Jestem dziś bez prądu. To znaczy od wczoraj.
Gdzieś w lipcu nie dostałam rachunku za prąd (strajkowała Poczta). Jako ze w
lipcu głównie gapiłam sie w sufit, płakałam albo leżakowałam w szpitalu u
psychiatry, rachunek za prąd był ostatnią rzeczą, o której mogłam myśleć.
Wczoraj wieczorem otwieram ja, prosze Was, skrzynke pocztową i znajduję kartkę
świąteczną (z datą z początku grudnia) oraz pismo ze Stoenu z zaległym
rachunkiem (plus odsetki).
Włażę na górę, na moje 5 piętro, i w drzwiach znajduję... drugie pismo ze
Stoenu, że w związku z niezapłaconym rachunkiem z lipca odcinaja mi prąd.
Kocham Stoen. Kocham Pocztę Polską