W zasadzie to nie wiem, czy to ja wyniosłam choinkę czy ona mnie,
jedno jest pewne – pozbyłam się tego złośliwego potwora z domu
Nie dość, że wielka
( ponad dwa metry wysokości i szerokości metr z haczykiem)
to jeszcze ciężka i złośliiiwa niemiłosiernie… bić się z nią musiałam,
o każdą bombkę (podkuliła cwaniara gałęzie i pochowała ozdoby pod siebie ),
szarpać o łańcuchy i światełka...drapała pazurami i pluła igłami
na prawo i lewo...
Poobcinałam jej te pazury, żeby cieńsza była, powiedziałam won !!!
i skierowałam w stronę drzwi...goście przodem ... ale ona chyba już
za bardzo się zadomowiła i pierwsza wyjść nie chciała… zaaaapaaaarła
się i wypchnąć się jej nie dało... gość nie gość koniec końców chwyciłam
za czub i wyciągnęłam zołzę na klatkę ...
Potem poszarpałyśmy się jeszcze na schodach ...…tak na pożegnanie...…
szczególnie na zakrętach...…wiecie ...… kilka kuksańców, uszczypków
i chlastów igłami po twarzy...… w zasadzie to nie wiem kto kogo
szczęśliwie sprowadził na dół ...…oczywiście przepuszczając się
i przepychając w kolejnych drzwiach obdarzona zostałam dodatkową
czułością w postaci zabiegu akupunktury igłami prosto z Kaukazu…...
odetchnęłam dopiero na dworzu…. na krótko…...
nawet powiedziałabym na bardzo krótko...po wyjściu za narożnik budynku
najpierw mnie porządnie zatkało a potem o mały włos straciłabym rękę...…
tę rękę, którą prowadziłam choinkę…....
taki sobie zefireczek kurwa jego mać akurat powiał …...
myślałam, iż nogi me od ziemi się oderwą i na choince pofrunę,
...
co gorsze wiatr wiał w kierunku przeciwnym niż drzwi śmietnikowe
co wkurwiło mnie jeszcze bardziej, bo czas pożegnania wydłużał się
przez to niemiłosiernie... … oj biedna byłam…....
ooo nie,szarpać się z gościówką nie zamierzam ani chwili dłużej,
będę stanowcza i nie będę się rozczulać, ...
kopa dostała jeszcze przed drzwiami do śmietnika, zanim zdążyła
pomyśleć, żeby się zaprzeć ...… zamknęłam drzwi i...…nie...…
nie odetchnęłam, pomna mej nieuwagi kilka chwil wcześniej…
dotarłam do domu i siadłam na kanapie, popijając czerwone winko...…
odetchnęłam dopiero wtedy, gdy pozbyłam się z domu ostatniej igły
Tak właśnie żegnam gości, którzy się u mnie zasiedzieli i nie bardzo
mają chęć wyjść