Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    25.07.05, 14:55
    kazdy z pewnoscia nie raz zaliczyl "glebe" jadac na rowerze...

    napiszcie o swojej najbardziej spektakularnej.

    oto "moja historia":
    wracam z pracy, lekko popadal deszczyk. droge przecinaly tory kolejowe, ale
    nie pod katem prostym tylko lekko ukosnie. przednie kolo wpadlo mi w szyne,
    poslizg... i podparlem sie reka. tylko ze nie cala dlonia ale dwoma
    paluchami... paluchy mialem tak poprzestawiane ze ortopeda w szpitalu
    z "podziwem" powiedzial ze czegos podobnego nie widzial... 5 tygodni gips.
    zadnych szalenstw, gor, skokow... spacerkiem do domu.

    tak bywa,
    uwazajcie na siebie.
    pozdrawiam.

    ps - mialem opony "semi silk..." nigdy wiecej...
    Obserwuj wątek
      • huann Re: wywrotki 25.07.05, 16:17
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=372&w=6820457&a=26330328
        • uruk-hai Re: wywrotki 29.07.05, 13:37
          największą glebę zaliczyłem mając 5 lat w casie pierwszej mojej samodzielnej
          jazdy, właśnie uznałem że nauczyłem się jeździć bikiem (typ "Żabka") i
          zaliczyłem zajebistą glebę po długim zjeździe drogą ze wzniesienia, przednie
          koło wpadło w jakąś wyrwę w asfalcie a ja po krótkim przelocie nad kierownicą
          upadłem na łeb :) , potem nastąpiła czerwień a potem czerń ... a potem po
          otwarciu oka zauważyłem całą rodzinę nad mym łożem, ciotki, wujki, babcie etc,
          na drugi dzień domagałem się Żabki ... od tej chwili nie schodzę z bika do
          dziś :)
          • mmmal A co z głową? ;) 29.07.05, 13:43
            • uruk-hai Re: A co z głową? ;) 29.07.05, 13:54
              niektórzy mówia że coś z nią mam nie tak :)))

              to był 72 czy 73 rok - wiocha, do szpitala daleko więc zabandażowali mi ten łeb
              i jak się okazało że dycham to puścili mnie wolno - jeździłem z tym białym
              czerepem , zmienianym od czasu do czasu i wzbudzłem respekt i szacunek wśród
              rówieśników :)
      • Gość: Artur Re: wywrotki IP: *.net.icm.edu.pl 25.07.05, 17:12
        > ps - mialem opony "semi silk..." nigdy wiecej...

        Nie wydaje mi się, żeby rodzaj opon miał tu większe znaczenie, na takie tory nie ma mocnych... trzeba po prostu wjeżdżać pod większym kątem. No chyba że opony są tej szerokości, że nie zmieszczą się w szczelinę. Jeśli to jest jedyny powód, dla którego porzuciłeś semi-slicki, to IMHO nie warto. Ale oczywiście Twój wybór.

        Najbardziej spektakularne wywrotki miałem chyba w dzieciństwie, gdy z rodzeństwem pędzało się po wiejskich dróżkach... A teraz podczas dorosłego rowerowania nudy Panie, raz wywrotka na progu zwalniającym, raz stuknięcie w samochód, który zatrzymał się, żeby przepuścić pieszych na przejściu (miałem wtedy nowe lusterko w rowerze i się w nie trochę zagapiłem ;-) ), parę razy uślizg przedniego koła na mokrym asfalcie... Ogólnie nudy ;)
      • tom1111 Re: wywrotki 29.07.05, 11:11
        jedziemy w trójkę , ja w środku , aleja asfaltowa w parku , lekko z górki ,
        odległości między nami ok 25-30 metrów ,prędkość 30 km/h ,
        w pewnym momencie oglądam się do tyłu czy kumpel jedzie za mną , trwało to
        dosłownie 2 sekundy , kolega z przodu (akurat gdy się obejrzałem) postanowił
        skręcić w ścieżkę w lewo i ostro zahamował , gdy odwróciłem głowę w kierunku
        jazdy już byłem w powietrzu (nie zdążyłem nawet złapać za klamki)
        w ten oto sposób złamałem tylnie koło koledze , wylądowałem szczęśliwie , zdarta
        skóra z dłoni i kolana , a mój rower cały
        no i teraz mam nauczkę :-)

        pozdr.
      • sebciaq Re: wywrotki 29.07.05, 13:53
        ja tam w sumie zbyt spektakularnych nie mialem.
        Ale nie zapomne jednej przygody mojego kuzyna.
        Jechalismy razem w sumie nawet niezbyt szybko.
        W kazdym razie kuzyn sie zagapil na zakrecie i wyrznal w wysoki kraweznik.
        Polecial w pokrzywy razem z rowerem i po chwili sie podnosi z sama kierownica w
        rekach :)))
      • Gość: piwko Re: wywrotki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.05, 10:25
        Witam
        ech było tego trochę,więc zacznę od tych najdawniejszych.
        Pierwsza spektakularna miała miejsce lat temu ok. 18. Jechałem drogą a obok
        mnie kolega na motorze mierzył mi prędkość. Sprężyłem się maksymalnie i
        jechałem na takim prostym odcinku ok.200m. Jednak prosta się kończyła i był
        skręt w prawo i lewo na most. Miałem jechać w lewo a kolega w prawo. Jednak na
        moście niespodziewanie pojawiła się pani z wózkiem, odcinając mi jedyną drogę.
        Nie pozostało mi nic innego ja pojechać na wprost. Tam już na mnie czekała mała
        ok. 2 m skarpa a pod nią miękka pszenica. Po chwili leżałem w niej wygodnie
        ułożony a na mnie rower. Skończyło się tylko na obtraciach i stułczeniach.
        Kolejna już nieco później, kiedy zbyt opieszale skręciłem tylne kolo
        i "uciekając" na stojąco przed goniącym mnie samochodem kolegą, nagle i
        niespodziewanie straciłem tylne koło. Obrażenia jak wyżej, poza tym całe
        szczęście, że asfalt był mokry i nie uszkodziłem zbytnio "tyłeczka". Następna
        już w czasach liceum, tu proszę wsystkich o szczgólną uwagę, gdyż trudno w nią
        uwierzyć. Miałem za sobą trzy długie nieprzespane noce i wyruszyłem na rower. W
        uszach walkmen i Nivrana Unplugged in New York. Na kierownicy "lemondówka" na
        której swobodnie się ułożyłem. Po przejechaniu ok. 10 km zjechałem z głównej
        drogi i wjechałem w uliczkę wzdłuż garaży. Po kilkudziesięciu metrach stało się
        coś w co do dziś trudno mi uwierzyć(zresztą nie tylk mnie). Usnąłem, na króką
        chwilę straciłem kontakt z otaczającym mnie światem, i doszło do czołowego
        zdrzenia z panem jadącym z naprzeciwka. Pan był chyba w większym szoku niż ja
        bo się bardzo przejął moją osobą, ja natomiast pierwsze słowa "rower cały??a co
        z walkmenem". Wiadomo młodzieńcza fantazja i właściwa ocena tego co ważniejsze.
        Kolejna miała miejsce w "wielkim" mieście we Wrocławiu. Byłem przez jakiś czas
        kurierem rowerowym i pewnego marcowego popołudnia (zimnego ze śniegiem z
        deszczem) jechałem ulicą ruską i zamierzałem skręcić w lewo w kierunku mostu
        pomorskiego i grodzkiej. Niestety tory kolejowe nie tylko w jednym kierunku.
        Uciekło mi tylne koło które dostało poślizgu na mokrych szynach i wylądowałem
        niemal na środku skrzyżowania ruskiej z kazimierza wielkiego. Jechałem dosyć
        szybko ok.35 km/h. Po upadku przejechałem się jeszcze subtelnie na "tyłku" po
        drodze. Nie wiem czy ponaglony "wstydem" przed wpaczonymi we mnie oczami
        przechodniów czy też szokiem poupadkowym podniosłem się szybciej niż upadłem.
        Prze dwa tygodnie nosiłem "tatuaż" od połowy uda przez biodro u pół pośladka.
        Ostatnie dwie to era tegoroczna. Jedna w wyniku wymuszenia na mnie
        pierwszeństwa przejazdu na skrzyżowaniu przez miejscowego Vip-a. Jechałem nocą
        na wycieczkę i pan nie śmiał zauważyć mnie. Miałem światła (bardzo dobre) oraz
        pelerynkę z odblaskiem . Uisłowałem ratować się hamowaniem. Skończyło się to
        tym, że katapultowałem się z roweru wprost na jego maskę. Wypadek poczuający
        (światła to nie wszystko tym bardziej w kontakcie z "napalonymi" i "ślepymi"
        kierowcami), ale bez większym obrażeń zarówno moich jak i roweru. Ostatnia
        miała miejsce w tym tygodniu. Jechaliśmy we trzech i w Jeleniej Górze (jeśli
        ktoś zna, to miało to miejsce na skrzyżowaniu na odwodnicy za wiaduktem w
        pobliżu tesco). Jechałem w środku stawki, krzyżowka z 4 pasami,zjeżdżaliśmy na
        lewy. Widziałem na nim już kilka samochodów ustawionych. Sądziłem, że kolega
        dojedzie do samego końca obok nich i ustawi się na przodzię stawki przes
        światłami. Obejrzałem się za siebie gdzie 2 kolega, jak spojrzałem znowu przed
        siebie zrozumiałem, że koega jadący przede mną miał inne intencje:). Aby nie
        wepchnąć go na samochody, gwałtowne hamowanie. Znowu zasada "katapulty"
        (przednie hamulce jak i tylne to u mnie "żyleta") i w jednej chwili znalazlem
        się na asfalcie na środku dużej krzyżowki. Koledzy mówili potem, że najlepszy
        był widok ludzi "przyklejonych" do szyb samochodów. Muszę przynzać, że miałem
        szczeście, bo na pasie na którym wylądowałem samochody był lekko z tyłu i nikt
        nie jechał szybko bo też mieli czerwone światło. Obrażenia?? Rower lekko
        zarysowane rogi a ja zdarta dłoń, więc można uznać krakse za "spokojną". Na
        koniec jeszcze o pewnym "desancie" w parku. Jechałem uliczką parkową na stadion
        i wyjechałem zza rogu muru. Prędkość ponad 30 km/h. Ujrzałem tam idącego
        kolegę. Chciałem nieco "zacfaniakować" no i po hamulcach. "Żyleta" patrz wyżej,
        zadziałała jak zwykle bez zastrzeżeń. I przefrunałem niczym ikar obok idącego
        kolegi, czym wprawiłem go w zupełne osłupienie:). Było to jesienią, więc park
        usłany dywanem z liści, przyjął mnie na swe deliktane podłoże. Bez obrażeń, ale
        wrażenia za to niezapomniane zarówno dla mnie jak i kolegi.
        • sebciaq Re: wywrotki 02.08.05, 20:24
          widze lubisz fruwac;))
          nie lepiej ustawic sobie przedni hamulec tak by nieco pozniel lapal niz tylni?
          Albo ew jakis spadachron ze soba woz;))
      • kw213 Re: wywrotki 31.07.05, 16:12
        Praktycznie przez 8 lat bez wypadku, kolizji.
        Niestety w tym roku już 3 upadki, co prawda nie groźne ale jednak.
        Przyczyna moja, roweru i nawierzchni.

        SZEROKEJ DROGI.
      • norma0 Re: wywrotki 31.07.05, 18:09
        Przedwczoraj podczas tej ulewy mialem taki sam przypadek.Gnalem jak osiol i
        wpadlem na takie tory tzn kolo w szyne i polecialem ja w jedna rower w druga
        strone..dobrze ze nic za mna nie jechalo ale lewy bok stuklem bolesnie.
        Trzeba uwazac!
        • aniapakero Re: wywrotki 31.07.05, 21:15
          Ja miałam w sumie 2 większe wywrotki.
          Raz przy zjezdzie wyrzucilo mnie z bandy na drzewo. Do tej pory mam blizne na
          brodzie bo przygrzmocilam lewa czescia ciala.
          Drugi raz tez przy zjezdzie ale ostrzejszym. Przestraszylam sie ze nie moge
          wyhamowac wiec automatycznie dotknelam przedniego hamulca. Do tego jeszcze
          wystajacy korzen i maly skok amora. Przelecialam przez kiere a rower na moja
          glowe - na szczescie mialam kask. Koledzy na dole juz chcieli wzywac pogotowie
          tak to wygladalo. Ale na szczescie tylko wygladalo.
      • yb Re: wywrotki 31.07.05, 22:12
        Ja bym sie tym raczej nie chwalił.
        Coś nie tak ze znajomościa techniki pokonywania szyn na drodze i przewidywania.
      • johnny-kalesony Re: wywrotki 01.08.05, 01:18
        Jeden upadek - podczas zjazdu po leśnej, niezbyt stromej ale dość zdradliwej
        ścieżce. Widząc tak ładny teren, harmonijnie ułożone zakręty, zachęcony dość
        ciepłym, wrześniowym popołudniem - dodałem nieźle gazu. Po chwili uderzyłem
        głową w kierownicę po czym - twarzą o ziemię.
        Natychmiast wstałem i szepcząc do siebie "jaka szkoda", spróbowałem zająć
        miejsce na siodełku i kontynuować przejazd. Wtedy dotarło do mnie, że coś jednak
        nie jest tak, jak być powinno. Jakaż była moja radość, kiedy wprawiwszy język w
        ruch wykryłem wszystkie zęby!
        Zdjąłem kask (który - jak się dowiedziałem później - uratował mi życie) i
        zobaczyłem krew ... i wtedy właśnie przed oczami zobaczyłem wirujące złotawe
        plamy i zacząłem się chwiać na nogach ...
        Podobno ktoś znalazł mnie z zawiadomił pogotowie. Kiedy karetka zabierała mnie
        do szpitala, zapytałem kierowcę: "A włączy pan sygnał?"
        Po tygodniu pobytu w szpitalu wróciłem do jazdy i pierwszą trasą, jaką pokonałem
        był zdrawdliwy zjazd po leśnej ścieżce o niewielkim nachyleniu. I przejechałem
        go jeszcze szybciej! = )

        Pozdrawiam
        Keep Rockin'
      • ponponka1 zawsze z gorki ;) 02.08.05, 20:47
        i raz wpadlam na rownym w "tor" jaki tworzy wysoki kraweznik oddzielajacy
        sciezke rowerowa przy Sobieskiego od trawnika. Rowerzysta jadacy radosnie z
        przeciwka zajmowal cala sciezke (nie slyszal chyba o ruchu prawostronnym) i
        musialam zjechac ..... skonczylo sie zaryciem prawym kolanem i lokciem po
        asfalcie i zdraciem ich do glebokiego miesa. Dopedalowalam do apteki przy
        Czarnomorskiej a tam mnie juz ladnie zaopatrzono w wode utleniona. Moj krzyk
        slyszala cala poludniowa Warszawa ;) Wieczorkiem popedalowalam na spotkanie
        rowerzystow. Dopiero rankiem jak wszystko ladnie zaschnelo poczulam caly urok
        wielkich strupow i tak sie papralalam ponad miesiac....

        Ponponka i iKONkA
        • t_torro Obciachowo ;) 05.08.05, 14:01
          Dojeżdzałem do własnego bloku. Chciałem wyminąć grubszego osobnika płci pięknej
          schodzącego w stronę bloku akurat zjazdem, a nie po schodach. No i zahaczyłem
          pedałem o maleńki, metalowy płotek. W ułamku sekundy rower był na mnie. Akurat
          było ciepło i sporo sąsiadów było na balkonach i miało darmowy show ;) A ja
          miałem PIERWSZY raz w życiu akurat świeżutko zakupiony kask na głowie, który
          zresztą, wraz z moim łokciem, został nieźle poobijany :)))
          • johnny-kalesony Re: Obciachowo ;) 05.08.05, 21:56
            Kurczę ... opatrzność czy zbieg okoliczności. Kieślowski w swoich filmach jednak
            miał rację: nic nie dzieje się bez przyczyny! Ja również w dniu swojego wypadku
            miałem nie zakładać kasku, ponieważ było naprawdę gorąco. W ostatniej chwili,
            właściwie nie wiem dlaczego, zabrałem go ze sobą ...

            Pozdrawiam
            Keep Rockin'
            • Gość: zorro Re: Obciachowo ;) IP: *.hsd1.fl.comcast.net 05.08.05, 23:10
              Oczywiscie pare razy polecialem, ale nic warte do opisu, najwazniejsze ze rower
              w porzadku.
              Ale mam opowiesc o znajomym. Z mostu w dol zasowal tak kolo 60 km/h no i nie
              zauwazyl kawalku starej opony. Jak przylozyl to z calym rowerkiem jakies 15
              metrow z mostu do zatoki polecial. Niestety rower nigdy sie nie znalzl i to
              dobry Canondale byl. On sie znalazl.
        • Gość: ot Re: zawsze z gorki ;) IP: *.aster.pl 16.08.05, 00:42
          slyszalem, potwierdzam ;)
      • Gość: Michasko Głową w znak :D IP: 80.51.227.* 06.08.05, 15:04
        Ja tam nie miałem zbyt dużo spektakularnych wywrotek ;)
        Ale opowiem zderzenie mojego kolegi ;)
        Razem ścigalismy sie po placu manewrowym z predkoscią 30-35 km/h, ja byłem
        młodszy o 3lata wiec oczywiscie zostałem z tyłu. Kolega obrócił głowę, aby
        zobaczyc czy dalej za nim jade...niestety...jak spowrotem odwrócił głowe w
        kierunku jazdy - nie było już ratunku...uderzył głową z całym impetem w znak
        stopu (w tablice):D Rower pojechał dalej, a on zsuwając się z siodełka upadł
        tyłkiem na tylne koło ;)
        Nie potrafił wstać przez ok. 10min, ale potem doszedł do siebie i pojechalismy
        do domów...
        aha..rower - wyszedł prawie bez zadrapania, oprócz lekkiego obdarcia kierownicy
        w skutek upadku na bok :)

        Pozdrawiam ;)
      • mmmal real obciach to ja ;) 08.08.05, 20:43
        śliczny nowy rower + mizerny krawężnik na zatloczonym rynku
        upadku tym razem spektakularnego nie było, pechowo lewą nogą się podparłam, z
        bicykla z gani chybi starcza demencja lub osteoporoza, ani chybi ;)
      • krzysiek491 Re: wywrotki 11.08.05, 13:53
        Jakieś 20-22 lata temu na rowerku wielkości BMXa piękne hamowanie hamulcem
        nożnym, z podparciem lewą nogą. Niby nic, ale postanowiłem zrobić taki wiraż na
        rurze betonowej (taka z 2 m średnicy), która była jakby przedłużeniem skarpy, w
        którą wpływała piotrkowska rzeczka Strawa - ludzie z PT wiedzą co to za ściek
        (dla krajoznawców - dzisiaj jest tam Dom Technika i Bank Pekao SA). Niestety nie
        wziąłem pod uwagę cienkiej warstwy piasku na brzegu rury i z lekkiego wirażu
        wyszło prawie 270 stopni zakończone wodowaniem 1,5 m niżej w wodzie (ups.
        właściwie w nieokreślonej cieczy) o głębokości 30 cm. Mnie ani rowerowi nic się
        nie stało, ale koleś z którym jechałem (pzdr Paweł) turlał się ze śmiechu, a jak
        wracałem do domu to wszyscy sie za mną oglądali bo trochę wionąłem ta rzeczką.
        Mialem wtedy z 10 - 12 lat. Następny dzwon z 3 lata później na kultowym Wigry 3.
        Jechałem po mieście kilkupasmówką i znudzony postanowiłem zrobić coś w stylu
        testu łosia przednim kołem pomiedzy pasami oddzielającymi pasma ruchu. Raz,
        drugi, piąty się udało, aż za którymś skrętem postawiłem koło prostopadle do
        kierunku jazdy i rower tego nie wytrzymał - efekt: pozdzierane nadgarstki,
        łokcie, prawy bark i kolana + rozbite lusterko. Jechałem też kiedyś z kolegą,
        który zrobił kilkukrotnie opisany w innych postach manewr przejeżdżania przez
        tory - oczywiście zakończył go też na asfalcie (Przygów - most na Luciązy).
        Obecnie od paru miesięcy jeżdżę weekendowo na MTB (po kilkunastu latach na dwóch
        nogach lub czterech kołach) i chyba to już nie te lata (32), żeby zrobić coś tak
        odjechanego, chociaż wciąż liczę na to że się rozkręcę
        • drzewozycia Re: wywrotki 14.08.05, 20:12
          pierwsza poważna gdy miałem lat 7 i na pożyczonym rowerku który miał hamulce
          jsk góral a nie w piaście chciałem podjechać do schodów spadających w dół i
          zatrymać się na samym brzegu. dojeżdzam.naciskam na pedała. i lecę w dół. dwa
          miesiące miałem ślad na twarzy. ostatnie: jechałem chodnikiem.dosyc
          szybko.omijałem ludzi idących po nim z prawej strony.i uderzyłem przednim kołem
          w wystający murek.przeleciałem przez kierownicę.wiozłem wtedy pizzę na plecach
          i spadłem na nią.rogalik zamiast pizzy. kolejna: ulica jednokierunkowa, ścieżka
          rowerowa w kierunku odwrotnym niż kierunek jazdy samochodów (ul.kopernika w
          krakowie jak ktoś wie) jadę sobie przepisowo.ile sił w nogach i jak zwykle
          kierowcy czterech kółek wyjeżdzający z podporządkowanej tam nigdy nie patrzą
          się w lewo tylko w prawo (z lewej jadą rowery, z prawej samochody).zima.ścieżka
          pokryta śniegiem.piękne uderzenie w koło samochodu i akrobatyczny przelot przez
          maskę i wylądowanie za autem. od tamtej pory zawsze jeżdzę tam wolno.pozdrawiam.
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka