałam się, bo zawsze udawało mi się coś postawić na tej drugiej
szali, bo bardzo kochałam. Ciekawe tylko, gdzie ja w tym wszystkim
byłam? Coraz bardziej traciłam siebie, doszło do tego, że zaczęłam
czuć się jak wciągnięta przez jakąś sektę. Nie mogłam się wyzwolić.
Zaczęłam się bać reakcji drugiej strony, które potrafiły być
kompletnie nieprzewidywalne, jej pragnienia, marzenia, uczucia,
myślenie itp. zmieniały się skrajnie z ciągu kilku minut. Jakby z
mózgu przeskakiwał jakiś pstryczek i "wchodziła" druga osobowość. A
wszystko to rozkwitało hojnie podlewane alkoholem.
Zerwałam, bo jeszcze trochę i sama skończyłabym w psychiatryku. Ile
serca można dawać i ciągle słyszeć, że się jest oszustem
emocjonalnym, kłamcą, zdrajcą?
Czy osoby z BPD potrafią w ogóle kochać? Moim zdaniem one nie
kochają nikogo, a najmniej siebie. To jest niestety pułapka, w którą
wpadłam, chciałam pomóc, a tylko leciałam w dół.
CZy osoby z BPD potrafią kochać? Przecież nie czują niczego "stale",
są tylko chwile. A może nie czują tak naprawdę nic poza chorymi
emocjami? Patologiczne silne emocje niewiele mają wspólnego z
głębokim uczuciem do kogokolwiek.
Czuję się teraz zupełnie bez pancerza ochronnego, totalnie słaba. Aż
przykro patrzeć, co pozwoliłam ze sobą zrobić w tym związku, jak
pozwoliłam siebie niszczyć i jeszcze za to przepraszałam.
Chętnie nawiążę kontakt z osobami, które mają za sobą podobne
doświadcznia, ponieważ boję się, że teraz odlecę w totalną
samotność.
Nejgorsze jest to, że nadal kocham tę osobę. Chyba wyjadę z kraju,
by od niej uciec raz na zawsze. Dlaczego nie umiem od niej uciec w
sercu?