Dodaj do ulubionych

Koncerny i artyści wściekli na francuski parlament

23.12.05, 23:51
Bądźmy realistami - Imternet to konkurencyjne medium wobec dotychczasowych
dystrybutorów. Firmy dystrybucyjne przywykły do dzielenia się strefami
wpływów, co jest sprzeczne z demokracją i wolnym rynkiem. To se ne vrati.
Mądrze zrobili Francuzi, bo w ten sposób zmuszą swoich producentów i
sprzedawców do wejścia w XXI wiek i skutecznej konkurencji na rynku. Kto
będzie udawał, że jest tak samo jak w czasach winylowych krążków, ten zginie
jak dinozaury.
Obserwuj wątek
    • seth11 Re: Koncerny i artyści wściekli na francuski parl 24.12.05, 00:06
      I to się nazywa pragmatyzm.
      Lepiej żeby internauci uiszczali niską "ogólną opłatę z tytułu praw autorskich",
      niż ciągnęli za darmo.
      Niestety nikt nie wygra z p2p, więc lepiej zlegalizować to w ten sposób.
      Tanio, szybko, skutecznie.
      • Gość: openmind.desk.pl prawa autorskie są antyspołeczne ! IP: *.jjs.pl 24.12.05, 01:46
        • Gość: BenekSeptolet Jeżeli tFurcom się nie opłaca, niech idą do łopaty IP: *.aster.pl / *.aster.pl 25.12.05, 01:31
          • krasnov Trochę różnych opinii 25.12.05, 22:39
            Polecam kilka mądrych komentarzy pod tym artykułem: di.com.pl/news/12345,0.html
            Polecam zwłaszcza te dotyczące ukrytych podatków na ZAIKS.
            • Gość: Zooom AUDIOFIL to nie to samo co MELOMAN IP: *.acn.waw.pl 26.12.05, 21:04
              Moze by red. Rozynski nie uzywal slow ktorych znaczenia nie rozumie.
              Zaden audiofil nie bylby zainteresowany sciaganiem plikow mp3 ze wzgledu na
              fatalna jakosc dzwieku.
        • arius5 To cios w amerykanski przemysl muzyczny 26.12.05, 16:28
          i bardzo dobrze, jeszcze jeden kamyczek, ktory przyczyni sie do ruiny USA
    • sushi4004 Re: Koncerny i artyści wściekli na francuski parl 24.12.05, 00:57
      Dinozaury to malo powiedziane. Koncerny fonograficzne same przyspieszaja swoja
      zaglade na przyklad zabezpieczajac plyty, co nie dosc ze uniemozliwia wykonanie
      kopii bezpieczenstwa albo przeniesienie muzyki do przenosnego odtwarzacza, to
      jeszcze czasami w tym celu bez wiedzy uzytkownika instalowane sa rozne szkodliwe
      programy, ktore narazaja komputer na wlamania - patrz ostatnia sprawa z
      wycofaniem zabezpieczonych plyt przez Sony.
      Nigdy nie kupie zabezpieczonej w ten sposob plyty. To absurd, ze osoba ktora
      sciagnie plyte z internetu ma wiekszy komfort uzytkowania niz legalny nabywca.
    • arturpio problem jajka i kury 24.12.05, 08:35
      No tak... to wszystko ladnie i pieknie...

      Bedziemy wreszcie mogli "swobodnie" i "za darmo" sciagac, jako ze francuski
      parlament wzorowal sie na orzeczeniu Trybunalu Apelacyjnego w Montpellier ktory
      orzekl, ze sciagenie przez siec to "wyjatek kopii prywatnej". I nie postawil
      żadnego wymogu posiadania tzw. "oryginalu"... Ale kopia (nawet "prywatna"), po
      to by byc tą "kopia", jest kopią tylko jesli gdy (gdzies, kiedys, u kogos ? )
      jest, znajduje się ten slynny "oryginal"....

      I w tym sek (jako że "diabel ukrywa sie w szczegolach").

      Gdzie i u kogo bedzie "oryginal"? Gdy wytwornie i wydawcy definitywnie
      zbankrutuja, przestana produkowac jakiekolwiek plyty, tasmy, CD czy inne DVD,
      ktorych i tak nikt nigdy nie kupi( bo po co placic jesli mozna sciagnac "za
      darmo" ?) - to kto ten "oryginal" do sieci wprowadzi?

      Czy bedzie to musial zrobic sam i osobiście autor - kompozytor? Czy w tym
      idealnym systemie to on ma wlozyc "za darmo" kompozycje czy piosenke do jego
      wlasnego PC aby utwor zaczal sie rozpowszechniac przez "P-to-P"? No bo gdzies
      poczatek początku tego być musi...

      I kto go do tego zmusi?
      • Gość: Dawniej, dawniej Kiedyś nie było koncernów, a sztuka kwitła IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.12.05, 08:59
        > Gdzie i u kogo bedzie "oryginal"? Gdy wytwornie i wydawcy definitywnie
        > zbankrutuja, przestana produkowac jakiekolwiek plyty, tasmy, CD czy inne DVD,
        > ktorych i tak nikt nigdy nie kupi( bo po co placic jesli mozna sciagnac "za
        > darmo" ?) - to kto ten "oryginal" do sieci wprowadzi?

        Chciałem nieśmiało zauważyć, że sztuka istnieje od tysiącleci i rozwijała się znakomicie w czasach kiedy nie istniałay koncerny filmowe i fonograficzne.
        • Gość: nieprawda nieprawda sztuka powstała w koncernach IP: *.dami.pl / *.dami.pl 24.12.05, 09:10
          wcześniej nie istniała .
          nie wygłaszaj takich opini bo przyjdzie 'ryja' i wsadzi Cię do więźnia za
          spowodowanie wielomilionowych strat.....
        • Gość: ERKA Kiedyś nie było koncernów,a sztuka kwitła-KŁAMSTWO IP: *.icpnet.pl 24.12.05, 19:32
          a Ja chciałem bardzo śmiało zauważyć, że sztuka coprawda istnieje od
          tysiącleci i rozwijała się tylko tam gdzie był dobrobyt materialny i potencjal
          kulturowy społeczeństw koncerny filmowe i fonograficzne przyspieszaja rozwoj
          kultury i rozrywki poprzez upowszachnianie go a nie hamowanie w elitarnym
          gronie-ktoś kto tego nie widzi nie powinien sie wypowiadać.
          • Gość: Britnej&MacDonald Re: Kiedyś nie było koncernów,a sztuka kwitła-KŁA IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 24.12.05, 22:10
            > a Ja chciałem bardzo śmiało zauważyć, że sztuka coprawda istnieje od
            > tysiącleci i rozwijała się tylko tam gdzie był dobrobyt materialny i potencjal
            > kulturowy społeczeństw koncerny filmowe i fonograficzne przyspieszaja rozwoj
            > kultury i rozrywki poprzez upowszachnianie go a nie hamowanie w elitarnym
            > gronie-ktoś kto tego nie widzi nie powinien sie wypowiadać.

            O tak, dziś Britnej i MacDonald - globalnie rozpowszechniona kultura.
          • user0001 Re: Kiedyś nie było koncernów,a sztuka kwitła-KŁA 24.12.05, 22:59
            Rozrywka istnieje od tysiącleci, rozrywka kwitła wszędzie. To mit, że śpiew i
            granie było zarezerwowane dla bogatych. Do naszych czasów zachowało się niewiele
            piosenek i przyśpiewek znanych biedocie. Nikt nie pamięta o tych utworach, w
            pamięci pokoleń pozostała jedynie Sztuka przez duże "S", ta sponsorowana,
            tworzona przez ludzi mających wielki talent. "Czeladnicy" grający "do kotleta"
            odeszli w niepamięć tak jak setki "gwiazdek jednego sezonu".

            Koncerny fonograficzne nie powstały aby przyśpieszać rozwój kultury, powstały
            one, gdy była okazja zarobić na dystrybucji. Korporoacje zarobiły tak dużo, że
            zakupiły korzystne dla siebie zmiany w ustawach o prawach autorskich. Dziś
            korporacje kontrolują kanały dystrybucji płyt, wykupują czas antenowy aby
            promować kolejne gwiazdki. Uważam, że koncerny fonograficzne nie przyśpieszają
            rozwoju kultury, ani nie upowszechniają jej. Wręcz przeciwnie, koncerny prowadzą
            działania mające na celu ogłupianie odbiorców. Przyzwyczajają one do gwiazdek z
            castingów, obrabianych elektronicznie głosów, nic nie znaczących tekstów.

            Z drugiej strony, dziwię się ludziom którzy na forach (czy slashdocie) pyszczą
            na koncerny, a w drugim okienku ściągają produkty tychże wytwórni.
            • Gość: druid Masz absolutna racje IP: *.tpgi.com.au 25.12.05, 00:25
              Dodatkowo koncerny blokuja promocje lokalnych artystow, bo z puku widzenia
              kosztowego, lepiej miec gwiazdy miedzynarodowe - globalizacja produktow, nizsze
              koszty promocji.

              Jak pokazuje przyklad ostatniej plyty Big Cyc - internet staje sie glownym
              zrodlem dystrybucji piosenek.

              Jak w przyszlosci beda zarabiac muzycy - normalnie, dajac koncerty i wystepujac
              na sponsorowanych wystepach i moze na sprzedazy upominkow.

              Nie martwilbym sie o to ze muzyka zniknie i nikt nie bedzie nia sia zajmowal -
              przestana sie nia zajmowac wielkie koncerny, a ludzie, dla ktorych muzyka jest
              hobby dalej beda ja tworzyc i puszczac w siec.

              Juz istnieje masa swietnej muzyki na poboczu glownego nurtu popu - bedzie
              dobrze, a im szybciej koncerny sie wycofaja z rynku muzycznego, tym lepiej dla
              tego rynku, dla prawdziwych muzykow i dla tych co chca posluchac muzyki nie
              bankrutujac.
          • Gość: Tuvok Re: Kiedyś nie było koncernów,a sztuka kwitła-KŁA IP: *.dip0.t-ipconnect.de 25.12.05, 23:42
            > koncerny filmowe i fonograficzne przyspieszaja rozwoj
            > kultury i rozrywki poprzez upowszachnianie go a nie hamowanie w elitarnym
            > gronie

            Kartele filmowe i fonograficzne nie upowszechniają kultury. Kontrolując kanały
            dystrybucji mają przeogromny wpływ na to co odbiorcy słuchają i oglądają. W
            gruncie rzeczy odbiorca, szczególnie w małych miastach ma wybór ograniczony do
            widzimisię koncernów. Klient ma kupować to co mu kartel podstawi pod nos i w
            rzeczywistości dostęp do kultury jest przez to ograniczany: człowiek w Pcimiu
            Dolnym idąc do sklepu nie dostanie rzadkiej płyty X z roku 1973, za to może
            sobie kupić to co kartel uważa za słuszne. Kartel kontrolując kanały dystrybucji
            kontroluje gusta odbiorców.

            Jest szansa, że dzięki internetowi kartele muzyczne pójdą z torbami a ludzkość
            będzie miała o wiele większy dostęp do dóbr kultury.

            Czy upadek karteli będzie oznaczał upadek małych sklepów muzycznych? Chyba nie..

            Jak może wyglądać sklep muzyczny w przyszłości:

            zamiast regałow z płytami od koncernów- komputer z internetem, nagrywarka i
            specjalna drukarka.

            Przychodzi klient, mówi:
            - chciałbym płytę x z 1973,
            sprzedawca mówi:
            - nie ma sprawy, już ściągam [[legalnie i oficjalnie]] z internetu (ze strony
            artysty) WAVa albo FLACA, na płycie będzie oryginalny nadruk, do tego
            książeczka. Całość bedzie kosztować 9 zł, za 10-20 minut gotowe [[jak zdjęcia u
            fotografa]].
            klient:
            - do tego chciałbym jeszcze składankę z paroma ulubionymi utworami wykonawcy Y
            sprzedawca:
            - nie ma sprawy, bez książeczki to będzie 7 złoty.

            W takim systemie kartele dystrybucyjne nie będą potrzebne. Odpadają koszty stałe
            związane z transportem płyt, ubezpieczenie, miejsce w sklepie, itd. Klient może
            mieć każdą płytę, nie będzie problemów z wyczerpanym nakładem starych płyt.
            Zadowoleni powinni być artyści i odbiorcy.
            • Gość: Siedem z Dwunastu Re: Kiedyś nie było koncernów,a sztuka kwitła-KŁA IP: *.mgt.pl / *.mgt.pl 27.12.05, 22:19
              Masz całkowitą rację, Volkanie.
              Twój sposób rozwiązania sprawy bardzo mi się podoba.

              Live Long & Prosper
      • Gość: Gall Anonim śmiech historii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.12.05, 10:37
        "Czy bedzie to musial zrobic sam i osobiście autor - kompozytor?" - pyta arturpio. Dokładnie tak być powinno.

        Wtedy artysta będzie otrzymywać całość wynagrodzenia, a nie nędzne ochłapy, czy też multum tylko dlatego, że szef wytwórni (nie odbiorcy!!!) tak zdecydował. Mało osób sobie zdaje sprawę, że drobni artyści (drobni w sensie młodzi, czy nie gwiazdy) dokładają do interesu. Wytwórnia zaś promuje np. Britney Spears, bo ktoś na górze zdecydował. Nie jestem jakimś specjalnym zwolennikiem liberalizmu, ale zdecydowanym wrogiem monopolu. Aby było śmiesznie np. taki przemysł filmowy powstał na ówczesnym zadupiu USA jakim była Kalifornia tylko dlatego, że był to jedyny stan jaki nie respektował patentów Edisona, więc nie trzeba było płacić opłat za uzytkowanie. Kto nie wierzy niech poczyta w sieci, choćby tu: www.californiahistory.net/8_pages/industry_movies.htm A teraz okazuje się, że te wytwórnie które wyrosły na nierespektowania prawa okopały się we wzorcu dobrym w latach 90tych XIX wieku i dziwią się, że nie wszyscy są zadowoleni.
        • senseiek odczepcie sie od Britney.. 25.12.05, 07:35
          Nie jestem fanem Britney, ani muzyki ktora reprezentuje, ale mowie Wam:
          odczepcie sie od niej! Jest piekna i ladnie spiewa, a to, ze nie Wasz rodzaj
          muzyki - to juz kwestia gustu..

          Sa duzo gorsze przyklady promocji na sile np. Mandaryna.. lub gwiazdy z
          programow castingowych (chlubny wyjatek to Lzy)..

          --
          TrueArt www.trueart.pl
      • Gość: Yuro Re: problem jajka i kury IP: *.acn.waw.pl 25.12.05, 19:09
        Nie zgadzam sie. Podazajac za Twoim tokiem rozumowania: zakac radia (jeszcze
        sobie ktos cos nagra), telewizji (tez mozna sobie przeciez film nagrac) itp.
        Popyt na rozrywke bedzie zawsze. Zawsze beda Ci, ktorzy beda placic i tacy,
        ktorzy placic nie beda. Rozwiazanie takie jak we Francji byc moze przyspieszy
        powstanie serwisow, w ktorych bedziesz placil za film, ktory mozesz sciagnac z
        internetu (tak jak itunes). Zamiast szukac nowych metod zabezpieczen koncerny
        powinny przystosowac sie do nowego kanalu dystrybucji. Jak czesto bywa ta nowa
        rzeczywistosc wykorzystuje przemysl pornograficzny. Producenci filmow XXX juz
        dzisiaj oferuja mozliwosc kupienia i sciagniecia pelnego filmu.

        pozdrawiam
      • Gość: YarekQ nikt nikogo nie zmusi.... IP: 151.96.0.* 26.12.05, 02:03
        bo Artystow nie trzeba zmuszac, natomiast "artystow" trzeba "zmuszac" przy
        pomocy kasy i jeszcze trzeba ich wypromowac...
      • Gość: Yarek Re: problem jajka i kury IP: 151.96.0.* 26.12.05, 04:20
        posrednio odpowiedzialem na to pytanie juz tutaj ->
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17&w=33848428&a=33937762
        Autor powinien byc odpowiedzialny za swoje dzielo - to taka elementarna
        odpowiedzialnosc.
        Zamiast calego tego "prawa" wystarczy wyrazenie woli Autora.
        Albo sie wowczas zgodzi na to zeby bylo za darmo - dla wszystkich, albo nie - i
        wtedy kazdy musi placic. AUTOROWI!! NIE POSREDNIKOM!!
        Pojecie "praw autorskich" jest blednie rozumiane jako "poszerzone prawa
        posrednika kosztem praw odbiorcy".
    • Gość: Pi na mnie nic nie tracą nie oglądam i nie ściągam IP: *.dami.pl / *.dami.pl 24.12.05, 08:49
      Szkoda czasu na ten chłam maede in hollywood
      Muzyka typu sieczkarnia zagłuszająca świat i niszczacą słuch?
      Filmy wykonane wg jednego z trzech schematów?
      tak zwana rozrywka to jak tani alkohol - smierdzący i szkodliwy - ale
      uzależnieni płacą monopolowi.
      Ludzie odstawcie te 'używki' na pół roku a całe te monopole diabli wezmą,
      zbankrutuja i nie bedzie miał kto liczyć tech ich wymyslonych wielomiliardowych
      strat. /a może wtedy też zacznie sieprodukcja czegoś wartościowszego/
    • Gość: Vive la France! Vive la France! Brawo! IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 24.12.05, 08:56
      Vive la France! Brawo!
    • Gość: Wołanie na puszczy Koń by się uśmiał IP: *.mmj.pl 24.12.05, 10:18
      Juz to widze jak artysci sa wsciekli. Biorac pod uwage jak koncerny ich doja
      zabierajac 95% zysku ze sprzedazy muzyki. Dystrubuujac piosenki przez neta kazdy
      zespol moglby to zrobic tak jakby mu pasowalo, wynajecie ekipy, kotra by sie tym
      zajela kosztowaloby ich 1/100000 tego co "koncern" bierze. A sprzedaz wzroslaby
      wielokrotnie. No ale KONCERNY wola dalej wciskac ludziom dziadostwo po 60 zeta i
      biedzic jacy oni sa pokrzywdzeni. Branza muzyczna i filmowa sa dobitnymi
      przykladami, ze na swieci enie ma kapitalizmu, bo z takim podejsciem do klienta
      (czytaj kilient=przestepca i zlodziej) powinni dawno zbankrutowac wszyscy.
      • blq Re: Koń by się uśmiał 24.12.05, 18:04
        Dobry artysta utrzymałby się w ogóle bez pieniędzy ze sprzedazy muzyki -
        wystarczyłaby kasa z reklam i koncertów.

        Za to pierwsze należą się pieniądze, bo to działalność pozaartystyczna.
        Za to drugie - bo męcząca, wyczerpująca a także płaci się za zobaczenie i
        posłuchanie na żywo swojego ulubionego artysty.

        Natomiast kupowanie muzyki na krążkach z 1982 roku i dawanie na tym zarabiać
        grubasom z koncernów.... dla mnie to idiotyzm w dzisiejszych czasach. Co innego
        np gra komputerowa, gdzie jest instrukcja, często plakat, jakaś mapa, no i
        przede wszystkim wiecej ludzi włożyło w to swoje serce. Czasem nawet kilkaset...
        i oni są anonimowi, a nie gwiazda (jak powinna zarabiać napisałem wcześniej) i
        stado żerującej na niej alfonsów z koncernów.
    • Gość: a Re: Koncerny i artyści wściekli na francuski parl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.12.05, 10:20
      jakkolwiek nie lubie Francuzow..^^" to byla BARDZO madra decyzja z ich strony :D
    • Gość: Gość Re: Koncerny i artyści wściekli na francuski parl IP: *.chello.pl 24.12.05, 10:26
      popieram - choć jednak trzeba brać pod uwagę prawo autora do zapłaty za jego
      pracę. Nikt za darmo nie pracuje... ale branżę przejęły koncerny,
      zmonopolizowały, i ciągną gigantyczne zyski... a rzeczywistym właścicielom dóbr
      kulturalnych jeno "ochłapy" pozostają. Zatem twórcy sami powinni podjąć sprawę w
      swoje ręce, próbować się zorganizować i zająć także dystrybucją tego, co tworzą
      - choć wcale łatwo nie będzie, na początek należy dużo zainwestować, no i złamać
      monopole. Ja nie widzę problemu, aby poszczególni autorzy na początek
      pozakładali swoje witryny, z których ich wielbiciele mogliby za opłatą kupować
      co chcą. Bo co by nie mówić, internet staje się najprostszym, najszybszym i
      najtańszym kanałem dystrybucyjnym... i nic tego nie zmieni, chyba że kataklizm
      światowi niszczący sieć łączności. Ja osobiście np plików mp3 nie ciągnę -
      jakość fatalna, wolę mniej a lepiej, kupić płytę. Ale film, książkę - to i
      owszem - ale nie ma skąd, chyba że właśnie z p2p, po piracku, z tym że jakoś
      przywykłem uczciwie zapłacić za korzystanie z czyjeś pracy... tak samo, jak
      żądam zapłaty za moją.
    • piwenko Strauss i Chopin by nie zaistnieli 24.12.05, 11:26
      gdyby wtedy była obecna "ochrona" praw autorskich
      prawa autorskie do twórczosci to tak naprawde
      tylko i wylacznie zrodlo
      pieniedzy dla dystrybutorow, którzy w niczym nie uzasadniony
      sposób zarabiaja miliardy na cudzej tworczości

      prawa autorskie prosze bardzo - ale zabrońcie nimi handlować
      niech zawsze należą do twórcy (jemu/jej sie należą - ale nikomu więcej)
      • Gość: Gall Anonim Re: Strauss i Chopin by nie zaistnieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.12.05, 12:17
        Wiecej powiem, prawa autorskie sa chronione tam gdzie ich tam nie ma. Przyznam, ze ja nielegalnych plikow nie posiadam (nielegalne, w sensie utwory AV, w przypadku ktorych nie mam plyt CD czy DVD, mam je za to skonwertowane do plikow Ogg dla mojego odtwarzacza iRiver i XviDy ktore przerzucam na laptopa jak jade w podroz). Placic natomiast i tak musze. Malo osob wie, ze od kazdego czystego nosnika (CD-R, DVD+/-R) sa placone tantiemy ZAIKSowi. I to zdaniem tej organizacji jest OK. Robie backup twardego dysku, a moje pieniazki - w duzym uproszczeniu - wedruja do Britney (no i calej czapy wytworniano-organizacyjnej). I to zdaniem tych organizacji jest OK. Znajoma ma zaklad fryzjerski - przychodzily do niej trzy organizacje broniace praw tworcow, az znajoma zdemontowala radio w ogole.
        • k4free ...STRZEGĄ czy STRZYGĄ? 24.12.05, 13:53

          > "Znajoma ma zaklad fryzjerski - przychodziły do niej
          > trzy organizacje broniące praw twórców..."

          Przecież to wyłącznie ONI zajmują się STRZYŻENIEM twórców!

          Co ona fryzjerka jedna sobie myślała?
        • Gość: kokos Re: Strauss i Chopin by nie zaistnieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.05, 09:28
          nie udal sie lobby artystycznemu zabieg z opodatkowaniem CD, udalo im sie z
          kasetami... chyba ze cos sie zmienilo, ale nie sadze, poniewaz silniejszemu
          lobby komputerowemu bylo to nie na reke. natomiast plyty audio CD, na ktorych
          nie nagrywa sie lepiej dzwiek, tylko wlasnie czesc zaplaconych pieniedzy idzie
          do artystow (raczej nie ZAIKSu, tylko jakis amerykanskich)
    • k4free ZBURZYĆ BASTYLIĘ w której więziona jest KULTURA! 24.12.05, 13:12
      My - niezależni artyści i producenci NIE POTRZEBUJEMY
      ochrony ze strony Totalnych Koncernów Medialnych!

      TKM! jest nam obce! Jedyne czym się zajmują to...
      ZAJMUJĄ CAŁĄ PRZESTRZEŃ między twórcami a publicznośćią!
      Internet jest tej przestrzeni jedynym RATUNKIEM.

      TKM! zamieniają ludzi w BUBLIczność!
      Internet przywraca kulturze jej rolę...

      Czas skończyć z TKM! Francja wskazuje dobrą drogę
      i zawsze będzie w sercach twórców SZAFARZEM KULTURY!
    • Gość: Jonek Dosyć tego łupienia IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 24.12.05, 13:38
      Nikt z branży filmowej albo muzycznej nie chce przyjąć do wiadomości że z
      piractwem mozna walczyc niskimi cenami "legali". Popatrzmy jakimi fortunami
      dysponują producenci, aktorzy, piosenkarze itd. Nawet nie potrafią 'przejeść'
      tych fortun ale wciąż im mało. Wystarczy obniżyć koszty produkcji i dystrybucji
      i można walczyc z p2p i piractwem.
    • Gość: JAN I co GUTEK powiesz na to :DDDDDDDDDDDDD IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.12.05, 13:43
    • Gość: juri Re: Koncerny i artyści wściekli na francuski parl IP: 62.233.200.* 24.12.05, 14:29
      legalizacja peer-to-peer? przeciez p2p jest jak najbardziej legalna! w zadnym
      kraju nie zdelegalizowano p2p jako takiej!
    • Gość: Pirat Re: Koncerny i artyści wściekli na francuski parl IP: *.wroclaw.mm.pl 24.12.05, 15:05
      Polecam FreeNet to P2P przyszłości.
    • Gość: Jacus Re: Koncerny i artyści wściekli na francuski parl IP: *.dip.t-dialin.net 24.12.05, 15:22
      Panie Redaktorze,
      ani koncerny ani artysci nie sa "WSCIEKLI" na parlament.
      Oni sa niezadowoleni z decyzji lub sa przeciw niej.

      WSCIEKLI to sa np. Polacy na Niemcy i Rosje za rure !!!

      Zwortu "Wsciekac sie" jeze w zachodiej prasie nie czytalem !!
    • Gość: ;] Re: Koncerny i artyści wściekli na francuski parl IP: *.strong / *.internetdsl.tpnet.pl 24.12.05, 18:53
      I dzięki temu artyści nie zarabiają;]..Lepiej żeby taki internauta płacił jakiś
      mały podatek niż ma płacić kosmiczne marże i tantiemy;]...Oni wolą nie zarabiać
      nic;]
    • Gość: Radek Gobi O3 ty nie wiesz o czym piszesz IP: *.icpnet.pl 24.12.05, 19:22
      No wlasnie bądźmy realistami i bądźmy uczciwi - napisałeś "Imternet to
      konkurencyjne medium wobec dotychczasowych" zgoda ale pod warunkiem ,że tam
      muzyka jest sprzedawana.Nie mieszaj polityki danej firmy z demokracją to nie ma
      nic wspólnego a sprzeczności z wolnym rynkiem tu nie widzę.Prawda jest taka ,że
      chyba niezbyt dokladnie przeczytaleś artykuł.
      • gobi03 Re: Gobi O3 ty nie wiesz o czym piszesz 25.12.05, 21:19
        uwazam, ze zarabianie (korzyść), rozpowszechnianie oraz sprzedaż to trzy
        oddzielne pojęcia. Pisałem o rozpowszechnianiu bo to miałem na myśli. Gdybym
        chciał pisać o sprzedaży, to bym tak robił.
        Koncerny fonograficzne, medialne itd. nie mają monopolu na dystrybucję dzieł
        kultury, nie są bożymi pomazańcami namaszczonymi na wieki do władzy nad szarą
        masą konsumentów. Możliwe, że ich czas minął.
        Z jakiej racji ktoś ma ustalać, jakie filmy mogę oglądać w Europie a jakie w
        USA, a także ustalać różne ceny na ten sam produkt? Gdzie jest konkurencja? Nie
        jestem dojną krową ani chłopem pańszczyźnianym. Państwo nie może stawiać
        obywatela w roli owcy do strzyżenia.
        Dlaczego dopuszcza się spekulację dobrami kultury w postaci handlu prawami
        autorskimi! Może pozwolimy również na handel prawami człowieka? Zgodzimy się np.
        żeby ktoś sprzedał swoje prawo do wolności i prawnie to usankcjonujemy?

        Odnośnie sprzedaży: skoro sprzedaż dotyczy płyty z utworem, to co kogo obchodzi
        mój plik MP3, który sam zrobiłem za pomocą własnych narzędzi? A jeśli
        sprzedawana jest muzyka, to chyba mam prawo oddać kolegom połowę odtworzeń tej
        muzyki z _mojej_ płyty? Jeżeli przedmiotem sprzedaży/zakupu jest licencja na
        odtwarzanie płyty, to chyba umieszczenie obrazu płyty w sieci nie jest
        przestępstwem, skoro nie namawiam nikogo do żadnego przestępstwa? Czego w końcu
        chcecie Wy - dystrybutorzy?
    • Gość: nareszcie krok we właściwym kierunku - kiedy u nas? IP: *.zab.nat.hnet.pl 24.12.05, 20:41
      Skandalem jest w Polsce wzmacnianie i tak nazbyt silnej pozycji korporacji w
      budowaniu ich potęg na wymyślonych wirtualnych prawach - poprzez represje karną,
      a więc także i wsparcie przez policję i prokuraturę, tych którzy są aż nadto
      silni i mogą dochodzić swoich racji w postępowaniu cywilnosądowym - jeśli wogole
      ich wirtualne prawa zasługują na ochrone w tak dużym przedziale czasowym.
    • critto VIVE LA FRANCE !!! 24.12.05, 21:04
      Bardzo podoba mi sie pomysl parlamentu francuskiego i mam nadzieje, ze wejdzie w
      zycie.
      Cieszyc sie z niego powinni artysci
    • critto Re: Koncerny i artyści wściekli na francuski parl 24.12.05, 21:07
      "
      Serwisy takie umożliwiają internautom dzielenie się plikami - np. muzyką czy
      filmami. Ich szybki rozwój (na całym świecie korzysta z nich kilkadziesiąt
      milionów osób) sprawił, że stały się one głównym wrogiem koncernów muzycznych i
      wytwórni filmowych. Darmowe wymienianie się plikami - najczęściej chronionymi
      prawami autorskimi - przynosi im bowiem rocznie straty liczone w miliardach
      dolarów."

      Powinno byc: koncerny uwazaja, ze przynosi im to straty ... Badania rynku
      wskazuja cos przeciwnego: P2P _zwieksza_ popyt na plyty!! Zajrzyjcie np. na
      boycott-riaa.com, tam sa informacje na ten temat.

      Pozdrawiam,
      Critto
    • Gość: cytat Re: Koncerny i artyści wściekli na francuski parl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.12.05, 21:07
      Bardzo fajny tekst, warto przeczytac:

      Jarosław Lipszyc

      Utrzymanie domeny publicznej, sfery niekomercyjnej wymiany dobrami kultury leży
      w żywotnym interesie społeczeństwa. Musi być równowaga pomiędzy prawem artysty
      do wynagrodzenia a prawem widza do obejrzenia filmu za rozsądną cenę - pisze
      Jarosław Lipszyc

      Producent i dystrybutor filmowy Roman Gutek to postać dla kultury polskiej
      ogromnie zasłużona. Ma rację, gdy wskazuje na istnienie poważnego problemu: z
      jednej strony, mamy artystów i wydawców, którzy powinni być wynagradzani za
      swoją pracę, z drugiej - kwitnące piractwo i - zasadniczo od niego odmienną
      zarówno moralnie, jak i prawnie - niekomercyjną wymianę dobrami kultury w
      sieci. Na szali mamy prawo do wynagrodzenia twórców i prawo dostępu do kultury
      odbiorców.

      Tyle że jeśli twórcy i wydawcy są poszkodowani, to na własne życzenie - tak
      naprawdę nie mają oni dla internautów żadnej pozytywnej propozycji.
      Propozycja "umowy społecznej", jaką Gutek skierował do internautów
      ("Zaprzestańcie wymiany filmami, a my będziemy je wydawać na DVD"), nie jest
      poważną próbą rozwiązania problemu. Wydawcy, zasłaniając się interesem twórców,
      bronią swoich przestarzałych modeli biznesowych i nie mają chęci, by zaspokoić
      potrzeby odbiorców. Te potrzeby to filmy w formie cyfrowej łatwo dostępne w
      sieci. Argumenty Gutka to pouczająca kolekcja mitów, jakimi od dawna posługuje
      się przemysł audiowizualny w obronie swoich interesów. Mity te bardzo
      skutecznie rozbiera Lawrence Lessig w książce "Wolna kultura" wydanej w zeszłym
      roku po polsku przez WSiP. Polecam jej lekturę: dostępna jest także w sieci, za
      darmo i legalnie, pod adresem www.futrega.org/wk/.

      Mit pierwszy: Ściąganie filmów z sieci jest niemoralne

      Ściąganie filmów z sieci w wielu przypadkach jest legalne i moralnie chwalebne.
      Pomijanie tych przypadków milczeniem jest charakterystyczne: dzięki powtarzaniu
      słowa "kradzież" próbuje się nas przekonać, że kopiowanie jest czynem zawsze i
      bezwzględnie złym. Tymczasem prawo nie bez powodu gwarantuje nam możliwość
      robienia kopii bezpieczeństwa, kopiowania dzieł kultury na użytek krewnych i
      znajomych, udostępnianie ich w bibliotekach i wypożyczalniach wideo. Gdybyśmy
      nie mieli tych praw, kultura uległaby stagnacji.

      Interesujący spór toczył się niedawno na łamach "Rzeczpospoiltej": prawnicy
      zastanawiali się, czy w świetle polskiego prawa wymiana plikami w sieciach peer-
      2-peer jest legalna. Spór pozostał nierozstrzygnięty, choć logiczne wydaje się
      twierdzenie Piotra Waglowskiego, że nielegalne jest udostępnianie (czyli
      publikacja), natomiast samo ściąganie karalne nie jest.

      Nie jest także - do czego niektórzy chcieliby nas przekonać - niemoralne.
      Poprzez wrzucenie do jednego worka piratów sprzedających płyty na bazarze i
      ludzi wymieniających się filmami wydawcy chcą nas przekonać, że jedynym
      moralnym sposobem na zapoznawanie się z dziełami kultury jest zakupienie ich na
      fizycznym nośniku i niedzielenie go z nikim.

      Należy ścigać "biznesmenów" próbujących zarobić bez zapłacenia twórcom. Wymianę
      niekomercyjną, na której nikt nie zarabia, należy zostawić w spokoju. Kultura
      jest żywym organizmem, w którym wymiana informacji jest kluczowa. Jeśli
      zwiększa się bariery dostępu do kultury, to siłą rzeczy ogranicza się twórczy
      potencjał społeczeństwa i uderza w najbardziej kreatywne jednostki. Obniżanie
      barier dostępu jest dla kultury tak samo ważne jak wynagradzanie autorów.

      Mit drugi: Wydawcy nie sprzedają ambitnych filmów, bo ściąganie ich z sieci
      zniszczyło rynek

      Według Gutek Filmu nie można w Polsce dystrybuować filmów Wellsa, Godarda czy
      Sokurowa, bo ci, którzy mogliby te filmy ewentualnie obejrzeć w kinie lub
      kupić, już dawno ściągnęli je z sieci. Ale dystrybutor myli skutek z przyczyną -
      to właśnie brak oferty zmusza miłośników kina artystycznego do szukania filmów
      w serwisach p2p - filmów, których jakość obrazu i dźwięku jest niewiadomą,
      legalność stoi pod znakiem zapytania, a poszukiwanie jest katorgą. Próby
      ograniczenia tego zjawiska bez propozycji pozytywnej to walka z wiatrakami.

      Mit trzeci: Gdyby filmów nie ściągano z sieci, dystrybutorzy komercyjni
      zapewniliby nam wszystko, czego potrzebujemy

      Żaden dystrybutor nie jest w stanie zapewnić na bieżąco dostępu do produkcji
      kina światowego. Po prostu tych filmów jest zbyt dużo. Dostęp do indyjskich
      filmów klasy B, niszowych amerykańskich dokumentów i południowoafrykańskich
      seriali - razem z polskim tłumaczeniem - jest możliwy tylko dzięki sieciom
      komputerowym i armii społecznie pracujących tłumaczy. Zlikwidowanie sfery
      niekomercyjnego dzielenia się filmami spowoduje zubożenie kultury, ograniczenie
      jej do oferty komercyjnej. Żaden wydawca nie przetłumaczy i nie udostępni
      filmu, który obejrzy w Polsce sto osób. Entuzjaści - jeśli im pozwolić - zrobią
      to z rozkoszą.

      Mit czwarty: Osoby ściągające filmy z sieci za darmo nie chodzą do kina ani nie
      kupują płyt

      To bardzo poważne oskarżenie - to z niego biorą się astronomiczne
      wyliczenia "strat", jakie poniósł przemysł z powodu "piractwa". Tymczasem
      badania wskazują na coś wręcz przeciwnego - użytkownicy serwisów p2p na dzieła
      kultury wydają więcej niż ci, którzy z nich nie korzystają. Z tegorocznych
      badań brytyjskiej firmy The Leading Question wynikło, że statystyczny brytyjski
      użytkownik sieci p2p wydawał na muzykę ponad pięć funtów miesięcznie, w
      porównaniu z nieco ponad funtem, jaki wydał jego kolega zdobywający muzykę
      wyłącznie w sklepach. Realia przemysłu filmowego są trochę inne, bo większą
      rolę odgrywa w nim dystrybucja kinowa. Tutaj jednak publiczność - według danych
      Ministerstwa Kultury - od 1995 r. stale rośnie pomimo rozwoju internetu, a kino
      artystyczne ma stałą, wierną widownię.

      Mit piąty: Ceny DVD byłyby niższe, gdyby wszyscy je kupowali

      Płyta DVD kosztuje w sklepie od 40 do 80 zł. Z tych pieniędzy - jak twierdzi
      sam Gutek - zaledwie niewielka część trafia do artystów i producentów. Reszta
      to koszt produkcji nośnika i opakowania, marża sprzedawcy i dystrybutora,
      wreszcie koszt niesprzedanych egzemplarzy. Przy tak nieefektywnym modelu
      biznesowym wysokie ceny są nieuniknione. Monopol - jakim jest prawo autorskie -
      likwiduje konkurencję, co pozwala wydawcy ustalić cenę na poziomie optymalnego
      zysku. Tym samym jednak "gubi" klientów, którzy byliby skłonni kupić produkt,
      ale za niższą cenę.

      Popularność płyt DVD sprzedawanych z pismami za 10 zł świadczy o tym, że
      klienci chcą kupować filmy na płytach - byle ich cena była przyzwoita. Prośba,
      byśmy kupowali drogie płyty, a one potem potanieją, to demagogia. Rynek ma
      swoje prawa - wystarczy zaoferować tanie, a kupcy się znajdą. Tyle że wtedy
      niekoniecznie zyski będą większe, o czym wiedzą wydawcy.

      Mit szósty: Jedyną alternatywą dla nielegalnego ściągania filmów z sieci są
      płyty DVD

      Kiedy Roman Gutek mówi o wprowadzaniu nowych filmów, zawsze mówi o płytach DVD.
      Tymczasem płyty DVD są - niezależnie od ceny - w epoce internetu rozwiązaniem
      niesatysfakcjonującym. Żeby kupić płytę, trzeba udać się do sklepu lub zamówić
      ją w sklepie internetowym. Jeśli nie mieszkamy w dużym mieście, pozostaje nam
      wyłącznie druga metoda. Taka płyta kosztuje dodatkowo 7-12 zł za przesyłkę.

      Producenci audio także bali się sprzedaży przez internet, aż w końcu
      zaryzykowali - i sklepy z muzyką okazały się ogromnym sukcesem. Co ciekawe - w
      badaniach zaledwie 2 proc. klientów iTunes Music Store jako powód zakupu
      wskazało legalność plików. Resztę przekonała szybkość, pewność jakości i
      łatwość obsługi serwisu. Dopóki dystrybutorzy filmowi nie zaczną sprzedawać
      filmów w formie cyfrowej, do ściągnięcia na dysk, bez obostrzeń DRM (Digital
      Rights Management) wymuszających stosowanie konkretnych programów i
      ograniczających możliwość korzystania z filmu - dopóty nie mogą
    • kot.behemot Mecenas Kaleta musi sie douczyć 24.12.05, 22:49
      Udostępnianie tego , co się ściągnęło, można wyłączyć, ustalając inny katalog do
      'download', a inny do 'share'.
      • amk64 Re: Mecenas Kaleta musi sie douczyć 25.12.05, 00:44
        Chyba chodziło o udostępnianie w ogóle a nie dosłownie "tego co sie ściągnęło".
        Coraz częsciej prawo przychyla się do interpretacji takiej, że ściągać wolno -
        udostępniać - nie
        • Gość: B. Re: Mecenas Kaleta musi sie douczyć IP: *.hsd1.ut.comcast.net 25.12.05, 01:40
          "Nie da się tylko pobierać plików, jednocześnie ich nie udostępniając [obcym
          osobom korzystającym z sieci P2P]. Na tym polega istota tej usługi - podkreśla
          mec. Zdzisław A. Kaleta z kancelarii prawnej JurisConsulting."
          • amk64 Rzeczywiscie Mec. Kaleta musi sie douczyć 25.12.05, 12:07
            Mozna sciagac nie udostepniajac - tylko że gdyby kazdy tak robil, to nie byłoby
            czego ściągać:). Sępienie w sieci jest powszechnie znane, choć nielunbiane.

            Ale mozna to obejść inaczej - mozna udostępniać swoje pliki tylko znajomym
            (czytaj: ograniczonej liczbie osób) i wtedy przestaje mieć to
            znamiona "publicznego" udostępniania - jest tak jakbyś kumplowi pozyczył płytę.
    • amk64 A tak w ogóle 25.12.05, 01:07
      To koncerny płytowe zamiast walczyć z sieciami p2p - mogły by zacząć
      monitorować je, ale nie dlatego, żeby wsadzać ludzi do pudła, tylko, żeby mieć
      pojęcie czego publiczność szuka. Internet to naprawdę potężne narzędzie, które
      można wykorzystać.

      Myslę, że jedną z głównych przyczyn ściągania, jest - oprócz ceny płyt - także
      zwyczajna niemożność dostania w sklepie tego czego się szuka. W tej sytuacji
      sklepy internetowe zlikwidują tylko część problemu, czyli cenę (a i to nie do
      końca), natomiast podlegając nadal prawom rynku dalej będą oferować towar
      najbardziej "chodliwy", bo taka jest ich natura.

      Dlatego byłbym za zryczałtowaną opłatą - od wejścia do sieci - może abonament
      za program p2p - nie wiem, w każsdym razie chodzi o to, żeby po takiej opłacie
      mieć już wolną rękę - czy ściągam ze strony koncernu, czy od prywatnej osoby

      Natomiast - jeśli chodzi o artystów, to ich prawa można zabezpieczyć, do
      pewnego stopnia, wprowadzając podatek od nośników - czyli czystych CD. Chyba
      nie byłby to wielki wstrząs gdyby płytka kosztoawała nie 80 groszy a np 1.20
      zł. Tak są opodatkowane nośniki magnetyczne i nikt nigdy nie chciał wsadzać do
      więzienia właścicieli kaseciaków - choć też kopiowali - a sam sprzęt przecież
      do tego był wymyślony.

      No i na koniec - jak spotkacie jakiegoś biednego, okradanego artystę -
      zapytajcie go, czy woli 2.000 legalnie sprzedanych swoich płyt, czy 100.000
      rozesłanych przez p2p po całym świecie? Zobaczymy czy głos mu nie zadrży...

      Pamiętajcie - większość ściągających tych płyt nigdy by nie kupiło, bo ich albo
      nie stać, albo ich w sklepach nie ma. Tak że te krzyki o stratach wytwórni są
      tylko w części prawdziwe.
      • Gość: Gall Anonim Re: A tak w ogóle IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.05, 09:08
        W pelni sie zgodze, tylko z jednym nie - oplaty od czystych nosnikow pobierane sa od dawna, co mozna przeczytac tu: www.zapa.org.pl/publikacje/teksty/walka_o_stawki.asp Od kazdej czystej plyty czy kasety. Notabene, to ze oplaty sa brane z kapelusza i maja luzny zwiazek z osobami ktore owe tantiemy powinny utrzymywac utwierdzila mnie rozmowa z Kazimierzem Kaczorem, ktorej mialem okazje sie przysluchiwac na antenie radia. ZAIKS jest tylko posrednikiem. Wiekszosc wypozyczalni wideo ma w asortymencie filmy erotyczne. Ile z owych tantiem trafia do aktorow i aktorek tam wystepujacych? Prawidlowa odpowiedz: zadna.
        • Gość: Zenon Re: A tak w ogóle IP: *.chomiczowka.waw.pl 25.12.05, 11:04
          Płacenie podatku dla artystów za czyste nośniki to jest skandal. Mam płacić za
          to że nagrywam np. swoje wesele to jest prawdziwe złodziejstwo.
          • Gość: Codziennie mysli.. nagraj na twardy dysk, li na pendrajwa IP: 80.48.173.* 25.12.05, 20:32
            • Gość: Gall Anonim Re: nagraj na twardy dysk, li na pendrajwa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.05, 21:59
              Za pendrivy tez sie placi haracz. I za kserokopiarki tez. Nie wiem jak jest ze skanerami i drukarkami - ale wcale bym sie nie dziwil gdyby i tu siegnieto do kieszeni nabywcow.
              Najbardziej wkurzajace jest to, ze czesto rozne organizacje zglaszaja sie po haracz od tego samego produktu. Przykladzik tutaj: koneser.czardybon.net/news_dirget.phtml/2643 czesto nawet z data wsteczna (a podobno prawo nie dziala wstecz...)
    • Gość: mirek Re: Koncerny i artyści wściekli na francuski parl IP: *.litnet.osi.pl 25.12.05, 09:58
      Między bogiem a prawdą, to przepraszam bardzo, ale czym są płyty CD sprzedawane
      w sklepach. Przecież to nic innego jak materiały reklamowe piosenkarzy, za które
      słuchacze są łupienie jak się tylko da.
      Ich praca to koncerty, jeśli chcą zarabiać, to niech się wezmą do roboty (jak
      każdy z nas).
      Wysłuchałeś materiałów reklamowych? Podobały ci się? to pójdziesz na koncert.
      Nie podobały się? to olejesz badziewie.

      A to co nam wmawiają to największe kłamstwo 20 wieku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka